OCR Interpretation


Dziennik narodowy. [volume] (Chicago, Ill.) 1899-1923, May 25, 1900, Image 5

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045097/1900-05-25/ed-1/seq-5/

What is OCR?


Thumbnail for

Gawęda świąteczna.
(Jako Panienka Naiśw. a.id nad Polską czyniła.)
Odzywam się do was, rnościwi
moi, ze stropu niebieskiego, gdzie
spokoju wiecznego zażywam po o
wym Kamienieckim pana Ketlin
gowym czynie, ale wolejbym bez
oczu i uszu na świat był spłodzon
i w takiej kondycyi tu przed tron
Pański zaszedł, świata uciech nie
zażywszy! Po choć to i za naszych
czasów obok inkursyj tureckich,
tatarskich i kozackich, warchol
stwo, a inwidya w Rzeczypospolitej
wstręt czyniły, to nie takie jamni
cze, a niecne tam rzeczy się działy,
jak owe, któremi ztąd oczy moje
pasę. Bo za naszych czasów w kłó
tniach tych i zapasach każdy sza
bli, ba, kuli z samopału grzecznie
stawał, a u was, coście tam na an
typodach locum sobie obrali, z za
płotu swary się toczą imienia pol
skiego niegodne.
Zaś wam powiadam, iże nie do
syć jest wołać jeno ciągle: Ojczy
znę naszą miłujemy, ale pokazać,
iże miłujecie ją prawdziwie! Zgody
wam brak, by Polska w całym swo
im splendorze do życia powstała!
O tę Polskę, Rzeczpospolitą na
szą, mieliśmy tu niedawno spór
uczciwy. Bo każdy chciał wiedzieć,
kto ją, tę ukochanę ziemicę naszą,
z jasyru wyzwoli, a żaden z nas na
to zgodzić się nie mógł. Jużem ja
nawet, com więcej szabli niż elo
kwencyi adeptus, argumentów lu
dzi uczonych i statystów jako uro
dzeni Frycz Modrzewski, Ossoliń
ski, Zamojski i inni w skupieniu
ducha wysłuchawszy, zwątpił, byś
my owo na jedno się zgodzili, gdy
IMC pan Zagłoba, — który był
wówczas jeszcze owych terminów
czyśćcowych nie przechodził, jeno
sobie z kusztyczka małmazyę nie
bieską popijał i nad stołem drze
mał — głowę nagle uniósł, ucha
nadstawił i okiem mrugając, ozwał
się w te słowa: — Wy tu gadu, ga
du, a tam musi być na majdanie
niebieskim jakowaś uroczystość się
przygotowywa, bo jako żywo głos
krzywul, waltorni, a fletów muzy
kantów niebieskich ucho me po
chwy tuje!
Ledwie, że słowa powyższe wy
rzekł, aliści drzwi się naszej kwa
tery na oścież rozwarły i wpadł
przez takowe wyraźny już odźwiek
muzyki, a rzymska postać Jana
Sobieskiego wobec nas stanęła. —
Bywajcie panowie bracia — powia
da król nasz miłościwy — jeno
zbierajcie się chyżo, bo tam Pa
nienka, Rzeczypospolitej królowa,
sąd nad Polską ma czynić!
Gdyby piorun trząsł w nas, toby
większego laurum nio wyrządził.
Bo zważcie! My tu o naszą uko
chaną rzeczpospolitą spór wie
dziem, a tam Panienka Najświęt
sza myśli nasze odgadując, sąd nad
nią stanowi. Hurmem też drzwi
dopadliśmy, dla starszeństwa na
wet respektu zapomniawszy, i wła
śnie jako fala, co przez przerwę
w tamie po polu szeroko się rozle
wa, tak my się z owej kwatery na
szej na majdan niebieski wyto
czyli.
A tam już splendor okrutny w
oczy nasze uderzył.
Więc świętym patronom naszym,
książętom kościoła, a królom z
przodku miejsca godziwe uczyniw
szy, na owe specłaclum niezwykłe,
a dla nas tak ważne patrzymy. I
dziw był, że nam serca z piersi nie
powyskakiwały od bojaźni i nie
cierpliwości usłyszenia owegp wy
roku Królowej naszej!
