OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Chicago, Illinois.) 1914-current, May 07, 1914, Image 3

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/2017218622/1914-05-07/ed-1/seq-3/

What is OCR?


Thumbnail for 3

Blanka
Halicka
Obok Szczęścia.
POWIEŚĆ.
(CuMt dalszy)
— Kominiarzem! Moja droga!
Jak ty się wyrażasz? Ach. ta
dziewczyna chyba mnie o śmierć
przyprawi!
Olga zaczęła nagle śmiać się,
;ak szalona.
— Ależ on nie jest kominia
rzem i według wszelkiego pra
wdopodobieństwa nigdy nim nic
będzie, nie masz więc nad czcili
przedwcześnie rozpaczać. Ot. le
piej uściskaj porządnie twoją
waryatkę Olgę i powiedz jej, ze
dobrze zrobiła, bo takiego dru
giego Romana nie ma na całym
świccie! No, mamuś, nic dą-aj
się i błogosław prędko, no, raz,
dwa, trzy...
I z twarzą sw-awolnego chochli
ka uklękła przed matką, schyla
jąc wdzięcznym ruchem śliczną
zMorudą główkę.
— Ach! że ty też wiecznie żar
tować i dokazywać musisz, na
wet w najpoważniejszych chwi-j
lach życia — westchnęła pani
Kamila, wznosząc oczy ku niebu,
a raczej w tym wypadku ku biało
złoconemu sufitowi.
— To nie żarty, mamuś! Ja al
bo pójdę za Romana, albo się po
wieszę ot tu. w mamy pokoju i
potem będzie mój duch straszył
mamę po nocach.
— Oj ty, waryatko! ty djabeł
ku!...
Mówiąc to. już udobruchana,
pani Kamila przysiągnęla córkę
do siebie, i uściskała serdecznie.
— No więc, cóż, mamo, zgo
da?
— Jakże chcesz? Tak prędko?
— Co to prędko? Zaraz mi od
powiadaj. mamuś, albo sic wie
szani tuaj na tym haku od lampy.
— Ty wiesz, że zawsze w koń-1
ni zrobisz. co zechcesz. Jak się
uprzesz, nie nia r tobą rady!.
Ach. Róże, gdy pomyślę, jakieś
tv świetne partyc odrzuciła!
- Mamo, w imię św. Urszuli i
jedynastu tysięcy jej towarzy
szek. błagam daj już raz spokój
tym moim ś. p. konkurentom!
lepiej ubieraj się prędko, ja ci sa
ma pomogę, bo czas już na obiad,
a po południu pewno zaraz przy
tedzie pani Anna z Romanem, a
żeby rozmówić się z tobą.
— Dzisiaj już? O Boże! Czv
*ię już wszyscy na mnie uwzięli?
Taka jestem zmęczona_tak się
rozdrażniłam tern wszystkicm. że
mi serce bije jak młotem !
— To nie z tego. mamo. Prę
dzej dlatego, że pewnie znów o
kropnie się- objadłaś na śniada
nie. a potem spałaś jeszcze ze
dwie godziny, jak zwykle, nie
prawdaż? No, a teraz mamo, po
winszuj mi raz nareszcie, bo się
doprawdy pogniewam!
— Zawsze mówiłam że ty w
końćti jakie głupstwo zrobisz!
Tyle koszów rozdałaś! Mój Bo
że! kto się o ciebie nic starał!
Pierwsze partyc w Warszawie 1
Me ty zawsze rządziłaś się tylko
w łasną fantazyą. Dobrze przy
najmniej f|uc ce’garcon est bien
WYDAWNICTWO
MUZYCZNE
I KSięOAKNIA
B. J. Zalewski, 943 ,w
1 •**'»> Mae™. *47 CHICAGO. ILU
Który No. Katalogu
Wysłać
* " niotliwir^ ltbktr>«l<..
* *' Importów*** »i>rop*;akl*.
* r6*na. atawnikl I I p.
* K*tą/*k teatralnych.
* Harmonii. Organków l Kmiontp.
7 In.trntncnta rainqta I ri<t# .
* K W«rfka/-yjn» r nulami...
UU Ru/.n* Katalogi matyrawa .
wimniiiiTiŁHi »izn
Wfrtarrjr nv1**ta/ aa odpowlaAnlą anm* ma
r** por/fwwyrb na 1 Ink 3e.
tlrr??rttr?
