OCR Interpretation


Zgoda : Wydania dla niewiast. [volume] (Chicago, Ill.) 1900-1913, April 17, 1913, Image 8

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/2017218620/1913-04-17/ed-1/seq-8/

What is OCR?


Thumbnail for 8

Poczta
dla dzieci.
Ksawerkowi Zielińskiemu 7. Phila, Pa. —
Nie mów. kochany, szroda, ale: środa; i nie 2
Aprlia, ale: 2 kwietnia.
Zuzi Żebrackiej z Youngstown, O. — Ha,
l»a! — to pocieszne!
Maryni Misko z Toledo, O. — Bo niema
miejsca na to, kochana moja.
Anusi Buczek, z Kansas City, Kans. —
Przyślij mi swój dokadny adres i 15 centów
w znaczkach pocztowych, a wyślę ci krótką
h i story ę Polski.
Na baliku
U Kwiciusia na baliku
Było gości raz bez liku.
Przyszły owce i ba rany,
Kot bronzowo nakrapiany,
Trzy indyczki, pies kulawy
(I.ubił wszelkie on zabawy).
Przyszły gęsi i kurczęta...
Ech, kto wszystkich ich spamięta!
Przyszli także z gęstą miną
Pan lis z żoną swą — lisiną.
Po kolacyi goście mili
Wszyscy w pląsy się puścili.
Kwiczuś prosi imć lisinę
(Patrzcie, jaką zrobił minę).
By z nim poszła w skoczne pląsy.
Liska zrazu stroi dąsy.
Potem jednak łapkę daje,
W mazurową parę staje.
Trum-li-li-li!.. tnie muzyka.
Kwiczuś wkoło już pomyka.
Trum-li-li-li 1.. wtórzą echa.
Patrzcie! patrzcie! toż uciecha!
Jak wygląda Kwiczuś z liską!
Ot, tu tańczą teraz blizko:
Ona chuda, jak szpileczka,
A on tłusty, niby beczka.
Ona wielkim krokiem kroczy.
On się jak baryłka toczy,
Ona szybko wkółko krąży,
A on ledwie jej nadąży! •
Słychać brawa, słychać śmiechy.
Byłoż z pary tej uciechy!
Królik
— Patrz. mamo, co ja dostałem! — zawo
łał Józio, wpadając do jadalni,
— Cóż to takiego? Królik?
— A królik, mamusiu... Przyniosła mi go
KrancKzkowa; będę go sam pielęgnował...
— (>by tylko troskliwie —• powiedziała
mama — już niejedno miałeś upodobanie, a
nie wytrwałeś w pielęgnowaniu zwierząt, ani
w hodowaniu roślin.
Chłopczyk milczał w istocie bowiem tak
było. Mama powiedziała prawdę. Józio dość
często napierał się czegoś, to pieska, to kotka,
to kanarka, lecz już jk> kilku dniach zapomi
nał zupełnie o swych ulubieńcach i mania
opiekowała się nimi.
1 ak samo działo się z kwiatami i biedne
rośliny nieraz więdły i usychały.
— Jak się to dzieje, że mama ma takie
śliczne kwiaty?... — pytał nieraz Józio.
« — K.* się staram o to...
— fabym tc^chciał mieć takie ładne, peł
ne zieleni doniczki w oknach...
— No, daj mi swoje kwiaty; może w mo
im pokoju będą lepiej rosły.
Nie myliła się mama i niedługo Józio py
tał zdziwiony:
— C o mamusia zrobiła, że kwiaty są takie
ładne teraz?
— Podlewałam, oczyszczałam, pamięta
łam o nieb każdego dnia.
Tym razem Józio pieścił i ściskał tak
czule swego królika, że mama widząc to. uwie
rzyła. że będzie się nim opiekował gorliwie.
Kazała więc w sieni zrobić dla niego
dużą przegrodę, i zauważyła, że przez kilka
dni Józio troskliwie pamiętał o swym wycho
wanku. przynosząc nut sałatkę i liście kapu
sty.
Przy'końcu tygodnia przyjechała z inne
go miasta ciocia i przywiozła Józiowi śl::zuą
łamigłówkę.
Józo l>ył nią zachwycony i cały wieczór
ustawiał rozmaite obrazki.
Nazajutrz ledwo odbył lekcye, wórcił
znowu do nowej zabawki, od której nie mógł
się oderwać. Kilka razy przyszło nut wpraw
dzie na myśl, że królik dziś jeszcze nic nie
dostał d<> jedzenia, lecz mówił sobie:
— Kii. co mu tam będzie! Dostanie za to
więcej |*» obiedzie...
Kecz niestety, po obiedzie znowu zapom
niał o zwierzątku...
