OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, March 31, 1891, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1891-03-31/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

DZIENNIK CHICAGOSKI
{.ismo polityczne, poświącone interesom Polaków
w Stanach Zjednoczonych Ameryki Półn.
Wychodzi codziennie z wyjątkiem nie
uziel i świąt uroczystych.
Za ogłoszenia i za artykuły pod na
główki m „nadesłane" Redakcya „Dzien
nika Chicagoskiegok- nie bierze odpowie
dzialności.
PRZEDPŁATA WYNOSI:
rocznie $3.00;
miesięcznie $0.25;
Cena pojedynczego numeru lc.
W yd-awcy:
Spółka Nakład. Wydawu. Polsk.
w Chicago, Illinois.
Ks. J. Radziejowski, Prezes.
Ob. W. Jendrzejek, kasyer.
Ob. B. Klarkowski, sekretarz.
Ks. Fr. Gordon, zarządca.
Wszelkie listy i korespondencje
uprasza się przesyłać pod adresem:
Dziennik Chicagoski
141 & 143 W. Division st, Chicago, ill.
W'szelkie przesyłki pieniężne na
leży posyłać do zarządcy pod adre
sem:
Rev. Fr. Gordon
141 & 143 W. Division Street
Chicago, III.
Z polit jki miejscowej.
Wczorajszy meeting w polskiej
hali.
Taki porządek, taka uwaga :
i taki szacunek okazany dla |
przemawiających, obok takie- i
go zapału i takiego entuzyaz- j
mu, jakie wczoraj panowaiy w j
czasie zgromadzenia tysięcy
obywateli Polaków zebranych
pomimo wielkiej ulewy w no
wej polskiej hali przy Bradley
ulicy, chyba nigdzie w wyż- j
szym stopniu nie znajdą ;>ię na I
posiedzeniach różnych, które j
Senator Palmer zwiedzi i swo- j
jemi przemowami uświetni w |
ciągu bieżącego tygodnia, j
Wszyscy ci panowie, wszyscy I
urzędnicy i reprezentanci, któ
izy w owej hali znalezli >ię
wczoraj nieodstraszeni ani de
szczem. ani oddaleniem hali od
środka miasta, mieli sposo
bność przekonać się, że Polacy
w Chicago są narodem polity
cznie dojrzałym i że zysk ad ich
dla siebie znaczy zyskać party ą
wielką, wierną i w aż n 4 w ufin
mieście*, lekceważyć ich i kii
wpły w u 11 iepodob na.
Ma my naszego reprezentanta
w legislatorze Stanu Illinois;
o .
mamy naszego komisarza w
powiecie Cook 5 obecnie mamy
widoki otrzymać urzędnika
drugiego w mieście Chicago i
radnego — jeżeli nie kilku la
dnych — w mieście: w obec
tego, co wczoraj w idzielismy
na zgromadzeniu polityczuem,
możemy mieć nadzieję, że ich
zyskamy, i że my sami uczyTni
mv wszystko, co od nas zależy ,
ażeby przyszło do tego.
Posiedzenie otworzył oby w.
A. J. Kowalski, który powołał
na przewodniczącego, obywa
tela Wiktora Bardońskiego,
komisarza powiatowego. Ten- j
że zagaił posiedzenie, powołał j
na sekretarza oby w. T. Królika ;
(a gdy ten był nieobecny,
oby w. S. Szwaj karta) i odczy
tał listę wiceprezydentów, któ
rych zaprosił do zajęcia miejsc
na platformie. ajbaidziej
znani i powszechnie szanowani
obywatele miejsca te zajęli.
Obecny mer Cregier ukazał
się w hali, a okrzyki radości, ^
z jakimi go przywitano, sna- ,
duo mu udowodniły, iż lola
cy życzą sobie, ażeby i nadal
pozostał 11a tym urzędzie i dnia
7-o-o kwietnia oddadzą mu ;
O
swe głosy.
