OCR Interpretation


Dziennik narodowy. [volume] (Chicago, Ill.) 1899-1923, May 25, 1900, Image 4

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045097/1900-05-25/ed-1/seq-4/

What is OCR?


Thumbnail for

NARODOWY.
, społeczne 1 literackie, poSwląco
bw, zamieszkałych w Ameryce^
WYCHODZI CODZIENNIE.
cz niedziel 1 (Świąt uroczystych.)
&EENU3ŁERATA WYNOSI (Z GÓRY):
ta rok $8.00
Na pół roku 1.60
Na o miesiące 0.75
Numer pojedynczy (od roEDOSldela) koartuj* 1 e.
Adres:
DZIENNIK NARODOWY, M Mllwiakee At., Cklcsjo, UL
The Poli9h National Daily.
DZIENNIK NARODOWY.
A dally newspaper devoted to the advancement ot
Citizens of U. S. A. of Polish origin.
Terms of subscription >
By carrier 6 e. per week. By mall $8.00 per year.
Address : 666 Milwaukee Ave., Chicago, 111.
Telei>hoxe IIoxkoe 719.
■XTXBBO AT P. O. AT CHICAGO, ILL. AJ SBCOr®
CLASS HATTSK.
Czesi a my,
II.
W środowym artykule za
znaczyliśmy, że największe
. kwoty na cele narodowe czes
kie wpływają właśnie z oiiar
centowych.
Aby wykazać i udowodnić,
jak gorliwie czesi centy swe
składają, jak wytrwale je zbie
rają, przytoczymy tu jeden
przykład.
Bardzo popularną w całej
Pradze jest restauracya czyli
liospoda "u Fleku". Tam zbie
rają się codziennie czesi tłum
nie, aby pokrzepić bię jakim
trunkiem. Wśród codziennych
gości zajmuje tam bardzo wy
bitne miejsce szewc Bilek, czło
wiek skromny i niepokaźuy.
Ale to szewc, że daj Boże ta
kich tysiące. Zbiera on składki
stale dzień przy dniu i chociaż
'1 "u Fleku" zbiera tylko centy,
zebrał już na cele narodowe ty
siące.
Co wieczór, zimą czy latem,
jpojawia się sympatyczny szewc
Kilek, chodzi od stołu do sto
Jł, zatrzymuje się przy kaź
iścili, wszystko mu jed
r go zi a lub nie zna, i
;enty. Każdy rzuci mu
<tAle bo też Bilek więcej
St. Obszedłszy wszyst
gy, bzewc wraca na swo
sice, liczy grosz zebrany
a go do osobnej kasy,
jrej klacze mają dwaj
(roili wy ten obywatel
v taki sposób przeszło
l:łr.
;t/'iy naród byłby się
ua tak heroiczny czyn,
^dowauie powtórne w
,kini czasie teatru naro
Jgv w Pradze, po spaleniu
^jwego, dopiero co ukończo
nego gmachu \ I ile to pienię
Jay swego czasu na cel ten wy
j sfeli czesi z tej naszej przybra
♦ nej Ojczyzny i %
A przypatrzmy się czechom
w Ameryce.
Prawda, że emigracya czeska
starszą jest od naszej, chociaż
znowu nie tak starą, jak legen
da czeska utrzymuje. Podług
tej legendy, kiedy Kolumb od
krył Amerykę, kiedy stanął na
tej nowej ziemi i zawołał: "ni
kogo tu niema, ziemię tę zaj
muję w imieniu króla mego!"
— odezwał się czech z po za
krzaku: Pane Kolumb,jajsern
tady!
Wątpimy też bardzo, czy e*
Tri i gracy a nasza za lat kilka na
wet, jeśli tak dalej pójdzie, sta
nie na tym poziomie, na jakim
dziś stoją tu czesi.
•Czemu? — zapyta niejeden.
Weźmy za przykład metro
polję naszą — Chicago.
W Chicago mieszka zaled
wie 80,000 czechów, a około
120,000 polaków.
