OCR Interpretation


Dziennik narodowy. [volume] (Chicago, Ill.) 1899-1923, April 04, 1908, Image 7

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045097/1908-04-04/ed-1/seq-7/

What is OCR?


Thumbnail for 7

1 ■
H •»«» Pfl?!Cl£f IfRWI
^j| ZWUDZK1 H (lvi W W Ml W Ib wali o wolnotf. ^
70
*/) (Ciąg dalszy.)
Nauczyli się bowiem zapatry
wać się na tego żołnierzyka-dzie
'wczynę, jak na siostrę rodzoną,
którą każdy umiał szanować, i za
którą każdy rad był dać sobie rę
kę odrąbać. Aż otc zjawiał się
ktoś, kto był widocznie dla niej
bliższym, kogfo oczekiwała.
J 7 c
Kto zacz 'e t?
Jeden z nsijliżej leżących cho
rych,. wsparty na łokciu, długo
'wpatrywał się w niego nicrucho
mic i potęgujące się z każdym
momentem zdumienie rozszerzało
mu coraz więcej powieki, ale jed
nocześnie coraz szerzej kazało
roztwierać «ię ustom.
Wreszcie palcem dotknął zlek
ka białego fartuszka stojącej o
bok, a odwróconej plecami do
rozgrywającej się sceny siostry
miłosierdzia.
— Alisa Iwanowna — szepnął
z dziwną zgrozą — na Boga, ależ
to jest przecież Zwierkow !...
Alisa spojrzała na niego wzro
kiem mętnym i ciemnym, jakby
bezpośrednio ściągnięta na zie
mię z wędrówki dalekiej a po cie
mnych chmurach. I polem dopie
ro uderzył ją dziwny ton jego
przemówienia.
Ściągnęła brwi, jakby pod
wpływem wewnętrznego bołu.
— Vak, to Zwierkow!...
Lecz Czawczewadze tej odpo
wiedzi jej już nawet nie słyszał.
W roztargnieniu, nie władnąc
swymi odruchami, popełnił to, co
w normalnym stanie było dla nie
go zaledwie marzeniem upragnio
nem a nie ziszczalnem — dotknął
jej szat! I odczuciem tc^o do
tknięcia zdawała sie być przesią
knięta cała, jak wicher powraca
jąca mu do głowy świadomość.
Fale pędzącej huraganem od
mózgu do piersi krwi, na mo
ment ścisnęły mu bezwładem ser
ce, jakby je między drzwiami
-przycięto, na moment rozgorzałe
jego ślepia powlokły się przeźro
cza wilgotnej mgły.
— Och, panno Aliso!
Alisa wpatrzyła się vv niego ja
snym wzrokiem nowego zdumie
nia, w którcm jednak, jak rumia
ne słońce w kryniczem źródle,
zjawił się rychło nabiegający cie
płą krwią rumieniec zrozumienia.
Opuściła oczy i odwróciła się.
A Wiera w tej samej chwili, nie
wypuszczając ręki Zwicrkowa, o
puściła się z powrotem na podu
szkę i na bladej jej twarzy świe
cił uśmiech cichego szczęścia, jak
rozsrebrzona księżycowem świa
tłem przeźrocza mgła. sująca się
lekkim tchem nad ziemią w ciche
noce majowe.
Fermenty.
— A więc syn! Krew z krwi i
kość z kości tamtego, który jego
matkę pohańbił, przeciwko któ
remu miał testamentem pomstę
przekazaną!
W piersiach Tyszki wrzało ca
łe piekło. Od tej chwili, gdy się
dowiedział, z<lawało mu się jakby
się obudził. Spał — a oto senne
powieki rozwarto mu szeroko do
czerwoności rozpalonymi rozcią
gaczami. i przez okrwawione ja
my swych oczu widział odtąd tyl
ko krew zgniłą, wzdymającą się
bąblami jadowitej pomsty.
