OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, July 24, 1891, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1891-07-24/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

DZIENNIK CHICAGOSKI
iemo polityczne, poświącone interesom Polaków
w >tanach Zjednoczonych Ameryki Półn.
Wychodzi codziennie z wyjątkiem nie
dziel i świąt uroczystych.
Za ogłoszenia i za artykuły pod na
główkiem „nadesłane" Redakcya Dzien
nika Chicagoskiego nie bierze odpowie
dzialności.
PRZEDPŁATA WYKOSI:
rocznie $3.00;
miesięcznie $0.25;
Cena pojedynczego numeru lc.
ydLaL-vrcyz
Spółka Nakład. Wydawn. Polsk.
w Chicago, Illinois.
Ks. J. Radziejewski, Prezes.
Ob. W. Jendrzejek, kasyer.
Ob. B. Klarkowski, sekretarz.
Ks. Fr. Gordon, zarządca.
Stanisław Szwaj kart, redaktor.
Wszelkie listy i korespondencye
uprasza się przesyłać pod adresem:
Dziennik Chicagoski
141 & 143 W. Division si, Chicago, Ul.
vVszelkie przesyłki pieniężne na
leży posyłać do zarządcy pod adre
sem:
Rev. Fr. Gordon
141 & 143 W. Division Street
Chicago, III.
Nowiny z Polski.
Piękny jubileusz.
W dniu 8go b. m. święcił
krakowski „Przegląd Polski"
dobrze zasłużony swój jubile
usz 25 letni. Kto zna dzieje
tego wydawnictwa, ten wie, że
ten jubileusz — to zarazem
25ta rocznica ciężkiej i mozol
nej pracy redaktorskiej jego
głównego założyciela i pełnego
ofiarności i poświęcenia mece
nasa, hr. Stanisława Tar no w
nowskiego. Liczne zajęcia
profesorskie, czynny udział w
pracach sejmowych, gorąca
troska o dobro ukochanej A
kademii Umiejętności, której
służy od samego początku —
zrazu jako szeregowiec, potem
jako następca Szujskiego w
sekretarstwie jeneralnem, wre
szcie jako spadkobierca naj
wyższej w niej godności po
Majerze, — to wszystko nie
zdołało jeszcze wypełnić czasu
tej niezwykle zorganizowanej
indywidualności, — pozostało
jeszcze dosyć chwil na powo
łanie do życia i utrzymanie w
najcięższych przesileniach pu
blikacyi, do której inicyatywa
poczęła się nie w próżnej chęci
dogodzenia własnej ambicji,
lecz w głębokiem poczuciu po
trzeby oddziaływania w pe
wnym kierunku u a szersze
warstwy społeczeństwa.
Dziś po latach 25, po tem
pierwszem dwierdroczu mozol
nej pracy, hr. Stanisław Tar
nowski z dumą spojrzeć może
na swoje dzieło, które jest nie
tylko niewątpliwie najznako
mitszą polską j ubl i kacy ą pe
ryodyczną, ale nawet śmiało
może wytrzymać porównanie z
najlepszemi tego rodzaju wy
dawnictwami zagranicznemi.
Przez to *25 Iccic nie było w
Polsce wybitniejszej osobisto
ści, któraby nie była sobie
uważała za zaszczyt pomie
szczenia choć jednej pracy
swojej w „Przeglądzie", —ale
też z drugiej strony nie było
pewnie zeszytu jednego, któ
ryby nie nosił na siebie śladów
pamięci i starania hr. Tarnow
skiego o to swoje ulubione |
dziecię: pomieszczał on tu
wszystko: gromkie słowa i
Skargi, przypominające głosy j
napomnienia do błądzącego po
bezdrożach społeczeństwa, głę- I
bokie studya polityczne, lite
rackie i estetyczne, opisy po
dróży po krajach dawnej Pol
ski, i pełne rzewnych wspo
mnień nekrologi, drobne re
cenzye literackie itd. itd. To
też nie dziw że „Przegląd
Polski'1 tak się zrósł z na
zwiskiem Tarnowskiego, że
jednego od drugiego oddzielić
prawie niepodobna — a gdy
nadeszła chwila 25 letniego
jubileuszu zacnego wydawni
ctwa, hr. Stan. Tarnowski nie
wahał się całego zeszytu wy
pełnić własną pracą, świetnym
przeglądem tego, co się w cią
gu ostatnich lat 25 u nas stało,
z czego bystre na teraźniej
szość i przyszłość wysnuwa
wuioski.
