OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, March 26, 1891, Image 1

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1891-03-26/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

CMICACOSKJ
arycfcodzi codiiennie z wyjątkiem niedziel
i awiąt aroo:v>tych.
PRZEDPŁATA DLA STANÓW ZJEDN.
wynosi rocznie $3.oo;
„ miesiąc*. §0.25:
Pcłjedynczy Numer lc.
DLA EUROPY I INNYCH PAŃSTW
rocznie §6.00.
CHICAGO DAILIf NEWS
: ^(PoiiMn), -X
published dally except enndaye and
A/WVWWV
SUBSCRIPTION PRICE POR THE U. &
yearly........$3,00;
monthly $0.25;
Singi* copy lc.
POR EUROPE AND OTHER STATE8
yearly.... fB.oo.
pismxTpolityczne, poświęcone interesom polaków w stanach ZJEDNOCZONYCH AMERYKI PÓŁNOCNEJ. H
No. 72.
Entered. at tlie OtLicagro, 111
Telegram; Zagraniczne.
Wyrok sadu w sprawie zatonię
cia „Utopii".
W Portugalii grozi kryzys mini
steryalna.
Zamordowanie policyjnego agen
ta w W. Ks. Poznańskiem.
Współudział europejskich kra
jów na wystawie.
Niemcy.
Berlin, 25 marca.
Dziś w Berlinie zebrała się
konferencya znakomitych nie
mieckich fabrykantów celem
naradzenia się, jaki udział na
leży wziąć na wystawie Chica
goskiej.
Ogólne jest mniemanie, iż
Niemcy na wystawie będą re
prezentowane tylko wtedy go
dnie, skoro rząd niemiecki wy
śle do Stanów Zjednoczonych
komisarza, któryby miał peł
nomocnictwo zapewnić wy
stawcom niemieckim wszelkie
korzyści, do jakich przemysł
niemiecki ma prawo.
Konferencya dziś uchwaliła
zwołać na dzień 2-go Kwietnia
do Berlina wielkie zgromadze
nie wszystkich niemieckich fa
brykantów. Jeduym z najgłó
wniej szyc b wniosków na tem
-zgromadzeniu ma być miano
wanie komitetu z kupców,
któryby nad urządzeniem od
działu niemieckiego na wysta
wie czuwał, ułatwiał je i w o
góle o takowe się starał.
Drezno, 25 marca.
Saski minister-prezydent,
hrabia von Fabrice, generał
kawaleryi, minister państwa
i wojny, jak«>też minister spraw
zewnętrznych, dziś umarł.
Zmarły liczył lat 73.
Berlin, 25 marca.
Donoszą, że w Dobrej, w W.
ks. Poznańskiem rosyjski agent
policyjny został zamordowauy.
Odebrano mu papiery, a pozo
stawiono wszelkie kosztowno
śri. Depesza również donosi,
iż ogólne jest mniemanie, jako
by go zamordowali „polscy
nihiliści". — Chyba rosyjscy.
Francya.
Grasse, 25 marca.
Królowa Wiktorya tu przy
była. Mer i prefekt powitali
ją Da dworcu kolei i wręczyli
jej pyszny kosz kwiatów. Ka
pela wojskowa 112 pułku gra
ła hymn angielski. Ulice od
dworca do hotelu przepełnione
były tłumami ludzi, którzy wi
tali królowę entuzyastycznymi
okrzykami.
Paryż, 25 marca.
„XIX Siecle'1 przyznaje, iż
obwód rybołostwa koło Nowej
Fundlandyi dla Fraucyi żadne
go nie ma znaczenia, sądzi je
dnak, iż prawo do takowego
wielce dla Francyi jest ważne,
gdyż obejmuje kolonią angiel
ską.
„Estafette" nie godzi się na
żadne odszkodowania czy to
pieniężne, czy też w gruntach.
Ponieważ istnieje pogłoska, że
Ferry ma stanąć na czele mi
nisteryum kolonialnego, które
jest w planie, przeto owe
oświadczenie dosyć jest ważne.
Wielka Brytania.
Londyn, 25 marca.
Rząd brytyjski przez mar
kiza Salisbury uwiadomił mi
nistra Blaine formal u ie o
przyjęciu przez Wielką Bry
tanią zaproszenia prezydenta
Harrisona, by wzięła udział
na wystawie powszechnej w
Chicago w r. 1893. Lord
• O
Salisbury również zawiadomił
prezydenta przez ministra
Blaine'a, że zostanie miano
waną komisya królewska, by
popierać starania angielskich
kupców o wystawienie tu pro
duktów angielskich i opieko
wać się w ogólności oddziałem
brytyjskim.
Londyn, 25 marca.
Xowy system Jlistonoszów
poczmistrza generalnego Rai
kesv urządzony na wzór ame
rykańskiego systemu, dzisiaj
wszedł w życie.
