OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, January 21, 1892, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1892-01-21/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

4BENNIK CHICAGOSKI
i łmopolityczne, poświęcone interesom Pol&kfw
w stanach Zjednoczonych Ameryki Półn.
W ychodzi codziennie z wyjątkiem nie
dziel i świąt uroczystych
Za ogłoszenia i za artykuły pod na
główkiem „nadesłane" Redakcya Dzien
ika Chicagoskiego nie bierze odpowie
zialności.
PRZEDPŁATA WYNOSI:
rocznie $3.00;
miesięcznie $ 0.25;
Cena pojedynczego numeru lc.
yda-^cy:
Spółka Nakład. Wydawn. PoJsk.
w Chicago, Illinois.
Ks. J. Radzie jewski, Prezes.
Ob. W. Jendrzejek, kasyer.
Ob. B. Klarkowski, sekretarz.
Ks. Fr. Gordon, zarządca.
Wszelkie listy i korespondencje
uprasza się przesyłać pod adresem:
Dziennik Chicagoski
Ul A 143 W. Division st., Chicago, Ul.
Wszelkie przesyłki pieniężne na
leży posyłać do zarządcy pod adre
sem: .
Rey. Fr. Gordon
141 & 143 W. Division Street
Chicago, Tli.
Odpowiedź protestującym
przeciw protestowi.
Każda sprawa o tyle tylko
znajduje uznania u ludzi wy
trawniejszej krytyki, o ile
argumenta przemawiające za
nią są mocniejsze i głębsze.
Do argumentów takich należą
także przyczyny i pobudki dla
k:órych jakaś sprawa została
wywołaną, a nieraz okoliczno
ści i warunki, które jej powo
dzenie zapewniają, ułatwiają i
przyspieszają.
Sprawa protestu przeciw
okrucieństwom barbarzyńskie
go rządu moskiewskiego, jest
sama z siebie tak sprawiedliwą
naglącą a świętą, że tylko umy
słowo osłabieni lub zaprzedani
despotyzmowi, mogliby jej nie
rozumieć. Dla tesro też żaden
O
nie śmie wprost i otwarcie jej
się sprzeciwiać, lecz niejeden
znajduje powody poboczne,
powzięte z okoliczności czasu,
Aiejsca lub sposobu, i przeciw
niej występuje.
Podnosząc myśl tego prote
stu byliśmy z góry pewni, że
zarzuty i trudności spotkać
nas mogą i dla tego bynajmniej
nie sprawiają nam one wielkiej
przykrości.' — Sprawa ta jest
publiczną i dla tego nim się
wzbije do potrzebnej wysoko
ści nad wszelkie zarzuty i tru
dności musi wprzód poddać się
próbie publicznej krytyki. Nie
jest to sprawa osobista lub
prywatna, i odpowiedzialność
za jej następstwa spoczywa na
tych, którzy ją podniosą i
utrzymają. Błogosławieni! je
żeli z Bogiem i z ludźmi dobrej
woli zjednoczeni, w słodkiej
cierpliwości pracując z wy cię
żą!
Oparci na bardzo poważ
nych, i ściślejszych informa
cyach o położeniu współroda
ków naszych, pod carskim
knutem konających; z sumien
nem i wewnętrznem przekona
niem podnosimy głos wspólnej
boleści uroczyście. Głos, który
się coraz szerzej i silniej roz
chodząc, napełni i przejmie
serca wszech polaków, aż w
końcu odbije się w sercach
wszechludzi, a najprzód w
sercach współobywateli tutej
szego kraju. Ich współczucie
dla niesprawiedliwie mordo
wanych na cały świat jaśnieje.
Rzeczywiście! zaledwie po
dniósł się ten głos w zaciszu,
zaraz został przez serca dobrej
woli przyjętym, a w kilkana
ście dni póz'niej znalazł odgłos
szczery w sercach 2.500 mę
żów! Lecz już wtedy zła wola
objawiła swoje istnienie nieste
ty wśród polaków samych
znalazły się serca zatrute!
Dla czegóż ci bracia nie
mieli odwagij wystąpić otwar
cie, spokojnie i wyraźnie w tej
sprawie? dla czego targnęli się
na znieważenie tak wielce uro
I czystej chwili? Czy już nie
mogli znaleźć innej sposobno
v'lA-.&r •• 4 i-- ' JLŻsŚMł i .te (i&Jb
ści do popisywania sięswojemi
mizernemi elukubracyami i
Zapomnieć jednak o tem
należy tem bardziej, że ten
nieudały zamach podniósł je
szcze więcej znaczenie dnia
tego.
