OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, January 21, 1891, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1891-01-21/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

DZIENNIK CMICAGOSKI
pismo polityczne, poawiąc»ne interesom Polaków
w Stanach Zjednoczonych Ameryki Półn.
Wychodzi codziennie z wyjątkiem nie
dziel i świąt uroczystych.
PRZEDPŁATA WYNOSI:
rocznie $3.00;
miesięcznie f 0.25;
Cena pojedynczego numeru lc.
• ——
"V\7" ydLSL-vrcyz
Spółka Nakład. Wyiawn. Polsk.
w Chicago, Illinois.
Ks. J. Radziejewski, Prezes.
Ob. W. .lendrzejek, kasyer. ,
Ob. B. Klarkowski, sekretarz.
Ks. Fr. Gordon, zarządca*
Wszelkie listy i korespondencje
uprasza się przesyłać pod adresem:
Dziennik Chicagoski
141 & 143 W. Division st., Chicago, 111.
Wszelkie przesyłki pieniężne na
leży posyłać do zarządcy pod adre
sem:
Rev. Fr. Gordon
141 & 143 W. Division Street
Chicago, III.
List z Wasłiingtonu.1)
Washington, D. C., 16 stycz.
Senatorowi rngalls3) w u
biegłym tygodniu udało się
świetna uczyni(5 reklamę dla
legislatury „Farmer's Allian
ce'' jego Stanu za pomocą
wspaniałej, zajmującej i go
dnej lepszej sprawy mowy,
którą miał w senacie. Przeciw
monopolistom milionerom wy
stąpił z taką filipiką, jakiej
dotychczas w Senacie Stanów
Zjednoczonych w tej materyi
nie słyszano i zwolennicy i
«/ J
przeciwnicy jego głośnymi o
klaskami prawie mimowolny
mi ciągle jego mowę przerywa
li. Mowa była tak świetną,jak
w swoim czasie. w lepszej
spawie (bo przeciw bilowi
wyborczemu) mowa Olivera
Wolcott, i niektóre jej ustępy
zasługują na -szczególniejszą
wzmiankę. „Zazwyczaj uv\a
źamy", mówił między innemi,
„kraj nasz za kraj wolnych i
mężnych; wkrótce będzie on
jednak krajem bogaczów i nie
wolników." O rezultacie osta
tnich wyborów, zapatrując się
oczyv\ iście ze swego republi
kańskiego stanowiska, tak się
wyraził: „Xie były one ani
zwycięstwem demokratów, ani
porażką republikanów. -Była
to raczej manifestacja nieza
leżna i wyższa nad obie poli
tyczne part) e. Była to kry
zys', która może przejść w ka
tastrofę : bo była to pokojowa
rewolucya." Mówiąc o bilu
srebrnym, rzekł: „Nie wątpię
zupełnie, że znaczna większość
narodu, niezależna od partyj,
jest za wolnem biciem srebra,
była za niem wciągu ostatnich
lat piętnastu. Postąpiono z
nimi nieuczciwie w podwój
nem znaczeniu: ich wolę znie
ważono, ignorowano, zdepta
no nogami. Mnóstwo w tej de
bacie było ostrzeżeń i napo
mnień, powiem jednak tym,
którzy powstają rozmyślnie
przeciw wyraźnej woli narodu
amerykańskiego, — powiem
Senatowi, Izbie i Władzy wy
konawczej, — że nadejdzie
czas, w którym naród nie da
ze sobą żartować pod tym
względem. Kiedyś naród o
biera<5 będzie Izbę posłów, Se
1) Oryginalne listy z Washingtonu re
gularnie co tydzień bodziemy otrzymywa
li i ogłaszali. Będą one podawały Czy
telnikom „Dziennika" w krótkości treść
obrad kongresu z ostatniego tygodnia
i przegląd ogólny wiadomości w telegia
mach dorywczo podawanych P. R.
2) W Nrze 12 „Dziennika'4 przez
omyłkę podaliśmy wiadomość krótką, ja
koby Senator Ingalls przemawiał przeciw
bilowi srebrnemu. Prostujemy niniej
szem owę omyłkę. Senator Ingalls miał
mowę ognistą za bilem; w liście powyż
szym podane są szczegóły. P. R.
nat i Prezydenta, którzy będą
uwzględniały jego życzenia i
wypełnią jego wolę.17 — Mó
wiąc, senator Ingalls był rze
czywiście jakoby natchnionym:
zdaje się, że natchnęło go ży
czenie, by go napo wrót Stan
jego obrał senatorem.
