OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, January 31, 1891, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1891-01-31/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

DZIENNIK CHICAGOSKI
pismo polityczne, poświącone interesom Polaków
w stanach Zjednoczonych Ameryki Półn.
Wchodzi codziennie z wyjątkiem nie
dziel i świąt uroczystych.
PRZEDPŁATA WYNOSI:
rocznie $3.00;
miesięcznie $0.25;
Cena pojedynczego numeru lc.
3rc2.a.T*rc;7":
Spółka Nakład. Wydawn. Polsk.
w Chicago, Illinois.
Ks. J. Radziejewski, Prezes.
Ob. W. Jendrzejek, kasyer.
Ob. B. Klarkowski, sekretarz.
Ks. Fr. Gordon, zarządca.
Wszelkie listy i korespondencye
uprasza się przesyłać pod adresem:
Dziennik Chicagoski
141 & 14-1 W. Dmsion st., Chicago, 111.
Wszelkie przesyłki pieniężne na
leży posyłać do zarządcy pod adre
sem:
Rey. Fr. Gordon
141 a 143 W. Division Street
Chicago, III.
Dokończenie o sprawie
szkolnej.
Dalszy zarzut, jakoby autor
artykułów o kwestyi szkolnej
w numerach zeszłotygodnio
wych „Dziennika" twierdząc,
iż szkoły parafialne lepiej
kształcą od szkół publicznych,
jako dowód przytaczał tylko
ów jeden przykład o kadecie
do wojskowej akademii w
West Point, również pochodzi
stąd, iż artykuły owznie wszy
stkie czytał autor wstępnego
artykułu .,Zgody . Bo było
tam dowodów więcej. Prawda,
że ów jeden dowód tyczył s>ię
właśnie irlandzkiej szkoły pa
rafialoej; ale obok owego je
dnego dowodu, w* dalsz} in
ciągu wykazaliśmy, najprzód,
co do irlandzkich szkół, że
takich wypadków było w ze
szłym roku pięć, na pięć egza
minów publicznych — co już
nie mogło być wypadkiem
tylko jasnym dowodem, a po
wtóre, iż i z polskich szkół
parafialnych wychodzący cli
chłopców z chęcią przyjmują
do wyższych angielskich za
kładów naukowych lub dają
i m posady w urzędach różn} ch,
na co ofiarowaliśmy się, w razie
potrzeby, dać dowody imienne,
będąc w posiadaniu kilkunastu
dat i mogąc je uzupełnić kil
kudziesięciu innemi.
Autor artykułu wstępnego
„Zgody" przyznaje dalej, że
„początkowe przynajmniej na
uki winny być rozpoczęte w
szkole parafialnej, gdzie dzie
cko nauczy się początków ję
zyka i historyi, oraz niezbę
dnych wiadomości religii ka
tolickiej." To przyznanie jest
już tak wielkie, że właściwie
cała poprzednia argumentacya
i odpowiedzi i repliki i dupliki
byłyby niepotrzebne, gdyby
nie dalszy wniosek dziwn\
rzeczywiście. Bo dalej wnio
skujeów autor, że w „szkołach
publicznych1' (a zatem wyż
szych?) potrzebne jest zapro
wadzenie nauki języka pol
skiego, by dziecko nie zapo
mniało go i dalej się w nim
kształciło. A zatem chodzi
tu o wyższe zakłady naukowe
— o kollegia i uniwersytety,
do których mają być wprowa
dzone wykłady języka polskie
go ! Czyż podobna, by kto się
spodziewał, że tego zdołają do
piąć Polacy?
Jużeśmy wykazali, że nawet
tam, gdzie brak polskich za
kładów naukowych, należy
raczej do irlandzkich katoli
ckich, niż do publicznych
szkół posyłać studentów;
zarzucają nam, iż nic nie
wspominamy o gotowości wy
kładu w tychże^języka polskie
go. Gotowość ta istnieje; nie
wspominaliśmy zaś o niej
tylko dla tego, iż sądziliśmy,
że powszechnie o niej wiado
mo. Przykładami, o których
tu na teraz wspominamy, są
wyższe zakłady naukowe w
Berlinie, w Canadzie, i w se
minaryum Św. Franciszka w
Milwaukee, gdzie istnieją dla
Polaków wykłady języka pol
skiego. W różnych wyższych
zakładach naukowych z pew
nością zaprowadzą się takie
wykłady, skoro znajdzie się
dostateczna liczba — choćby
tylko 4 lub 5 polskich studen
tów. Oczywiście, że w zakła
dach, do których Polacy nie
uczęszczają, wykładów języka
polskiego nie wprowadzają, bo
i po cóż? Ale w zakładach ka
tolickich, do których uczę
szczają Polacy, z pewnością
wprowadzają natychmiast wy
kłady języka polskiego bez
osobnych petycyj 'zbiorowych,
bo szkoły te rozumieją bez
porównania lepiej od szkół
! publicznych potrzeby swoich
I studentów.
