OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, March 21, 1892, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1892-03-21/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for

DZIENNIK CHICAGOSKI
lemopolityczne, poświęcone Interesom Polaki -
w Stanach Zjednoczonych Ameryki Póhi.
W ychodzi codziennie z wyjątkiem nie
dziel i świąt uroczystych
Za ogłoszenia i za artykuły pod na
główkiem „nadesłane" Redakcya Dzien
nika Chicagoskiego nie bierze odpowie
dzialności.
PRZEDPŁATA WYNOSI:
rocznie $3.00;
miesięcznie f 0.25;
Cena pojedynczego numeru lc.
\X/" 37-d.a.wcy:
Spółka Nakład. Wydawn. Polsk.
w Chicago, Illinois.
Ks. J. Radziejewski, Prezes.
Ob. W. Jendrzejek, kasyer.
Ob. B. Klarkowski, sekretarz.
Ks. Fr. Gordon, zarządca.
Wszelkie listy i korespondencje
uprasza się przesyłać pod adresem:
Dziennik Chicagoski
141 & 14o W. Division st., Chicago, 111.
Wszelkie przesyłki pieniężne na
leży posyłać do zarządcy pod adre
sem:
Rev. Fr. Gordon
141 & 143 W. Division Street
Chicago, III.
KRONIKA
PONIEDZIAŁKOWA.
Pewien adwokat, dajmy na
to Rzetelnicki, wracając raz ze
spaceru, spotkał się z miejsco
wym Pastorem luterskim i Ka
binem Mojżeszowego wyzna
nia. Obaj byli jego dobrzy
znajomi; adwokat nawet, gdy
prowadził ich sprawy, zwał ich
swoimi przyjaciołami. Pastor
miał psa - a ten z nim zawsze
biegać na przechadzkę. „Dzień
dobry! rzecze adwokat, jakiś
ważny przedmiot zajmuje u
wagę waszą w tej chwili V
„Otwarcie mówiąc, odpowie
dział pastor, robiliśmy rozmai
te przypuszczenia, jakąby też
religią wyznawał ten pies, gdy
by mu daną była wolność wy
boru."
„Dziwny zaiste przedmiot,
odrzekł adwokat, jednak, gd} -
by mi wolno było wyrazić w
tej materyi moją opinią, sądził
bym, że pies pana zostałby
protestantem i żarentowałby
sobie ławkę w jego zborze."
„Jakto?"— zawołali naraz
Rabin i pastor.
,,Dla tego, ciągnął dalej a
dwokat, niemogłby on b\ćż\
dem, ponieważ za nadto silny
czuje pociąg do wieprzowiny;
nie mógłby zostać katolikiem,
O * #
gdyż pewny jestem że niewy
trzymałby piątku bez mięsa. -
Czemże więc innem mógłby on
być jeżeli nie protestantem i
Tą anegdotkę przysłał mi
mój stary przyjaciel z życze
niem aby mi się ua coś przydała.
Myśl' doskonała a komple
ment i przysługa warte wspo
mienia.
Ale do czegoby to tę ane
gdotę zastosować, myślą sobie,
jakiż z niej zrobić użytek.
Otóż gdym sobie tak zaczął o
naszem politycznem i religij
nem życiu rozmyślać nasunęło
mi się pytanie, dla czego pewni
pisarze tak bardzo gardłują za
Związkiem — a wszystkie inne
instytucye tylko błotem oszczer
stwa obrzucają ? I)la tego że:
na sejmie w Buffalo znieśli pa
tryoci polscy post. Postu już
dla nich nie ma, i byleby tylko
za co kupić mieli, najlepiej
smakuje im bifsztyczysko w pią
tek. W Związku, jak wiemy są
odpadki, tak jak w sztokjar
dach (rzezalniach) — z tą tylko
różnicą, że odpadki związkowe
są po umarłych patryotach, a
w rzezalniacb po zabitych wo
łach. Jedne zaś r drugie dla
odnośnych stworzeń są smacz
nym kąskiem, a że tuczą, toj
każdy widzi po ich konsamen
tach. W Związku nie ma kato
lickiej spowiedzi. Spowiedź
je3t raz co dwa lata na sejmie
publiczna — a z grzechów każ
dorazowy cenzor, z woli naro
du, jpatryotów rozgrzesza. Więc
nie dziw, że Związek ma przy
jaciół.
