OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, January 19, 1891, Image 1

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1891-01-19/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

DZIENNIK CHICACOSKI
wychodki «odziennie z wyjątkiem niedziel
i świąt uroczystych.
PRZEDPŁATA DLA STANÓW ZJEDN.
wynosi rocznie $3.oo;
„ miesiąc/.. $0.25:
Pojedynczy Numer lc.
DLA EUROPY 1 INNYCH PAŃSTW
rocznie $6.00.
CHICAGO DAILY NEWS
(P«lUb)
pnblisked daily except audays and holidays
»*■>'.« ***>' i'* >• ' . •
SUBSCRIPTION PRICE POR THJS U. S.
• yearly.;.. :...*8.oo;
monthly -fO.25;
Single copy le.
FOR EUROPE AND OTHER STATES
yearly.... f6.oo.
PISMO POLITYCZNE, POŚWIĘCONE INTERESOM POLAKÓW W STANACH ZJEDNOCZONYCH AMERYKI PÓŁNOCNEJ.
Entered at tłie OŁLicsigro, 111. Post.OfŁce as seponci clsuss matter.
No. 15. Poniedziałek, dnia 19 Stycznia 1891 r. Rok II.
— f
Telegramy Zagraniczne.
Windthorsta urodziny.
Petycya angielska przez komisyą
rosyjską nie przyjęta.
Zaspy śnieżne we Włoszech
i w Hiszpanii.
W Samoa nowy sędzia naczelny
radośnie powitany.
Retvolucya w Chili się
powiększa.
Niemcy.
Berlin, 17 stycznia.
Windthorst obchodził dzi
siaj swe urodziny. Otrzymał
niezmiernie wiele telegramów
i powinszowali. Cała prasa tu
tejsza uznaje jego zasługi;
szczególniej katolicy je podno
szą. — Jest on chory obecnie
na febrę, i nie mógł tak uro
czyście obchodzi<5 dnia tego,
jak tego pragnęli jego zwolen
nicy.
«/
Pomiędzy tutejszymi i za
granicznymi lekarzami po
wstało rozczarowanie wskutek
tego, iż Dr. Koch w swem
sprawozdaniu nie podał tak
dokładnie składników swej
limfy, ażeby można na pod
stawie takowego ją wyrabiać.
Natomiast toż samo sprawo
zdanie wielu przeciwników
Dra Kocha z nim pojednało,
i podobno Yirchow, który da
wniej występował przeciw tej
metodzie, uznając ją za nie
bezpieczną, zmienił pod tym
względem swe zdanie.
Berlin, 17 stycznia.
Pewien czeladnik stolarski,
którego jego towarzysze wy
słali do pracodawców z uwia
domieniem, iż zastrajkują, je
żeli im płaca nie będzie pod
wyższoną, został na życzenie
pracodawcy aresztowany i za
usiłowanie wyłudzenia pienię
dzy za pomocą groźby skazany
na 6 miesięcy więzienia.
Rosya.
Petersburg, 17 stycznia.
Carska komisy a do przyj
mowania petycyj odesłała na
desłaną przez Anglików pety
cyą do cara zawierającą wsta
wieuie się za żydami, do lord
mayora Londynu, z uwagą iż
car jej nie upoważnił do przyj
mowania petycyj w tym ro
dzaju.
Włochy.
Rzym, 17 stycznia. •
Telegraficzne i kolejowe ko
munikacye w bardzo wielu
miejscach poprzerywane wsku
tek śniegów niesłychanych.
Dziś znowu tu śnieg pada; le
ży tak wysoko, że przechodzić
ani przejeżdżać przez ulice
niepodobna.
W Madrycie (w Hiszpanii)
również śniegi sypie; w całej
Hiszpanii ogromne mrozy.
Szakale w okolicy Malagi
dziesiątkują trzody. W półno
cnej Hiszpanii we wielu miej
scach śnieg jest 5 stóp głęboki.
Francy a.
Paryż, 17 stycznia.
Z Bordeaux i Perign ux do
noszą o zawiejach śnieżnych,
komu ni kacye kolejowe wszę
1 dzie poprzerywane. W de
partamencie Dordogne wszyst
kie rzeki zamarzły, a wilki
plądrują obory. W wielu
miejscach donoszą o wypad
kach śmierci w skutek zma
rznięcia.
Paryż, 18 stycznia.
Komisya taryfowa w Izbie
posłów w ubiegłym tygodniu
znowu żywo się zajmowała
kwestyą nierogacizny amery
kańskiej. Jest wszelka na
d/.ieja, iż poleci zniesienie za
kazu importu.
Algier, 18 stycz.
Nadeszły szczegóły bliższe o
trzęsieniu w Algierze 15 z. m.