Teraz zaś mamy odpowie
dzieć na zarzuty spokojnie i
wyraźnie uczynione przeciwko
sprawie tegoż protestu. Czyni
my to z tem większą ochotą,
im więcej nam chodzi, ab}
argumenta, na których te za
rzuty się opierają, były tak
przez nas obecnie, jako i przez
innych jasno i stanowczo roze
brane i osądzone.
Ponieważ te argumenta
wszystkie razem zebrane i dość
wyraźne sformułowane znaj
dujemy na teraz w No. 14Ku
ryera Milwauckiego*), przeto
na nie w szczególności chcemy
tutaj odpowiedzieć.
I. „Protest jest bardzo do
bry, ale jest poczęty w czasie i
miejscu do tego niestósownym."
„Na stoletnim obchodzie 3-go
Maja, na Sejmie Zjedn. P. R
K. w Ameryce w Nanticoke
był stosowny czas i miejsce
protestować." Otóż czytając ten
argument, odrazu czujemy brak
argumentu. Bo od d. 3 Maja
roku zeszłego do d. 1 stycznia
roku bieżącego zaledwie mija
ośm miesięcy*, zaś od bej mu w
Nanticoke tylko całe trz} mie
siące minęły, jakżeż więcróżni
ca trzech miesięcy może zrobić
tyle różnicy w tej sprawie, że
wtedy było ma czasie^ a dzisiaj
już nie na czasie?
A co do miejsca argument
żadnej mocy nie ma, bo jeżeli
był protest na czasie d. 3 Maja
1891 r.. a właśnie największy
obchód był w Chicago, więc
Chicago czy Nanticoke mają
równe prawa do stosownego
robienia w nich protestu. T^ni
czasem artykuł ten bawi się
grą wyrazów, bo protest nie
wyjdzie na świat ani z Chica
go ani z Nanticoke, ale wyj
dzie ze Stanów Zjednoczonych
północnej Ameryki.
2o) „Jako emigracyi wypa
da nam protestować przeciw
wszystkim trzem mocarstwom4'.
Ten zarzut opiera się na tem
chytrem słówku „wypada
7iU7iiu* Jak to może nam to wy
padać: czyżbyście chcieli ko
niecznie te trzy mocarstwa na
nowo związać w trój przymie
rze?
Czyż łatwiej trzech zwycię
żyć razem, jak po jednym?
Czyż nie lepiej bez Austryi
i Niemców bić Moskala, aniże
li brać cięgi i knuty?
Lecz ten argument i zarzut
tem grzeszy, iż nie clice zrozu
mieć, że sprawa protestu ma
na celu nie żadne obecne od
budowanie Polski, nie żadną
akcyę polityczną lab dyploma
tyczną, ale pi> prostu i z całą
szczerością kwestyę humani
tarną t. j. obronę milionów lu
dzi, współrodaków naszych od
dalszego pastwienia się i mor
dowania przez okrucieństwa
płatnych siepaczy carskich! A
więc nie wypada nam prote
stować przeciw Austryi i Niem
com, które nie mordują w taki
okrutny i barbarzyński sposób
ludzi jak Moskal, ale ściśle i
koniecznie wypada nam całem
sercem i głosem protestować i
wołać na cały świat o zatrzy
maniu tej szalonej rozpusty
carskiej dziczy mordującej
współrodaków naszych!
Jeżeli teraz nie jest na cza
sie "to wtedy, jak resztę ich zni
szczy i złamie i rozproszy i
zmoskwiczy, to też nie będzie
na czasie!
*) Toż samo czasopismo, ze strony
redakcyi, w numerze 16 podaje słu
szne uwagi nad korespondencyą w
numerze 14 umieszczoną. Wspomi
namy tu o tem dlatego, ażeby zwró
cić uwagę obywateli myślących, że
nie redakcya „Kuryera", tylko autor
owej korespondencyi jest odpowie
dzialny za uwagi w niej poczynione.