•u\ Sławski, to choć trochę na
gradza brak majątku i stanowi
ska w świec ie. i*r/.ytom przy
znać muszę, żc miły chłopiec, do
brze wychowany, pełen szacunku
dla starszych osolt — usiłowała
się pocieszyć pani Kamila.w idząc
ze uledz inu>i woli córki.
— Widzi mama! 1 żeby mama
jeszcze tak go znała, jak ja go
poznałam! To ideał! \,c ^„.tka
łam nikogo, ktoby mógł mu do
równać! Ach! niamus! 2cbvś ty
miała choć maleńkie |K>jęcie o
tern. jak bardzo niy się k«*cbamv!
Malarz—wonidogowała da
lej pani Kamila z głębin swegoj
fotelu — mógłby zrobić twój por
tret, co, jak sądzisz, Olgo? Już
dawno myślałam o tein. żeby cię
kazać portretować. Może w su
km białej, atłasowej, wyciętej, z'
perłami na szyi. nia>z taką ślicz
I>4 szyję i ramiona... albo może I
" amazonce, w czarnym kapelu
siku; w tym stroju tak się py
sznię wydaje twoja figura i kolor
czarny tak pięknie odbija od o
icl> włosów... co, jak im-di-z?
()l^a. śmiejąc się. uściskała
matkę ze zwykłą sobie gwałtow
nością.
— Alcz mamo droga, on jest
pej/.arzysta, nie portrecista, jak
że chcesz, żeby mój portret ma
lował ?
— Coż to szkodzi? Raz jeden
może spróbować. Chyba przyje
mniej ntu będzie malować ciebie,
niz jakieś tam nudne pejzar/.c!—
odparła pani Kamila, nieco ura
żana, przystając przed lustrem i
przeciągając puszek z pudrem po
swej szerokiej, jakby nalanej
twarzy.
— Cz\ mówiliście już ze sobą
o ślubie, o tern. gdzie mieszkać
będziecie ? — pytała dalej, pa
trząc ciągle w zwierciadło i pu
drując się pilnie.—.Sądzę, że naj
lepiej będzie, jeżeli wybierzecie
Sławicc. Sławscy ze Sławie, to
tak dobrze brzmi... choć ty mo
że znów wolałabyś Warszawę...
Na tc słowa < >lga trochę gnie
wnie przygryzła u^ta.
— Ach, moja mamo, nie było
jeszcze wcale mowy o tem! To
jeszcze nic prędko nastąpi, może
dopiero za jaki rok lub dwa_
Roman chce czekać, az będzie o
bra/.ami zarabiał tyle, żeby mu
wystarczyło na utrzymanie. Po
wiada. że nic chce ż_\c jedynie z
majątku żony!
Pani Kamila ze zdumienia a/
przestała >ię pudrować.
— En voila des idee' de 1'autre
tnonde! Każdy iini\ na jego miej
scu przyspieszałby ślub. ilehy się
tylko dało! Taka świetna, nie
spodziewana partya dla niego!
Praca, zarabianie na życie? Czyż
będzie tego potrzebował. mając
dwadzieścia kilka tysięcy rubli
rocznego dochodu? Moja * )lgo,
nie gniewaj się na mnie, ale ja
lękam się bardzo, że teti twój Ro
man. to jakaś przewrócona gło
wa! Wiesz co.,, te szkoły sztuk
pięknych... toutc cette boheme
artisti«|iie. . . musiał nieraz tam
znajdować się w bardzo złem to
warzystwie... Roję się bardzo,
rzy nie przesiąkł temi jakicmiś
nowenn, socyalistyczncmi idea
mi !
Olga znów przyskoczyła do
matki i wesoło obróciła ją w k«v
ło, razem z puszkiem od pudru i
lusterkiem w srebrnych ramkach,
które trzymała w rekach.
— Oj! mamuś, mamuś! Jakiś
ty śmie>zny! Bądź spokojna.
< hęć >amoistncj pracy nie ma nic
wspólnego z socyali/incni, anar
chizmem i temi wszystkimi i o
kropnoftciaini, których się tak lę
kać zdajesz! Oj. mamuś, mamuś!
