OCR Interpretation


Jednośc Polek = Unity of Polish women. [volume] (Cleveland, O. [Ohio]) 1923-current, July 15, 1930, Image 4

Image and text provided by Ohio Historical Society, Columbus, OH

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83035481/1930-07-15/ed-1/seq-4/

What is OCR?


Thumbnail for

Urna lS-go Lipca I93ft
Osnuta na tle panujących
w woj. pomorskiem polsko
niemieckich stosunków.
Niechże się pani ni£ przejmuje, bo posądzić pa
nią o przychylność dla Niemców, może tylko ostatni
głupiec, który nie wie, kto pani jest i z jakiej rodziny
pochodzi. Zresztą, niech pani już dzisiaj nic ne mówi,
bo trzeba zatamować tę krew. Panienko! zwrócił się
do służącej, proszę pójść po felczera, niechaj zaraz
bańki postawi i po drodze do apteki, tę receptę na pro
szki, a po odejściu felczera trzeba je przynieść, bo po
winna pani dziś jeszcze wziąść przed snem. A w dal
szym ciągu będzie je pani brała po trzy dziennie, po je
dzeniu, zobaczy pani, że kaszel zniknie i krwotoku nig
dy nie będzie.
Ale tu, w całem mieszkaniu, wprost przerażająca
wilgoć! mówiłem to zawsze że pani nie powinna mie
szkać w. tem mieszkaniu, tymbardziej, że pod spodem
niema tutaj piwnic, i musiały pognić podwaliny- Nie
może pani nadewszystko, sypiać w tej środkowej dup
ce, a przenieść się do bawialni i co jest dziwnego, że
okna są na południe, a jednak słońce nie dochodzi.
Jak to dobrze, że spotykam panią Kostanecką, to
już pani zarządzi, żeby Marynia przeniosła pościel na
tę puszystą kanapkę, w której musi pani przeleżeć dwa
tygodnie, w tym pokoju najwięcej powietrza, a że cza3
mamy piękny, więc będzie pani spać przy otwartych o
knach. Jutro przyjdzie moja żona odwiedzić panią.
A ja przyjdę po południu odezwała się pa
ni Kostanecka. Ktoś dzwoni? pewno felczer, pójdę
otworzyć drzwi.
Stosownie do zaleceń doktora pani Jasinowska
przeleżała dwa tygodnie w łóżku, a usłużne i pełne ser
ca, znajome panie przez cały ten czas nie wypuszczały
jej ze swej opieki. Podczas tej choroby nagromadziło
się tyle zajść i nieprzyjemności, że poprostu, wszystkim
znajomym opadały ręce, jak zapobiec temu. Otóż pew
nego ranka otrzymała pani Jasinowska list niemiecki
pisany od niejakiej pani Anhalt Zerst, a ponieważ
nie znała jej zupełnie kazała więc zwrócić służącej, któ
ra go przyniosła, nierozpieczętowany. Tymczasem sta*
ra służąca, śmiesznie ubrana w czepku z mnóstwem ko
kardek i w tureckim szalu na ramionach oczekiwała w
kuchni na odpowiedź. Gdy weszła z listem Marynia, za
częła coś szwargotać, niezadowolona niemka. Wtedy
dziewczyna ujęła szczotkę od zamiatania i potrząsając
nią groźnie, zawołała.
My żadnych pludrów nie znamy i żadnych li
stów nie przyjmujemy, proszę się w tej chwili wynosić!
No, prędzej wychodzić! i wymiotła babę za drzwi.
Baba ciągle mamrotała na korytarzu, gdy Marynia
zniecierpliwiona, zawołała:
Możesz sobie brechtać. po szwabsku sto lat ale
ja nic nie rozumiem! w tej chwili weszła pułkowniko
wa.
Co to jest, co za awantura? zapytała.
Ta podła szwabka przyniosła list od totumfackiej
Sztorkowskiego, napewno chciała moją panią przeku
pić albo zwabić do siebie i zamordować.
Ach! jak pani mądrze postąpiła że tej niegodzi
wej niemce zwróciła nierozpieczętowany list, przecież to
kochanka tego szpiega Sztorkowskiego, sprzedaje już
drugą kamienicę, żeby go ratować. I widać nie szczę
dzi pieniędzy, pod pozorem obłąkania przenieśli go z
więzienia do szpitala warjatów. A, ty, Maryniu, dobrze
pilnuj swojej pani, żeby jej nikt spokoju nie zakłócał-
Ńa drugi dzień znowu po południu wpadły dwie
dziewczynki na lekcje i Marynia zauważyła że przy
wyjściu z kuchni wsunęły pod pachę słoik konfitur sto
jący na kuchennym kredensie, lecz po chwili znowuż
wróciły i młodsza pozostała w kuchni, a starsza weszła
do sypialni i domagała się pożyczenia dwóch złotych.
