OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Chicago, Illinois) 1914-current, January 01, 1914, Image 1

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/2017218622/1914-01-01/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

„ZGODA
Orgoo Z w ątka Nwcdow
Polskiego w Sc TJorfa.
WYDANIE TYGODNIOWE
14M-1408 W. DirisiM Str
hkofokStaUM.
CHICAGO. ILL.
En ter md as smcond-c/aes matter Mar eh 7, 1913, at the Post OfĄgą ot Chicago, liiinoiM, undmr the Aot ot August 24, 1912.
Chicago, lii., 1-go Stjćsnia (January) 1914.
Bok (Vol.) 33.
No. 1.
•nwu.iwn.1
WEEKLY EDITION
TK. Mir Poli.li W.MM.M le
Ae»n-. tkał Carc.l.t*. ul mm.Wy
i. nwr Stal. W tfc. 1 —
1406-1408 W. Diraca Str.
CHICAGO. ILL.
THE
„ZGODA”
Officiel Onu W tk.
POLISH NATIONAL ALLIANCE
PRZYKŁAD GODNY NAŚLADOWANIA.
Miły i nader znamienny
list otrzymaliśmy w tych
dniach od sekretarza Tow.
Młodzieży Tadeusza Koś
ciuszki, grupy 1041 Z.N.P. z
Salem, Mass. Mianowicie
donosi on nam, że do grupy
tej w miesiącu listopadzie
zwerbowano 217 nowych
członków. Dzielny ten zwią
zkowiec z grupy złożonej ró
wnież z tak dzielnych praco
wników, jak on sam, donosi:
Szanowna Redakcyo!
Mam zaszczyt zawiadom
mić Was, iż grupa 1041 Z»
N. P. spełniła swój obowią
zek względem Związku Na
rodowego Polskiego i Oj
czyzny. Nie chcę przesadzać,
ale nie wiem, czy w historyi
Związku jest znaną grupa,
któraby przyjęła do swego
grona 217 członków w jed
nym miesiącu, i to członków
nie zorganizowanych w ja
kieś Towarzystwo samoist
ne, lecz członków, którzy po
jedyńczo do nas wstąpili.
Mianowicie 22-go listopa
da przypadała 10-ta rocznica
istnienia naszego Towarzy
stwa im. Tadeusza Kościu
szki, więc na posiedzeniu w
październiku podjąłem myśl,
aby znieść na jakiś czas
wstępne do Towarzystwa i
dołożyć przytem starań,* aby
powiększyć nasze szeregi.
Bez żadnego więc wiecu a
gitacyjnego, bez rozgłosu
zabraliśmy się do pracy i ka
żdy z członków zaczął się na
własną rękę starać, jak u
miał, aby jak najwięcej
zwerbować członków dla To
warzystwa i Związku. Człon
kowij jak misyonarze cho
dzili od domu do domi^^pol*1
skiego i pouczali rodaków,
czem jest Związek i dlacze
go każdy Polak i Polka po
winni do niego należeć. Ni
żej podpisany sam w ten spo
sób zwerbował 46-ciu człon
ków w jednym miesiącu, a
kilku innych dostarczyło ich
po 10, 20' i 30. W taki więc
sposób zdobyliśmy 217 no
wych szermierzy dla Związ
ku i zapewne miesiąc listo
pad r. b. można śmiało zapi
sać złotemi zgłoskami w hł
storyi naszego Towarzy
stwa.
O ile wiemy, Związek Na
rodowy Polski ma najwięcej
przeciwników w Stanach
Nowej Anglii, zwłaszcza
między klerem, który nawet
wydaje pisemko tygodnio
we “Gazetę Bostońską” na
zwalczanie Związku, a które
to pisemko w ohydny, naj
bezczelniejszy sposób napa
da na naszą organizacyę,
przedstawiając ją w jak naj
gorszem świetle, aby tylko
odwrócić od niej hid nasz.
Lecz prawdę powiedziaw
szy, zapóźno wybrali się w
drogę, bo powstrzymać ma
thiny związkowej już nia
mogą, bo czem więcej napa
dają na Związek, tern więcej
dodają nam bodźca i ducha
do pracy na niwie narodo
wej.
My związkowcy z grupy
1041 w Salem, Mass., nawet
przed najgorszym i najnie
bezpieczniejszym wrogiem
nie cofniemy się wstecz, lecz
pójdziemy śmiało naprzód
przebojem za sprawiedli
wość i prawdę.
