OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, February 28, 1891, Image 1

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1891-02-28/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

DZIENNIK CHICACOSKI
Wychodzi codziennie z wyjątkiem niedziel
i awiąt uroczystych.
PRZEDPŁATA DLA STANÓW ZJEDN.
wynosi rocznie S3.oo;
„ uuesiącz. $0,25:
^Pojedynczy Numer lc.
DLA EUROPY I INNYCH PAŃSTW
rocznie $6.00.
CHICAOO DAILY HEWS
(Polleh)
published daily except snodaya and holiday*
/vwvwwv
SUBSCRIPTION PRICE FOB THE U. 6
yearly
monthly $0.25;
Single copy le.
FOR EUROPE AND OTHER STATES
yearly.... $6.00.
PISMO POLITYCZNE, POŚWIĘCONE INTERESOM POLAKOW W STANACH ZJEDNOCZONYCH AMERYKI POŁNOCNEJ.
ZExitexecl at tłie Clxicagro, Ul. UPost Office as second, class matter.
No. 50. Sobota, dnia 28 lutego 1891 r. Rok II.
Telegramy Zagraniczne:
Cesarzowa wdowa po Fryderyku
wyjechała z Paryża.
Powody nieporozumienia miedzy
królowa Anglii a synem.
W Czechach chcą przecie posta<
wic pomnik Husowi.
Admirała Hollmana mowa nie
podoba się Wilhelmowi.
Rumuńskie ministeryum podaje
się dodymisyi.
Watykan.
Rzym, 27 lutego.
Dnia 3go Marca Papież
przyjmie życzenia k<>llegium
kardynalskiego w rocznicę
swej koronacyi. Z powodu iż
zmieniły się stosunki między
Kwiryna'em a Watykanem,
Papież mowy politycznej mieć
nie będ/.ie: chce wyczekać, w
jaki sposób się stosunki wyja
śni±. *
Niemcy.
Berlin, 27 lutego.
Cesarz Wilhelm rozgniewa
ny na mowę, którą miał nie
miecki minister marynarki w
celu usprawiedliwienia swych
propozy<-yj w sprawie budże
tu dla floty. Daje się słyszeć
pogłoska, że minister otrzyma
dymisją.
Berlin, 27 lutego.
Holi man, minister marynar
ki, oświadczył dziś w komi>yi
budżetowej, iż mową swą we
Środę wcale nie chciał wyrazić,
jakoby Niemcy powinny iść o
lepsze z Anglią i Francyą co
do urządzenia floty. — Miał ^a
sobą tylko ma^o głosów i wnio
sków jego codo budowy trzech
nowych paucerników, jednego
krzyżównika i innego jeszcze :
statku, nie przyjęto.
Berlin, 27 lutego.
Daje się słyszeć pogłoska, ,
jakoby były s/.ef sztabu gene
raluego, hrabia v. Waldersee
miał zostać następcą hrabiego
Muenster w poselstwie w Pa
ryżu.
Dzisiejszy Reichsanzeiger
donosi, iż kanclerz państwa v.
Caprivi polecił namiestnikowi
Alzacyi i Lotaryngii, księciu
Hohenlohe, ażeby nie wyko
nywać ustaw ułatwiających
stosunki paszportowe z Fran
cyą i nie udzielał żadnych uła
twień przybyszom z Francyi.
Ustawy paszportowe zostaną
zaostrzane.
Berlin, 27 lutego.
Kanclerz v. Caprivi dziś na
posiedzeniu Rady Państwa
wyraził się za najżywszem wy
powiedzeniem walki duchowi
socyalistycznemu nurtującemu
wre wojsku.
Rozporządzenia w sprawie
paszportów w Alzacyi i Lota
ryngii uważane są tutaj jako
wywzajemnienie się cesarza
Wilhelma za postąpienie arty
stów francuskich. Przed dwo
ma jeszcze dniami książę Ho
henlohe w pewnej mowie wy
raził nadzieję, że ustawy w
tym kierunku staną się jeszcze
łagodniejsze. Obecnie nowe
rozporządzenie wywarło wpływ
na giełdę berlińską i pary
ską.
W Wiedniu na giełdzie pa
nował wielki niepokój. Opo
wiadają tu sobie, iż urzędowe
raporta z Paryża do Berlina
znacznie łagodziły prawdziwy
stan rzeczy. Herbette, tutej
szy fraocuski poseł, jak po
wiadają, nie przeżyje tej spra
wy.
Austro-Węgry.
Wiedeń, 27 lutego.
