OCR Interpretation


Zgoda : Wydania dla niewiast. [volume] (Chicago, Ill.) 1900-1913, May 08, 1913, Image 8

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/2017218620/1913-05-08/ed-1/seq-8/

What is OCR?


Thumbnail for 8

GAZETKA DLA DZIECI.
Mania i króliki.
Mam trochę wstążki od ciotki.
To ją w drobne podrę paski
Dla was moje pieszczotki.
Prześliczne izrofbię opaski,
Najprzód na szyjki obróżki.
Zwiążę wam też długie uszy,
Bransoletki dam na nóżki
I śmiać będę się tak w duszy,
Bo nie na tem koniec jeszcze.
Pyszczki też wam zwiążę trochę,
W iecie, że was chętnie pieszczę,
Lecz wy takie śmieszne, płoche,
Więc figlować z wami lubię
I popsocić się z ukradka...
Już znów Biały mnie tu skubie,
Oj, czupurna z was gromadka. —
Siedźże sobie tam grzeczniutko,
Jemu naprzód pyszczek zwiążę,
Będę bawić chwilę krótką
1 wnet <io was znów podążę...
Związać pyszczek? 1'sz.ka, łapki?...
kecz to może bardzo l>*>Ii ?
W szak słyszałam raz od babki.
Jak to przykro żyć w niewoli. —
Gdybyż mnie kto zamknął buzię,
Związał uszka, potem rączki.
Potem obie moje nózie
lo, chociażby te obrączki
Były nie w iem jakie złote.
Jak nie mogłabym już skakać,
Śpiewać, kiedy mam ochotę,
I obym tylko chciała płakać —
Płakać, płakać od poranku
Aż do samej późnej nocy...
Idźże, Biały, mój kochanku.
Nie chę użyć mej przemocy.
Za cóż karać was pieszczotki,
Krzywdzić was tak bez przyczyny ?
Nie dam wam wstążki od ciotki.
Nie chcę męczyć — króliczynv?
Bajka o Krasnoludkach.
1 >vvoje dzieci, syn i córeczka pewnej bie
dnej kobiety, poszło do boru na grzyby i ja
gody. Nie sjH>strzegli, żc wieczór się zbliża i
nim zdążyli dojść na pole. ciemna noc ich za
skoczyła. i pobłądzili, tak. że do domu trafić
nie mogli.
Dziewczynka odezwała się do brata: —
“W nijdż braciszku na drzewo i zobacz, czy
g i/ie jakiego światła nie ujrzysz.”
Chłopiec wszedł na drzewo i rzekł: ‘‘‘Wi
dzę światło, lecz bardzo daleko, wnijdź także
na drzewo i tak przenocujemy. Jutro rano
pójdziemy, gdzie światło widać, tam też mu
szą ludzie mieszkać.*' Nazajutrz udały się
dzieci w stronę, gdzie światło widziały i do
szły do małego domku, otworzyły drzwi i we
szły.
Dziwny widok im się przedstawił: ma
leńka kuchenka z niezupełnie jeszcze wyga
słym ogniem, dalej pokój z długim stołem na
środku i ustąwioneini na nim 13 maleńkietni
talerzykami; pod ścianami zaś 13 małych łó
żeczek.
Dzieci to wszystko z wielką ciekawością
i radością oglądały.
Dziewczynka rzekła do brata: “Idź w po
dwórze, urąb drzewa, a ja rozniecę ogień, u
gotuję obiad, pościelę łóżka i pokój zamiotę.”
Jak powiedziała, tak też zrobiła.
Koło południa usłyszeli wiele zbliżają
cych się głosów, wystraszyli się i skryli za
ognisko. Nagle ujrzeli i3 krasnoludków,
wchodzących do domu, a między nimi jeden
wyższy, zapewne ich wódz.
Gdy krasnoludki spastrzegli, co dzieci
zrobiły, rzekli: “Kto uprzątnął, kto łóżka po
słał i kto obiad ugotował ?“ Potem szukając,
znaleźli ukryte w kącie dzieci, do których ich
starszy tak się odezwał: “Chodźcie dzieci, nie
bójcie się, i opowiedzcie nam, jakeście się tu
taj dostały!”
Dzieci opowiadały przygodę swoją, po
czem krasnoludki się odezwali: “Pozostańcie
u nas; dziewczynka będzie nam gospodarstwo
prowadzić.” Dzieci się na to zgodziły.
Krasnoludki codziennie chodzili do swe
go zatrudnienia w górnictwie, a dzieci w' do
nui gospodarowały i czuły się szczęśliwe.
Jak upłynęło kilka tygodni, gdy pewne
go dnia zajechał pojazd przed domek, i jakiś
pan z niego wyszedł i odezwał się do dziew
czynki: “Jeżeli ze mną do miasta pojedziesz,
tam cię wielkie szczęście spotka.” Lecz dzie
wczynka odrzekła: “Nie, ja z tobą nie pojadę.”
Mężczyna się rozgniewał, ukłuł ją igłą w gło
wę, skutkiem czego dziewczynka zaraz umar
ła. Gdy krasnoludki w południe od pracy po
wrócili, bardzo się zmartwili jej śmiercią i za
częli przygotowania robić do pogrzebu. Jedni
trumnę zaczęli robić, drudzy chcieli ją ubrać i