Wreszcie nad wieczorem przypomniał
sobie o króliku. Jak burza zbiegł z pierwsze
go piętra, gdy na dole spotkał pokojówkę idą
cą do mamy.
— Czy Franusia nie wie, co też pora
bia mój królik? — zapytał.
— A wiem. leży w kącie jak nieżywy i
ledwo dyszy — odpowiedziała.
Pod Józiem zatrzęsły się nog:. Przerażo
ny. przysiadł na schodach i rzekł:
— Franusia żartuje pewnie. To być nie
może.
— Aha żartuje! Niech Józio pójdzie śom
i zobaczy.
Józio ze zwieszoną głową poszedł’ do
sieni, lecz spojrzawszy do przegródki królika,
krzyknął z przerażenia. Biedne zwierzątko
było n a w pół omdlałe z głodu, dopiero gdy
Franusia podsunęła mu miseczkę z wodą,
królik zaspokoiwszy pragnienie, ożywił się
nieco. Potem dano mu sałatę, którą jadł chci
wie; przyniesiono liści kapusty, a Józiowi, aż
łzy się ,w oczach kręciły, gdy patrzył na to. ,
Byłby zdechł nieborak — powtarzał so
bie z trwogą.
I odtąd zawsze pamiętał nietylko o kró
liku, ale i o piesku, kotku, kanarku i o swoich
doniczkach z roślinami.
Liściki od dzieci.
OD JANI.
Pozdrawiam Ciocię Lusię i moja mama
tak sanio pozdrawia. Teraz piszę do Cioci ł.li
si jeden wiersz.
Wandzia.
Zamiast kwiatów, zamiast wstążki,
Kuj>owała W andzia książki,
Ale żadnej nie czytała,
Ot tak tylko, byle miała.
Na to matka jej powiada.
Książka w szafie nic nie nada.
Pszczółka z kwiatów miodek chwyta.
Kto ma książki, niechaj czyta.
Czy się Cioci spodobał ten wiersz. Ją
jeszcze mam więcej do pisania, to nie je^t
wszystko, ale na drugi raz napiszę. Niech
Ciocia ł.usia często przysyła Zgodę, bo ja się
nie mogę doczekać gazetki.
Janina Stępniewska,
33 Fisk st.
Chicago, III.
PRAGNIE SIĘ UCZYĆ PO POLSKU.
Kochana Ciociu Lusiu!
Już dawno chciałem napisać do kochanej
Cioci, ale sic obawiałem, że mój list będzie
wrzucony do kosza, boja nie umiem dobrze pi
sać po polsku, chodzę do szkoły publicznej i
to co mówię i piszę po polsku to tylko sam się
nauczyłem, bo tata i mama mówią w domu po
polsku; chcę czytać po polsku ale nie mam na
czem, chciałbym się wprawiać w czytanie i pi
sanie polskie, a później żebym mógł moich
braci młodszych uczyć, a tu u nas wcale nie
ma na czem. bo zaledwie mam raz na tydzień
Zgodę taty i mamy, chętnie czytam, ale to za
mało i przeglądam gazetkę dla dzieci, którzy
piszą i proszą o książki, więc i ja proszę Cioci
0 jaką książkę, z której jabym się mógł uczyć
1 coś dowiedzieć, póki czas. Liczę lat 11, jestem
w 7 klasie. Na zakończenie przepraszam co
źle napisałem i proszę się nie śmiać. Posyłam
Cioci niski ukłon i pozdrowienie.
Ignacy Iwanicki,
99 Veteran str.,
Meriden, Conn.
Od “Cioci Łusi". — W ysyłam ci, o co
prosisz, mój synu.
Nie płacz.
Kie płacz, dziecko drogie,
Choć cię serce boli,
Łzy ci nie pomogą,
„ Złej nie zmienią doli.
A osłabią tylko
I wolę i ciało,
A nam sił i woli
Więcej by się zdało.
Nie płacz dziecko moje,
Choć szczerze cię wzruszy
Nieszczęście bliźniego
* I cierpisz z nim w duszy.
Łza spłynie jak woda
#I kogóż pokrzepi.
To czynem pomagaj
I ratuj!... tak lepiej.
O, nie płacz!... O, nie płacz!...
Łza dławi i ściska,
Niech raczej zapałem
Twe oko połyska.
Niech siłą uczucia.
Odwagą niech płynie,
A serce gorące
Niech bije w tern łonie,
Miej siłę i męstwo,
Ody doznasz zawodu,
Bo któż go uniknie.
Hartuj się za młodu!
Ha! życie nie pieści...
Leszcz chłoszcze czasami...
Walcz dziecię, miej siłę,
Nie zmieszaj jej łzami.
NA SZKOLĘ Z. N. P. NADESŁANO:
Ksawerek Zieliński z Phila, Pa. 30c

xml | txt