OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Chicago, Illinois.) 1914-current, May 07, 1914, Image 7

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/2017218622/1914-05-07/ed-1/seq-7/

What is OCR?


Thumbnail for 7

Ze wspomnieli Pułkownika RebaUy.
(Karola Kality).
(Ciąg dalszy).
Kazałem stanąć pod broń, a
oddawszy należne honory, złoży
łem raport o sile naszych bata
lionów, w końcu zaznaczyłem, iż
powziąwszy pewną wiadomość,
ii dzisiaj nocować będą wChmicl
niku dwie roty nieprzyjacielskie,
a w Gnojnic jedna, idę na rozbi
cie tych trzech rot, przyczcm
wskazałem, że kawalerya jest w
leśniczówce, gdzie karmi i poi
konie.
Topór nic nic odpowiedziaw
szy, nie salutował nawet, tylko
ze świtą podążył do leśniczówki.
Po chwili nadejchał konny ordy
nans od niego z poleceniem, a
bym się natychmiast stawił przel
nim w leśniczówce. Kazałem od
powiedzieć pułkownikowi, że po
przebyciu pieszo dwóch mil przez
rozmokłe grunty przyjść nie mo
gę, nie omieszkam jednak stawić
się. gdy mi przyślą konia z mej
kawaleryi w leśniczówce, co się
też stało.
Gdym wszedł do pokoju, trzej
wodzowie siedzieli przy jedze
niu, Topór nie prosił jnnie, abym
usiadł, czekałem stojąc, aż ze
stołu sprzątnięto. Topór rozłożył
jakąś niedokładną mapę, zażądał,
abym się zbliżył i wydał mi na
stępujący rozkaz: “Podpułkow
nik — “o to tak’’ (których to
słów Topor ciągle w mowie uży
wał) na czele dwóch twoich ba
talionów od strony naszego przy
niarszu “o to tak*’ zaatakujesz
Chmielnik, reszta zas pozostano
przy mnie w rezerwie, ów plan
był zatem wręcz przeciwny me
mu uchwalonemu, na który zga
dzali się wszyscy moi oficerowie,
trudno mi go zatem było akcep
tować, uważałem go bowiem ja
ko zgubny dla nas. Wyjąwszy z
torby moją strategiczną mapę,
rozłożyłem ją na stole i ośmie
liłem wypowiedzieć moje uwagi:
"Niech pułkownik rzuci okiem
na tę mapę, obaczy wąwozy i
krzaki naokoło Chmielnika, mo
glibyśmy zatem niepostrzeżenie
dojść aż pcxl samo miasto, gdy
według danego rozkazu pułkow
nika atakując otwarcie Chmiel
nik. z wstaniemy przedwcześnie
zauważeni, zanim dotrzemy' do
pierwszych chałup. Moskale będą
rozparządzać dostatecznym cza
sem, aby obsadzić chałupy i e
płotki i nas wystrzelać, zanim d>
chałup dojdziemy czystem po
lem". O dalszym naszym planie
obejścia Chmielnika i zaatakowa
nia Moskali z tyłu przez batalion
majora Rozenbacha nic dał mi
m wić, wstał, zrobił srogą mino
i rzekł: “O to tak! panie podpuł
kowniku, nic przybyłem tu roz
kazy od podwładnych przyjmo
wać, ale podwładnym je wyda
wać! O to tak, najmniejsze prze
winienie. sąd wojenny i kulka v/
leb. ogłosisz to swoim batalio
nom” !
Zdziwiłem się. jak może ofi
cer o jedną rangę starszy prze
mawiać do swego kulcgi tym to
nem i w obrażliwych słowach,
coby mnie w regularnej armii nie
^potkało, o>ż dopiero w wojsku
polskicin. wybijająccm *ię z pod
jarzma i stupajków moskiew
skich. Nic odpowiedziałem ani
słowa, a gdy składałem moją
mapę, Kurowski wtrącił, że moja
mapa jest doskonałą i o wiele
lepszą od “naszej” i radził ją dla
•iebie zatrzymać.
Podrażniony do najwyższego
stopnia, odrzekłem: "Przepra
szam. ta mapa jest moją własno
ł»'ią, jako oficer austryacki kupi
łem sobie cały atlas Schedy, a zc
sobą wziąłem tylko karty' woje
wództwa krakowskiego i sando
mierskiego, w tym względzie nie
podlegam żadnemu rozkazowi,
nawet gdyby mi powtórnie gro
STRZEŻCIE fj
•ię złjrcb imita
cyi domagajcie
się prawdziwego
Pain Eipeller
r marka kotwi.
ry jak powyżej
przedstawia.