Przyznajemy, że wyższych
zakładów naukowych polskich
albo wcale nie marny, albo
mamy ich bardzo jeszcze mało,
lub wreszcie dopiero się tworzą.
Jeszcze dotychczas — niestety
— nie okazała się potrzeba
zakładania takowych we wszy
stkich miejscach, gdzie Polacy
mieszkają, bo rodzice polskich
dzieci nadto rzadko decydują
się kształcić je wyżej, skoro
wyjdą ze szkół parafialnych;
jednakże idzie ku lepszemu:
przynajmniej w największych
koloniach polskich, t. j. w
Chicago i Milwaukee już two
rzą się szkoły średnie (kollegia)
I polskie.
Do czasu zaś, w którym
jeszcze takich szkół nie ma,
rodzice tych dzieci, któreby
mogły dalej się kształcić i w
tj ni celu szkoły odpowiedniej
I szukają, mogą je posyłać do
zakładów katolickich irlan
dzkich, a tu w Chicago mamy
dwa piękne zakłady naukowe
katolickie, z których jednym
jest czysto „biznesowe1* kolle
gium św. Patryka, a drugie, nie
biznesowe, tylko gimnazyalne
kollegium 00. Jezuitów. Gim
nazyum polskie tworzy się
właśnie w parafii św. Stanisła
wa K., w której już istnieje
pierwsza klasa gimnazyalna i
i co roku następna zostanie
utworzoną; więc dla tych
j dzieci polskich Chicagoskich,
które ohecnie kończą szkoły
parafialne, już podaną jest
sposobność wyższego kształce
nia się .w polskim zakładzie
naukowym. Dla tych, które
dawniej ukończywszy szkoły
parafialne, i zapragnęły wstąpić
do kollegium, wspomniane
wyżej kollegium 00. Jezuitów
piękne wrydaje owoce i mamy
przed sobą wykaz polskich
studentów, którzy w różnych
klasach owego kollegium w
czasie ostatniego popisu szkol
nego otrzymali nagrody, i wy
kaz ten z końcem zeszłego
szkolnego roku był podany we
„Wierze i Ojczyz'nie."
♦«»
Ze Lwowa.
Dokonany tutaj spis ludno
ści wykazał 113,646 mieszkań
ców stałych, nie licząc załogi i
mieszkańców czasowych. Dzie
sięcioletni przyrost wyniósł
10,224.
Władysław Zawadzki za
kończył dzisiaj wieczorem ży
cie. Urodzony w czerwcu 1824
roku w Hajworence nad Stry
pą w Galicy i, ukończył uni
wersytet we Lwowie, poczerń
przebył akademią rolniczą w
Altenburgu, pragnąc racyo
nalnie zarządzać swym mają
tkiem. Wcześnie już wszakże
przekonał się, że wszystkie
skłonności umysłowe wabią go
od roli ku pracy piśmienniczej.
Pierwszym młodocianym li
tworem jego była powieść:
„Dwa światy", wydana w roku
1845 w Poznaniu, w której
nader szczęśliwie wprowadził
żywioł ludowy do romansu
społecznego, co na owe czasy
było krokiem literackiej od
wagi. Z młodej doby życia
zmarłego datuje się i piękny
przekład poematu słynnego
poety niemieckiego Anastaze
go Gruena^ „Strażnica nad
brzeżna" (Kraków 1847). —
W roku 1858 przeniósł się Za
wadzki na stały pobyt do
Lwowa i utonął tutaj całą du
szą w nader ożywionym pod
ówczas ruchu piśmienniczym.
Stał się też niezwłocznie fila
rem krytycznym „Dziennika
literackiego", organu, który
około podniesienia się pozio
mu inteligencyi społeczeństwa
galicyjskiego położył niespo
żyte zasługi i dotąd nie znalazł
godnego siebie spadkobiercy.