Czesi jednak mają trzy dzien
niki, które bardzo dobrze sto
ją, mają pięć tygodników, ma
ją cztery pisma humorystycz
ne, dwa rolnicze, mają specyal
ne pismo dla kobiet. Czesi ma
ją dwa wielkie browary, mają
dwa wielkie składy hurtowne,
czesi pod względem przemysłu
i handlu przewyższają nas—to
też cieszą się lepszym dobroby
tern. Mają oni ośm organiza
cyi: trzy katolickie i pięć po
stępowych, między ^ któremi
pierwsze zajmuje miejsce O. b.
P S. I co dziwniejsza, orga*
nizacva tak anty-religijna, jak
C. S. P. S., w sprawach naro
ch czeskich idzie ręka w
ze stowarzyszeniami kos
i, katolickiemi. 1 nas
iaż nie mamy narodo
wy eh związków anty-religij
nych — praca wspólna z orga
nizacyami ściśle katolickiemi
stała się niemożliwą. Taka u
nas bigoterya,, takie zasklepia
nie się w sobie, taka karygod
na niechęć do wspólnej pracy.
Czesi dbają o kształcenie swych
dzieci tu w Ameryce — a na
Macierz szkolną w Czechach,
z której dumny jest każdy
czech, wysyłają corocznie wiel
kie sumy, zebrane ze składek
centowych. To też nie dziw, że
czesi nas |)rześcignęli i w kra
ju, i tu w Ameryce, gdzie i w
polityce wybitne i wpływowe
zajmują stanowiska.
A to wszystko dlatego, że ci
niedawno jeszcze tak zgerina
nizowani czesi rozwinęli w so
bie obywatelskie poczucie obo
wiązków, narodową solidar
ność, społeczną jedność i wy
trwałość. Naród czeski sani so
bie, własnej samopomocy za
wdzięcza swoje odrodzenie i
jasne, słoneczne jutro przy
szłości. A jak świetnie,jak przy
kładnie posłowie czescy w wie
deńskiej radzie patfstwa wystę
pują w obronie swych praw,
miło słyszeć, miło czytać.
Zdaje nam się i prawie pew
ni jesteśmy, iż każdy z czytel
ników jest przekonany i prze
świadczony, że porównanie pra
cy narodowej czechów z pracą
naszą wypaś? musi i wypadło
na korzyść pierwszych, chociaż
u nas wrzało życie polityczne,
kiedy oni jeszcze spali w obję
ciach german izmn.
Tę pracę wytrwałą, niczem
nie zrażającą się czechów po
winniśmy i musimy żywcem
przeszczepić na naszą niwę na
rodową w Europie i w Ame
ryce. Oby u nas tak się rozga
łęziła organizacya na rzecz po
datków narodowych!
W naszej emigracyi co praw
da na brak ofiarności narzekać
nie można, ale porównywać ją
z czeską nie sposób. Tam pła
cą wszyscy — u nas garstka
tylko. Czesi bez wyjątku opo
datkowują się na rzecz kra
ju — uv,nas tylko związkowi
płacą podatek Ojczyźnie. A
masy cah — gdzie są ? Śpią i
śpią snei.i błogim! Zbudzić je
i do pracy powołać jest naszym
świętym o.bowiązkiem. Nam
potrzeba ofiarności zorganizo
wanej, cały obejmującej ogół.
I zaprawdę o tyle mynieszczę
śliwsi od czechów, że u nich
stowarzyszenia, chociaż wprost
anty—religijne, wspólnie pra
cują ze sto warz v=zeijiaini koś*
cielnemi dla wspólnej sprawy.
U nas niema stowarzyszeń an
ty-religijnych — a jednak koś
cielne towarzystwa z namowy
swych przewódców odwracają
się i uchylają od wspólnej pra
cy>
Nieszczęście to — nieszczęś
cie!
Co więc mamy czynić? Sku
piać się i gromadzić pod sztan
dar Związku — im więcej nas
będzie, tem większe złożymy
ofiary na rzecz Ojczyzny, na
Skarb Nar.; im więcej nas bę
dzie, tem więcej poświęcić mo
żemy i wyznaczyć pieniędzy na
oświatę, która podniesie kultu
rę naszą — a co za tem idzie —
i dobrobyt nasz.
Tedy na równym poziomie
staniemy — i nie wypadnie na
niekorzyść naszą porównanie i
pytanie:
Czesi a my.
