OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Chicago, Illinois.) 1914-current, January 15, 1914, Image 1

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/2017218622/1914-01-15/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

THE
„ZGODA
OffMtel Ortu ml tka
P0L1SH NATIONAL ALL1ANCE
•liWU.L«iN. A
WEEKLY EDITION
Tka aalr Pali»h N<«n>tprr ia
Auarira (kat Ctrcul.tr. aatanaaaalr
ia mrmry Siata af tka Ua.aa.
1406-1408 W. Diruioa Str.
CHICAGO. ILL.
En,.r.d «. ..conrf-cfo.. m.tt.r MorcH 7. >9/3. a, ,H. Po« Q//„. Ch.ca^. //„no... „nd.r thm Ac, o/ .1 Ję. /9,2.
„ZGODA”
Organ Z« ązku Narodowego
PoU'uego w St. Zjada.
WYDANIE TYGODNIOWE
Siatr PoUkiamu Wy.h.Uta,
rmatalaia i ucinwta aa waaratMak
•Orawach urid paUki abchadi«cr ck.
1406-1408 W. Dins.on Str.
Wicko Park Statiaa.
CHICAGO. ILL.
Kok (Voi.) 33.
WEZWANIE FRANCY! DO ROSYI.
Pierwszorzędnej wagi sprawy
rozstrzygają się teraz w Europ.o.
Mniej koło nich hałasu, niż wo-\
hec Algccirasu i przesileń bałkań
skich — ale tresc jest o wiele gro
źniejsza i zresztą z tamtemi spra
wami związana.
Dlaczego Delcassc opuścił tak
na^le stanowisko ambasadora
Francyi w Petersburgu? Dlacze
go Bethman-Hoilweg pominął zu
pełnie w s wojem ex-pose polity
cznem sprawę wojskowej misyi
niemieckiej w Konstantynopolu?
Dlaczego cała prasa rosyjska, i
francuska i angielska uznaje w j
tym czynie Niemiec rzecz groźną'
dla Kosyi, dlaczego nawet rządy,
z Rosyą sprzymierzone oświad
czyły gotowość poparcia rządu i
petersburskiego w sprawie cie-J
snin — i dlaczego ta sprawa się j
przewleka bez żadnego wyniku? i
Pytania powyższe są tak nie
zmiernej doniosłości politycznej,
-c wobec zagadkowej postawy j
dyplomacyi rosyjskiej względem
Niemiec i Turcyi półurzędowka
paryska “Temps’’ wystosowała
wc wstępnym artykule formalne
wezwanie do rządu petersburskie
go. aby się pierwszy tutaj wypo
wiedział, bo jest tu przecież bez
pośrednio interesowany — a po
parcie go przez Anglię i Francyę
ma zapewnione...
Dawno juz. nie czytaliśmy rów
nie otwartego i -miałego artyku-1
lu politycznego w organie półu
r/ędowytn. Jest to jakby wstęp
do jakichś ważnych wyjaśnień,
może nawet do ważnych wyda
rzeń.
"Temps” stwierdza na wstępie,
/.c sprawa misyi niemieckiej w
Turcyi utknęła w miejscu, Ro
sya nie ogłosiła jeszcze swych
postanowień — i >tąd jej sojusz
nicy również ich jeszcze nic sfoi
mułowalL
"Roaya jest pierwszy zaintere
sowaną — pisze dalej *'Tepms’
— przedewrszy>tkicm z tegj
względu, że sprawa Konstantyno
pola i cieśnin tna dla niej takie
znaczenie, jakiego nic posiada dla
zaJnego innego mocarstwa. Z a
wsze Kosya usiłowała zapewnić
sobie albo pozytywną, albo ne
gatywną swobodę przejazdu. Nie
mogąc go opanować, jak się te
go spodziewano podczas traktatu
Lnkiar-Skelcssi, chciała przynaj
mniej, żeby inni nie stali się jego
panami przeciw niej. Ta swoboda
była podwaliną jej polityki więcej
niż odwieku. Czy pozostanie ona
inożdiwą, skoro cały korpus ar
mii konstantynopolitańskiej do
stał się pod rozkazy oficerów
wielkiego mocarstwa? \\ tem py
taniu tkwi zagadnienie”.