Pierwszym przemawiającym
był obywatel Piotr Kiołbassa,
który z początku w obec entu
zyastyeznych wiwatów musiał
chwilę czekać, ażeby uniesienie
cokolwiek się uspokoiło, nim
zaczął mówić. Cisza zupełna i
jak największa uwaga nastąpi
ła, skoro tylko mówić zaczął;
przerywano co chwila wpra
wdzie mowę jego grzmiącymi
oklaskami, ale były to chwilo
we tylko wybuchy uznania i
entuzyazmu: słuchano zaś z
natężoną uwagą.
Nasz kandydat na skarbnika
miejskiego wykazywał, jak
ważną jest rzeczą dla Polaków,
iż Polaka nominowano na re
gularnej konwencyi kandyda
tem na drugi urząd w drugienl
mieście w Chicago. Ze skro
mnością sobie właściwą zazna
czyć się starał, że nie przypisu
je własnym swoim zasługom
zaszczytu, który spadł na nie
go, tylko tej okoliczności, iż w
mieście uznają wpływ i zua
czenie Polaków, kiedy jednego
z nich na tak ważny powołują
urząd: wszelkich przeto sił
winni dołożyć Polacy, ażeby
na tym urzędzie rzeczywiście
stanął Polak, przez co znacze
nie ich wzrośnie jeszcze więcej.
Mówiąc o innych kandyda
tach na tykieeie demokraty
cznym, obyw. Kiołbassa prze
dewszystkiem skonstatował
fakt, iż Polacy nigdy przedtem
mie otrzymali tyle wymieście
urzędów, ile im się dostało
właśnie w czasie administracyi
obecnego mera Cregiera; nie
wynosząc przeto pod niebiosa
tego kandydata, ani też nie
poniżając innych kandydatów,
już mi tyra tylko fakcie się
opierając, należy starać się o
to, ażeby Polacy własne swe
dobro mając na oku, ternu
kandydatowi oddali swe głosy.
Mówił także oby w. Kioł
bassa o osobistych swych prze
ciwnikach, którzy występują
przeciw niemu z zarzutami
błahymi, z sarkastycznymi do
cinkami: nikt jednak nie zdo
łał podnieść żadnego zarzutu
realuego, nikt zarzucić mu nie
mógł niczego, coby istotnie
mogło rzucić cień na jego kan
dydaturę.
Istotnie obecni udowodnili
oby w. lv iolbassieswoimi okrzy
kami i przeciągłymi oklaskami,
że go szacują, poważają i ko
chają, i że wiedzą o tein bar
dzo dobrze, iż nigdy nie zdoła
liby mieć nadzieję, by Polako
wi mógł się dostać tak ważny
urząd, gdyby nie mieli między
sobą Piotra Kiołbassę zarówno
przez ziomków, jak przez wszy
stkie inne narodowości cenio
nego i szanowanego obywa
tela.
Przemawiał następnie, ró
wnież po polsku, polski kan
dydat na aldermana 16-tej
wardy, obyw. Stau. Kunz.
Mowę jego patryotyczną, w
której zaczął wykazywać wzra
stający w Chicago wpływ Po
laków, i znaczenie, jakie ten
wpływ ma na podniesienie
narodowości polskiej, przer
wało wejście Senatora Johna
M. Palmera.
Niepodobna opisać entuzy
azmu i nieskończonych okrzy
ków towarzyszących wejściu
ulubionego Senatora, przedsta
wiciela demokracyi, do hali i
na platformę mówców. Nie
którzy już stracili byli nadzieję,
by Senator przyjechał, wsku
tek pogłosek, że choroba (gry
pa) zatrzymuje go w Spring
fieldzie, i telegramów niepoko
jących (także i we wczoraj
szym numerze „Dziennika"
podanych). Tem większa była
radość, kiedy nadszedł.
