OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, May 12, 1891, Image 1

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1891-05-12/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

DZIENNIK CH1CACGSK1
vych«4zi c*4*i«nr.ie z wyjątkiem niedziel
i świąt uroczystych.
PRZEDPŁATA DLA STANÓW ZJEDN.
wynosi rocznie SS.oo;
„ miesiącz.$0.25:
Pojedynczy Numer lc.
DLA EUROPY I INNYCH PAŃSTW
rocznie $6 .00.
CHICAGO DAIL^ NEWS
(Polish)
published daily ezcept snndays and holidays
^ /WWVWW
SUBSCRIPTION PRICE FOR THE U. S
yoarly $3.«o:
moithly $4.21>;
8imfl« copy lc.
FOR EUROPE AND OTHER STATE8
yearly.... $6.oo.
PISMO POLITYCZNE, POŚWIĘCONE INTERESOM POLAKÓW W STANACH ZJEDNOCZONYCH AMERYKI POMOCNEJ.
Entered. a.t tłie CT^icagr©, 111. 3Post Offi.ce as second, class matter.
No. 111. Wtorek, dnia 12 Maja 1891 r. Rok II.
Telegramy Zagraniczne:
Gladstone chory.
Eksplozya na parowcu angiel
skim.
W Portugalii niepokoje.
Dalsze strajki w Belgii. '
Niemcy.
Berlin, 11 maja.
Robotnicy w Geestemuende
zamyślają wręczyć adres socya
listycznemu szewcowi Schmal
feldowi na pamiątkę jego od
ważnej walki za sprawą socya
listyczną w wyborach prze
ciwko ks. Bismarckowi.
Schmaifeld otrzymał listy ze
wszystkich stron Niemiec i
Europy, w których składają
mu życzenia za okazaną siłą
przy wyborach.
Berlin, JLl maja.
Cesarz wydał rozkaz przez
ministra publicznych robót, że
nikt nie ma prawa podróżować
bezpłatnie kolejami państwo
wymi, chyba, że osoba ta rze
czywiście w służbie rządowej
podróżuje. Urzędnicy wykra
czający przeciwko temu prze
pisowi zostaną natychmiast
wydaleni.
Wielka Brytania.
Londyn, 11 maja.
Korespondent petersburgski
„Chronicie1' powiada:
,,Rząd rosyjski oświadczył
RotszyIdowi, że polityka cara
w sprawie żydowskiej nie ma
nic wspólnego z ministrem fi
nansów i że Rotszyldowie nie
mają prawa mieszać się do
wewnętrznej polityki Rosy i.
Myślą tutaj, że przez to pogor
szy się tylko położenie żydów,
i zaszkodzi Rotszyldowskim
interesom w kopalniach nafty
na Kaukazie. Car dał rozkaz
żydowskiemu bankierowi, ba
ronowi Giusburgowi, opuszcze
nia Petersburga i zamknięcia
interesu, ponieważ tenże chciał
ofiarować milion rubli mini
strowi spraw wewnętrznych na
cele dobroczynne, i tym sposo
bem skłonić ministra do łago
dniejszego obchodzenia się z
żydami.
Włochy.
Londyn, 12 maja.
Kzymski sprawozdawca
„Standardu" został urzędownie
zawezwany, aby odwołał spra
wozdanie, jakoby rząd włoski
zamyślał przedłożyć sprawę
j Nowo Orleańską pod rozsądzę
; nie mocarstw europejskich.
* Rzym, 11 maja.
Pewien Amerykanin zapisem
bezimiennym przeznaczył kwo
tę $5.000 na cel poprawienia
szkody wyrządzonej skutkiem
explozyi na Pozzo Pantaleo w
j Watykanie.
Meksyk.
Mexico, 11 maja.
M inister spraw zewnę
trznych, Mariscal powiada, że
już poczyniono wszystkie po
! trzebne kroki, że gdy parowiec
„Italia" zawinie do zatoki
meksykańskiej, nie będzie mu
pozwolonem wylądować. Do
zwolą mu wszakże zakupić
mały zapas żywności, ale nie
węgla. Rząd jest zdecydowa
ny, jak powiada minister, ;
mieć baczne oko na ugodę z
Chili, i nie pozwolą na schro
nienie się żadnego powstańca.
Austro—W
Biula — Peszt, 11 maja.
Jęczmień, owies i żyto bar
dzo ucierpiały skutkiem gorą
ca. Pszenica wyda przeciętnie
dobre rezultaty.
Wielka Brytania.
Londyn, 11 Maja.
Gladstone zachorował cięż
ko. Poszedł wczoraj, jak zwy
kle do kościoła, i czuł się zu
pełnie dobrze. Wieczorem je
duak dostał febry. Zona po
słała natychmiast podomowego
lekarza, Sir A. Clark, który
powiedział, że stan zdrowia
Gladstona nie jest w prawdzie
zatrważający, nie pozwolił mu
jednak przez jakiś czas z domu
wychodzić.