Ten przegląd zatytułowany
jest: „Po dwudziestu pięciu
latach. Z doświadczeń i roz
myślań1' — a wstęp do niego
zamyka autor następującemi
słowy: „Jest zwyczaj, że w
małżeństwie po dwudziestu
pięciu latach zamienia się sre
brne obrączki na pamiątkę
ślubu, na znak wdzięczności
za miłość wzajemną i szczęście,
na przypomnienie, że z latami
nie zmieuiają, ale wzmagają
się uczucia, związki, przysięgi.
My, kiedy przed laty jako
ludzie młodzi zabieraliśmy
głos po raz pierwszy w spra
wach naszych i o naszej spra
wie, ślubowaliśmy tej sprawie
w szczerości serca, proteście
ducha i czystości zamiaru: mi
łość, wiarę i uczciwość (a przez
uczciwość rozumie się prawda
zawsze, kłamstwo i oszukań
stwo nigdy). Dotrzymaliśmy,
Bóg widzi, wiernie: i nie ma
skazy na naszej przysiędze, na
uaszem sumieniu, ani na tem
piśmie. Dziś pod siwym
włosem, po stracie nigdy nie
przebolałej tych, co z • nami
kiedyś tę pracę zaczynali, ze
szyt ten „Przeglądu Polskie
g')1', pisany w tej samej istocie
ducha i woli, co wszystkie po
przednie, składamy Czytelni
kom naszym jak srebrną obrą
czkę, na pamiątkę, na podzię
kowanie, na zakład wiernego
dotrzymania ślubu — aż do
śmierci. ,,Tak nam Panie
dopomóż'1: i tym, którzy dziś
żyją, i tym, co po nich to samo
dzieło w tym sam duchu i celu
dalej prowadzić będą".
Z Królestwa.
„Polit. Corresp." otrzymuje
wiadomość z Warszawy, iż bu
dowa nowych koszar pruwa
l dzoną tam jest z wielkim po
spiechem. Przy budowie za
| trudnieni są wyłącznie rosyj
! scy robotnicy, których znaczną
; część sprowadzono w tym celu
i świeżo z głębi Rosy i.
— Gubernator wołyński,
Eugeniusz Jankowski, coraz
więcej skarbi sobie zasług w
wyższych sferach rządowych.
Oczywiście, że swą żarliwością
i w popieraniu rusyfikacyi i
prawosławienia Wołynia toru
je sobie drogę do jenerał-gu
i bernatorstwa. Świeżo, wskutek
jego przedstawień, ministery
um spraw wewnętrznych za
kazało wszelkich targów i jar
marków w niedziele i święta
prawosławne. W porozumie
niu z władzą dyecezyalną wy
j dał rozporządzenie, grożące
najsurowTszemi karami za nie
delikatnezachowaniesię wzglę
dem duchowieństwa prawo
sławnego. Każdy cudzozie
miec, oskarżony o niegrzeczne
zachowanie się względem popa,
będzie wydalony natychmiast
z granic państwa. Takiż sam
los spotka i żyda. Urzędni
kom administracyjnym, poleca
gubernator Jankowski, aby
swem pełnem szacunku postę
powauiem względem kleru
prawosławnego dawali dobry
przykład ludności.
Warszawa.
3 lipca. Dr. J. Fritsehe zo
stał wczoraj zawiadomiony z
Rzymu, iż Ojciec ś\v. uznając
wielkie zasługi kolonii letnich
warszawskich, oraz szybki ich
rozwój, udzielił im Swego pa
pieskiego błogosławieństwa.