Bil srebrny pomimo usiło
wań jego przeciwników, został
przyjęty w Senacie 39 głosami
przeciw 27.
Wszędzie teraz ciekawość
panuje, jak z bilem tym po
stąpi Izba posłów. Najmniej
trzy piąte Izby sprzyja bilowi;
jednakże przeciwnym jest mó
wca Reed i większość w komi
tecie porządku obrad, który
może bilu wcale nie podda gło
sowaniu. Inni dla tego sądzą,
że Reed przecież bil podda gło
sowaniu, iż jest on osobistym
przeciwnikiem Harrison a, chce
go więc zmusić albo do założe
nia veto, albo do zmienienia
wyrażonych przez niego da
wniej zapatrywań i w obu wy
padkach, jak sądzi Reed, wy
bór Harrisona ponowny byłby
zachwianym.
W Senacie napowTÓt rozpo
częły się debaty nad bilem wy
borczym. Gdy w tej sprawie
odbyło się głosowanie, była
równość głosów za i przeciw;
wiceprezydent Morton, czego
po nim się nie spodziewano,od
dał głos decydujący za wzno
wieniem debat.
Reprezentanci ogólnie sądzą,
iż ze strony Anglii wielce by
ło niestosownem oddać roz
strzygnięcie sporu o połów w
morzuBehrvnsja Sądowi Wyż
szemu Związkowemu. Sąd ten
prawdopodobnie, jako władza
wykonawcza naszego Rządu li
ch vii się od wydania wyroku
w tej sprawie. Uważają tu w
tutejszych kołach dyplomaty
cznych owo postąpienie rządu
bry tyj kiego za im perty nencyą
St iiiom Zjednoczonym wyrzą
dzoną; republikanie cieszą się,
gdyż anti-brvtviskie ich uczu
cia. jak się spodziewają, u na
rodu znajdą obecnie zupełne
poparcie.
Kwestya szkolna.
(Ciąg dalszy.)
Nie tylko w polskich, ale
także w niemieckich, francu
skich, czeskich, włoskich i in
nych Szkotach parafialnych ję
zyka angielskiego uczą na
równi z językiem narodowym,
jeżeli nie troskliwiej. Naj
lepszym dowodem na to jest,
że chłopaków z tych szkół
elementarnych parafialnych
przyjmują z chęcią do kolle
giów tak publicznych, jak i
prywatnych, jeżeli rodzice
chcą ich kształcić dalej. Nie
było wypadku, ażeby którego
kolwiek chłopaka, który u
Kończył polską szkołę para
fialną elementarną, nie przy
jęto do kollegium tylko z po
wodu niedostateczności jego
wykształcenia w języku an
gielskim. Mnóstwo chłopa
ków, którzy dawniej uczęszcza
li do polskiej szkoły parafial
nej Św. Stanisława K. w Chi
cago, znajduje - się obecnie w
kollegiach: czy to w kollegi
um 00. Jezuitów (gdzie ję
zyk wykładowy jest angielski),
czy w „St. Patrick's College",
czy w kollegiach publicznych
biznesowych, czy wreszcie w
innych zakładach naukowych
w Milwaukee, w Berlinie (Ca
nada) i w innych zakładach
wyższych; wszyscy znakomite j
robią postępy i jeżeli nie więk
sze, to z pewnością nie mniej
sze okazują wstępne wykształ
cenie od chłopaków, którzy
ukończyli szkołę elementarną
publiczną. Inni znowu do
stali zajęcia w kompaniach
telegraficznych, w bankach, i
t. p., gdzie wymagają przecież
znajomości języka angielskie
go w piśme i słowie. Inni
kształcą się w Europie, dokąd
(z wyjątkiem chyba Anglii)
żadnych chłopaków ze szkół
publicznych elementarnych nie
przyjętoby dla braku 'wy
kształcenia.