Ja właśnie za to kochani, żc
on taki szlacheiny. taki dumny i
bezinteresowny, nie taki. jak ka
żdy z życłi modnych fircyków,
którzy zagrawszy się do grosza w
klubie, zaraz następnego dnia
SB $1.00 MIESIĘCZNIE =es
•próbuj na»N|o fonograf u 3 ml«
•<qe« basplatnli
i«4lf b<« bjrtby <Ubry, aóaJlt] f a powrotem. Ta
próba 9\* b*4«la *4% h— lawał# aal raafta Tyatąor
aaaayok kltaatów «awtakla^ u aaaa woo* raf ]«at aaj
Uatry. __
tót 00 p«l»b1ob fptawów beapłetnla. Owaraarpm
aa 10 lat lp>aa<>)»ay taale) ntt którakolwiek loaa
Kawpaała, pPalawaf Ja«W«y ta brr kastami
Piaa 4a mm patoka, aay U patlaaay piskała lin
•trowaay kptelóf kaa^atale
mm FMINUf Cl. II KuMb Ił. Dipt.tt bnr Tart. I. T
przychodzili mi ofiarować swoją
tekę wraz z długami! Ach! ma-i
m-i.' Jaka to szkoda, że tv ró-'
żti\cit rzeczy tak w żaden spo
>ól> /.rozumieć nie możesz!
IV.
Dwa tygodnie później.
1’ałac « Sławicach jasno o
swietlony. obszerne salony przy
strojone kwiatami, połyskujące
od złoceń i żywych barw boga
tych materyi. kryształowe świe
czniki bł\ szczą i mienią się na
kształt tęcz> — a wśród tego
przepychu, tej powodzi świateł i
zieleni przesuwa się nieustannie
ruchliwa fala gości; tłum cały
mężczyzn w czarnych frakach i
kobiet przeważnie młodych,, w
strojnych balowych sukniach, o
barwach równie świeżych i ja
snych. jak te pęki kwiatów zwie
szających się ze ścian, ułożone
malowniczo w każdym kącie, w
każdeni zagłębieniu wspaniałych
sal.
Dziś dzień zaręczyn Olgi i Ro
mana.
On byłby wolał zapewne, aby
ta uroczystość odbyła się wśród
najbliższej tylko rodziny, bez ty
lu obcych świadków, lecz ona ani
słyszeć nie chciała o tetu.
Zrobiwszy wybór wbrew opi
nii świata, który dla pięknej i
bogatej panny wymaga koniecz
nie tak zwanej “świetnej par
tyi”, chciała właśnie, by dzień
jej zaręczyn jak najhuczniejszym
był i najwspanialszym, by świet
nością swoją olśnił i upokorzył
tych, którzy dziwie się mogli jej
rmałżeństw u.
Odgadła trafnie, źe tego rodza
ju ludziom zdoła zaimponować
tylko przepych i bogactwa.
Pragnęła, aby jak największa
liczba znajomych widziała ią o
bok Romana, pragnęła pochwalić
się swoim wyborem, swojem
szczęściem, a zarazem okazać zu
pełne lekceważenie zdań świata
— było to niejako przekorne,
zwycięskie wyzwanie, rzucone
temu światu w postaci tego świe
tnego balu, tych wyzłoconych sa
lonów i wspaniałego przyjęcia.
Ona. pani i królowa tego wszy
stkiego, mogła sobie pozwolić na
wybór męża nawet najdziwacz
niejszy w- oczach otaczających
ją ludzi — jej ujdzie wszystko—
ją zawsze podziwiać i wielbić
muszą.
W duszy Olgi było niezmier
nie wiele osobistej pjchy — dla
tego zapewne tak nic nie robiła
sobie z opinii i zdań innych.
(Ciąg dalszy nastąpi)
DLACZEGO DZIECI NISZ
CZĄ ZABAWKI?
Przyczyną — dlaczego dzieci
niszczą kosztowne i skompliko
wane zabawki, jest ta, iz chcą
one je uprościć. Zabawka skom
Iplikowana jest za mało zrozit/hia
łą dla wyobraźni dziecka.
Kilson Young, powaga na polu
wychówawczcm, dowodzi, że w
Londynie objawia się teraz re
akcya przeciw skomplikowanym
i w szczegółach zanadto dokła
dnie wykończonym zabawkom.