Moja Janeczko, wczoraj pożyczyłam ci pięć
złotych, tydzień temu twojej mamie 100 złotych na
pogrzeb waszej babki do Lwowa, a ty codziennie od
kilku miesięcy wybierasz odemnie po kilka złotych, cie
kawam czy mama wie o tem.
Tymczasem z kuchni doleciał głos Maryni. Co
to panna Mecia zabiera sobie wiązkę najlepszych ska
łek i cukier z pudełkiem, to moja pani darmo daje le
kcje takim złodziejkom lwowskim? to też widzę od pa
»ru miesięcy, znika nam węgiel i drzewo oraz kawa i
cukier, a tu te smarkate widać przychodzą na lekcje i
wszystko kradną.
Chodź i nie zważaj na tę głupią sługę, że cię tak
posądza. Jak nasz tata i mama, jak wrócą z pogrzebu...
Tylko nie wyjeżdżaj ze swoim tatem, bo ja
wiem doskonale że nie jest żadnym sędzią, a tylko mar
nym urzędniczkiem, co wypisuje zawiadomienia, a wy
fcię wstydźcie okradać moją panią. I z temi słowami
wyrwała z pod pach wiązkę drzewa, a z rąk młodszej
Matyldy pudełko z cukrem, który się rozsypał.
Obie przykładne uczenice gimnazjalne uciekły na
górę, jak zmyte.
Tymczasem, po przeniesieniu Sztorkowskiego do
domu warjatów trwały jakiś czas tajemnicze odwiedze
nia miejscowych niemców i żydów przez zagranicznych
sąsiadów z Niemiec i Wschodnich Prus. A każdy z nich
przekradał się bocznemi uliczkami do Głównego Rynku
i czemprędzej wpadał do sklepu konfekcyj jednego z
najbogatszych żydów w tem mieście, Feinsteina, które
go klientela składała się z samych niemców, zamie
szkałych w mieście i okolicy. Zabawiwszy się w sklepie
pewien czas, każdy z tych tajemniczych gości wchodził
do piwnic i pozbywszy się pakunku, z którym przybył,
czemprędzej wymykał się ze sklepu bocznym wejściem,
prowadzącem na ulicę Szeroką, z której rozbiegał się
labirynt zaułków i uliczek tak wygodnych dla zatarcia
śladów. W ten sam dzień, a było to, z piątku na sobotę
odbyło się ogromne zebranie we wspaniałych salonach
pani Anhalt Zerbst, zajmującej całe pierwsze piętro
długiej i szerokiej kamienicy. Całe mieszkanie umeblo
wane było wykwintnemi starożytnemi meblami, a z
kształtów i bogatych rzeźb odgadnąć można było styl
wszystkich, tembardziej że rodzina pani Zerbst- zamie
szkiwać miała w tem starożytnem mieście przeszło
czterysta lat. Było tam cztery salony, dwa stołowe po
koje, mnóstwo gabinetów i buduarów, oraz kilka sy
pialni. Ale, co najdziwniejsza, że w każdym z poko
jów przyjęć, przy każdej głównej ścianie stał ogromny,
bogato rzeźbiony tron królewski, ozdobiony u wierzchoł
ka germańskiemi orłami i udrapowany szkarłatnym ak
samitem, zwieszających się w bogatych fałdach na prze
śliczną różnokolorową posadzkę. Na tych tronach wol
no było się rozsiadywać, jedynie, tylko pani Zerbst
Twierdziła ona, że pochodzi z prostej linji książąt pru
skich i skuzynowana jest, nietylko z cesarzem Wilhel
mem ale i z carami rosyjskiemi. Podobno, jedna z jej
protoplastek, księżniczka Holsztyn Holsztyńska, wy
szła za mąż za cara Piotra Illgo, jeszcze podczas pano
wania jej matki, cesarzowej Elżbiety Piotrownej. A za
tem i ona ma prawo do tronu i to nietylko, w Niemczech
i Prusach, ale i w Rosji, a nawet i jej zabity przez fran
cuzów, mąż, którego liczne portrety wisiały, nietylko
yf galerji obrazów, lęęz i w pokojach przejść, nad tra­
nem. O czem właśnie, objaśniała konsula niemieckiego,
siedzącego, obok niej przy okrągłym stole, na niższym,
wygodnym fotelu, w ów pamiętny piątek, gdy się zgro
madzili u niej liczni przyjaciele z miasta i pogranicza
Prus i Niemiec. Radzono własne o tem, by przyjaciela
pani Zerbst, który wiernie stał na straży Prus i cier
piał od tych przeklętych polaków, którzy skradli Niem
com, najbogatsze, ich starożytne dzielnice i ciągle się
znęcają nimi, wykraść ze szpitala obłąkanych, Sztor
kowskiego.
