OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, May 29, 1891, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1891-05-29/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for

DZIENNIK CHICAGOSKI
; ł9mo polityczna, poświecone interesom Polaków
w stanach Zjednoczonych Ameryki Półn.
Wychodzi codziennie z wyjątkiem nie
dziel i świąt uroczystych.
Za ogłoszenia i za artykuły pod na
główkim „nadesłane" Redakcya „Dzien
nika Chicagoskiego4, nie bierze odpowie
dzialności.
PRZEDPŁATA WYNOSI:
rocznie $3.00;
miesięcznie $0.25;
Cena pojedynczego numeru lc.
"VŚ7" ydawcy:
Spółka Nakład. Wydawn. Polsk.
w Chicago, Illinois.
Ks. J. Radziejewski, Prezes.
Ob. W. Jendrzejek, kasver.
Ob. B. Klarkowski, sekretarz.
Ks. Fr. Gordon, zarządca. „
Wszelkie listy i korespondencye
uprasza się przesyłać pod adresem:
Dziennik Chicagoski
141 & 143 W. Division st., Chicago, 111.
Wszelkie przesyłki pieniężne na
leży posyłać do zarządcy pod adre
sem:
Rev. Fr. Gordon
141 & 143 W. Division Street
Chicago, UL
O kobiecie polskiej
yypowiada pani de Janze w
świeżo wydanej książce o Mus*
secie, następujące zdanie:
„Polki panowały niepodziel
nie w końcu 13 i na początku
19 wieku. Kiedy icli ojczy
zna padła pod uderzeniami
wrogów, kobiety państwa pol
skiego ogłosiły się królowe mi
za pomocą praw piękna i na
miętności.
W roku 1811 w Warszawie
hrabina Walewska rzuca do
s wy cli nóg pana świata, Na
poleona !
Stały się one bohaterkami
romansu, czarodziejkami życia,
tryumfatorkami' albo ofiarami
poetycznych miłości — pory
wały serca i umysły mężczyzn.
Szlachectwem już było zwad
się Polką.
Pomiędzy wyższemi sferami
towarzystwa — mówi dalej
pani de Janze — odróżnić na
leży dwa typy kobiety pol
skiej. Jeden typ posiada
wszystkie cecby wielkiej da
my, która wywiera wpływ
niesłychany na otoczenie.
Wdzięk jej nie da się opisać,
chociaż nie jest pozbawiony
pewnego niepokoju, serce jej
bowiem w daleko wriększej
znajduje się równowadze, niż
głowa. Kocha się ona we
wszystkiem, co nadzwyczajne,
romantyczne — roznamiętuia
się ona do szlachetnych czy
nów. Wierzy w sny, chimery,
jasnowidzenia, siłę magnety
zmu, w zły lub dobry wpływ
pewnych osobistości.
Helena Massalska, wdowa
po księciu de Ligne, powtórnie
zamężna za Wincentym Poto
ckim, wierzy w to, że widziała
na łóżku trzy główki swoich
dawno zmarłych dzieci...
Polka lubi świat, ale jest
zdolna do porzucenia go nagle
na zawsze; kocha się namię
tnie w podróżach i zmianie
widoków.
To instynkt odziedziczony
po narodzie pasterskim; in
stynkt przypominający sobie
wielkie lasy, rzeki, równiny,
łąki i piasek melancholijny
kraju rodzinnego; wszędzie mu
odtąd za duszno i za ciasno
Natura wrażliwa, wyobraźnia
pełna ruchu — jest czasami
fantastyczną lub okrutną. —
Wymowę posiada Polka bar
wną, język ozdobiony boga
ctwem zwrotów nieoczekiwa
nych, wrażenia jej są dobitne i
silne.
Polka odznacza się prostotą
przyzwyczajeń, pomimo wspo
mnieó świetnej przeszłości; nie
jest nigdy ordynarną, posiada
bowiem dziedziczną dystynk
cyą, wypływającą z tego po
wodu, że w Polsce nigdy nie
zdarzały się mezalianse. Jej
urok ośmiela bojaźliwych i za
wstydza śmiałków. Umie da
leko więcej przez intuicyą, niż
przez naukę. Ma ona na
U3tach wyrazy, które trafiają
do serca.
Poświęcenie cechuje przede
wszystiriem Polkę, dzięki bo
haterskiej krwi, jaka w żyłach
jej płynie. Wiadomo, jaki
udział wzięły kobiety polskie
w dramatach ich Ojczyzny.