Ad rem jednak przystępuję,
choć nie tuszę sobie, iżbym ja,
chudy pachołek, zdolen był owe
widowisko godnie piórem nieudol
nem describere, bo, jakom rzekł,
nie piórem wzdy na ziemskim pa
dole płaczu miłość rzeczy pospolitej
świadczyłem.
Więc oto przodem komunik nie
bieski po podłożu mlecznem obło
ków zda się płynął pod wodzą het
mana, a mego patrona i szczegól
nego dobrodzieja, św. Michała
Archanioła, z samego luda co za
wiarę św. na ziemi poległ, złożony.
Przedni ten żołnierz do wszelkiej
imprezy z komputami piekielnemi
ochotny, w srebrne zbroice odzian,
nam, dzieciom Marsa i Bellony,
delicye widokiem swym sprawował.
Za hufcem tym nieśmiertelnym
6w. Jerzy, chorąży niebieski, na
białym jako mleko rumaku, sztan
dar lazurowy państwa niebieskiego
dźwigał, tuż za nim liczny poczet
orkiestry anielskiej w białych po
włóczystych szatach dążący, w
krzywuie, surmy i flety dmąc, prze
dziwnej słodyczy dźwiękami atmo
sferę niebieską napawał.
Jeszcześmy oczu naszych od
tych wdzięcznych postaci nie oder
wali, gdy oto poważny arcopcigus
świętych pańskich i męczenników
przed nami sunący, do ugięcia ko
lan nas przywiódł.
I dążył tak hufiec za hufcem
właśnie jako wieniec kwiatków stu
barwnycli, ku jednemu miejscu na
majdanie, gdzie się na podwyższe
niu obłocznem, tron wielki, acz
skromny, z cedrowego drzewa, św.
Józefa roboty, wynosił. I podkową
kolo tego tronu skromnego rozsta
wiły się hufce niebieskie w uroczy
stej ciszy trwając, bo krzywuie,
surmy a flety zamilkły, gdy z dale
kich przezroczy blask dziwny zaja
śniał i z mgieł wonnych postać
cicha a cudna, w ciemnej powłó
czystej szacie, skromnym sznurem
w biodrach przepasanej, właśnie
jakoby podmuchem lekkiego wia
tru niesiona, w otoczeniu licznego
fraucymeru dziewic świętych ku
tronowi sunęła. I pochyliły się
przed nią głowy rycerstwa, świę
tych i ojców kościoła, i my, co
zawdy audacyą wśród innych celu
jemy, kornie czoła schyliwszy, led
wie że oczy podnieść śmielim, bo
to była Ona, Pani nasza, Rzeczy
pospolitej Królowa!
A gdy na tronie cedrowym za
siadła i ręce, białe właśnie jako
lilie rosą obmyte, na poręczach zło
żyła i wzrok głęboki, a słodki w
dal utkwiła, św. Piotr, strażnik
niebieski, wierze je niebieskie roz
warł i na majdan niewielką kupkę
luda wpuścił. Ledwie że owych
przybyszów zoczyliśmy, aliści hu
czek grzeczny wszczął się w ciżbie
naszej, bośmy wnet swoich po
znali.
Oj biłyż nam corda! Zda się, że
po niebie młoty waliły!
— Jako żywo nasi! — szepnął
pan Zagłoba. — Nie może być ina
czej jeno posłowie od krainy pol
skiej na sąd Panienki przybyli!
— Rzekłeś! — odparł na to św.
Kazimierz, patron Litwy, tuż przed
nami stojący i ręce złożywszy, mo
dlić się zdawał.
A wtem pośród ciszy rozległ się
głos strażnika niebieskiego:
— Najjaśniejsza Pani, oto do
stóp Twych świętych poselstwo z
ziemi Polskiej przywodzę, które
czołem Ci bijąc, kornie Cię upra
sza, abyś w łasce swej nieprzebra
na orzekła, kto Polskę, z woli Bożej
w jasyrze oierpiącą, z pęt oswobo
dzić jest godzien!