Słuszna rzecz, mówił konsul, pan Hochherz,
że musimy go ratować koniecznie, bo, jeżeli dokto
rzy, sami polacy, kłamliwie stwierdzą, że jest zdrów,
to mogą skazać na całe życie do więzienia, albo roz
strzelać.
A wtedy, zauważył rudy pan Goldhar, przy
były z pułku nie będziemy mieli tak dokładnych wiado
mości o ruchach i rozmieszczeniu polskich i wogóle o
wszystkiem, co się tutaj dzieje. Zresztą, już, od czasu
rozpędzenia Antyżydowskiego Towarzystwa, przez ten
ostatni rok, prawie żadnych wiadomości nie otrzymywa
liśmy gdyby nie pani księżnej,listy, tu zwrócił aię
w stronę gospodyni z głębokim ukłonem, nic nie wie
dzielibyśmy, że Sztorkowski jest aresztowany.
O! tak, w tych ciężkich dla niemczyzny cza
sach, odezwał się miejscowy kapitalista, pan Kleist
musnąwszy długą brodę, będzie bardzo trudno zna
leść tak wszechstronnie ze wszystkiem oznajmionego
człowieka i przytem, z polskim językiem, który umiał
nawet wojskowych podchodzić, tak zręcznie iż tym,
nawet na myśl nie przyszło, iż mają przed sobą nie
patrjotę polskiego, a sługę Niweiiec. On sprytnie może
zwalać wszelkie wypadki na ciągle niezadowolonych z
polskich rządów żydów.
Oo! zadziwił się konsul, to zdolny człowiek,
ten Sztorkowski, muszę o tem pamiętać.
A przytem, pochodzi z książąt Stork, nieco
spolszczonych, dodała pani Zerbst. Szanują, jed
nak polacy nasze niemieckie tytuły wtrącił, dotąd
milczący z łysą, jak kolano czaszką i zgrubiałemi rę
kami, rzeźnik, który był już od paru pokoleń zniemczo
ny, aczkolwiek, nosił nazwisko polskie i z racji na swój
dochodowy fach, optował za Polską.
Co pan mówi, panie Flak o szacunku dla tytu
łów, widać że ich pan niema? kiedy ci polacy pozbawi
łi ich nawet książek, nie mówiąc nic o szlachcie, któ
rą zrównali z chłopską hołotą.
O! ja dobrze schowałem swoje dowody, że ich
nie znajdą u mnie. Przydadzą się jak nasi wrócą.
O! ja, ja potakiwały liczne głosy.
W Niemczech i Prusach powznosiliśmy warownie
i strażnice w pasie pogranicznym, już mamy się gdzie
oprzeć na wypadek wojny, odezwał się pan Gold
har, przeto wnoszę, dokończył, abyśmy wypi
li zdrowie naszego przyjaciela Lloyd Georgea, który
nie pozwolił zagarnąć większych staroniemieckich ob
szarów.
Hoch! zawołał, podnosząc się z fotelu i po
dejmując kielich, napełniony Reńskiem winem.
Wreszcie po spełnieniu kielichów, każdy z gości
przyrzekł solennie pani Zerbst, że skoro tylko im się li
da wykraść z domu obłąkanych Sztorkowskiego, to u
każdego znajdzie bezpieczny przytułek, aby tylko
szczęśliwie przedostali się za granicę. A, czy pani
księżna wysłała do policji ten anonim?... Przecie, trze
ba ukarać tę przeklętą sekretarkę za to, że nie przyjęła
listu i zwymyślała naszą niemiecką kobietę.
O! ja, już ma go policja w swoich rękach.
napisała mi pewna dziewczyna z Wrocławia, która u
mie po polsku, ale nie chciała optować za Polską.