Londyn, 11 maja.
W przedniej części okrętu
,,Tancarvilleu wybuchła dzi
siaj straszna eksplozya. Paro
wiec znajdywał się w Newport
w celu naprawy. Wiele osób,
zajęty cli na parowcu, zostało
zabitych, a wiele innych pora
nionych. Parowiec poniósł
wielkie uszkodzenia skutkiem
eksplozyi. Nie podlega wąt
pliwości, że eksplozya nastąpi
ła przez nagromadzenie się ga
zów, które się zawsze w wię
kszej lub mniejszej liczbie gro
madzą pod pokładem okrętów,
przeznaczonych do transportu
olej ii.
. Francy a.
Paryż, 11 maja.
Przy wód z cy anarchistów,
którzy w* dniu 1 maja prowa
dzili taką zaciętą bójkę z poli
cyą i wojskiem w Clinchy,
gdzie 4 policyantów zostało
ciężko rannych, uszli do Lon
dynu, ukrywając się dotych
czas w Paryżu. Pomimo wszel
kich |fposzukiwań policyi, nie
m< żna było ich schwycić.
Hiszpania.
Madryt, 1 i maja.
Depesze z Lizbony d« n sza
o wybuchu gwałtownego prze
silenia w caiej Portugali'.
Rosy a
Peters/mnj, 11 maja.
,,Nowoje WremU" w spra
wie projektowanego cofnięcia
się Rotsyldow-kiego syndyka
tu od nowej rosyjskiej p ży
C'.ki, powiada, że nie powinno
się pozwolić ży dom prowadze
nia lichwy, i że powinni oni
być wykluczeni ze wszystkich
interesów7. Przez to nie będą
oni w stanie wzbogacić się, i
uzyskać takie znaczenie, które
by rosyjskiemu narodowi szko
dę przynieść mogło. •
Włochy.
Rzym, 11 maja.
Konsul włoski w Nowym
Orleanie, Corte, został powoła
ny do kraju, aby zdać rządowi
włoskiemu dokładne sprawo
zdanie o wypadkach zaszłych
od czasu zamordowania szefa
policyjnego Hennesey. Vice
konsul Porna z Nowego Yor
ku, ma go przez ten czas za
stępować.
Belgia.
Bruksela, 11 maja.
Strajk w powiecie Charleroi
przybiera większe rozmiary.
Dzisiaj ^zastraj ko wali robotnicy
lejarii żelaznych. Wiele lej ani
żelaznych przestało funkcyono
wać z powodu brakumateryału
palnego. —
Telegramy Krajowe.
Pożary lasów mnożą się.
Wielkie nieszczęście kolejowe
w Michigan.
Zatargi pomiędzy strajkerami a
świeżymi robotnikami.
?
Pożary lasów.
Coudersport, Pa., 11. maja.
Dziś wieczorem panowała
wielka trwoga w pięknych
miejsc iwościi>ch Austin, Cos
stello," Goleton i Mooris Run
w Potter C<»uiity, z powodu,
iż były otoc-'.<>ne pożarami la
s nv, grożącymi im zupełnem
zniszrz*nieiu .
W Mooie's Run w ci^gu
nory w Niedzielę 75 mężczyzn
starało się, ile zdołali, pożar
odwróć ć. Rozkopali doły i
wzniecili ognie przeciwne, ale
przecitż nakoniec byli zmusze
tii się cofnąć. Wskoczyli szybko
na pociąg kolejowy, ażeby na
innym punkcie przeciw poża
rom wystąpić. .Konduktor i
palacz okryli twarz i ramiona
! zwilźonemi płachtami, weszli
na lokomotywę i zwrócili się
wprost przeciw pożarowi. 75
innych mężczyzn częścią stało
częścią leżało na otwartych
wagonach. Kiedy pociąg zbli
żył się ku pożarowi, gorąco
byJo tak straszliwe i dym tak
nie do zniesienia, że wszyscy
usta sobie zatykali płachtami.
I stało się, co stad się mu
siało, a o czem maszynista nie
myślał z góry: Straszliwe go
rąco oczywiście szyny popa
czyło. Maszynista, ażeby czem
prędzej przebyć morze ognia,
otworzył wszystkie wentyle;
nagle pociąg się zachwiał,
przewrócił, i wszyscy w pło
mieniach się pogrążyli.
Nie da się opisać następują
ca scena, i szczegóły też dokła
dnie nie mogą być wiadome.
Na pół oślepieni ludzie starali
się czem prędzej wydostać na
miejsce wolniejsze, skoroby je
mogli osiągnąć; inni stracili od
razu przytomność, inni, jeszcze
nieszczęśliwsi przytrzymani lub
przygnieceni palącym się wa
gonem, powoli się palili....
