OCR Interpretation


Dziennik narodowy. [volume] (Chicago, Ill.) 1899-1923, May 25, 1900, Image 3

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045097/1900-05-25/ed-1/seq-3/

What is OCR?


Thumbnail for

BABY'S MAGUS nicoclace'
Żadnego b »lu prz ząbkowaniu dzioc
....Lepsze jak każde Inne lekarstwo
Tysiąc© rO wljłdcroń.
tn^. Można dostać we wszystkich aptekacb
albo 412 Opden Building.
JAN POHLMAN,
...SKŁAD RZEŹNICZT...
V.'lelki wybór różnego gatunku
mięsiwa, wędliny, kiełbas i drobin.
984 N. Hoyne Ave. Chicago, 111.*
Juliusz E. Śmietanka,
...ADWOKAT...
©flat IM K. Randolph it Telefon, Kain 8870
9te piętro. Kodzie Building.
Wieczorem: 920G Commercial Are.
buito 7, Coimaerv'ial Block.
Tel. „South Chicago Exchange" South Chicago.
M. S. Furman,
..Notaryusz Publiczny..
Bprzedai Kainów, gruntów, lotów 1 zabezplecia
od ogni*. — Spraedaje karty okrętowe, bilety
kolejowe na róine linie.
8810 Commercial av., S. Chicago.
Alex,, S. Leszczyński,
RIITDO Keal Loans,
DIUKU and Fire Insnri
HOTARYU8Z PUBLICZNY. Telefon Wi
10 Lnbeck St, Chicago, BL
JOZEF BETKER,
1048 N. Hoyne ave.
Salon i Qrosernia
Poleca etą Szanownym Kodakom. Wasystkle
towary świeże, rownieś piwo, likiery 1 wina kali
fornijskie 1 cygara.
CH. VOPICKA, OTTO KUBIN,
Presee. Wlceprez. i akarunlk.
Telefon: CANAL 823.
Atlas Brewing Co.
680-706 Blue Island At ft.
Najlepsze 1 najzdrowsze piwo wbecakaoh
i butelkach.
ftZEHIE HALA,
32-34 Emma ul.
• Do wynajęcia na zabawy, przedstawie
nia wesela etc.Po warunki zgłosić się do
F. H. HRDLICZKI, Zarządcy.
Największa i najpierwsza
polaka fabryka aparatów kościelnych jako to:
•rantów, komż, kap itd. chorągwi , dla
bractw, sztandarów nar. pol. 1 am.
szarf, bereł i / odznak.
Materyały najlepsze, ceny na j ni te eo,
W. SŁOMlflSKA,
<79 Milwaukee Ave., Chicago, UL
Henry Richter,
Dobre winn Towar wyborowy
Likiery i krajowy i
cygara. importowany.
447 Milwaukee Ave. blisko Chlcaqo Ave.
TEOFIL WILCZEWSKI,
SALOON
Wyborne wina, likiery i cygara
ORAZ BILARD DO ORANIA.
1063 Winchester avo. Chicago, III.
Hala Schoenhofena.
PIERWSZORZĘDNA
Restauracya i Bufet
N»jl»pere napoje krajowo 1 Importowane, tm
potrawy smacznie przyrządzane po cenaoa k«t>
aze przystąpnych. Wynajmują
Hale większą i mniejszą
40 przedstawień, balów, wesel t obchodów. Hut
Dwie Kr?glilaie
■ góry 1 na dole, gdzie mot na etą zabawtt prąr
■wolcie i mchu ufcywać, co każdemu na adtowie
wyjdzie. Jest u mnie na składzie cawsM ĆWiel*
I gktwae piwo z browaru Schoenhofena.
Karol Richter,
876-880 MILWAUKEE AV. ^
HALA NARODOWA
PIERWSZORZĘDNY 8ALOON.
»JI» na akładzle Wino, Likiery 1 Cjjara...
Bala dla zabaw, posiedzeń i wesel o naszego
Związkowca. (831u)
LEONA CZESŁAWSKIEGO,
1217 S. Morgan ulicy. ot Bridgeytrcle.
Jan J. Stephany,
SALOON.
Wyborne wina. likiery, cygara otu
Bilard do grania.
1037 N. Robey ul. Ghicago, DL
Svoboda's Bargain House
1566-1568 22-ga ul.,
róg Troy St.
