OCR Interpretation


Zgoda : Wydania dla niewiast. [volume] (Chicago, Ill.) 1900-1913, December 25, 1913, Image 5

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/2017218620/1913-12-25/ed-1/seq-5/

What is OCR?


Thumbnail for 5

DLA DZIECI.
Najserdeczniejsze życzenia wesołych
świąt zasyła W ani, kochane dzieci, nowa re
daktorka.
Hołd Pastuszków.
Już pierwsza gwiazdka na niebie świeci.
Hej pastuszkowie, hej miłe dzieci!
Ho żłóbka niechaj każdy pobieży,
Ot, Pan Zastępów na sianie leży,
Niby maleńki, cichy, spokojny,
A taki w ielki i taki hojny!
Co kto ma w sercu, co kto ma w duszy,
Dzieciątko Boże, wszystko dać może!
I ten, co szczęśliw, i ten, co płacze,
‘Komu dał Pan Bóg życie tułacze,
Komu sierocą przeznaczył dolę,
Niechaj tu przyjdzie spowiadać bóle.
Bo choć maleńki, cichy, spokojny, .
On bardzo wielki i bordzo hojny !
Co dzieci dostały na Gwia
zdkę.
—Co ja też dostanę na Gwiazdkę? — my
I słała sonie Salunia.
1 przechodząc koło sklepów /. zabawka
mi, przypatrywała się i mówiła:
— Taka dużą lalkę z włosami od cioci—
moja nawet ładniejsza, niż ta, co tutaj stoijw
różowej sukience.
— Łóżeczko dla lalki mam, kuchenkę i
gospodarstwo także mam — myślała dalej.
I nagle zwróciła się do braciszka Zygmu
sia i spytała:
— A ty, co byś chciał dostać na Gwiazd
kę ?
— Ja... ja... — mówił, jąkajac się Zy
gmuś.
A w końcu rzekł:
-—♦ Eb, nie powiem!
— A to ładnie, mieć takie tajemnice! —
zawołała Salunia.
— r*o ty zaraz wszystko wygadasz! —
mówił Zygmuś.
— Czy to je jestem papla? — oburzyła
się Salunia.
I kto wie, byłoby może przyszło do kłót
ni, ale mama, która rozmawiała dotąd z ja
kąś panią, zwróciła się i rzekła:
— Dzieci, idziemy już do domu.
Zygmuś i Salunia szli naprzód, a mania
za nimi.
Zaraz też Salunia poczęła :
— Ja to sama nie wiem, cobym chciała
dostać, tyle już mam zabawek!
— Eh, co tam zabawki — rzekł z łekce
w a żenieni Zygmuś.
— A co? — spytała Salunia.
— Ja, to bym chciał dostać konika - od
rzekł Zygmuś.
— Masz przecież konika.
— Co mi tam taki koń nieżywy, t\Iko
wypchany! — odpowiedział Zygmuś.
— To także zabawka, ja chciałbym mieć
żywego konia! — dodał.
— Żywego k<#ia... fiu, fiu! — mówiła,
zamyślając się, iSalunia.
— To zupełnie tak samo, ja gdybym ja
chciała dostać żywą lalkę.
— Wcale co innego, ho konie żywe są, a
lalek żywych niema — odrzekł Zygmuś.
W tej chwili dzieci weszły do domu i roz
mowa się przerwała.
Ale Salunia wciąż łamała sobie głowę, co
ona dostanie na Gwiazdkę, a Zygmuś myślał
o żywym koniku.
Nadeszła wigilia Bożego Narodzenia, a
Salunia myślała sobie:
Nareszcie dowiem się, co dostanę na
Gwiazdkę!
Zygmuś zaś tylko westchnął i rzekł:
— Wiem, że nie dostanę konika!
— Skąd wiesz? — spytała siostra.
— Bo mania kazała zanieść drzewko do
tatunia pokoju i tam je ubiera — odrzekł chło
piec.
— To i cóż? — pytała dalej Salunia.
— Jakaś ty dziecinna, przecież konia do
pokoju nie wprowadzą — mówił ‘Zygmuś z
zasmuconą miną.
Prawda] — przyświadczyła Salunia.
— A więc, gdzieżbyś postawił konia, gdy
byś go dostał? — spytała.
J craz Zygmuś się zamyśli! i rzekł: *
— Prawda, nie pomyślałem o tein.
1 westchnął.
A potem tak sobie rozważał:
~ D*a konia nie tylko trzeba stajni, ale
trzeba mu jeść dawać, trzeba także stangreta,
któryby konia czyścił i jeść mu dawał.
—Nie mogę się spodziewać, żeby mi ro
dzice dali podarunek, z którym tak dużo kło
potu — myślał sobie dalej.
— I tyle kosztuje! — dodał.
— Już wiem, gdy urosnę, będę dużo u
mial, zapracuję wtedy i kupię sobie konika!
I tak się ucieszył tą myślą, że aż podsko
czył z radości.
