OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, December 26, 1890, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1890-12-26/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

DZIENNIK CHICAGOSKI
pismo polityczne, poświęcone interesom Polaków
w Stanach Zjednoczonych Ameryki Półn.
Wychodzi codziennie z wyjątkiem nie
dziel i świąt uroczystych.
PRZEDPŁATA WYNOSI:
rocznie $3.00;
miesięcznie $0.25;
Cena pojedynczego numeru lc.
'W 3rcia."wc3r:
Spółka Nakład. Wjdawn. Polsk.
w Chicago, Illinois. *
Ks. J. Radziejewski, Prezes.
Ob. W. Jendrzejek, kasyer.
Ob. B. Klarkowski, sekretarz.
Ks. Fr. Gordon, zarządca.
"Wszelkie listy i korespondencye
uprasza się przesyłać pod adresem:
Dziennik €hicagoski
141 & 143 W. livisioi st, Chicag, 111.
Wszelkie przesyłki pieniężne na
leży posyłać do zarządcy pod adre
sem:
Rey. Fr. Gordon
141 & 143 W. Division Street
Chicago, III.
Chicago, 26. Grudnia 1890.
NaTeszcie pan prezydent wy
dał swoję proklamacyą w
sprawie wysta vy. W samą wi
gilią Bożego Narodzenia, a za
tem jeszcze w ciągu bieżącego
roku się ukazała; brzmienie
jej dosłowne na innem podaje
my miejscu.
Lepiej później, niż nigdy,
zapewne, i może jeszcze wy
stawa się uda. Trochę jeszcze
potrzeba szczęścia, a uda się
niezawodnie. Już to nie ma
wątpliwości, że jako wystawa
amerykańska będzie ona wiel
ką, nieprześcignioną zapewne
przez żadne wystawy europej
skie. Stany Zjednoczone będą
miałv sposobność okazać świa
tu na swej wystawie, jak nie
zmiernie się rozwinęły w ciągu
tylko 115 lat swojego istnienia,
o ile prześcignęły świat stary
na polu wynalazków, a zwła
szcza praktycznego ich zastoso
wania. Pytanie jednak za<Ao
dzi, czy pod względem artysty
cznym przewyższą, czy nawet
dorównają wystawom europej
skim, zwłaszcza paryskim.
Pieniędzy będzie zapewne do
syć, ale czy zdolności dosyć,
czy smaku artystycznego dosyć
do urządzenia nietylko wiel
kiej, ale i pięknej wystawy, to
rzecz jeszcze wielce wątpliwa.
A krytyka będzie bardzo ostra:
możemy być pewni, że naj
mniejszego błędu, najmniejszej
śmiesznostki europejscy kryty
cy nam płazem nie puszczą, że
raczej niesprawiedliwie na na
szę niekorzyść, aoiżeli pobłażli
wie sądzić nas będą. Nie
przesądzajmy jednak. Zdol
nych ludzi do urządzenia wy
stawy mamy kilku, są oni tak
że po części doświadczeni, gdyż
zwiedzali inne światowe wy
stawy, a za amerykańskie do
lary, może nabędzie się jakich
kilku Europejczyków smak
posiadających. W połączeniu
z praktycznością amerykańską
ten szkopuł może da się szczę
śliwie ominąć.
Inne pytanie, czyli wystawa
ta zasłuży na nazwę światowej,
t. j. czyli inne państwa, a zwła
szcza europejskie udział w niej
wezmą. Już o tem raz pisali
śmy i wyraziliśmy nasze po
wątpiewania. Nie jesteśmy je
dnak nieomylnymi i obyśmy
pod tym względem fałszywymi
byli prorokami. Niejaką pocie
chą może nam być okoliczność,
iż w czasie ostatnich wyborów
listopadowych cały naród ame
rykański dał votum nieufności
bilowi McKinleya i Europa
może da się ułagodzić nadzieją,
że bil ten tylko efemeryczne
ma znaczenie i zapewne wkró
tce należeć będzie do historyi.
Zaspokojona jest także na
teraz wielka część chicagoskich
akcyonaryuszy, którzy począ
tkowo się obawiali, że wystawa
będzie zamkniętą w Niedzielę,
i że na wystawie nie będzie
można sprzedawać napojów.