Miał go oto [xxi ręką...
Ale ręka jego nie mogła się
podnieść na wroga, już obalone
go niemocą, przygwożdżonego do
łoża.
1 ulegając ogólno ludzkiej cho
robie przeciągniętej struny woli,
polegającej na widzeniu czegoś,
i widzeniu tak, jakby się w naj
tajniejszych tajnikach i najgorę
cej widzieć ipragnęło, zaczął po
dejrzewać, że ten, palcem prze
znaczenia mu wskazany cel jego
poi/sty nie jest bynajmniej nie
mcfcen. nic powinien być bynaj
Jiej podciągamy pod moralny
:az znęcania się nad leżącym,
aje tylko, udaje może 'ttawet
fi nieświadom najbliższego ce
■ hi i potrzeb} udawania, z tym
I """" st"'ki"'v
uśpić, oszukać jego instynkty, by
odebrać mu jego zemstę.
I szpiegował każdy jego ruch,
każde spojrzenie, niemal każdą
myśl, pragnąc podchwycić jakiś
niepodlegający wątpliwości prze
błysk tego, co w >nim podejrze
wał. Żaden chory nie cieszył się
taką z jego strony troskliwością,
nie przybył tyle oskultacyi.
Na drugi czy trzeci dzień wy
dało mu się, że porucznik w chwi
lach. gdy mógł mniemać, że na
niego nic zwracano uwagi, po
chłaniał dyetetyczne. potrawy
szpitalne, jak zgłodniały wilk.
Natomiast, gdy siostra miłosier
dzia zachęcała go do jedzenia,
gdy podsuwała mu talerz pod sam
nos, odwracał głowę z wszelkimi
pozorami obrzydzenia. — Nie, nie
mogę.
Przewidzenie to podwoiło jego
uwagę.
Teraz przybiegał do sali nr. T,
jak tylko miał chwilkę wolnego
czasu, siadał obok łóżka porucz
nika i wpatrywał się w niego
cieżkiem, jak głaz, spojrzeniem
swych nieruchomych źrenic.
Zwierlkowa te zbyt częste od
wiedziny, szczególniej te nieru
chome spojrzenia zaczęły wresz
cie 'niepokoić.
— Czego 'ten jeszcze, bestya,
chce!
I zwyczajem podobnych sobie
kreatur, nie mogąc w inny sposób
otrząsnąć się z wrażenia dławią
cej supremacyi. próbował zbliżyć
ku sobie tego, który na niego tak
przygniatająco oddziaływał, przez
spoufalcnic się z nim, przez o
tworzenie przed nim naścieżaj
części swojej duszy.'
I pewnego razu, gdy Tyszka
swoim zwyczajem siedząc przy
nim, w milczeniu gniótł go nic
ruchomem spojrzeniem swych po
nurych oczu. zrobił ku niemu ta
jemniczo porozumiewawczą mi
nę.
— Doktorku kochany, mam się
o coś zapytać. Ale pod słowem!
Tyszka spojrzał nie bardzo za
chęcająco.
— No?
— Widzi doktorek, ta chora!...
Xi by jak tam było, co było, to do
rzeczy nic należy. Jedncm sło
wem, przyczepiła się, jak smoła,
aż tli 'się za mną przywldkła. I
ubrdało jej się teraz, że jak tutaj
na ziemi połączą nas widomie, to
już dusze nasze na wieki zelgną
ze sobą, he! he! T ani jej z głowy
wybij, koniecznie ślub choćby na
godzinę przed zgonem. A ja, wi
dzi pan, zrobiłbym to, bo cóż mi
tam zresztą, ale boję się. A nuż
by potem ozdrowiała, a ja zarę
czony jestem, i przytem taka par
tya, że... Otóż, widzi pan, ja
względem tego. Jak pan myśli —
czy ona już na pewno... te?...
Można bez obawy?...