Zjednoczenie nie ma odpad-4f
ków, a ma sakramentalną spo- j
wiedi — przyoajmniej raz iia l
rok dla każdego członka. Zje
dnoczenie ma posty — a chód
w tym roku Ojciec Św. dał
dyspensę — to jednak ludzi
ska, już dla samego polskiego
zwyczaju — z psami razem w
piątki mięsa nie jedzą. Więc
Zjednoczenie nie ma powabu.
Anarchiści bardzo ku sobie
nie pociągają — bo chociaż u
nich spowiedzi nie ma, ani po
^stu — ale też nie ma za co tej
habaniny nawet na niedzielę
i kup id. Biedna ta hołota grze
I szy, to prawda — ale też za to
strasznie tu głodem handluje i
do tureckich świętych się mo
dli. Obiecują oni ludziskom
jakieś raje jakieś skarby, na
wet jakieś pasztety z mózgów
kapitalistów — ale — ale —
nim słoiice zejdzie, rosa oczy
wyje — a'pan anarchista skoli
ozy pod płotem lub na stry
czku.
Więc dla czegóż Związek
nie ma mied powabu i powo
dzenia, zwłaszcza mając takich
sławnych trzech mężów na
| czele?
Wasza reklama za p. Augu
stem Kowalskim, wj ostatniej
kronice zuakomicie skutkowa
ła. Brawo rodacy! — w tym
względzie, .bez różnicy polity
cznych opinii i przekonań, na
leży nam się pochwała i uzna
nie. Polacy na Polaka głosowad
powinni. Kto za judaszowskie
grosze, lub szklanki piwa głos
swój olcym sprzedaje — to
podlec — to' nędznik — to
zdrajca ojczyzny.
P. A. Kowalski otrzymał
nomińacyę na kolektora. Bra
wo! Będziemy więc wszyscy
za naszym rodakiem głosowad,
i a rodak nasz P. A- Kowalski
wyjdzie kolektorem z urny.
Kto nie rejestrowany, nie będzie
mógł głosować.
Jubileusz
bł. Kunegundy.
o »
(Dokończenie).
Kasacja nastąpiła roku 178*2
—pozostawione w klasztorze
staruszki doczekały się pozwo
lenia otwarcia nowicyatu w r.
j 1811—wtedy to ksiądz pro
boszce do Starego Sącza przy
wiózł ze Lwowa w skrzynce
drewnianej relikwie św. Ku
negundy, ale bez kosztownych
opraw; pięknych nowych reli
kwiarzy dopominają się szcząt
ki, a wiadomym nam jest fun
dator, który jeszcze przed kil
ku laty udawał się o projekta
do byłego Towarzystwa św.
Łukasza. Rysunek romańskie
go skrzynkowego relikwiarza
wraz z umową o cenę wykona
nia przesłano w swoim czasie
zamierzającemu fundować. Nie
tracimy nadziei, że zamiar
przyjdzie do skutku, bo imię j
poważne daje gwarancyę te
g° ... .
Z pamiątek po Kindze
przechowały zakonnice w swem
oratoryum na piętrze znane z
wydawnictwa wzorów sztuki
średniowiecznej i odrodzenia:
łyżeczkę, oprawę od noża i ku
bek kryształowy.
Całość zabudowali klasztor
nych, otoczona murami i basz
tami, robi wrażenie niezwykłe.
Kościół jest najwcześniejszą
budową gotycką w Polsce ze
swemi bogatemi rozetowania
mi okien, ze swym kapitula
rzem ciekawym i z później
szych epok amboną i ołtarza
mi. Ślicznym jest wchód na
dziedziniec pierwszy, przez oz
dobną sień w wieży, interesu
jącym na tym dziedzińczyku
budynek szkolny, w którem
kilkaset panien z okolicy Są
cza odbiera edukacyę pod dy
rekcyą katach ety. Część tych
panienek mieszczą u siebie Kla
ryski po za furtą. Widok zda
'la na klasztor—majestatyczny;
drobne domki miasteczka nik
ną w obec ogromu zabudowań.