Nikt bez uszkodzenia nie u
szedł. Dyrektor ruchu lcolei
Sinnemahoning Valley, które
go zwłoki poz'niej znaleziono,
prawdopodobnie w ostatni ten
straszny sposób zginął; 6 in
nych osób również zostało za
bitych, 30 bardzo ciężko, może
śmiertelnie poparzonych, o 7
nie ma żadnej wieści.
Późniejsze wiadomości z Au
stin potwierdzają tylko po
wyższe szczegóły. Nazwisk
nieszczęśliwych jeszcze nie mo
żna sprawdzić.
Dotychczas pożar pochłonął'
12 mil lasu i niepodobna prze-#
widzieć, kiedy się skończy:
trwa już 48 godzin.
Grand Rapids, Mich., 11 maja.
Lasy około jeziora Deer, o
koło 100 mil stąd, palą się.
Olbrzymi skład drzewa firmy
Ouvsterhou Foy, w którym
i
nagromadzono drzewa wartości
$250,000, jest w niebezpie
czeństwie, iż zostanie pochło
nięty. Wysłano parowiec na
pomoc.
Manistee, Mich., 11. maja.
Miasto zewsząd otoczone pło
mieniami, a drzewo budulco
we, młyny i domy na południe
stąd, już padły ich ofiarą.
New York, 11. maja.
Pożar wybuchł w Sobotę
pomiędzy Mount Pleasant a
Petersburg w New Jersey i
jeszcze, nie został ugaszony. —
Wieś Petersburg była otoczo
ną wczoraj płomieniami.
Zajścia pomiędzy robotnikami.
Pittsburgh, Pa., 11. maja.
Z Wheeling donoszą: Dziś
rano odbyła się krwawa bójka
pomiędzy robotnikami włoski
mi a amerykańskimi w służbie
Alexandra Graham, kontra
ktom w Pipe Creek w Belmont
^County, Ohio, w czasie której
jeden robotnik został zabity,
a 6—10 lżej lub ciężej ranio
nych. Miejscowość owa jest o
10 mil oddaloną od Belaire i
prowadzi tam tylko ścieżka
polna, tak, że o szczegółach
nie podobna się dowiedzieć.
Tylko tyle wiadomo, że jeden
z Włochów uderzył drągiem
żelaznym Amerykanina, po
czem nastąpiła walka ogólna.
Denver, Col, 11 maja.
Straszliwa walka odbyła się
dziś przed południem pomię
dzy strajkerami a nowo zacię
żnymi robotnikami czarnymi w
cegielni F. N. Davisa. Davis,
syn jego i 7 Negrów, uzbroje
ni od stóp do głów, rozpoczęli
robotę, gdy zatrzymali ich
strajkierzy. Davis przestrze
gał ludzi, by się nie mięszali i
szli swoją drogą. Kiedy nie
chcieli tego uczynić, zaczęto
strzelać. Raniono dwóch straj
kerów śmiertelnie, a 10 in
nych lżej lub ciężej.
(Dok* na 4 tej str.)
SZAKI PKOCH
POWIEŚĆ
<44) PRZEZ
MARJĘ* RODZIEWICZ.
VII
(Ciąg dalszy).
— Kozumiem! — odparł stanowczo. —
Nie bójcie się mego wzrostu i lat. Trzy razy
na próbę biegałem do was, owe papiery no
sząc. Za pierwszym razem tom nic nie pojmo
wał i jak po omacku szedł. Za to mnie obito!
Ale drugi raz juzem przejrzał i wiedział, co
niosę, i jak po wietrze, nie było po mnie śladu,
a za trzecim razem, tom całkiem zrozumiał
rzecz, i odtąd gotowem za tę sprawę nie skórę,
a głowę nałożyć. Zobaczycie!
— Uchowaj Boże podobnego nieszczęścia.
Głowa twoja potrzebna ziemi i pilnować jej
powinieneś. „Bądz'cie chytrzy jako wężowie",
powiada pismo — i to ci powtarzam i zawsze
powtarzać będę. Uklęknij teraz!
Marcinek ukląkł a stary wstał, podniesio
ną jego rękę na książce starej położył i podda
wał jemu słowa:
— Ja, Marcin Karewis, za świadka mając
Boga i tu obecnych, przysięgam, jako z duszą
całą, myślą i siłami staję w służbę Szkaplerza
żmujdzkiego, na życie całe, ślubując sprawie
swej wierność, starszym swoim posłuszelistwo,
braciom swoim pomoc, ludziom obcym milcze
nie. Jeźlibym niewierny się stał i zdradził, u
karaj mnie Boże nasz, ukarzcie mnie ludzie,
co te moje łsowa słyszycie. Amen!
— Amen! — powtórzyły trzy głosy.