Wczoraj z powodu uroczystego
Święta Wniebowstąpienia Pańskie
go "Dziennik Narodowy" nie wy
szedł.
Dzisiejszy numer zawiera ośm
stron.
Korespondent dziennika "New
York Journal" donosi, że wystawa
paryzka z naszą wystawą w Chica
go wcale a wcale w paragon wcho
dzić nie może. Byliśmy tego pew
ni. • Nawet i "Midway Plaisance"
nie udał się — ale to pewnie dla
tego, że w,Paryżu ciągle mają
"Midway Plaisance"....
Właściciele szynków w Miles, w
Montanie—prosili władze miejskie,
aby im było wolno zamknąć swe
lokale w niedziele. O dziwo! Kio
wiadomo, czy władze udzieliły ze
zwolenia.
Powiadają, że Neely, urzędnik
rządowy, ukradł w Hawanie 100 ty
sięcy doi. Jegomość ten został no
minowany 9-go stycznia 1900.
To się śpieszył! Czas to pieniądz
—mówił sobie.
Podczas przedwczorajszych roz
ruchów z powodu strajku w St.
Louis zabito tylko dwóch ludzi.
Wiele krzyku i hałasu narobił
projekt zawieszenia w Muzeum Z.
N. P. tablicy pamiątkowej dla śp.
wice-cenzora M. J. Sadowskiego.
Utrzymują niektórzy, że Zarząd
Centr. nie ma prawa udzielić po
zwolenia na zawieszenie tej tablicy
bez specyalnej sankcyi Sejmu.
Ależ panowie nie bawmy się w
dzieci. Czy zarządowi nie wolno
zawiesić jakiego obrazu w hali
swych posiedzeń, albo w muzeum,
albo w górnej sali, albo wreszcie w
sieni — bez sankcyi Sejmu? Po co
wtedy ten zarząd ? Przecież tablica
nie będzie sprawiona za fundusze
związkowe — ale za pieniądze ze
brane w drodze składki od przyja
ciół zmarłego.
Jeśli zaś przyszły Zarząd zechce
tę tablicę usunąć — o Czem wątpi
my — znajdzie się dla niej inne
miojsce.
Po co więc tyle krzyku, po co
tyle hałasu? Czy to nie brzydko na
ruszać w grobie człowieka, który
się wcale o tę tablicę nie prosił?
Jak to już przewidywaliśmy, bu
rowie nie zyskali nic w V» ashing
tonie. McKinley przyjął ich bar
dzo grzecznie, pokazywał im oso
bliwości białego domu — cudny
widok z okien na obelisk i rzekę
Potomac, rozmawiał z nimi bardzo
przychylnie o pogodzie, wypytywał
się ich troskliwie o zdrowie—a pod
koniec rozmowy zauważył, że już
raz Anglię sondował w ich kwestyi
i więcej zrobić nie może.
I faktycznie nie może, gdyż rze
czy stoją tak, że Stany Zjednoczo
ne musiałyby się albo upokorzyć w
obec Anglii—albo jej wojnę wypo
wiedzieć.
I jedno i drugie jest rzeczą nie
możliwą.
Jeżeli emisaryusze burów chcą
jeździć po kraju i apelować do
sympatyi amerykanów — to i
owszem. Zle jednak postąpią so
bie, jeśli zechcą być narzędziem w
ręku przeciwników obecnej admi
nistracyi, którzy zamierzają z nich
zrobić wodę na swój młyn. W ta
kim razie odwrócą się od nich ser
ca dobrze myślących obywateli.
Niektóre pisma nasze chorobli
wy objawinjące sentymentalizm w
swej przesadnej dla burów sympa
tyi utrzymują, że anglikom prze
dewszystkiem i jedynie chodzi o
złoto w Transwaln i Oranii—a nie
o równouprawnienie ludności. Być
może. Ale ta "żądza złota" jeśli ona
jest motywem, przyczyni się do
równouprawnienia wszystkich w
tych krajach, jak wojna domowa w
Stan. Zjed. równouprawniła mu
rzynów.
Nie ma tego złego, coby na dobre
nie wyszło.