Dyrektorowie po długich nara
dach nareszcie zgodzili się na
to, by te dwa punkty załatwio
no pomyślnie: a tem samem i
materyalne powodzenie wysta
wy uczynili w wysokim stopniu
j prawdopodobnem, gdyż do
świadczenie uczy, że Niedziele
na wystawach nieraz przynoszą
tyle dochodu, ile cały tydzień
ledwie zapewnia. Od chwili
ogłoszenia pro kia macy i prezy
denta wszyscy też różowiej na
sprawę się zapatrują.
Proklamacya ta ułożoną jest
w stylu prawdziwie amerykań
skim, czysto „biznes, wy ul."
Ponieważ mamy dolary, przeto
urządzimy wystawę. Może takie
zredagowanie proklamacyi wy-,
zwie eleganckiego i o formy
dbałego Europejczyka do czy
nienia uwag satyrycznych. Ale
za to zachęci ono tych, o któ
rych najwięcej nam chodzi, tj.
„biznesmanów," a to rzecz naj
ważniejsza.
Banki prjwatne.
Dużo w ostatnich czasach
hałasu narobiły dwa wielkie
I bankructwa bankowe, firmy
Prettyman i firmy S. A. Kean..
Co. Były to prywatne ban
kowe zakłady, jak wykazuje
obecnie śledztwo, nierzetelnie
prowadzone i spowodowały
wielkie straty, a może i ruinę
u ludzi p9 większej części cięż
ko pracujących, a pragnących
robi<5 oszczędności.
Banki krajowe (National
Banks) stoją pod opieką rządu
Stanów Zjednoczonych; banki
zaś iStanowe pod opieką rządu
stanowego. Opieka ta, zwła
szcza obecnie, jest tak ścisłą,
iż dla wierzycieli w depozy
tach prawie niemożliwem jest
pouieść zuaczne straty. Pry
watne zaś banki nie ulegają
niczyjej kontroli. Nikt nie ma
prawa Zaglądać w ich księgi,
wglądać w ich activa i passiva,
i publiczność zupełnie jest za
leżną od uczciwości kierowni
j ków takich banków. Podczas
gdy w bankach krajowych
rząd może zarządzić hkwidacvą
natychmiast, skoro byt banku
wyda się zachwianym, banki
prywatne mogą sobie prowa
dzić operacye tak długo, dopó
ki nie wydadzą ostainiego cen
ta z powierzonych im setek
tysięcy lub milionów.
Koniecznie coś stać się po
winno dla ochrony publiczno
ści. Banki prywatne powinny
koniecznie ulegać kontroli rzą
dowej, skoro przyjmują depo
zyta. Powinny mieć obowiązek
wykazać, iż posiadają dostate
czny i w całości złożony kapi
tał, i powinny składać zapew
nienie lub poręczenie na sumy,
które prawdopodobnie jako
depozyta będą wpływały. Na
koniec powinny co kwartał
przedkładać swe księgi urzędo
wym rewizorom i ogłaszać pu
blic znie ich urzędowe sprawo
zdania.
Owe banki prywatne, które
mają czyste sumienie, nic prze
ciw temu mieć nie będą. Inne
może temu będą się opierały.
Istnieje paragraf ustawy, któ
rego może użyją dla uchronie
nia się przed owymi środkami
ostrożności. Paragraf ten brzmi,
iż „nie wolno naruszać prawa
narodu co do jego osoby, i bez
pieczeilstwa w domu jego pa
pierów i ruchomości przeciw
nieprawnym rewizyom." Ale
z jednej strony inspekcya ban
ku nie może być Dazwaną nie
prawną rewizyą a z drugiej
strony przecież rząd powinien
mieć prawo ochraniania swych
obywateli przed kradzieżą, pod
jakąkolwiek ona formą wystę
puje^
Na każdy sposób byłoby już
wielką, korzyścią, gdyby rząd
ćhciał podjąć się przynajmniej
inspekcyi w tych razach, gdy
jakie banki na nią dobrowoluie
się zgodzą. Bo jeżeli jeszcze
wtedy publiczność zaufanie
swe zwróci do banków, oba
wiających się takiej inspekcyi,
to wtedy już własna jej wina
będzie, gdy da się oszukać.
ziemie' POLSKIE.
Polacy w Monachium.