Miłość i pozdrowienie!
Bolesław Suwiński,
prezes grupy 1041 Z.N.P.
Ot i niech tu kto teraz po
wie, że trudno zdobyć człon
ków dla Związku, że trudno
naszych braci organizować,
jeżeli się tylko chce. Właś
nie grupa 1041 dowodzi pra
ktycznie, że można szeregi
związkowe potroić w ciągu
jednego roku, gdyby wszys
cy członkowie Związku za
brali się tak do sprawy orga-!
nizacyjnej, jak się zabrali!
dzielni członkowie owej
grupy. Chwali się im przeto
zbożną pracę na polu naro
dowem i stawiać można
tych dzielnych młodych szer
mierzy za przykład innym
grupom. 1 oż owa grupa
1041 nie była silna liczbą, a
jednak okazała się silną du
chem i w poczuciu obowiąz
ku zrobiła to, co powinna
zrobić każda grupa. Jeżeli
jedna grupa potrafiła w je
dnym tylko miesiącu zdo
być aż 217 członków, to ilę
ich powinny zwerbować in*
ne grupy w ciągu całego ro
ku?
Wiemy, że są u nas grupy
“śpiące”, które ani w dzie
sięciu latach nie zdobyły ty
lu szermierzy, więc niech się
ockną, niech przetrą oczy i
niech popatrzą na pracę gru
py 1041, a wtedy może same
nabiorą energii i chęci do
pracy organizacyjnej.
Tyle razy już pisaliśmy, że
przy dobrych chęciach ze
strony nas wszystkich, wer
bować nowych członków dla
Związku wcale nie jest tru
dno. Niech wszyscy członko
wie Związku, jak członkowie
grupy 1041 idą od domu do
domu, gdzie się znajdują
niezwiązkowcy i niech poa
gitują nieco między nimi, a
doprawdy każdy choćby nie
więcej niż jednego członka
w roku zdóbył dla organiza
cyi, to już za rok byłoby nas
przeszło 200,000 pod jednym
sztandarem. A przecież chy
ba każdy w ciągu roku może
zdobyć jednego nowego
członka, jeżeli inni potrafią
ich zdobywać po 10, 20, 30,
40 i więcej w ciągu jednego
miesiąca.
Chwali się przytem roda
kom w Salem, Mass., ie nie
tworzyli nowych grup, nie
szło im o urzędy i czczą sła
wę, ale tak gremialnie wstą
pili do grupy dawniej istnie
jącej i tein wzmogli ją, a
przytem i im samym będzie
o wiele lepiej, niż gdyby
rozdrobili swoje siły.
Z drttgiej strony mamy ja
skrawy przykład, że dziś a
gitacya przeciw Związkowi
różnych “wielebnych”,
“przewielebnych” i niewie
lebnych na nic się nie zdała,
bo właśnie tam najsilniej
Związek wzrasta, gdzie go
ci wrogowie światła, postę
pu i idei narodowej zwalcza
ją. Toż nigdzie chyba tak
księża nie zwalczają Związ
ku, jak właśnie w stanach
I Nowej Anglii, a to zamiast
szkodzić naszej organizacyi,
jeszcze ją tam wzmaga. Lud
nasz już zmądrzał dzisiaj,
więc go żadne wyklinania i
groźby nie odstraszą od
Związku. A od nas tylko wy
łącznie zależy, abyśmy ten
lud organizowali pod na
szym sztandarem. A za przy
kład niech nam służy grupa
1041 w Salem, Mass., której
za tak rzetelną i owocną
pracę dla Związku składamy i
serdeczne podziękowanie. O
by takich dzielnych grup:
było jaknajwięcej w Związ
ku.
ZAGADNIENIE PATRYO
TYZMU POLSKIEGO.
We wszystkich krajach spoty
kamy na widowni politycznej
mnóstwo ludzi, dla których po-1
budką do politycznego działania ;
jest bądź interes osobisty, bądź i
interes jakiejś grupy, bądź też
bardziej oderwany cel sekty,'
przeciwstawiającej się w swych
dążeniach narodowi, jako całości, j
1I.itdzie ci wszakże działają, czę- i
sto bez swej woli. na korzyść na-!
rodu, bo potężna organizacya
państwowa, jaką naród ma na i
swe usługi, zaprzęga ich, zmusza
do służby narodowemu dobru. 1
Organizacya ta pozwala z pożyt
kiem dla narodowej sprawy uży
wać nawet ludzi, pozbawionych;
wszelkich idealniejszych pobu
dek, nawet cynicznych kondotye-1
rówf.