gdy ruszyli głowę, aby ją uczesać, wyciągnę
li wielką igłę, która utkwiona vv głowie pozo
stała, poczem dziewczynka nagle oczy otwo
rzyła i powróciła do życia z wielką radością
całego otoczenia.
Starszy krasnoludek dał taka przestrogę
dzieciom: “Gdy nas niema, nie wpuszczajcie
nikogo do domu.” Dzieci uroczyście przyrzek
ły mu, że tak uczynią.
Kilka dni później, przyszła znów stara
kobieta i pukając do okien prosiła, aby ją
dzieci wpuściły, ponieważ ma doskonałe jabł
ka na sprzedaż. Dziewczynka otworzyła okno
a kobieta podała jej jabłko, zalecając, aby.
je szkosztow ała., ale gdy tylko je ugryzła, pa
dła nież\ w a na ziemię. Chłopiec najokropniej
zaczął płakać i narzekać. “Ach, gry by krasno
ludki jak najprędzej do domu wrócili!”
W krotce też nadeszli, zastali dziewczynkę
nieżywą. Zapytali się zaraz chłopca o przy
czynę jej śmierci. Gdy się o wszystkiem do
wiedzieli, starszy zbliżył się do dziewczynki,
ot warzył jej usta. włożył palec, wyjął ów kawa
łek jabłka, poczeni dziewczynka ożyła. Kra
snoludki odbyli naradę i postanowili, chcąc
nadal złemu zaradzić, aby zawsze jeden z nich
w domu pozostał, gdy drudzy do pracy pój
dą. I ak się też stało, i dość długo wspólnie
szczęśliwie żyli.
Pewnego dnia starszy krasnoludek zapytał
dziewczynki, czy nie chciałaby zostać jego żq
ną; dziewczynka odrzekła: “I owszem/’ Na
to chłopiec się odezwał: “Musimy przecież na
szą matkę wpierw sprowadzić i potem do
piero ślub urządzić/’ 'Wszyscy na to się zgo
dzili.
W yruszyły więc dzieci w drogę, a kra
snoludki im towarzyszyli, aż do skraju boru,
i żegnając je rzekli: “Idźcie po waszą matkę,
a niv tu waszego powrotu z niecierpliwością
ocezkiwać będziemy.”
Nazajutrz doszły dzieci do matki, uszczę
śliwionej ich widokiem, gdyż sądziła, że już
dawno nie żyją. Opowiedzieli jej wszystko, co
ich w życiu spotkało; matka chętnie na projek
towane małżeństwo się zgodziła. Potem wszy
scy poszli do lasu, gdzie krasnoludki na nich
czekali, a stamtąd udali się do małego dom
ku.
I rzeciego dnia przy pięknej pogodzie i
śpiewie niezliczonego ptactwa leśnego odbyło
się wesf'e. Młodzi żyli szczęśliwie z sobą. —
Najwięcej jednak cieszyła się stara matka, że
•.ctaz ma takie spokojne życie i że córka jej
ostała żoną takiego majętnego księcn.
KOT I MYSZKA.
Złapał kot myszkę i z nią figlował
RaJz ją pochwycił raz znów sfolgował
Wtem wolna myszka skacze do dziury
A za nią pędzi nasz kotek bury.
Chwycił za ogon gdy dała susa,
Myszka uciekła jednak choć kusa.
Niech to nauczką jest dla was dzieci,
Że czas jak myszka szybko uleci.
To też nie traćcie cłzasu dziateczki,
W eźeie się szczerze do swej książeczki.
A pilność wasza wielki plon wyda,
Nauka w' życiu na coś się przyda.
M. A. Marmurowicz.
Poczta
dla dzieci.
Maryni Centnarowskiej z Amsterdam, N. Y.
Cieszy mnie to, że Marylka przystąpiła do
gniazda Sokółek; chciałabym widzieć wszyst
ką dziatwę, czytającą “Gazetkę” w Sokolstwie
polskiem.
Tekluni Świerkoskiej z Jersey City, N. J.—
Dziękuję ci, najdroższa, miałam bardzo we
sołe święta. Nie pisze się “wrzut, ale —
wrzód. Rodzicom podziękuj za ukłony.
Emilci Olestowicz z Shamokin, Pa. Wier
szyk, któryś nadesłała, spodobał mi się bardzo;
dziękuję ci.
Kasi Moczadło z Thorp, Wis. Gdyby tak
Kasieńka postarała się o nieco lepszą kaligra
fię... toby “Cioci Lusi” niezmierną zrobiła
przyjemność.
Józi Hlawaty z Peru, 111. Za liścik dzięku
ję; na bilet czekam. W ierszyk dobry.
Ksawerkowi Zielińskiemu z Phila, Pa. —
I ak, tam należą do Z. N. P., ale nie wszystkie
też dzieci czytają Gazetkę.
A. Buczek z Kansas City, Kans. Jakże
mi żal. żc mamusia tak chora!... Książeczkę,
na którą przysłałaś pieniądze, wysyłam ci. —
Dziękuję za szczery i serdeczny liścik; —
proszę częściej.
E. Grabowskiej z Chicago. Przyłóż cie
niutką bibułkę na miejsce splamione i przypra
suj gorącem żelazkiem, powtórz kilkakrotnie,
a plama zniknie.

xml | txt