Około roku 1865 pojawił się
jego pamiętny przekład „Hi
storyi cywilizacyi" Buckle'a,
który na całą naukowość naszą
wywarł wpływ tak potężny.
W roku 1865 redagował Za
wadzki we Lwowie wielki
dziennik konserwatywny „Ha
sło". Przez dwa dziesiątki lat
co roku prawie ukazywały się
we Lwowie i w Krakowie jego
prace z zakresu badań nad li
teraturą, sztuką i etnografią
ludową. Cenną zwłaszcza mo
nografią historyczną jest życio
rys Stanisława Staszyca (I860
roku). W ostatnich latach
życia drukował study a pi
śmiennicze w „Przewodniku
naukowo-literackinv . Wszy
stkie prace zmarłego cecho
wały się wielką podniosłością
stanowiska etycznego, szcze
re m i gorącem poczuciem pię
kna i nieprzejednanym dla no
wych naturalistycznych haseł
idealizmem; władał zaś języ
kiem rzadkiej czystości i wy
tworności, zaprawnej na szkole
zygmuntowskiej, której złoto
ustych tradycyi bronił namię
tnie przed wszelkiemi wstrę
tami cudzoziemszczyzny za
chodniej. W latach 1869 i
1870 był dyrektorem lwow
skiej szkoły d ramatycznej,
która wkrótce skutkiem zmia
ny miej-cowych stosunków te
atralnych, zgasła. Zmarły na
leżał skutkiem nader ujmują
cych przymiotów towarzyskich,
prawości charakteru i dobroci
serca do najsympatyczniejszych
postaci we Lwowie; umiera
wśród oznak powszechnego
współczucia i poważania.
W Sygniówce pod Lwowem
zmarł Kazimierz Sienkiewicz,
brat głośnego powieściopisa
rza naszego, Henryka. Powo
dem nagłej' śmierci był udar
sercowy. S. p. Kazimierz, żoł
nierz wojsk roku 1863, służył
następnie przez lat pięć w le
gionach algierskich, poczem
wróciwszy do kraju, objął za
rząd majątku p. Czesława Ko
złowieckiego. — Na pogrzeb
przybyła siostra zmarłego,
pani z Sienkiewiczów Sień
kiewiczowa.
Pogrzeb ś. Tomasza Sta
neckiego odbył się d. 8. b. m.
W oddaniu ostatniej posługi
zasłużonemu mężowi wzięli u
dział wszyscy trzej Arcypaste
rze lwowscy, ks. Arcybiskup
Morawski, ks. Metropolita
Sembratowicz i ks. Arcybis
kup Issakowicz, tudzież ks.
Biskup Puzyna. Za rydwanem
żałobnym postępowała rodzi
na, senat akademicki, namiest
nik hr. Badeni, wice-prezydent
Rady szkolnej krajowej dr.
Bobrzyński, liczne grono pro
fesorów Uniwersytetu, szkół
średnich, oraz szerokie koła
przyjaciół i znajomych ś. p.
zmarłego, wreszcie młodzież
szkolna. Rydwan żałobny po
przedzony był wozem z mnó
stwem wieńców.' Chór alum
nów gr.-kat. seminaryum śpie
wał podczas pochodu pieśni
żałobne. Nad grobem przema
wiali: dr. Radziszewski imie
niem uniwersytetu lwowskie
go, dr. Zakrzewski imieniem
wszechnicy jagiellońskiej, dr.
Kadyi imieniem szkoły wete
rynaryi, Krezek im. młodzieży
i Kostecki Platon imieniem
przyjaciół.
Dyplomy wystawy pary
skiej.
Ze Lwowa donoszą,: Dopie
ro przed kilku dniami nade
szły do Lwowa na ręce pana
Syroczyńskiego, inżyniera gór
niczego Wydziału krajowego,
dyplomy nagród, otrzymanych
na wystawie międzynarodowej
r. 1889, w Paryżu, oraz pa
miątkowe medale. Bardzo
pięknie wykonane dyplomy
przedstawiają tryumfalny wóz,
na którym siedzi w oświetle
niu postęp, ciągniony przez
ludy wszystkich pięciu części
świata, na czele idzie odradza
jąca się przez opanowrane siły
Europa w postaci chłopców
kierujących zaprzężonymi do
wozu lwami.