Rezultat próby nowowstę
pujących do Akademii Sztuk
pięknych w Monachium w tym
roku był następujący: Wszy
stkich zgłaszających się do
Akademii w tym roku było
168, z tych przyjętych zostało
72 uczniów; z Polaków zostali
przyjęci na kursą malarskie:
Damazy Kotowski, Antoni Je
zierski, Stanisław Krzyształo
wicz, Sylweryusz Saski, Benja
min Danzig, Rachmiel Szping
man i Władysław Pochwalski.
Towarzystwo kształcącej się
młodzieży polskiej w dziedzi
nie Sztuk pięknych w Mona
chium, dowiedziawszy się, że
liczne obstalunki, wchodzące
w zakres sztuki malarskiej, a
przedewszystkiem dotyczące
malowań obrazów kościelnych,
bywają tu często zamawiane u
cudzoziemców, postanowiło u
wiadomić Szanowną Publicz
ność, a w pierwszym rzędzie
nasze Duchowieństwo,, że po
dejmuje się pośrednictwa w
wykonywaniu zamówień na
wszelkie obrazy artystycznej,
wartości. Towarzystwo zobo
wiązuje się dostarczyć dobiych
obrazów i przestrzegać nazna
czonych terminów. Zamawia
jący zaś nietylko tym sposo
bem pozostawią pieniądze w
polskich rękach, ale nawet
wielu utalentowanym jedno
stkom dadzą sposobność wy
kształcenia się w swoim zawo
dzie za granicą. Tusząc sobie,
że nasza odezwa wywrze do
bry skutek, prosimy wszelkie
zamówienia przesyłać wprost
na ręce Towarzystwa, Acade -
mie-Strasse, Nr. 9, Monachium.
Polacy w Kzymie.
Według zwryczaju od dawien
dawna istniejącego na tutej
szym Uniwersytecie Orego
ryańskim odbywa się corocznie
na początku roku szkolnego
w miesiącu Listopadzie uro
czyste rozdzielanie nagród dla
akademików, uczęszczających
na tenże uniwersytet. W tym
roku przypadła ta wesoła uro
czystość uniwersytecka na
dzień 26go Listopada, która
miała miejsce w obszernym
kościele św. Ignacego, ponie
waż największa sala wykłado
wa wszystkich objąć nie mogła.
Tym sposobem wróciliśmy się
do czasów przed zaborem
Rzymu w roku 1870. — J. E.
Kardynał Massela, Jezuita,
rozdzielał dyplomy i medale.
Z kolegium polskiego otrzy
mał dyplom doktora św. teolo
gii ks. Julian Celiński. Dyplom
licencyata św. teologii odebra
li: ks. Maryan Baliński i ks.
Józef Dworzak z Górnego
Szląska. W oddziale prawa
kanonicznego otrzymał dyplom
doktora ks. Wincenty Biron;
dyplom licencyata ks. Kazi
mierz Głowiński. We filozofii
zostali doktorami ks. Józef
Mrugacz i ks. Józef Bolesław
ski. Księża Mieczysław Pizar,
Stanisław Krzeszkiewicz i
Wincenty Iwo otrzymali dy
plom licencyata filozofii; baka
łarzami zaś zostali ks. Albert
Borowski i ks. Karol Antonie
wicz. Do medalu złotego miał
prawo ks. Kazimierz Głowiń
ski. Medal srebrny otrzymał
ks. Mieczysław Pizar.
Z Poznania.
„Orędownik" otrzymał na
stępującą korespondencyą z
Poznania:
W zeszły poniedziałek od
było się zebranie socyalistów
poznańskich za bramą Wikle
oką w lokalu p. Buschkego.