W Czechach w r. 1889 wiel
ka burza powstała w skutek
tego, iż w nowem Muzeum w
Pradze wymazano nazwisko
Jana Husa ze względu na ka
tolików. Młodo-Czesi podów
czas protestowali. Obecnie
zamierza Rada gminna pary
ska wystawić pomnik na ryn
ku Pragi. Katoliccy członko
wie Rady opierali się temu i
oświadczali, że byłoby to nie
zmierną obrazą dla katolików;
wniosek jednak został przy
jęty 37 głosami przeciw 10:
Staro-Czesi nie głosowali.
Francy a.
Paryż, 27 lutego.
Cesarzowa' — wdowa po
Frydryku dziś rano wyjecha
ła stąd bez bez żadnych dal
szych niemiłych wypadków.
Że całe zajście nie było - dro
bnostkowem, wynika już z
faktu, iż zmieniła kierunek
drogi, gdyż obawiała się de
monstracyj obraźiiwych ze
strony części ludności. Wczo
raj wieczorem donoszono, że
cesarzowa o pół do 12tej wy
jedzie do Calais; 'na radę je
dnak poufnych wyjechała ce
sarzowa o dwie godziny wcze
śniej i pojechała do dworca
Gare du Nord, skąd pociągiem
odjechała do Boulogne. Stam .
tąd uda się do Calais, gdzie
wstąpi na oczekujący ją sta
tek królowej angielskiej.
Pomimo taj emu icy okrywa
jącej wyjazd cesarzowej, setki
ludzi zgromadziły się przecież
na dworcu Gare du Nord.
Zachowywano się jednak
przyzwoicie, i większość zdej
mowała kapelusza, gdy cesa
rzowa przechodziła.
Cesarzowa zupełnie była
spokojną i miała twarz pogo
dną. We3zła szybko do wa
gonu kolejowego i pożegnała
się z "urzędnikami poselstwa
niemieckiego. '•
Paryż, 27 lut.
Wczoraj u barona Rotszylda
cesarzowej przedstawiono ma
larza Gervex. Tenże wyraz ł
j swe ubolewanie w imieniu
kilku kolegów, iż nie mogą
wziąć udziału w wystawie ber
lińskiej z powodu, że nie mogą
zrywać z innymi kolegami.
Cesarzowa uważnie słuchała i (
odpowiedziała, iż powody fran
cuskich artystów pojmuje1 i
uważa za sprawiedliwe, cho
ciaż przykro jej, że Francuzi
nie wezmą udziału na wystawie
berlińskiej.
Dover, 27 lutego.
Królewski statek przywiózł
dziś po południu o piątej cesa
rzową Frydrykową ze świtą.
Cesarzową przyjęto z okrzyka
mi radości, gdy wstąpiła na
ląd pośród huku dział.
Londyn, 27 lutego.
Przejazd cesarzowej z Calais
do Dover odbył się bez żadne
go po drodze wypadku. Nie
miecki ambasador londyński,
hrabia von Hatzfeld, przyjął
ją w Berlinie. Książę Henryk
v. Battenberg ze swoją mał
żonką przyjął ją we Windsor.
— Królowa Wiktorya jutro
na cześć córki wyda'ucztę, na
którą otrz}^mali zaproszenia
ambasador hrabia Hatzfeldt i
admirał v. d. Goltz, który za
stępował cesarza przy spu
szczaniu na morze wojennych
okrętów we czwartek w Ports
mouth.
Paryż, 27 lutego.
Las eosnowy Peiavaca nie
daleko Mentone pali się. Ba
talion strzelców alpejskich na
daremnie starał się stłumić
płomienie, przyczem wskutek
dymu udusiło się dwóch pod
oficerów i dwóch żołnierzy.
Paryż, 27 lutego.
Ribot, minister spraw ze
wnętrznych, dziś jednemu z
przyjaciół powiedział, mówiąc
o odwiedzinach cesarzowej w
Paryżu, iż nie miał ani chwili
spokoju, póki codziennie nie
otrzymał wiadomości, że cesa
rzowa spokojnie ułożyła się do
snu.
La Liberte powiada, że opi
nia publiczna poznała aię na
kokieteryi cesarza. Wilhelma
względem Francyi- w chwili,
gdy trój przymierze rwać się
zaczynało: że,chodziło mu pe
wnie o zerwanie sojuszu fran
cusko-r osy js kiego.
Paryż, 27 lutego.
Donoszą, iź poseł niemiecki,
hr. Muenster dziś był w mini
steryum spraw zewnętrznych i
oświadczył, iż pesarzowa wdo
wa za<jL>woloną jest z przyjęcia
i dziękuje rządowi za rozpo
rządzenia, które jej pobyt w
Paryżu miłym uczyniły.
Malarz Bougereau powie
dział do hr. Muenstera, że w
Berlinie wystawi swe obrazy,
j eźeli j eszcze jacy i nni malarze
francuscy to uczynią. Cesarzo
wa była w jego atelier, ale ani
słowa nie mówiła o wystawie.