Wtedy prochy współroda
ków naszych będą protestować
przeciwko nam i wołać o pom
stę do nieba na tych co zamiast
ufać w Bogu i ludziach dobrej
woli, bawią się zawsze jakąś
szacherką dvplomatyczną i po
lityką niedołęztwa. Polityka,
której brakuje od stu lat przt
szło czwartej klepki t. j. pa
mięci na Boga i Dziesięcioro!
Niechaj Bóg zachować nas
raczy od pomocy takich poli
tyków i dyplomatów!! i bied
ną Ojczyznę naszą od ich o
pieki!
3o) „Przeciw Moskwie pro
testując narażamy się Amery
kanom a osobliwie Chicago
wianom. Moskwa... za naj
mniejszym powodem usunie
się od wzięcia udziału (na wy
stawie)". Protestując przeciw
Moskwie nie chcemy ją czernić,
tylko przedstawiać fakta naj
ohydnieiszych zbrodni i okru
cieństw systematycznie od stu
lat przeszło na milionach ludzi
dokonywanych. A więc nie
siebie, ale Moskwę narażamy
na to aby została raz już wy
rzuconą z rzędu ludzkich in
stytucyi.
Gdybyśmy nie mieli dowo
dów tych najdzikszych okru
cieństw systematycznych, od
wściekłości hyeuy i tygrysa zja
dl i wszy ch, nie mielibyśmy ani
materyału ani pomyślenia o
pisaniu protestów.
Czyż Amerykanie są Fran
cuzami ?
Amerykanie mają współczu
cie dla żydów pasożytów ludz
kości, czyż uie zrozumieją gło
su braci Kościuszków i Puła
skich ?
Jeżeli by uie zrozumieli, ua
kogo spadnie hańba? Czy na
tych, co bronią swoich współ
rodaków ?....
Czyżby śmiał kto pomyśleć,
że Amerykanie w obec prote
stu naszego powiedzą nam:—
Polacy zatrzymajcie się z pro
testem aż po wystawie, pozwól
cie moskiewskiej hyenie mor
dować jeszcze dwa lata spokoj
nie tysiące tysięcy naszych
współrodaków ze względu wy
stawy.—O nie jest to duch lu
du Stany Zjednoczone zamie
szkującego! Argument ten u
bliża ludzkości i szlachetności
obywateli tutejszego kraju!
4o) „W obecnej chwili pro
testem przeciw Moskwie nara
żamy się Rzymowi".
Ten zarzut jest albo wysko
kiem zbytku naiwności, albo
obelgą Rzymowi czyli Stolicy
św. w oczy rzuconą! '
Czyż to Rzym i Ojciec Sw.
nie znają Moskali, icli najobłu
dniejszej polityki?
Dość tu wspomnieć o Feliń
skich, Rzewuskich, Hrynie
wieckich etc.
Więc Rzym będzie nam bro
nił wołać do Boga i do ludzi
o ratunek dla katowanych
współrodaków naszych ?
Rzym tej polityki i tej dy
plomacyi którą Bóg potępia
znać nie może!
(Dalszy ciąg nastąpi).
Pięcioletni obchód
założenia Tow. Młodzieńców św.
Kazimierza Królewicza.
(Dokończenie.)
Choć jesteśmy zdała od kraju, a
może właśnie dla tego, byłoby nik
czemnością zapominać o obowiązkach
naszych względem Polski. W pa
mięci na te obowiązki powinna dać
przykład nasza parafia jako najli
czniejsza w Chicago, a może i w ca
łej Ameryce. Pracujemy też ile mo
żemy, mimo przeszkód stawianych
nam z rozmaitych stron. W pracy
tej obowiązkowej a tak pięknej przy
świeca chwalebnym przykładem To
warzvstwo Młodzieńców św. Kazi
mierzą. Członkowie jego mimo ucią
żliwej pracy, mimo kłopotliwych nie
raz obowiązków familijnych pracują
gorliwie nad poznaniem spraw pol
skich.
Pracujmy wszyscy tak jak oni, a
Bóg nam da zwycięztwo.
Jeżeli naszą historyą porównamy z
historyą innych narodów, pokaże się,
że była choć niezupełnie szlachetną,
to przecież szlachetniejszą od histo
ryi innych narodów. A za tę naszą,
szlachetność dziejową, za podniesie
nie idei wolności ludów, do której
inne narody później dopiero się
wzbiły, zdali nas niemcy i francuzi
na łaskę i niełaskę moskali, tak w
czasie rozbioru naszej ojczyzny, jak
i w czasie naszego dążenia do wolno
ści za pomocą powstań.