Roeya również dlatego jest
oierwszą zainteresowaną, ze ona
właśni® prowadziła sprawę i ro
kowania. Pierwsza rozmowa po
między Niemcami a Rosyą miało
miejace podczas pobytu p. Ko
kowcowa w Berlinie — i wtely
oświadczono pierwszemu min
strowri, że nic niema stanowczego
i że znajdzie się rozwiązanie, o
chraniające zarówno interesy, jak
miłość własną. Na mocy tego
właśnie zapewnienia, wystąpienie
trójporozuone.nia. — przygotowa
ne następnego tygodnia. byw
wstrzymane na żądanie Rosji”.
'‘Roeya jest wresz.cie pierwszą
zainteresowaną. ponieważ może
się powołać wobec Niemiec na
specjalne zapewnienia, mianowlr
rie. na układ poczdamski. Tak,
czy nie,, ozy Niemcy obłecały Ro
syi w r. 1910. że nie wejdą do za
dncj kombinacyi, skierowanej
przeciw n:ej? Tak. «czy nie, czy
położenie ręki zbrojnej mocar
stwa europejskiego na Konstanty
nopolu jest czynem wrogim
względem Risyi?”
“Te zobowiązania Niemcy po
wzięły wobec Rosyi i ona sama,
Rosya sama może o tern mówić.
Jej sojusznicy i jej przyjaciele
rn°g? poprzeć i rzeczywiście ją
poprą. Już są na to gotowi od pe
wnego czasu.
Ale inieyatywa. która określi J
pole i cel rokowań, może wyjść
tylko t Petersburga. Oto co trze
ba podkreślić, aby uniknąć wszel
kich nieporozumień".
Dalej “Temps" przypomina
sprawę marokańską i dowodzi, że
Rosya i Anglia poparły wtedy
Francyę dlatego, że Francya ja
sno zaznaczyła swoje stanowisko.
U spomina potem półurzędówk*
o tern: akcya finansowa Francyi l
Anglii w Konstantynopolu "nie
może wystarczyć za wszystko” —
bo gdyby się na tern ograniczono,
toby znaczyło, że “Rosya, w spra
wie dla siebie życiowej, składa
wszystkie swoje prawa i środki
na osoby trzecie. Taka hypotez*
jest nie do przyjęcia choćby ze
względu na samą godność pań
stwa rosyjskiego”.
“Niech Rosya powie, czego chce
!— kończy “Tepms” — a jej so
ijusznicy i przyjaciele nie zawaha
ją się jej poprzeć. Ale oni nie mo
gą działać na jej miejscu i mie
szać bez niej w sprawę francu
sko-memiecką lub anglo-niemic
cką tego, co o<l początku na sku
tek traktatów i woli Rosyi jest
sprawą rosyjsko-niemiecką i tu
recko-rosyjską”.
Najbardziej w tyni artykule u
derza pytające przypomnienie,
rzucane w stronę Petersburga —
co do umowy poczdamskiej i roz
mów Kokowcowa w Berlinie.
Siły Rosyi a Niemiec
i Austryi.
W dzienniku "Gołos Moskwy”
ukazał się ciekawy artykuł »p. rf.
‘ Zbliżająca się groźba” o stosun
ku sił lądowych Rosyi i jej ewen
tualnych przeciwników Niemiec i
Austryi. Klęski Rosyi w latach
1904—5 — pisze “Gołos Moskwy”
— uśpiły jej sąsiadów zacho
dnich. Japonia powiększyła licz
bę swych dpwizyi z 13 do 30 W
Niemczech i Austryi panowała ci
*za. Tymczasem w latach rgnfi—
191! przy współudziale Dumy w
armii rosyjskiej prowadzona byt*
energiczna praca, zmierzająca
przedewszystkiem do podniesie
nia jakości sił rosyjskich.
W r. jqii armia rosyjska zna
lazła się stosunkowo w najlep
szych warunkach w porównaniu
z sąsiadami zachodnimi. Wów
czas armia niemiecka lirzytu
625.000 żołnierzy, austryacka --
345.000. razem 970,000, statysty
cy zaś niemieccy obliczali aiły ro
syjskie na r.*40.000 fłów, z licz
by jednak 37 korpusów rosyj
skich odliczali ro czyli 300,000
żołnierzy, rozlokowanych na Sy
beryi, Kaukazie i w Turkiestanie.