Dokument odnośny dr. Frit
sehe spodziewa otrzymać wkró
tce. — W kwietniu roku bie
żącego skradziono w cerkwi
prawosławnej na Długiej ulicy
14 drogocennych kamieni z
wieńców, okalających głowy
na obrazach Zbawiciela Matki
Boskiej. Po długich usiłowa
niach udało się nareszcie wy
śledzić złodzieja w osobie u
rzędnika soboru, Błyskosza,
który przyciśnięty do muru,
przyznał się do wszystkiego,
wydając wppólnika kradzieży,
żyda Fucbsa. Błyskosz jest
synem b. księdza unickiego, a
obecnie popa prawosławnego.
W tych dniach zmarł ś. p.
. Józef Piechowski, były profe
sor uniwersytetów moskiew-.
skiego i charkowskiego, zna
komity filolog, autor cennych
rozpraw „De epistoła ad Piso
nes" i „De ironia Iliadis", uro
dzony w Koźminie, w W. Ks.
Poznańskiem, w roku 1817.
R. i. p.
Kowno.
(Obrazy do katedry w Ko
wnie). Jak wiadomo, katedra
dyecezyi żmujdzkiej z Telsz
przeniesioną została do Kowna.
Obecny Biskup dyecezyi po
stanowił nową swą katedrę
\ przyozdobić obrazami, któreby
były prawdziwemi dziełami
sztuki, i w tym celu wspólnie
z kapitułą udał się o wykona
nie 16 olbrzymich obrazów do
Andriollego. Artysta ten ko
losalną tę pracę podjął i w
tych dniach udaje się do Ko
wna dla wykończenia obrazów
na miejscu. Imię Andriollego
daje dostateczną gwarancyą,że
obrazy tej nowej katedry będą
posiadały przymioty prawdzi
wie artystyczne i może nie je
dnego nawet turystę i znawcę
ściągną do Kowna dla pozna
nia tej pracy artysty, więcej
znanego u nas jako ilustratora.
Ciechocinek.
Grono kapitalistów zagrani
cznych i tutejszych ma zamiar
urządzić w Ciechocinku sztu
czne jezioro, a właściwie ol
brzymi basen napełniony wodą/
słouą ze źródeł ciechociilskich.
Basen ten byłby utworzony o
bok tętni i miałby około stu
metrów obwodu. W ten spo
sób chorzv mogliby nietylko
oddychać słonem powietrzem
pod tężniami, ale nawet i uży
wać kąpieli zupełnie podo
bnych do morskich. Wedle
projektu, basen ma być tak u
rządzony, by za pomocą odpo
wiednich przyrządów można
było wywołać w nim wielkie
fale, podobne do fal morskich.
Koszta urządzenia basenu obli
czono na stokilkadziesiąt ty
sięcy rs.
Staranie o uzyskanie koncesyi
na to przedsiębiorstwo już roz
poczęto.
Z Prus Wschodnich.
„Pielgrzym" pisze: „Z po
czątkiem bieżącego kwartału
wychodzić przestało pismo pro
testancko-polskie „Nowiny",
wydawane dotąd we Wro
cławiu, a więc nie posiadają
już obecnie polscy protestanci
na Mazurach i Szlązku -żaduej
gazety politycznej, gdyż „Ga
zeta Lecka" już z dniem 1
kwietnia 1890 upadła. — Je
żeli się pytamy o owoce 15
letniego działania „Gazety Le
ckiej", w odpowiedzi stawiać
musimy wielkie zero. Nie
tylko że prawie nigdy nie
uwzględniła narodowych po
trzeb, a]e nawet do podniesie
nia oświaty mało się przyczy
niła, o czem najlepiej świadczy
to, iż liczba abonentów pisma
i odbiorców kalendarza z nim
połączonego, co rok się zmniej
szała. — „Nowiny" wrocław
skie były redagowane nie ile,
postarały się też o uspokojenie
potrzeb narodowych i ducho
wnych ludu, ale i one w pierw
szym rzędzie pielęgnowały to,
co rozłącza Polaków katolików
od Polaków protestantów; już
druk był gotycki. — Czy się
znajdzie ktoś, któryby próbo
wał wydawać nowe pismo
protestanckio-polskie? Bar
dzo wątpimy. Duchowieństwo,
protestanckie mazurskie nie
życzy sobie literatury polskiej,
gdyż takowe utrudnia tylko
german izacyą. Oświadczono
to wyraźnie na konferencyach
kościelnych w Królewcu roku
1889.
