OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Chicago, Illinois.) 1914-current, November 05, 1914, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/2017218622/1914-11-05/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

DZIAŁ DLA KOBIET.
Zarząd Wydziału Koblat Z.H.P.
K. OBAR8KA, prtitłka, Ult Com
merdał av«.
M. MILEWSKA, wiceprezeska, 4119
W. Mont rosę are.
4. DUNINOWA, wekretarka. 2821 N.
SpriOKfteld are.
M. MAJEWSKA, kasyerka. 3110 N.
Monticello ave
WYDZIAŁOWE: M. Bakewska, M. A.
Kuf lewak a, A. Łukaszewska. W.
Chodzinska, B. Rajska, B. Małkie
wicz, H. Wasllawska.
KOMfSARKA na wszystkie Stany: —
Walerya Lipcayńska, Grand Ra
Pldi. Mich.. 411 Eastern ave. N.K.
DOBRE WYCHOWANIE.
**Na grzeczności nikt jeszcze
nie stracił*’ — mówi przysłowie i
słusznie. Im kto grzeczniejszy i
bardziej uprzejmy — przyczem
nie trzeba być wcale uniżonym,
tern łatwiej i pewniej dochodzi
do celu, umie sobie bowiem zje
dnać przyjaźń i pomoc w razie
potrzeby.
Życie towarzyskie, jakie wy
tworzyła cywilizacja stało się z
C2asem taką potęgą, że z pod re
guł jego nikt się wyłamywać nie
powinien i nawet nie może. Ka
żdj’ musi się mniej lub więcej za
stosować do nich. jeżeli chce za
jąć miejsce odpowiednie swym
zaletom, dążnościom, stanowisku
i wykształceniu. Dlatego przepi
sy uprzejmości i grzeczności nic
powinny być nikomu obojętne,
zwłaszcza osobom młodym, roz
poczynająejmi życic.
Grzeczność — jeden z warun
ków cywilizacyi — jest dziś roz
powszechnioną we wszystkich
warstwach społeczeństwa i u
wszystkich narodów, które ją je
dnak w rozmaity okazują sposób.
Grzeczność można nabyć w ob
cowaniu z ludźmi, lecz trudna to
jest nauką. Jest tu na każdym
kroku tyle odmian i odcieni sub
telnych. zmieniających się stoso
wnie do okoliczności, do miejsca,
do wieku, lub usposobienia tych
lub owych osób, że nie można
stałych mieć na to reguł.
Są tylko pewne wskazówki o
gólne, reszta zależy od wrodzo
nego talktu każdego człowieka i—
od dobroci serca! Niemcy nazy
wają to “uprzejmością serca” i
rzeczywiście człowiek dobry za
wsze prawie jest uprzejmy i ta
towny. Niektórzy twierdzą, że
grzeczność uczy dobroci, inni zno
wtj są zdania, że człowiek niedo
bry, zły, zawsze jest szorstki i
odpychający; nie ma może regu
ły bez wyjątku, ale wyjątki po
twierdzają regułę 1 Rądż co bądź
■jeżeli nie jest wrodzoną — ka
Łdy ją nafbyć powinien.
•W rodzinie główna rola wy
chowawczyni przypada matce.
Na całe społeczeństwo wywiera
ją wpływ stanowczy, a moralny
kobiety. Dziecko zawsze ma na
pamięci pierwsze przykłady, ja
kie miało w domu, w towarzyst
wie osób szorstkich i gburowa
tych nie wyrośnie na człowieka o
wykwintnych manierach; pier
wsze przykłady wywierają
wpływ wrielki na całe późniejsze
zachowanie się dziecka. Matka
powinna uważać, aby dziecko
poruszało się zgrabnie; siedziało
prosto, chodziło jak należy; prze
dewszystkiem zaś dbać winna o
to, by mówiło wyraźnie, popraw
nie i nic używało wyrazów ordy
narnych i nieprzyzwoitych.
Obowiązkiem matki jest także
przyzwyczajanie dziecka do czy
stości. Jest to koniecznością, bo
dziecko brudne budzić musi za
wsze wstręt i odrazę; co gorsze
zaś — w brudzie znajdują się za
razki najrozmaitszych chorób.