I***‘iaj daje się dzieciom wszyst
ko do zabawy: aeroplany, które
latają; pociągi elektryczne z sy
gnałami i szynami, fitnkcyomiją •
cc należycie; pancerniki z moto
rami; armie całe. Wzorowane do
kładnie na oryginałach.
Skoro dziecko otrzyma dokła
dnie wykończony model, ten nie
odpowie jego wyobraźni. < ino
chętniej bawić «ię będzie pocią
giem z ustawionych ol>ok cielne
krzeseł, ponieważ jego wyobraź
nia bierze tak/e udział w tej za
bawie. Fotel z poręczami—przed
stawia dian lokomotywę; fotel
wyściełany — wagon sypialny, a
krzesło pojedyncze — wagon o
sobowy. Inaczej sir jednak dzic
, je, gdy damy mu pociąg cały.
I kompletnie wykończony ; wów
•r/.as wyobraźnia dziecka przesta
je funkeyonować; bawi vt ono
nim chwilowo, a następnie usiłu
je rozdzielić wagony, a gdy to
mu się nie powiedzie, stara się
zbadać mechanizm, co kończy
się zwykłe zepsuciem lub znisz
czeniem zabawki.
Wogóle zabawki naturalne, a
więc nieskorrVplikowane, jakie
dziecko same wymyśli, sprawia
ją mu większe zadowolenie, jak
sztuczne lalki, konie, rozmaite
koleje elektryczne i automatycz
ne bawidełka. Szkoda zatem wy
rzucać pieniądze na marne, gdy*
zabawki sztuczne nie przynoszą
najmniejszej korzyści i nie bawią
dziecka.
I GAZETKA DLA DZIECI.
LIŚCIK DO DZIECI.
Kochane Dziateczki!
bardzo często umieszczam w
“Gazetce" wierszyki, które uło
żyła sławna nasza poetka, Ma
rva Konopnicka. Nieomal świat
cały wieltń i czci pamięć tej pie
śniarki, która całeni sercem uko
chała biedny lud wiejski i dzieci i
im tez poświęciła swe prace. Na
leży więc, aby dzieci polskie zna
ły życiorys poetki, tej, która przy
niosła chlubę imieniowi pol
skiemu.
Marya Konopnicka urodziła
się w roku 1846 w Suwałkach, a
lata dziecięce spędziła w Kaliszu.
1'oczątkowe nauki pobierała x
domu. następnie chodziła do
szkoły w W'arszawic. (>bdarzona
talentem pilarskim, pisała cudne
i rzewne poezye.
Marya Konopnicka kochała bar
dzo dzieci i dla nich napisała du
żo, dużo prześlicznych książe
czek. jak np.: “Moja książeczka”,
‘‘Wiosna i dzieci” — “W domu i
świecie”, — “Pod majowetn słon
kiem", — “Historya o krasnolud
kach i sierotce Marysi*', — "No
we latko".
Przed paru Jaty' społeczeństwo
polskie w uznaniu zasług i pracy
sławnej pieśniarki, ofiarowało jci
wioskę w Galńyi, nazwaną “Ko
nopnica” .
W roku toto. dnia 8 paździer
nika zmarła we Lwowie i pocho
waną została na cmentarzu lwo
wskim. Obecnie zawiązuje sj^- w
starym kraju komitet, który zbie
ra składki na pomnik dla Maryi
Konopnickiej.
Na razie wystarczy dla Was
wiedzieć tyle o naszej autorce.
Teraz pomówimy o czetu i li
nem.
Odebrałam w tym tygodniu
kilka liścików, w- których dzieci
zamieszczają wierszyki i dodają,
ze same je ułożyły. Nic wymie
niam nazwisk tych dzieci, gdy/
nic chcę ich zawstydzać. Dodać
jednak muszę, ze bardzo, bardzo
mnie zabolało serce, po przeczy
taniu tych liścików. W iedzcie
dzieci, ze cudzą pracę przedsta
wiać /a swoją, to bardzo brzydko
— nichonorowo. Ja /nam już
'Was trochę, moje dziateczki, nie
wymagam «»d W a> żadnych nad
zwyczajności, a także zaraz po
znam, co jest Waszą własną, a
co cudzą pracą. W ierszyków: “O
Salusi”, "O Dziku”, "Już i lato
uleciało" — uczyłam -ię, gd\ Wy
łam jcs/czc taką. jak Wy, moje
panieneczki.