Pani główką jasną skinęła, a z
poselstwa, nie czekając, postąpił
ku trenowi magnat polski — jakto
snadnie z ubioru i postawy pozna
liśmy. Wspaniały i dumny kroczył
śmiało w kontuszu z lamy srebr
nej, na amarantowym żupanie. Pas
słucki biodra mu opasywał, a na
jedwabnych rapciach ciężka szabla,
drogocennemi kamieniami sadzo
na, połyskiwała jako tęcza słonecz
na. Rysi kołpak z brylantowem
trzęsieniem w ręku trzymał, a so
bolowa delia z ramion mu opadała.
Podszedłszy do stopni tronu, skło
nił się do kolan miłościwej Pani i
patrzał pewny siebie, jakoby mó- j
wiąc wzrokiem: — Zali nie ja Pol
ski najgodniejszym jestem przed
stawicielem ?
Ale Panienka główkę odwróciła,
a św. Jan ewangelista rzecznik nie
bieski, w te ozwał się słowa:
— Nie wam, nie wam, — dano
jest krainę Polską odbudować!
I skinął św. Jan, a pacholik nie
bieski z przed oblicza tronu skon
fundowanego magnata usunął.
I nas konfuzya ogarnęła, ale
wnet otrząśliśmy się, bo właśnie
ryoerz-szlachcic do tronu Panienki
podchodził.
—Ten ci jest, który Polskę zbawi!
—szepnął z ukontentowaniem pan
Zagłoba, siwego wąsa z fantazyą
podkręoająo!
I jam to samo suponował, gdym
na owego rycerza spoglądał. Taka
audacya i wigor z niego biły!
Twarz ogorzała, wąs, jako dwie
wiechy pod nosem, szrama od czo
ła do brody, pancerz stalowy na.
łosiowym kaftanie, hajdawery
amarantowe sukienne, buty żółte
ze szwedzkiemi ostrogami, przy
boku szablisko w czarnej pochwie
na dłoń szerokie, w jednej ręce,
jak bochen wielkiej, hełm dragoń
ski z czółenkiem, druga na głowni
szabliska oparta.
Ten ci jest! — powtarzałem, —
gdy olbrzymi i groźny szedł do
tron u Bogarodzicy.
Ale—gorzej nam — i tym razem
Panienka twarz odwróciła, a śv ię
ty Jan zawołał:
— Nie tobie rycerzu Polskę wy
bawić z jasyru! Prawdać, broniłeś
chrześciaństwa i nie mało krwi
niewiernych upuściłeś, jako pies
wierny u stóp krzyża leżąc. Praw
dać i to, żeś za ojczyznę piersi nad
stawiał, ale czasu pokoju czemżeś
się trudnił? Oto na warcholstwie i
prywatach chwile trawiłeś, na po
prawę Rzeczypospolitej nie bacząc.
Złotej wolności szlacheckiej pożą
dałeś, niepomny, że ta złota wol
ność do grobu Polskę pchała!
I skinął ręką i znów pachołik
niebieski odprowadził na bok ry
cerza.
Ani możebnem jest, byście sobie
wyimaginowali waszmościowe, co
się w sercach naszych działo, gdyś
my owe słowa ostre usłyszeli! I
Sobieski, i Czarniecki i Wiśni>
wiecki wąsy sobie targali, ponuro
w dół patrząc, a mnie od konfuzyi
lica, jako ogniem palone, gorzały.
— Niema dla nas zmiłowania
Bożego—pomyślałem.
A myśmy suknie na sobie szar
pali z wielkiej żałości. Nie dziw,
iżeśmy oczu na tron podnieść nie
śmieli, gdy mieszczanin polski kro
czył w sukiennej dostatniej kapo
cie i skrzypiących butach jałowi
czych, baranią czapkę pod pachą
ściskając.
Jeno głos rzecznika niebieskiego
uszu naszych doleciał:
— I tyś niegodzien zaszczytu
tego! Więcej wy o swoją chudobę
i wygodę dbacie, więcej o dochód z
procederu o zaszczyty i ambieye —
niźli o zbawienie ojczyzny!