Woda jest największą przyjaciół
ką człowieka, to też nigdy nie
jest zawcześnie przyzwyczajać
dziecko do ukochania tej przyja
ciółki.
Często bardzo słyszymy owe
nierozsądne słowa: “w domu nie
trzeba się krępować”. Czy to zna
czy, źe wolno być niegrzecznym
wobec rodziców, rodzeństwa i
domowników? A przecie ojca i
matkę trzeba szanować — czemu
więc dzieci mają im w domu
okazywać mniej uszanowania,
niż poza domem innym obojęt
nym osobom? Jeżeli dziecko ma
się uczyć w domu grzeczności i
dobrych manier, to nie może wła
dnie ani jednego ani drugiego po
zbywać się w domu. Dzieci mogą
być wesołe i swobodne, jak tyl
ko chcą, ale mimo to powinny za
chować nawzajem wobec siebie
pewną uprzejmość, którą naka
zuje dobre wychowanie. Weso
łość może dochodzić do najdal
szych granic, pomimo to nie po
trzebuje być wcale gburowatą,
byłoby bowiem smutnie, gdyby
każdy wesoły i swobodny czło
wiek miał posiadać złe maniery.
Rodzice powinni dzieciom naj
lepszy dawać przykład, ojciec lub
matka, zaniedbujący się w' domu
w ubraniu, ustrojeni tylko, gdy
goście przyjść mają, lub gdy sa
mi wychodzą, nie przeczuwają na
wet, jak nieroztropnie postępu

W rodzinie powinni się starać
wszyscy’ o wzajemne podobanie
się sobie. Jeżeli mąż z żoną po
sprzeczają się czasem, boć i to
zdarzyć się może w tiajzgodliw
szern małżeństwie, gdyż jak mó
wi przysłowie: “dom — kościo
łem nic jest” — niechaj nie czy
nią tego wobec dzieci, które ni
gdy nie powinny widzieć rodzi
ców poróżnionych. Rracia muszą
mieć szacunek dla sióstr — ich
zadaniem jest opiekować się nie
mi, usłużyć im tak. jakby usłu
żyli każdej kobiecie wogóle.
Nie można naturalnie wyliczać
wszystkiego, co być powinno,
lub nic powinno; chodzi tu tylko1
o ogólne formy dobrego zarhc
wania się, o najpierw sze jx>d-ta
wy grzeczności i uprzejmości —
reszta zależy od wrodzonego ta
ktu i delikatności serca.
UWAGI.
Rodzice, uczcie dzieci swe mó
wić, czytać i pisać po polsku!
Pamiętajmy o składkach na
Fundusz Niepodległościowy Zw
N. P.
Ogólnie i zaszczytnie znana w
dzielnicy Town of I.akc grupa
żeńska nr. 987 Z. X. P. nosząca
nazwę ‘"Opoka’’ ofiarowała z swej
kasy sumę $25.00 na Fundusz Xie
podległościowy. (»rupa powyższa
przoduje w ofiarności na cele na
rodowe innem Towarzystwom,
nie ulega wiec wątpliwości, że to
tylk»» tymczasowy datek, który
podwojony będzie w przyszłości,
gdyż członkinie wspomnianej gru
P>. które na cele godne poparcia
nigdy nie szczędziły grosza, nie
poskąpią go tern bardziej na cel
tak wzniosły i święty, jakim jest:
pomoc Ojczyźnie!
Matki! czuwajcie i przestrze
gajcie, gdzie wasze córki chodzą,
z kim obcują 1 zawierają znajomo
ści ! Smutny fakt. umieszczony w
artykule poniżej, niech będzie
przestrogą dla was, do czego do
prowadzić może niestosowne to
warzystwo. Niech każdy krok
waszego dziecka )»ędzie wam
wiadomym, póki nie jest za póź
no, kiedy to ani rozpacz ani łzy
i narzekania nie zdołają zmyć
hańby z dziewczęcia.