. Skąd Prusy?
Oddawna już łamią sobie
Prusacy głowę nad rozwiąza
niem kwestyi, skąd pochodzi
nazwa ich kraju. Obecnie cza
sopismo „Der Baer" odpowia
I da na to pytanie, jak następu
je: „W królewskiej biblio
tece w Monachium znajduje
my słownik geograficzny p. t.
„Nomina diversarum provin
ciarum et urbiurn", pochodzą
cy z IX wieku. W dokumen
cie tym naród praski nazwany
jeSt „Pruzzum". Inne później
sze dokumenta zowią go: Pru
tzi, Pruzi, Pruci —zaś kraj:
Prutia, Pruzia, Prucia. Pi
sownia Prutia, jakiej użył pi
sarz łaciński, który widocznie
pisał ti, aby przez to wyrazić
zgłoskę zi lub ciy skłoniła wie
lu to przyjęcia zgłoski prut za
źródłosłów etymologiczny i do
prowadziła ich do wniosków
fałszywych, podczas gdy jedy
nym właściwym źródłosłowem
jest prutz albo pruzz. Starzy
Prusacy posiadali przez nich
tylko używaną broń, procę, od
której sąsiedzi, a mianowicie
Polacy, nadali im nazwę."
Kępno.
Borowy Strugała z Lasek,
który już przed 7 laty zwaryo
wał i oddany został do O wińsk,
skąd po 3letnim pobycie wy
puszczony został w zupełnem
zdrowiu, dostał w niedzielę d.
28 z. m. znowu napadu warya
cyi i dał kilka strzałów do
swej siostry,karczmarki w Bia
daszkacli, której przestrzelił
policzek, mężowi jej ustrzelił
wielki p^lec u lewej ręki, a sy
nowi ich strzelił w pierś, szczę
ściem, że kula odbiła się o gu- I
zik i pozostawiła tylko ranę.
Ostatecznie podążono za ucie
kającym waryatem, postrzelo
no go i związano.
Z Warmii
donoszą, że nauczyciele z oko
lic polskich otrzymali niedaw
no kwestyonaryusz z następu
jącemi pytaniami: Ile dzieci u
częszcza na naukę, przysposa
biającą do przyjęcia Sakra
mentów pokuty i ołtarza ? Ile
otrzymuje naukę tę wyłącznie
w języku niemieckim, a ile
przeważnie w polskim? Które
dzieci otrzymują naukę tę wy
łącznie w języku polskim ? Ile
dzieci, które ksiądz uczy po
polsku, mogłyby tę naukę po
bierać w języku niemieckim?
— Nastręcza się tu pytanie dla
czego tych pytań do księży nie
wystosowano ?
WIADOMOŚCI MIEJSCOWE.
Brzydka pogłoska.
Brzydkie pogłoski krążą v> sprawie
wydalenia 90 robotników kolei Rock
Island. Opowiadają, jakoby wszyscy
wydaleni byli przeważnie' Irlandczy
kami i Niemcami, którzy pracowali
dla kompanii od lat 8 do 20. Wyda
lenie ich przedstawiają* jakoby usi
łowanie kompanii w celu usunięcia
od zatrudnienia u niej wszystkich
katolików. Takie postąpienie kom
panii miało również spowodować
strajk zeszłoroczny. Robotnikom po
dobno pod ciężkiemi karami zabro
niono opowiadać o tern reprezentan
tom prasy.
Pomimo tego dowiedziano się, że
urzędnik kolei Corley, który jest od
powiedzialnym za owe liczne wyda
lania, jest członkiem antykatolickie
go „United Order of Deputies" i
zarządził owe wydalania dla przypo
dobania się swoim przyjaciołom. Po
wiadają, że popiera go Ernett St.