Mowa Senatora, której słu
chano z zajęciem, długa i prze
konująca, dosyć była ważną,
ażebyśmy dokładniejsze Z niej
przytoczyli wyjątki, Za szczu
płe ramy „Dźiennika", za kró
tki czas, ażeby można złożyć
ją w czasie odpowiednim przed
oddaniem Dziennika do druku,
nie dozwalają nam dzisiaj-tego
uczynić, i z tej przyczyny od
kładamy to do następnych nu
merów: czas nie będzie za
krótki, by wszelkie główne jej
punkta poruszyć w ciągu ty
godnia. Tu wyciąg z niej kró
ciuchoy podajemy.
Senator mówił, iż został wy
nagrodzony za trud swój, iż
mimo choroby przybył tak da
leko, gdyż ma stanąć w obro
nie zasad party i demokraty
cznej, jest przedstawicieli, i
starać się dopomóc jej do zwy
cięstwa nad par ty ą republi
kańską, która żadnych nie ma
zasad. Chory był, i szpital w
Springfieldzie zamienił na mie
szkanie wr hotelu w Chicago,
ale uważa siebie za żołnierza,
którego i choroba nawet, gdy
do wralki go powołują, nie
powstrzyma od wzięcia w niej
czynnego udziału.
Następnie wykazywał wa
żność zasad demokratycznych
0 potrzebę solidarnego postą
pienia, by partyi tej zwycię
stwo zapewnić. Z całą świado- i
mością w tej walce bierze u
dział, iż skoro regularny de- I
mokratyczny tykiet zostanie
pobitym, pobitą będzie party a
1 on z nią razem.
Także ważne nadzwyczaj u
stępy z mowy mera Cregiera
podamy w ciągu dni nastę
pnych. Szczegóły tej mowy
obeznają obywateli bliżej z
punktami, o które chodzi w ca
łej obecnej walce wyborczej;
mer Cregier zwycięsko odparł
zarzuty mu czynione idokumen
fcsmi i przekonywającymi do
wodami punkt za punktem
popierając, udowodnił, jak ni
kłe są owe zarzuty ciągle i cią
gle powtarzane. I o stanie
obecnym kasy miasta; o poda
tkach i o innych czynionych
11111 zarzutach mówił świetnie
i przekonywająco.
Przemawiali z kolei niektó
rzy reprezentanci nasi w legi
slature na dowód, że oni —
owych zwycięskich i dzielnych
101 — popierają demokraty
czny tykiet regularny: po an
gielsku mówili wesoły i dowci
pny poseł Springer, poważniej
szy, ale jako Irlandczyk roz
sądny pojmujący Polaków i z
nimi głęboko sympatyzujący
Joseph A O'Donnell, również
Jacob J. Kern, obecnie repre
zentant, a zarazem i kandydat
na rzecznika miejskiego. Po
polsku przemówił nasz repre
zentant ziomek pan John A.
Kwasi groch.
Nastąpiły już polskie mowy.
Wielce dowcipnie i wesoło roz
począwszy swą mowę oby w. E.
Z. Brodowski, przekonywająco
udowadniał potrzebę solidar
ności w popieraniu kandyda
tów demokratycznych, i w
szczególności naszych polskich
kandydatów, zwłaszcza obe
cnie, obyw. P. Kiołbassę na
skarbnika miejskiego i obyw.
S. Kunza na aldermana 16—tej
wsrdy. Dokończył swej mo
wy również obyw. Stan H.
Kunz i pobudził nią zgroma
dzonych do entuzyazmu; wre
szcze z wielkim zapałem pię
knie przemówił znany obywa
tel August J. Kowalski, po
czem posiedzenie zostało zam
knięte.
Inne zgromadzenia odbędą
się jeszcze w bieżącym tygo
dniu; nD%iępnik" o nich do
niesie. — Wczoraj jaszcze
przemawiał senator Palmer W
Svea's Hall, róg Larrabee Str.
i Chicago Ave. Ale tam, choć
hala znacznie mniejsza, posie
dzenie nie odbyło się tak przy
kładnie, jak w hali polskiej, i
zdarzyły się niepokoje, wyrzu
cania, krzyki, i t. p.
Konwenćya dzielnicy LakeTiew.
W dzielnicy Lake View w
Lincoln Turner Hall wczoraj
wieczorem odbyła się demokra
tyczna konwenćya dzielnicy.