Tyle się czyta, wie i rozumie,
że na młode dziewczęta czyhają
pokusy i zasadzki, ileż to jednak
matek zapomina o tern i nic dba
o to w zupełności, gdzie jej córka
>się obraca; a świadczy o tern do
bitnie fakt, ze niemal każdego wie
czora spotkać można młode dzie
wczątka, prawie dzieci stojące na
“corncTach’’ w towarzystwie mło
kosów.
Dobra matka, której los i szczę
ście córki leży na sercu, nigdy
nie zezwoli na to, aby dziewczę
wieczorami przebywało poza do
mem w towarzystwie, którego o
sobiścic i dokładnie nie zna.
Wiek młody ma rwoje prawa;
młodzież po całodziennej pracy
wymaga rozrywki i zabawy, lecz
niech ta zabawa zamiast odświe
żyć umysł, dodać chęci do pracy,
nie zabija duszy, nie prowadzi do
upadku moralnego. I czuwać nad
tern, jest naszym obowiązkiem —
matki!
Jak już wiadomo, zbudził się w
#połeczeń»twie amerykan skiem
prąd, aby dzieci bogatych rodzi
ców ofiarowały coś na gwiazdkę
dzieciom w Europie, rodzice któ
rych mrą sami z głodu i ostatniej
nędzy, nie mogą wyżywić dziatek
swoich, a cóż dopiero mówić o
sprawieniu podarków gwiazdko
wych. ^
Myśl rzucona przez grono o
sób filantropijnych, znalazła o
gólny aplauz. W szkołach publi
cznych dzieci wszystkich narodo
wości przygotowują już podarki
dla swych nieszczęśliwych rówie
śników w Europie; szyje tam ta
malutka rzesza ciepłe koszulki,
kaftaniki itd.
I Wy, matki - Polki powiedzcie
.swym dzieciom o tern, że tam w
.Europie tysiące tysięcy dzieci
polskich, a więc braci ich i sióstr
nie ł»cdzie mogło powitać pięk
nej wieczerzy, nie będzie m<»gło
powitać gwiazdki, która darzy u
pominkami. Przedstawcie im
straszne położenie tych dziatek,
a wzbudzicie w sercach swych
dzieci współczucie, chęć do osz
czędności ceneików. którymi roz
porządzają i spieszenia z pomo
cą tym niewinnym ofiarom woj
ny.
Sposób przesłania podarunków
znaleźć się musi. jeśli Ameryka
nie będą je wysyłali, to i my mo
żemy takowe wysłać na ręce ko
mitetów ratunkowych, które po
tworzyły się we wszystkich mia
stach polskich. Chodzi tylko o to,
aby i dziatwa polska stanęła w
szeregu małych ofiarodawców, a
stanie się to tylko za Waszą Ma
tki - Polki przyczyną i staraniem.
Z CHICAGOSKIEGO PA
DOŁU ŁEZ I NĘDZY.
Lekarze - psychiatrzy zajęci są
badaniem stanu umysłowego ko
biety - matki, która do onegdaj
cieszyła się najlepszem zdrowiem
prowadziła gospodarstwo domo
we. była najlepszą matką i najle
pszą żoną.
A dzisiaj ?
Dzisiaj pogrążona w melancho
lii i ma słuszny powód ku te
mu.
A oto owa przyczyna tej zmia
ny.
Rzecz rozpoczęła się przed kil
ku tygodniami, a epilogiem jej
skandal rodzinny i srom. który na
się i rodzinę ściągnęło dziewczę
nazwiskiem Se. dzięki
“przyjaźni gwiazdy” wodewilu
nazwiskiem Ward.
Młoda, bo 17 letnia dziewczyna
pracowała w hotelu Sara toga
Hotel, jako telefonistka. W tym
samym hotelu mieszkała od pe
wnego czasu znana gwiazda wo
dewilów Wardówna, która, rzecz
zresztą zwyczajna, miała piękne
suknie i wielu przyjaciół.
Wardówna zawarła z telefoni
stką znajomość, która niebawem
zmieniła się w’ "przyjaźń.”