Miejscowość Gouraya i Yille
bouig są zupełnie zniszczone, i
40 ludzi zostało zabitych przez
spadające mury. Szkoda wy
nosi około pół miliona fran
ków.
Havre, 18 stycz.
John Dillon przybył dziś po
południu o pół do czwartej z
New Yorku; powitał go przy
wstąpieniu na ląd O'Brien.
Razem pojechali do hotelu,
gdzie rozpoczęli naradę, która
trwała około 6 godzin. Po
naradzie Dillon powiedział
pewnemu reporterowi, że
wszystkie kwestye są załatwio
ne, ale że więcej nic nie ma
do powiedzenia. Jutro Dil
lon, O'Brien i Gill jadą do
Paryża.
Samoa.
San Francisco, 18 stycz.
Z Apii donoszą: Nowy sę
dzia naczelny Lederkrantz
przybył 30 z. m. parowcem
Alameda do Apii, i powitali
go konsulowie: angielski, ame
rykaliski i niemiecki, jakoteź
pewien naczelnik krajowy ze
strażą honorową. Prawie
wszyscy mieszkańcy wyszli na
ulicę, ażeby oglądać nowego
sędziego i ze wszech stron
witano go okrzykami radości.
Lederkrantz udał się ze swym
sekretarzem do króla, który
wyszedł na ich spotkanie.
Chili.
Londyn, 18 stycznia.
Wedle wiadomości z Buenos
Ayres rewolucya szybko się
rozszerza. Powstańcy są bar
dzo dobrze zorganizowani. Jak
się zdaje, posiadają także zna
czne środki pieniężne, i wyrok
powstania jest wątpliwy.
Przybycie parowców.
New York: Celtic z Liverp.
La Bourgogne z Havre'u.
Londyn: Wisconsin z !N. Y.
Havre: La Gaseogne z N.Y.
Queenstown: British Prin
cess z Philadelphia
Telegramy Krajowe.
Prezydent Harrison ma zdrowe
zapatrywania w kwestyi
srebra.
Także i Reed nowemu bilowi
nie sprzyja.
Demokraci w Springfield chcą
Stan podzielić na nowe
okręgi wyborcze.
< «
Ex-gubernator Thayer wary uje.
Ze Stolicy Związkowej.
Washington, 18. stycznia.
Co do zapatrywać prezy
denta Harrisona i mówcy
Reeda w sprawie nowego bilu
srebrnego, pisze „Post", wido
cznie z inicyatywy interesowa
nych, co następuje: „Czas po
uczy, że mówca Reed ani
jako przewodniczący Izby, ani
jako członek komitetu porzą
dku obrad, nie opuści żadnej
sposobności, by zniszczyć usi
łowania przyjaciół bilu srebr
nego celem wprowadzenia tego
bilu na porządek dzienny. —
Większość komitetowych we
sprze go w tych usiłowaniach,
a jeżeli zwolennicy bilu nie są
dosyć potężni, ażeby przeprzeć
tę sprawę wbrew przeszkodom,
doznają w obecnym kongresie
fiaska zupełnego. Ale choćby
bil przyjęto w Izbie posłów,
prezydent go nie przyjmie z
pewnością. Chociaż prezydent
życzy sobie przyjęcia bilu wy
borczego i może od zwolenni
ków bilu srebrnego otrzymał
zapewnienie, iż przyjmą bil
wyborczy, jeśli on przyjmie
bil srebrny, to z pewnością za
tę cenę nie zechce przyjęcia
bilu wyborczego.
Eksplozya gazu.
Cincinnati, Ohio, 18. stycz.
Z Findlay, O., donoszą: Kie
dy dziś po południu przed
drugą godziną goście hotelu
Ma win właśnie oczekiwali
znaku wzywającego ich na o
biad, wydarzyła się straszliwa
eksplozya gazu, wskutek któ
rej dwie kelnerki zostały za
bite, 12 osób ze służby niebez
piecznie pokaleczonych i cały
hotel rozpadł się w gruzy. —
Spostrzeżono dziś rano, że gaz
uchodzi z pękniętej rury do
jadalnej sali i właściciel hotelu
z trzema robotnikami przez
całe przedpołudniem szukał
miejsca pęknięcia. Około lOtej
weszli do komórki pod salą
jadalną i dostrzegli, iż tyle
tam było gazu nagromadzone
go, że oddychać było tam nie
podobna. Dla wypuszczenia
gazu wywiercono dziurę do
saii jadalnej. Wkrótce później
•jedna kelnerka sprzątając na>- •
stąpiła na zapadkę, która się
zapaliła i gaz zajęła. Nastąpiła
straszliwa eksplozya: była ona
tak gwałtowną, że płomienie
gazowe zgasły i pożar nie po
wstał; hotel jednak rozpadł
się w gruzy, ziemia się zatrzę
sła i trzęsienie to było tak sil
ne, że wszystkie szyby w sąsie
dnich domach popękały. Hotel
zupełnie zniszczony. Tylko
bióro i sala gościnna ocalały.