Siły przeto europejskie Roayi wy
nosiły 040.000 i prawie równały
aif siłom sąsiadów zachodnich, je
żeli nie brać pod uwagę 100,000
żołnierzy rumu/iskioh i 50,000
szwedzkich. Ale dyplomacya ro
syjska uważała ten stoaunek za
niekorzystny i ustępowała we
wszystkich kweatyech spornych,
skoro sąsiedzi przybierali pozę
n.eubłagapą.
W r. 1916 położenie będzie in
ne; Austrya i Niemcy uchwaliły
już prawo o zwiększeniu arnm.
^ r. 1916 armia nienr.ecka będzie
liczyła 825 tys. żołnierzy, au
stryacka — 500 tys., razem 1,383,
cx». Siły wrogie wzrosły w ciągu
i>ięciu lat o 415.000 głów,.a w
czasie wojny o milion bagnetów
pierwszej linii i milion drugiej ii
ni, ogólny zatem przyrost wynie
sie 43 proc.
Rosya tymczasem poświęciła
główne wysiłki budowie wielkiej i
floty, straciła przynajmniej dwa
lata. Powinna, aby dorównać są-!
siadom, utworzyć 12 nowych kor- i
pusów w Europie. Dyplomacya
sąsiedzka wyzyska nowe położe
nie i Rosya. jak podczas kryzysu
bośniackiego, zniesie nowe upo- j
korzenia, zgrzytając zębami.:
“Choćbyśmy się jaknajhardziej
poniżali — pisze “Gołos Moskwy" ,
— musielibyśmy prowadzić woj- '
nę i w* r. 1912, gdybyśmy poprze
dnia nie uczynili pełnego poswię-i
cenią wysiłku dla zwiększenia si- i
ly armii”.
Najsmutniejszą rzeczą w tein
przegrywaniu przyszłych bitew
jest liczenie na pomoc obcych, —
Francyi, Serbii, nawet Rumunii.
Do silniejszych przyłączają się
obcy, jak do Napoleona, rzucają
cego się na Rosyę. “Gdyby Ff*ut
cuzi w r. 1870 byli tak silni, zęby
zdołali przenieść wojnę za Ren,
zagwarantowaną mieliby pomoc
Austryakow i Duńczyków”. “Po
rządny cios w r. 191Ó w serce Au
stryi czyż nie znajdzie również
całej ma»y sprzymierzeńców, go
towych do wzięcia udziału w po
dziale dziedzictwa Habsburgów."
A jeżeli znowu wszystko rozgo
rzeje na wielkiej drodze do Smo
lentka, to czyz nie do Moskwy
wskazywać będą drogę te pocho
dnie gościom wszelkich narodo
wości ”
O półtora raza większa prze
waga sąsiadów jest istotnie więk
sza. Jeżeli wyłączyć północ i c
kręgi nadwołzańskie, gdzie woj
ska znajduje się niewiele, i wziąć
pod uwagę 3-5 przestrzeni kosy i
Europejskiej, to wówczas wypa
dnie w Niemczech 1,5 żołnierza
na kilometr kw.t w Austryi —0,8,
a w Rosyi 0,3; koncentracj a ar
mii jest pięć razy łatwiejsza w
Niemczech, a dwa i pół raza w
Austryi niż w Rosyi. Wobec zaś
dwuletniej służby wojskowej w
Rosyi. liczba rezerwistów jest
już nic 1.4 razy większa lecz
dwukrotnie większa. Jednym /
najważniejszych czynników siły'
wojskowej są zasoby terytoryum
pogranicznego. “Należy pamię
tać. ze stosunek sił w r. iKiz za
czął się zmieniać na naszą ko
raysc tylko wtedy, kiedy dotknę,- i
liśmy się ziemi Smoleńskiej. Na
sza zaś zachodnia strefa, w której
przeznaczone nam jest pierwsze
spotkanie z wrogiem, jeżeli me
wywołuje szczególnych wątpli
wości co do prawomyślności,
wszakze nie dając pożą lanej nad
wyżki. przedstawia dla na- po
ważny minus”. “Tylko śmiała,
czynna polityka zmusi do słucha
nia naszego głosu i rzeczywiście
zabezpieczy nam sprzymierzeń
ców w Europie. Taka polityka,
możliwa jeszcze w latach iqii—■
!Qtją. stanie się bezwarunkowo
niemożliwą do powiększenia sił
Niemiec i Austryi o 43 proc”
“Potrzebne są albo kolosalny
nadzwyczajne wysiłki, albo też
Rosya będzie bezbronna. Czy na
szego pokolenia nie przeklną po
tomkowie, jeżeli przekażemy im
terytorrum. które obcięła ręka
nieprzyjacielska? Wielu sądzi, że
•trata portu Artura i połowy Sa
chalinu jak na jeden okres liieto
ry> Kosyi — to zupełnie dosyć.