Cały ten interes dużo mnie kosztował musiałam
dać jej na kolej tam i z powrotem i również wynagro
dzić za pisanie.
Nasza Germanja umie być wdzięczną za takie
poświęcenia i wierność idei niemieckiej, zakończył
konsul, żegnając gospodynię. Za nim ruszyli do odjazdu
wszyscy zebrani. Na ulicy stały właśnie samochody, po
rozrzucane w różnych punktach. Była godzina dziesią
ta, gdy zaopatrzeni w przepustki graniczne, jedni uda
li się na zachód, do Niemiec drudzy na wschód do Prus,
gdy,tymczasem miejscowi, poczęli objeżdżać wokoło
pobliskie miasteczko, gdzie się mieścił zakład obłąka
nych.
Pani Zerbst, pożegnawszy gości, usiadła na tronie,
ustawionym w największym salonie, którego pięć okien
wychodziło na front, gdzie mrok nocny rozświetlały tyl
ko lampy elektryczne z ulicy i oczekiwała na to, co
miało się stać tej nocy.
Była godzina, może trzecia nad ranem, gdy stra
szny huk, jakby dziesiątków tysięcy wystrzałów wstrzą
snął starożytnemi murami miasta, rozległ się brzęk tłu
czonych i wypadających na bruk okiennych szyb, a
potem tętent końskich kopyt i łoskot pędzących ze wszy
stkich stron oddziałów straży pożarnej.
Zbudzona z głębokiego snu pani Jasinowska, zer
wała się z łóżka i pobiegła do okna, lecz nie była w
stanie odgadnąć, co się stało, gdyż Marynia była u cho
rej siostry, a cały dom był pogrążony w głębokim śnie.
Sądząc, że są to, może manewry wojskowe, położyła
się z powrotem do łóżka. Nagle, dobiegł ją bardzo dy
skretny odgłos dzwonka, przypuszczając, że może Wa
cio przyjechał, zarzuciła szlafrok na ramiona i podą
żyła otworzyć drzwi. Zdumiona ujrzała przed sobą
czterech cywilnych mężczyzn i czterech policjantów
ale się nie przeraziła, lecz zapytała z ironją I po
cóż, takie ranne ptaszki w mojem mieszkaniu, mnie
kompromitują?
Na to odezwał się jeden z cywilów, w imieniu
Prawa, mamy zrobić rewizję.
A to sobie rewidujcie, wszystkie kufry i szafy
są pootwierane odparła lekceważącym tonem tyl
ko ja muszę się ubrać, nie przywykłam w negliżu,
mężczyzn przyjmować, nie jestem niemką, ani żydów
ką.
I rzuciwszy im te słowa, czemprędzej schowała się
w sypialni, zamykając drzwi za sobą. Kicia! nie
przeszkadzaj mi! zawołała, opędzając się przed roz
pieszczonym kotkiem, który przyczepił się łapkami do
jej szlafroka, wtem doleciał ją głos z bawialni.
A co, a co! ja dobrze mówił, że się tutaj scho
wała? A, zbliżywszy się, do drzwi sypialni głośno zapy
tał-
A kogo tam pani schowała? Kogo tam pajtii
ma?
Kogo? powtórzyła Dani Jasinowska, chy
ba co, zaraz przyinosę i pokażę. Oto, prześliczna kot
ka angorska, którą mi panowie spłoszyli ze snu, rze
kła wchodząc do bawialni i głaszcząc mruczące kociąt
ko.
Wezyscy policjanci i jeden z młodych agentów, od
wrócili się od ściany, by nie wybuchnąć śmiechem.
No, dalej, -do rewizji, panowię, nie mitrężyć
E N O O E K
O W I E O Y U E
W KORYTARZU POMORSKIM
ZA O
A
czasu! wyrzekł rozkazującym tonem jeden ze star
szych agentów, rozsiadając się przy biurku.
Niech pani przejrzy wszystkie klejnoty i zamk
nie je z pudełkiem do lewej szufladki, i zamknie ją na
kluczyk.