Dyplom na złoty medal o
trzymał tylko galicyjski bank
kredytowy za wy stawę kopal
ni wosku ziemnego w Borysła
wiu; srebrne medale otrzymali:
destylarnia wosku ziemnego w
Drohobyczu pj:>. Gartemberga,
Lauterbach, Goldhammera i
Sp., Wagemanna i Sp., desty
larnie nafty p. Adama Skrzyń
skiego, Fibicha i Stawiarskie
go w Libuszy; Stanisława
Szczepanowskiego w Peczeni
żynie, oraz dyrektor kopalni
p. Suszycki. Wystawcom za
mieszkałym we Lwowie zosta
ły już dyplomy doręczone; dla
wystawców zamieszkałych na
prowincji przesyła p. Syro
czyński dyplomy wydziałowi
krajowego Towarzystwa nafto
wego w Gorlicach.
Samobójstwo w sali sądo
wej.
W Jassach wywołał powsze
chne wzburzenie tragiczny wy
padek, którego widownią była
tamtejsza sala sądowa. Miał
się odbywać proces rozwodo
wy, jaki wytoczył niejaki Za
ręba, urzędnik przy rumuń
skiej administracyi tabacznej,
przeciw swojej żonie. Małżeń
stwo to żyło ze sobą długo w
zgodzie, a dopiero w ostatnich
czasach zaniedbywał Zaręba
swą nadobną małżonkę. Za
rębina, która ubóstwiała swe
go męża, zmartwiła się tem
mocno, ale milczała ufając, że
nieszczęście przeminie. Mąż
jednak nie dał się przerobić i
pewnego dnia kategorycznie
jej oświadczył,że zamierza^zer
wać węzły małżeńskie. Z całą |
perfidyą umotywował skargę
małżeńską tern, iż pożycie z
żoną z powodu jej nieznośnego
charakteru i szorstkiego obcho
dzenia się jest niemożliwem.
Podczas rozprawy, jaka się
przed sądem odbywała, uczyni
ła nieszczęśliwa kobieta osta
tnią próbę, aby zmienić posta
nowienie męża. Padła mu do
nóg i łkając błagała go, aby z
nią dalej żył. Z szyderstwem
odparł Zaręba, iż zna już do
statecznie jej talent do kome
dyi. I wtedy zaszła straszna
scena. Zarębina zerwała się,
wyjęła rewolwer i strzeliła do
siebie/ kula wtargnęła poni
żej serca. Oblana krwią, pa
dła Zarębina bez przytomności
na ziemię. Sędziowie pośpie
szyli jej na ratunek, ale mąż
obojętnie przechadzał się po
sali, — a po chwili zapytał:
'czy już umarła? Przy nieszczę
śliwej kobiecie znaleziono list,
jaki napisała przed wejściem
na salę. Żegna w nim męża,
zapewnia go o niewygasłej mi
łości, nie czyni mu żadnego
wyrzutu, — [a wszystko zwala
na ,,przeznaczenie". Prosi tyl
ko o jedno, aby jej sprawił
porządny pogrzeb, a na nagro
bku nie kazał wypisać nazwi
ska, jakie nosiła jako panna,
ale nazwisko „Zaręba", gdyż
była ona wierną i troskliwą je
go żoną. Zarębinę zawiezio
no do szpitala, a wątpią bar
dzo, czy się uda ją przy życiu
utrzymać.
♦♦♦
ZIEMIE POLSKIE.
Poznań.
Do pewnego poznańskiego
radzcy handlowego zaszedł w
tych dniach kolega, kupiec z
Krakowa. Pan radzca han
dlowy, chociaż w młodości
tylko po polsku mówił i dziś
tym językiem, mimo przechy
lenia się na stronę niemiecką,
poprawnie włada, przerwał
przemowę powitalną polską
kupcowi krakowskiemu, odzy
wając się: „ich verstehe nicht
polnisch—bei mir wird deutsch
gesprochen." "Wielki kupiec z'
Krakowa myślał, że inaczej
będzie w Poznaniu przyjęty!
Rawicz.
Tutejsze Siostry Ezbietanki
pielęgnowały w roku zeszłym
183 chorych i to 59 katolików,
47 ewangelików, 27 żydów; —
dni 23ielęgnacyjnych było ogó
łem 891, nocy 799.
Rokitno.