Nie zawsze słabsi mają słuszność
i racyę. Moc, siła i potęga, co
prawda nie często, a nawet rzadko
— ale mają też czasem za sobą
słuszność i sprawiedliwość. Zdarza
się bowiem, że i silniejsi, mocniejsi
i potężniejsi mają za sobą racyę, że
mają za sobą sprawiedliwość.
Przed rozpoczęciem obecnej woj
ny w Afryce, świat mało, a prawie
nic nie wiedział o rzeczypospolitej
transwalskiej. Ale teraz wszyscy
głębiej badający kontrowersyę pó
łudniowo-afrykańską przyszli do
przekonania i przeświadczenia, że
prezydent Kruger wcale a wcale
nie jest rzeczywistym republikani
nem w swem postępowaniu i w
swej metodzie. W Transwalu pra
wo proteguje ludność o tyle tylko
— o ile pan Kruger na to łaskawie
zezwoli. Rząd jego jest republi
kańskim z nazwy tylko. Dla ojczy
ców ziemi, dla zulusów, mają buro
wie bat z surowca; większość zaś
białych musi płació wielkie podat
ki, a jest kompletnie pozbawiona
prawa reprezentacyi. U prusaków
kto nie prusak — to awierzę; u bu
rów kto nie bur — to nie człowiek.
Dzieci mieszkańców obcoplemien
nych, którzy płacą podatki szkolne
— nie mogą kształcić się w szko
łach transwalskich. Kto nie bur
ten nie człowiek. Kto nie wyznaje
religii burów — ten nic nie wart,
ten jest pogardy1
wal dla burów tylko i jedynie. A
czy my polacy nie zwalczaliśmy i
nie zwalczamy zasady: Francy a dla
francuzów, Ameryka dla ameryka
nów?
Skąd więc ta czułość dla burów?
Za wysoko jednak niesiemy i
trzymamy sztandar tolerancyi
przekonań religijnych i politycz
nych, abyśmy mieli za złe brać
tyni rodakom naszym, którzy są
po stronie burów; abyśmy w
ogóle mieli tracić czas i miejsce w
celu dopięcia zmiany ich przeko
nań. Broń Boże. Kontrowersya to
nader drażliwa i zależy od tego, z
jakiego punktu widzenia, kto na
obecną wojnę patrzy.
Dla nas zupełnie wystarcza, że
taki geniusz jak Henryk Sienkie
wicz, że taki znakomity pisarz jak
Bolesław Prus— oświadczyli się za
Anglią.
Kiedy zaś przyjdzie do witania
emisaryuszów burów po miastach
amerykańskich—owszem niech idą
i witają ich wszyscy ci, w których
przekonaniu burowie mają racyę.
Niech ich witają szczerze, niech
ich witają serdecznie — nie milcze
niem i oklaskami tylko — lecz sło
wem żywem. Czy bowiem polacy
mają zawsze służyć tylko do wypeł
niania sali przy takich okazyach?
O spisie ludności.
III.
Zaznaczyliśmy w poprzednim ar
tykule, że z wszystkich pytań naj
ważniejszem jest dla nas polaków,
trzynaste: — miejsce urodzenia.
Utrzymujemy stale, że jest nas
w Stanach Zjednoczonych blizko
dwa miliony, tymczasem spis lud
ności; robiony dziesięć lat temu
wykazuje tylko liczbę 330.000.
Liczba ta jest stanowczo niska, a
winni temu nie urzędnicy spisują
cy nas, lecz brak zrozumienia włas
nego interesu i ciemnota, wskutek
czego zamiast podać się za polaka,
powiadamy, że to rusek, niemiec,
lub austryak.
Dlatego wzywamy nie tylko na
szych czytelników, aby pamiętali
0 świętym obowiązku podawania
się za polaków 'i nauczyli swych
przyjaciół i znajomych, którzy mo
że czytać nie umieją, aby tak samo
czynili.
Dyrektor spisu ludności w Wa
shiugtonie przyszedł naui w pomoc
tym razem i polecił enumeratorom,
aby każdego mówiącego po polsku
zapisał jako urodzonego w Polsce,
1 dodał notatkę, z pod jakiego po
chodzi zaboru. Każdy na pytanie
trzynaste o miejscu urodzenia, po
winien odpowiedzieć Poland.