Nieopodal stoi kościół parafial
ny, budowa gotycka z wysoką
wieżą, posiadająca nie jeden
przedmiot sztuki lub artysty
cznego przemysłu, godny u
znania. Jest jeszcze trzeci ko
ściółek cmentarny św. Rocha,
i reszty klasztoru Franciszkań
skiego, w których mieszczą się
urzędy.
Inicyatywa obchodu jubile
uszu 600 letniego wychodzi z
za furty klasztornej. Klaryski
staro-sądeckie ze swą panną
ksienią radeby nad ad mu roz
miary odpowiednie. Ale w
odosobnieniu klasztornem tru
dno zajmować się sprawą, któ
ra zetknięcia ze światem wy
maga. Biednym zakonnicom,
ogołoconym z bogatych dóbr,
jakie przed kasatą posiadały,
ograniczonym do płacy skrom
nej z funduszów religijnych,
niepodobna byłoby sprostać
przedsięwzięciu. Dzięki naj
wyższym reprezentantom du
chowieństwa dyecezyi tarnow
skiej, zawiązany komitet w
Starym Sączu pod przewod
nictwem zacnego proboszcza
staro sądeckiego, X. kanonika
Roz wad o wskiego, rozpoczął
czynności swe, rozdzieliwszy
się na pod komisy*. Niebawem
program uroczystości zostanie
ogłoszonym, do współdziałania
zaproszone zostaną osobv głó
wnych miast i górnictwo bo
eheńskie, które św. Kindze za
wdzięcza, wedle tradycyi, swój
początek. Ze swej strony Kla
ryski postarały się o sztycho
waue obrazki św. Kuiu'gundy
i medaliki, zyskały śliczną ko
ronę roboty znakomitego kra
kowskiego złotnika, p. Woj
ciechowskiego. Spodziewają
się, że będzie na czas wykona
nym nowy relikwiarz romań
ski i że głównym punkttm u
roezystości będzie przełożenie
reszt św. Kunegundy do nowe
go wspaniałego naczynia przez
najwyższych dostojników Ko
ścioła polskiego.
Przypomni to chwilę, gdy
taż ś\v. Kunegunda w i'. 1254
wraz z biskupem Prandotą, w
w obecności książąt polskich,
z okoliczności podniesienia
I zwłok św. Stanisława, obmyła
szczątki tego św. Patrona Pol
ski i męczennika.
Nie zapomni komitet o lu
dzie polskim, postara się o o
zdobę placu i urządzi ołtarze
wśród dziedzińca, aby tłumy
słuchać mogły Mszy św. i sło
wa Bożego. Niewątpliwie ca
j ły nastrój winien mieć charak
ter odpustowy, czysto religij
I ny, niemniej jednak uroczy
stość powinna rachować się z
prawdą historyczną. Prawdy
tej Kościół się nie boi, więc
trochę obrazków z życia świę
tej na tle epoki zdałoby się
rozmieścić po ścianach świąty
ni. Lud lubi to pismo arty
styczne i niem budowałby się
i oświecał w rzeczach historyi.
W programie uroczystości
jest również i procesya z reli
kwiami i pamiątkami św. Ku
negundy. Owa trumienka sre
brna, do której przełożą obecni
biskupi reszty błogosławione,
ma być niesioną naramieniach
księży. Przed nią nieść mają
koronę, robotyp. Wojciechow
skiego z Krakowa, z kosztow
nemi kamieniami, nasadzone
mi gęsto. Wszystko to może
być pięknem i wspaniałem, ale
obrazu wieku, do którego za
liczamy Świętą, dać nie może.