W główce młodego dziewczę
cia zrodziła »*ię myśl. że nieźleby
to było mieć takie piękne suknie,
takie pierścienic i takich przyja
ciół, jakich ma aktorka, nie wie
działa bowiem, że te suknie, pier
ścienie i ta przyjaźń jest drogo...
bardzo drogo opłacony.
To też, gdy Wardówna zapro
ponowała jej, by z nią poszła do
teatru, a po teatrze na kolacyę,
dziewczę zawiadomiwszy o tern
telefoniczmie matkę, przystało
chętnie na propozycyę aktorki.
‘Poszły jednak w towarzystwie
męzczyzn. Jeden z nich nazywa
się Gamett — drugi Thomson.
Bawiono się ochoczo— zjedzo
no sutą wieczerzę po teatrze w
hotelu Planters Hotel — pó
źniej zwiedzono Congress Hotel,
a potem widziano Helę w kilku
miejscach, gdzie orkiestra gra
głośno, a trunki podają szy#>ko.
Do domu wracać już za późno
było, więce telefonistka przenoco
wać miała w hotelu Saratoga w
pokoju Wardównej.
‘‘Dżentelmeni” odprowadzili
kobiety do hotelu i tam pożegnali
się z niemi... tylko, że telefoni
stka Heta Se... nie zauważyła
wiele znaczącego mrugania męż
czyzn.
Telefonistka przed udaniem się
na spoesynek poszła do kąpieini.
alc, gxly wróciła, zastała ku swemu
zdziwieniu w pokoju Wardówny
obydwóch “dżentelmenów.”
Jeden z nich ujął ją za rękę i
począł ją ciągnąć ku sobie, darząc
ją pieszczotami, których dziewczę
wcale nie pragnęło.
W tej chwili więc zaczęła wołać
o pomoc.
W korytarzu wszczął się ruch
niebywały. Goście hotelowi dobi
j;:ją się do drzwi,. skąd dochodzi
wołanie: “Help! Help! Oh God!“
— ale drzwi zamknięte. Wreszcie
wezwano policyę, która przemo
cą wdarła się do pokoju.
Scena, jaką opisali policyanci i
detektywi w sądzie i moralności
opuszczamy, gdyż każdy domy
śleć się jej może.
Przed sędzią Coodnowcm sto
ją dwaj “dżentelmeni” i panna
W arrl aktorka. Na stronie podra
pana telefonistka Helena.
Sędzia po wysłuchaniu, sprawy
postąpił jak należy, ale wyrok sę
dziego nie potrafił wynagrodzić
matce telefonistki żalu. z powo
du którego popadła w melancho
lię.
1 ten wypadek zanotowałem
gwoli zwrócenia uwagi, że takich
Wardównych jest wiele, a Garrc
tów i Thomsonów czyhających
na córki wasze jeszcze więcej. To
też kończąc, rzucamy pod waszym
czcigodne matki adresem uwagę.
/< wiedzieć w jakiem towarzyst
wie .-•> córka \Va<?a obraca, a
myśleć, że się wie. to są dwie zu
pełnie inne rzeczy i o tern winny
matki pamiętać...
“Dz. Zw.'
APEL DO KOBIET.
I # ^ ~~ _1
“L lica. X. V., 17 października
1914.
Szanowny Panie:
Jestem czytelniczką Dzienniki
/wązkowcft*'. którą to gazetę u
ważam za Ha,jilcp*zą koto wyczy
tałam o owej wdowie z dziećmi
matem i i przysyłam ten skromny
datek, prosząc ofUlać jej.
Bezimienna.”
Na wstępie umieściliśmy list
kobiety, która zrozumiała,.,że gł.kl
i nędza, to kiepski doradca i do
wiedziawszy się, żc w Chicago, w
tej stolicy czwartej dzielnicy Pol
ski ginie marka wraz z dziećmi z
fflodu. przysyła jej datek, aczkol
wiek samą nie na wiele, jak się
zdaje stać i śląc ów datek
nie chce. aby wiedziano, jak się
nazywa, wierzy t>o\viem. żc lewa
ręka nic powinna o tern wiedzieć,
co prawa daje.
Azali dobrze czyni?