Ucieszył się też jeszcze więcej, gdy do
stał na Gwiazdkę śliczną książkę z obrazkami
i ojciec mu powiedział, że w tym roku pójdzie
już do szkoły.
Salunia za to skrzywiła się i zrobiła min
kę bardzo niezadowoloną, gdy dostała przy bo
ry do szycia, a mama jej rzekła:
Masz tak dużo zabawek i tak niemi
nic lubisz się bawić, że teraz będziemy co
dzień szyć i z pewnością lepiej'ci czas przej
dzie.
Salunia teraz codzień siedzi, kraje i szy
je dla lalek, a Zygmuś czyta książkę i bardzo
się dobrze uczy. Z pewnością, gdy urośnie,
zapracuje sobie i kupi konika.
Boże drzewko.
Bo/e drzewko... na około tysiące gwiazd się
jarzy,
Jysiące błysków, światełek migotliwych świe
ci —
Po zielonych gałązkach złote wiszą sieci,
Srebrne nitki, jabłuszka z rajskich wirydarzy,
Przed drzewkiem w upojeniu stoją małe dzieci
I patrzą na cud ten — każde dziecko marzy,
Bo oto z gwiazd, z zielonych smerkowych wa
chlarzy
Srebrzysty, biały anioł cicho ku nim zleci.
Oto frunął, przepłynął cały w śnieżnych pu
chach,
I na wiotkich, leciuchnych gałązkach choinki
Pozawieszał kosztowne, cudne upominki.
I biegną wszystkie dzieci, a w ich żwawych
ruchach,
Drży radości i szczęścia bezmiernego fala,
I wstęga złotych marzeń dusze ich okala.
Zygmunt Różycki.
Przysłowia i zdania.
‘ Czyniąc dobrze, nie bój się nikogo.
— Pilność nigdy bez nagrody.
— Mało, a dobrze.
—— Grzeczność wszędzie przyjemna.
—- Miej nad każdem stworzeniem miło
sierdzie.
Powoli najdalej zajdziesz.
— Przyjaźń lepsza, niż złoto.
— Mściwy dwa razy traci.
— Jaka praca, taka płaca.
— Staropolska jest to cnota, przed nikim
nic zaniknąć wrota.
Kto osładze los bliźniego, skarbi łaskę
W’ szecli mocnego.
Kto jest bogaty.
— Ach, żebym to ja miała dużo pieniędzy!
mówiła Andzia — kupiłabym sobie zaraz
prześliczną lalkę — ale cóż, nie mam na to!
Mania nie ma dużo pieniędzy, biedni jesteśmy.
Sama nie wiesz, co mówisz Andziu —
rzekła starsza siostra — nie jesteśmy biedni,
bo mamy wszystko, czego człowiek potrzebu
je*
— Tak, ale nie mogę przecież kupować
wszystkiego, co mi się podoba?
Bo tego nikt nie może, ale przekonam
cię zaraz, że masz ogromne skarby.
— Ja? — zawołała Andzia.
— r»k — masz ojca i matkę — pomyśl,
ile to dzieci nie ma rodziców. Czybvś ich od
dała za największy majątek?
— Ach, nigdy, nigdy f _ zawołała Andzia.
— lo jeden skarb, a drugi — zdrowie.—
I rz\ pomnij sobie Stasię. Bardzo jest bogata
i cóż jej z tego, kiedy chodzić nie ma siły i w
wózku ją wożą. Czy wolisz jej pieniądze i za
bawki od swojego zdrowia?
— O, nie! — szepnęła Andzia.
Widzisz. Masz zdrowe nogi, nie jc.sieś
kulawa, doskonałe oczy, silne ręce do pracy,
dobrych rodziców*, oni opiekują się tobą i ni
czego ci nic brakuje, więce jesteś szczęśliwsza
od niejednej dziewczynki, która ma więcej od
ciebie zabawek i pieniędzy.
— To prawda — rzekła Andzia.
— Jak myślisz teraz, Andziu — kto jest
naprawdę bogaty?
— Kto ma dobrych rodziców, zdrowie,
rozum i chęć do pracy — zawołała Andzia —
teraz to doskonale zrozumiałam.
0 gwiazdeczko! coś świeciła
Nad stajenką tam,
Powiedże nam gwiazdko miła,
Powiedz gwiazdko nam:
Kto ci mleczne wskazał drogi,
Żeś przebyła świat,
I przed Boży tron ubogi
Mędrcom słała ślad?
Wszechmogący Stwórca ziemi
Życie we mnie wlał,
1 drogami błękitnemi
Do Betlejem słał.
Bo jak Anioł wiódł pasterzy
W Betlejemski próg,
Tak przezemnie wieść się szerzy,
Gdzie zrodzony Bóg.
Betlejemska gwiazdo złota,
Błyśniej pośród nas,
Gdzie brak wiary i niecnota
Serca mieni w głaz,
świeć i prowadź do kościoła
Wśród ciernistych dróg,
Tam nas czeka, tam nas woła
Ojciac nasz i Bóg.

xml | txt