Juże te słowa impresyi na nas
nie uczyniły, jeno gdy ów miesz
czanin odchodził, oczy z obawą
podnieśliśmy, a p. Zagłoba szep
nął:
— Finis Poloniae!
— Stary wolentarz odzywa się
we waszmości! — odsapnął na to
nasz raby hetman Czarnecki, bro
dę kręcąc, a św. Kazimierz zwrócił
na pana Zagłobę oczy, w których
czytać można było jako z książki
wyrzut bolesny:
— Żali zwątpiliście o miłosier
dziu Bożem?
Zwróciliśmy więc wzrok w to
miejsce, gdzieśmy poselstwo nasze
zoczyli, a tam" jeno jedna postać
jeszcze ostała: chłop polski!
W zgrzebnej, wytartej koszuli,
rozchełstanej na piersiach, w ta
kichźe szarawarach przepasanych
w biodrach rzemykiem, a powiąza
nych powrósłami u kostek, nie
śmiał on — widać, przystąpić do
tronu, bo zebrawszy w kupę po
czerniałe bose stopy, złożywszy
czarne, popękane ręce jak do mo
dlitwy, szyję wyciągnął i stał drżąc
cały na miejscu.
Twarz jego ciemna, opalona, po
orana zmarszczkami — na której
jeżem sterczał dawno niegolony za
rost szpakowaty — z obwisłą war
gą i wytrzeszczonemu a utkwione
mi w Panienkę oczyma, taki prze
strach a zarazem uwielbienie wyra
żała, iżeśmy o wszelkich naszych
troskach zapomniawszy, na owego
biedaka z politowaniem a cieka
wością wielką poglądali.
Któż jednak nasze zdziwienie
niepomierne opisze, gdyżeśmy na
szą Panienkę z tronu powstającą
ujrzeli, która białe swe rączki w
stronę chłopa wyciągnąwszy, słod
szym niźli dźwięk harf anielskich
głosem, w te słówa się odezwie:
— Ten ci biedny, nieszczęśliwy,,
a wytrwały pracownik, który Pol
skę zbawi! Ten ci jest, który naj
więcej cierpiał i krzywd znosił, -
przecz ze ziemią swą, po Panu, naj.
więcej ukochał. Ten ci jest, który
za setki lat pohańbienia i trudu
nagrody jest warcien i Polskę z ja
syru wywiedzie! Ten ci jest, któ
regom umiłowała najwięcej !|
Nie skończyła jeszcze Królowa
nasza przemawiać, gdy chłopisko
z jękiem wielkim, ręce rozkrzyżo
wawszy, na ziemię padło i trwało
tak krzyżem leżąc, jeno szlochanie
nim jak rybą w niewodzie, rzu
cało.
I nam, cośmy osłupieli, śluzy
gęsto z oc*u trysły i trwaliśmy w
głuchem milczeniu, gdy Panienka
z tronu zeszła i popłynęła w dal z
fraucymerem swoim dziewic świę
tych.
Tak skońozył się sąd nad Pol
ską, Michał Wciodyjmslci*
Jubileusz uniwersytetu
Jagiellońskiego.
Program uroczystości jubileuszo
wych przedstawia się w ogólnych
fasach w następujący sposób:
W przeddzień uroczystości odbę
dzie się w salach Muzeum narodo
wego i Tow, sztuk pięknych przy
jęcie, wydane przez radę miasta
Krakowa, na które rozesłanych zo
stanie około 1000 zaproszeń.
Dzień 7 czerwca jest głównym
dniem obchodu. O g. 8-mej zbiorą
się uczestnicy obchodu w Colle
gium Novum, skąd w uroczystym
pochodzie udadzą się do kościoła
N. M. P. Po odprawieniu przez
księcia biskupa krakowskiego na
bożeństwa, podczas którego śpie
wać będzie chór akademicki, na
stąpi pochód do kościoła św. Anny.