Jedyną sprawą byłoby urzą
dzenie procesyi historycznej,
jak to ma miejsce przy podob
nych obchodach, nawet reli
gijnych, nad Renem i w Bel
gii. Podobno komitet miej
scowy i o tem zamyślał, ale ła
two zrozumieć, że zaniechał
myśli ze względu na trudności
i koszta. Jeżeli taki pochód
historyczny miałby odpowie
dzieć wymaganiom i ściągnąć
z ciekawości do Starego Sącza
obcych turystów — musiałby
plan ogólny i szczegółowe typy
kostiumów nakreślić taki
mistrz, jak Matejko, a miasta
Kraków i Lwów znaleźć goto
wych do podjęcia się ról wła
ściwych i sprawienia sobie ko
sztownych kostiumów. Trze
ba się tu rachować z obyczaja
mi miejscowemi -— nie sądzę,
iżby się znalazło dość chętnych
z wyższych stanów, którzyby
role na siebie przyjąć zechcieli
i iść „processionaliter" wobec
zebranych tłumów bez maski
na twarzy, jak to czynią boga
ci ludzie w tych okoliczno
ściach, posuwając się po uli
cach Bryggi, Gandawy, lub
jak pod kierunkiem Makarta
w Wiedniu przed laty. Gdyby
nawet zualazła się dobra wola,
to żeby coś podobnego przygo
tować dla Sącza—czas za krot
ki i pieniędzy brak, by rzecz
godnie i z rozmysłem była do
konaną. Nic łatwiejszego, jak
z podobnego pochodu zrobić
farsę, zdolną zachwycać pro
staczków, ale archeologicznego
nie budzącą interesu.
Śmieszności się obawiamy,
gdyby miejscowy komitet
w tem zaufał swym siłom. Ale
jeżeli miasta galicyjskie, Szlązk
i Wielkopolska, bo o Króle
stwie polskiem i tak zwanych
zabranych krajach trudno dziś
myśleć, pragną zaznaczyć swój
udział w uroczystości czemś
inuem, niż prostem przybyciem
do Starego Sącza—na to spo
sób nie trudny.'
Choć czasy ciężkie, jak mó
wią, drobnemi ofiarami powin
ny wystarać się stowarzyszenia
katolickie o przyniesienie pre
zentu św. Kunegundzie w tej
lub owej formie. Niech uro
czystość GOOletnia św. Kunę
gundy zapełni pusty skarbiec
klasztornego kościoła, niech
przyczyni się złożeniem skrom
nego grosza w ręce Sióstr za
konnych, do zyskania kauoni
zacyi tej Patronki Polski, tak
długo oczekiwanej. Czasy są
ciężkie moralnie, tem też wię
cej uciekać się nam trzeba do
wstawiennictwa za nami u Bo
ga tej Świętej, co złożyła za
życia tyle dowodów miłości
dla tej ziemi, w której dziewi
czo królowała i posiada dotąd
moc cudów, wkrzeszania zmar
łych. Czas niedaleki, więc
potrzeba, aby już zawcześuie
poza wiązy wały si^w miastach
komitety lokalne, mające po
myśleć o współudziale w ubile
uszowej uroczystości św. Ku
negundy.
Że lud zgromadzi się na ob
chód, wątpić nie godzi się; po
budki czysto religijne skłonią
go do dalszej wędrówki ze
Szląska, Morawy i Słowaczy
zny—miejscowi i pobliżsi znaj
dą się wszyscy. Byłoby smut
nem, gdyby miasta i dwory
nie zaznaczyły wspólności u
czuć religijnych z ludem, tem
więcej, że z temi łączą się u
tych sfer inteligentnych wspo
mnienia historycznej przeszło
ści. Zwykle używamy ludu
do demonstracyj narodowych,
pokażmy, że umiemy służyć
mu w objawach jego religijne
go życia, że podzielamy jego
pobożność, z naturalnych u
czuć płynącą, że wszystkie sta
ny narodu udział biorą szczery
i gorący w jubileuszu, szcze
gólnie drogim dla ludu pol
skiego .
Zbierzmy się licznie dla o
kazania, że łączą nas ze sobą
wspólne tradycye, wspólne
wierzenia i wspólne miłości.
W. Ł.
Nieszczęśliwy przypadek na ko
lei Północno Zachodniej.
Przed kilkunastu dniami bawił w
przejeździe z Europy do Portland
Stan. Washington młody ksiądz Mi
chał Fąfara wyświęcony w Rzymie
dla Dyecezyi Nasquili a pochodząoy
z Galicyi, Dyecezyi • Tarnowskiej.