John, dyrektor generalny: jednakże
o tem nie wiadomo na pewno.
Wypadek kolejowy.
Wczoraj rano na przecięciu 47
ulicy i kolei Rock Island zdarzył się
przykry wypadek. Na bocznym torze
stał długi pociąg 'towarowy, kiedy
konduktor Hermann Miller wyruszył
ze swą lokomotywą z wozowni. Z
niewiadomego powodu nie widział
pociągu towarowego i wpadł na-ten
że. Wyrzucony dźwignią maszyny o
kocieł parowy straszliwie się pokale
czył. Zawieziono go do szpitala okrę
gowego. Jadący z nim razem palacz
uratował się w czas, wyskakując i nie
został uszkodzony.
Dziwactwo na punkcie cła.
W styczniu r.b. Ormianin Munger,
który posiada sklep na Pacific ave.
sprowadził z Paryża kilkadziesiąt
krucyfiksów. Były one 12J cali dłu
gie, sporządzone z czarnego drzewa,
u góry wyłożone kością słoniową.
Postać Ukrzyżowanego była z meta
lu; u góry na tablicy były wyryte
litery I. N. R. I. a ii dołu na tabliczce
napis-. Pamiątka z Jerozolimy.
Munger twierdzi, że od krucyfi
ksów winien opłacić 30 procent cła,
gdyż są sporządzone z drzewa. Urząd
x cłowy rozstrzygnął jednak, że krucy
fiksy głównie z metalu są sporządzo
ne i dla tego podlegają cłu 45 pro
cent.
Taksator Pierson znów sądził, że
cło należy podwyższyć, gdyż krucy
fiks należy do liczby kapłańskich szat
ozdobionych metalowemi wyobraże
niami Zbawiciela i Świętych Pańskich.
* Ostatecznie taksatorowie urzędu
cłowego zatwierdzili rozstrzygnięcie
Piersona i Munger musiał zapłacić
$150 cła dodatkowego. Wskutek
tego cena tych krucyfiksów bardzo
się powiększyła.
Napaść na gładkiej drodze.
Kiedy Dr. E. Domansky, zam.
pod nrem 1056 Milwaukee ave.,
wczoraj wieczorem za żoną swoją
szedł do' teatru w „Chicago Opera
Opera House", na rogu Washington
i Clark str., zbliżył się do nich jakiś
nieznajomy i począł najgminniejszy
rai wyrazami znieważać małżonkę
doktora. Dr. Domansky kazał mu
odejść, grożąc, iż policyą zawezwie
a wtedy napastnik uderzył doktora w
twarz. Aresztowano nieznajomego i
zaprowadzono go na stacyą, gdzie
podał swe nazwisko jako William
Milbourne i twierdził, że jest akto
rem, i że doktor go obraził, za co
chciał się zemścić.
Kłótnia i bójka
Negr Wallace Stone wczoraj na
State str. pokłócił się z Manuelem
Edwardem, także Negrem. Oby
dwaj byli pijani i zaczęli bić się na
pięście. Stone wkrótce zaczął ule
gać, wreszcie począł uciekać, zmie
rzając ku składowi obuwia 482 State
str., nim jednak udało mu się wpaść
do sklepu, Edward, który za nim go
nił, strzelił i trafił go w plecy. Stone
upadł bez przytomności, a Edward
zwrócił się do ucieczki. Na Taylor
str. jednąk policyant James 0'Don
l_ — —9. :* * ■ ■. " ..! ___ i .. J
neH dopadł uciekającego i zaareszto
wawszy £0 umieścił na stacji Har
rison str. Stone został zawieziony
do mieszkania swego, 474 S. State
str., gdzie doktor uznał jego ranę
za niebezpieczną, prawdopodobnie
śmiertelną.

Drobne notatki. ♦
Robotnik Charles JBoheres
pracując przy budującym się domu
na Sheffield Ave., w pobliżu Korth
Ave., ciężko został wczoraj pokale
czony przez spadającą na niego z.
górnego piętra taczkę. Mieszka on
ze swą familią pod Nrem 19 Cornell
Str. Znalazł pomieszczenie w szpi- ^
talu Alexyanów.