Jest to nietylko naszym obowiąz
kiem moralnym wszędzie i każde
mu przypomnieć, że polacy istnie
ją, żyją, że są świadomi swej naro
dowości i praw swoich, ale ma to
pośrednio i korzyść dla nas, zamie
szkałych w Stanach Zjednoczo
nych. Im więcej nas wykaże spis
ludności, tem więcej stronnictwa
tutejsze będą się z nami liczyć,
tem więcej możemy liczyć na lep
szą przyszłość dla nas i naszych
dzieci.
Sądzimy, że nikt rozumny i ucz
ciwy, nie zechce działać na szkodę
swoją, lub swoich współbraci, i je
steśmy pewni, że ogół polski popa
mięta o swoich obowiązkach, lecz
żądamy jeszcze od każdego, aby
pouczał swoich blizkich i dalekich,
i tem samem przyczynił się do do
bra ogółu społeczeństwa polskiego.
Z Osad Polskich.
Stanley, Wis. — Miejscowość
tutejsza coraz bardziej rozwija się
przez przybycie nowych rodzin
polskich. W ciągu ostatnich kilku
miesięcy osiedliło się tu 500 ro
dzin. I nic dziwnego, bo ziemia
dobra i urodzajna a w miejscowych
fabrykach zawsze człowiek może
znaleźć robotę i to dobrze płatną.
Mamy tu na miejscu garbarnię,
tartaki, fabrykę beczek i fabrykę
krochmalu. Obecnie nowa spółka
zakłada fabrykę masła a inna paro
wą pralnię. Pojęcie o zarobku moż
na mieć z tego, że za obdzieranie
drzew ze skóry na potrzeby gar
barni płacą miesięcznie $85 i kom
pletne życie, tak że cały zarobek
można zaoszczędzić. Teraz rozpo
częto jeszcze budowę 2 torów kole
jowych, więc znowu nowy zarobek.
Gospodarze nasi bardzo są zado
woleni, że tu osiedli. Miejscowość
Stanley znajduje się w pobliżu
Thorp.
'Tońawanda, N. Y.—Pociąg kolei
New York Central przejechał i za
bił polaka, Jana Bajor, zamieszka
łego w domu 53—7 ulica. Bajor
gonił za jakimś chłopcem, który
mu miał ukraść bicykl. W pogo
ni spotkał jakiegoś znajomego, i
zapytał go, czy nie widział jakiego
chłopca, jadącego na kole; ten mu
powiedział, że właśnie go spotkał i
Bajor puścił się w pogoń, nie uwa
żając, że właśnie nadchodzi pociąg.
Ugodzony został w bok i maszyna
wlokła go kilkadziesiąt kroków.
Zwłoki złożono w składach kolejo
wych aż do przybycia koronera,
lecz nie dopuszczono licznie na
gromadzonych tam polaków. Bajor
był w Ameryce dopiero trzy lata,
pracował w Tonawanda Iron and
Steel Works, był porządnym czło
wiekiem, a niedawno posłał karty
okrętowe swemu bratu, siostrze i
jej mężowi, którym posełał pienią
dze często.
Buffalo, N. Y. — John Soleski,
Jakób Raczyński i Jakób Ruszka,
chłopcy w wieku od 17 do 20 lat,
aresztowani zostali przez sierżanta
Elenza i policyanta Michaelsa i
osadzeni na stacyi 110. 8 za usta
wiczne wskakiwanie i zeskakiwanie
z pociągów kolei New York Cen
tral, która już niejednokrotnie po
dawała do policy i zażalenia. Chłop
ców przyłapano na yardach kolei
przy ul. William.—Piwo z polskie
go browaru p. Schreibera zyskuje
coraz więcej nowych kostuoiorów.
Dzisiaj polski browar liczy 75 salu
nów, które utrzymują jedynie pi
wo polskie, a goście chwalą je bar
dzo. W niektórych salunach salo
niści zmuszeni są kompletnie do
brania piwa z browaru p. Schrei
bera. Widocznie rodacy nasi uzna
li, że jeżeli już pić, to przynajmniej
swojskie. Tak być powinno. Po
pierajmy przemysł polski, a wyj
dziemy na tem wiele lepiej.
Poszukiwanie.