Gdyby eksplozya wydarzyła
się 10 minut później, kiedy
goście mieli zapełnić salę ja
dalną, to nieszczęście byłoby
bez porównauia większe. Po
sprzątnięciu gruzów znalezio
no kelnerkę Katie Waltow
zabitą. Ellę Johnson znale
ziono pod gruzami śmiertelnie
potłuczoną: umarła też wkrótce
póz'niej. Kelnerka Kate Ko<>
ney także śmiertelnie pokale
czona, ale jeszcze żyje. Wła
ściciel hotelu odniósł tak cięż
kie uszkodzenia, że wątpią o
utrzymaniu go przy życiu. —
Szkodę obliczają na $35,000.
Ze Stolicy Stanu.
Springfield, III., 18. stycz.
Zaraz po mianowaniu komi
tetów w bieżącym tygodniu
będą obradowali nad nowym
podziałem Stanu na okręgi
wyborcze, stosownie do licze
nia ludności w r. 1890. Trzy
komiteta będą w tym celu
mianowane: jeden z nich zaj
mie się podziałem na obwody
senatoryalne, drugi na obwody
kongresowe, a trzeci na obwo
dy sądowe. Debaty będą zaj
mujące, gdyż każdej partyi
chodzić będzie o to, by przy
nowym podziale ich partya
najwięcej była Uwzględnioną.
Nie wiadomo, jakie rezultaty
się okażą: senat jest republi
kański, a kongres demokraty
czny; gubernator zaś musi
przyjąć wnioski, by były pra
womocne.
Demokratyczni przywódzcy
opracowali właśnie bil, który
wrazie, gdyby został przyjęty,
zapewni im wielkie korzyści.
Plan troskliwie jest opracowa
ny i obejmuje obwody senato
ryalne i kongresowe ze wszel
kimi szczegółami.
Zniżenie płacy*
Pittsburg, 18. stycznia.
„Cambria Iron Company"
zapowiedziała swoim robotni
kom zniżenie płacy o 10 pro
cent od Igo przyszłego mie
siąca. Około 5000 robotników
to dotyczy.
George Bancrofft.
Washington, 18. stycznia.
Mąż stanu i pisarz history
czny, George Bancrofft, umarł
wczoraj.
Urodzony w roku 1800 Ban
croft kształcił się w Niem
czech. Od r. 1846 do 1849 był
.posłem Stanów Zjedn. w Lon
dynie. Tam zebrał materyały
do dzieła: „History of the re
volution of North America."
Tem dziełem wraz ze znako
mitą historyą Stanów Zjedno
czonych zyskał wielką sławę.
Od r. 1867 do 1874 mieszkał
w Berlinie, znów jako poseł
Stanów Zjedn. — Potem po
wrócił cło życia prywatnego i
KŁOPOTY CHIŃCZYKA
W CHINACH.
PRZEZ
<3*>
JULIUSZA YERNE.
(Ciąg dalszy.)
Kin Fo bardzo niechętnie znosił niedogo- |
dności tej swej szczególniejszej sławy. Ułożo* j
no nawet piosnkę o nim na ulubioną nutę
Man-czang-hung. Wyszła nawet elegia opła
kująca jego dolę pod tytułem: „Pięć pór wie
ku stuletniego człowieka." Powabny tytuł
nęcił ciekawość i rozprzedano wnet cały ogro
mny nakład, egzemplarz po trzy sapeki.
Ale o ile Kin Fo gniewał ten rozgłos po
wszechny, o tyle cieszył W. J. Bidulfa. O j
Wanię tymczasem ciągle ani słychu.
Rzeczy zaszły wreszcie tak daleko, że Kin
Fo dłużej wytrzymać nie był w stanie. Gdy
wyszedł na uiicę, gromady Chińczyków wszel
kiego wieku i płci szły za nim po ulicach, po
wybrzeżu, nawet po dzielnicach cudzoziemskich
i po polach. Gdy wrócił do domu, zgraje
majlichszego rzędu uliczników gromadziły się
•zydząc głośno w około jamenu.
Co rana musiał wychodzić na balkon, na
dowód, że służba nie złożyła go jeszcze w ocze- j
rS kującą nań trumnę w pawilonie „długiego ży- j
Jsutia". Gazety ogłaszały codziennie ironiczne
biuletyny o jego zdrowiu z najrozmaitszemi i
ju jak gdyby nal
.... I ■im
dynasty i panującej Tsingów. Słowem, ośmie
szono go zupełnie.