Polska, pozbawiona własnej nr-1
ganizacyi państwowej, ma bardzo i
słabe środki zmuszania ludzi do:
służby narodowemu dobru. Naj-^
główniejszym z nich jest opinia
publiczna, która niezawodnie
zdolna jęst wykazać potrzebną si-j
,łę. To też egoizm jednostki, wol- j
rny od wszelkich względów ide-'
alnych. w położeniu, w jakiem
nasz naród się znajduje, popycha
ją raczej ?lo działania wbrew na
rodowemu dobru, na szkodę na
rodu. Nawet egoizm oddzielnych
grup czy klas społecznych miewa
silne pokusy do pójścia w tym
samym kierunku. Dlatego to w
naszem położeniu politycznem
działaczy politycznych trzeba i
mierzyć o wiele surowszą, niż |
gdzieindziej, miarą moralną, trze
ba bardzo pilnie strzedz tego, a- ]
j żeby nie dostawali się do zbyt i
wielkiego wpływu politycznego!
| ludzie, kierujący się wyłącznie:
interesem osobistym lub nawet j
interesem partykularnym jakiejś j
grapy społecznej. Zbyt szerokie |
rozparcie się na widowni naszego
politycznego życia takich ludzi;
[ zagrażałoby niebezpieczeństwem
całkowitego zaniku narodowej
mylli w naszej polityce, dopro
wadziłoby do tego, że polityka
polska służyłaby wszelkim intere
som, tylko nie polskim.
Politykę polską w naszych wa
runkach można budować tylko na
silnem, głębokiem poczuciu naro
dowem, na zdolnej do osobistych
poświęcej miłości ojczyzny, na
patryotyzmie.
Już samo takie postawienie rae
cry przedstawia ogromne trudno
ści. Kontrola moralna ludzi w
działaniu publictnem jest rzeczą
niesłychanie skomplikowaną, bar.
dzo łatwo jest popełniać w niej
błędy i dopuszczać się nadużyć, z
drugiej zaś strony liberalizm, ja
ki w tym względzie panuje w in
nych krajach, wpływa i na nasze
społeczeństwo, wywołując bunt.
oburzenie przeciw bbyt surowym
wymaganiom morjhiym Na tern
wszakże trudności kię nie kończą,
sam bowiem patiyotyzm polski
ma niektóre właściwości, czynią
ce go dla sprawy narodowej nie
bezpiecznym.
Elementarne poczucie narodo
we, im jest głębsze i silniejsze,
łem jest więcej warte; miłość oj
czyzny, im gorętsza, tem większą
stanowi cnotę obywatela. Ale pa
tryotyzm jest to już miłość ojczy
zny. wychowana politycznie w
pewnym kierunku, 1 wartość jego
zależy od tego. jaki kierunek to
Wychowanie mu nadało. O na
szym raś narodzie polskim z całą
słusznością można powiedzieć, że
poczucie narodowe jest u nas sil
niejsze może. niż gdzieindziej,
gorętsza, niż u innych narodów,
miłość ojczyzny, ale polityczna
jpostaĆ. jaką ta miłość przybiera,
nasz patryotyzm, jest wyjątkowo
źle wychowany. Sprawił to nie
szczęsny ustrój naszego państwa
w ostatnich stuleciach jego ist
nienia.