Największy I najbardziej popularny skład
galanteryi, ubrań chłopięcych,
karpetów, obuwia i rożnych
towarów.
Na zachodniej stronie miasta.
m r*nv niskie. Towar gwarantowany....
Fr. Svoboda, właściciel.
WINCENTY KOSIAKIEWICZ;
Przy Budowie Kolei.
(Ciąg dalszy).
Powrócił do dawnego towa
rzystwa i dawnego trybu ży
cia, ale wkrótce przekonał się,
że nie tego mu brakło padczas
zastępstwa w Rowku. Teraz
miał tych ludzi, do których,
zdawało mu się, że tęskni;
miał wesołe obiady u pani
Julii, przyjacielskie pogawęd
ki z panią Wandą, winta z
hrabią, zawiadowcą i magazy
nierem, a ciągle go trapiła nu
da i gryzła rozpacz, niemniej -
sza od dawnych.
Przebywał jaknajczęściej w
towarzystwie znajomych osób,
uciekających od samotności,
jak od nieszczęścia.
Rano przychodził do hra
biego, aby wspólnie z nim wy
pić śniadanną herbatę, i razem
z nim wybierał się na linię.
Jechał tam, gdzie hrabia go
wiózł, nie wyrażając żadnych
życzeń i niczego nie będąc
szczególnie ciekawym.
Zresztą hrabia przez uprzej
mość zawoził go zawsze tam,
gdzie Piasecki być potrzebo
wał.
Zaczęło się właśnie układa
nie szyn, co poruszyło bardzo
żywo towarzystwo w Jankach,
rozmawiające ustawicznie o
szynach i podkładach, niby na
wykładzie w politechnice, i ro
zeszło się rozgłośnem echem po
całej okolicy.
Przybyła lokomotywa, zwie
rzę ciężkie i nieruchawe, błysz
czące świeżym lakierem; —
przez trzy dni zdejmowano je
z wagonów i ustawiano na szy
nach. Skoro jednak ten nie
ruchawy kolos, owinięty rur
kami i śrubkami, stanął dobrze
na szynach, pozyskał odrazu
siłę olbrzyma i lotność ptaka.
Maszynista ujął za lewar,
pomocnik za hamulec, Orcho
ckiemu dano szereg wagonów
z niskimi brzegami i świstawkę
konduktorską, — i zaczęła się
"układka".
Partya robotników postępo
wała powoli naprzód, układa
jąc drewniane bale wpoprzek
usyj)anego żółtego szlaku i
przybijając do nich długie,
gnące się szyny stalowe. Małe
wózki ręczne dowoziły mate
ryały; ciągle słychać było je
dnostajne uderzenia młotów w
gwoździe, wiążące żelazo z
drzewem.
Gromadka ludzi posuwała
się naprzód, wyciągając tor że
lazny za sobą, a w ślad za tą
ruchliwą kupką ludzi coraz
dalej w las zagłębiała się ciężka
machina żelazna, codzieil nowe
miejsce witając przeraźliwym
świstem.
Machina ta interesowała
wszystkich, niby żywa istota,
niby śmiały podróżnik, prze
dzierający się powoli przez tru
dną drogę.'
Pani Julia codzień pytała
inżynierów:
— Jakże daleko maszyna
zaszła ?
Hrabia objaśnił ją:
Można już dojechać do brze
gu lasu.
— Można już dojechać do
mostu na drugiej wiorście.
Codzień wymieniał miejsco
wość, dalej od Janków położo
ną. ^ .
Kilkakrotnie hrabia zapra
szał całe towarzystwo na wy
cieczkę parowozem. Była to
zima już, panie ubierały się
w futra, panowie wkładali na
nogi długie buty i wchodzili
wszyscy na wąziutki pokład
maszyny, z jednej strony oba
wiając się sparzyć o rozgrzane
żelazo, z drugiej powalać o
brudne stosy węgla kamienne
go. Maszynista wciskał się w
kąt, ledwie mogąc poruszać le
warem; podmaszynista był w
rozpaczy, używając najtrud
niejszych wygięć całego ciała,
aby łopatą paliwa nieco wrzu
cić do płonącego ogniska i nie
zahaczyć której z pań lnb nie
szturgnąć którego z panów.
Mimo tych niewygód jecha
no bardzo wesoło.