Tyszka stał się w tej chwili
strasznym. Pociemniałe oczy wy
lazły mu na wierzch, żyły na
szyi nabrzmiałv jak powrozy,
wargi drżały, odsłaniając błyska
jące zęby. — Podniósł się zwolna.
Zdawało się, że za moment rzuci
się na Zwierkowa, że go zdławi,
rozetrze >na proch, jak szkodliwe
go robaka.
Lecz naraz zaśmiał się tylko ja
kimś zgrzytliwym śmiechem, od
wrócił się raptownie i prędko od
szedł.
Zwierkow skurczył się pod ko
cem szpitalnym i patrzał za nim
pobladłem i oczyma.
Tyszka, nie spojrzawszy, prze
szedł szybko obok łoża Wiery,
wypadł na korytarz, potrącił ra
mieniem Alisę, która właśnie nad
chodziła z przeciwnej strony, i,
nie przepraszając, chciał iść da
lej.
— Panie Kazimierzu! — zawo
łała za nim. — Na jedno słowo!
Odwrócił się z wściekłością.
— To pani rajfurzy ten sławny
związek między Wierą i tym,
tym!... Dlaczego pragnie panu
sbańbić ją tak strasznie w ostat
nich godzinach jej życia?!
I
Spojrzała z cichym smutkiem.
/
— P»o to ostatnie jej godziny,
ostatnie jej pragnienie, ze ziszcze
niem którego lżej jej -będzie o
dejść...
— Ależ to pragnienie hańbi ją
właśnie, osiada, jak rdza, na jej
białej duszy. Dlaczego pani nie
otworzy jej oczn na wartość te
go, tego?... To zwierzę mówiło
mi właśnie, że boi się, ażeby pó
źniej nie ozdrowiała, bo jest po
dobno zaręczony, cha, cha!...
— Z moją siostrą, z Olgą...
— Winszuję. Ależ, cha, cha! w
takim rafcie ze względu na, cha,
cha! szczęście swej siostry po
winnaby pani tembardziej!...
Spój rżała na niego wzrokiem,
zamglonym przez łzy.
— Panie Kazimierzu, panie Ka
zimierzu, dlaczego tak!... Prze
cie pan wie, co ja mogę myśleć.
Ale ona wierzy. Wierzy, że prze
znaczenie sikuło ich na wieki, że
gdzieś, kiedyś znowu się spotka
ją w zmienionych postaciach, że
byle przez święty związek
wszczepiła się w jego życie choć
na godzinę przed własnym zgo
nem, a odzyska go kiedvś, kiedy
już nic nie będzie go od niej od
gradzało... T pocóż jej te wiarę od
bierać teraz, po co w godzinę
śmierci łamać w niej to, czem ca
łe życie żyła. Czy pan wie, 4:0 ta
ka ożywcza wiara znaczy? Och,
panie Kazimierzu !...
Przerwała na moment, i .potrzą
snąwszy głową, zamyśliła się. A
po chwili dodała cicho:
— I ja też, i ja tak wierzę... I,
panie Kaziemirzu, gdy i na mnie
przyjdzie już ta ostatnia chwila,
gdy pan będzie miał .pewność, że
również nie ozdrowieję, lie, he!...
Czy wówczas zdobędzie się pan
na tyle okrucieństwa, czy nic
znajdzie pan w swem sercu dosta
tecznie zwykłej miłości bliźniego,
by grążącej się już w ciemną o
tchłań śmierci nie podać mi wątłej
słomki nadziei, za którą moja du
sza uczepićby się mogła, która u
trwaliłaby we mnie wiarę w przy
szły, w lepszy żywot?...
Spojrzała na niego dziwnie roz
błysłemi oczami, w których ta
odległa nadzieja teraz już świeci
ła cichą radością, jak odbłysk da
Ikiej, dalekiej gwiazdy wschodzą
cej.
Tyszka nisko opuścił głowę,
jakby wstydząc się tego wejrze
nia, i przez chwilę milczał.