"VV świętości swej przewidywał św.
Kazimierz rychły upadek Polski i
może dla tego właśnie nie chciał
nosić polskiej korony. Przewidywał
złe, jakie się po Polsce rozszerzyć
miało. Źródło tego złego nie znaj
dowało się jednak w ojczyznie naszej,
lecz w nowinkach niemieckich reli
gijnych a francuskich liberalnych.
Zamiast przyjmować z łatwością te
nowinki, powinni byli dawni polacy
stać wiernie przy nauce kościoła, jak
to czynią obecnie nasi Młodzieńcy
św. Kazimierza. Byłby to najlepszy
środek uchronienia się od upsdku
moralnego i politycznego.
A więc, rodzice należący do naszej
parafii, starajcie się usilnie o to, by
synowie wssi przystąpili wszyscy do
Tow. Młodzieńców św. Kazimierza.
Niestety, młodzież nasza nie lubi
się krępować obowiązkami religii i
patryotyzmu, chce być wolną. O tak,
pragnie wolności, którą my tutaj w
Ameryce wszyscy jesteśmy pijani.
Ale jest różnica, wielka różnica mię
dzy wolnością dobrą a złą, jak jest
między dobrem a złem, między nie
bem a piekłem, między dobrym pa
tryc ty zinem a złym. Nasz patryo
tyzm ma być doskonałym a więc o
partym na religii, bo takim był pa
tryotyzm ojców naszych.
Jeśli takim będzie nasz patrio
tyzm, zwyciężymy wszystkie przeci
wności zniesiemy ^wszelkie cierpienia.
Tak cierpimy wszyscy, cierpią bra
cia nasi w kraju, ale mimo ciężkich
tych i dotkliwych cierpień nie pod
dają się carowi.
Cierpieć nam należy za winy oj
ców naszych, bo dobry syn spłaca
ojcowskie długi, cierpieć nam należy
i za własne nasze winy. Jeżeli je
dnak cierpieć będziemy godnie, cier
pienie to przejdzie, a czasy jaśniej
sze zaświecą nam.
Po rzęsistych oklaskach, którymi
przyjęto tę mowę wysłuchaną z wiel
ką uwagą i wzruszeniem, wykony
wała orkiestra piękne utwory mu
zyczne.
Na zakonczenie obchodu odegrano
jednoaktówkę o piętnastu wyłącznie
męskich rolach, ułożoną przez mło
dego poetę polskiego, Szczęsnego
Zahajkiewicza.
Aktorzy wywiązali się bardzo do
brze ze swych ról, szczególnie jednak
Kuba (Ant. Huntowski) i Jan (R.
Szajkowski).
Pierwszy przedstawił z wybornym
komizmem typ młodzieńca, któremu
ukochany kieliszek nie pozostawił
nawet tyle czasu ani swobodnego
umysłu, by się z historyi i literatury
polskiej dowiedzieć o wsławionych
polakach. Mimo to polska natura
tak głęboko w nim była zakorzenio
na, że pokazywał niedwuznaczne o
burzenie przeciw Janowi, który w
gonitwie za dolarem poniża wszyst
ko co polskie, wychwala natomiast
wszystko co obce.
Autor doskonale uwydatnił w tej
osobie tę młodzież polsko amerykań
ską, która straciwszy zupełnie prawie
swą narodowość zapala się lada iskrą
nie narodową, chwali cudze, bo nie
zna swego. Jako przeciwieństwo do
takiego charakteru przedstawił nam
autor Młodzieńców św. Kazimierza,
zajętych czytaniem historyi i litera
tury polskiej. Oni to w pięknych
rymach pouczają tak Kubę jak Jana
i jego przyjaciół, jakich to sławnych
ludzi Polska wydała, i pociągają
swym przykładem płochych tych i
niedbałych młodzieńców do radykal
nej zmiany życia. Pan Jóźwiakowski
z prawdziwym zapałem i widocznem
uczuciem wygłaszał te piękne nauki.
Mały ten, lecz powabny obrazek
dydaktyczny zakończył godnie pię
kny ten obchód, budząc w duszy wi
dzów życzenie, by pożyteczne Tow.