F. Ad. Richter
I Co.
14-10 Wnkagtu al.
Nsw Tsrk o)
| żono kulką w łeb. Mo/e pułkow
nik Kurowski pozostawił swą
kartę strategiczną w Miechowie,
to niech się pan o nią postara, a
ja mojej nie dam”. Złożyłem ma
fię. oddałem ukłon i wyszedłem.
Ryłem przekonany, że taty na
mnie zapadł wyrok zgniecenia
lub pozbycia się mnie za wszelką
cenę, co w parę dni później się
sprawdziło.
Dosiadłszy konia, przybyłem
do swoich i opowiedziałem o
wszystkiem oficerom, zatem o
wydapym rozkazie ataku na
^ hmielnik, o sądach wojennych i
o kulce w łeb za nieposłuszeń
stwo, o chęci zabrania mi mapy,
w końcu o starciu się mem z puł
kownikami. Posmutniała wiara i
jednomyślnie orzekła, że my, po
pierając pułkownika, dalibyśmy
sobie radę z Toporem, lecz zmo
ra nasza, Kurowski, będzie go.
przeciw pułkownikowi i nam
buntował, jątrzył i na klęski pro
wadził. Odpowiedziałem towa
rzyszom broni, aby zachowali
cierpliwość do porozumienia się
z generałem Bosakiem, a teraz
milczeli i słuchali.
Przy picrwszcm tiaszcin spot
kaniu w lesic przy śniadaniu To
pór wskazując na chłopów i ży
dów w kolumnie, zapytał mnie,
co oni w kolumnie porabiają. Od
powiedziałem. żc wszystkich
spotkanych po drodze ludzi kaza
łem aresztować, aby o pochodzie
moim przedwcześnie do Chmiel
nika nie donieśli. Topór polecił
natychmiast wszystkich wypu
ścić. Ten niedorzeczny wszelkim
wojennym ostrożnościom przeci
wny rozkaz zemścił się na nas,
bo Moskale dowiedziawszy sie o
ogromnej sile naszej, zamiast
przenocować w Chmielniku, jak
ich marszruta brzmiała, przed no
cą (inojno i Chmielnik opuścili
i pomaszerowali do Szydłowa.
Przyjechał Junosza ze swą
żandarmeryą z rozkazem, abym
ruszył w pochód. Przy leśniczó
wce na drodze stał Topór z Ku
rowskim i oczekiwał na prze
marsz naszych oddziałów. Po
nieważ na wstępie już raz odda
łem pułkownikowi honory, nic
widziałem potrzeby oddawać
tych ceremonii poraź wtóry,
zwłaszcza, że żołnierz dwumilo
wym marszem po śniegu i błocie
— bo już śniegi topniały— zmę
czony. maszerował dowolnie, nie
trzymając kroku. Ja sani, jak i
wszyscy oficerowie mieli szabłę
w pochwach i dowolnie maszero
wali. Minąwszy Topora, słysza
łem, jak zc złością rAicił do mo
ich żołnierzy obelgę: “Jak wy
maszerujecie jeden za drugim?!
gałgany! szubrawcy! czemu kro
ku nic trzymacie?! Ja was nau
czę psubraty, obdartusy!!”
Tego było już za wiele, na
ciężka padła obelga dla mnie, któ
ry dumny byłem z moich żołnie
rzy, słyszałem, jak byli spotwa
rzani takiemi moskiewskiemi
przezwiskami, musiałem .stanąć
w ich obronie. Zwróciłem się te
dy do pułkownika Topora i gło
śno, aby żołnierze, skrzywdzeni
jego słowami, słyszeli — powieś,
działem: “Powstaniec walczący
o wolność i swobodę Ojczyzny
nie jest gałganem, szubrawcem,
psubratem — jest przedewszyst
kiem polskim żołnierzem, a że
chodzi obdarty i bosy jak szubra
wiec, to nic jego wina. ale takich
przemądrych dowódców pułkow
ników intendantów. którzy o
swoje cielsko, a nie o żołnierza
dbają".
— "Proszę nic odpowiadać!”
krzyknął Topór.
“Muszę ujął.'- się za moinu
żołnierzami — odrzekłem — a kio
poważy się ich lżyć. będzie miał
ze mną do czynienia! Podczas
trzymilowcgo marszu wolno żoł
nierzowi dowolnie krok trzymać
i karabiny nieść dla ulżenia sobie
czy na prawem, czy lewem ramie
niu, tak ja dozwoliłem!”