Przeglądnąwszy książki
szkolne w szkołach parafial
nych polskich używaue, przy
' nat-rzywszy się sposobowi nau
czania dzieci, zupełnie podo
bnemu do europejskiego, ka
żdy który się nie kieruje
stronniczością przyznać musi,
iż szkoły te, przynajmniej po
większej części, wyżej stoją od
szkól: publicznych, a w języku
krajowym równie dobrze
kształcą. Są może wyjątki;
być może, że w ubożuchnych
niektórych parafiach jeszcze
nie zdołano zaprowadzić szkół
i sposobu nauczania zupełnie
dobrych: ale w Chicago tego
znaleźć nie można. Jeżeli cho
dzi o nazwiska chłopaków
przyjętych do kollegiów, lub
kształcących się winnych mia
stach, lub dalsze studya od
bywających w Europie, lub
wreszcie takich, którzy zyska
li korzystne zajęcia w mieście
i okolicy, to kilkanaście z
nich mamy pod ręką: są to
chłopcy, którzy elementarne
studya odbyli w szkole para
fialnej św. Stanisława K. w
Chicago; jeśliby chodziło o to,
moglibyśmy wykaz ten uzu
pełnić i zebrać nazwisk takich
kilkadziesiąt, i więcej, gdy i
inne szkoły parafialne weźmie
my pod uwagę. To udowa
dnia dostatecznie, że szkoły
parafialne polskie nie stoją
niżej od szkół publicznych pod
względem kształcenia dzieci w
języku angielskim. Pod inny
mi względami jednak stoją
wyżej.
Czy potrzeba to udowadniać ?
Nam się nie zdaje. Któż na
wet z przeciwników szkół pa
rafialnych nie przyzna, że szko
ły te nczą prawdziwej moral
ności. że wyrabiają zasady mo
ralne mające na celu wy
kształcić dzieci na ludzi pra
wych, zacnych obywateli, a
już w skutek tego samego na
prawych patryotów i polskich
i przybranej ojczyzny Stanów
Zjednoczonych? Któż nie
przyzna, że ich to głównem
zadaniem jest pobudzać, krze
wić i utrzymywać w dzieciach
ducha patryotycznego ? Czy
czynią to szkoły publiczne? A
jeśli kto wątpi, to dowód na
to bardzo łatwy; podamy go w
razie potrzeby.
Już z tego, cośmy wyżej po
wiedzieli, wynika, że Polacy
dbający o dobro swych dzieci
powinni strzec się szkół pu
blicznych i dzieci swe posyłać
do polskich szkół parafialnych.
Katechizm,
którego tam dzieci się uczą,
nie jest, jak przeciwnicy szkół
parafialnych utrzymują złośli
wie, jedynym przedmiotem,
który od rana do wieczora się
powtarza; jest jednak, co pra
wda, przedmiotem bardzo
ważnym i najgłówniejszym, i
jedna, wyraźnie jedna z 5 lub 6
godzin dziennej nauki, jest prze
znaczoną w każdej klasie na jego
naukę. Z katechizmu dzieci
czerpią naukę, ażeby rodziców
szanowali i przyszedłszy do lat
samodzielności zawsze im byli
wdzięcznymi, zawsze ich nad
wszystkich innych szanowali i
cenili i nigdy nimi nie ponie
wierali; z katechizmu uczą się
że nie tyle chodzi . o ujście
sprawiedliwości ziemskiej, ile
o to, by od sprawiedliwości
wiecznej oczekiwać można nie
kary tylko nagrody, a zatem
że nie mają być zgrabnymi i
zręcznymi w postępowaniu z
bliźnimi, tylko rzeczywiście
uczciwymi i prawymi; z kate
chizmu uczą się szanowania
także władzy świeckiej, odda
wania Bogu, co Boże, a rządo
wi, co rządowe, a zatem także
patryotyzmu amerykańskiego,
t. j. przywiązania do kraju i
cnót obywatelskich w Stanach
Zjednoczonych najcenniej
szych; — i już dla tego same
go, gdyby nie było innych po
wodów, dla tego samego, że
katechizm uczą w szkołach
parafialnych, a wzmianki o
Bogu wyrzucono ze szkół pu
blicznych, tych ostatnich strzec
się należy. Nikt niechaj nie
mówi: już to pacierza matka
w domu nauczy, a uczoności
księżej nie potrzeba, ani ucze
nia się na pamięć całego ka
techizmu, co później i tak się
zapomina: na samym pacie
rzu moralność nie stoi, a co do
uczenia się na pamięć katechi
zmu, to chociaż niektóre odpo
wiedzi później się zapomni,
przecież pozostanie grunt wy
robiony tein uczeniem się,
fundament, na którym oprze
się cale dalsze życie — i jako
fundament domu jest zakryty,
nikt go nie widzi, a przecież
cały dom utrzymuje, tak i ten
fundament duchowy, chociaż
by był ukryty, t. j. chociażby
słów na pamięć nie pamiętano,
już pozostanie na zawsze pod
stawą całego życia na ziemi,
jeżeli mocno jest ugruntowa
ny.