Odpowiedzcie sobie same czy
telniczki i Wy czytelnicy, azali
słusznie czynią ci. którzy słysząc
o nieszczęściu, jakie spotkało
. wdowę z trojgiem dzieci spieszą
jej z pomocą?
czeimicy. wiecie, że jest nią Lu
cyna Wagner, zam. p. 11. 1531 Au
gusta ul. Zajdźcie tam doniej.
zajrzyjcie życiu w same białka o
czu, temu życiu, które twardym
obuchem uderza dzień w dzień w
bezradną wdowę i jej trojga dzie
ci. Nie odwracajcie oczu od przy
krego obrazu, bo odwracaniem o
czu dla uniknięcia widoku nędzy
nie uczynicie zadość zadaniu swe
mu jako Rodacy i Rodaczki bie
dnej kobiety, która nic zc swej
winy cierpi poczwórnie, bo sama
głodem przymierając, na kurcze
nie się trzewiów trojga maleńst
wa patrzeć musi.
Myśmy wszyscy w porównaniu
z Wagnerową bogaci, bo do do
mostwa jej każdego dnia o każdej
godzinie kołacze nieodstępna jej
towarzyszka — nędza — przed
stawiając jej to strasie bezdom
ne jutro i tułaczkę wśród ob
cych.
Pomogliście jednej — pomogli
ście Jaroszowej — nieścież po
moc i Wagnerowej, bo to cel szła
chętny i grosza nań nie żal.
Dawaliście krwawicę swą na
różne cele, dawaliście i dajecie ją
tam, gdzie ona nie zawsze na cel
dobry pójdzie, ciągnęliście niejed
nokrotnie z zanadrza grosz krwa
wo zapracowany, oddając go tym,
którzy plugawili owe serdeczne,
krwią oblane ofiary — nie żałuj
cie tego grosza wtedy, gdy idzie
o poratowanie matki, co w aier
pieniu strasznem życie dała troj
ga dzieciom, na których nędzę te
raz patrzeć musi.
Odpędźcie od drzwi domostwa
W agnerowej głód i nędzę, zanim
w domu tym obejmie niepodziel
ny rząd nieubłagana pani. której
na imię — śmierć głodowa.
GAZETKA DLA DZIECI.
NA FUNDUSZ NIEPODLE
GŁOŚCIOWY.
Złożyły:
Irertka Mioducka, Buffalo, X.
Y.ioc
?\\ andzia Żakowska. San
Dicgo, Pa.25C
PYTANIA DO NAGRODY.
11 Po czyjej śmierci wstąpi! na
tron Ludwik, król węgierski?
2) Czy rządy tego króla przy
niosły korzyść Polsce?
3) Co nastąpiło w Polsce po
śmierci Ludwika?
4) Kto następnie objął tron pol
ski?
5) Kogo poślubiła Jadwiga i
jaki to naród za jej przyczyną
przyjął wiarę chrześciańską?
TAJEMNICA STAREGO
DWORU.
(Ciąg dalszy)
'Tak. nie było czasu. Dziew
czynki zrozumiały to i usłuchały
brata
— śpiesz się. wracaj — szepnę
ła Krysia.
— O. tak. minuty nie stracę,
tylko nie ruszajcie się.
Zamknął skrytkę i wpadł do
>śpiżarni.
Czas był wielki, bo napastnicy
przeskoczyli już przez parkan. Je
den majstrował około drzwi od
kuchni, drugi s»tał na straży. Ale
choć wzrok wytężał, nie dostrzegł
przemykającego się chłopca.
Stef dopadł opartego o ścianę
roweru i gdy złoczyńcy wysa
dziwszy' z zawias drzwi, wchodzi
li przez kuchnię do domu. on
przesunął się ku furtce, otworzył
ją i znikł w ciemnościach...
Kilka ininut upłynęło zaledwie
«>d wyjazdu Stefa. lecz. uwięzio
nym dziewczynkom wiekiem sic
one wydawały.
— Słyszysz — otwierają drzwi
do pokoju cioci — szepnęła Kry
sia.
— A teraz pewnie plądrują po
komodach i szafach.
— O, już są w pokoju Stefa!