Zebranie to było zapowiedzia
ne czerwonemi plakatami na
słupach i było zatytułowane
jako zebranie ludowe, po pol
sku i po niemiecku. Miało ono
na celu założenie stowarzysze
nia socyalistycznego na Pozjiań
i okolicę, Główny mówca,
który miał na zebraniu po
polsku przemawiać, nie przy*
był, a wyręczył go jakiś jego
mość z Bydgoszczy, który słabą
polszczyzną wypowiedział mo
wę. Podniósł on w swej mowie
znane zasady socyalistyczne, a
mianowicie narzekał, że klasa
robocza za wielki podatek o
Dłaca, który to podatek bywa
obracany na wojsko; dalej, że
robotnicy nie tylko bezpośre
dnie podatki opłacają, ale także
pośrednie,- jakie są nałożone
na różne produkta. Dalej po
trącił o posłów polskich, któ
rzy nie dbają o stan robotni
czy, chociaż wiedzą dobrze, że
klasa pracująca cierpi niedo
statek. Tak samo przeciwko
pismom polskim ludowym wy
stąpił, gdyż one tylko lud ba
łamucą i nie powiadają mu
prawdj. Natomiast polecił
nową gazetę polską socyalistv
czną, jaka ma wychodzić od
Nowego B-oku, ma już ona we
dług zdania mówcy, zapewnio
nych 8000 abonentów. Bronił
także słynnego Janiszewskiego,
którego tu w Poznaniu tak
oczerniono, że Bóg wie, jaki
zły człowiek, gdy tymczasem
jest on spokojnym rzemieślni
kiem, któryby nie miał sumie
nia nawet robaka skrzyw
dzić. W koiicu zachęcił do
przystępowania do Towarzy
stwa socyalistycznego pod na
zwą „Jedność", które będzie
miało na celu szerzenie idei
socyalistycznych. Ten sam
mówca przemówił tak samo po
niemiecku. Zabierało jeszcze
kilku mówców głos i uskarżało
się na trudności szerzenia za
sad socyalistycznych w Pozna
niu. Wybrano także zarząd
nowego stowarzyszenia, w któ
rego skład weszli Polacy i
Niemcy. Na zebranie przy
była znaczna liczba uczestni
ków, gdyż cała sala, wpraw
dzie nie zbyt obszerna, była
zapełniona. Uczestnicy skła
dali się do połowy z Polaków
i Niemców. Zresztą zebranie
odbyło się spokojnie, nie za
szły żadne burdy, policyą re
prezentował pewien niższy u
rzędnik policyjny. W końcu
rozdawano jakąś niemiecką
gazetę socyalistyczną i zapisy
wano się dość licznie do stowa
rzyszenia 8ccyalistycznego. —
Sprzedawano także pismo hu
morystyczne niemieckie pod
napisem: „Der wahre Jacob".
Słuszną robi uwagę „Knryer
Poznański":
Jak widzimy „Orędownik"
zachowuje się bardzo spokoj
nie — prawie chciałoby się po
wiedzieć — życzliwie w obec
nowo zawiązanego towarzystwa
socyalistycznego. Czyżby „0
rędownik" spekulował w przy
szłości na"owe 8000 abonen
tów? — Zamiast rozmazywać
żnińskie burdy, nawoływać
człucbowsko-złotowskich wy
borców, aby urzędzili secesyą,
zamiast wreszcie co chwila
prawić nudne i jak świat stare
kazania innym pismom, mają
ce je nibyto uczyć, o czem pi
sać powinny, miałby „Orędo
wnik" piękne pole pouczania
swoich czytelników o niegodzi
wości i zgubności zasad socya
listycznych, o niebezpieczeń
stwach, jakie z nich wynikają
dla religii i narodowości — i
wreszcie o niemożności prze
prowadzenia ich w życie. —
Niech „Orędownik" wez'mie
łaskawie do ręki Richtera „Irr
lehren des Socialismus", Kath
reina „Wesen des Socialismus",
Kettelera świeżo wydaną bro
szurkę, a choćby nawet takie
pisemko ulotne, jak „Gegen
die falschen Prophefen", a z
pewnością materyąłu mu nie
zabraknie!
Ze Lwowa.
Jak wiadomo, w ostatnich
czasach pani Helena Modrze
jewska występowała na lwow
skiej scenie. Po ostatniera
przedstawieniu świat teatralny
i dziennikarski podejmował
znakomitą artystkę w sali To
warzystwa miizyczoego. Przy
jęcie to opisuje „Czas,11 jak
następuje:
Na około wielkiego stołu,
ustawionego w podkowę, zasie
dli artyści i artystki teatru
lwowskiego, członkowie komi
syi teatralnej, reprezentanci
wszystkich prawie redakcyi,
oraz kilku przyjaciół i miło
śników sceny, jak: hr. St. My
cielski, hr. Skarbek itd. Pani
^Modrzejewska przybyła w to
warzystwie swego męża i miss
Freeman, powitana fanfarą.
Przy kolacyi pierwszy zabrał
głos dyrektor Schmitt, który
podziękował artystce za przy
bycie do Lwowa i wzniósł toast
na cześć wielkiej artystki
Polki!
Następnie p. Rodoć wygłosił
następujący wiersz:
W bolesnej życia rozterce,
Jakie ma ludzkość balsamy?