W tutejszym zakładzie Sióstr
Boromeuszek pielęgnowano w
roku zeszłym 135 chorych (122
katolików, 10 ewangelików, 3
żydów) przez 1433 dni i 1150
nocy; zmarło 18 chorych, 4
doznało ulgi, 111 wypuszczono
jako zdrowych, pozostało w
pielęgnacyi 2.
Szkołę gospodarstwa domo
wego, otwartą z dniem 1 listo
pada, odwiedza 15 dziewcząt;
obok tego jest w zakładzie 9
sierót i szkółka freblowska.
Sióstr jest 8;
Wrocław.
Zebranie socyalistów ślą
skich odbędzie się w Wrocła
wiu 1 lutego.
W Głubczycach
na Górnym Sżlązku krzątają
się gorliwsi katolicy około za
łożenia katolickiego stowarzy
szenia politycznego, którego
celem ma być zwalczanie so
cyalnej demokracyi.
Kraków.
W grudniu r. z. przejechało
przez Oświęcim, z zamiarem
j emigrowania do Ameryki tyl
ko 107 osób, a mianowicie: 74
osób z Gal icy i, 2 z Bukowiny
i 31 z Węgier. Policya przy
trzymała lub cofnęła dla róż
nych powodów 35 wychodźców.
S. p- Tomasz Stanecki,
rektor uniwersytetu lwowskie
go, zasłużony pedagog, długo
letni wychowawca młodzieży,
którą serdecznie ukochał, za
siadający z tytułu swego urzę
du obecnie w Sejmie, zmarł
po długiej i ciężkiej słabości
dnia 8 Stycznia. R. i. p.
Z Polesia.
Z uwagi na pomyślne rezul
taty osuszania błot poleskich,
ministeryum komunikacyi po
stanowiło, jak donoszą dzien
niki petersburskie, osuszyć je
szcze na Polesiu 1,100,000
dziesięcin gruntów rządowych
i 6,900,000 dziesięcin gruntów
prywatnych. — Jednocześnie
mają być osuszone 2,000,000
dziesięcin błot w gubernii czer
ńihowskiej. W tym celu mi
nisteryum proponuje przepro
wadzenie 14,000 wiorst kana
łów. Ogólny koszt robót obli
czony został na 11 milionów
rubli.
Kijów.^
Ksiądz Sz., wikary tutejsze
go katolickiego kościoła, znikł
bez śladu. Policya otworzyła
jego pomieszkanie, ale ani w
papierach jego, ani w meblach
nie znalazła nic, coby dać
mogło wskazówkę. Pogłosek
mnóstwo krąży. Jedni utrzy
mują, że księdza Sz. zamordo
wano i utopiono w Dnieprze,
a to w celu przywłaszczenia
sobie pieniędzy, które staru
szek oszczędnein życiem zebrał
i przy sobie nosił. Inni twier
dzą, że on się sam utopił w
rozpaczy, że znaczną sumę po
życzył komuś takiemu, który,
jak się okazało, nie miał ża
dnej hipoteki.
Na ostatniem posiedzeniu
rady miejskiej skonstatowano
urzędownie, że miastu grozi
krach właścicieli domów. Na
budowano za dużo wskutek
tego, że spekulanci chwycili
się do budowania na sprzedaż;
a wszystkie te nowe domy po
obdłużano tak po bankach, że
czynsze nie pokrywają rat. —
Dyrekcye banków odbyć mają
konferencyą i wspólne obmy
ślić środki przeciw grożącemu
krachowi.
WIADOMOŚCI MIEJSCOWE.
— JSTa jakie sposoby biorą
się żydkowie polscy nawet tu
w Chicago, ażeby zyskiwać dla
siebie polskich odbiorców,
przekonał się przedwczoraj
nasz rodak, pan K. Dorszyń
ski, mający skład ubrań na
Milwaukee ave. Przyszedł do
niego jakiś człowiek, który
niósł pod pachą świeżo wi
docznie kupione palto i zażą
dał łamaną angielszczyzną pa
ry rękawiczek. Pan Dorszyń-"
ski widząc, że to Polak, odpo
wiedział mu, że lepiej poro
zumieć się ojczystym językiem.
Ucieszył się gość, że mówi z
Polakiem, i, zapewne nie zna
jąc miasta, powiedział, że się
cieszy, że tylu Polaków w tej
okolicy znajduje, gdyż władnie

xml | txt