Młodzieńców św. Kazimierza obcho
dziło równie pięknie i wesoło dzie
sięcio i pięćdziesięcioletnią rocznicę
swego założenia, mając liczbę człon
ków dziesięć a nawet pięćdziesiąt
razy więcej niż obecnie.
Ign. Machnikowski,
sekretarz obchodu.
W ostatnich latach kilka
ekspedycyj naukowych i han
dlowych udawało się do No
waja Zemlja w Morzu Lodo
watera Północnem, ale pomimo
tego wyspy te mało są jeszcze
znane, a nawet ich granice na
mapach jeszcze nie są dokła
dnie oznaczone.
Nowiny z Polski.
Z Poznania.
Zmarł niedawno w Między
rzeczu sędzia Mroziński. Był
to wielki oryginał i odludek.
Rozpadły z rodziną z powo
dów, o których nie tu miejsce
mówić, zgorzkł dla całego
świata. Nigdzie nie bywał,
nikogo nie przyjmował. Nare
szcie umarł i zostawił testa
ment, w którym wyznaczywszy
kilka drobnycli legatów, sporą
resztę, bo 45,000 m., zapisał
dwom ludziom zupełnie obcym.
Jeden adwokat, pracował u
niego jako aplikant sądowy
przez krótki czas; drugi jadał
z nim kiedyś w jednym hotelu
obiady, a jako dyrektor banku,
miał w aserwacie fundusze tes
tatora. W osobliwym testa
mencie tym wyraził on życze
nie tylko jedno, żeby zaimpro
wizowani spadkobiercy pamię
tali o Tow. pomocy naukowej,
męzkiem i żeńskiem. Obdaro
wani używali w społeczeństwie
dobrej sławy, starszy i bogat
szy bojnie się nieraz przykła
dał do wielu rzeczy, a że sam
jest starym kawalerem — moż
na było przypuszczać, że ani
jeden, ani drugi nie zapomną
o życzeniu spadkodawcy. W
kazdvm razie należało docze
kać najprzód, czy obdarowani
spadek'w ogóle przyjmą, nastę
pnie, jakie zajmą stanowisko
w obec towarzystw, o których
mieli pamiętać. Tymczasem
znalez'li się ludzie, którzy nie
doczekawszy ani jednej, ani
drugiej ewentualności, publi
cznie zaczęli szarpać sławę ob
darowanych, podsuwać im
niecne zamiary zaboru całego
majątku, pofałszowawszy ustę
py odnośne testamentu, które
ogłoszono w pismach małych.
Kto tę niezręczną intrygę ukuł,
nie wiadomo, może punkt ten
rozświecą pisma, których do
brej woli nadużyli ludzie, co
lubią rozporządzać obcą kiesze
nią i uchodzić za stróżów dobra
publicznego, a naturalnie nie
przebierając w środkach. Skan
dal ten narobił wiele kwasu,
dotkliwie skrzywdził intereso
wane osoby, a do żywego obu
rzył spokojnie sądzących ludzi.
Teroryzm zaś, posługujący się
fałszowaniem dokumentu, mu
siał przedewszystkiem oddzia
łać ujemnie na wolę i uczucia,
nieszczęśliwych w tym wypad
ku spadkobierców. W testa
mencie wyznaczony był także
egzekutor testamentu, ale ani
on, ani nikt nie otrzymał, za
życia, od zmarłego wskazówek,
w jakim kierunku miał działać.
Przypuszczać zatem można je
dynie, że go zmarły ustanowił
na wypadek nieprzyjęcia spa
dku przez obdarowanych, bo
prawnik wiedział, że gdyby
uiejbyło egzekutora, sąd samo
dzielnie jozporządziłby spad
kiem. Gorliwi jednak tłóma
czyli rzecz tak, że egzekutoi
powinien co prędzej odebrać
spadek obdarowanym i rozpo
rządzić nim nie wedle ich woli,
lecz wedle własnej. Teraz się
wydały fałszerstwa, kłamliwe
insynuacye, obdarowani utrzy
mali się przy rozporządzalności
własną wolą, ale krzywdy im
nikt nie wynagrodzi, skandalu
zakwaszającego społeczeństwo
nikt nie cofnie, Starsi co pa
miętają dawniejsze objawy
niewczesnych teroryzmów tego
rodzaju, przypominają, że po
dobne sztuczki sprawiły, że
pewna wielka bibljoteka w
Poznaniu poszła pod zarząd
miasta, a pewna znakomita
galerja obrazów powędrowała
do Berlina. W tym wypadku
następstw, tak groźnych, nie
będzie, ale są następstwa smu
tne i zniechęcające moralnie.