Stary chłopca z ziemi podniósł, szkaplerz
czerwony mu na szyję włożył i jak brata uca
łował. Pozostali uczynili to samo. Wówczas
zobaczył ich i poznał Wawer. Był to stary
Szwedas i Rozalka.
— Co czynić każecie? — spytał Marcinek
uroczystym głosem, dziwnym przy jego chło
pięcej postaci.
— Będziesz słuchał dziewczyny tej mą
drej a dobrej. Będziesz od niej ogniwem dal
szem łańcucha — bardzo długiego, którego ja
sam początku ni końca nie znam. Bóg z tobą
Karewisie młody. Może w moich latach będąc
— lepsze dni zobaczysz. Tymczasem jak mrów
ka pracuj, jak orzeł myśl, a jak wąż chytry
bądz' Możesz odejść j uż!
— Pójdźmy! — szepnął Marcinek do Ro
zalki ....
Ona zwróciła się po Szwedasa.
— Rufin mnie kazał się dowiedzieć o no
wy transport, czy czego dla nas nie ma?
— Jest gazet cały worek. Pod kamień
go wsunęłem naprzeciw Wawrowej kapliczki,
przy drodze. Znajdziesz?
— Rufin też wamjpienfądze kazał-wręczyć,
ile zebrał przez ten czas. Przysłał mnie bo u
niego wieczorem dwóch z urzędu było, niby
rzeźby oglądali. Ostrzedz was polecił. •. -
— Dobrze, nie przyjdę do niego tedy, a
jutro rano znowu jadę — pusty w tamtą stronę.
Ręką ku zachodowi wskazał.
— Prędko będziecie znowu ?
— Dopiery na odpust Szydłowski.
— Szczęść wam Boże i zdrowo prowadź.
Pochwalony Jezus!
— Na wieki. Amen!
Dziewczyna i Marcinek skłonili się i prze
ciwną stroną kurhanu poczęli schodzić.
Podniół się też i nieznajomy.
— Czas i mnie! — rzekł — droga na ^sta
re nogi daleka.
— Podwiozę was! — Szwedas się ofiaro
wał.
— By nas kto razem zobaczył? Pamięta
cie, jak was przed trzema laty wzięli do wię
zienia i mnie pytali, czy znam Szwedasa i w ja
kich z nim jestem stosunkach! Znam, powia
dam, ale co do stosnków, to w jakichźe ja, o
bywatel, mogę być względem ciemnego, głu
piego chłopa \ Takem rzekł wtedy, a coby
pomyśleli, żebym nocą z tym samym Szweda
sem na wozie jechał? Wypuścili mnie na takie
tłumaczenie.
— Myli się pan! — ozwał się chłop. —
Wypuścili dlatego, że ja na śledztwie o to
samo pytany, powiedziałem: W nijakich sto
sunkach nie jestem, bo pan mi pierwszy wróg
urodzeniem i mową, a dwór pierwsza moja nie
nawiść i obchodzę go jak gniazdo szerszeni!
Obywatel szczerze się zaśmiał.
— Oddałeś mi z nawiązką Szwedas!
Li.'.®* ok
— Dlatego, żem tak nie myślał, tom rzekł.
Czas panu w drogę, czas i mnie. W Szyd o
wie się spotkamy. Mam tutaj jeszcze jeden
interes. Dali mi darmo studenci z tamtej stro
ny książeczek tysiąc, bym je po kraju rozrzu
cił. Zostało jeszcze dwadzieścia, te już tutaj
zostawię.
Sięgnął w zanadrze i pokazał broszurkę
małą w żółtej okładce. Obywatel jednę wziął,
resztę mu oddnł.
— Siejcie, Szwedas, dobre to ziarno i Bóg
niech wam pomaga! Bywajcie zdrowi.
Uścisnęli sobie prawice.
Obcy zniknął w miejscu, gdzie Rozalka
poszła. Szwedas przeszedł tuż koło zaczajone
go Wawra. Znał tam widocznie każdy krzak,
korzeń, gałąź, bo spuszczał się prędko i cicho,
potem jeszcze czas, jakiś kroki oddalające się
było słychać, wreszcie wszystko ucichło, zni
kło, rozwiało się, a w głowie Wawra zostawiło *
wrażenie chorobliwej halucynacyi.
Zaczął i on schodzić, tak zamyślony, że
nie widział, jak opodal jeszcze jeden człowiek
czając się do ziemi w stronę wioski zmierzał,
który ani Szwedasem nie był, ani tym obcym
szlachcicem. Ze wzrokiem wbitym w ziemię i
w sobie zatopiony młody człowiek szedł powo
li miedzami polnemi wśród zagonów ze zbóż o
gołoconych. Chaotycznie mięszały mu się wra
żenia doznane. —
(Ciąg dalszy nastąpi.)

xml | txt