One nie tylko umieją żyd, ale
umieją również umierać!...
Taką była Emilia Plater,
bohaterka powstania 1830 ro
ku, walcząca przy boku ojca
i zmarła od ran otrzymanych;
taką była Klaudyna Potocka,
która majątek na cele dobro
czynne złożyła.
Możnaby fakty dzisiejsze
cytować, gdyby to nie było
niedyskrecyą.
Krótko powiemy o drugim
typie kobiety polskiej. Polka
tej kategoryi je^t uzbrojona
od stóp do głów do walki z
życiem. Marzenie o szczęściu
zajmuje jej wyobraz'nią; nie
jest więc zdolną już do miłości,
ale ma geniusz do czynu. Czę
sto piękna, ma ona świadomość
swoich zdolności. Idzie do
celu wytrwale, z czołem pod
niesiouem...'1
?
ZIEMIE POLSKIE.
Walka kulturna vr Kwidzynie.
Z Kwidzyny donoszą do
„Erml. Ztg.":
„Naraz zakwitła tutaj w peł
ni walka kulturna! Donosi
liśmy już, że tutejsza regencya
powierzyła p. nauczycielowi
Szweigowi naukę religii kato
lickiej w wyższej szkole dziew
cząt; Schweig rozpoczął też
naukę, nie otrzymawszy do te
go od ks. Biskupa upoważnie
nia; a więc w przeciwieństwie
do Kościoła katolickiego. Kie
rując się uczuciami katolickie
mi, nie posyłali rodzice — z
wyjątkiem jednego małżeń
stwa — dzieci swych na nau
kę Schweiga, lecz do szkoły
prywatnej katolickiej, w któ
rej nauki religii udzielał ks.
kapelan. W trakcie tego u
dał się ks. Biskup do regency i,
uznając,przy wyłuszczeniu mo
tywów p. Szweiga za niewła
ściwego do udzielania nauki
religii i prosząc, aby naukę tę
pozostawiono ks. kapelanowi.
Tymczasem grozi dyrektor
szkoły dziewcząt p. Dielil pi
snieni do rodziców wystosowa
nem karami, jeżeli dzieci na
naukę religii p. Scliweiga nie
będą uczęszczały. Dawniej nie
mogła się odbywać nauka re
ligii w godzinach na naukę
przeznaczonych, p. Dyrektor
Diehl nie uznał w roku ze
szłym za właściwe dad pozwo
lenia na naukę religii w wol
nych godzinach popołudnio
wych, aż go minister do tego
zmusił, — a dzisiaj naraz chce
on zmusić karami dzieci do u
częszczania na naukę religii u
dzielanąprzez nauczyciela, któ
ry nie otrzymał do tego misyi
kanonicznej."
Strzelno
„Nadgoplanin" pisze: W
sprawie prywatnej nauki ję
zyka polskiego w szkole do
wiadaję się, że w Strzelnie
utworzył się komitet obywa
telski, który traktuje z panami
nauczycielami co do liczby lek
cyi i wynagrodzenia, albowiem
pokazuje się, że bezpłatnie
tej nauki domagać się nie mo
żna; gdy się ten komitet z pa
nami nauczycielami porozumie
wtedy zwołane zostanie publi
czne zebranie ojców rodzin, na
którem ułożony zostanie spo
sób zbierania składek na opę
dzenie kosztów. Będzie to
nowy ciężar, który trudno nam
dźwigać będzie, a którego re
jencya na nas nakładać nie
powinna, bo byłoby jej łatwo
naukę języka polskiego wcią
gnąć w plan lekcyi szkolnych
— aleć darmo, kiedy tego
uczynić nie chce, musimy chwi
lowo ten ciężar wziąć na bar
ki swoje. Ojciec rodzi'ny,
który jest ubogi i płacić nie
może — płacić nie będzie, ale
kogo na to starczy, powinien
chętnie grosz swój na ten cel
ofiarować. Możeby było do
brze ten nowy podatek rozło
żyć według podatku szkolne
go. Polecamy to komitetowi
pod rozwagę.
Odzywam się przy tej spo
sobności do Szanownych Pa
nowi Wielebnych Księży Pro
boszczów w powiecie, aby co
rychlej tą spiawą się zająć
raczyli, aby dzieci nasze co
rychlej miały choćby tylko
prywatną naukę polskiego
czytania i pisania. Chodzi tu
o tę naszą biedną dziatwę,.o
tych maluczkich, o których
powiedział Pan Jezus: ,,Coście
uczynili jednemu z tych ma
luczkich, mnieście aczynili1'.