Podkopały one zaufanie pu
bliczne, poczucie obowiązku i
dobrą wolę w służbie publi
cznej z przekonania. Ale daj
my temu pokój w nadziei, że
wszystkie żale się ukoją. Dziś
już z ogłoszeń w pismach do
myślać się należy że dyrekcje
towarzystw podszczuwanych,
nie miały zamiaru teroryzować
nikogo, że więc skaudal cały
był sprawą osób niepowoła
nych.
Wolsztyn.
Obok influenzy grasuje w o
koliey, zwłaszcza w Gościeszy
nie, dyfterytis, tak, że tamże
musiano zamknąć szkołę na
czas dłuższy.
Chełmińska dyecezya.
Według statystycznego opi
su, dodanego do rubryceli na
rok 1892, liczy dyecezya cheł
mińska 357 księży, jednego
więcej, niż poprzedniego roku.
Zmarło kapłanów ogółem 10.
Wyświęconych zostało na ka
płanów w ubiegłym roku 11.
Kleryków w seminaryum du
chownem znajduje się obecnie
67, i to w czwartym (najwyż
szym) kursie 8, w trzecim 15,
w drugim 18 a w pierwszym
26. Na akademii oddaje się
naukom teologicznym 3. Licz
ba dusz wynosi 649,743, czyli
4097 więcej, niż poprzedniego
roku. Kościołów parafialnych
jest 258, a prócz kościoła ka
tedralnego jeszcze 130 kościo
łów filialnych i kaplic. Zakon
ników, którzyby mieszkać mo
gli w klasztorach, jeszcze dye
cezya nie ma żadnych. Klasz
torów odnośnie osad żeńskich
liczy dyecezya w ogóle 13, i to
ze Zgromadzenia Sióstr Miło
sierdzia Św. Wincentego a Pa
ulo 6 klasztorów i to: w Cheł
mie, Pelplinie, Lubawie, Wej
herowie, Bysławku i Tczewie;
Sióstr Miłosiedzia Boromeu
szek 1 klasztor w Gdańsku,
Sióstr Franciszkanek 1 klasz
tor w Chojnicach, Sióstr El
żbietanek 5 klasztorów, odno
śnie osad: w Kamieniu, Gdań
sku, Toruniu, Grudziądzu i
Starogardzie.—Ksiądz Włady
sław Reymann) proboszcz w
Pruszczu, upoważnionym zo
stał do zarządania sąsiedniem
a opróżnionem probostwem w
Gostycynie. Dnia 31 gruniao
trzymał ksiądz Ludwik Wol
lenberg kanoniczną instytucyą
na probostwo w Dużym Garcu.
Ujście.
W roku zeszłym zapisano w
księgach tutejszego stanu cy
wilnego 208 urodzin, 108 przy
padków śmierci i 18 kontrak
tów małżeńskich; w roku 1890
było 162 resp. 89 resp. 32.
Żnin.
Dnia 30 grudnia zmarł tu
komisarz obwodowy Roma
nowski w wieku 66 lat; spra
wy urzędu komisaryackiego po
ruczono ekspektantowi Func
kowi.—Komisarz Łagiewski z
Janówca został pensyonowany;
urząd po nim objął interni
stycznie komisarz Sarg ze Żni
na. Fan Janowski obejmuje
urząd burmistrza w Janówcu.
Z powiatu świeckiego
piszą, że zakupionym przez ko
misyą kolonizacyjną Zbrachli
nem, administruje urzędnik
gospodarczy, a należący do tej
wsi folwark został już koloni
stami zaludniony. Uwzględnia
no przedewszystkiem miejsco
wych nabywców. ' Na wiosnę
nastąpi dalsze obsadzanie par
cel kolonistami.
Bydgoszcz.
W ciągu roku zeszłego zapi
sano w rejestrach tutejszego
stanu cywilnego 1229 urodzin
(1237 r. z.), 919 przypadków
śmierci (863 r. z.), 294 kon
traktów małżeńskich (304 r.z.).