Wielka Brytania.
Jjondyn, 2f> lutego.
- Koroner po śledztwie nad
morderstwem popełnionem w
Whitechapel wyraził się z
wielkiem powątpiewaniem o
winie uwięzionego Sadlera.
Oświadczył, iż czas w którym
Sadler mówił z konstablem i
czas zamordowania dziewczyny
nie dadz * się pogodzić ze sobą.
Także człowiek, który nóż ku
pował, nie jest wcale ident)fi
kowauy; Sadler jako pijany w
owyui czasie nie mógł w ten
sposób popełnić morderstwa
dokonanego na sposób mor
derstw osławionego „Jack the
Kipper." Prawdo podobnie w
skutek tych oświadczeń uwol
nią Sadlera.
Londyn, 27 lutego.
Sir William Gordon Cum
mings, głównie wplątany w
znany „skandal bakkaratow
ski", który zaskarzył wszystkie
owe osoby, które mu zarzucały
grę f; Łzywą, nie zgodził się na
wniosek owych planów, by
sprawę oddać sądowi honoro
wemu złożonemu z trzech
mężów.
Londyn 27 lutego.
Wiadomość o wczorajszem
nieporozumieniu między kró
Iową a księciem Walii wielką
wywołała senzacyą.
Nim książę Walii udał się
na miejsce, gdzie miano okręt
spuszczać na morze, otrzymał
przez ministeryum spraw ze
wnętrznych wieści niepokojące
0 położeniu ^cesarzowej Fry
drykowej w Paryżu i postano
wił z powodu, iż go Paryżanie
lubią, pojechać po siostrę do 1
Paryża i przywieźć ją do Lon
dynu, ażeby ją.uchronić po
drodze od nieprzyjemności.
Uwiadomił też o tem królową
telegraficznie.
Kiedy przybył tta miejsce,
gdzie królowa stała otoczona"
różnemi osobistościami, królo
wa głośno powiedziała do nie
go: „Co też ty powiadasz?
Moję córkę z Paryża uprowa
dzić! Nonsen^! To niepodo
bna!1' Książę półgłosem od
rzekł, że doniesienie ministra
takie na nim wrażenie głębokie
zrobiło, iż telegrafował do
siostry, by natychmiast Paryż
opuściła, jeżeli jego nie może
oczekiwać.
Królowa widocznie rozgnie
wana odpowiedziała, że nie
może w to wierzyć, by córkę
jej obrażano w Paryżu. Potem
usiadła i położyła rękę na $
guzik elektrycznego aparatu,
co przeraziło profesora Edgara
1 innych urzędników, gdyż mo
gło to spowodować przedwcze
sne spuszczanie się okrętu.
Potem ganiła pośpieszne po
stąpię uie księcia i groziła,
telegramami odwołującymi.
Księżę odrzekł spokojnie, że
byłoby to nierozsądnie i prosił,
by matka przeciwnie telegra
mami zatwierdziła jego polece
nia. Nakoniec uspokoiła się
królowa i spokojniej pomówi
wszy z księciem dozwoliła mu
wysłać cyfrowaną depeszę mie
szczącą zatwierdzenie królowej.
(Dok. na 4 tej str.)
KŁOPOT! CHIŃCZYKA
!
W CHINACH.
PRZEZ
(60) JULIUSZA YERNE.
(Ciąg dalszy).
» Rekin zobaczył płynących i zwrócił się ku
nim. Na chwilkę olbrz\mie jego cielsko oka
zało się pod przejrzystą wód powierzchnią, zie
lonemi przebłyskując pręgami. Długości miał
szesnaście do ośmuastu stóp. Olbrzymi po
twór !
Rzucił się najprzód na Kin Fo z rozwartą
paszczą, aby go pochwycić.
Lecz Kin Fo nie stracił zimnej krwi.
W chwili gdy się rekin ku niemu zwracał, o
parł o grzbiet jego swe wiosło i silnem pchnię
ciem w okamgnieniu odsunął się od niego da
leko.
Kreg i Fraj rzucili się w tę stronę, goto
wi walczyć, gotowi go bronić.
Rekin zanurzył.się na chwilę pod wodą i
wnet wypłynął zuowu na wierzch z rozwartą
paszczą, o poczwórnym rzędzie zębów ostrych
jak brzytwy.
Kin Fo chciał ponownie użyć tej samej
sztuki, która mu się raz powiodła, ale wiosło
jego spotkało się w połowie drogi, rekin je
zgryzł jak nic.
W tejże chwili rekin leżąc bokiem na wo
dzie rzucił się na swą ofiarę.
Strumienie krwi buchnęły i morze zabar
wiło się na czerwono.