Poszukuję Wojciecha Góreckie
go. Jest żonatym. Średni wzrost:
brunatny zarost; nieco tłusty. Dwa
lata temu przebywał w Philadelphia
a obecnie ma się znajdować w Bal
timore, Md. Pochodzi z W; Księ
stwa Poznańskiego, z powiatu szub
skiego. On sam, lub ktoby wie
dział o nim, niecli doniesie pod
adresem M. Górecki, b4l2 Superior
ave., So. Chicago.
Niestety.
Miała usta Jak korale,
A oczy z błękitu —
A śpiewała... doskonale!
Była godleui cnót kobiety
I jak anioł święta...
Miała wszystko — lecz niestety!
Ojciec nie miał centa.
Z wystawy powszechnej.
Paryż, 14 Maja.—Po generalnej
inauguracyi "en gros 1 wystawy po
wszechnej d. 14 z. m. mamy teraz w
miarę postępu prac czćściowe ina
uguracye, mówiąc po kupiecku "en
detail". Dokonano po kolei otwar
cia pawilonu bośniackiego, pawilo
nu Rosyi azyatyckiej, Village de
Suisse, monachijskiego "Spaten
brau" a wreszcie "Palais du Co
stume".
Ten pałac mody, leżący tuż obok
wieży Eiffla, jest pięknym, pełen
wdzięku, a zarazem trwałym bu
budynkiem, a nie jarmacznym sza
łasem, którego braki pokrywałyby
tanie stiuki gipsowe. Wchodzimy
do hali schodowej, oświetlonej ma
towemi lampami.—Na prawo i lewo
w oświetlonych jaśniej niszach
stoją grupy figur woskowych, w or
ginalnych, historycznie wiernych
strojach: na prawo kobiety egipskie,
na lewo rzymskie. Z początku do
znałem trochę niemiłego wrażenia,
jak gdybym był w małomiejskiem
"panopticum", ale wkrótcc, idąc
dalej, coraz większego nabierałem
zaciekawienia.
Widzimy ciągle woskowe figury
w strojach z rozmaitych epok, z
wieków średnich, z czasów rokoko,
z epoki rewolucyjnej, z czasów ce
sarstwa. Kilka figur rzeczywiście
nie bardzo Się udało. Woskowy
Napoleon, który w dniu koronacyi
patrzy na ubierającą się Józefinę
Inne grupy i figury, dobrze wyko
nane, są rzeczywiście udatne i wy
wołują dobre wrażenie. Jedna z
nisz przedstawia wnętrzne loży tea
tralnej według obrazu znanego ma
larza Moreau, a w niej znajdują się
dwaj dandysi i dwie damy i wesołe
z czasów przed wielką rewolucyą.
Niemniej zajmujący jest magazyn
mód z roku 1795, w którym widzi
my ówczesny świat elegancki oboj
ga płci. O wiele jednakże więcej
niż mody z odległych stosunkowo
lat 1780 i 1795 interesują publicz.
ność mody z roku 1855, 18(55 1875.
Wobec tych figur woskowych mło
dzi z miną lekceważącą, starszy z
uczuciem melancholii spoglądającą
na te krynoliny, szale i kapelusze
w stążeczkami do wiązania pod
brodą. Dziwnem się to może wy
daje, ale jest niemniej rzeczy wistem,
że nie strój kobiety z wieków śred
nich, nie kostyum Maryi Medecej
skiej albo pięknej Gabryeli, wyglą
da nam obco i niezrozumiale, tylko
właśnie te stroje z lat 1855 i 1865,
które przecież należą bądź co bądź
do tak niedawnej przeszłości.
Ale jest tutaj jedna grupa, czy
niąca rzeczywiście wrażenie arty
styczne. Z galeryi spoglądamy na
na dużą przestrzeń, zagłębioną nie
co, którą dwanaście lamp wypałnia j
przyćmionem trochę światłem. Na j
stopniach tronu stoi młoda cesa
rzowa bizantyńska i przyjmuje hoł
dy swoich poddanych. Ścianę w
tyle tronu pokrywa mozajka pełna
surowości, przypominająca mozajkę
w baptisterium i w S. Apollinare
nuovo w Rawennie. Młoda cesa
rzowa o bladej twarzy stoi jakby
skamieniała pod wrażeniem włas
nego majestatu, z koroną na głowie,
w drogich szatach, pokrytych bły
szczącemi kamieniami. Przed nią
klęczy biskup pomiędzy dwiema
kobietami, z głębi idzie szereg sy
nów i cór potężnego Bizancyum,
przy drzwiach stoi jakiś dygnitarz,
czy urzędnik dworski. Cała chara
kterystyczna cywilizacya bizantyń
ska, czy może barbarzyństwo wscho
dnie, przemawia w tych niemych
postaci woskowych.