Mianowano następujących kan
dydatów dzielnicy Lake View:
Np assesora: George M. Baumann. •
„ kollektora: Frank Kerz.
„ superwizora: Carl Nordlie.
„ clerka: Oscar M. Kaufmann.
Komitet kampanii.
Stronnicy Cregiera wyzna
czyli komitet do prowadzenia
kampanii przez tydzierf przed
elekcyą. Znajdujemy w dłu
giej tej liście nazwiska polskie,
a między nimi znowu znane
powszechnie nazwiska obyw.
Wiktora Bardorfskiego i Aug.
J. Kowalskiego, M. A. La Buy,
J. A. Kwasigroch, Jul. Retz
kiego i innych.
Harrison.
Wczoraj Harrison przema
wiał w czterech miejscach: 492
Jefferson Str, 163 Ambrose
Str., 40 W. 1 Sth Str., 350 Blue
Island Ave. Naturalnie, entu
zyam i tam wszędzie panował.
Harrison wszędzie stara się
przekonywać swoich zwolenni
ków, że wprawdzie ceni wyso
ko Senatora Pal mera, ale że
tenże niesłusznie mięsza się do
spraw miejskich.
(Nadesła ne.)
Do Polaków w Chicago.
Niedawno wszystkie nasz# pisma
polskie w Amery«e rozniosły wiado
mość o świetnem zwycięstwie polity
cznem naszych rodaków w Milwau
kee. Wszystkie pisma bez wyjątku
barwy głowę schyliły przed solidar
nością Polaków w mieście nazwanem
stolicą niemiecką Stanów Zjedaoczo
nych, która to solidarność w zarządzie
miejskim, powiatowym i stanowym,
dała Polakom nieomal najwybitniej
sze stanowisko.
Na widok tak pomyślnego obrotu
sprawy nigdzie nie odczuła ?ię zaz
drość, ale u nas w Chicago pognębiło
nas uczucie niemocy i prawdziwi Po
lac}r i patryoci poczęli się pytać: Co
jest właściwie powodem, że na lu
dność 120,000 Polaków pozostaliśmy
dotyckczas zerem w obec ogólnej
polityki, że podczas gdy inne naro
dowości zajmują wysokie stanowiska,
my jedyni jesteśmy kopciuszkami
pomiędzy nimi?
Na to pytanie odpowiedzią była
odwieczna nasza niezgoda — wszę
dzie nami pomiatano, bo brak «am
było solidarności, imne narodoweści
używały jednego z nas przeeiwko
drugiemu, potrafiono wzbudzić w je
dnostkach małostkową zazdrość i w
taki sposób siły nasze rozstrzeliwały
się, rodaków użyto za narzędzie prze
ciwko rodakom — a rezultatem była
zawsze ogólna niemoc polityczna.
Dopiero wystąpienie solidai^ie re
daków w Milwaukee uderzyło nas,
Polacy w Chicago poczuli swoją siłę,
a kiedy przy prymaryach na alder
mana wystąpili za rodakiem Stan.
Kunzem w 16tej wardzie wszyscy
kandydaci cofnęli się, bo od razu zo
baczyli, że nie oprą się wzburzonemu
wichrowi polskiemu.
Wystąpienie nasze od razu wywo
łało reakcyę, wszyscy politycy ze
zdziwieniem spojrzeli na to, że po
tylu latach walki, zazdrości i prywaty
nareszcie Polacy przejrzeli. Zoba
czono, że dzisiaj ma się do czynienia
z silną falangą połączonyeh i zgo
dnych Polaków i od razu staliśmy
się potęgą w ogólnej polityce na
szego miasta.
Gdyby ktol przed kilku jeszcze
mitsiącami był nam powiedział, że
którakolwiek z naszych partyi głó
wnych powierzy Polakowi jaki ważny
yrząd w ogólnym zarządzi# miej'
skim, natenćzas nikt z nas nie wie
rzyłby w to — a obecnie, jak tylko
pogodziliśmy się, od razu obywatel
Polak stanął na tykiecie demokra
tycznej partyi jako drugi urzędnik
tego wielkiego miasta.