Przesadne swobody, któremi
ten ustrój obdarzał świadomą i
myślącą część narodu, brak rzą
du, brak przymusu, brak surowej 1
odpowiedzialności za działanie
przeciw publicznemu dobru —1
wychował u nas typ patryotyzmu.1
który jest przywiązaniem do swo
bód, poczuciem praw narodo
wych. ale w któyrr^brak silnego
•poczucia obow iązkn względem oj
czyzny. poczucia odpowiedziahio
-ści za swoje czyny, brak karnoś
ci. zdolności do stałej służby, po
noszenia ciężarów na rzecz oj
czyzny. do poświęceń, z wyjąt
kiem momentów szczególnego
podniecenia. Polak uczuciami
swojemi bardzo nawet przywią
zany do ojczyzny umie się zacho
wywać praktycznie tak. jakby go
losy jej nic nie obchodziły. W j
chwilach zaś wyjątkowych, gdy
ważne wypadki budzą go do czy
nu. czyn jego nie jest kontrolo
wany przez własną myśl, przez o
sobiste sumienie, nie wynika z je
go własnego poczucia, że to, co
robi. jest dobre lub złe dla naro
du ; jego patryotyzm polega na
tern, żeby robić to, co jest przez
innych uważane za patryotyczne,
bez względu na to, jakie skutki
dla sprawry narodowej za sobą
pociągnie. Stara się on działać
tak, żeby za swe czyny nie pono
sić odpowiedzialności osobistej,
ta mu jest za ciężką, woli odpo
wiedzialność zbiorową. Jest to
niesłychanie niebezpieczna właś
ciwość naszego patryotyzmu,
właściwość, z którą się trzeba na
długo liczyć, bo grozić nam ona
będzie dopóty, dopóki społeczeń
stwo nie posunie się więcej na
przód w swym moralnym rozwo
ju, dopóki się nie wychowa w
niem silniejsze poerucie odpowie
dzialności osobistej. Brak tego
poczucia, nie już u ludzi przecięt
nych, ale u wyjątkowych nawet,
u stojących na czele narodu w
najważniejszych chwilach, był je
dnem z głównych fródeł naszych
klęsk narodowych. Sprawiał on(|
że polityka nasza była pozbawio
na steru, który może być tylko
dziełem ailnej myśli i woli indy
widualnej, że rządziła nią ptyeho
logia masy, co czyniło a nłej ła
twe narzędzie interesów i intryg
obcych.
I>*ł«je porozbtorowe wychowa,
ły w naszym patryotyzmie inną
niebezpieczną stronę. Cierpienia
naroda w niewoli, tern silniejsze,
że naród ten był wychov<mny w
nadmiernych swobodach, wyżło
biły w duszach tak silną niena
wiść do bezpośrednich sprawców
tych cierpieó, że nienawiść ta u
wieln zapanowujr nad miłością
ojczyzny. Wyrósł gatunek ludzi,
uważających się za najgorętszych
patryotów, którzy żyją jedynie
myślą zrobienia czegoś złego wro
gom ojczyzny, chociażby ojczy-*
zna własna miała wielkiemi stra
tami za to zapłacić. Otóż taki pa
tryotyzm, który myśli przede
wszystkiem o zemście na wrogu,
nie zaś o pożytku własnego naro
du, jest niesłychanie grożnem nie
bezpieczeństwem, bo stanowi
prostą drogę do narodowego sa
mobójstwa. Kierowana nim poli
tyka przestaje być polityką pol
ską : rozgląda się ona tylko za
wrogami swoich wrogów, ażeby
się im wysługiwać, kosztem wła
snej ojczyzny oddać im za narzę
dzie.
Z tym gatunkiem patryotyzmu
trzeba się także jako ze stałym
faktem liczyć, bo nasze położenie
polityczne i ciężkie próby, jakie
duch nasz w niem przechodzi, do.
starczają mu ciągłego pokarmu, a
z drugiej strony potężne czynniki
zewnętrzne celowo go podsyca

Przed ludźmi, usiłującymi or
ganizować politycznie społeczeń
stwo polskie pod koniec ubiegłe
go stulecia, leżały trzy drogi:
albo odwoływać się do patryo
tyzmu, szukać w nim oparcia,
biorąc go takim, jakim jest, pod
sycać go nawet w jego złych stru
nach, bez względu na to. z jakim
to będzie skutkiem dla narodowej
sprawy;
albo wystąpić z nim do walki,
gromie jego /drożności, czynić go
odpowiedzialnym za wszystkie
riarodowe klęski, bronić swe wła
sne szeregi od zapału patryotycz
nego. jako od największego nie
bezpieczeństwa ;
albo wreszcie, uznając z jednej
strony, że polityka polska tylko
na silnym gruncie patryotycznym
może być zbudowana, z drugiej
za£ widząc te niebezpieczeństwa,
jakie wynikają ze złego wycho
wania politycznego naszego pa
tryotyzmu — oprzeć się mocno
na patryotyzmie. ale zająć wzglę
dem niego stanowisko nie bierne,
lecz czynne, nie schlebiać i nie
poddawać się jego złym stronom,
jeno pracować nad jego wycho
waniem. oczyszczać go z wad i
kształcić w nim zalety, do jakich
daje podstawę zdrowe poczucie
narodowe i szczera, gorąca mi
łość ojczyzny, stanowiące niewąt
pliwie właściwości naszego naro
du.
Pierwsza droga jest najmniej
politycznie dojrzała, bądź naj
mniej sumienna, druga — najbar
dziej krótkowidząca, trzecia —•
najtrudniejsza, największego wy
magająca wysiłku myśli i gorli-*
wej pracy.