— Pani ma racyę! — rzekł wre
szcie. — Wiara ma swoje życie
odrębne, i biada temu, kto ją za
bija ... Postaram się pani dopo
módz.
(Ciąg dalszy nastąpi.J
AGENCYE
DROBNYCH OGŁOSZEŃ.
(WANT ADS.)
Ćwikliński,
Blnckhawk and Cleave? str.
(apteki.)
Dinett and Deifosse,
Robey i Armitage ave.
I Fernitz
Robey i Division ul.
Otto Hlbr
474 W. North ave.. przy Robey
i Milwaukee ave.
P. Kujawski
Milwaukee ave. i Augusia St,
. Okoński
Leavitt i Hamburg st.
\[. F. Ligman
Milwaukee ave. i Central Park
ave. .
Ave. Drug Store
Milwaukee ave. i Center tve.
>Torth ave. Pharmacy
215 W. North ave.
,. Schoeneich
305 Chicago ave., róg No^Je.
7. Winholt
306 Milwaukee ave., róg Erie.
W. A. Sanoica
658 N. Ashland Ave
H. Strużyna and Co..
322t S. Morgan Str.
S. J. KuHewski
1348 W. 22nd. S' -
A. Tuszyński
904 Geóij^e St., Avondale.
B. Zaleski.
4645 4 Ashland Ae.
JESTEŚCIE W RZĘDZIE?
Człowiek, który po otrzymaniu zapłaty
staje tego Pamelo dnia przed okienkiem
w Danku, gd/.ie prtyj;nują*oszczędnoćci,
jest cźłowiekiem, ktOry kiedyś będzie
zamożnym.
Jestta regularny nałóg, że po otrzyma
niu zapłaty zanosi eifj do banku, które
zaniedługo przvnoai majątek.
Nałóżcie się i os/czqdzajcie u nad:
Industrie! Savings Bank
<>52 Blue Island Ave.
DLA MĘZCZYZN TYLKO
WSTĘPW
Co mof-ua wldilei w,
Galem! Wiadomości NauKowuGfc
344 South State St., Chicago, III.
Rlhko II»\ r!son at.
3i!bj Pstoiuglozm : Dzlsj Ostsoiog:!
A Dziwy Organów Trawiących ś
ZaataaOw slą nad oryginalnością 1 lu-i/.*te;o
ookoleniein od.koVsbfcl do grobu. Zoottczc<e
Dalwoplotly, Dziwy l Potwory. Zaat«n(>wc>
el^nad wynikami chorób I nierządu przvdeta
w onvch w figarach żywaj wielkości w stanie
z lrowym 1 chorowitym.
Uozenl osługiwaczo gotowi odpowie
dzieć na wezelkle zapytania.
Olwarto da)«nul«> Cd Wj r»no flo pólncey
WSTijł' WOLNY
WOUHfi CAlERYA
WigdoiRo^i Naukowych
344 Scatb SI;it St., Chloajo 111.
Blixko Uinlson KI
pokaże Warn stan Wa
szych organów trawią
cych. Jeżeli niema nor
mnlnego.czcrwonecfo ko
lom. Trincra Amerykan
ski Elixir Gorzkiego W i
na powinien być użyty
natychmiast. Uleczy ka
żdy żołądek. Do naby
cia w każdej a p t, e c o.
Jos. Triner,
709 So. Ashland Ave
CHICAGO, ILL.
i¥{
Km vrnazr Mclilc. Fiirtepiwny, Ko
lie, Wozy, Kwity ze składów (i*
przechowania (\Vnre łJjune) bra
prxeprowu Vt^ala.
Przed łnż.ainy czas spłaty w wyp%d
ka choroby lub utraty ku trud nJe-ił
J»łe!l nl« dogodnem Je*t din r-aj
si<5 zrlcsl^, wypełnijcie ten btnnkle!.
przeSU.Iclo takowy df> naszego Pb, ra
a agont zgłosi sio r.atychmlasr t
wc*'>lkiemi ofcja^aienlnml bszplatul*
Imlt »
AArii
RuroB *ądana l .......