To dziwna rzecz, że panowie u mnie robią re
wizję? ale jak przyszłam do wydziału śledczego, aby
ście chociaż odebrali od złodziejki Janowej bransole
tę z rubinami, którą mi ta baba ukradła, to nie chcieli
ście nawet spisać protokółu, twierdząc, że to jest bied
na sługa. Pani Jasinowska podniosła się z kanapki, a
widząc że agent trzyma list, wyjęty z szuflady, i rzek
ła ostro. Proszę mi nie zabierać listów prywatnych, ten
jest od mego wuja z Belgji, który brał udział w pow
staniach i nie wolno mu było wrócić do Ojczyzny. Mo
że panowie ciekawi? to przeczytam: Moja droga Sio
strzenico! Zapytujesz, kiedy wrócę do kraju? otóż od
powiadam Ci, że dopóki w Wolnej Polsce ludzie będą
się dzielić na partje i skakać sobie do oczów, pozosta
nę i nadal w Belgji. Zresztą, jestem bardzo stary i po
trzebuję pewnych wygód, a tymczasem ty, nawet, nie
masz porządnego mieszkania i ciągle chorujesz z wil
goci w tych, jakichś "stancjach" prostaczych, bo nie
pokojach.
Po co nam to pani czyta? Zapytał brutal
nie ów agent, siedzący przy biurku.
Żeby wam dowieść, że nic nie spiskuję i że po
chodzę z patrjotycznej rodziny, przytem nie jestem
żadną wywrotówką, i z niemcami nic mnie nie łączy.
Chociaż uczyłam się tego baraniego języka, nigdy, ani
jedno słowo niemieckie nie padło wśród rodziny.
Teraz, może pani przejdzie z temi panami i po
licjantami do dalszych pokoi, niech zrewidują wszyst
kie szafy, kredensy i walizy.
Niech pani otworzy ten wielki kredens, co stoi
we drzwiach, odezwał się jeden z agentów, wskazując
na kredens.
Nie będę otwierać, bo klucz siedzi w zamku, może
pan sam przepatrzeć.
I, gdy dwaj agenci poczęli bonować po całym kre
densie, trzeci młodziutki, czerwieniejący się co chwila,
jasny blondyn, z tylko co zasianą brodą i ustami, oko
lonemi puszkiem, odezwał się nieśmiało.
I ja proszę bardzo panią o otwarcie tych waliz,
bo niestety, muszę je zrewidować. Ale tutaj, widzę,
ma pani jakieś koronki, kapelusze i woalki, więc za
wołam policjantów ,aby to ostrożnie przepatrywali i
kładli na otomance.
Korzystając z zajęcia się przeszukiwaniem przez
policjantów, pani Jasinowska, przekonawszy się, że ten
młody człowiek, wyróżnia się od innych swoją grzecz
nością i dobrem wychowanim, a nadewszystko czysto
ścią polskiego języka, wszczęła z nim rozmowę.
Co też pana skłoniło pracować razem z takimi
strasznymi ludźmi?
Sieroctwo i bieda, jestem z Poznania i byłem
na trzecim kursie prawa, gdy ojciec umarł mi z ran,
otrzymanych w światowej wojnie. Zostałem więc ajen
tem śledczym, może uda mi się, przy najwyższej o
szczędności złożyć tyle pieniędzy przez parę lat, że
mi to wystarczy na dokończenie uniwersytetu.
Ależ tutaj nic niema! wykrzyknęli wszyscy,
rewidujący walizy.
URODZINY:
PAN BOCIAN w tych dniach
odwiedził niektóre rodziny pol
skie i w prezencie pozostawił po
chłopczyku pp. T. Mianowskim,
S. A. Sikorskim, H. Grodzińskim,
R. Lesiakom, T. Hapanowiczom,
W. Olenckim, L. Borzęckim, J.
Janiszewskim i H. Sarneckim
a podziewczynce pp. Oleckim,
P. Mikulakom, S. Kopczyńskim,
W .Gruchaczom, T. Długoszom,
E. Nowakom, K. Grochom i E.
Krajewskim.
POZWOLENIA
ŚLUBNE
POZWOLENIA ślubne w tych
dniach pomiędzy innymi otrzy
mali następujący: W. Kowalik i
Irena Pokika Jan Krusiński i
Helena Grzechowska Rejmund
Kubiak i Irena Kujawska Jan
Październik i R. Vendracek E
mil Brokowiecki 1 Anna Szal
Jan Turzek i Marja Bobko Fer
dynand Stracker i Adelajda Paw
łowska Tomasz Flyn i Wiktorja
Kapalińska Alfons Piotrowski i
Anna Backiel Franciszek Roz
płachowski i M. Bosa Józef Ha
nulak i Emilja Jaroszeńska Jan
Holewinka i Helena Lewicka.
