OCR Interpretation


Zgoda : Wydania dla niewiast. [volume] (Chicago, Ill.) 1900-1913, February 08, 1912, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/2017218620/1912-02-08/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

GWIAZDKA NA DALEKIEJ
PÓŁNOCY.
1 tam, na dalekiej północy, w
krainie lodów i śniegu, gdzie noc
grudniowa zdaje się trwać l>ez
końca, Gwiazdka ma swoje świę
to. Właściwie dwa święta: jedno
wedle nauki misyonarzy i ob
rządku chrześcijańskiego, drugie
według tradycyi, wysnutej z
wierzeń ludowych. Przyjrzyjmy
się jednemu i drugiemu.
W obu przypadkach ramy uro
czystości stanowi niezmierzone
pole śnieżne, na którem stoją u
bogie chaty eskimosów. Wszę
dzie panuje cisza, przerywana
tylko szczekaniem psów, wier
nych towarzyszów Eskimosów.
Niebo głębokie, ciemne, usiane
jarzącymi gwiazdami, stanowi
tutaj strop świątyni. \Y nocv z
dnia ją na J5 grudnia ożywia sic
“wioska”. 'l*u i owdzie rozbłys
kują <^gniki. a z chat wymykają
się małe postacie, otulone w skó
ry. Są to dzieci, dla których prze
de wszystkiem otwierają się wro
ta kościółka, oświetlonego skąpo
lampami naftowymi. Zastęp dzie
ci zwiększa się, a jednocześnie
odzywa się śpiew, w którym sły
chać powtarzającą Mę zwrotkę:
“Chrystus nam >ię narodził**. Po
dzieciach nadciągają >tarsi w od
świętnych strojach. “Elegantki’*
eskimoskie wdziewają na uroczy
stość haftowane w czerwone a
rabeski i szyte ze skór foki pę
kate i zasobne dolne ubranie i
takież, kaftany. Czerwone skórza
ne trzewiki i sznury szklanych
paciorków na szyi uzupełniają
strój świąteczny. Czarne, jak
smoła, i l>ł\sxczące od tłuszczu
włosy k»>I>ictv e>kinioskie upina
ją wysoko na głowie, przyczem
zamężne przewiązują je wstążką
niebieską a dziewczęta czerwoną.
Mężczyźni noszą włosy dłubie,
opadające im na kark. wiciu jed
nak ‘modernistów” zaczyna już
strzydz swoje czupryny na krót
ko.
Świątynia przepełniona jest
parą od topniejącego lodu i śnie-*
gn, powietrze przesyca woń tłu
szczu, ale w niejednej z tych
piersi prostych łomoce silniej
serce pod grubą powloką skór i
futer.
Po nabożeństwie wracają Ks
kimosj do siebie, a tam wita ich
“choinka \ najczęściej improwi
zowana z nagich kawałków drze
wa. Suta uczta z ryb zamyka u
roczystość wigilijną. A wszędzie
rozlega się pieśń o narodzeniu
Dzieciątka i powitanie Gwiazdy
Betleemskiej.
Eskimosi-poganie inaczej ob
chodzą święto zimowego przesi
lenia, tak doniosłe na dalekiej
północy, gdzie “tęsknota słońca^
o tej porze dosięga najwyższego
napięcia.
I roczystością kierują kapłani
czarownicy Budują oni w
środku wioski “iglu”, t. j. wielką
chatę śniegową, mogącą pomie
ścić »5° osób. W niej odbywają
się “czary” z tańcem i śpiewem.
W środku zasiada kapłan j>od
zwieszającą się z pułapu skórą
foki. Lampy, napełnione łojem,
gasną i słychać tylko głębokie
westchnienia szamana, oraz
szmer wstrząsanej skóry. Oto ma
pojawić się “Torngar.su k”, za
mieszkujący głębiny ziemi i uka
zującyr się ludziom już to jako ol
brzymi, już też jako karzeł. Cza
rownik zadaje mu pytania i od
powiada naturalnie sam, wśród
łoskotu skóry'. Zresztą stara sic
mówić niewyraźnie, aby mieć za
wsze furtkę do odwrotu.
Po skończeniu czarów rozpo
czynają się zabawy i tańce. Mło
dzież rzuca kule żelazne, walczy
z sobą na pięści i tarza się po
śniegu. Do tańca ‘‘przygrywa**
jedyny bęben, zresztą dosyć gło*
sny, aby zastąpić inne instrumen
ty. Tańce są rozmaite: “taniec
wiosny’*, wykonywany z możli
u \ m dla hskiniosow — wdzię
kiem; “taniec narodowy** w czte
ry pary i inne.
Ale najważniejszym epizodem
jest obfita, jak zawsze na dale
kiej północy, uczta. Sute jadło
jest potrzebą Ivskimosa, wiec ko
rzysta on z każdej sposobności,
ab\ potrzebie tej zadosyćuczcnić.
Ta uczta Kskimosow przedsta
wia sama w sobie widok malow
niczy. Naokoło płonącego ogni
ska w mgle dymiący cli kotłów z
rybami i mięsem toki, w oparach
śniegu, cisną się małe, pękate fi
gury Kskimosów, ubranych fan
tastycznie w skóry i futra. Od
izasu cło czasu słychać mlaskanie
ust i radosny okrzyk i Sckinck!
Sekinek!... Jest to uczczenie
wiosny, którą zapowiada już
przełom długiej nocy zimowej i
pierwszy pobłysk słońca.
T*ak czci (iwiazdkę i kroczące
za nią słońce daleka pustynia lo
dowa ...
ZABAWKI.
W pewnym sklepie z zabawkami
Jest śliczności co niemiara:
Katarynka pięknie brzmiąca
Trum-li-li-li!... tra-ra-ra-ra!
Słoń i konik, każdy łebkiem
Umie kiwać w lewo. w prawo,
A sprężynkę, gdy nakręcić,
To biegają nawet żwawo.
Jest laleczka-japoneczka
Pełna gracy i, pełna wdzięku.
W głowie piękne chryzantemy,
A wachlarzyk trzyma w ręku,
Pajac barwnie wystrojony —
Ma pudełko na mieszkanie,
U czapeczki brzmią dzwoneczki,
A cekiny na kaftanie.
Jest tam również i pudelek,
Ślepki czarne, butna mina.
Niech go tylko kto zaczepi,
Zaraz szczekać nań zaczyna.
Prócz zabawek tych jest jeszcze
Innych w sklepie wiele, wiele,
Posłuchajcie, co też one
Urządziły raz w niedzielę.
Sklep zamknięty, wokół cisza.
Wtem zawoła japoneczka:
— Wiecie, co bal urządzimy !
Stańmy wszyscy do kółeczka!
Na to hasło gwar się podniósł.
— Bal! Bal!
— Dobrze!
— Stańmy w kolo!
W chwilę potem zabaweezki
Już bawiły się wesoło,
Słoń się kiwał w prawo, w lewo,
I ttcieszne czynił skoki.
Konik kręcił sie wciąż w kółko,
Świnka wziąwszy się pod boki
Kopytkami w takt tupała,
Bąk się kręcił jak szalony,
Bęben bębnił, katarynka
Grała na przeróżne t«*ny.
— Ajaj! co za straszny hałas!
Lalka aż zatkała uszy.
A wtem, co to?!—Oj, śnieg pada!
Śnieg na głowy nam się prószy!
i o pudełko z sztucznym śnie
giem,
Stało w górze na półeczce,
L hciało się koniecznie przyjrzeć
Rozbawionej japoncczce,
Przechyliło się zanadto
i trzask! pękło na połowę.
Całe szczęście, że pudełko
Nie spadło na lalki głowę.
Śnieg wciąż sypie się dokoła.
Czcm zabawki wystraszone
Patrzcie, patrzcie, jak zim kaja
J u i tam, i w ową stronę.
Janina Porazińska.
DAŁEŚ MI PANIE.
Dałeś mi Panie. dmzo ^••rvj:jcq
Jak słońca Twoje na iiiel>ie.
I dałeś ciało — j>r<*cli\ ki*>re mac,')
Polot wieczysty do Ciebie!
Dałeś mi nieba najwyższą tęskno