Topór zamilkł na tę odpowiedź,
a Kurowski, jak zawsze czelny,
odpow iedział: “Chełpisz się puł
kowniku. żeś w armii au«tryac
kiej służył jako oficer, a wobec
przełożonego nic umiesz zacho
wać subordynacyi i należnego
zachowania się”. — “W ięccj jak
ty pułkowniku! Byśmy się tylko
nie doczekali przez ciebie zguby
pułkownika Topora i całego na
szego bitnego oddziału!
Po tej słownej utarczce Topór
milcząc, odjechał, a my za puł
kownikami ruszyliśmy w pochód.
Marsz był bardzo uciążliwy, zie
mia przez południc odinarzła,
śniegi topniały, błoto zwłaszcza
dotkliwie dawało się odczuwać
tym biedakom, których buty by
ły podarte, szmatami i sznurami
powiązane, lecz ta bieda nic od
bierała przecież żołnierzom do
brego humoru. O godzinie 4 po
IK>łudniu przybyliśmy bez wy
padku do Drugni, oddalonej o pół
mili drogi od Chmielnika. Nie
przedsięwzięto żadnych a żad
nych ostrożności, mnóstwo ludzi
widziało nasz pochód i czyż mo
żna powątpiewać, aby się wśr<wl
nich nie znalazł chciwiec, który
by za wynagrodzeniem nie ,lo
niósł Moskalom o nawale w prze
sadnej cyfrze paru tysięcy * bun
fcowszczyków*, maszerujących
na Chmielnik, a ci ze strachu
przed taką silą zabierając mam
tki nie uciekną z miasta?
Gdyśmy weszli w opłotki wsi
Drugni, zarządzono postój.
Zmierzch zapadał, woda ze stop
niałych śniegów poczęła sir ści
nać, co dotkliwie po^ trzymilo
wym marszu dawało się odczu
wać. Fułkownicy zasiedli we dwo
rze w ciepłych salonach p. Wen
dorfów, właścicieli Drugni, przy
herbatce i zapomnieli całkiem o
biednych powstańcach, a w ich
wyobraźni o “hołocie". Zniecier
pliwiony i rozdrażniony posła
łem porucznika Malinowskiego
do wsi w celu wyszukania Topo
ra i oznajmienia mu. iż według
rozkazu oddziały stoją bez celu
między opłotkami, żołnierze na
rzekają. bo w nogi przemarzli, co
zatem mamy robić z wojskiem?
Po dobrej chwili Malinowski
przygonił z raportem, że Topór
i Kurowski we dworze w towa
rzystwie pań zapijają herbatę, a
na jego zapytanie, czy wojsko ma
dalej stać i marznąć między opłot
kami, Topór odpowiedział: “Dzi
wi mnie mocno, że Rębajło nie
wie, co ma z wojskiem robić?*4
— “Rozkaz pułkownika — od
parł Malinowski — być stać i
czekać dalszych rozkazów!" To
pór odpowiedział: “To niech so
bie podpułkownik rozkwateruje
hołotę po chałupach!"
lak myśleli i mówili dwaj wo
dzowie i pułkownicy! Jeden gbur
w zachowaniu się z podwładny
mi, — jak go nazywano: "nasto
jaszczy muzyk", — drugi zarozu
mialec, nie mający pojęcia o po
trzebach żołnierza. Wogóle po
stępowanie obu pułkowników, jak
się później okaże, było podej
rzliwe i karygodne.
Ponieważ żołnierz był zgłodnia
ły « przemarznięty trzyniilowym
marszam, trudno go ł>yło uży
wać do rozstawania widet, roz
kwaterowałem oddział po chału
pach i zarządziłem, aby kawalc
rya Uragana, która z godzinę
przed nami była we wsi, odby
wała ciągłe patrole ku Chmielni
kowi.
W godzinę, gdym był już na
kwaterze, przysłał Topór ordy
nansa, abym się zjawił we dwo
rze. Kazałem odpowiedzieć, że
marszem pieszym jestem tak
zmęczony, iż <^o dworu nie do
szedłem, chyba obywatel W.
przyśle po mnie bryczkę. Tak się
też stało. Po przybyciu do dwo
ru wprowadzony zostałem do sa
lonu, pjrzyczcin postanowiłem nic
przyjmować żadnych zaproszeń,
a odbyć jedynie służłtową wizy
tę. Pułkownicy w otoczeniu pań
i panów siedzieli przy suto za
stawionej kołacyi. Przekroczy
wszy progi salonu, stanąłem wy
ciągnięty jak struna, a nie zdją
wszy batorówki, salutowałem.
Topór zapytał mnie urzędów nie:
— "Czy podpułkownik wiesz
napewne, iż Moskale są w
Chmielniku?” — ‘‘Nie — odrze
kłem — miałem tylko oticyalne
doniesienie z Kielc, żc dzisiaj ma
ją przyjść do Chmielnika tr/y ro
ty i tu zanocować”.