Dnia 13-go Maroa wieozorem wyje
chał na St. Paul do Portland. Tym
czaąem nazajutrz spotkał tu pociąg*
straszne nieszczęście które' tenże
ksiądz szczęśliwie uratowany ze St.
Paul dnia 14 t. m. pisze co następuje:
„Donoszę zaraz na wstępie o mo
jej strasznej podróży. O godzinie 6
zrana w Poniedziałek, kiedy jeszcze
w łóżku byłem, pociąg się wywrócił
czyli wykoleił i zarazem spłonął do
szczętu. Nie wiadomo z czego wszczął
się pierwszy ogień, ale myślę że z
pieców palących się w wagonach.
Naraz jakąś niewidzialną siłą podnio
sły się wagony pod same druty tele
graficzne i nagle, z wysokości 15 stóp
wpadły na tor. Wszystko i wszyscy
mniej więcej się potłukli, a ogień
zniszczył wszystko prócz kufrów w
żelazo okutych.
Nie wiem co dalej będzie, ale drżę
na samą myśl dalszej podróży.—Mój
kufer uratowałem, gdyż był dobrze
' okutv, ale pakunek dla mojego Bi
skupa, bardzo się nadpalił. —Urato
wałem co mogłem rzucając nań śnieg
i błoto.
Co do ^podróżnych, widziałem wie
le pokaleczonych, bez ubrania, bez
pakunków, bez nadziei dalszej po
dróży.—Ja, z łaski Boga, wyszedłem
z tej katastrofy cały bez szwanku,
za co Bogu z całego serca dziękuję i
tej Matce Najświętszej opiekunce
naszej.—
Czy kto zabitym został, dotąd
niewiadomo, gdyż ogień nagle wszy
' stko pochłonął i spalił. Polecam się
waszym modlitwom i pamięci
Ks. Michał Fąfara.
Nowiny z Polski.
Neofilka.
W kościele św. Jura we
Lwowie przyjdą Chrzest św.
20letnia izraelitka, córka Lei
by Seemanna, zamożnego a
reuclrza w Uhersku pod Stry
jem. Neofi ka przyjęła imiona
Aleksandra Rozalia; uroczy
stego aktu dokonał X. kano
nik Turkiewicz, a rodzicami
chrzestnymi byli: p. Ludwik
Ramułt, budowniczy i p. \
gnaca Rudnicka, żona pleni
potenta dóbr bar. Romaszka
11 a. Młoda izraelitka, jak pisze
Gazeta Lwoiosha, od lat kilku
okazywała chęć przejścia na ło
no Kościoła katolickiego, aż
wreszcie miłość ku tamtejsze
mu, Iwanowi Nachalewiczowi,
z którym postanowiła wejść w
związki małżeńskie, skłoniła
ją do ostatecznego postanowie
nia. Ślub młodej pary otWyc
się ma wkrótce. Wszelkie usi
łowania rodziców neotitki, ce
lem odwiedzenia jej od tego
kroku, okazały się bezskute
cznemu
Leszno.
Tutejszy dozór kościelny o
trzymał od pewnego księdza
rodem z Leszna, dość zuaczny
legat na wybudywanie szpita
la?5 W dniach tych zakupił do
zór w tym celu majętność przy
ul. Osieckiej i urządzi tam
szpital dla chorych.
Wrocław.
Ks. dr. Ferdynand Speil w
Wrocławi u, rektor seminary um
duchownego, mianowany został
kanonikiem rezydującym przy
kościele katedralnym. Ks. Speil
urodził się w roku 1835 w Ra
ciborzu i mówi dobrze po pol
sku. Napisał także piękny i
obszerny życiorys Ojca Karola
Antoniewicza. Dotychczas był
między kanonikami tylko jeden
mówiący także po polsku, to
jest ks. biskup sufragan Gleich.
Teraz będzie dwóch po polsku
mówiących kanoników.