Polakiem tym, któremu przypadł
ten niezmierny zaszczyt reprezento
wania poraź pierwszy Polaka w za
rządzie miejskim, jest znany i ogól
nie szanowany
Piotr Kiołbassa.
Lubo znamy obywatela tego od lat
wielu, lubo wyrobił sobie pomiędzy
nami powszechne uznanie i szacu
nek swą uczciwością, chęcią poma
gania każdemu, wedle możności i
własnych środków, lubo czujemy
wszyscy, ż^ honor polski przez obiór
naszego Piotra na ten wysoki i za
szczytny urząd w dobrem spoczywa
ręku — to w obecnej chwili nie cho
dzi tyle o Piotra Kiołbassę, ale o to,
że urząd ten dostanie się Polakowi.
Siłę naszą polityczną nie podniesie
to, ż« Piotr Kiołbassa zajmie ten u
urząd, ale głośną naszą zdobyczą bę
dzie to, że Polaka uznano dobrym,
by mógł trzymać w swem ręku mi
liony dolarów miejskich pieniędzy
bez obawy jakiejkolwiek defrauda
cyi.
Przez tyle lat odpychano nas od u
rzędów — nie pomyślano nawet o
tem, by nam jakikolwiek dać. —
Dziś dopiero nadeszła chwila, że po
stawiono na urząd Polaka, nie żeby
się napraszał o to partyi, ale trzeba
go było prosić i błagać, ażeby kan
dydaturę przyjął — Ten oto jest
tryumf naszej zgody politycznej —
a teraz zależy na tem, ażeby każdy
Polak zrozumiał doniosłość naszej
zgody i solidarności, zrozumiał to,
że głosując, pracując i namawiając
ludzi do głosowania na Piotra Kioł
bassę, nie czyni tego dla Kiołbassy,
ale na pożytek i chwałę imienia pol
skiego w Chicago i Ameryce —
Skoro raz już będziemy mieli Pola
ka wyższym urzędnikiem w naszem
mieście, to tu łatwiej pójdzie nam
sięgnąć w przyszłości po jaki drugi
urząd. A skoro teraz przepadniemy
z nasiym kandydatem, to wpływ
polski na ogólną naszą pontyKę upa
dnie od razu i dojdziemy do tej sa
mej nicości w jakiej byliśmy, przez
tyle lat ubiegłych.
A więc rodacy precz z prywatą,
precz z osobistą niechęcią. - - Polak
idzie na urząd, Polacy uiech za nim
głosu ją, bo Polak przez to dojdzie
do urzędu i na Polaków też spłynie
cała clmała i pożytek, żc ich naro
dowość jest reprezentowana na dru
gim miejskim urzędzie drugiego po
Nowym Yorku miasta w całych
Stan a ch Zjednoczonych.
Kto w tej ważnej chwili nie potrafi
pojąć tego, że z wyborem Kiołbassy
spłynie pożytek i honor na wszyst
kich Polaków, ten nie rozumie co
jest patryotyzm, tego praca dla na
rodowości polskiej jesc blichtrem —
a czynami jego nie powoduje patryo
tyzm, ale brzydkie samolubstwo. —
Kto dla dobra i pożytku ogólnego
nie potrafi zapomnieć prywaty, ten
nie zasługuje na miano patryoty.
A więc bracia, kto jest Polakiem,
kto jest pairyotą, ten pójdzie głoso
wać i głos swój niezawodnie odda
Polakowi
Piotrowi Kiołbassie
na skarbnika miojkiego, a
ob. Stanisławowi Kunz
na aldermana 16-tej wardy.
ZIEMIE POLSKIE.
Obchód konstytucji 3. maja.