— "A jakżeż się dowiedzieć,
czy oni tam są?”
— “Nie moja to rzecz — odpo
wiedziałem -— od cli w iii. gdy do
wództwo nad pułkiem objąłeś
pułkownik. — moja rzecz tylko
wykonywać rozkazy, lecz zda
niem nmjem dla'sprawdzenia o
wego doniesieni*, proszę dać roz
kaz obywatelowi tutejszemu, aby
natychmiast udał *ię zaprzęgiem
do Chmielnika. Jeżeli Moskali
niema, to za godzinę powróci,
gdy nie wróci, będzie oznaką, żc
Moskale są i go zatrzymali”.
tClM dalszy na»<*pi)
Dział Związku Wojsk
Polskich w Ameryce.
j)
Zarząd Związku Wojsk Pol
skich w Ameryce.
F?**C'S2EK PORZUCZEK. Preaaa.
-11 * N. Kolicy ulica.
JÓ2EF JAKUBOWSKI. Wlce-prezea.
w; J• ANDRZEJEWSKI, Srkr. jen.. 1*11
Augusta ulica.
WIKTOR GRYOIENC, Kaayer. 17U fT
17-ia ulica.
A. CIEŚLAK, .
K. NOWAKOWSKI. \ Dyrektorzy.
KUCHARSKI. f
KS. K. SZTUCZKO. Kapelan.
A. E. MAŁACHOWSKI. UakATś.
*««* N. Hoyne ave.
KO MISY A ROZWOJU:
J- MICHALSKI, w. KOOUT. na ataa
Illinois.
SOLOW5KI, na stan Michigan.
J. MALON. K. NOWAK, na stan »*i»
aourł. •
r PAPST. K. STAWERY, J. PIUAK*
SKI, na stan rennsyl vanlu. _
A- IDZIKOWSKI. J. WASILEWSKI.
A. WROCZYŃSKI, na stan New York.
__ SZTAB:
FRANCISZEK GÓRZYŃSKI. Nacaelnlk.
1743 llolt ave.
MICHAŁ WLEKLIŃSKI, Pod-tiaczetnlk.
JAN PRZYMORSKI. Ilonrowc naczelnik.
J^ZEłr p MICHALSKI. AdjulunL
N. Marshrie.tl ave.
— •P' ■»»/ --
Adjutant Sztabowy pod wyła), wymienio
wym nazwiskiem I adresem —• Wmzelkle
•prawy cywilne. Jak sprawy finansowe,
agitacyjne. sprawy organizowania no
wych Oddziałów, sprawy dotyczące alf
organu “Przyjaciela Zlonlerza", uprą***
• l« zgłaszać do Sekr. Jen.. W. J. An
drzejewskiego, 1511 Augusta sŁ
Posiedzenia Zarządu odbywają •<•
ostatni wtorek każdego miesiąca w sali
Domu Związku Narodowego Polskiego
przy Dlvlslon I Noble ulicy o godz. S-a|
wieczorom.
ZARZAOY DYWIZYI:
MARYAN KNUTKOWSKI, Major I-azaJ
Dy w łzy I w Chicago.
W. WOCOSZKIEWICZ. Adjutant I-szeJ
Dy w lżył.
KAZIMIERZ NOWAKOWSKI. Major □
Dy wlz> I w Cb U-ago.
WŁADYSŁAW PLIS. Adjutant n Dy
wizy i.
ZARZĄD V-te| DYWIZYI W ST. LOUIS.
JAN MALON. (Jen. Major. 125 0'Fatloa
atr.
J. GRONIKOWSKI. P Ikownlk.
A. NIEDZIAŁKOWSKI. A.IJutsnt. 700
0’Pal!on str.
ZARZĄD VI -tel DYWIZYI W DETROIT.1
MICH.:
JAM SOLOWSKI, Prezes.
ST. JURCZYK. Wice-prezesa.
MICHAŁ BARAN, Sekretarz.
JAN STĘPIEŃ. Kaaver.
A. KOWALEWSKI.
JOZEF RAJ.
JAN SOLOWSKI, Pułkownik Vl-eJ Dy
wlzvi. 74 Goldner at.
JAN KOTLARCZYK. Major.
JOZEF TUREK. Sztabowy kapitan.
JAN STĘPIEŃ. Adjutant
MICHAŁ BARAN. Sleriant.
ZARZAD Vl^-mel DYWIZYI W PITTS
BURO. PA.:
ALE X. WALEWaKI. Gen. Major. 204H
VIne Way. Braddook. Pa.