Twórcą pawilonu mody, jak —
mojem zdaniem — przetłómaczyć
należy "Palais du Costume"', jest
znany krawiec paryski, Felix. Pra
wdziwo to muzeum jest niczaprze
czenie nadzwyczajnie zajmującem
i pouczającem, mimo to pewny je
stem, że przeważna część zwiedza
jących, a zwłaszcza kobiet, będzie
je szybko przebiegać, ażeby juk
najprędzej dostać się do ostatniej
sali. Ba —sala ta poświęcona jest
modzie dnia dzisiejszego, a nawet
jutrzejszego. Tutaj w powodzi ja
snego światła widzimy najpierw
popiersia woskowe z najmoduiejsze
mi fryzurani. W wysokich szafach
oszklonych podziwiać możemy naj
nowsze wytwory z rue de la Paix,
a trzeba wiedzieć, że i tutaj nie
wszystko jeszcze ukończono. Tu
fryzyer układa jeszcze ostatni
lok, tam panna sklepowa "premie
re" upina ostatni fałd — ale to, co
w tym pawilonie już teraz widzimi,
wywołuje w paniach okrzyki zach
wytu — Dr. K.
Odwiedźcie Fr. Jagłę, 40 La
Salle ul.
Pierwszorzędny Saloon w śród
mieściu, zawsze świeże przekąski i
obiady. Popierajcie swego rodaka.
Połknięty cyrkiel.
W Petersburgu uczeń gimna
zyalny Łombik połknął przypad
kiem cyrkiel. Otóż chodziło o wy
dobycie tak niewłaściwie ulokowa
nego narzędzia. Za pomocą pro
mieni Roentgena zdołano jak naj
ściślej określić miejsce ugrząźnię
cia cyrkla, dzięki zaś pomysłowi
jednego z chirurgów zdołano wy
prowadzić cyrkiel z oskrzeli, w
których ugrzązł. Ponieważ cyrkiel
spoczął w lewej stronie oskrzeli,
więc chłopca ułożono na prawy
bok, tak, iż ciało zna' '.owało się w
pochyleniu głową nu dół. Przy
mocnem odkaszliwaniu, po kilku
godzinach leżenia chłopca w ta
kiem pochyleniu, cyrkiel wysko
czył sam, bez środków ubocznych i
w dodatku nie uszkodził zupełnie
organów wewnętrznych. Chłopiec
jest teraz jak najzdrowszy.
Zginął pies,
pół bulldog biały ; prawe ucho czar
ne, lewe w kropki czarne; kto go
przyprowadzi p. n. 717 Dicksou ul.
lub 40 La Salle st,, dostanie wyna
grodzenie. ^28m^
liewolucyaw Watykanie.
Abbe Perosi, powszechnie zwany
"watykańskim Mascagnim", jesz
cze przed rokiem miał sobie po
wierzone dyrygowanie wielkiem
oratoryum, które będzie wykonane
w kościele św. Piotra podczas uro
czystego aktu kanonizacyi kilku
nowych świętych w maju bieżącego
roku. Ks. Perosi zabrał się z zapa
łem do dzieła, lecz naraz wypłynął
pensyonowany dawniejszy Kapei
.mistrz papieski, Mustafa, i stanow
czo zażądał, aby jemu na ten dzień
powierzono batutę dyrygenta. Po
nieważ Mustafa należy do t. zw.
soprani, a ludzie tego gatunku są
niesłychanie uparci, przyszło prze
to między nim a ks. Perosi do za
ciętego sporu, w którym żadna
strona nie chciała ustąpić. W spór
ten wdał się wreszcie sam papież i
przyznał racyę staremu zasłużone
mu maestro. Doprowadziło to do
takiej irytacyi "watykańskiego
Mascagniego", że postanowił podać
się do dymisyi, co znów przeraziło
jego licznych wielbicieli i zagraża
prawdziwą rewolucyą... muzykalną
w Watykanie.