Maszynista, uprzejmy i ele
gancki człowiek, posiadający
nieprawdopodobną sztukę za
chowania w tym brudzie bieli
zny, garderoby i ciała w zupeł
nej czystości, tak że mógłby
zawsze przejść z maszyny
wprost do salonu, aby zrobić
paniom przyjemność, otwierał
lewar w zupełności i pędził
"na całego."
Była to jazda, niezupełnie
bezpieczna; maszyna skakała,
jak koza, do góry i na dół—
po drodze, nieuregulowanej,
pełnej nierówności; wszysoy
chwiali się, jak pijani; powie
trze rozrywane siekło po twa
rzach; maszyna pędziła naoślep
po drodze, nie mającej jeszcze
ani straży, ani sygnałów.
Naraz zatrzymywała się w
miejscu. Z okienka widać było
gromadkę ludzi na śniegu, w
bliskości i dalej tor już koń
czył się, urywał nagle.
Rozglądano się dokoła i za
puszczano wzrok naprzód na
widniejący w dali most, wioskę,
pole lub las.
— Oho! jutro już tam będzie
maszyna.
I również szalonym pędem
wracano do Janków,—panie z
doskonałemi humorami, a pa
nowie z apetytami.
Po wsiach okolicznych,
zwłaszcza oddalonych odstacyi,
chodziło wrażenie wielkie, gość,
bardzo rzadko słomiane strze
chy odwiedzający.
— Maszyna! maszyna!—wo
łano, gdy świst lokomotywy
przedzierał się przez las, pole i
przenikał do chat.
Cała wieś wychodziła na
próg, aby usłyszeć gwizdanie.
Rozmawiano o tem wieczorami.
— Dziś maszyna gwizdała
dwa razy.
— Dziś gwizdała trzy razy.
Ludzie, wyglądający ze wsi
na świat Boży, przynosili wieści
o przybliżaniu się tego potwo
ra.
"Oho! maszyna już jest we
wsi" tej a tej.
Obliczano, że w końcu tego
tygodnia będzie i tutaj.
W miejscach, lasami nieza
słonionych, ciśnięto się do o
kien, aby widzieć żelaznego po
twora, jak chodził wprzód i w
tył po polach, tak cichych da
wniej, które nigdy nie nosiły
na sobie cudka takiego. Baby
szeptały o sile nieczystej...
1 Pudełko rzadko zaglądał do
"układki." Zajęty "był przy
gotowaniami do bliskiego ślu
u, który miał się odbyć w po
czątku karnawału. Upraszał
tylko za każdym razem o szcze
gólny dozór Piaseckiego.
— Zostawiam to na pana
wyłączną odpowiedzialność,—
powtarzał, chcąc tern zniewolić
pomocnika do baczności i uspo
koić siebie samego.
Piasecki odpowiadał mu fleg
matycznie:
— Niech pan będzie spokoj
ny- ,
Pudełko, odjeżdżając, uscis
kał silnie jego rękę, rzucając
już w bryczce.
— Mój drogi panie, bacz pan
pilnie.
Piasecki był prawie ciągle
obecny przy robocie, nie mając
nic lepszego do czynienia. Wy
jeżdżał rano maszyną wraz z
hrabią, i obaj stawali sobie w
kącie, pozwalając się wozić tam
i napowrót i uprzyjemniając
sobie nudy gawędą.
Gdy czas nadszedł na obiad,
kazali jechać do Janków i szli
obaj razem do pani Julii.
Piasecki nie uciekał teraz na
tychmiast po leguminie, jak
dawniej. Pozostawał tu chęt
nie i po obiedzie, a pani Julia,
widząc w tem nawrócenie się
jego, okazywała dawną dobroć
i abałość.
Po obiedzie namawiała do
drzemki. Ponieważ hrabia nie
używał nigdy drzemki, mając
% ąę. -- »
to 2&itcaHe prźfcz doktorów, po
zostawał przeto w jadalnym
pokoju, gazie zapalał cygaro,
rani Julia zostawiała go tam, a
przeprowadzała do saloniku
męża i Piaseckiego, podsuwała
im fotele i mówiła tonem, pra
wie macierzyńskim:
— No, przedrzymcie się, nłoi
panowie.