JOZEF PILARSKI. Gen Brygady, 48
Knon Alley. Ptttsbur*. Pa.
IAN BEDNARKO. Pułkownik.
SZCZEPAN GAJEWSKI. Major.
FRANCISZEK BĄCZKOWSKI. Major.
KS. W. PRZYBYLSKI. Kapelan.
ZARZĄD Vlll-me| DYWIZYI W TOLE
TO. OHIO:
j^ZEF DRELA. Pułkownik
JAN DRZEWIECKI. Pod-pułkownik.
ANTONI GRABOWSKI. Karzelnlk.
JOZEF 4NIECIŃSKI. Adjutant.
STANISŁAW HOPPE, Kwatermistrz Sil
Detroit. ave
MO.:
ZARZĄD IX DYWIZYI W UTICA, N.Y. |
JÓZEF WASIELEWSKI, Prezes., Ml
Lincoln ave/
IGNACY PRZY BOROWSKI, Wiceprezes.
FRANCISZEK SMYT, Sekretarz Dywlzyl
IGNACY BRODZIK. Skarbnik.
ALEKS. WĄSKI EW ICZ I
STEFAN SZATKO — Dyrektorzy.
ADAM RUDKOWSKI. marszałek.
- SZTAB:
ADAM IDZIKOWSKI, General-Major.
212 Lincoln ave.
KS. L. P. MUSZYŃSKI. Kaptan Dyn. ,
KS. A. FIJAŁKOWSKI, Wice kapelan.
DR. LEON JANKIEWICZ. Lekarz Dyw.
JERZY KOZAKIEWICZ. Pułkownik. —
242 Non York Mili*. N Y.
IGNACY WAWRZASZEK, Podpułkow
nik.
ADOLF WROCZYŃSKI Major ArIJ. Dyw.
TOMASZ HUTA Major i koni. I Bat.
JAN WENTKA. Major i kom. II Bat.
ALEKS. ZIĘBA. Major I koni. III Bat. I
JULIAN HUCAL, Kapitan »zt. gen
JAN CICHOŃ. NaJpor. adj pułk.
STAN. STARZYK, Alajor rezerwowy.
Zwraca się uwagę wszystkim członkom
li Zarząd Z W. P poleca wprowadzić jak
najprędzej w Zycie odznaki Związku
Wojsk Polskich do cywilnych surdutów
ab\ftmv elę mogli po/nac kiedt* się gdzie
kolwiek spotkamy. Odznaki te wyrabia
nasz kolegi M. Wojteckl. 10X7 Milwau
kee «ve . Chicago. III.
10,000 Wyśle Związek
Wojsk Polskich.
TAKA ZAPADŁA UCHWA
LA.
_
Z. W. P. odpowiada na wezwa
nie gubernatora. Ma to być
kołnierz umundurowa
ny i wyćwiczony.
Chicago, III., 25 kwietnia 1914
roku. — Na nadzwyczajnem po
siedzeniu zwołanem przez Za
izęd Związku Wojsk Polskich w
Północnej Ameryce w sprawie
I wojny Meksykańskiej, która to
czyć się poczęła między Stanami
a Meksykiem, za obrazę gwiaździ
1 stego sztandaru, powzięto nastę
pującą uchwałę:
My, kapitanowie i prezesowie,
oraz wszyscy zebrani członko
! wie Z. W. P. na tern posiedzeniu,
uznajemy właściwość wystąpienia
Stanów Zjednoczonych * siłą o
rężną przeciw Meksykowi, posta
nowiliśmy stać przy sztandarze
Wuja Sama jak jeden z hasłem
na ustach “jeden za wszystkich,
wszyscy za jednego!”.
Związek Wojsk Polskich obo
| wiązuje *»ę wysłać T0.000 dobrze
wyćwiczonego i umundurowane
go żołnierza na plac boju, gdy te
go potrzeba będzie wymagać. Je.
dndtześnie stwierdzimy, że Zwią
zek Polek zobowiązuje się dosta
wić pielęgniarek ze swych człon
kiń, gdy potrzeba tego będzie
wymagać.
F. Porzuczek, Prezes,
F. Górzyński, Gen. nacz.
(Inne pisma prosimy o
przedruk l.
L chwałą dowiódł Wydział
/.w iązku U ojsk Polskich, iż jest
to rzeczywiście militarna orga
nizacja i że w chwili stanowczej
można lic/.yc na dość poważną
silę zbrojny, jaką Związek wy
stawi ć może.
Raport Sekretarza z ob
jazdu.