W tym to kościele, jako w kościele
akademickim, odbędzie się za spe
cyalnem zezwoleniem udzielonein
przez księcia biskupa krakowskie
go, właściwa uroczystość jubileu
szowa. Udział w tej uroczystości
wezmą, oprócz profesorów i mło
dzieży uniwersyteckiej, dygnitarze
państwowi, władze najwyższe rzą
dowe i krajowe, deputacye uniwer
sytetów austryackich i zagranicz
nych, doktorowie, mający być pro
mowani "honoris causa" w liczbie
72, osoby przybyłe celem wręcze
nia adresów, darów, wydawnictw,
delegacye oiał nauczycielskich
szkół średnich, reprezentanci szkół
ludowych oraz delegaci towarzystw
naukowych krajowych i zagranicz
nych, wreszcie 250 osób z pomiędzy
doktorów promowanych na uniwer
sytecie krakowskim.
Liczba tych uczestników będzie
tali znatasna, iż wypełnią oni w zu
pełności kościół św. Anny, i dla
tego niemożliwem się okazało do
puszczenie do udziału w tej uro
czystości większej liczby publicz
ności.
Program uroczystości jest zas w
ogólnych rysach następujący: prze
mowa rektora uniwersytetu hr.
Tarnowskiego ;przemówienia władz,
delegatów obcych uniwersytetów i
towarzystw naukowych; wręczenie
darów, wydawnictw i adresów,
wreszcie proklamacya doktorów
honorowych. Póczem udadzą się
zgromadzeni na .dziedziniec biblio
teki Jagiellońskiej,' gdzie qastapi
odsłonięcie pomnika Kopernika
tablicy pamiątkowej fun
przez miasto Kraków. Te]
wieczorem o godz. G-tej
się w sali "Sokoła" obiad wydany
przez uniwersytet na cześć gości.
Stamtąd udadzą się uczestnicy u
roczystości do teatru, gdzie odbę
dzie się przedstawienie z okazyi
jubileuszu, w skład którego wej
dzie: oratoryum W. Żeleńskiego ze
słowami Deotymy, mającemi za
przedmiot renowacyę uniwersytetu
przez Jagiełłę. Młodzież zaś ode
gra następnie "Odprawę posłów"
Kochanowskiego.
Dnia poprzedzającego obchód
zamierzone jest złożenie wieńców
przez Uniwersytet na grobowcach
Kazimierza W., Jagiełły i Jadwigi
w warunkach o ile restauracya dzi
siejsza na to pozwoli.
Następującego dnia stosownie
do życzenia przybyłych do Krako
wa gości będzie można zwiedzać
miasto i okolicę, czem zajmą się
osobne komitety.
Krakowiak.
Płynie Warta płynie,
Po polskiej krainie,
Zobaczyła Poznań,
Pewno go nie minie.
Zobaczyła Poznań,
Wnet go pokochała,
A w dowód miłości
Wstęgą opasała.
Nad moją kolebką
Matka się schylała,
I po polsku pacierz
Mówić nauczała i
"Ojcze nasz" i "Zdrowaś"
I skład Apostolski,
"V&ter Ufaser^oite zna
Biedny naród polski
A ten naród polski
Ma ten urok w sobie,
Kto go raz pokochał,
Nie zapomni w groble.
Płynie Warta, płynie
Po polskiej krainie,
A dopóki -płynie,
Polska nie zaginie.
Zmiana.
— Jakżasię masz? ożeniłeś się.
— Nie śzoaególniel Przed ślubem cią
gle pytalał "Kochasz mnie?" — a po ślu
bie nio, tylko: "Gdżie wydałeś pienią
dze?"
Zawiadomienie.
Kostumerów swoich zawiadamiam, iż
przeprowadziłem swój interes z Bicykla
mi z pod nr.569 Noble ul. pod nr. 873 Ar
mitage ave., blisko llumbold Bulv.
Wszelkie repcracyo przyjmuję tak jak dawniej.
Reperacye dla stulych kostn merowi
wynajmowanie kół o znaczny procent ta
niej. Z szacunkiem,
A. Szabelski.
150,000 Akrów gruntu
w Clark Co., Wis.