Gdy usiedli wygodnie, pod
suwała im jeszcze, nie uważając
na protesty Piaseckiego, stołki
i zmuszała, aby oparli na nich
nogi. r
Piasecki opierał się temu,
gdy zaś to nie pomagało, ulegał,
brał jej rękę i, wdzięczny za tę
opiekę, całował ją kilkakrotnie,
szepcząc:
— Dziękuje, dziękuje.
Ona wtedy podsuwała krze
sło pod nogi mężowi, głitkała
go po twarzy, wreszcie przy
kładała rękę do jego ust i wy
chodziła cichutko, zostawiając
ich samych.
Szła do stołowego pokoju,
gdzie wraz ze służącą sprzątała
szybko ze stołu, rozstawiała
swój warsztat do prasowania
wiecznych sukni perkalowych
i, zawinąwszy rękawy, pozwa
lała sennym oczpm hrabiego
przypatrywać się swoim kształ
tnym ramionom.
Przez ten czas w saloniku,
wygodnie rozparci w miękkich
fotelach, w pozach, nawpół le
żących, spoglądali na siebie
sennemi oczami zawiadowca i
inżynier. Jeden'i drugi opusz
czali na chwilę ciężkie powieki
i potem uuosili je znowu dla
przekonania się, "czy on już
śpi". To jedynie interesowało
każdego," i śledzili się przez
czas jakiś z niemym uporem;
gdy spojrzenia ich skrzyżowały
się, natychmiast obaj, jak na
komendę, zamykali powieki i
po pewnym czasie pod wpły
wem jakich myśli znowu, jak
na konemdę, otwierali je. Aż
wreszcie jeden z nich ulegał
słodkiej drzemce; wtedy dru
gi przypatrywał mu się przez
dłuższy czas.
— Śpi, śpi, niewątpliwie —
myślał.
To go UB^akajało, spuszczał
powieki i nie podnosił już ich
więcej.
Gdy jeden z nich się obudził
i wstał, hałas odsuwanego fo
telu budził i drugiego) ziewali
wtedy obaj, jakby jeden do
drugiego, prostowali zesztyw
niałe członki i poprawiali kra
waty i kamizelki.'0 Zawiadow
ca schodził na dół, inżynier zaś
szedł do pani Julii i w zupeł
nej zgodzie z hrabią przypatry
wał się żelazku, kierowanemu
jej zaciśniętą rączką.
Wieczorem grano w winta.
VI.
Na połowie drogi pomiędzy
stacyą a miasteczkiem, teraz już
pomiędzy jedną stacyą a dru
gą, postawiono domek niewiel
xi, drewniany, parterowy, czte
rema oknapi frontu do Unii
zwrócony. Domek ten nazywa
no w języku kolej owym ho
szarką i przeznaczono na miesz
kanie dla przyszłego dozorcy
drogi. Jemu też widocznie po
wierzono przerobienie tej cha
ty, samotnie w lesie rzuconej,
na siedzibę ludzką; niewątpli
wie oplecie on dom bluszczem
lub winem dzikiem, w oknach
firanki i kwiaty umieści, wo
koło drzewa zasadzi i sad par
kanem otoczy, dróg i dróżek
kilka uścieli i może nieco za
budowań gospodarczych, obór
kę, stodółkę, chlewik, wystawi
poza domkiem.
Teraz domek ten, co tylko
zrąkjcieśli wypuszczony,niewy
kończony, wyglądał smutnie,
prawie straszno. W około, jak
okiem dostać można, las, drze
wa sosnowe, ciemne pni szere
gi w dole, zbita zielona gąszcz
u ęóry, skroś lasu wycnodzi
zkądś zdali bór żelazny i w
dali gdzieś na zakręcie niknie,
i nic więcej oprócz budki
dróżniczej, daleko na pagórku
stojącej nad drogą, po której
kiedy niekiedy z lasu wytoczy
się ohłopska furmanka, powoli
przez tor się przetoczy i znowu
w lesie zginie.
Wokół domu — dzikość zu
pełna. Nigdzie ścieżyny żad
nej, ot! chodzić trzeba, pnie
omijając,po dołach i wysypach.
Jesienią bieliły się jeszcze gru
zy, zostawione przed sienią, te
raz śnieg je pokrył, tworząc
jakiś wysyp niepotrzebny tuż
przed schodami.
Zresztą wokoluteiiko pusty
nia. Ten, komu na tern wygna
niu mieszkać przyjdzie, musi
ze światem i ludźmi zerwać;
jeżeli kogo tu się spodziewać
może, to chyba tylko wilka,
któremu od lasu blisko i do
godnie.