Niechże się poprąwią te dziew
czynki. «ila których ten liścik jest
przeznaczony, a wszystkie dzieci
niech pamiętają, /e kłamstwo, to
bardzo brzydka wada.
Pozdrawia Was serdecznie
Redaktorka.
POLSKIEMU DZTECKU.
Dziecino mała, u kolan Twej
matki.
Ucz się pacierza w ojczystej
Twej mowie.
Bo ponad Tobą niewidome
swiadki,
Z błękitów nieba patrzą sic oj
ców ic.
Nawet spokoju nic mieliby w
niebie.
Słysząc twe modły w języku nic
znanym,
Na zawsze by 'ię zaparli tam
ciebie,
Skarcę n* Ciebie zanieśli przed
Panem.
Pamiętaj dziecię^ że ty już w
spuściznie.
Z samych rąk l*"Ka klejnot ten
dostała,
Czystym yo oddaj Matce twej,
Ojczyźnie.
HfcojMbj nim by» jjo z serca wy
drzeć sobie dała!
O, dziecię moje, tu na polskiej
księdze,
Ucz *ię litery' składać w wolnej
chwili,
Czy w strojnej szacie, czy w pro
stej siermiędze,
Znaj język, którym dziadowie
mówili.
Niechaj najmilszą będzie ci za
bawa,
O dziejach dawnych słuchać opo
wieści,
O tych pokrytych niepr/ebrzmia
łą sława
AJ dniach wesela, chluby i l»<>le»ci.
< > dziecię moje, je/cli na wieki,
Miłość Ojczyzny Twc serce Za
cho w a.
I o minio przeszkód, jak świat
ten daleki,
Zabrzmi na nowo dźwięczna na
sza mowa.
OBRAZA.
Zabawa w dzień imienin Halki
smutno skończyła się. Dzieci po
gniewały >ię i rozeszły niezado
wolone z drugich i ze siebie. O
co im poszło!- U jakąś drobnost
kę, o której wspominać nic war
to.
I*o odejściu małych gości ma
nia poszła do dziecinnego poko
ju, zebrała swoją gromadkę, za
wadyakę Karolka posadziła na
kolanach i tak mówić zaczęła:
— Opowiem wam zdarzenie z
moich lat dziccintnch. l»\ ło to
na l'krainie. Sąsiedztwa są tam o
kilkanaście, lub kilkadziesiąt ki
lometrów odległe, przeto każdy
ciesz. \ się. jeżeli w miejscowości,
którą się zamieszkuje, znajdzie
się inił\ dom rodzinny.
W łaśnie zdarzyło się, że we
w si. naprzeciw naszego donin, od
dzielony t\Iko grupą drzew i du
żym trawnikiem, stał dom pań
stwa 11., znajomych moich rodzi
ców. Dzieci było tam kilkoro —
'tars/.e od u«is. młodsze i row ie
siie. a że pomiędzy dziećmi przy
jaźń prędko powstaje, więc nie
mi! co dnia po skończonych lek
cjach. czy w zimie, czy w lccic,
biegłam z bratem do ma?)ch są
siadów, lub też oni nas odwie
dzali.
Ale. boć zawsze musi być ja
kieś ale. w >rod licznej gromadki,
często trudno o zgodę. Jeszcze
trwa ona, dopóki w zabawie
wszyscy rówtu biorą udział, na
prze kład w grach zbiorowych,
lecz są inne rozrywki, jak wyci
nanie z papieru, klejenie, budo
wnictwo, do których trzeba pe
wnej wprawy i pomysłu. Tu
każdy trochę zręczniejszy, zy
skuje przewagę nad innymi. I
to bywa nieraz przyczyną naru
szenia owej zgody.
Ja i brat mój mieliśmy, co się I
tyczy ręcznych robót, wiele wia
«J<»m<i-ei i gustu. Ojciec nasz z a
mator-twa wykonywał wiele '•li
cznych rzeczy na swoim małym,
]M>kojowym warsztacie stolar
skim i tokarskim, lub też laubze
gą (cienką piłeczką), a nawet
palcami, gdy chodziło o ozdobne
wyrob\ ze skory, jedwabiu lub
I papieru. My oboje lubiliśmy o
gr*minie przypatrywać się robo
cie ojca. a potem z różnych skra
wków poii>o\\ali-my to i owo
stworzyć sami.