ZabezplecroBa na
KJrdy lic tg^oaie
Telefon: Ctntnl KM#
ł. KOGALEK* polski fc'.erk.
A. FRENCH
85 WSAR&ORN &TT,
Pokój 45,
kupić lub sprzedać
property,, grunt lub
farmę, albo pożyczyć
pieniędzy na budo*
wę l ub zakupno, albo
kto ma pleniądro do wypożyczenia na
pierwszy morgecz, ten niech Kię y^łodi
do polskiego kantoru
G. W. flYN!EWlOZ & CO,
805 Milwaukee Ave. CHICAGO
Telefon monpioe 1200
asekurujemy od ognia w najlepszych
kompaniach. Wyrabiamy wszelkie papie
ry legalne. Ściągamy epadkobicratwa z
Europy i wystawiamy pełnomocnictwa
czyli plenipotencye. fe
FILIE: W Avondale: M. Korniszewski,
1746 Monticello Ave.
W Hanson Park:Cragin: Joba
F. Różański, 3303 Grand Ave.
217-219 Milwaukee Ave. rog Halsłod jilicy
Telufon Monroe 2177,
UWAGA! UWAGA!
Wic ka zniżka can na'spr/edaży urządzali (flibras)
Do grocerni 1 składów rzeźniczycK
Do składów delikatesów 1 ekładów drobia/gow
Do składów cukierków 1 cyp»r.
Do składów krawieckich i modnisrskicb .
Do szęwskicb 1 piekarskich składów.
Do składów galanteryjnych, reatauracyi i t. p.
Również półki, lady, szfrfy. przegrody, lodo*'
nie it. p. po 35c na dolarze- Ooejr*rj<t*
mój kompletny zapas zanim kupicie gd£ie:ud;iej
Gotowką lub im spłaty
Speoyalną uwagą zwracam* na zamówienia po
ei> miastem. f
Odstawiamr daimo a i kol9i vr mieście.
i
124) (Ciąg dalszy)1.
Śmierć Ozera .przyszła na rękę
jednemu człowiekowi, w Kona
rach mieszkającemu: był nim Ra
róg, ów sługa zaufany Rawitów,
którego do wszelkich trudniej
szych przedsięwzięć używali. Te
mu Estera osobliwie w oko wpa
dła i żądze jego rozpaliła. Od
chwili, kiedy ją ujrzał, z głowy
mu nie wychodziła; wciąż ją wi
dział przed sobą, aż sam się tej
zmorze dziwował. Z początku od
pędzał pożądliwość, trunkiem się
zalewał, mniemając, że w nim ją
utopi; ale trunek bardziej jeszcze
namiętne pożądania wzniecał.
Przyszło do tego, że sypiać po
nocach nie mógł, włóczył się pod
oknami Estery i o ile mógł naj
częściej do jej izby wchodził.
Była to izba niewielka, lecz
całkiem obwieszona i wysłana ma
katami, kosztownym, lśniącym i
I miękkim zastawiona sprzętem.
Jaszko kochankę przygodną do
wodami swej możności olśnić u
siłował. Raróg, wiarę i łaski nad
zwyczajne panów posiadając,
mógł chodzić swobodnie po ca
łym zamku, bez zwrócenia na
siebie jakiegobądź podejrzenia,
tedy nic dziwowano się, że tak
często do Estery zaglądał. Mógł
to czynić tembardziej bez obawy,
bo Jaszko, -ycliło się urodą cór
ki Ozera nasyciwszy, coraz czę
ściej z domu wyruszał, to na ło
wy. to zabawy gwarnej •szukając.