Do koszarki tej przeniósł się
zaraz po nowym roku Orclioc
ki z żoną i służącą. Dawny
jego domek i źdźbło gruntu
przylegającego zarząd kolei
kupił odeń, przeprowadził się
więc do koszarki, w której
hrabia chętnie pozwolił mu za
mieszkać.
Była to pustka wprawdzie,
do której, przykuty do pocią
gu gospodarczego, mógł tylko
na święta zaglądać, mieszka
nie przecież było bezpłatne, no
— i mógł tu był już zostać na
długie lata, jako dozorca dro
gi'
Orchocki o tem marzył.
Piasecki dosyć często siadał
na wagonie obok niego i toczył
z nim rozmowę o rzeczach
służbowych lub o pogodzie,
zawsze wtrącając nieznacznie
zapytanie:
— Cóż? nie ma pan wiado
mości od panny Janiny.
— Nie.
Zawsze jednakową otrzymy
wał odj:>owiedz'. Stosunek wu
ja do siostrzenicy był takim,
że oboje nie uczuwali żadnej
potrzeby pytać się o siebie lub
donosić o sobie za pomocą am
baras sprawiających listów.
Orchocki skorzystał pew
nego razu z łaskawych roz
mów z Piaseckim i w zręczny
sposób dał mu do poznania, że
pragnąłby zostać w <;koszar
ce" tej dozorcą drogowym.
Piasecki rzekł mu natych
miast:
— Ależ doskonale! Jeżeli
się panu to podoba....
Zajął się jego sprawą z nie
zmierną gorliwością.
Poradził mu, aby napisał
podanie, sam zrobił przedsta
wienie jak najpochlebniejsże,
zdobył jak najlepsze świadec
two od hrabiego i posłał to
wszystko do zarządu.
Gdy zobaczył się potem z
Orchockim, rzekł mu:
— Zrobiłem już wszystko,
co do mnie należało. Możesz
pan być pewnym posady.
Nie zastanawiał się wcale,
czy robił źle lub dobrze. Wie
dział to tylko, że Orchocki był
ogniwem pomiędzy nim a Jani
ną, i już za to samo obsypałby
go złotem, gdyby był boga
czem.
Tymczasem żył w ciągłem
oczekiwaniu.
Co się z nią dzieje? — zada
wał sobie pytania. Śród jakich
ludzi żyje, kogo widuje, z kim
się styka, z kim rozmawia?
Jak spędza dni i wieczory?
Niepewność i obawa, jak
cearne chmury, trzymały jego
duszę w ciągłej niepogodzie,
i rzadko tylko przez nie prze
darł się promyk nadziei, aby
dać mu jasną chwilę złotego
marzenia.
Nieraz siadywał w oknie i
obcierał je starannie z potu
zimowego, aby popatrzeć na
dach ten, pod którym mieszka
ły przy nim, z nim prawie je
go dola i jego szczęście.
Dom był teraz wyludniony.
Nikt tu już nie mieszkał, okna
nawet powyjmowano, i o gołe
ściany rozbijał się wiatr, przez
otwory wpadający.
Śnieg, • na którym nigdzie
śladu stopy ludzkiej widać
nie było, pokrywał podwórze.
Drzwi ganku, na wolę wiatru
oddane, otwierały się na oś
cież, to znów zamykały z trzas
kiem.
Pewnego poranku wyjrzaw
szy przez okno, Piasecki zoba
czył paru ludzi z siekierami,
przylepionych do dachu. Na
zajutrz rano cały dom ogołoco
ny został z pokrycia: sterczały
tylko krokwie, niby żebra, z
których ciało odarto. Następ
nego dnia znikły i one, i po
został sam kadłub, niski i sze
roki, a jeszcze następnego
zdarto sufity, i rozkryły się po
koje niegdyś, dziś puste i po
nure klatki, do którycli śnieg
padał. Na dole za to wznosiły
się stosy na kupę rzucanych
desek i bali.
Piasecki codziennie spostrze
gał nowe braki, nowe postępy
w tern dziele niszczenia.
Z okna mógł widzieć całe
wnętrze swojego pokoju daw
nego i pokoiku Janiny i wi
dział ścianę, przy której stało
jej łóżeczko, i na której wisiał
obrazek święty.