Pierwszą z tych dróg, do której
ostatnie powstanie .poważniejszą
opinię społeczeństwa bardzo znie
chęciło, która jednak w szerszych
kołach natrafiała na grunt wcale
podatny, próbowali iść demokra
ci galicyjscy w swej wałce z kon
serwatystami, później zaś rozma
ite żywioły radykalne, nie wyłą
czając socyalistów, gdy spostrze
gli, że propaganda czysto £łaao*
w*, kosmopolityczna, natrafia na
silny opór w szerszych masach.
Zwłaszcza w ostatnich czasach
wygrywanie bezkrytycznego, śle
pego patryotyzmu, schlebianie je
go słabym, niebezpiecznym stro
nom. stało się powszechnym spo
sobem drobniejszych, słabszych
grup politycznych, u jednych,
mniej dojrzałych umysłowo, z
dużą dozą szczerości, u innych,
mniej sumiennych z cynizmem.
Pod pokrywką haseł patryotyez
nyeh, frazeaów, przeJicytowują
cych wszystko i wszystkich, prze
myca się do niekrytycznych ży
wiołów społeczeństwa najszko
dliwsze, najbardziej praeciwnaro
dowe dążenia, lub czyni się wysił
ki ku zaspokojeniu najniezdrow
szych amSieyi.
Drugą drogę wybrali swego
czasu konserwatyści krakowscy,
tak zwani stańczycy, a za nimi
w’ pewnej mierze poszli po tej
drodze i konserwatyści Króle
stwa. Wytworzył się w tych ko
łach rodzaj pogardy, obejmujący
u inteligentniejszych ludzi wady
naszego .patryotyzmu, zbyt sze-1
roką zresztą pojęte, u mniej inte
ligentnych zaś — wszelki goręt- i
szy przejaw poczucia narodowe
go, miłości ojczyzny. Przykaza
niem snobizmu polskiego stało i
się okazywanie przesadnej po
wściągliwości w uczuciach naro
dowych. co u ludzi, dla których
dobry ton, zapatrywanie się na*
wyższych jest jedynem prawie
przykazaniem moralnem, pocią-1
gnęło za sobą daleko idącą demo
ralizacyę narodową.
Po trzeciej wreszcie drodze po
szedł -w' swoim rozwoju kierunek
demokratyczno-narodowy.
D.
Rocznica śmierci ks. Jó
zefa w Paryżu.
Bitwa pod Lipskiem była klę
ską dla Francyi, więc też i setna
jej rocznica jeśli się przypomnia
ła Francuzom, to sprawiło echo
owego zgiełkliwego obchodu, ja
kim tę rocznicę obchodził sąsiad
r za Renu. Fra-^a ograniczyła się
do cierpkich uwag na temat bru
talnego posągu, którym ocięża
łość germańska wystawiła sobie
trwały pomnik i przypomniała, na
czem polegało owo zwycięstwo
Niemców, którzy według słów
własnego króla walczyli comme
les cochons.
Nic też dziwnego, że zaledwo
tu i ówdzie ukazały się wzmianki
o bohaterze owej pamiętnej bitwy
ks. Józefie Poniatowskim.
Wśród wspomnień, poświęco
nych pamięci jego, wyróżnić na
leży zwłaszca artykuł umieszczo
ny jeszcze w ostatnich dniach
września w paryskim “Journal
des Debats, p. t. Le contnaire de
mort de Poniatowski, z którego
kilka zdań pozwolimy sobie przy
toczyć.
“W chwili, gdy Niemcy ze
zigiełkiem będą obchodzili stule^
tnią rocznicę bitwy pod Lipskiem,
Polacy oddadzą cichy hołd pa
mięci ks. Józefa Poniatowskiego,
tego dzielnego oficera, którego
Napoleon mianował marszałkiem
Francyi 15 października 1813 ro
ku, a który w cztery dni później
miał zginąć w nurtach Elstery.
Czcząc tego bohatera, nawskroś
ludowego, to “żywe wcielenie nie
śmiertelnego ducha narodu” pod
kreśla Polska, że nawet w nie
szczęściu pozostała wierną spra
wie cesarza.
Napoleon zbyt późno ocenił
zasługi Poniatowskiego. Na wy
spie św. Heleny żałował, że nie
ofiarował mu tronu polskiego.