'Cieszymy się z okręcików, a :u
lądzie sytuacya staje się nic do
zniesienia”.
Jeszcze Polska nie
zginfła.
łe zawsze wiarą nieustępliwą
brzmiące słowa naszej pieśni na
rodowej. szczególnie radością nas
przejmują ilekroć padną z ust ob
cych. a cóz •dopiero gdy padną z
ust człowieka, który należy do
narodu nam wrogiego, zaprzecza
jącego wszelkich praw do życia
państwowego i kulturalnego Po
lakom. Takie słowa padły nieda
wno w artykule jednego ź najwy
bitniejszych poetów i publicy
stów modernistycznych Ro*yi
współczesnej, a padły z okazyi o
mawiania polskiej literatury w
jednem z pism pósyjskich. A cie
kawych tych wywodów przyta
czamy najważniejsze momenty:
‘'Są narody —■^>i«zc Halni, mt —
które wraz z utratą swej samo
dzielności politycznej, zatracają
też i własne oblicze kulturalno
historyczne, własną silę twórczą
życia. Takimi byli łigipcyanie,
którzy skoro rfwtestali być zagad
kowymi, potezłnrmi budów nieży
wa swego, cał
przc-.. rznw
historyi. Choć nie w takich sa
mych rozmiarach, ale również ta
kimi byli też Helenowie. Goy
przestali być szlachetnymi, prze
szli przez całe serye metamorfoz
i krocząc historycznemt szlakami
twórczej degrengolady, zniżyli
się do roli Greków' spółczesnych,
roli zgoła nic ciekawej i ubolewa
nia godnej!
Lecz są narody, które zatraci
1 wszy własną samuijitiiość polity
czną, własną państwowość, wcale
jnie tracą swej siły twórczej. Ta
kimi są mało nam znani Polacy.
Każdy z ich trzech wielkich poe
tów wieku XIX-go jest geniu
szem serafickim, wyłącznic pię
knym w szeregu spółczesnych im
poetów europejskich. Mickiewicz,
Krasiński, Słowacki, są nictylko
| piękni sami przez się, jak jest pię
knym człowiek, obdarzony gło
sem duszy, ale i dlatego, że każdy
z nich posiada w pełni światopo
gląd skończony i harmonijny, ja
kiego nie posiadał Puszkin, ani
Lermontow, ani nawet Tiutczew.
Znakomitymi są oni też i dlatego,
że głos ich dźwięczy nam tak, jak
gdyby byli nam spółcześnt.
"Dziady” Mickiewicza są najpię
kniejszą fantazyą dramatyczną
wieku XIX, a znajdująca się tam
"Improwizacya” Konrada, jest
zwiastunką dusz naszych. Jest
tam i rozmowa, twarz w twa^z
człowieka z Bogiem, następnie re
produkowana "al fresco” przez
Dostojewskiego i wszystkie sub
telne męczarnie twórcy stówa ar
tystycznego, sformułowane na
stępnie w okrzyku Tiutczew*:
Myśl wysłowiona jest "kłam
stwem", powtarzane przez nas
wszystkich i opowiedziane w cię
żkich dźwiękach "Zatopionego
Dzwonn” Tlauptnianna.
W "Niebotkiej Komedyi" Kra
siński stworzył jedyną w całej
Europie poezyę, bezdenną zna
czeniem tragedyę małżeńskiej mi
łości i w sposób artystyczny wy-1
przedził o kilkadziesiąt lat mod
nego dziś Maeterlincka ?
Najgenialniejszy poeta pęlski—
Słowacki, bardziej subtelny i de
likatny od Schelleya w fantazyi
swej "Aiihclli”, w poemacie dra
matycznym "Balladyna”, w
swych wńcrszach mistycznych i
listach i notatkach okazał się
zwiastunem tej mowy poetycznej,
która stała się zakonem dla nas
na wieki cale, tudzież nieodłą
cznem od osol>y naszej znamie
niem wśród nieśmiertelnego cza
ru sztuki. W yrażając się jego sło
wy. był on naprawdę “sternikiem
łodzi, pełnej duchów”.