Smutny to był nad wyraz
widok — ta powolna śmierć
opuszczonego gniazda. Piasec
kikspoglądał jednak nań bez
uczucia większego żalu. Wspom
nienia, których ślady ginęły j
w stosach na kupę składanych
desek, przywodziły mu zaraz
na myśl nieszczęsne zakończe
nie sielanki. Nie mógł czuć
wdzięczności za to szczęście,
które minęło tak szybko i by
ło tak niezupełnem. Wszystko,
co jaśniejszem było teraz w je
go życiu, przyszłość w sobie
nosiła, i dlatego, żyjąc nadzie
jami, nie mógł wzbudzić w so
bie współczucia dla znikającej
przeszłości.
Stopniowo zmniejszały • się
i ściany, jak gdyby całe gniaz
do zapadało się w ziemię.
Wreszcie dom cały zamienił
się na jeden skład drzewa, z
którego tu i owdzie sterczały
gwoz'dzie, i na stos gruzów,
gdzie śród odpadków wapna
walały się przepalone cegły z
kominów.
Pozostał tylko do czasu sad,
wyspa poplątanych gałęzi,
smutnie czerniąca się na bia
łem morzu śniegowem.
Tak minął i styczeń cały.
Dni dla Piaseckiego przecho
dziły tak okropnie wino, jak
gdyby każdy oddziel"ie ml ł
za zadanie wymęcz go do
ostatka.
Choć tak wolno mijały one,
doczekał się przecież i całko
witej rozbiórki dom u i połącze
nia nićmi żelaznem i .Janków z
Rowkiem — doczekać ^ię tyl
ko nie mógł powrotu Janiny.
VII.
Przybyła nareszcie. Pewne
go dnia, gdy Piasecki scho
dzi z maszyny, która go, jak
zwykle, przywiozła do Janków
na obiad, spostrzegł na raz Ja
ninę, stojącą na peronie z bo
ku, ubraną w czarną suknię
do figury, z rączkami schowa
nemi w małej mufce, i białej
czapeczce barankowej na gło
wie. Na twarzy jej malowało
się widoczne zakłopotanie.
Spodziewał się jej ciągle,
codziennie, niemniej, skoro ją
ujrzai nareszcie, cioznai wraże
nia zupełnej niespodzianki.
Serce zastukało mu silniej,
twarz obojętfla i znudzona w
jednej chwili przybrała wyraz
niezwykłej żywości, w oczach,
odrazu zapłonął ogieii energii.
Lekko zeskoczył ze stopni ma
szyny i podszedł do młodej
panny.
— Więc już pani wróciła—
powitał ją z radością w sercu,
ale i z obawą zarazem, nie wie
dząc, czy go dobrze przyjmie.
Ona spojrzała na niego tak,
jak patrzy się na starego, do
brego i życzliwego znajomego,
i, wysunąwszy z mufki rączkę,
wyciągnęła ją na powitanie.
Chwilka ta dobrego przyjęcia
zagłuszyła w nim od razu oba
wy wszelkie. Z jakąż radością
nachyliłby do tej białej, ciep
łej rączki .usta swoje i długie
mi serdecznemi pocałunkami
wypowiedziałby jej, iż żyd tak
długo bez niej—to tak straszna
męka!
Nie śmiał uczynić tego. Sa
mo dotknięcie wszakże jej
rączki już go uczyniło szczę
śliwym.
— Cóż zdała pani egzamin?
— zapytał z serdeczną troskli
wością.
(Cią# dalszy nastąpi).
Lekarze i At
Jest to rzeczą powszecr
że każdy z nich, jeżeli
nym, to klijentella ma do nici
fanie i publicznie rekomenduj?
kowych. Dr. Wł. Słonimski,
karz, chirurg i akuszer, ukończony
w 2-cb uniwersytetach, były lekarz
wojenny, ex-naczelny lekarz szpi
talny św. Antoniego, obecnie exa«
minator Phoenix Life Ins. Cv e
gzaminator Home Forum B. O.,
prelektor na choroby kobiece z 25
letnią praktyką, ordynuje chorych
w swojem mieszkaniu p. n. 982 N.
Hoyne Ave., od godziny 8 do 12 i
2 do 4 po południu.