Czytamy w ,.Czasie1' nastę
pujące ogłoszenie:
Z powodu zakazu władzy,
zapowiedziane na dzień 14go
marca zebranie delegatów, w
celu porozumienia się co do u
rządzenia obchodu rocznicy 3.
maja — nie odbędzie się. Za
wiadamiamy o tem wszystkie
zaproazone instytucye i stówa
Odwołujemy to zebranie w
tej drodze za pośrednictwem
dzienników, gdyź z powodu
zbyt krótkiego czasu niepodo
bna nam wystosować pism o
§obno do wszystkich zaproszo
nych.
Wydział Izby adwokatów.
We Lwowie, ligo marca 1891. *
Jan Czaykowski, Emanuel
Roiński, Henryk Gottlieb, Sta
nisław Bielirfski, Robert Czay
kowski, Józef Czeszcz, Edward
Feiles, Władysław Górecki,
Maurycy Jekeles, Godzimirz ^
Małachowski, Aleksander Po
miauowski, Juliusz Popiel.
Znaczy to, po galicyjsku, że
„Rząd sprzyja krajowi."
Pomnik dla ś. p. Mikołaja *
Zyblikiewicza.
Wydział krajowy przyjął
już projekt pp. Błotnickiego i
Chrośnikiewicza na budowę
pomnika dla ś. p. Mikołaja
Zyblikiewicza na jego grobie
na cmentarzu krakowskim. W
tych dniach nadszedł na ręce
p. prezydenta Szlachtowskiego ^
odnośny reskrypt Wydziału
krajowego, a z reskryptem
szkice pomnika. Będzie on
wykonany z granitu karpa
ckiego, szlifowanego, będzie
niał 6 metrów wysokości, a u- 1
stawiony zostanie po 3 miesią- /
cach od dnia zamówienia. Na
koszta pomnika przeznaczona
została kwota 1500 złr. i tą
przekroczoną być nie może.
Pomnik składać się bidzie z
niezbyt wysokiej podstawy, o
toczonej żelaznym łańcuchem,
wspartym na paru kamiennych
słupkach. Na podstawie wznie
sionym zostanie obelisk, po
dobnie jak przy pomniku Stra
szewskiego na plantacyach. — I
Na frontowej ścianie obelisku
znajdzie się popiersie ś. p. Zy
blikiewicza, napis z bronzu,
gałązka palmowa i krzyż.
Pomnik Moniuszki.
Na sędziów w konkursie na ) 4
pomnik Moniuszki zaprosił p.
Mierzwiński pp.: Władysława
Bogusławskiego, Woje. Ger
sona, Matuszewskiego, Struve
go i Bron. Żochowskiego. Po \
obejrzeniu miejsca, w którem
pomnik ma stanąć w foyer te
atru wielkiego w Warszawie,
sporządzone będą warunki ^
konkursu dla artystów-rzeź
biarzy.
Ofiara artysty.
W Kury erze Warszawskim
ogłosił artysta-malarz St. Wit
kiewicz list, w którym oświad
cza, iż nie może przyjąć pie
niędzy za obraz swój, zakupio
ny w Warszawie za §00 rs. na
dar dla pani Modrzejewskiej, 1
wręczomy artystce w czasie jej
benefisu. Pan Witkiewicz jest
głęboko wdzięcznym tym, któ
rzy go tak zaszczytnie wyróż
nili, ale nie chce być gorszym
od nicli i łącząc się z nimi w
uwielbieniu dla wielkiej arty
stki, nie może jednocześnie na
tem uwielbieniu zarabiać. Pro- i
si zatem, aby pieniędzmi jego J
rozporządzono w inny sposób. J
Dalej pisz® pan Witkiewicz:
„Będę nad wszelki wyraz szczę- J
śliwy, jeżeli p. Modrzejewska
zechce ten obraz zachować jako |
pamiątkę po tych, którzy do- 1 i
brą myśl ofiarowania go jej
I powzięli i jako słaby wyraz
tej czci, jaką mam dla niej.
Jeżeli się tak stanie, będę z li
chwą za moją skromną pracę^
zapłacony."
Pojedynek amerykański.
We wsi Izbieni w okolicach
Grodna u swego krewnego, a.
1

xml | txt