Poniatowski był “królem lsto»
tnym” — mawiał cesarz na wy
gnaniu — jednocząc w sobie
wszystkie tytuły i zdolności po
temu."
W dalszym ciągu autor rwię-i
ile opowiada udział ka. Józefa w
bitwie lipskiej, opierając się na
monografii prof. Aszkenazego,
które to dzieło w końcu swego
artykułu cytuje.
Właściwem jednak uczczeniem
pamięci nieśmiertelnego bohatera
był uroczysty wieczór, urządzony
w Paryżu dnia ii listopada sta
raniem komitetu franko - polskie
go. Przeznaczony właściwie dla
publiczności francuskiej i dlate
go urządzony wyłączni* w języ
ku francuskim, zgromadził ten
wieczór jednak głównie publicz
ność polską. Na treść złożyły się:
przemówienie prezesa komitet*
p. Rosny’ego, odczyt o ks. Józefie
p. Martela, deklamacya znanych'
wierszy Berangera i odśpiewanie
hymnu "Boże coś Polskę”, rów
nież w języku francuskim.
Za dowód staranności, z jak%
urządzono ten obchód, może po
Btaiyc bardzo szczęśliwy pomysł
ozdobienia programu obchodu re
produkcyamł kilku starych szty
chów, przedstawiających sceny a
życia ks. Józefa. Stare to sztychy
ludowe, robione współcześnie we
Francyi, przez swą naiwność I
wielki sentyment świadczą wy
mownie o wielkiej popularności
owoczesnej naszego bohatera we
Francyi. Na wystawach anty*
Jcwarskich w Paryżu spotyka się
je dość często. Publiczności pol
skiej w kraju przypomniało je w
ostatnich tygodniach reproduk
cyami jedno z warszawskich pism j
ilustrowanych.
Na zakończenie dodać należy, \
że imłę ks. Józefa obok Imienia
Kniaziewicza wyryte jest wśród {
imion wodzów napoleońskich na
łuku tryumfalnym, wzniesionym
w Paryżu na placu Etoile na pa
miątkę zwycięstw wielkiego ce
sarza. <
Odczyty o Polsce
we Francyi.
Agencya prasy polskiej w Pa
ryżu urządza w tyra roku jak i
w poprzednich szereg od
czytów francuskich o Polsce w
Paryżu i na prowincyi. Pierwszy
z nich wygłosił znany przyjaciel
Polski p. M. A. Leblond w pa
ryskim uniwersytecie ludowym
na przedmieściu St. Antoine.
Wobec kilkuset osób ze sfer rze
mieślniczych i robotniczych głó
wnie, autor książki "Pologne vi
vante” (Polski żyjącej) mówił o
dzisiejszym stanie naszego kraju,
o stosunkach politycznych w każ
dej dzielnicy, o naszej nauce i
sztuce, o rozwoju naszego prze
mysłu, o żywotności naszej, po
mimo tak trudnych warunków
bytowania, przeplatając wszyst
ko pokazywaniem przezroczy, za
stosowanych do treści odczytu,
W najbliższej przyszłości zapo
wiedziane zostały odczyty dal
sze pp. Dauchota w paru mia
stach Francyi północnej, Ni
caiae’a, profesora Bienaime*go 1
prof. Gasztowtta w Paryżu, w u
niwersytetach ludowych.
Umieraj i odradzaj się ciągle,
bo póki tego nie uczynisz, bę
dziesz zawsze tylko obcym prze
chodniem na tej smutnej ziemi.
* • •
I . Żyć, to działać, to rozlewać po
świecie talent, energię, uczucie;
pomagać w czasie teraźniejszym
pokoleniom przyszłym.
« * *
Wszystko na świecie ma jakąś
racyą bytu, nic nie jest odosob
I nioniem — żaden atom materyi,
'kropla wody, promień światła...
wszystko stanowi nieodłączną
cząsteczką jakiegoś systemu i
planu określonego z góry.
• * •
Nikt nie żyje sam przez się i
dla siebie samego, jest tylko do
pełnieniem drugich—zbawieniem
ich lub zgubą; najbardziej wy
dziedziczona jednostka wywiera
swój wpływ dodatni lub ujemny
na społeczeństwo ludzkie.
* • •
Ol nie złorzecz, nie urągaj ży
ciu! Nie mów, ie jest ono bez
myślnym ruchem w bezkresnym
obszarze nicości!... Zrozum, ie
życie, to dar najcenniejszy i że w
mocy twej jest uczynić z niego
arcydzieło lub ruinę.

xml | txt