Najlepsza czarna ziemia po 'SĄ
dolara za akier na 10 lat wypłaty po
5 procent od sta. Jest to sposob
ność, która się więcej nigdy nie na
darzy, blisko miasta, stacyi kolejo
wej i kościołów polskich. Targi
na wszystkie proaukta i na drzewo
są blisko, drzewo ha gruncie jest
przeważnie twarde i grube, mamy
jeszoze dosyć gruntów nad rzeką i
nad jeziorami po tej samej cenie.
Okoiica przeważnie polska. Robo
tę zapewniamy każdemu kupujące
mu; tykiet kolejowy darmo każde
mu, który farmę kupi.
Tytuł własności tych wszystkich
gruntów jest czysty jak złoto, gdyż
żadnego długu na tych gruntach
nie mamy. Wycieczka na te far
my w każdy Wtorek i w każdą So
botę z mojego ofisu.
MARJAN DURSKI, 6Ć0 Nob's st.,Cbiss£« j
Polska piekarska gospoda.
J. HORNUNC,
119 W. Division str. róg Cleaver Street.
Najlepsze wina, likiery i cygara.
Robotnicy piekarze u mnie dostany zajęcie.
Bossowie piekarze u mniedostanq robotnika, [lllj
E
SĘDZIA POKOJU.
3900 Stale St., Chicago, U!.
Telefon 1071 Oakland. [Sai
BKACIA JDZIOBIŃSCY.
FABRYKANCI
Marmurowych, Granitowych, Kamien
nych Fouiników, Nagrobków, "*
Ogrodzeń i wszystkiego w ten zakres wchodząca
1022 N. h'oyne av., Chicago, III.
Robota Ewurantowana.
vm
i-;,
mrnm
ssiilBS,
.fe: >A I i! /ivr ' id&iid ■ ■■ \
CZY JESTES GŁUCHY??
Ka'.dfJTO rodzaju stachota jort do wyleczenia
teraz; iylleo głuchoniemi c?, niowyieczalni. Nowa
} a prosta metoda, iSzn:a w ;is:;acii wstrzymujemy
natychmiast. Opisz w jaki sposób niedomagasz.
EL'Z'inin-cya i porach darmo. Ka?.dy moźo eie
leczyć w domu boz wielkich wydruków.
DUŁ I> ALT OK'A KLUiiKA USZIJ.
506 La Salle Ave., — - t'HIC'A'JO, ILŁ.
<jS» V
Vb> ^ y V>
/>«.* A*>VVV
^ N# o^t^VVV1
*&//**&&
zfJ'.S «* &'**!? «,* Np.
e-\#V *> 3* ^ ^
|
I Dr. Stan. Heymar,
I 809 S Ashland Ave. |
♦ róg 18-oj alley nad apteką.

♦ Wszelkie operacye w zakres t
♦ dentystyki wchodzące wyko- T
^ nywane umiejętnie i bez bólu. £

£ Plomby złote, srebrne i cemento
♦ we, korony złoto 1 porcelanowe
t mostki, (zęby bez płytek), czę. *
$ ściowe lub całkowite garnitury X
♦ zębów. ♦
X PODŁUG NAJNOWSZYCH METOD, «
♦ STARANNIE I PO O JENACH ♦
♦ UMIARKOWANYCH. Z
Oflis elektrycznie urządzony po- 4>
£ dług najnowszego systemu 1 ie £
2 wsżystkieml udoskonaleniami don- J,
+ tystyoznemi.
mk
W niedzielę i święta *
ofis otwarty od godziny &-ej
£ rano do godziny 3-ej-po po- *
> łudniu. 4
► *
4
E. M. CERSTEL & OD.
„nUBTOWNY SKŁAD...
krsjowych 1 Importowanych
Win, Wódek i Likierów.
8001 State St., Chicago, 111.
KwrtOdur Wtakl "JBoad", Telafoą gsuUi W
v WAŁ. MOZU.NK1, Agent.
Przez okolicznościowe mku\
nabyliśmy za blisko pół ceny wielką ilość damskich i męzkich zegarków
srebrnych, najmodniejszych łańcuszków, pierścionków, kolczyków 1 Ł p. i będz:
wysprzedawać z bardzo małym zyskiem, ażeby jak najrychlej wysprzedad
Męzkio szczero-srebrne zegarki z im. ix
17-rubinowym werkiem i pa- (>Q ^
tentowym regulatorem po.. $0* i O
warte $14.00 do $10.00.