Kreg i Fraj kilkakrotnem pchnięciem utopili
swe noże w kadłubie potworu. Jakkolwiek
grubą i twardą, miał skórę, przebiły ją amery
kańskie ich noże z długiem aszerokiem ostrzem.
Rekin otworzył naówczas paszczę i zam
knął ją napowrót z przeraźliwym łoskotem, bi
jąc gwałtownie o wodę ogonem. Jednem ta
kiem uderzeniem zasięgnął Fraja i odrzucił go
o 10 stóp precz.
— Fraj! — krzyknął Kreg z takim szcze
rym bólem, jakby to uderzenie jego samego
trafiło.
— To nic — Hurra! — zawołał Fraj.
Nie był wcale ranny :pancerz kauczukowy
złagodził siłę uderzenia.
Ponowiono walkę z rekinem i to z praw
dziwą wściekłością.
Zwracał się on na wszystkie strony. Kin
Fo potrafił zręcznie ugodzić go w same oko
szczątkiem swego wiosła, i tym sposobem na
rażając się niemal na śmierć pewną w obec roz
wartej paszezy rekina, zdołał go jakiś czas po
wstrzymać na miejscu, podczas gdy Kreg i Fraj
usiłowali ngodzić go w serce.
Powiodło im^ię widocznie, albowiem po
twór rzuciwszy się jeszcze po raz ostatni po
szedł wreszcie pod wodę, zalany buchającymi
zeń potokami krwi.
— Hurra! Hurra! Hurra! — zawołali ra
zem Kreg i Fraj wznosząc do góry zwycięskie
swe noże.
— Dziękuję pani>m — odrzekł Kin Fo,
jakby dziękował za j:>ierwTszą lepszą wyrządzo
ną mu grzeczność.
— Nie ma za co — odpowiedział Kreg —
D w akr od sto tysięcy dolarów dad za jeden ką
sek rybie....
— Nigdy! — zawołał Fraj.
A Sun? Co się stało z Sunem? Tym ra
zem wyprzedził on wszystkich i znajdował się
już w pobliżu łodzi. Tchórz uciekał wiosłując
co tchu. Omal że go to o wieJkie nie przypra
wiło Dieszczęście.
Rybacy zobaczyli go, ale nie mogli przy
puścić, aby w tej szczególniejszej odzieży psa
morskiego mógł się znajdować człowiek. Za
bierali się tedy7 złowić go, jak delfina lub fokę.
Gdy tedy domniemana ryba zbliżyła się do
nich, zarzucili z łodzi sznur, ostrym w końcu
opatrzony hakiem.
Hak zaczepił się za pas Sunowej odzieży i
przedarł ją wzdłuż od pasa do karku.
Sun trzymany na wodzie już tylko po
wietrzem napompowanem w spodniej części o
dzieży,- wywrócił naraz kozła i pozostał głową
w wodzie. z nogami w powietrzu.
Kin Fo, Kreg i Fraj zbliżywszy się wła
śnie w tej chwili mieli tę przezorność zagadnąć
najpierw do rybaków po chińsku.
Ci przerazili się ogromnie —po raz pierw
szy usłyszawszy gadające cielęta morskie. Za
bierali się rozpiąć żagle i uciekać jak uajprę
dzej. f
Ale Kin Fo uspokoił ich, dał się im po
znać i przekonał, że tak on jak jego towarzy
sze, byli ludz'mi a nawet Chińczykami.
W parę minut wszyscy trzej byli już w
łodzi.
A Sun? Przyciągnięto go hakami i pod
niesiono głowę z wody. Jeden z rybaków
chwycił go za resztkę warkocza i wydobył—
Aliści reszta warkocza urwała się i pozo
stała w ręku rybaka, a biedny Sun powtórne
go dał nurka.
Wówczas rybacy zarzucili nań linę i wy
ciągnęli na łódź z niemałym mozołem.
Zaledwie się nieco uspokoił wyrzuciwszy
z siebie morską wodę, której się nałykał, zbli
żył się doń Kin Fo i surowym tonem spytał:
— Więc warkocz był przyprawiony?
,■— A czyżbym inaczej — odrzekł Sun —
znając zwyczaj pański, wszedł był w służbę do
pana?
A powiedział to tak śmiesznie, że wszyscy
w koło śmiechem parsknęli.
Rybacy ci byli z Fuuinu. O dwie mile*
tylko znajdował się ten właśnie port, do któ
rego płynął Kin Fo.
Tegoż jeszcze wieczora około godziny ó
smej wylądowali tamże, a zrzuciwszy z siebie
przyrządy kapitana Boy tona, wszyscy czterej
przybrali napowrót postać ludzką.
(Ciąg dalszy nastąpi.)

xml | txt