ZMARLI:
Ś. P. BOLESŁAW MAJKOWSKI
Dnia 6-go lipca pożegnał się
z tym światem Bolesław Majkow
ski, którego pogrzeb odbył się w
czwartek, dnia 10-go lipca z do
mu żałoby pn. 3468 E. 78 ul.
do kościoła św. Jacka, skąd po
odprawieniu Mszy świętej żałob
nej za spokój duszy zmarłego,
śmiertelne szczątki na cmenta
rzu Kalwaryjsjcim na wieczny
spoczynek złożone zostały.
Niech odpoczywa w pokoju wiecz
nym. Pogrzebem zajmowali
się znani przedsiębiorcy pogrze
bowi pp. Józef i Walenty Ślęza
kowie^ których zakład mieści się
pn. 3652 E. 65 ul. a telefon do
biura jest Mich. 3853.
Ś.
P. JÓZEF SKONIECZNY
Dnia 5-go lipca b. r. zmarł
Józef Skonieczny, przeżywszy
lat 32. Pogrzeb odbył się dnia
9-go lipca z domu żałoby pn.
6512 Osmond Ct. do kościoła
św. Stanisława, a następnie śmier
telne szczątki na cmentarzu Kal
waryjskim na wieczny spoczynek
złożone zostały. Niech odpo
czywa w pokoju wiecznym. Po-*
grzebem zajmowali się pp. Jó
zef i Walenty Ślężakowie, któ
rych zakład nogrzebowy mieści
się pn. 3652 E. 65 ul., a telefon
do biura jest Mich! 38^3,
Ś. P. FRANCISZKA SCIONKA
Dnia 7-go lipca b. r. zmarła
Franciszka Scionka, przeżywszy
lat 54. Pogrzeb odbył się dnia
10-go lipca z domu żałoby pn.
4001 E. 58 ul. do kościoła Niep.
Serca Najśw. Marji Panny, a na
i stępnie po odprawieniu Mszy św.
żałobnej za spokój duszy zmar
łej, śmiertelne szczątki na cmen
tarzu świętej Marji na wieczny
spoczynek złożone zostały.
Niech odpoczywa w pokoju wiecz
nym. Pogrzebem zajmował
się p. Franciszek Mosiński, któ
rego zakład pogrzebowy mieści
się pn. 3667 E. 65 ul. a telefon
do biura jest Mich. 0498.
POSIEDZENIE OGÓLNE
KOM. OBCHODU
Posiedzenie ogólne I^omitetu
"Dziesięciolecia Zwycięstwa pod
Warszawą" czyli "Cudu nd Wi
słą" odbędzie się dnia 4-go sierp
nia b. r. w dolnej sali w budynku
Związku Polaków w Ameryce o
godzinie 8-ej wieczorem. Na posie
dzenie to proszeni są o przybycie
wszyscy reprezentanci Polonji, ja
biorą, jak i ci, którzy na poprzed
cy już w pracy komitetu udział
nich posiedzenach dla pewnych
powodów ne mogli być obecni.
Wszyscy na posiedzenie jak naj
serdeczniej są zaproszeni.
BAZAR W PARAFJI
ŚW. KAZIMIERZA
W parafji iw. Kazimierza od
bywać się będzie bazar w dniach
od 13-go do 20-go lipca b. r.
Komitet wykonawczy bazaru sta
nowią: ks. A. A. Radecki, przewód
niczący mecenas Rutkowski, Sta
nisław Muchewicz, Antoni Lewan
dowski, Antoni Jurkiewicz, M. Sło
miński, Józef Roszak, Ignacy Stan
kiewicz, Feliks Grella, Wkadysław
Szmyt, Jan Tomkalski,
Klemens
Kolk i M. ślusarski.
DR. BESZCZYŃSKI W
WYPADKU AUTO
MOBILOWYM
powiadujemy się, że Dr. Besz
czyński został pokaleczony w wy
padku automobilowym, gdy wjeż
dżał swym samochodem do garażu
na E. 71 ul. Po wypadku dr. Be
szczyński został zabrany do szpita
la św. Aleksego.
Nowe Telefony Redakcji:
MICHIGAN 9234
MICHIGAN 9235
Pióra znanej na wychodz
twie polskiej dziennikarki
i działaczki społecznej.
Proszę mi powiedzieć o co chodzi? to ja pomo
gę szukać.