Takich nauk, takiego fun
damentu na całe życie nie zdo
łają dać ani ojciec, ani matka,
ani sama nawet kazalnica w
kościele, jeżeli dziecko kate
chizmu swojego się nie nau
czyło.
Patryotyzm,
miłość ojczyzny, poczucie przy
należności do swej narodowo
ści także tylko w szkole się
wyrabia: a zabijają to poczu
cie szkoły publiczne, zabija
obcowanie na ulicy z dziećmi
innemi — i rodzice sami nie
zdołają fundamentu założyć.
Wiedzą o tem dobrze Irland
czycy, którzy nie posyłają
swych dzieci do szkół publi
cznych, — chociaż przecie na
pozór powinno im być to
wszystko jedno, gdyż język
wykładowy jest jednakowy;
ale co ważniejsza, wiedzą o
tem także doskonale
Niemcy,
ci sami Niemcy, którzy prze
cież swój język mają już w
szkołach publicznych. Nie
tylko Niemcy Katolicy, ale
także Niemcy protestanci gor
liwie bronią szkół parafialnych
i dzieci swoich, dopóki są do
brymi Katolikami lub dobry
mi Protestantami do szkół pu
blicznych nie posyłają. Czy
tajcie gazety niemieckie: jak
bronią szkół parafialnych! Tyl
ko ci, którym obojętną jest
religia i patryotyzm, posyłają
dzieci do szkół publicznych, i
cieszą się, że tam język ich jest
wprowadzony, ale nie cieszą
się z patryotyzmu, broń Boże,
tylko dlatego, że język ten, z
powodu surrogatu patryoty
zmu w ich krwi jeszcze tkwią
cego uważają za wielce dla
wszystkich narodów pożyte
czny i kulturtregerski. Nie
chcą o tem wszystkiem wie
dzieć, tylko niektórzy
Czesi,
którzy pozbyli się swej wiary,
swej narodowości, wszelkich
swych uczuć szlachetniejszych,
będąc zarażeni już to anar
chizmem (przecież wiadomo,
iż pomiędzy Czechami tutej
szymi anarchizm zaraził wiel
ką część narodu) w tym kra
ju od Niemców wszczepionym,
już to masoneryą, która już w
tym kraju znalazła do nich
przystęp. Tylko tacy Czesi
z przekonania starają się
o wprowadzenie języka cze
skiego do szkół publi
cznych, do których chc *
swe dzieci posyłać; a chodzi
im o to, ażeby i innych Cze
chów* tym sposobem nakłonić
do posyłania ich dzieci do
szkół publicznych; — inni zaś
Czesi niektórzy, bezmyślnie i
obałamuceni przez owych lu
dzi złej woli, ich popierają.
Czyż naśladować ich mają
Polacy,
którym obce zawsze były i być
powinny tego rodzaju zasady?
Czyż raczej pod tym wzglę
dem Czesi nie powinni nam
być przykładem odstraszają
cym?
(Dokończenie nastąpi).
^iemiFpolskik
Gniezno
Sprawa tabliczek na rogach
ulic w mieście naszem wchodzi
w nową fazę. Wiadomo, że
królewska rejencya nakazała
dawniejsze tabliczki z napisem
polskim i niemieckim zastąpić
tabliczkami wyłącznie z napi
sem niemieckim, co się też stało.
Polacy atoli sprowadzili na
własny koszt takie same tabli
czki jak urzędowe i przybili je
na swych narożnych kamieni
cach. Otóż na mocy prawa z
duia 11 marca 1850 roku,
wzywa policy a tutejsza odno
śnych właścicieli do usunięcia
tabliczek z polskim napisem w
przeciągu 24 godzin, w prze
ciwnym razie na koszt właści
cieli tabliczki usunięte zostaną.
Mogilno.
(Gwiazdka). Do tego czasu
istniejący w powiecie mogilni -
ckim „Vaterlaendischer Frau
enverein" zbierał składki po
okolicy i po mieście Mogilnie,
i rozdawał z nich gwiazdkę
dzieciom ubogim bez różnicy
wyznania, urządzając fest z
niemieckim śpiewem i mową.