— Teraz tu idą!
— Cicho, cicho, Krysiu, ani
drgnij nawet. Mów w myśli pa j
cierz.
Słabe światło latarni rozjaśniło
pokój. Dziewczynki przez szpary
między deckami widziały dosko
nałe dwóch mężczyzn ogromne
go wzrostu. Każdy z nich szedł
obładowany różnemi rzeczami.
Rzucili je na stół w jadalni i ro
zejrzeli się uważnie.
— I tu ich niema — rzekł je
den.
— Schowały się gdzieś gołąbki.
— Nie bój się, znajdziemy je.
Pewnie czmychnęło to na górę i
poci się ze strachu.
— Głuptasy!... Nie zrobiliby
śmy im przecież nic złego.
— No. żeby tak zupełnie nic.
to nieprawda. Ja przynajmniej
mam wielką ochotę przetrzepać
skórę tej smarkatej, która na
mnie tak z góry spojrzała, wtedy
na dw'orze.
— A to sobie trzep; Ale od
małego “bąka” wara. Dobre to
było, dało mi się napić mleka, ja
ko starej babci.
— Ha — ha! — zaśmiał się
drugi z napastników. To cię do
piero uczęstowała.
Rozmawiali tak, otwierając wy
trychami wszystkie zamki i rzu
cając na srtół różne znalezione rze
czy.
Potem zaczęło się pakowanie
do olbrzymiego worka.
Wtem Krysia, której nogi skur
czone drętwieć poczęły, poruszy
ła się lekko...
Zaskrzypiała jakaś deska...
Złoczyńcy skoczyli.
— Słyszałeś? — zawołał jeden.
— Słyszałem — obojętnie od
parł drugi. — Mysz jakaś chro
bocze pod podłogą. Już cicho!
— To nic. Musimy obejrzeć
wszystkie kąty.
Przyświecając sobie latarką,
złoczyńcy zaglądali pod każde
krzesło, odsuwali szafy, podnosili
do góry i zniżali światło, odchy
lali portyery.
Oczywiście nic nie znaleźli.
A dzieciom skurczonym w nie
wygodnej skrytce serca bić prze
stawały ze strachu i pot kroplisty
okrywał czoła.
— No, widzisz — rzekł jeden z
napastników. Nikogo nie ma.
— Tak, musiały to być myszy.
Teraz spakujmy rzeczy, a potem
mar.'Z na górę do naszych gołąb
ków. Z chłopakiem to już ja sam
się rozprawię. Trzeba mu dać ta
ką nauczkę, żeby na całe życie
popamiętał tę chwilę.
— Ha, ha! wyprowadził cię w
I*»le ł tą w*gą w drzwiach — za
śmiał się drugi. — Już ja wiem.
że ty mu się odwdzięczysz. Ale
nie widziałeś tam w kucani czego
do przetrącenia, bo mi co”s kiszki
śpiewać zaczynają...
— Pójdę, zobaczę, a ty kończ z
pakowaniem.
[ Poszedł i wrócił po chwili.
1 — Słuchaj — rzekł. — Jadła
nie znalazłem, ale coś lepszego.
Z kuchni jest zejście do piwnicy.
— No i cóż?
— Myślałem, że nasze gołąbki
tam się skryły. Schodzę, patrzę,
niema nikogo. Tylko buteleczki
rzędem stoją. Więc ja łap za je
dną i próbuję. Wino — powia
dam ci, wyborne...
— Tak? To i ja spróbować mu
szę. Trzeba nabrać sił do pra
cy...
Zatrzeszczała posadzka pod cię
żkimi krokami, a później nastą
piła cisza. Widocznie napast
nicy pokrzepiali się.
Anka słyszała całą tę rozmowę
i wówczas błysnęła jej w głowie
myśl, którą sama później nazwa
ła szaloną, ale narazić zapragnęła
gwałtownie wykonać.
— Krysiu — szepnęła do sio
stry, przyciskając zasówkę. —
Teraz pora...
— Co chcesz zrobić? — sze
pnęło dziecko.
— Cicho, zobaczysz...