Estera tego ochłonięcia uczuć nie
zauważyła, miłością szaloną bę
dąc zaślepiona, a zresztą Jaszko
zawdy wdzięcznem słowem uko
łysać ją potrafił. Raróg zaś oczy
miał dobre, widzi, co się dzieje,
postanowił z tego korzyść wy
ciągnąć. Rozpoczął umiejętnie —
powoli, bez gwałtowności, aż ra
zu pewnego, więcej niż zwykle
podniecony ognistym wzrokiem
Estery, ozwał się:
— Wiesz, nadobna dziewko, co
ci powiem : oto, że wielce niespra
wiedliwa. ..
Spojrzała na niego ze zdziwie
niem.
— Ja? — powtórzyła. — W
czem takicm niesprawiedliwość
widzisz?
—Jakże... Jednemu oddajesz
wszystko, a dla innych nic nie
ostawiasz — mówił rzekomo do
brodusznie, chociaż wrzał cały. —
Tylko dla pana Jaszka masz po
całunki. pieszczoty, objęcia pu
chowe; on tylko może miodem
powolności twojej się cieszyć: ja
zaś. na ten przykład...
Zatrzymał się i dodał ciszej:
— Ester! Uczyń coś i dla
mnie... Jam cię okrutnie polu
bił !
Estera wyprostowała /się, dum
na, jak królowa, i wzrokiem go
mierząc pogardliwym, rzekła wy
niośle :
— Jak śmiesz, sługo, w taki
sposób do mnie przemawiać?
Precz mi z oczu! Odejdź natych
miast !
Raroga jakby osa ukąsiła —
nazwa sługi spadła na niego, jak
policzek: złość uczuł i nie miar
kując się, rzekł drwiąco:
— Sługo! Bacz kto ty sama je
steś... Jam sługa z dobrej woli;
tak mi się żąda, więc panom Ra
witom służę, a jeśli mi się niepo
doba... cały świat przede mną
otworem stoi — ty zaś, co je
steś? Nałożnica, do tego krwi ży
dowińskiej, która w pogardzie
jest u wszystkich...
— Milcz i precz! — przerwała
gwałtownie. 'A
* — A! nie... czemu mam mil
czeć... Odtrącasz mnie — do
wiedz się, co cię czeka. Oto cze
ka cię największa w świecie po
niewierka, bo rychle pan Jaszko
z tej izb)- pięknej wypędzi cię na
czterv wiatry. Myślisz, że się roz
miłował w tobie do zgonu, na a
men? Tak pewnie gada, a ty mu
wierzysz, boś głupia... Już teraz
ckni mu ;się przy tobie i indziej
uciechy szuka, ale cię jeszcze o-,
szczędzą... I nie możesz długo
1
przy nim ostawać, bo niebawem ,
małżonkę pojmie,, IlalsźAe z Os
S2fce
t
solina, którą obok siebie miłoś
nic, zwłaszcza żydowińskiego ro
du, nie ścierpi...
— To nieprawda! — zawołała
Estera.
— Najprawdziwsza prawda —
zapewniał Raróg. — Niedziwota,
że wiary nic dajesz, bo cię twój
stary w zamknięciu trzymał, wiec
świata nie znasz. P>a! i pana Ja
szka nie znasz, a to ziółko. Nikt
jak on do niewiast łasić sie nie
umie. Liszka od niego w tej mie
rze chytrzejszą nie jest...
Odchrząknął i łagodnie, pro
sząco, szeptał:
— Widzisz, że pożytek mieć
będziesz, jeśli dla mnie przychyl
ną się okażesz. Już powiadam, że
o tobie pamiętać będę. Srodześ
mi się udała, Ester... Weź na
rozum i łaskawą badź...
Zbliżył się do niej, w objęcia
chcąc ująć, ale Estera odskoczy
ła. odepchnęła go z mocą, jakiej
po niej trudno- się było spodzie
wać i cala w ogniach, wzburzo
na, wołać poczęła:
t—Za 'drzwi, )sł^żalcze! Do-<
wic się Jaszko, pan twój, na coś
sic ważył! Nie ujdziesz kary, o
baczvsz...