Hnia 23-50 kwietnia przyby
łem do Erie, Pa., o godzinie 8-ej
wieczorem odbyłem posiedzenie
z Oddziałem IX-ej Ba tery i Pol
skiej Artyleryi, na którem zała
twiłem wiele ważnych spraw.
Przeprowadzono jednomyślnie
zmianę uniformu na połowy.
W szyscy członkowie >ą czytelni
kami naszego pl^ma. Spodziewam
się że Oddział ten w krótkim cza
sie podwoi swoje szeregi, ponie
waż wszyscy członkowie przy
rzekli w krótkim czasie wprowa
dzić po paru nowych kandyda
tów do tegoż Oddziału.
Dnia 24-go kwietnia wieczo-j
rem przybyłem do Braddock, Pa.
-’5-go kv\ictnia udałem się do Do
n<>ra. Pa., lecz wskutek spóźnie
nia sprawę musiałem odłożyć na
2<>-go. Wieczorem powróciłem do
Braddock. pa. O godzinie oej od
byłem posiedzenie z Oddziałem
(twardyi Rycerzy Nr. 22. Od
dział ten znalazłem w porządku.
Wszyscy członkowie są czytelni.,
kami naszego pisma oprócz jed
nego: członkowie cywilni tegoż
Oddziału *ą również członkami
V.. W. P. i opłacać będą te same
podatki.
Dnia 26-go rano udałem się po
nownie do Donora, pa., o godz.
9-cj odbyłem posiedzenie z Od
działem Rycerzy Xr. 82. Oddział
ten zasługuje na uznanie; praca
nadzwyczaj ożywiona: Oddział
wzrasta bardzo szybko; przyj
mują po kilku nowych członków
na każdem ćwiczeniu i posiedze
niu. Uniformy mają połowę. Zor
ganizowali skautów przy tym
Oddzielę już z 20 chłopców. —
Wszyscy członkowie są^czytelni
kami naszego pisma. Uchwalili
zapłacić z kasy /a wszystkich
członków, którzy jeszcze nie za
płacili za Organ. Uchwalili urzą
d/ić bal na 30-go maja i cały do
chód z tego przeznaczyli na
sztandar Z. 'W". p„ równocześnie
zaraz zrobili dobrowolną skład
kę na sztandar Z. W. P., która
wyniosła ogólną sumę $(». Z od
działu tego znalazł się jeden o
chotnik na kurs wojskowy do
Cambridge Spring-, Pa., Jakób
Bolek. Oddział ten ćwiczy kara
binami. Jednem słowem Oddział
Xj-gi przoduje we wszystkiem.
W ielką pomoc daje ks. proboszcz
K. Odziemczcwski. za co skła
dam Sz. k«. (Jdzicmrzewskiemu
serdeczne podziękowanie.
O godzinie 12:30 udałem się do
Hojnestcad, Pa., do Oddziału
(•wardyi Rycerzy Nr. 70 i po
krótkich naradach nie mogłam
sprawy załatwić pomiędzy człon
kami cywilnymi a uniformowa
nymi. Nieporozumienie się cią
gnie już od kilkunastu miesięcy.
Jednakże muszę zaznaczyć, że
Oddział ten nie upadnie, gdyż u
niformiści są dobrymi patryota
mi i wiernymi synami Ojczyzny
Polski.
Na godzinę ,t-cią udałem się
do MeKresport, Pa.. na posie
dzenie I-go Batalionu. Sprawę
załatwiłem przy dłuższej dysku
sji. co do regulaminu ćwiczeń i
umieszczania takowego w orga
nie. Dobrowolnej składki na
sztan.jar złożono Sj.i*. l-szy Ba
talion jc*t siłliie zorganizowany.
O godz. 7-rj przybyłem do
Fittshurga, Pa., ponieważ, na
godzinę 5-tą nie mogłem zdążyć),
gdzie mnie oczekiwały Oddziały
na bali. W ięc zastałem Oddziały
11 majora Bączkowskiego w jego
lokalu i sprawę załatwiłem. By
ło wielkie zadowolenie z mego
przybycia; wszjdcy członkowie
okrzykiem przyjmowali rozwój
7.. W. P. i popieranie naszego
• Przyjaciela żołnierza". W inszo
Na^oleJ^acloJMaJłole
Nowe |K>i»kn kolonia (TARNÓW) zostain założona w po
wiecie (PIONSETT) w stanie (ARKANSAS).
Ziemia ta j(*st przeważnie {lokryta dziewiczym i niewycie
tym lasem sklndajara się z olbrzymich Dębów, Buków i I**z
"T"'* położona o trzy mile angielskie od miasta (ilARRIS.