Londyn, 25 Marca.
Wiedeński korespondent do
„Chronicie'' twierdzi, że rządy
Stanów Zjednoczonych i Szwaj
caryi ułożyły się, ażeby wza
jemne jakiekolwiek nieporo
zumienia oddawać pod roz
strzygnięcia sądu polubowne
go. Prezydent przytem miał
wyrazić życzenie, by inne kra
je również na taki układ się
zgodziły.
Londyn, 25 marca/*
Berliński korespondent^do
„Times1' donosi, iż wczoraj
zakończono narady w sprawie
austryacko—niemieckego u
kładu handlowego pod prze
wodnictwem ministra v. Boet
ticher i że układ ten prawdo
podobnie jutro zostanie pod
pisany. Szczegóły układu
jeszcze nie znane.
Londyn, 25 marca.
Parowiec Don przywiózł do
Plymouth załogę niemieckiego
statku Humboldt, którą zna
leziono w najokropniejszym j
stanie, prawie wymierającą.
Barka Humboldt wypłynę
ła we Wrześniu z Atlanta w
Mexyku nad zatoką kalifor
nijską i płynęła do Falmouth.
W podróży załoga dotknięta
skorbutem straszliwe przeszła
cierpienia. Zęby ludziom wy*
padały, a skóry i członki pu
chły. Kiedy z parowca Don
ich dostrzeżono, barka tonęła,
a wszystkie łodzie były# po
trzaskane, dwóch .z załogi już
nie żyło, a inni tak byli osła
bieni, iż trzeba było ich za
wlec na pokład Donu. Przez
trzy miesiące trwało to przy
kre położenie załogi.
Londyn, 25 marca.
Arthur Wilson, w którego
domu wydarzył się ów skan- ;
dal bakkaratowy, został przez
królowę mianowany nadszery
fem w Yorkshire. Wedle po
głosek, ma Wilson wkrótce
otrzymać tytuł szlachecki.
Włochy.
Rzym, 25 marca.
Powiadają tu, że raąd wło
ski nie wchodząc w to, czyli
pomordowani w New Orleans
byli winni, czy nie, głównie na
to nacisk kładzie, iż więźnio
wie, dopóki byli w więzieniu,
stali pod opieką raądu, który
winien był ich bronić, a nie
uczynił tego, chociaż uznano
ich za niewinnych.
Dla tego rząd włoski urzę
dowo zażądał ukarania przy
wódzców tłumu i odszkodo
wania dla rodzin pozostałych
po zamordowanych.
Hiszpania.
Gibraltar, 25 marca.
Jeden z nurków donosi, że
uszkodzenie parowca ,,Utopia'1
mniej jest znaczne, aiż począt
kowo sądzono. Taran pan
cernika Anson rozdarł płyty
parowca od środka okrętu do
przodu w długości około 20
stóp. Utopia leży na kotwicy
okrętu wojennego.
25 zwłok dzisiaj dobytych
pochowano w morzu. Nurek
sądzi, że w zatopionym okręcie
jeszcze więcej zwłok się znaj •
duje.
Sąd morski, którego zada
niem było zarządzić śledztwo
w sprawie zatonięcia Utopii,
dzisiaj ogłosił swój wyrok.
Kapitan Mc Keague, odpo
wiednio do tego okrętu jest
winnym wielkiej względności,
iż starał się stanąć na kotwicy
poza nową tamą portową, nie
upewniwszy się wprzódy, ja
kie okręty tam stoją na ko
twicy. Również popełnił ka
pitan Mc Keague wielki błąd
próbując opuścić znowu miej
sce zarzucania kotwicy prze
chodząc blisko Ansona. Sąd
wyraził, iż powyższe orzeczenia
jak najzupełniej i najjaśniej
zdanie j^go wyrażają, przeto
nie uważa za potrzebne roz
strzygać kwestyi, ezyli dyplom
kapitana Mc Keague na teraz;
ma być zatrzymanym, czy tet
odebranym i zupełnie od niego.
W sądzie policyjnym kapitana
z aresztu wypusaczono po> roa- j
strzygnięciu sędłziego^ iż oska
rżenia o błędnem postępowa
niu, niest080wnem zachowaniu
-się, opieszałości i złem prowa
dzeniu okrętu upadają w obec
werdyktu sędziów przysię
głych i rozstrzygnięcia sądu
-morskiego.
Portugalia.
Lizbona, 25 marca.
Kryzys ministeryalna się
zbliża. Dziennik Commercia
utrzymuje, że może nastąpić
lada dzieli. Sennor Caritalho,
były minister, który właśnie
• powrócił z Afryki, dla tego
opuścił stronnictwo liberalne,
ponieważ nie może się zgodzić
na politykę Gotneza w sprawie
niedawnego ultimatum brytyj
skiego.