Robiliśmy sobie notesiki, tecz
ki. tak zwane szyfonierki, a na
wet maleńkie modele różnych
mebli. .Między innemi pamiętam,
żeśmy zrobili z tektury fortepian
długości pięciu cali.
Nic więc dziwnego, żc w takich
zabawach chcieliśmy’ mieć pier
wszeństwo i żc z pięknych kolo
rowych bibułek, które dzicciortł
państwa II. przywieziono z mia
sSta, zapragnęliśmy sami wyko
nywac arcydzieła. Ale i'totni
właściciele bibułek byli innego
zdania, choć nic mieli dobrych
jHuny słów i nie w iedzieli, jak się
w ziać do roboty. Od małej sprze
czki pr./vszło do przycinków o
^ >rażliwych, jak potem mój brat
utrzymywał. Powiadano mu, ze
wszystkie rozumy posiadł, ze
jest przemądry, , że zdaje mu się.
że wszystko potrafi najlepiej i
1 najpiękniej itp. 'I e<:o nie mogła
znieść zraniona miłość własna
mojego brata.
— Chodź Cesiu, nie mamy tu
co robić — rzrkł brat z godno
ścią .
T wznosząc dumnie czoła, wy
szliśmy natychmiast jak bohate
rowie, których tłum nie umiał o
cenić.
Cała sprawa wytoczyła się
przed moją matką. Matka jest za
wsze najmędrszym sędzią i ad
wokatem. ale w tym razie była
zakłojKitaną; nie mogła nas skła
niać do przeprosin, bo przecieł
myśmy istotnie czuli się obrażo
nymi. z drugiej strony nasze wyj
ście od państw~a H. tak nagłe, bęz
pożegnania było tak/e niegrzecz
nością.
— Chyba — rzekła matka — ja
Starzy ludzie potrzebują
środków przeczyszczający ch
Jcstlo najlepsze rozwalntu/ącc
lekarstwo Które reguluje
f"—1 żołądek.
Zdrowie starszych ludzi zaleznem
Jonr wielce od wnętrzności i dlatego
należy is:rożnie postulować, aby wnę
trzności działały akurat nie. Dowie
dzionym jest faktem, ze na starość
żołądek staje sie słabszym i mniej
działającym, a wątroba nie wydaje za
iman soków potrzebnych do należy te
go trawienia.
Pewną pomoc osia gnąc można przez
przyjmowanie pokarmów lekkich i u
t> wanic naturalnych ćwiczeń, lecz to
ostatnie j»*st trudne dla starszych
ludzi. Najlepszą rzeczą jest użyć roz
walniująi-ego lekarstwa, tnk często,
jak zajdzie tegoż potrzeba. lekarstwa
jak sole. proszki, różne wody. zioła
i p:xułki nie powinny być używane
prze* ludzi w ijodesziym wieku, dla
tego. że takie lekarstwa są za ostre
na ich delikatny system.
Najlepszem lekarstwem dla star
szych ludzi jest rozwaluiający Dr.
( a ld wells Syrttp Pepsin. Lekarstwo to
wzmaenia żołądek i muskuły i regulu
je je. Jest to opinia dużo ludzi, a po
między nimi i pani Maryi A. P Da
vidMon z University Mound Home.
San Francisco. Cal.
Ta 78-lcwiia staruszka ciągle cierpia
ła ua nieregularność żołądka: z chwi
lą. kiedy zaczęta używać Dr. <ald
woUs Syrup Pepsin uregulowała so
bie żołądek i sznęsliwą jest. gdy mo
że przy sposobności chwalić ten to-'
nik.
|’a.m mary a. p. r\yii»so>
nutrlku owego lekarstwa może bvfi
kupioną w każdej aptece jhj pięćdzio
Kiąt centów lub Jeden dolar l.udzle
najpierw kupują pię^dziesięciocentową
butelką, a potem, gdy odniosą rezul
*a*T. wówczas kupują jednodolarową,
na której mogą zaoszczędzić. Dajemy
(warancye na rezultaty, w przeciw
nyin razie zwrot pieniędzy zapewnio
ny. Starsi ludzie obojga płci. stosując
do przepisów osiągną najlepszy re
zultat.