Pewnego zatem dnia, mianowicie 21 maja,
udręczony wielce Kin Fo udał się do szano
wnego W. J. Bidulfa i oświadczyłm u, że po
wziął zamiar wyjechania niezwłocznie z miasta.
Dał mu się już dobrze w znaki i Szanghaj i
Szanghaj anie.
— Może tym sposobem narazi się pan na
większe jeszcze niebezpieczeństwo, zauważał
słusznie naczelny agent.
— Mniejsza z tem — odrzekł Kin Fo —
streżcie mnie jak chcecie.
— Dokądże pan jed/.ie? .
— Gdzie oczy poniosą.
— Gdzie się pan zatrzyma?
— Nigdzie.
— A kiedyż pan wróci ?
— Nigdy.
— A jeżeli się dowiem co o Wanię?
— Bierz djabli Wana! Jakie to było
głupstwo z mej strony dad mu ten list prze
klęty!
W gruncie duszy Kin Fo życzył sobie wście
kle odszukać Wana. Myśl, iż życie jego wi
siało jak na włosku, na cudzej łasce, gniewała
go coraz bardziej. Trapiła go ona bez ustanku.
Przebyć w tym stanie oczekiwania jeszcze ca
ły miesiąc, na coś podobnego nigdy by się
nie zgodził. Zaczynał się wściekać ze złości.
— Ha! Więc jedź pan w imię Boże —
rzekł z rezygoacyą W. J. Bidulf. Kreg i Fraj
będą panu towarzyszyć wszędzie, gdzie poje
— Jak się panu podoba — odrzekł Kin
Fo — lecz uprzedzam pana, że będą się musieli
dobrze zwijać.
— Dobrze, dobrze, kochany panie. Nie
pożałują oni pewnie nóg swoich.
Kin Fo wrócił do domu i nie zwlekając
chwili zaczął się przygotowywać do podróży.
Sun na wielkie swe zmartwienie, miał to
warzyszvć panu; Sun albowiem nie lubił } o
dróży. Ale nie ośmielił się sprzeciwić ani słów
kiem, któreby go zapewne było znów koszto
wało spory kawał warkocza.
Co do Krega i Fraja, ci jako prawdziwi
Amerykanie każdej chwili gotowi byli do po
dróży chociażby na koniec świata. Jedno tyl
ko uczynili pytanie:
— Dokąd.... zaczął Kręg.
— Pan jedzie? dokończył Fraj.
— Najpierw do Nankinu, a ztamtąd
w świat, do djabła.
Kreg i Fraj uśmiechnęli się na te słowa
jednocześnie zachwyceni oba. Cóż bardziej
mogło im by<5 pożądanego. Mieli jeszcze tyle
czasu, aby pożegnać się z szanownym W. J.Bi
dulfa i przywdziać strój chiński, aby nie ścią
gać na siebie uwagi podczas tej podróży po ce
sarstwie niebieskiem.
W godzinę Kreg i Fraj stawili się w jame
nie z torbami podróżnemi w ręku, z rewolwe
rami ża pasem.
Grdy zmierzch zapadł, Kin Fo z towarzy
j r • 1 > y ^
SZf
bywającym służbę pocztową pomiędzy Szan
ghajem a Nankinem.
Podróż ta równa się przejażdżce. W nie
spełna dwanaście godzin parowiec korzystając
z odpływu morza jest w stanie przybić rzeką
niebieską do starej stolicy Chin środkowych.
Podczas tej krótkiej podróży Kreg i Fraj
czuwali najstaranniej nad swym cennym klien
tem, rozpatrzywszy się z i razem dobr/.e pomię
dzy podróżnymi. Znali oni dobrze Wana.
Komuż z mieszkańców wszystkich trzech kolo
nij nieznaną była owa twarz poczciwa i sym
patyczna. Przekonali się więc, że go nie by
ło na statku. Przekonawszy się o tem, jakże
znów starannnie czuwali nad każdym krokiem,
nad każdem poruszeniem Kin Fo, by mu się
co złego nie stało. Jak próbowali czy mocne
poręcze na pokładzie, o które się opierał,
schodki, po których przechodził, jak go od
ciągali od pobliża kotła, który im się zdawał
podejrzanej konstrukcyi, przestrzegali, aby się
nie narażał na chłód wieczornego wiatru, aby
się nie przeziębił podczas dżdżystej nocy, jak
szczelnie zamykali okienice jego kajuty, jak
napędzali leniwego Suna, którego pan nigdy
dowołać się nie mógł, jak go wyręczali, gdy
przyszło podać herbatę i ciasta o pierwszej po
rze; spali nawet u drzwi kajuty Kin Foa nie
rozbierając się wcale, gotowi pośpieszyć mu
na pomoc, gdyby skutkiem jakiego wypadku

xml | txt