Z Prus Zachodnich
piszą do kilku gazet berliń
skich :
„Następstwa nowej ustawy
szkolnej oraz licznych wieców
polskich, dają się tu wielce
odczuwać. Agitacya za utwo
rzeniem szkół katolickich nie
była nigdy tak ożywioną, jak
obecnie. Robotnik polski,
który o treści projektu nie ma
wyobrażenia, sądzi, że nieba
wem odbudowana będzie Pol
ska. Gdzie tylko jest kilka
katolickich dzieci w jakiej
szkole ewangelickiej, zbierają
podpisy pod petycye utworze
nie szkół katolickich. Podsy
cają ten ruch duchowni kato
liccy. Gdzie nauczyciel kato
lik, nie umiejący po polsku,
udziela religii katolickiej, tam
podnoszą się skargi o niedo
statecznem przygotowaniu
dzieci do pierwszej spowiedzi i
komunii- ś w. Faktycznie atoli
trzeba niejednokrotnie szukać
powodów niedostatecznego
przygotowania dzieci w religii
w tem, że uczęszczanie do szko
ły ze strony dzieci polskich
prawie zawsze wiele pozosta
wia do życzenia, mimo nakła
danych licznych kar. Rodzice
nakazują także dzieciom,
aby ze zasady po niemiecku
się nie uczyły; nauczycielom
po polsku nie mówiącym, gro
żą duchowni utratą łaski u
Biskupa. W pewnej zupełnie
niemieckiej wiosce z kilku tyl
ko dziećmi robotników, dla
których postarano się o naukę
religii, a w której koloniści
niemieccy szkołę wystawili i
która co do dzieci polskich
wydaje nawet zadawał niające
rezultaty, agituje się obecnie
zupełnie w cichości za wysła
niem pf.tycyi o urządzenie
szkoły katolickiej".
Co też to szowiniści niemiec
cy nie popiszą! Nasz wie
śniak jest, zdaniem ich, głupi,
on nic nie wie, co się w świe
cie dzieje, (zapewne chcianoby.
aby takim był), nasi ducho
wni, starający o zbawienie
dusz sobie oddanych, to agita
torzy — oto bezustanna śpiew
ka!
Wejhorowo.
P. Pobłoski z Lini kupił ma
jętność rycerską Tłuczewo za
00,000 inM która od wielu lat
była w rękach niemieckich.
W Opolu
miał się odbyć teatr amatorski
polski na sali ratuszowej. Stał
się z tego pov\ odu hałas wśród
szowinistów niemieckich, po
częto napadać na burmistrza,
iż w tent „niemieckiem" mie
ście śmiał użyczyć sali ratu
szowej na przedstawienie pol
skie — i ostatecznie cofnął
tenże swe pozwolenie, wskutek
czego teatr polski musiał się
odbyć gdzieindziej. Tymcza
sem z Opola donoszą, że tam
żadnego wzburzenia nie było,
i że zakaz spowodowały krzy
ki takich gazet, jak „Oberschl.
Anzeiger" i inne.
Budowa cerkwi w Królestwie.
Warsz. Dnieiu., streszczając
raport oberprokuratora Syno
du, pisze: ,,Sprawa cerkiewno
budowlana w kraju nadwiślań
skim postępuje pomyślnie i
przyczynia się wielce do powo
dzenia prawosławia. W po
mnożeniu świątyń leży nieza
wodna rękojmia rozwoju kra
ju w duchu pierwiastków ru
skich państwowych i narodo
wych. Na roboty cerkiewno
budowlane przeznacza coro
cznie skarb po 150,000 rs.; z
funduszu tego zbudowano no
we i odrestaurowano stare cer
kwie w 55 parafiach. Również
prowadzone są roboty cerkiew
no budo wdane z funduszów sy
nodalnych i innych źródeł.
1 tak w gmachu 1-go gimna
zyum żeńskiego w Warszawie
z funduszów ministeryum o
świecenia narodowego urządzo
no cerkiew domową, która dzię
ki gorliwości i światłemu do
zorowi przedstawicieli zarządu
naukowego, należy do rzędu
estetycznych, wspaniałych i
wygodnych świątyń w Warsza
wie. Nadto ze środków pry
watnych zbudowano w eparchii
chełmsko-warszawskiej 7 no
wych cerkwi. Na poparcie
sprawy cerkiewno budowlanej
oddano pod zarząd zwierzchno
ści eparchialnej fundusz karny
w sumie 50,470 rs. 56 kopiek,
który będzie stanowił nietykal
ny fundusz budowlany świą
tyń prawosławnych w parafiach
nan owo przyłączonych z unii.