Rodziny, które życzyłyby sobie ta
bliczkę tego lekarstwa na próbę, niech
raczą do nas pisać adresując: Dr. N.
B. Caldwell. 419 Washington st., Mon
ticello. III. Pocztówka z waszem na
zwiskiem i adresem jest zupetnie wy
starczająca.
będę musiała przeprosić państwo
ii. za w;t'/e złe wychowanie.
— Mamusiu. t<» trudno — wszy
stko się wc ni nie zagotowało, nic
niosłem znieść obraz.} — odparł
mój brat.
—1 No, tak. moje dziecko i
nie znos nigdy obrazy, jeśli ona
niesłusznie dotknie twego chara*
kteru, twoich uczuć szlachetnych
— ale w tym wypadku byłeś na
zbyt drażliwy. Twoja zarozu
miałość i chęć przodowania wy
wołały rozgoryczenie. Czyżbyś,
nioj synu. nie chciał nigdy wi
dzieć własnych przywar, brał ka
żde sprzeczne słowo za ubliżenie,
i wyrosi na człowieka obrażliwc
go. z którym żyć trudno?
Jak się sprawa skończyła? (>to
jedno z dzieci państwa H. pier
wsze do nas przyszło, zapewne
pod wpływem matek, które się ze
sobą rozmówiły, a były obie o
gromnic dobre, rozumne i wyro
zumiałe.
POCZTA DLA DZIECI.
Helenka Kłapkowska, — Za
part* dni wyślę Ci “Dzieje Naro
du Polskiego”.
Rózia Król. — Za zaproszenie
dziękuję, lecz nic będę mogła
przybyć. Opisz mi szczegółowo,
jak wypadło przedstawienie.
Bolesia Ćwikowska. — Wier
szyk umieszczę na drugi raz; za
liścik dziękuję.
Bronia Jankowska. — Ej. Bro
niu ! Br* >niu!
Frania Pryga. Czemu nic roz
wiązałaś pytali z “Gazetki"? Czy
uczyłaś się już cokolwiek z ** 11i
- tory i Polskiej”?
Mania Florenc. — Mówi *ię:
"Mam lat dziesięć". Adresuj tak.
jak ostatni liścik, to już nie prze
padnie.
Cesia Lewandowska. — Ej,
Cesiu ! Cesiu!
Cesia Jankowska. — Ej, Cesiu!
Cesiu! Pi>zc *ię “Cecylia”.
Stefa Kawówna. Adres: “Ga
zetka dla dzieci”, 1406-1408 W.
Divisk>n st.
Bolesław Mikulski. Jeżeli wstą
pisz w szeregi dziatwy sokolej, to
będzie godnem pochwały.
Bronia ćwikowska. Nadesłany
wierszyk umieszczę w następnym
numerze.
Anielka Gładysz. Przeczytaj u
ważnie zamieszczony list. a prze
konasz się, czy “Gazetka” pisze
prawdę.
Nauki, są to owoce słodkie,
zbierać się nie dające bez pracy
i znoju, osadzone na drzewie ty
siącem przeszkód opa^anem, do
którego przedzierać się trzeba
ciągiem pokonywaniem trudnoś
ci.
ZWIĄZEK TOWARZYSTW
KOBIECYCH NA GÓR
NYM ŚLĄSKU.
Przed 14 laty Zitłn/ono pierw
sze Fowarzystwo Kobiet Pol
skich w Bytomiu. ^Zdziałało ono
dotąd w ielo dobrego. \a Górnym
>dąsku /a jego przykładem po
wstało powoli około 18 towa
rz>stw kobiecych. Od dawna. cxl
lat istniał zamiar połączenia tych
że I o\\ arz\ stw w jeden związek.
Zamiar ten zamieniono w ezvn
dnia ^o. marca h. r. Na zaprosze
nie przewodniczącej bytomskie
go ‘'Towarzystwa Kobiet” p. re
daktorów ej I )onibkowcj przeby
ły delegatki do “Ulu”. Powitał*
je pani Dombkowa, proponując
p. Janinę Omańkowską na prze
wodniczącą. Protokół spisywała
p. Szukalska z Królewskiej Huty.