\/
Odezwa do Polek.
A
Jeszcze Polska nie zginęła,
Póki Polki jeszcze czują
Z ich serca płynie trucizna,
Którą wrogowie się trują.
Podaję wiersz po wyższy, bo powi
nien on nam, polkom, ciągle przy
pominąć obowiązki, jakie mamy
względem Ojczyzny i swoich dzie
ci.
Wiadomem wam jest kochane
siostry, że różne narodowości w
Ameryce łącza się razem, by two
rzyć jedne silne ciało, dla czegóż
tedy my tylko polki, mamy być
obojętne na los i na naszą przysz
łość, dla czego my wszędzie zosta
jemy* w tyle? Wprawdzie nasze
polki łączą się w obconarodowe to
warzystwa, ale tam, jak się okazało
z ostatniego sejmu leśniczanek (fo
resterek), wyśmiewają polki. Czyż
ty nie wstyd dla nas, że same nara
żamy się na wstyd. Czyż nie stać
nas na to, abyśmy miały swoje
własne, czysto polskie towarzy
stwa.
Bierzmy przykład z mężów i
braci naszych, którzy stworzyli
Związek Narodowy Polski, naj
większą organizacyę narodową w
Ameryce, która rozporządza dziś
ogromnym kapitało, ma swój wła
sny dom i czczą go nietylko w tym
kraju, ale i w naszej Ojczyznie,
Czyż nie możemy pójść w ich śla
dy?
Przed dwoma laty grono dobrze
myślących polek założyło '"Zwią
zek Polek w Ameryce" i choć pra
ca była ciężka, dziś liczy już 8
grup. Grdybyvnasze własne rodacz
ki nie stawiały nam przeszkód by
łybyśmy już miały dziesięć razy
tyle członkiń, ale lepiej późno,
jak nigdy. Jeszcze nic straconego.
Nie upadajmy na duchu.
Dnia 12 czerwca r. b. rozpocznie
się w Chicago pierwszy Sejm na
szego Związku Polek, a przybędą
delegatki nietylko z miasta, ale i z
oddalonych kolonij polskioh. Sejm
ten utrwali byt i zapewni egzysten
cyę naszej nowej organizacyi i, da
Bóg, na następnym sejmie liczyć
będziemy 50 grup.
Cel naszego związku jest potrój
ny: moralny, patryotyczny i mate
ryalny, więc do dzieła, do czynu,
kochane siostry. Pamiętajcie, że
na wzorach nam nie brak. Weźmy
przykład z Emilii Plater Kossa
kowskiej i wiele innych sióstr na
szych w starym kraju.
Zwracamy uwagę, że Związek
Polek w Ameryce wypłaca po
śmiertne, które tymczasem wy
nosi tyle dolarów, ile jest człon
ków, prócz tego każda grupa wy
płaca wsparcie w chorobie. Czyż
nie jest świętą powinnością każdej
polskiej niewiasty przystąpić do
naszego związku, czy towarzystwa
polek nie powinny do nas przy
stąpić?
Spodziewam się, że głos mój nie
będzie głosem na puszczy, że ode
zwie się on w sercu każdej polskiej
kobiety i to licznie do nas się przy
łączą. Na sejmie 12 czerwca posta
nowionem zostanie, kiedy i gdzie
odbędzie się drugi sejm, na którym
pewnie już będzie wiele więcej de
legatek, które będą trucizną na
szych wrogów i ciemiężców.—Ste
fania Chmielińska, prezesowa
Związku Polek w Ameryce.
(Upraszam wszystkie polskie
pisma o powtórzenie powyższej
odezwy.
Wielkie otwarcie.
Znajomych i wszystkich przyja
ciół zapraszam niniejszem do wzię
cia udziału w otwarciu salonu me
go, jakie odbędzie się d. 26 i 27 ma
ja. Będzie wyborowa muzyka, tań
ce, dobre wina, wódki, piwo i prze
kąski. Z szacunkiem.
F. Górski,
32 W. Randolph st. róg CanaK(

xml | txt