Zgrzytnąwszy zębami, oddalił
się Raróg, a wduchu pomyślał:
— Czekaj! Złagodniejesz tv, by
łania, jeno patrzeć... Będę cię
miał, chociażby gwałtu trza było
użyć!
Estera poskarżyła się Jaszkowi
na zuchwalstwo Raroga, a w
trwogę ją wprowadziło, że nie
zbyt tę skargę wziął do serca.
Rozpłakała sie i wyrzucać mu o
bojętność zaczęła, lecz młody Ra
wita pocałunkami i złudnemi sło
wy skutecznie ją uspokoił.
— Skarcę go należycie — za
pewniał — nie uczyni tego wię
cej. A to wiedz, Ester moja, że
trudno mu się dziwować: krew w
nim gra, zaś ty tak urodziwa je
steś. że kamieniem chyba być
trza. iżby na twój widok żądze
•się nie rozpaliły. No... zaprze
stań szlochów, nie znoszę ich.
Rozchmurz czoło, wesołą bądź,
Raróg ode mnie pamietne dosta
nic.
Czcze to były słowa — ani my
ślał karcić Karola, owszem rad
był. że się on o Esterę pokusił.
Przy spotkaniu rzekł do niego:
— Żydowinka moja chce, iż
bym cię obwiesił. I wisiałbyś
święcie, gdyby mi nic obrzydła...
Wiesz o co idzie.
— Długi ma ozór, pogańskie
nasienie! — mruknął Ra róg.
— A długi. Owóż, mówię- tobie,
że mam jej dosyć. Dziwnie pręd
ko mnie nasyciła. Snać Źy-do w in
ki tylko w pokosztowaniu sma
kują... Zacząłeś z nią — to
kończ. Bez kłopotu przynajmniej
pozbędę się jej...
Ośmielony w ten sposób zaufa
ny Rawitów. coraz częściej i co
raz natarczywiej oświadczenie po
wtarzał, lecz Estera upornie go
wciąż odtrącała. To narzucanie
się ustawicznie Raroga, przytem
dowody coraz większej obojętno
ści ze strony Jaszka (bo od pier
wszego nasunięcia podejrzeń
przez Raroga, zaczęła z wielką
pilnością śledzić kochanka, mu
siała tedy dostrzedz, co z począt
ku wagi jej uchodziło) o rozpacz
ją przyprawmy. Jaszko wpraw
dzie jej żale uspokajał, bałamu
cił ją zapewnieniami, zresztą i
przeczucie jej mówiło, iż ofiarą
nikczemności młodego Rawity
była. Ale jak tonący słomki się
chwyta, i ona, nieboga, nadziei
się chwytała:
—Zdaje mi się chvba... —
mówiła do siebie. — To tamten,
sługa nikczemny, złe ziarnino w
duszy mojej zasiał... Nie może
być, iżby się rycerz taki do niec
notv posunął...
To znów uderzało ją, niby
grom, pytanie:
— A gdyby się posunął?
Wstrząsała sie wtedy, zaciska
ła pięści i podnosząc je w górę,
powtarzała przez zaciśnięte zęby:
— Zemściłabym się! Zemści
ła !
Tego dnia, gdy Ozera znalęztf
no nieżywym, Raróg, korzysta-J
jąc z nieobecności Jadźka, oświadj
czenia swoje natarczywiej
kiedykolwiek ponowił.
— Opatrz się, niebaczna!
mówił. — Toćże san a nad sobl
miej zmiłowanie... Z pana Jaszl
ka nie będziesz miała pociechyj
taki on lekkoduch, że mu dnia
każdego inszy kwiat pachnie.^
Ciebie już ma dość, już mu si
cknisz i byle pozór nalazł, wy^
świeci cię bez litości. Sromu so-^
bie i frasunku oszczędź, powolną
mi się okaż, w tem jeno dla cie-j
bie ratunek...