Ja to odrazu mówiłem, odezwał się jeden z
policjantów, że tu nic niema i nic nie może być. Wtedy,
starszy agent wezwał wszystkich innych wraz policjan
tami do przetrząsania całej bawialni: przewracali wszy
stkie dywany, pozdejmowali obrazy, patrzali za pie
cem i w piecu, aż wreszcie, policjant, który był obecny
przy zeszłorocznej rewizji, zawołał zniecierpliwiony.
A itnoże wlazła wam ta Żydowica w dziurki od
nosa?
Na szczęście, było to w bawialni, gdy starszy a
gent w ostatnim pokoju jeszcze sprawdzał, czy dobrze
odbyto rewizję.
Wszedłszy wreszcie z pustemi rękami z ostatnie
go pokoju, no i z bardzo kwaśną miną, położył na biur
ku jakiś papier, prosząc panią Jasinowską o podpisa
nie. Była w nim wzmianka, że się pani Jasinowska nie
opierała rewizji i że nic jej. nie zginęło.
WALTER Kolanowski, 1001
E. 74 ul., martwiąc się brakiem
pracy, targnął się na swe życie,
przez napicie się linimentu. De
nata zabrano do szpitala Mt.
Sinai, gdzie wypompowano tru
ciznę z żołądka. Życiu nie grozi
niebezpieczeństwo.
Z POLITYKI
"MILJARD dolarów ma ko
sztować fatalny pakt morski, szko
dliwy zresztą dla kraju" w
ten sposób senator Johnson z
Californji określił będący w to
ku obrad projekt paktu morskie
go między Ameryką, Anglją i
Japonją.
Komisja senatu, składająca się
z senatorów Hirama Johnsona z
Californji, Mosesa i Robinsona,
badająca 'szczegóły proponowane
go paktu w następujący sposób
zcharakteryzowała jego główne
ujemne strony:
1. Proponowany pakt londyń
ski niszczy dotychczasowy sto
sunek siły floty 5-5-3, trzech
wspiomnianych państw, tak drogo
okupiony podczas konferencji
morskiej w Washingtonie.
2. Proponowany pakt morski
nie daje Stanom Zjedn. równo
ści w stosunku do floty angiel
skiej i zmniejsza możliwość ko
niecznej obrony ciągle wzrastają
cego handlu morskiego Stanów
Zjedn.
3. Stosownie do nowego paktu,
Stany Zjedn. będą mogły budo
wać tylko takie jednostki floty,
jakie dogadzać będą Anglji.
4. Pakt ten znacznie ograni
cza siły amerykańskie na Pacyfi
ku przez udzielenie Japonji pra
wa na budowę większej ilości
okrętów, niż było umówione na
poprzednich konferencjach.
5. Proponowany pakt wcale nie
zmniejszy wydatków dla płacą?
cych podatki, a przeciwnie
powiększy je o miljard dolarów.
Taką sumę obywatele muszą pła
cić za "budowanie nowych, zresz
tą podrzędnych jednostek floty
amerykańskiej stosownie do prze
widywań proponowanego paktu.
6. Wreszcie pakt ten wysta
wi amerykański handel morski
na poważne niebezpieczeństwo i
będzie zagrażał przyszłości Stan.
Zjedn.
1
Wielka szkoda że dziś niema, mojej służącej
Maryni, bo wyprawiła by wam dobrą frycówkę za te
głupie posądzenia, zamiast iść do niemców, oni przycho
dzą tak rano kompromitować najlepszą, z całego miasta,
polkę.
Proszę, jaśnie pani! jestem. Dali mi znac do sio
stry, co tu wyrabiają te psy! zawołała z sieni Mary
nia, i to, w tej chwili, gdy cała gromada mężczyzn wy
chodziła z mieszkania.
Was, was? Fraulein zapytał dziewczynę
najstarszy agent.
Kapusta i kwas! odrzekła, i porwawszy
szczotkę, wybiegła do sieni, wołając:
A sio! a sio!,
W tej chwili przechodził właśnie jeden z najmłod
szych synów Kemskich, pracujących dnia tego na noc
w piekarni i, zobaczywszy wychodzących agentów, po
cztył krzyczeci
Mutter! u tej lokatorki było aż osiem chłopów
bez całą noc...
A ty łotrze! czego wrzeszczysz, czyś zwarjo
wał? zapytała go Marynia.
I
przepędziwszy
górę, weszła do mieszkania.