Procenty od tego kapitału bę
dą corocznie wydawane na po
trzeby cerkwi, sam zaś kapitał
pozostanie nienaruszonym.
FEŁJETON.
AMERYKA.
(Ciąg dalszy.)
Admirał obrażony dotkliwie
tym postępkiem był przeciw
nymi wiatrami zmuszony zbli
żyć się ponownie do Kuby,
wpłynął więc do ujścia rzeki,
którą nazwał rzeką św. Kata
rzyny, i zarzucił tutaj kotwicę.
Inną zatokę nazwał Puerto
Santo. Piękność okolicy ocza
rowała go do tego stopnia, że
wyraził się, iż pióro jego ani
język nie wystarczą do wyra
żenia jej wspaniałości choćby
tylko w przybliżeniu. Najwię
cej zajęła go i wprowadziła w
podziwienie wspaniała i nader
urozmaicona wegetacya. Po
wiada, że wyobrażenie o wiel
kości drzew mogą dać jedynie
chyba łodzie krajowców mie
szczące 150 osób a zrobione z
jednego jedynego drzewa.
Łodzie indyan—kanoe—wy
wołały zdumienie hiszpanów
nie tylko swą wielkością, lecz
także pięknością roboty i gu
sto wnem i ozdobami.
Wyspiarze lubili i domy
swe ozdabiać. Tak zwiedził
Kolumb dom mający dwoje
drzwi, którego ściany były o
zdobione kolorowemi muszla
mi i innemi cackami, taKiżmu
się zdawało, że wszedł do ja
kiej świątyni.
W jednym z domów znalazł
Kolumb krąg wosku, który
zabrał celem przesłania go do
Hiszpanii. W innych znalazł
głowy ludzkie starannie zapa
kowane w koszach wierzbo
wych.
Były to prawdopodobnie
głowy znakomitych dowódz
ców przechowywane ze czcią.
Badając dalej wyspę, dotarł
Kolumb do wschodniego krań
ca wyspy Kuby, do dzisiejsze
go przylądka Moysi, który on
nazwał Alpha i Omega, sądząc
że to jest ostatni przylądek A
zyi.
Z tąd zobaczył w południo
wym kierunku wysoką górzy
stą wyspę, do portu której za
winął dnia Ogo grudnia. Na
zwał ją Espannola t. j. mała
Hiszpania, ponieważ była po
dobną do Hiszpanii. Zachodnia
część północnego wybrzeża tej
wyspy przedstawiała na każ
dym kroku najcudowniejsze
krajobrazy z zwrotnikową ro
ślinnością.
Niezmierne łańcuchy gór
wznoszą się tutaj prosto z mo
rza jak olbrzymie mury.
Stopy ich kąpią się w nie
bieskiej fali morza, a wierz
chołki odziane są grubymi kłę
bami pary, które ciepłą swą
wilgocią wywołuje na nich
bogatą i prześliczną roślinność.
W niektórych miejscach lego
łańcucha gór znajduje się
wcięcie dość obszerne do po
mieszczenia wielkich flot. To
też słusznie zauważył Kolumb
w swym dzienniku:
„Od trzydziestu dwóch lat
podróżuję po rozmaitych mo
rzach prawie bezustannie. By
łem na wschodzie, północy i
południu, byłem w Guinei,
lecz nigdzie nie widziałem ta
kich portów".
Czarująca ta kraina była
wszędzie uprawiona. Z wy
sokich gór spadały szumiące
strumienie na rozkoszne doliny,
a mimo spóźnionej pory roku
były drzewa zielone i obciążone
owocami, trawy kwieciste i
wysokie.
Krajowcy z początku nader
bojaźliwi byli piękniejsi i ja
śniejszej cery niż na innych
wyspach. Widziałem też dzie
wczęta prawie tak białe jak
Hiszpanki. -k
Dnia 16go grudnia spotkał
Kolumb jednego z kacyków
Hispanioli. Był to młodzie
niec około 21 lat liczący, a
choć był jak inni nagi, okazy
wali mu krajowcy wielki sza*
cunek."

xml | txt