A już nie mówimy o bardzo
bliskim nam Przybyszewskim,
tym namiętnym muzyku, wypo
wiadającym kobiecie takie słowa,
jakich nie zdołał wypowiedzieć
żaden z pisarzy rosyjskich i eu
ropejskich. nie mówiąc nic o Szo
penie. który unne dotknąć ciała
[duszą własną i wytwarza nhra*
nastroju własnymi dźwiękami
księżycowymi.
Byłem w pewnym obcym, da-j
Ickim kraju egzotycznym. Ockną
łem się na ł*alu. »'«rala muzyka. I
Naraz, zamiast gry egzotycznej
— ujrzałem znane mi z lat d/ic- j
cięcych marząco - kochane ruchy
tańca fsdskiego. I oto bezwiednie
przypomniałem sobie Rzecz po -1
>poliią, bezwiednie zabrzmiały mi |
w uszach: “Jeszcze Polska nic
zginęła.”
DLA CESARZA.
W jednym ze szkiców, zamiesz
czonych w zbiorze pod nagłów
kiem powyższym, pisze Masson:
' 1 >/ieia proz^, jiuswi^omc od
ważaniu życia i czynów Napo
leona. są zawsze na tyle niższe
od swego przedmiotu, żc dopro
wadzają do rozpaczy wszystkich,
którzy je piszą w dobrej wierze.
C-okolwiekbądz by się robiło, ni
gdy nie można dać zadów alulają
ccgo pojęcia o jego wielkości i o
jego upadku. Nie sposób wyło
żyć zrozumiale, dlaczego w chwi
li upadku budzi jeszcze większy
podziw, niż kiedy stał na szczycie
potęgi. Pióro z rąk wypada: chy
baby dawać obrazy faiuazyi tam,
gdzie trzeba taktów, liryzm, gdzie
należy się precyzya. Diezjów Na
poleona nie powinnoby >ię pisać I
!— należałoby .je opiewać”.
Jeżeli takie czarne myśli ogar
niają dziejopisów napoleońskich
przy pracy, nie podzielają ich
wcale prac tych czytelnicy. Każ.le
z ich dzieł, choćby najpoważniej
naukowe, choćby bez większego
talentu pisarskiego ułożone, zo
stawią ostatecznie czytelnika pod
tein wrażeniem, jakie daje poe
mat bohaterski, wielka wstrząsa
jąca epopeja. Mowa tu. natural
nie. tylko o rzeczach, pisanych w
dobrej wierze, bez oszczerstw, bez
chęci obrzucenia błotem kolosal
nej postaci dziejowej. Choć zre
I sztą. nawet w najbardziej złej
i wierze poczęta robota me wiele tu
ostatecznie zdziałać może. Gdy
przypomnieć sobie ogrom spraw'
wojskowych, politycznych, admi
nistracyjnych, jakie cesarz co
dzień rozstrzygać musiał — i roz
strzygał odrazu. słusznie i trafnie
choćby najzawilsze, uprzytomnić
sobie tę niesłychaną żywotność u
mysłu, wglądającego w najdro
bniejsze szczegóły i wybiegające
go w dziedziny najróżniejsze, tę
nadzwyczajną pamięć ludzi i rzc
' czy,, olbrzymi rozmach i polot w
planach, wytrwałość, precyzyę i
pomysłowość w wykonaniu; żela
zną wolę. która codzień borykać
«ię musiała z wyrastające mi z ze—
waząd przeszkodami — nie sposób
mieć inne, niż. podziw uczucia.
Wśród tych dziejopisów w do
brej wierze pracujących, Fryde
ryk Masson zajmuje miejsce po
czesne. “Za cesarstwa — pisze w
przedmowie do swej książki osta
tniej — żołnierz, który zaciągał
się na nowo na lat siedem, dosta
wał galon na mundurze; dwa, gdy
się zaciągał po raz trugi, trzy,
Rtly wracał po raz trzeci. Ja mam
prawo do siedmiu galonów i
szczycę się z tego. Kowno lat te
ntu 4.3. zaciągnąłcfn się dobrowol
nie do służby Cesarza : gdy doko
ła mnie wołano: “Niech żyje po
kój!”. podniosłem okrzyk: "Niech
żyje Cesarz!”.