BI R(t) i cztery i pój mili od miasta (WEINER) ol»a te mia
sta liczi* po kilka tysięcy mieszkańców. Klimat w tej okolicy
je9t świetny, a najdłuższy przeciąg zimy jest trzy miesiące
Ziemia ta jest nadzwyczaj urodzajna na której wszystko
sie rodzi, a doskonały dochód można mieć z bydła i świń,
^tl\ż nieomal cały rok pasie się ono na trawie i w lloru.
m »V.,Tcnie W okolicy ai*a osiedlają nietney ze stanu ILLINOIS 1 IN*.
Ul A.\A co jest dowodem najlepszem że okolica, klimat I ziemia jest. do
Unesigć akrów zlenn jest podarowane dla tej kolonii (TAli
KOsJcIołTcm“ntUSz"* K ,Iełf1*1'1 <wł‘AS< HMF.LAI p„d S2KOU;
Samego drzewa jest ua tej ziemi nieomal doeyd abv za takowa zanla
cld, także I pracy jest tu poddoatatkteni dla tych ci. ehe* pracować.
L roozajna te ziemię i dziewicze to drzewo sprzedajemy za matą wpła
tą I na dziesięcioletnie spłaty. K
Po bliższe Informacye listownie lub osobiście zgłosić sie trzeba pod
niniejszym adresem. r
LINCOLN S. HEAFIELD
Właściciel tej ziemi
133 W. WASHINGTON STR.
Room 1209 Chicago, III.
JAN KIKULSKI
Agent Generalny
Wiener, Arkansas
W a no zarządowi Z. W. 1*. i całej
ita>zej organ i żacy i. że broni ho
noru Z. W . P. przed napastnika
mi “czerwonej** party i. Wielu
członków oś\\ iadczyło się, aby
pobudować szkoły wojskową dla
Z. W. P.; byli gotowi opodatko
wać się po $5.00 rocznic na ten
cel. Jednem słowem życie woj
skowe bardzo ożywione w Penn
sylvanii.
Dnia 27-go wieczorem tułam
się do Carnegie, Pa. Szczegółowy
i obszerniejszy raport zdam po
przyjeżdzie do Chicago.
Z koleżeńskiem pozdrowie
niem
W. J. Andrzejewski,
Sekretarz.
Z posiedzenia' Komitetu
Sztandaru Z. W. P,
Chicago, dnia 19 kwietnia 1914 r.
w hali ob. M. Knutkowskiego.
Z powodu spóźnienia prezesa
posiedzenie zagaił honorowy na
czelnik J. Przymorski i powołał
sekretarza W , J. Andrzejewskie
go. aby wyjaśnił cały przebieg
pracy komitetu. O ile zrozumiano
z wyjaśnienia sekrctarza, to cała
praca posuwa się bardzo pomyśl
nie naprzód, lecz wielu członków
komitetu zupełnie nic pracuje i
nic uczęszczają na posiedzenia.
W obec tego na w niosek kolegi
Snopek uchwalono wymienić w
Organie te oddziały, które nie
były reprezentowane na tent po
siedzeniu.
Sprawa muzyki na tt- uroczys
tość zo-tala załawiona, zgodzono
własną kapelę Z. W . 1*. za sumę
S72. Poruszono sprawę wymar
szu do kościoła i z powrotem, o
pracowano program wymarszu,
który będzie ogłoszony później.
Dalej uchwalono, aby każdy
Oddział wyznaczył dwóch ludzi
do pracv na hali i jła przyszłera
posiedzeniu podał ich nazwiska
sekretarzowi. Co do rozłożenia
[pracy, polecono Komitetowi Wy
konawczemu. Zaznaczamy to na
szym Oddziałom, abv do tej pra*
cy ponaznaczały ludzi zdolnych
trzeźwych i inteligentnych, aby
obsłużyć naszych gości jak naj
przyzwoiciej. prawdziwie po woj*
skowemu. aby udowodnić, iż na
si żołnierze nmią uszanować każ
dego jako ludzie postępowi.
Sekretarz oznajmia, iż musimy
odstąpić od powziętej uchwały na
pierwszem posiedzeniu Komite
tu wydania pamiętnika z okazyi
tej uroczystości, -ponieważ do te
go czasu jest bardzo mało zebra
ne ogłoszeń, a druk takiego pa*
miętnika pociągnąłby koszt prze*
szło $JOo. Dlatego będzie wyda*
ny t\lko program książkowy.'