Xajpłomienniejsze uczucie —
I najsilniejsze skros j► \ ] j nij^ły
złote
Do chwili ziemskiej przykucie!
Dałeś mi w słońcu «wojem «*t
chłań nocy
T życie straszne rozdroże:
Władzę, co wszystko może w
swej niemocy
I w mocy swojej — nic ni..że.
Rozwiązanie zagadek nadesła
ły: Marya Siuda, Buffalo, N. Y.
Salomea Stępek, Tard City, Pa.t
Helena Żurawska, Lublin, Wis.
Leon i Stefan Osowieccy, Depew,
N. Y., Stanisław Bulsza, Phila
delphia, Pa., Bronuś Tylicki, Cle
veland, O.
Dzieciom tym wysłałam
piykne i pouczające książeczki,
które Wydział Oświaty Zw. N. P.
na ten cel ofiarował Niech dzieci
książeczki te koniecznie przeczy
tają i treść ich prześlą mi do re
dakcyi.
O odebraniu przesyłek proszę
zaraz zawiadomić.
Mała “przyjaciółka” dawno już
do mnie nie pisała.
NA ŚLIZGAWCE.
To dziś ludno na stawie!
Gwar i śmiechy dokoła,
Na ślizgawkę wyległa
Calusieńka, hej! — szkolą.
Wszystko — chłopcy dziewczęta,
Twarze dziarskie i zdrowe;
Dzwonią głosy jak srebro.
Brzęczą łyżwy stalowe.
Zakrzątnęli się wszyscy:
Nie czekając rozkazu —
Każdy łyżwy przyczepił
I wio! — na lód, odraził \
Frószy śnieżek bieluchny
Wiatr dmie mroźny z północy,
Ale młodym nie zimno,
Więc się bawią do nocy!
Skrzypi lodek na stawie,
Dudnią wozy po grudzie.
Dźwięczą śmiechy młodzieży —
Dzielni będą z niej ludzie!
Kto jeszcze nie ma
Kalendarza Związkowego
na rok 1912,
niech się pospieszy z zamó
wieniem, bo zapas wkrótce
się wyczerpie. — Kalendarz
Związkowy jest najlepszy ze
wszystkich innych kalenda
rzy, ma obfity dział literacki
i informacyjny i jest całkiem
zastosowany do potrzeb ży
cia naszego ludu w Ameryce.
Ceną za egzemplarz (o
becnie zniżona) wynosi 35
centów z przesyłką.
Adres: Dziennik Związko
wy, 1406 W. Division St.,
Chicago, 111.
Byłoby lepiej.
■ k ci się podoba ten wiersz,
kt r\ napisałem na śmierć 1110
je? o wuja? pytał pewnego litera
ta n.!* cly człowiek sam rymo
twórca z pod ciemnej gwiazdy,
ale . ^ostrzenicc znakomitego
po< *y.
— Niczego, niczego, jeśli jed
na’ iipm prawdy powiedzieć, to
lejne i żebyś ty był umarł, a wuj
wiersz napisał.

xml | txt