„Gazeta Gdańska"
ogłasza następujący list:
Łese góra (w ka9zebci szwaj
caryi), 8 maja.
Kochany Panie Redaktorze.
Już to wiele lat upłynęło,
bom jeszcz w ten czas gęse pas,
tere jem clziod (dziad) z sewą
głową, jak w naszy wse (wio
sce) mieszkoł tędzy wiarus,
wieldzy przyjociel zeitungów i
ksiązków, prze tym gbur, jak
to mówią, całą gębą. Ten
przez wiele czytani na starość
popsił sobie łecze (oczy), tak
że czytani mu szło bardzo sła
bo. Białka (żona) jego szła
na Szkaplerzną na terg (targ)
do Srokojców (Sierakowic),
tam kupieła dla swego chłopa
łekulere (okulary), żeby mog
lepi widzieć i czasem je co
przeczetać.
Po przebecu do dom dała je
swemu chłopu. Gbur w sadzy
sobie łekulery na nos, idzie
do łekna (okna), aby się prze
konał, czy lepi będzie mog
widzieć, wtym ale wresci na
swoję białkę: „Wejle (patrz)
Kasia, w naszy marchwi są
sztere (4) cieleta, łene ją czę
sto zezrą". Białka weszła bu
ten (na dwór), ale widziała le
jedno. Przyjdzie do checzy
(stancyi), wsadzy sobie też te
łekulery, ale też widzała cztere
cielęte.
Te łekulery miałe te wła
sność ze wszelko (wszystko^
beło czwórek (poczwornie) do
widzeniu.
Po smiercy tego gbura łeku
lery te zdzinłe i nikt nie wie
u
dzioł, gde łestałe, az teroz zda
je się, ze je kol (przy) recho*
waniu Miemiecczech katole
ków z Zechodnech Prusach
muszeł kto naleść.
Terez pozdrowiąm mojech
wszescech kaszebscech drechow
i prose, żeby kteren z mojech
kamretow też się w naszey
gdunsci gazece odezwoł, bo we
dwójkę to idze lepi.
Kumotr grebego Kaszebe.
Wejherowo.
Kai wary a tutejsza była w
tym roku bardzo licznie od
wiedzana. Korespondent do
„Danz. Ztg." twierdzi, że liczba
pątników wynosiła przeszło
dziesięć tysięcy. Mimo natło
ku żadne nieszczęście się nie
wydarzyło i lud jak n aj przyj
kładniej się zachował.
Z prowincyi.
W miesiącu lipcu r. b. do
biega 25 lat opuszczenia semi
nary um nauczycielskiego po
znańskiego przez grono nau
czycieli szkół ludowych, któ
rych nazwiska brzmią jak na
stępuje: Bajoński Józef, Bzyl
Marcel, Je9zke Bolesław, Kan
dziora Józef, Łaganowski Sta
nisław, Łukowski Michał, Mi
kołajczak Wojciech, Nowicki
Teofil, Piasecki Wiktor, Ro
senau Hipolit, Bękosiewicz Jo
zafat, Seyda Wojciech, Seidel
Antoni, Semrau Jakób, So
wiński Józef, Strzempkowski
Stanisław, SzermerWładysław,
Szuwart Edward, Uliszewski
Marcin, Volkmer Józef, Weigt
Walenty, Winkę Piotr, W rze
siński Augustyn, Zimniewicz
Konstanty.—W smutnym cza
sie przypadł ich egzamin abi
turyencki, gdyż cholera, która
I w miesiącu czerwcu wybuchła
| na Chwaliszewie, tak prędko
się rozszerzyła w Poznaniu, iż
wyżej wymiecieni seminarzy
ści częściowo w następnych
miesiącach składali swój ustny
egzamin. W daleko cięższych
u
i krytyczniejszych czasach, bo
w czasie walki kulturnej przy
padły lata ich urzędowania, to
też z grona tych 24, mniejsza
połowa przeniosła"się do wie
czności, inni, jak np. Bzyl, Se
mrau, Łukowski i Uliszewski
zostali w r. 1887 dla dobra
służby państwowej przeniesie
ni ze swych posad, trzej pierw
si nad Ken, a ostatni z bam
berskiej wsi Rataj, przy Po
znaniu, do powiatu Pleszew
skiego.