Z błyskawiczną szybkością An
ka wyskoczyła z kryjówki i bez
szelestu wpadła do kuchni.
Jasno tam było. Xa stole świe
ciła niezgasftona lampa. Szybko,
bez namysłu, ze zdwojoną przez
podnieccinc siłą, Anka dźwignęła
ciężkie drzwi piwniczne, spuściła
CZY w wielkim domu o wielu pokojach, czy w małym dom
ini, znajdzie się zawsze zimny kącik, wzmagający specjal
nego ogrzania.
da O ciepło, gdy takowego potrzebojeaz I gdziekolwiek go
chcesz mieć.
Tegoroczny Perfection ogrzewacz (nowy model) został tak
ulepszony, te stal rią najlepszym ogrzewaczem, jaki kiedy*
kołwiek był zrobionym.
Nie kopci, posiada automatyczny regulator płomienia. Nls
czuć go. Plaski rezerwoar zabezpiecza stałe ciepło. De na
bycia w kaidym sklepie.
STANDARD OIL COMPANY
(An Indiana Corporation)
• N Chicago. Dl.
Szkoła Akuszeryi
Huk* Aknnrryl w jwku Folik.m „
■•<04 ■^■•■«urck tni»r;
kUckirh. Po Mium mc•mOkj i w* *n
ki prou* pluć
Or. J4nf Kozłowski
4«00 •- M« »t. Chio«(o, lit.
je i jednym zamachem przekręci
ła klucz w zamku.
Złoczyńcy byli uwięzieni.
— A teraz uciekajmy — zawo
łała do bladej jak opłatek Krysi.
I dziewczyki rzuciły się ku o
twartej furtce ogrodowej.
Tymczasem Stef pędził, j]e
miał siły do najbliższego domu.
— Byleby tylko nie sjwli. By
lebyby mnie wpuścili — myślał
— O Boże, nie opuszczaj nas!
Nie opuścił Bóg odważneęo
chłopca. W pierwszym z brzegu
domku świeciło się jeszcze. Na
pukanie Stefa zaraz otworzono.
Ale nie zaraz zrozumiano, gdy
urywanym głosem opowiadał, co
zaszło.
Zaczęły się potem wykrzykni
ki i ubolewania.
Wreszcie gospodarz zawołał
do synów:
— No, chłopcy, nie gadać **po
próżnicy’', b0 nam ci zbóje jesz
cze uciekną.
Zabrali <dę prędko, chwytając,
do ręki widły, kije, co kto mógł.
Wzięli też i sznury porządne.
— Zwiążemy łotrzyków, że a
ni drgną — odgrażali się.
A Stef wciąż błagał:
— Śpieszmy się! Śpieszmy!
Serce w piersiach zamierało mu
z trwogi.
— Już pewnie z pół godziny
minęło, odkąd wymknąłem się —
myślał. — Co się tam stało w do
mu?
Stało się czego nikt nie mógł
oczekiwać. Zamknięci w piwnicy
złodzieje z początku wszelkiemi
siłami próbowali drzwi wysadzić,
ale im się to nie udało.
(Dokończenie nastąpi)
POCZTA.
Klarcia Wyrorumialska, Regin
ka Karczewska, Irenka Miodu
cka, Janinka Bogowicz, Marcia
Janowicz.— Wandzia Żakowska.
— Odpowiedzi bardzo dobrze
opracowane; nazwisk Waszych
niema jednak w ogólnym spisie,
gdyż liściki zapóźno nadeszły,
kiedy to już “Gazetka” była w
druku. Na drugi raz nie zwlekaj
cie z wysłaniem listu.
W. Jaworski.— Czemu nie pod
piszesz listu całem imieniem?
Chcę wiedzieć, jakie imię nosi ka
żde “moje dziecko” z Gromadki.
List Twój sprawił mi wielką ra
dość, nie znudził mnie, bo nawet
odczytywałam go dwa razy.
Mnie tak to cieszy, gdy mogę
chociaż z liścików poznać, jak
żyjecie, co porabiacie, jak myśli
cie ; poznaję z nich Wasze du
szyczki. które są mi bardzo dro
gie- ,

xml | txt