Rosy a.
Petersburg, 25 marca.
Donoszą, iż w północnej
Laplandyi odkryto liczne dya
menty.
Telegram; Krajowe,
Uroczystość w Springfieldzie na
cześć Palmera.
Śledztwo w sprawie przekupienia
sędziów przysięgłych w
New Orleans.
Nieszczęście w salinach. '
Notatki wystawowe z Washing
tonu.
Ze Stolicy Związkowej.
Washington, 25. marca.
Angielski dziennik „Two
Republics17 wychodzące w Me
xyku pisze w sprawie wysta
wy powszechnej: „Mexyko u
rządzi na wystawie oddział,
który swoją wspaniałością
przewyższy wszystkie inne, z
wyjątkiem Stanów Zjednoczo
j nycb, a oryginalnością zwróci
na siebie uwagę nawet Unii.
Szczególną jest rzeczą, że ze
etrony państw zagranicznych
pierwsza urzędowa czynność w
sprawie 400 letniej rocznicy
odkrycia Ameryki pochodzi
ze San Domingo, gdzie założo
ną niegdyś została pierwsza
osada hiszpańska.
Kapitan Nathan Appleton,
znany obywatel z Bostonu,
który jest zajęty budową pe
wnej kolei w San Domingo,
został uproszony, by przyjął
do wystawy kolumbijskiej pe
wne przedmioty ze strony re
.publiki. Również zbierze różne
wyroby indyańskie z gliny,
kamienia, drzewa i t. p., z cza
sów przed przybyciem Ko
lumba.
Prezydent Venezueli przyjął
bardzo uprzejmie komisarza
porucznika marynarki Rogera
Wells i uwiadomił go, że Ve
nezuela przyjęła zaproszenie
do wzięcia udziału. Komisarze
wkrótce zostaną wyznaczeni
do zajęcia się urządzeniem od
działu republiki.
Hiszpański rząd uwiadomił
rząd tutejszy, że wez'mie udział
w wystawie kolumbijskiej.
Także poseł Liucoln donosi, .
że Wielka Brytania przyjęła
zaproszenie i weźmie udział w,
wystawie.
Ze Stolicy Stanu.
Springfield, III., 25. mar ca.
W Izbie posłów dziś rano
kilka sprawozdań komitetów
przyjęto. Ze Senatu przyszła
również wiadomość o przyję-^
ciu kilku bilów.
Następujące bile wniesiono:
Brooks o zakazie przywozu
do Stanu ostryg i innych sko
rupiaków w beczkach.
Nohe o zniesieniu ustawy o
kanalizacyi.
(Dok. na 4 tej str.)
i
SZAEY PROCH
POWIEŚĆ
(7) — PKZEZ
MAR JE RODZIEWICZ
ii.
(Ciąg cfalszy).
Wieś rozrzucona była szeroko i bezładnie
na szerokiej przestrzeni, od zagrody do za
grody zygzakiem biegły twarde ścieżk', roz
dzielały je płoty i zagony warzywa, otulały je
puszyste sady. Nad rzeką gościniec się wił,
poznaczony słupkami z nazwiskiem gospoda
rzy obrzeżony ciętemi kulisto wierzba mi, strze
żony co kroków kilkaset przez kapliczki oszklo
ne, pełne pierwotnych rzez'b świętych. Ście
żyny twarde od chat biegły też do gościńca, in
ne wężykiem wyślizgiwały się w pola wiosko
we, inne szły przez kładki i wielkie głazy na
rzece w stronę dworu. Mrówcze to były dro
żyny, pracą wydeptane.
Za wsią od gościńca na lewo zbiegało się
ich mnóstwo, tworzyły już nie szczelinę w zie
leni, ale szeroką drogę. Te wiodły do ko
ściółka z polnych kamieni, stojącego jak na
strażnicy wsi. Sioło wyglądało dostatnio i
ludnie.
Z gościńca wzrok z przyjemnością obej
mował zagrody te i sady, żywą wodę i czerwo
ny dach kościoła, zajmował się oryginalnemi
krzyżami Żmujdzi, bardziej do monstrancyi
•/
mmmm
"i &&Ś ! ■ K£:V»
niż do krzyżów podobnymi,Q[a zatrzymywał się
wrzeszcie ciekawie na starym sypanym kurha
nie za wsią, Geclyminowych może bojów za
bytku, który teraz gęsto porosły dzikie róże i
taruiny.
W zagrodach tych lud mieszkał rosły i
dorodny. Na pozór wesół i swawolny nawet,
krył w głębi dusz niespożyty hart, wielkie ta
jemnice, niezatarte tradycye. Sprawni byli
do rolnictwa i rzemiósł, skrzętni i pracowici.