Kartuzy.
W tych dniach z parafii
Przodkowskiej licznemi zaopa
trzona podpisami petycya w
sprawie udzielania nauki reli
gii świętej w języku ojczystym
na ręce Najprzewielebniejsze
go ks. Biskupa odesłaną zo
stała.
Ze Staro grodu I
dono874 do „Gazety Tor.u, ża 'M j
członek dozoru szkolnegoszko^,jHi
ło Rokoszyńskiej, Sobota, prze
mówił pewnego razu w klasie
do dzieci po polsku, za co go
zadenuncyonowano, a od in
spektora Richtera otrzymał
nakaz, aby będąc w urzędzie,
używał wyłącznie języka nie
mieckiego.
W Waterbury, Conn., wy
konano maszynę parową zaj
mującą i76 cala kwadratowego
powierzchni, a wysoką £ cala.
Składa się ona ze 148 części
składowych połączonych 52
śrubami. Średnica walca wy
nosi is cala.
FEŁJETON. A
Z piśmiennictwa
francuzkiego.
(Dokończenie).
Kiedy przez pomrok nauki
talmudycznej. promień światła
przeniknął nawskroś jego u
mysł, ogarnęła go trwoga. Wi
dział całą przyszłość złamaną, *
dziatwę bez chleba, a przecież
nie wahał się ani chwili. Dusza
to była wzniosła, sumienie czy«
ste, powolne na głos pański;
usunął się od obowiązków, o
puścił kraj, przyjaciół i krew
nych. Przyjąwszy chrzest świę
ty, schronił się do Paryża, gdzie
czekało go życie w nędzy i o
puszczeniu. Żona i jedna z có
rek, acz wierne judaizmowi,
poszły z nim na wygnanie.
W Paryżu wykładał język
hebrajski i włoski, ale nie wie- «
lu miał uczniów. Bóg wie co- r
by z nim było, gdyby nie do
broczynna opieka księdza Per
raud, dzisiejszego biskupa z
Autun. Miłosierny kapłan
przez lat kilka czuwał nad star
cem i biedną rodziną. Dzięki j'Ą
tej opiece, stary rabin nabył (
ubogie sprzęty i najął parę iz
debek na bulwarze Montpar
nasse.
Tam, odwiedziłem go w r.
1868; towarzyszył mi przyja
ciel. Prosiliśmy starca o lek- j
cye hebrajskiego języka; przy- *
jął nas chętnie za swych ucz
niów.
Nasz profesor nie był wta
jemniczony w wielkie badania,
nad trądy cyą chrzęściailską i
Pismem świętem; nieznane mu
były zarówno komentarze ra
cyonalnej szkoły dzisiejszej,
ale tłómaczył literalnie z he
brajskiego wersety z biblii;
przypominał niektóre zmiany
talmudyczne.
Gdy przychodził do ustępów
0 Messyaszu, glos mu drżał od
wyruszenia. Opowiadał nam
jaką drogą długie samotne roz
myślania doprowadziły go
do przyjęcia chrześcianizmu.
Wówczas to, słowa jego tchnę
ły tą siłą wymowy, jakiej nie
nauczy retoryka, temu tylka
dostępną, kto broni własnej
sprawy i kto wiele za nią prze
bolał.
W tych chwilach podnosił
głos, pragnął widocznie aby
głos ten dobiegł do ucha żony
1 córki, zajętych robotą w przy
ległym pokoju. Nawracał je
jedynie tym sposobem; unikał
wszelkiego nacisku, jakkol
wiek pragnął gorąco ściągnąć
je do owczarni, w której on
sam znalazł dobrego pasterza.
Wkrótce po wojnie 1870 ro
ku, dawny rabin ciężko zacho
rował ; chciał z ręki mojej przy
jąć Sakramenta. Pomnę, gdym
kładł nań Ostatnie Namaszcze
nia, zapytałem go według ry
tuału paryskiej dyecezyi: czy
umiera w wierze i religii kato
lickiej,apostolskiej i rzymskiej ?
Na to pytanie umierający pod
niósł rękę ku niebu, spojrzał
mi w oczy wzrokiem spalonym
gorączką i odrzekł zadyszany:
„Wszakże aby iść w ślad Chy
stusa, porzuciłem wszystko na

xml | txt