Nie byli obecni reprezentanci
do Komitetu z Oddziału Kade*
tów Jerzego W ashingtona M. O*
zga. A. Fit*: z Oddziału IV Puł*
ku Polskich Strzelców W. Plis i
S. Szpila; z Oddziału II Kompas
nia Polskich Krakusów W. \\'m
łoszkiewicz i fstarzewski: z od*
działu Polskiej Narodowej Stra*
żv Jakób Nowak. Oddział Artvle*
ryi Nr. 21. Oddział Artylcryi Niy
jo nie były reprezentowane u*
żadnem posiedzeniu i nic podały;
żadnych reprezentantów do te*
goż komictu.
Następne posiedzenie Komite*
tu odbędzie się w niedziele dnia
%> maja r. b. o godz. j-ej popo*
łudniu w hali majora M. Knut*
kowskiego. róg i^cj i Wood ul.
W. J. Andrzejewski.
Sekr. Kom.
- 1
Nigdy nie powróciły. ^‘Cierpia
łem", pisze pani Janowa Malgnf
/. Rodgers Parku, 111., “na małe
wrzody i wyrzuty skórne. Bąbole
te otwierały się i znikały, aby po
tem powrócić znowu. Trwało tc
przez kilka miesięcy, dopóki nic
używałam (iomozo jako czyści
ciela krwi. W tedy wrzodzienict
znikły i nigdy nie powróciły i co
jest rzeczą najgłówniejszą, czuję
się znacznie lepiej niż przedtem.”
Nic jestto medycyna aptekar
ska. lecz proste, od dawna do
świadczone roślinne lekarstwo,
które było w użyciu przez przę
sło sto lat, lecz nigdy szumnie
nie było ogłaszane. Zajmująca
historya o jego odkryciu sięga
jąca daleko w 18-te stulecie prze
słaną zostanie bezpłatnie na każ
dy adres. Dr. Peter Kahrney te
Sons Cc?., 19 - 2^ So. Hoyne ave*
Chicago, 111.
BACZNOŚĆ FARMERZY.
Wysyłamy teraz katalogi oj
nasion. Kto jeszcze nie odebrał
to prosimy do nas pisać, a przy
ślemy Wam bezpłatnie.
KANTAK BROS..
576 Lincoln ave.,
Milwaukee, Wis,
Szkoła Akuszeryi
Nauka Akuasrryl w jg/rkti Pol.kim po
diue praw I mrtod najnowajtych aiuary
kańaktrh. Po PZctcgMjr I «arun
kl proazg płaaP
Dr. Józof Kozłowski
4*00 U. Ada St. Chicago, III.
S80 DOLARÓW NA 40 AKRÓW
gotówka z góry; następnie |k> $6'J co rok I procent at »l«; rolę wypłaci. Na
treli łatwych warunkach. sprzedaje kolej PtilntłiA Iron Mantro najlepsze grnn
ta po fló za akler, :< do 6 mil od miast I kolei, w Polskiej Kolonii Plood
wood, Mlnn. na około której Jest 0 polskich parafii, kodcloły, szkoły, ma
kłamie, pity parów*. | mhoty p«Kl dostatkiem Po polnkic opi«r, pl«*r|e rto nnsaeeo zarządry
H f* llł/ORKh. Bot iii M.OOIIWOOII, KUN.
i>. A I. R. RH O.. _Iłiilwtii. Wino.
BpII l’hnn* Krn«lR|rt«n 7H.*I Założona 1H»7 r.
LUDWIK RAUCHUT
>aj«tar«ra i >iJntfliMł Pniaka Fabryka
I nlfnrmdw i knmplrtnyrh ubiorów dla
Stowarzyszeń Wojsk Polskich Band i Kapel
I »***lkł*k prfjrkarftw lirraffrk al* aaia iWarnwanla ITjraMaiar *
tak#* arlaaWary Pniaki* I kmrrjkaaakl*. ttaarfj I 04<*aki 1.4.
I •Hanai nkala R*la*a Z W. P ainta. *p»4n>r rkalnw «l
I kapelani Id.nn Pa* *fcńr,an? t klamra ankala fl >m
I la*< i* po piąkn* iluatrowan* katalogi j.oi«k
LUDWIK RAUCHUT
1520 N. 4-th Stroat Phlladwlphu, Pa.
H1JSTMSZI I NAJWIĘKSZA FURTKI
*m»i CferąfwH Itiottni SM miry i Cr
rąiwtt IrMtii Mtu. Murftidm inni.
0«»aH. HłTłty tarta, racifctt *t< *m
P«W* ai<t W tomu Dołliow/aśatw.i | Hun
Tn*irifal. O**T amlłmwtM
Ra bo ta f wariat--wana I piar w«aor a->d*a
W. 8ŁOMINSKA
i0?5 MIIwmK«> Atf. blisko Kable
CMICAOO ILUROIt

xml | txt