Tego roku zajęło się urządze
niem gwiazdki dla ubogich
dzieci katolickich założone tu
Bractwo Matek chrześciań
skich. W uroczystość Bożego
Narodzenia ośm urodnych có
rek mieszczańskich odegrało z
wielkiem powodzeniem „Córki
syoóskie" księdza Tłoczyóskie
go, w obec licznie zebranych
ojców, matek i dzieci ubogich,
poczem wśród śpiewu naszych
kolęd, wykonanego przez „Cór
ki syońskie" nad żłóbkiem na
scenie ustawionym, rozdały
matki uradowanym dzieciom
gwiazdkę, składającą się z
odzieży, obuwia, pierników i
orzechów. Rzewna ta uroczy
stość bardzo miłe zrobiła wra
żenie na wszystkich, a miano
wicie na 'ubogie dzieci, które
tego roka pierwszy raz ode
brały gwiazdkę od swoich i to
wśród dźwięku naszych pieśni.
Warszawa. W obec otwar
cia granicy pruskiej dla prze
wozu nierogacizny z Królestwa
przez komory: Aleksandrów,
Granicę i Sosnowice ministe
ryum spraw wewnętrznych
wydało rozporządzenie: l) aby
nierogacizną, przeznaczona na
wywóz, podlegała takiej samej
kontroli sanitarno-weteryna
ryjnej, jak owce i bydło rogate,
z wyjątkiem cechowania, któ
re z trudnością daje się stóso
wać i 2) aby koleje przyjmo
wały transporty takiej tylko
nierogacizny, której właściciele,
zaopatrzeni będą w odpowie
dnie świadectwa. — W „War.
Dnie w." czytany, że na pogra
niczu, pomiędzy Prusami a gu
bernią warszawską, około
Rudzka, miał miejsce następu
jący wypadek: W dniu 11 lipca
r. p., w południe, rosyjski po
graniczny strażnik, stojący lia
posterunku Mały-Rudzk, zau
ważył, że dwóch włościan jjro
madzi pod ręce ku granicy ja
kiegoś człowieka, a towarzyszą
im dwaj żandarmi pruscy. Do
prowadziwszy go do granicy,
położyli na ziemi i sami powró •
ciii, żandarmi zaś zatrzymali
się o 25 kroków od leżącego na
ziemi. Strażnik podniósł alarm,
wkrótce też przekonano się, że
porzucony na ziemi człowiek,
byłto niejaki Marcin Elbe,
włościanin ze wsi Ludwinowo,
powiatu nieszawskiego; udał
się on zagranicę na zarobek,
tam zachorował i przez pozba
wionych wszelkich uczuć lu
dzkich pruskich żandarmów,
został wyrzucony w powyżej
opisany sposób z granic pań
stwa niemieckiego. Chory od
wieziony został bezzwłocznie
do Ludwikowa, ale po pięciu
dniach umarł. (Czy to to pra
wda? Red. „Kuryera Poznań -
skiego"). —
Okropnego wypadku padł
ofiarą w tych dniach adwokat
Zdzisław Leon Szrednicki. Na
święta Bożego Nardzenia wy
jechał do majątku Korwin pod
Ojcowem,dzierżawionego przez
brata, i tam w dzień wilii we
spół z innymi myśliwymi udał
się na polowanie, zabrawszy ze
sobą dziesięcioletniego synka,
który, jak na swój wiek, dość
obyły już był z myśliwstwem.
Chłopiec uzbrojony też był w
dubeltówrkę i ona stała się nie
szczęścia przyczyną. Skutkiem
nieostrożnego poruszenia broń
dziecka wypaliła i nieszczęśli
wy ojciec padł z przestrzeloną
piersią nieżywy. Oszalały z
rozpaczy chłopiec chciał się
pozbawić życia, ale nad nim
zaraz rozciągnięto opiekę. S.
p. Zdzisław Szrednicki był je
dnym z zdolniejszych i sympa
tyczniejszych członków adwo
katury warszawskiej.
POLACY V CHICAGO.
I
(Nadesłane.)
' Polityka Polska.
— Od Ośmdziesiąt do Stu
tysięcy polaków w Chicago
wprost rozbitych, to już dość
źle wygląda mój bracie, cóż ty
myślisz ?
— Ha — co ja myślę? Ja
myślę jeszcze gorzej o naszej
polskiej polityce, bo gdyby to
ino wprost rozbici byli to by z

xml | txt