Oj! proszę pani, co to było w nocy u tego najbo
gatszego żyda w rynku! był straszny wybuch, tak, że
na przestrzał do Szerokiej ulicy wyrwało mur w^ skle
i e i s a ił o s i n s w o o w a w u z i e w i
eksplodowała elektryka i podobno zginęło parę osób,
a, powyrywane okna i powybijane szyby zasłały cały*
rynek i wszystkie wychodzące z niego uliczki. Wezwa
li straż pożarną, wszystkie oddziały, ale strażaków od
rzuciło, bo ciągle wybuch za wybuchem, się powtarzał.
Mnóstwo policji i żandarmów pilnuje tego sklepu- Co
to za szelmy żydzi! wszystko tak urządzili, żeby wzią%
grube odszkodowanie, bo podobno był asekurowany p~"
paręset miljardów marek. Żyda, podobno aresztowali
jego żonę, ale brak jest kasjerki i buchaltera, też
dów. i szukają ich po całem mieście.
Ciąg dalszy nastąpi
K O N I K A
I E S O W A
PATRZĄC ze stanowiska
zdrowotnego kąpanie się w base
nach miejskich jest o 5,000 ra
zy zdrowsze i bezpieczniejsze,
niż kąpanie się w jeziorze Erie.
Orzeczenie takie wydał osta
tnio chemik miejski, Dr. Harold
J. Knapp, w sprawozdaniu do
dyrektora parków S. Newmana,
opierając je na tem, że woda w
basenach zawiera minimalną i
lość różnych bakteryj chorobo
twórczych, podczas gdy woda w
jeziorze Erie jest przepełniona
temi bakterjami niebezpiecznemi
dla zdrowia kąpiących się.

na
KASJERZY w biurze
nika powiatowego, odetchnęli 8
bodniej, gdy ich zwolniono
noszenia i trzymania przy sobie,
wielkich rewolwerów. Zamiast te
go zaopatrzono ich w niewinnie
wyglądające małe bombki łzawe,
przeznaczone dla1 bandytów, któ
rzy mogą okazać chęć na fun
dusze powiatowe.
IZBA Handlowa obchodziła
82 rocznicę swego istnienia. Za
łożona 7go lipca 1848 roku, no
siła w początku nazwę Board of
Trade of the City of Cleveland.
6go lutego 1893 nazwa została
Zmieniona na Izbę Handlową,
która dzisiaj liczy 5,600 człon*
ków.
RADA szkolna w Berea u-
sunęła z zajmowanego stanowi
ska superintendent, szkół A. G.
Yawberga, za rzekome przekro
czenie władzy.
PRZEDSTAWICIELE po­
wiatu i Lakewood zeszli się na
obrady w celu opracowania pla
nów rozszerzenia Warren nd.,
na przestrzeni od Franklin Blvd.
do Fisher Ed.
PAN J. S. Jabłoński, znany
I fotograflsta nosi się z zamiarem
i przeniesienia swego zakładu ó
tograficznego, gdyż obecny przy
Broadway i E. 55 ul. spalił się.
Z RAPORTÓW ogłoszonych
przez stanowo-miejskie biuro pra
cy, wynika, że bezrobocie zamiast
się zmniejszać, powiększa się sta
le.
ness Bureau ostrzega przed roz
maitymi naciągaczami, operujący
mi dla jakichś stowarzyszeń opie
ki nad automobilistami.
FEDERACJA Dobroczyn-'
ności w Cleveland podaje, że
wskutek szalonego wzrostu bez
robocia w Cleveland, organiza
cja Associated Charities napewno
przekroczy swój budżet na rok
1930.
URZĘDOWA liczba miesz­
kańców w Cleveland wynosi w
1930 roku 900,375 głów, a nie
901,458 jak to ogłaszano poprze
dnio.
CLEVELANDZKI Khtb A-
utomobilowy ostrzega automobili
stów przed pułapką na jednej z
dróg w powiecie Geauga, na któ
rej podobno rządzi się jak szara
gęś pewien deputy szeryf.
SILNY nadzwyczaj wybuch
gazu, zniszczył kompletnie trzy
piętrowy drewniany budynek pn.
3581 E. 81 ul. i zapalił dwa są
siednie pn. 3579 i 3583. Wybuch
spowodował ulatający się gaz.
KOMISARZE zatwierdzili
obliczenia powiatowego inżyniera
i iriostów A. M. Felgate, na wya
sygnowanie $1,700,000 na kon
strukcję moitowe.

CLEVELAND Better Busi­

xml | txt