Hodowali lny i pszczoły, chodzili z dostawami
lądem i wodą, wyrabiali barwne samodziały.
Karewisów we wsi było dziesięć rodów, spo
krewnionych i sąsiadujących o miedzę. Roz
rodzili się nadmiernie i zubożeli w skutek tego.
Młodzież i na schwał piękna i wybujała szła
gęsto i często w rekruty — sługiwała po dwo
rach, a jednak w chatach dziatwa się nie prze
bierała, dostatek nie przybywał, zagon się
rozdrabiał.
Kołodziej Jan Karewis dla rozróżnienia
przezwany Didelis (wielki), przodował mię
dzy krewniakami ilością rodziny, biedą, pracą i
nabożeństwem. Miałbo za kogo i o co się mo
dlić. Prosił o siły dla siebie do pracy, prosił
za czworgiem dzieci i żoną staruszką, którym
dział wydzielono na cmentarzu za kościołem,
prosił za trzema zamężnemi córkami, za dwo
ma synami, co się pożenili i gospodarzyli
wspólnie, wzdychał do Boga za Florkiem, co
go* wzięli w żołnierze, daleko aż do wołogodz
kiej gubernii i za najmłodszym Marcinkiem,
co stado pańskie pasał za Kirszniawą. I pro
sił jeszcze za jednem dzieckiem, o którem już
nawet nie wspominano w cliacie, tak dawno
w świat poszedł — i przepadł bez wieści. Cza
sem też prosił kołodziej o wiele, wiele pienię
dzy. Marzyło mu się, jakby wtedy synów
rozdzielił i obudował, ziemi dokupił, krów i
koni rozliodował, Marcinka do szkół oddał —
możeby na księdza wyszedł, a Florkowi posłał
zapomogę na chleb biały i buty wygodne. A
tymczasem w domostwie Didelisów siekiera je
go pracowita stukała od świtu do nocy, a kark
jego od pracy i lat garbił się coraz więcej, a
z piersi zmęczonej coraz częściej stękanie się
dobywało, lub ciche westchnienie
Było to lato — sama kośba. Pod napół
spróchniałą już stuletnią lipą, osłaniającą nu
rnę (dom) Didelisów, stary Jan ciosał suchą
dębinę na koła. Z chaty dorośli, kobiety i
wyrostki poszli do siana. ' Od łąk rozbrzmie
wały chóralne śpiewy i wesołe okrzyki — we
wsi natomiast panowała wielka cisza. Z dala
tylko od jednej z uboższych zagród, dolatywał
monotonny stuk tkackiego warstatu, a w są
siedztwie w sadzie wiśniowym ktoś gwizdał
z cicha. Wiedział Jan stary, że warstat stukał
u Jodasów pod pracowitą dłonią Rozalki sie
roty, że gwizdał żołnierz kaleka, krewniak je
go — dozorując pasieki. A on nasłuchując
pieśni dalekiej, przypominał młode lata, gdy
w chórach przvm trzymał a w zabawie przodo
wał. Teraz zostawiono go z kalekami we wsi.
i oddano pod dozór troję wnucząt najmłod
szych. Jedno spało w kołysce zawieszonej na
nizkiej gałęzi lipy, dwoje siedziano na progu
cbaty bawiąc się z łaciastym kotem. Słońce
schylało się na zachód. Niebawem już dotknie
wierzchu Pitkalnisu (kurhanu) i skwar swój
purpurą złagodzi. Niebawem też wieś się za
ludni i spoczną pracowite ręce.
Daleko na gościńcu kołatał dzwonek po
cztowy. Kołodziej nie podnosząc oczu we
stchnął. Od- Ejragoły szła poczta — wiozła
pisma różne, listy i papiery do gminy. Pi
sma nie dia niego lyiy, i listów nie miewał,
chyba żołnierski, żałośny i krótki od Florka,
któremu tam na kraju ziemiśniła się Kirsznia
wa i rodzinna chata. Ale papierów urzędo
wych bał się chłop, bo tam bywały pozwy do
sądów, rozkłady podatków, rozkazy różne —
ciężkie. Dzwonek się zbliżał, skręcił z gościń
ca między zagrody, rozbrzmiewał donośnie mię
dzy ścianami i sadkami. Nie do gminy to by
ła droga, ani do oberży ani do plebanii Więc
gdzież ?
Kołodziej robotę opuścił, i zasłaniając rę
ką oczy od słońca, patrzał w tę stronę. Bry
czka ukazała się właśnie z za pasieki sąsiada,
zbliżyła się do jego chaty i stanęła. Ktoś wy
siadł z niej. Pan jakiś młody, brodaty w ja
snym eleganckim paltocie, i miejskim filco
wym kapeluszu. Przez ramię miał torbę skó
rzaną, w ręku laskę o złotej gałce, na rękach
rękawiczki jasne, —

xml | txt