Damskie złote 14 kar. zegar- (J» A 'j g»
ki, gwarantowane 20 lat, po *$7•/ c?
warte $10.00
Męzkie złote zegarki, gwarantowane 20
lat z im. 17-mbiuowym werkiem i
patentowym regulatorem
warte $20.00 do $22.00.
Najmodniejsze dęto-złote (Gold-Filled)
uamskie łańcuszki do zegarków (dłu
gie), gwarantowane na 5, 10, 15 i 20 lat.
po $1.65, $2.50, 83.50 i $5.00,
warte od #3.00. do $10.00.
Me/kie bardzo modne dęto-złole i(Md
Filloti) łańcuszki, gwarantowane na 5
do 20 lat, od 35 c. do §({.00, warte od
$2.ó0 do $10.00.
Rozmaite złote i srebrne wyroby po bardzo nizkich cenach
w Składzie złotniczym i zegarmistrzowskim
K. STAGH0WSKIEGO, 533 Noble Street.
Naprzeciwko kościoła św. Trójcy.
Wielkie otwarcie w sobotę d. 26 maja.
fi
pierwsze drzwi od "Lewka".
Jf Jedyne lekarstwo na złe czasy, jj
f ^ robić inałe wydatki i sprzedawać tanio i dobry towar.
^ Przeprowadziłem swój skład ubrań w okolicę wielkich skłs- %
dów, by przekonać wszystkich, że potrafię pod nosem innych * ę
if sprzedawać więcej towaru, bo za tańsze pienitjdze. Kto chce f a
przekonać się o prawdzie tych słów, niech zajdzie do mego no- 4>
fi wego składu pn. 933 Milwaukee Ave., pierwsze drzwi przed do- j9
mem "Lewka".
r* Zaopatrzyłem się w największy wybór modnych ubrań, po stałyct l
^ jednakowych dia wszystkich cenach. Main najlepszy wybór, najmom
^ niejszy krój, najładniejsze fasony i to wszystko po najniższych cenach.
W>l\kietyTcenamTimubrapiaclisai^
fi ceny, a zdziwicie się, i przyznacie, że niżej >przedawa' n:o podobna, i> '
ó\ niej dosiad nie można.
\Q Kto kupi u mnie i powie, że mógł gdzieindziej taniej dostać zwrócę r Ą
całe pieniądze, bez kosztów.
łi* Niczego nie żii.daui, j>;?k lyiko pfzyjii:- >, :i)ba zcie i przekonaj , e
o tej prawdzie.
f d £2TJKto chce cd Goldsteina tanio kupie, niech przyjdzie tylko d< J
Y a sztoru, gdzie pan Goldstein jest od rana do wieczora a t. j.
i? 933 Milwaukee Ave., przy "Łewkii''.
1 i
^ "-ty ^ <5ł»- ^ Ib
! L. McKIBBEN, 1 'l
,♦ y ❖
^ 632-634-636 Milwaukee Avenue. ^
Q ....WIe/,KI SKŁAD.... c
$ mebli, karpetów,
^ pieców, wózków
t dla dzieci, lodo
| 1
4 wni ltp.
A
^ Możecie z naszego składu
umeblować kompletnie swój
^ dom i zaopatrzyć we wszy
^ stkie potrzeby.
♦ fA ^
Dostawiamy szybko i starań- ^
nie do domu. ' O
<*►
Polscy klercy do obsługi polskiej publiczności!
Wszystko najmodniejsze — tanie i trwałe. ❖
% % % ~^> •% ^ ^ ^ ^ ^ ^ ^ ^
DRUKARNIA • 5
"Dziennika Narodowego"
zaopatrzona w najnowszy i najgustowniejszy zapas czcionek,
wykonywa wszelkie roboty drukarskie
szybko, elegancko i po cenach przystępnych.
Zanim powierzycie robotę jakiej drukarni, piszcie
z zapytaniem do:
"DZIENNIKA NARODOWEGO",
666 Milwaukee Ave Chicago, U. S. A.

xml | txt