W ciągu tych lat 43 p. Masson
stworzył przeszło 20 tomów, po
święconych epoce napoleońskiej
— a cały ten ogrom pracy jest
nieustanną, czujną “służbą” za
służonego historyka w obronie i
tnienia cesarza.
O tej "służbie” pisze obszerniej
w jednem miejscu i daje tam kró
tką i trafną charakterystykę dzie
ła swego pracowitego żywota.
“Postanowiłem dokonać badań
i najszczcg.^owszych i najlojalniej
j bezstronnych nad tym, którego
I podziwiałem, nie znając go do
j Itrze, i który mi sic ukazywał w
aureoli legendy, podobńśęjszy do
Boga, niż do człowieka. Chciałem
się dowiedzieć, jakie były jego
przyzwyczajenia fizyczne, jego
uczucia i postępowanie, jako: sy
na. brata, męża. ojca, jakie było
jego wychowanie i jak się formo
wała jego umysłowość ; jakie były
jego myśli najgłębsze i jak się na
śmierć zapatrywał... Tym spo
: sobem służyłem Cesarzowi lepiej,
niż przez politykę. Nic byłem o
statniin — tak przynajmniej mó
wią — z tych, którzy dali impuls
do wielkiego rncfitl. popychające
go Francyę, Europę i świat cały
do studyów napoleońskich ; ruchu,
który z dniem każdym czyni
wszystkim narodom bliż>zą po
-tać geniusza; który przez opo
wieść o jego kampaniach, jak i
przez analizę jego instytucyi,
grzcz wyjaśnienie jego czynów i
przez wyświetlenie jego myśli,
świadczyv» słuszności teoryi Cat
lvlc'a i o prawdopodobieństwach
rewelacyi Towiańskicgo”.
Ostatnia książka Massona jo-.t
nad dobiegającem końca potęż
nem dwnnastotomowem dziełem
"Napoleon et sa familie”. Jest to
zbiór rozprawek drobnych, okoli
cznościowych, przeważnie po r<\
żnyeh pismach peryodycznych
drukowanych. Otwiera ich szereg
opis posiedzenia publicznego In
stytutu w dniu 4 stycznia r. 1798
— wtedy nazywało się to 15 N*i
vose VI Rzeczypospolitej — na
którcm generał Bonaparte przyję
ty został do tego ciała, na miej
sce wakujące, po wykreślonym
Carnocie. Szczegół ciekawy ; picr-,
wszym śladem działalności Napo
leona w Instytucie była nota... o
samochodzie — o “wozie, poru
szanym przez parę”, a wynalezio
nym przez obywatela Cugnot.
Wskutek tej noty wybrano kom:
*yę do zbadania wynalazku. Ko
misya. jak się zdaje, nic nie zrobi
ła, przynajmniej nie złożyła ra
portu. Wynalazek, który miał
mieć przyszłość tak doniosłą, zo
stał zlekceważony. Dopiero w lai
50 później, na podstawie tej wła
śnie noty Bonapartego, generał
Morin zażądał od Akademii Nauk
przyznania Cngnotowi prawa
pierwszeństwa w sprawie stoso
wania pary do lokomocyi.
Zamyka książkę opis aktu t*
brzydliwe go: ściągania z kolum
ny Vendome posągu Napoleona
pri«z chcących zatrzeć ślady pa
nowania wielkiego władcy fana
tycznych rojalistów. Pomiędzy ta
mi dwoma etapami przewija się
szereg wydarzeń z dziejów kon
sulatu i cesarstwa; widzimy Na
poleona u szczytu sławy i pomyśl
ności, gdy urządza w Trianon za
bawy dla młodej Maryi Ludwiki
— a potem nad przepaścią, gdy
podczas odwrotu z Rosyi w drżą
cych rękach trzyma raport o spi
sku Maleta; ukazuje się nam
przed oczami szereg sylwetek żoł
nierskich : Morand i Compans,
nieustraszeni dywizyonerowie nie
zwyciężoncgo Davout’a, pełen za
pału Allix, obrońca Burgundyi w
r- 1H14, stary major Legrand, nie
zbyt biegły w ortografii, który je
dnak bronił się przez cztery mie
siące w Bel forcie przeciwko Ba
warczykom, Austryakom i Ko
syanom — i ostatecznie ustąpił
dopiero po abdykacyi Napoleona,
Spotykamy tu i księdza powstań*
ca. proboszcza Pottier z Pers, któ
ry na czele gromadki chłopów w
marcu r. 1814 urządzał zasadzki
na kozaków i urywał im ludzi —
taki francuski ksiądz Brzózka w?
miniaturze.