— Nie ułudzisz mnie ifałszem,
człeczc przewrotny, próżne za
chody twoje — odparła Estera
wyniośle. — W spokoju mnie o
staw, żebym się na ciebie znóv^
skarżyć nie musiała. Jużeś prze
cie skarcenie za zuchwalstwo o
debrał, bo o tem mi Jaszko po
wiadał, chcesz-li co gorszego o**
trzymać?
Raróg uśmiechnął się szyder
czo, w oczach jego zapłonęły bla
ski złowrogie.
— Ha! ha! — począł w jaka-^
żeś ty jeszcze... Skarcenie, mó
wisz. odebrałem? Ano, tak cię
pan Jaszko zapewniał, ale dziw,
że mu wiarę dajesz. Zaf»cwn»ał
cię tak. aby zbyć, odczepne cl
rzucił, a ty się na tem nic pozna
łaś.
— Szlachetny pan jest, rycerz,
wierzę nut...
— A ja ci powiadam, że tyle
mu wierzyć można, ile wichrzy
skom burzliwym. Jak one jużci
.w te stronę napierają, w mignie
nic zaś kiedy indziej ich szukać; ]
tak samo i pan Jaszko. Gada. co
mu w tej oto chwili potrza, Iccz
/. prawdą się nigdy nic 1'czy.
Skarcić mnie miał? Tła! ha! Pięk
nie skarcił, aż mi dotąd na skó^
rze cierpkość sieilzi.. Bwi
wspomnienie ciarki mnie imają...
— Sama go się spytam — pod
chwyciła Estera — a lepiej jesz
cze, w oczy ci przy nim zadam
niecnotę. Wtedy fałsz twój na
jaw wyjdzie, okaże się, żeś osz
czerstwa na niego miotał...
— Okaże się zgoła co innego,
głupia dziewko! — przerwał Ra
róg zniecierpliwiony — okaże się y
twój żal. iżeś jemu a nie mnie
wierzyła. Zanim się wszakże spy
tasz. ja ci rozpowicm, co to by
ło za skarcenie, a jako I]J>g na
niebie, nie skłamię. CKtóż rzekł
mi twój miłośnik szlachetnym
"Bierz ją sobie, bo mi bokiem wy
chodzi, bo mi zbrzydła; przynSj*
mniej bez kłopotu się jej pozbę-r
de". Nie powtarzałem tego, nic
chcąc cię frasunkiem odrazu przy
gnębiąc; ale skoro sama o to po
trąciłaś... masz, czegoś chcia
ła!
listera ręką pierś falującą przy
cisnęła, zdało jej się, że Raróg
truciznę do jej serca wsącza, któ
ra się po żyłach rozpływa, do my
śjj dostaje i boleśnie się nad nie
mi znęca.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
I
RÓWNOWAGA CIAŁA.
Stan ciała, w którym wszystkie
organa wypełniają swoją natura
przeznaczoną pracę, to jest pra
wdziwy stan zdrowia, jest zwany
równowagą ciała. Tak prędko,
jak jeden organ odmówi wykony
wania swej pracy staje się konie
cznym przywrócić równowagę.
Każdy zauważył, że najczęściej
żołądek odmawia swej pracy
Jest to wezwaniem Trinera Am
rykańskiego Elixiru Gorzkie
Wina (Triner's American Elixir
of Bitter Wine), ponieważ ono
zmusi żołądek do pracy, wspólnie J
z innymi organami, od których
zależnem jest trawienie. Tak prę%|
dko jak przywróconym zostanie
regularne trawienie, cały system
zacznie działać prawidłowo. U
żywaj tego lekarstwa we wszyst- \
kich wypadkach niestrawności i
osłabienia ciała. W aptekach. —
Jos. Triner, 616—622 S. A'hUrnd
ave., Chicago, Ul. . _ .
cy- j
ne^ii
HI
xirl

xml | txt