— Naukę, sztukę i serce.
Toż pełni dumy wołamy:
Ta, której, geniusz i praca
Zdobyły sztuki wyżyny,
Ta, która sercem ozłaca
Wieńczące skroń jej wawrzyny.
Ta, która jest nasza — wszystka,
Którą, kraina czci wszelka,
Niech żyje wielka artystka,
I wielka obywatelka!
Następnie p. Starkel wska
zał, że pani Modrzejewska u
mie w swej mistrzowskiej grze
łączyć harmonijnie oba pier
wiastki: idealny i realistyczny
i tworzyć z nich prawdziwe,
artystycznie doskonałe kreacye.
P. • Walewski, w imieniu
artystów dziękował pani Mo
drzejewskiej za udział w przed*
stawieniu na dochód Towarzy
stwa wzaj. Pomocy artystów i
wielbił wielkie serce artystki.
Następnie p. Kazimierz
Skrzyński przemówił w te
słowa:
"Słusznie dotychczas wszy
stkie przemówienia zwracały
się ku naszemu drogiemu i
znakomitemu gościowi; mnie
niech wolno będzie oderwać
się na chwilę od teraźniejszości
i myślą sięgnąć w niedaleką,
przyszłość,' a przy tej sposo
bności objawić jedno życzenie,
prośbę i nadzieję. Opuszczasz
nas pani, by znowu w dalszym
swym pochodzie tryumfalnym
zbierać świeże wawrzyny i
okrywać się nową chwałą; by
waj nam zdrową: farewelll
Prosimy cię, abyś na obczyźnie
zachowała nas w pamięci i jak
najrychlej do nas wracała, ale
na stałe; będziemy się starać
podług sił naszych przykuć cię
do siebie węzłami wdzięczności,
życzliwości i uwielbienia. Masz
pani do spełnieni8 tutaj ważne
i doniosłe zadanie, godne twego
talentu, inteligencyi i serca,
mianowicie podniesienie sceny
narodowej, wskrzeszenie jej
dawnych dobrych tradycyj,
nadanie jej piętna cywilizacyj
nego. Z lubością prawdziwego
i szczerego miłośnika teatru
przenoszę się myślą w te czasy,
kiedy obie sceny krajowe, kra
kowska i lwowska, złączone
unią personalną pod berłem
naszej królowej, zakwitną na
nowo, staną się wykwintną
szkołą dobrego smaku, rzeczy
wistym przybytkiem sztuki i
literatury, oraz estetycznym
dla innych wzorem. Wznoszę
toast na cześć tej lepszej przy
szłości w ręce pani Modrzejew
skiej, odnowicielki sceny pol
skiej ! Przyszła dyrektorowa
nieeh żyje!"
P. Ostaszewski Barański pił
zdrowie pani Modrzejewskiej,
jako kobiety.
Po toaście „kochajmy się",
wzniesionym • w dwóch edy
cyach przez pp. Krechowie
ckiego i Starkla, zabrał nastę
pnie głos p. K. Chłapowski i
złożywszy w imieniu swej żony
podziękowanie za owacyę,
wzniósł toast na pomyślność
sceny lwowskiej.
W końcu przemawiał jeszcze
p. Woleński i zakończył szereg
toastów. Wesoła biesiada prze
ciągnęła się do późnej godziny.
Przy dźwiękach muzyki odpro
wadzono panią Chłapowską,
żegnając ją słowami pełnemi
nadziei: „Do wiJzenia!"
WIADOMOŚCI MIEJSCOWE.
— Przedwczoraj w skutek
obniżenia się fundamentów bu«
dynku pocztowego pękła rura
wodociągowa. Mnóstwo pakie
tów przezaaczonych najgwiazd
kę zostało zalanych wodą.
Oczywiście gniewało to nie
zmiernie pocztmistrza, pana
Sextooa, który rozkazał o ile
możności pakiety wysuszyć i
wedle adresów poroznosić,
wiele jednak posyłek zupełnie
zostało zniszczonych.
— "W kościele metodyskim
Norwegczyków w Evanston ' M
przedwczoraj wieczorem w cza
sie nabożeństwa jedna z chili- ^
skich latarni się zapaliła. O- W
gieó szybko stłumiono, ale
dwoje dzieci zostało poparzo
nych.1
— Robert Lindblom, które
mu niedawno ukradziono dya
menty wartości $3000, i który !

xml | txt