Są i sylwetki pokojowe.: zaba
wna hrabina Golowinowa, kręcą
ca się. w Paryżu wśród najbar
dziej zakamienialcj arystokracyi,
I tfondująca i nawet trochę spisku
jąca przeciwko pierwszemu kory
sulowi. który na nią wzruszał ra
mionami ; druga. poważniejsza
już nieprzyjaciółka. wielka księ
żniczka Katarzyna, siostra Ale
ksandra I; wielki pisarz a czło
wiek nikczemny, Chateaubriand
— i wiele, wiele innych. A tym
wszystkim ludziom i wypadkom
służy za tło cień wielkiego Cesa
rza.
Wchodzić w szczegóły szkiców
Massona trudno — zanotujemy
więc tylko jeszcze kilka słów,
rzuconych w jednem miejscu pod
naszym adresem. Pisząc o setnej
rocznicy bitwy pod Lipskiem, p.
Masson przypomina tych “boha
terów” niemieckich, którzy pod
czas bitwy znienacka przeszli na
stronę sprzymierzonych, i odrazu
obrzucili gradem kul towarzy
szów broni, tą zradą zaskoczo
nych. “Zapewne — mów: p. Mai
son — wypada, aby cesarz nie
miecki celebrował rocznicę bitwy
pod Lipskiem w imię honoru woj
skowego. Mybyśmy powinni w
dniu tym złożyć hołd godnej po
dziwu stałości naszych sprzymie
rzeńców polskich, heroziniowi, a
którym dzielili nasze nieszczęścia,
śmierci ich pełnego chwały wo
dza Poniatowskiego. Różne by
wa. tu i tam. pojęcie o honorze”.
Tak rzadko słyszymy teraz od
obcych słowo sprawiedliwe, żc i
zdanie powyższe zaznaczyć wai*
to.
Sto lat temu smutne obchodzi
ła święta we Francyi garść żoł*
nierzy polskich — szczątki puł
ków z pod Lipska i z Hiszpanii
— organizująca się do nowej,
tym razem ostatniej już walki
pod największym wodzem świata.
A wódz, nieustraszony olbrzymią
przewagą nieprzyjaciela, układał
plany rozpaczliwej, a tak świet
nej kampanii roku 1814. Nikt już
chyba nic miał, nadziei w zwycię
stwa; poszli jednak bez wahania
spełnić krwawy obowiązek: Ce
sarz w obronie ziemi ojczystej,
żołnierze nasi w obronie czci
swojego sztandaru. Wspomnij
myz wńęc Iziś o nich i o Nim.
GLEN LYON, PA.
Na pierwszem t zarazem rocznem
posiedzeniu nowo zorganizowanej
Gminy Grup Związkowych No. 77 w
Glen Lyan. Pa., które ale odbyło dnia
2*-go grudnia lilt Obrano nowy za
rząd Omtny na rok 1»14: prezes. Jan
Rogowlcz; wiceprezes. Jan Makow
ski; sekr. prot.. Jan M. Kraj; sekr.
' fta.. Józef Nowak; skarbnik, Wacław
Długoilóaki; marszałek. Andrzej flta
pleóskl. t wszystkie inne poszczególne
komitaty, które Gmina uznała za po
trzebna. Zawiadamiam wszystkich de
legatów z Glen Lyon. Pa. t okolicy, ta
następne posiedzenie odbędzie sif dn.
2fr-go stycznia 1*14 na hall oh- !■ Rut
ka o godzinie 2-aJ po południu. Obe
cnodd weaystklrh delegatów Jest ko
niecznie potrzebna z powodu wielo
wadnych eprsw do załatwienia. Z
bratnłem pozdrowieniem Jan M. Kraj,
aakr. prot. Omlny No. 77 w Olrn Lyon,
Pa.

xml | txt