— W Grand Opera House WCZO
raj popołudniu odbyły się egzamina
w letniej klasie farmaceutycznego
-kollegium uniwersytetu Northwe
stern. 36 studentów otrzymało dy
plomy. J J
Główny clerk komisaryatu
wyborczego T w o h i g nadaremnie
wczoraj starał się u zastępcy kontro
lera o uzyskanie $384 dla tygodnio
wej wypłaty w swym departamencie.
Barrett stanowczo odmówił żądaniu,
a Twohig grozi procesem. Także
urzędnicy okręgowi twierdzą, iż jest.
dla nich rzeczą niemożliwą tygodnio
wo płacić.
— Henry Adkin, który przed
wczoraj strzelił w hali Izby handlo- '
wej, został wczoraj przez sędziego*
Lyon pod kaucyą $5000 stawiony
przed sąd kryminalny. Ponieważ,
nikt za niego nie złożył kaucyi, prze- f
to go zamknięto w celi stacyi na
Harrison Str.
— rogu 21szej ulicy i Stewart
Ave., tam, gdzie kolej przecina ulicę,,
wczoraj Robert Blank, zajęty w pie
karni Heisler & Junge, dostał się ^
między dwa wagony towarowe i zo+
stał tak ciężko pokaleczony, że w
kilka godzin później umarł w swem
mieszkaniu 200 W. 12. Str., dokąd
go zawieziono. Pozostawia wdowę. '
— Policjanci znaleźli wczoraj na
35. ulicy troje opuszczonych dzieci i>
oddali je do „Visitation and Aid So
ciety", Jedno z tych dzieci podało
swe imię jako John Tompson, doda
jąc, że rodzice jego mieszkają w
Leavenworth, Ks. Postarają się o
to, by rodziców tych znaleźć: dwoje i
innych dzieci pomieści się w szkole'
przemysłowej.
— Budynek pocztowy coraz sta
je się niebezpieczniejszym pobytem
dla urzędników. Mury w wielu miej
scach pękają, ramy u drzwi i okien
paczą się i niektórzy tam zajęci urzę
dnicy, biorąc sprawę więcej prakty
cznie, obecnie wysoko ubezpieczają
swe życie.
— Woźnica William Kenney, ja
dący z węglami, wczoraj na rogu 22.
ulicy i State Str. rażony udarem sło
necznym spadł z wozu i omal nie zo
stał przejechany. Zawieziono go do
mieszkania, 3283 La Salle Street,
gdzie lekarz osądził, że Kenney wy
zdrowieje.
— Pan Yerkes przyrzekł również
własnym kosztem wystawić pomnik
generała Shermana w parku Gar
fielda.
— Podobno sprawozdanie komi
tetu śledczego w sprawie kierownika
domu ubogich, Dra Wimmermarka,
w poniedziałek złoży wielce nieko
rzystne dla tego ostatniego sprawo
zdanie. Już mó.wią o jego usunięciu
i stawiają kandydatów na jego na
stępców.
— Na gruncie szpitala okręgowe
go, na południe od budynku szpital
nego w pobliżu Polk Street, budują
obecnie tak bardzo potrzebną u u- '
piarnię. Ma ona być urządzona we
dle najodpowiedniejszych planów, a
kosztować ma $30,000.
POLACY W CHICAGO.
W sprawie oczekiwanych gości/
Wczoraj wieczorem odbyło się po
siedzenie zaproszonych na naradę o
bywateli polskich, których zajmuje
sprawa zaproszenia reprezentantów
prasy europejskiej, szczególnie pol
skiej, w odwiedziny do Chicago. O
becnymi byli: jako reprezentant du
chowieństwa, Wiel. ks. Wincenty
Barzyński, — dalej reprezentanci
czasopism: Wiara i Ojczyzna, Gaze
ta Katolicka, Gezeta Polska, Zgoda
i Dziennik Chicagoski, kilku nau
czycieli, i kilkunastu innych obywa
teli, którym ta sprawa nie była obo

xml | txt