OCR Interpretation


Głos polek. [volume] (Chicago, Ill.) 1902-current, February 19, 1914, Image 4

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn79007943/1914-02-19/ed-1/seq-4/

What is OCR?


Thumbnail for 4

Zaczem oiv oninimn o* 1 jv\ i<k<Izinł kaszte
lan Zakroczymski.
Wszystkie oczy obróciły sir nań, jako że
wyrósł postawy nad tłum a głosem zabił głośny
tumult.
Oratio jego porwała wszystkich za serca.
Wzniósł 011 zdrowie nie panów braci ani gospo
darza, choć nui się za ten despekt głęboko po
kłonił, ale wzniósł zdrowie Reipublicae. . .
I takie to imię wypowiedziawszy, stał o
gromny z kielichem w ręku, jak sani król.
Zakotłowały wszystkie serca, zapaliły się
wszystkie głowy.
Zdrowie rei publicae! Vivat! Yiyat! — bu
cliły okrzyki braci szlachty.
Porwał całą kompanię rycerską i blaski po
zapalał w oczach. A już największe blaski zapa
lił w niebieskich źrenicach Joasi i Maruchny.
Obie, nie wiedząc nic o sobie, w^ rycerzu
tym, który przerastał innych i ciałem i wymową
i pięknością rysów surowych, zakochały się od
raza.
Zarumieniły się tak, jakby kasztelan zakro
czymski już odgadł ich dziewicze inteneye.. Nie
spuszczały z niego oczu. Zapominały o tein, co
do nich usłużni kawalerowie mówili. \a matki
nawoływania, by służyły gościom, odpowiadały
roztargnieniem tylko nieustanne spłonienia
świeżych policzków, które je same napełniały
strachem, świadczyły o gwałtownych obrotach
sercowych, w jakie za sprawy amora popadły.
Ten — albo żaden — powtórzyła Joasia i kiedy
uprzątnięto stoły i do tańca młodzież skoczyła,
znalazła się tuż w pobliżu starosty zakroczym
skiego.
Ale ten nie odpinał kordą od pasa, ani się
nie miał ku zabawie.
Oparty o ścianę, patrzył przed siebie — na
pary, które z hałasem i śmiechem przy skocznej
•muzyce przesuwały się przed jego oczami.
Joasia przewinęła się tuż przed nim, uśmie
chnęła się wesoło, zrobiła nawet dyg nie wie
dząc, dlaczego i kiedy, ale rycerz ani nie drgnął.
(4o zacz? widzi czy nie widzi? - pre
mknęło pytanie przez jej główkę.
I zdało się jej, że nie widzi nie tylko jej, nie
tylko tych, co obok stoją, ale ani nawet tych,
na których tańce patrzy.
Wzrok jego był dziwny, odmienny od zwy
kłych, natchniony, patrzył blisko a sięgał da
leko. N
Uderzyło to Joasię, zatem zmieszała się i
zawstydziła swej śmiałości i w tył się podała,
jakby do ucieczki.
Natknęła się na siwowłosego szlachcica,
który przytupywał no^ą i .śmiał sic na całe gar
dło, wyśpiewując piosenki.
Dziadziu! — szepnęło mu do uclia dziew
czę — kto zacz!
Spojrzał na nią zdumiony.
Kto zacz/ — wskazała patccni rycerza o
parteico o ścianę, zapatrzonego w dal.
Ilahalia! — zaśmiał się dziadzio — ten nie
będzie tańczył. Widziałem ja jak się kręciłaś
koło nie!;•().
Kto zacz/ powtórzyła Joasia rumieniąc
się po białka ócz.
Nie słyszałaś jeszcze o nim '! — odparł, to
starosta zakroczymski. Rycerz i nic więcej!
Tylko rycerz. 1'tracił żonę i dwoje dzieci, i sta
ruszków rodziców w jedną noc! słyszysz malu
chna? w jedną noc, napadnięty we dworze przez
moskiewski zai>on. (>n rąbał, jei^o rąbano. Już
temu lat wiele, wielo. Odtąd bije się i tylko o
bitwach marzy. Ja uo znam. < )n teraz wzro
kiem pod bramami Moskwy odprowadza l)oł«;o
rukiei»!o.
Ach — wyrwało sir westchnienie z pier
si Joasi. Spuściła główkę.
('o ci? — zapytał starzec.
Dziadziu! taki piękny rycerz! taki piękny!
Siwowłosy szlachcic westchnął również, ale od
parł wraz z namaszczeniem.
To rycerz rei publieae. Jego serc#£, nie
zdobędą żadne modre oczy, ani nawet tak pięk
ne jak t woje Joasiu.
Dziadziu! szepnęła z wyrzutem i ru
mieniec nagły ukryła na jego ramieniu.
A ^laruehna, która z daleka widziała da
remne zabiegi siostrzycy swojej, ucieszyła się
w sercu.
Nie dla niej on - powtarzała z przeję
ciem w głębi duszy, zakręcając sukienką w ta
necznym wirze tuż przed osobą starosty za kro
czy nisk i en o.
Sama zdobywała się na czyn największej
o< 1 wagi.
Serce biło „w niej gwałtownie.
Szturmem! upominała siebie, jako
prawa córka rycerza inaczej z takim być nie
może! tylko szturmem!
1 nagle cała w polisach, wyzwoliwszy się z
objęć ostatniego tancerza, jak róża wiosenna
pierwsza na słońcu rozkwitła, z dymieni podbie
gła do samotnego w tłumie rycerza i rzekła
drżącym głosem:
Szlachetny rycerzu! nie sroniam się mej
śmiałości jako iż jesteś wielki w rzeczypospo
Iitej. Zaszczyć dom mojego ojca i weź mię z so
bą w tan... będzie to piękne wspomnienie dla
umie... i dla nas wszystkich...

xml | txt