Oto, co piszą:
Byłam ciężko chora na kobiecą choro
bę. Dr. Słomiński uleczył ranie, za co
dziękuję szanownemu doktorowi za jego
staranność dla mnie. — A. Jakubczak,
681 Dickson st.
Cierpiałem na płuca, spluwałem krwi*
1 materyą, miałem 5-ciu innych lekarzy,
a dr. Słomiński mnie uratował, ża co szan.
doktorowi serdecznie dziękuję. — Jan
Gozdowski, Dickson st.
Cierpiałem na niebezpieczna ruptur^
(Bruch). Dr. Słomiński mnie wyleczył.
— Alex. Wąsikowski, 1028 N. Hoyne av.
Na choroby kobiece radzę moim ro
daczkom wzywać dra. Słowińskiego, by
łam śmiertelnie chora, a po zdolnej ope
racyi dra Słomińskiego zupełnie jestem
zdrowa. — Julia Cubała, 78 Frankfurt st.
Miałem silnie strzaskaną nogę, zawdzię
czam drowi Słomińskiemu za wyleczenie
mej nogi. — Wojciech Marclszewski, li
Hamburger st.
Niniejszem polecam dr. 8łomińskiego
ponieważ skutecznie leczył moją familję.
— K. Czochański, 9 Emma st.
Dr. Słomiński uratował mi żonę i dzie
cko. >liekomenduję go jako zdolnego i
gorliwego lekarza. — Louis Lebrecht, 74
Eunan st.
Dziękuję drowi płońskiemu za wyle
czenie mnie z ciężkiej choroby, zawdzi^»
czam li tylko jemu teraz swoje zdrowie^
— Julia Kuczyńska, Cristal st.
Nowina, która wielu ueiesiyr
Ludzkość, Jkk pnwnzsmnl* wiadomo, 0.7UU aił
Wodług stanowiska fizycznego, dachowego ! elro-*
Bomicznego na dwie Klasy; dp Jednej nalecą
dzie zdrowi, silni. pięknie wygladajfjcy, cam'IM
weseli i w takim etanie naiszcz^śliwu w later*
•ach; do drugiej klasy należą ludzls "Uorobll*^,
Osłabieni, "i",maoł, zeszpeceni, cbuiigi, trwoeUwt,
snelanchol i częstokroć ausjlu'nl^ d' trący
oraz do źy.l- familijnego nie cdatnl.
Do tej ^laszcaątfllwąj kla ty lalożf* «*i, fctirajr **4*
chociaż 17 aupełnie niewlal< >>uy s, < - u 3opu»*»
czaił się strasznych zbrodni n z ;ląs«ni olała ' ; •
«zy, z cae.ro \r późniejszym tyci 1 nastają atri M
ekutki, lub którzy prze ó'; > rwlaolr »ią,
ką pracą, Uopoty 1«D "»/ rt «i styczność 1
fOwiWml osobami cierp', ift *y< h nabyli.
Te zbłąkano If 'y rzsr krótkie -#o;
clerpi.ą zazwvcz*1 skutki ewych wad, «l»b
bicia serca, ból głowy, of- a'jietuc, .^tar
•ye, any niemoralne, nerwowość,
ból nerek, reumatyzm. bm irrr-'
wysypki na całem ciele «
Tyczna.
Nikt z tyci. -tedn.iltJ.e n!
albowiem wynalezione
naszem mieście .akie l.k
Dla powyższe szybk. . , . tonuję wi
mogą, i kt6ro z lim.! ci»rptiłf>''U
ludzi znowu zdrowych, eilnyb, tlu
wyglądających 1 zdolnych (i - pracy i
go tyeis
2Na Aądanio wyilemj ua pr.ibę t) » 3*
wys'arczy na cały tyćłień, zupełni- 'i.t
tcy, kt/ rsy pragną '*Trlacaeala, rei.**
'.iji&>.■;!■; lub K.%iiclt do:
State Medical Dis}>
76 E. Madison St., (
Otwarte od 10 rjno do 4 popoludu
Od 6 do wloczorem.
W %iodzlel<i o«t 10 do 12 oODoiud-.t?
centowa c
OD SÓWKI
są tak dobre jak 10c. od kogo innego- 'i'ak p:—^
dział pewien znawca cygar. To samo powie "łlaM
by teJ.&y inny gdyby je raz spróbował. A moy; iO
c. cygary przewyzezają wszystkio inno tej ► r•> -j
ceny. Żądajcie tylko Sówki cygara. iłJlu
ANDRZEJ SÓWKA, • ,
106 Clearer Streol, róg Biadlejr Su, Chlcaa—,
Wm. Timmerhoff.