Racibórz.
Czytamy w „Nowinach Ra
ciborskich1': „W środę dnia 29
z. m. otrzymał p. Józef Pollok,
rolnik ze Starej wsi, a zarazem
l^rezes Towarzystwa polsko
górnośląskiego w Raciborzu,
"wezwanie od pana Huebnera,
naczelnika gminy, aby się do
niego stawił. Wezwaniu temu
uczynił zadosyć — i tam w
jego kancelaryi otrzymał zaraz
drugie wezwanie, aby się udał
do komisarza polieyi racibor
skiej. "Wszyscy razem udali
się do sali posiedzeń Towarzy
stwa i otworzywszy szafę bibli
oteczną, rozpoczęli rewizyą.
Zabrano ze szafy wszystkie
listy — a to na mocy rozkazu
prokuratoryi. Rewizya ta zo
stała odbytą z powodu nikcze
mnej denuncyacyi pewnej, zna
nej nam zresztą, osobistości,
jakoby Towarzystwo zajmo
wało się jakiemiś sprawami
politycznemi. — Rzecz prosta
— dodają „Nowiny Racibor
skie'4 — że cała ta denuncya
cya ukaże się tem, czem jest —
to jest kłamstwem — i denun*
cyant może sam jeszcze dózna
skutków swego fałszywego
oskarżenia. — Na końcu ko
misarz polieyi, p. Henke, w
towarzystwie pana Huebnera i
innych, odbył rewizyą domową
u pana Polloka, poszukując
pism zakazanych — i to — jak
było do przewidzeniu — bez
skutku. Co jednakże jest naj
ciekawszą rzeczą to, że p.
Hanke zagroził p. Pollokowi:
„wenn die Kosaken hier kom
men, so werden sie Thnen den
polnischen Patriotiamus schon
mit der Knute austreiben'",
to znacz}r, że gdy kozacy tu
przyjdą, to mu knutem wypę
dzą polski patryotyzm. Jest
to, bądź co bądź, dziwne trochę
przypuszczenie ze strony p.
komisarza policyi — i my ni
gdyśmy na myśl podobną nie
wpadli» Czyżby p. komisarz
policyi takich odwiedzin się
spodziewał? — My nie!
Kraków.
Komitet obywatelski dla
niesienia pomocy materyalnej
scenie polskiej w Poznaniu,
odbył posiedzenie pod prze
wodnictwem prezydenta dr.
Szlachtowskiego. W nieobec
ności referenta dr. Lesława
Borowskiego, odczytał projekt
odezwy, przez niego wypraco
wany i aprobowany przez
członków komitetu, sekretarz
prezydyum magistratu p. Ko
siński. Odezwa wystósowaną
zostanie do Rad powiatowych,
burmistrzów miast i zaj-ządów
kąpielowych z prośbą o zajęcie
się sprawą przyjścia z pomocą
scenie poznańskiej albo przez
nabywanie udziałów Spółki
budowlanej po 200 marek lub
też przez nadsyłanie drobnych
i większych kwot na ręce hr.
Karola Scipio, dyrektora Ban
ku galicyjskiego. Zarazem u
chwalono odnieść się do j).
Zygmunta Cieszkowskiego z
prośbą, ażeby się zajął urzą
dzeniem na rzecz teatru po
znańskiego koncertu, też jakiej
uroczystości ludowej.
S. p. Jan Aleksander hrabia
Fredro.
Dnia 14go b. m. w nocy
umarł w Siemianicach hr. Jan
Aleksander Fredro.
W niebożczyku traci litera
tura nasza dramatyczna jedne
go z najwybitniejszych swych
reprezentantów.
Hr. Jan Aleksander Fredro
urodził się w roku 1829 i był
synem wielkiego naszego dra
maturga, Aleksandra hr. Fre
dry.
Zawód komedyo—pisarski
rozpoczął dość późno, bo do
piero w r. 1864, a choć nie
zdołał na tem polu dorównać
swemu znakomitemu ojcu, to
jednakże nie małe położył na
niem zasługi.
Obliczenie ludności.