Keterat o potrzebie i znaczeniu
związku towarzystw kobiecych
wygłosiła p. Dombkowa. Dała o
braz życia towarzystw kobie
cych. zaczerpnięty z praktyczne
go doświadczenia 14-letnicgo ja
ko przewodnicząca. Wykazała
braki, a wskazała na środki ku
żywej czynności towarzystw. Re
icrcntka dowodziła. /e taki z wuj
zek towarzystw kobiecych jest na
('.ornych Śląsku potrzebny, aby:
dostarczać można towarzystwom
regularnie mówców i mówczyń;
zaprowadzić po towarzystwach
kur-a oświatowe, ewentualnie:
czytania, pisania, historyi, litera
tury dla w>z\ >tkich, szczególnie
młodszych; uporządkować spra
wę bibliotek po towarzystwach;
utworzyć wspólną bibliotekę tea
tralną; ująć >pra\vę wsparć i zX*
pomć.g; stworzyć kasę pośmiert
ną i pomoc naukową dla młodzie
ży żeńskiej ; urządzać od czasu
i do czasu wspólne zjazdy i wy
stępy, celem wzajemnego popar
cia. zapoznania, zachowania na
szych z wyczai i obyczai, stnv
jów narodowych itp. Pracy, któ
rej wszystkie pola jeszcze nie
wyliczono, je-t dosyć. Przema
wiała również p. J. Omańska, p*x
lccają*c gorąco założenie związku,
na siedzibę wybrano Bytom. Na
przewodniczącą obrano panią Ja*
niiię Omańska ; sekretarstwo ob
jęła p. Janina Dombkowa. ka*
«yerstwo adwokatów a p. Chmie
lewska. Na zakończenie odśpie
wano pieśń: "Wszystkie nasze
dzienne sprawy’’.
Uczcie się po Angielsku
Cmy chce** *«<■ naiinyć nytaZ pluć | mft
p» anflolaku w najkrrttaiym rzaalaf
Ueiyrny po Angielsku pnu poci to.
W aa «>• tyć Jodan hib
m!e»ł*-o darwjf. zapłacicie tylko
"-wn «a no no oko angtoiakl*
iokryo Piaaria po tnkryo prAfcno I adre
sujcie: ^
POUSH ENOLISH SCHOOL
J#3» W. 22nd tt., eor. Miliard. Oopt Z.
CMICAOO. II.
$19.00 Darmo
K *pu'.ar lewarek a proe" , fabryki. H*NV<
rządzie* aohl* n. **m na1 malej |i». a ta
dtarspo te II ka*da«o handlarza r« tan ««m
(.(•rak mulliMiyl zeplarir p-zrnajmnlej
I2S. a nasza zpe* v*in* fabryrrna eana tero
imrarka J»#f tylko |«
J.talł rhcase kupi* r.*t* rek 2ł 1al.ro* y
»» I* — ta wytnij to orloazanl* I prsyill)
taa razawi i* i*»|m dokładnym adrsssm,
a ifly r| wyzzlemy naryrhmlast rscarsk w
ptekaam akaamttnem pudslku do obajrss
nla lapatnl* DARMO
Zapewniamy. »* k*a*ol*l*k u naa noka*
rak ramAwt ta absoluml. nlr nla ryzykują
ponł*wał kardy ma praan zbadać naa* ra
•arak dokładni. I nawania alp przekona*,
*• Ja*f rzerirwlkrts taki. Jak przedstawia
nr A kdy przakonaaz alp. *a zaitarak Jest
r»a» zywlkoia wart Itt. I mat prawdziwy 1«
Kar iłold mi11ad fat>ryr*nle rwarantowany
na ł« lal aa airnnym w . ałym kwiecia ma
< kanltm-fn ta zaplarls* efentowl l« | ka
nie prreeyIkl kiikana«c|* rentdw
7e*arkl nasze raparuiamy aiipelnta darmo
w »ri#. Iif<i jo VHT. Iłin WTiTłi#«iimf nu'nnr
fWAOA: — Na t«'tant» tr»vtnmy ka Mimii n»u Ih»«^» nnjr katalog darm«.
KATION AL OaaiRKriAL (O. ;,o& Ł Mk Htr. M«W T*rk. X. T. «

xml | txt