JTabrykant najlepszych...
Hawanskich Cygar
603 Noble Street.
Przeszło 1,000 pacyeattfw prroz alega
było leczonych i wszyscy są
zadowoleni.
Katar I głuchota. Kar
doena nowina dl# cier<
plących. Trwałe niw
czesie teraz moźecU
uzyskać. Wielki tei
epecyalieta oilkryt nie
omylny środek na rłu<
chotę i katar przed {
laty.
hardzo eaezeęMns
J'a rz«czn.If nlfktóre
najgorsze wypadki|rła-*
choty, szumu w na/arb
1 kataru nosowego. z<y
stały uleczono przez
. . i 11 ■ ■ . nlogo, gdy tnuym leka
Jerijay polaki 1 nlrmle- rzom to si$ nie powio*
ckl onteopatyrzny spe- dio.
cyt ist- w Oiiciro ' r, . .
dla e«»rób Oczn, /."f,""®' ■!f",ł#pW||
ivy i. v„g« i dzlelłny z ucha. Poa<
(iardla etępnie, ale nleeawcw
dnie, po uszkodzeniu
acha i głuchocie następują chroniczne
wydzieliny niemiło cucnnącj raaferyl.i
któri t« or«v się z zewnętrznych czę4cif
ucha. Dalikatno te 1 czułe części, razK
zwilżone zgniłą materyą, wkrótce na^ro-l
madzają biotu, które wypływa. Odwi-»dż-V
cle w tvm wypadku Dra Younga, chtcago
skiagoaaj większego specjalistę. który za
wsze leczy tę przykrą, niebezpieczną chorobę.
Dzwonienie w ucjnrb Jest ostrzegającym zna
kłam oznajmiającym zbliżanie sta pewa* głuch' ty
: łuchajołe ostrzeżenia 1 dzlaiajcin nim bf<Ma
7a pó#na. Dr. Young leczy ka?dy wypadek n*
zupełnie zniszczony.
Ślepi odzyskają wzrok.
Katarakty, bielma na o
czach I inne narośle usuwa
ją ai>t w okamgnieniu. Cho
re. łzawiące oczy. "dzikie
włosy", jęczmień na po
wieaacu « wszelkie iunechoroby o.z .i cząsi<za
pomocą tej cudownej metody.
Cudowne leczenia jego sprowadzają głuchych f
ślepych ze wszystkich stron po ulgę, 1 cl odcbo«
dzą do domów 1 opowiadają lanym, a gromady
zwiększają się w każdym tygodaiu. — Setki cho
rych na głuchotę l szum probewało -jego nowel
niatodv (uczenia i wszyscy oni opowiadają, as jest
ona aajwtąkszam odkryciom dlt cierpiącej ludz.
kości. Możemy przedłożyć tatki świadectw. 8 ta
trztdzieicl pięć oeób cierpiących aa ełabe oczy
odrzuciło sws okulary i ją zdolna znowu widsletf
dobrze.
W biurze jego znajdują się świadectwa wy«ta>
wioń* przez a iwokatów. sędziów, doktorów, ka<
znodzl.jów. blinesmanow, podróżujących kupi
ców, robotclk w. gśrników w kopalaiacn węgli I
wszelkich klai ludzi, których uleczył. Leczy? on
w ciągu ostatnich 10 lat przeszło 16,000 osób.
Nie potrzebujecie połykać beczułek madycyay
przy tej metodzie; najczęściej ludzk a raczej p*
garsza się niż polepsza, gdy to czyalą.
— Powiedźcie waszym przyjaciołom o mnie.
Mój zakład jest otwarty cd S godz. rano do 15 *
pafudnie i od * do 4 godz. po południu 1 od (t do fl
godz. wlecz. PoraSa i zbadanie dirmo.
Pacyenci zamieszkali w dzielnicy zachodu
mogą w/ląść elektryczne "kary" na Halstedi
mieszkający w dzielnicy południowej,
"karę'' linii Lincoln ara., która aa rogu jj
rca i Dearborn przechodzi koło i
Dr. i. YOUNG, 261

xml | txt