Mateusz Baj dała, wójt w
X. w Galicyi nadesłał do sta
rostwa następujący wykaz:
„Zaświadczam, jako w naszej
gminie we wsi Wola Boląca
znajduje się następująca sta
tystyczność: Chałup posiedzial
nych 22, karczma 1, kuźnia 1,
gospodarzy 22, żeniatych 19,
babów 19, wdowców 3, kowal
1, kowalka 1, żydów 2, dzieci
ludzkich 43, bachorów żydow
skich 11, pomarło narodu 1,
urodziło się żyjących 15, uro
dziło się nieżyjących 1, poże
niło się 1, ogień był 1, grad 2,
rzeka wylała 1, razem wszyst
kich statystyków 170. Co ja
ko rzetelnie i po sprawiedliwo
ści stoi napisane, pieczęcią się
pieczętuję i podpisem podpisu
ję — Mateusz Bajdała, wójt."
?
WIADOMOŚCI MIEJSCOWE.
„Rey." Yacnil aresztowany.
Czytelnicy nasi przypomną
sobie, iż przed kilko dniami
kap. Porter z policyi Związko
wej aresztował koło Duqouin
niebezpiecznego fałszerza pie
niędzy, nazwiskiem Holmes,
który występował obok tego
jako kaznodzieja baptyski.
Wczoraj tenże sam kap. Porter
przywiózł godnego towarzysza
owego kaznodziei, pana Vancil,
który do niedawna jeszcze
miewał kazania w obec poboż
nych baptystów, 2 mile od Du
qouin. Poznali się oni oby
dwaj jeszcze w r. 1889 przy
padkowo, a pokrewne ich cha
raktery do przyjaźni serdecznej
ich doprowadziły. Vancil wy
dawał fałszywe pieniądze, któ
re fabrykował Holmes, i otrzy
mywał za to 40 procent. Kiedy
aresztowano Holmesa, ruszony
wyrzutami sumienia, jak po
czątkowo twierdził, przyznał
się do udziału w zbrodni panu
Wheasley, swemu przełożone
mu, a ten uwiadomił Portera,
który Vancila aresztował. Van •
cii ma lat 48 i ma familią zło
żoną z 8 dzieci. Związkowemu
urzędnikowi powiedział, iż
przyjmował pieniądze fałszywe
tylko w celu odkrycia całej
szajki fałszerzy i oddania jej
w ręce władz. Na zapytanie,
dlaczego przyjmował komisy4
od Holmesa, nie umiał odpo
wiedzieć.
W sprawie wystawy.
Komitet dla spraw zagrani
cznych uchwalił wczoraj wy
słać w przeciągu miesiąca de
legacyą z pięciu do Europy,
ażeby tam agitacyą prowadzić.
Nazwiska zostaną ogłoszone,
skoro panowie na ten cel wy
brani przyjmą ten obowiązek.
Na czele wyprawy ma stać by
ły gubernator z Connecticut,
Waller.
Organizacye robotnicze zwo
łały na niedzielę popołudniu o
godz. pół do trzeciej wielkie
zgromadzenie wszystkich dele
gatów unij: Trades and Labor
Assoc., Central Labor Un., C.
Council K. of L., Carpenter's
Council i Building Trades
Council, ażeby „naradzić się
nad sprawami niezmiernie wa
żnemi."
W South Dakota komitet
wystawowy stara się o to, by
legislatura wyznaczyła $50,000
na wzięcie udziału w wystawie,
a skoro tego nie uczyni, zebrać
za pomocą prywatnych sub
skrypcyj $100,000 na tenże cel.
Drobne notatki.
— Jutro, w Sobotę, dzień
wieńczenia grobów.
— Sekretarz sądu okręgo
wego, Henry Best, zestawił
wykaz dochodów czystych o
becnych sędziów okręgowych.
Wynosiły one: 30go Listopada
1887: $7,549.82, 31go Maja
1888: $8,375.29, 30go Listo
pada 1890: $20,214.51, a 31go
Maja 1891: $20,926.57. Z ta
beli tej okazuje się przyrost.
— W sprawie urzędu aider
mana 14 wardy, który Henry
W. Schaefer jeszcze zawsze dla
siebie pragnie uzyskać przeciw
uznanemu aldermanowi Jack
sonowi, wczoraj komitet nie
mógł" żadnej przyjąć uchwały,
gdyż nie było quorum. Odło
żono sprawę do Wtorku.
— Były kapitan parostatku
„Van Halsie", Louis Larseu,
został aresztowany pod zarzu
tem, iż oszukał byłego swego
Stewarta Herberta Bates o $22.
— George Bretton, właści
ciel małej gospody koło Jack
son Park, pokłóciwszy się z

xml | txt