OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, April 16, 1892, Image 1

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1892-04-16/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

dzieiiiiikchicacosxi
gycfeodzi codziennie z wyjątkiem niedsfaf ■BUBf H| HHH HU BI IM H ■■ AB
16wiAtQroczys:;ch' wp ®||#' fp H 9&R 9L ■ H Hm
PRZEDPŁATA DLA STANÓVf ZJKDX H H jgf ft BR UK HI H |^V
wynosi rocznie $3.oo; -),7, LvU
„ miesiącz.
Pojedynczy Numer H H
DLA EUROPY I INNYCH ■■ ■ l| H
BB^HI Hi ■■■ ■ BB BP ^B H
CHICAGOSKI.
CHICAGO DAILY Nfr*w
(MU*)
pablieheć daEy except snndrys ad ^
SUBSCRIPTION PRICE POR THE U. &
yearly S3.00;
monthly $0.25;
Single copy lo.
FOR EUROPE AND OTHER STATES
yearly.... $6.00.
PISMO POLITYCZNE, POŚWIĘCONE INTERESOM POLAKÓW W STANACH ZJEDNOC ZONYCH AMERYKI PÓŁNOCNEJ.
"Rnteg xi a.t tłie CTŁiieago, 111. ZPost Office a,s second, class matter.
No. 91.
Sobota, dnia 16 Kwietnia 1892 r.
Rok III.
Nadzień Zmartwychwstania Pańskiego.
Zadrżała ziemia — święci anieli
Zstąpili z niebios, by uczcić Pana —
Wstał Chrystus z grobu w chwale i bieli,
Śmierć przezwyciężył — starł łeb szatana!
Zadrżała ziemia i świat pogański
Miota się trwożny i drży i kona
W chwale i mocy Bóg chrześcijański!
Ma icie&ny żywot ludzkość zbawiona!
Już nie ma biednych w człowieczym rodzie,
Wszyscy my, wszyscy nieba dziedzice!
Chrystus nas czeka w rajskim ogrodzie
I życie wieczne, szczęścia krynice!
*'
* *
....Boże coś z grobu odwalił kamień
I Tomaszowi dał rany zmierzyć,
Lód, co nas ziębi, na ogień zamień
I pozwól w własne szczęście uwierzyć.
Bo my jak owi błędni poganie....
Bo kamień grzechu pierś nam przygniata
Bo my Twej łaski nie widzim Panie,
Bo nas oślepia złudny blask świata.
Bo my jak liście opadłe z drzewa...
Na różne strony nami wiatr miota
I pogrzebowe pieśni nam śpiewa,
....Brak nam Twej łaski, rosy żywota....
My Wiarę świętą, ojców spuściznę,
Zgubili Panie w szerokim świecie
A z nią stracili jednośO, ojczyznę!....
Katuj nas Chryste, bo zło nas zgniecie!....
Daj nam się otrząść z szatańskiej mocy,
Zdejm z ócz zasłonę —zbudź nas z uśpienia,
Prowadź nas we dnie i strzeż nas w nocy,
O nie oddalaj dzień przebudzenia!....
0 daj niech błyśnie szczęścia zaranie,
Niech wejdzie słońce na naszem niebie,
1 naszej matce daj.... zmartwychwstanie
I naszym duszom miejsce u Siebie....
Szczęsny Eahajkiexcicz.
Wszystkim naszym roda
kom i wszystkiin Szan. czytel
nikom pism naszych posyłamy
nasze najserdeczniejsze życze
nia szczęśliwych i przyjemnych
świąt wielkanocnych oraz
wszelk i ej pomyślności.
Redakcya.
ALLELUJA.
Anielski głos radości za
brzmi jutro w całym katoli
ckim świecie. Serca wiernych,
łącząc swe pienia z pieniami
niebios, zanucą, na cześć zmar
twych'wstałego Jezusa, w unie
sieniu „Alleluia/1 Wszystkich
serca napełni ta święta roczni
ca odkupienia radosnem „Alle
luja/1 Bogaci podziękują niem
za hojne Opatrzności dary;
ubodzy za opiekę, miłosierdzie
i nadzieję lepszej przyszłości;
zdrowi za czerstwość zdrowia i
siły da pracy; chorzy za na
dzieję, że wkrótce jak z grobu,
powstaną z łoża boleści; po
dróżni za nadzieję szczęśliwego
dobicia do portu i celu ich
drogi; więźniowie za nadzieję
rychłej wolności; sieroty za
obietnicę Jezusa, że ich siero
tami Die zostawi. Cały świat,
a nawet zimową porą uśpiona
natura, zbudzą się ze snu i
wita swojego zmartwychwsta
łego Stwórcę dziękczynnem
„Alleluja."
„Oto dzień, który I5óg uczy
nił; radujmy się, weselmy się
w nim." Tak śpiewa kościół
św. w swych radosnych wielka
nocnych pieniach. I słusznie.
Jest to dzień zwycięstwa na
szego Zbawiciela; jest to dzień
odkupienia z więzów grzechu
ludzkości; jest to utwierdzenie
naszej wiary i nadziei; jest to
dzień, w którym zwycięzca
śmierci wycisnął pieczęć na
dokumencie prawa naszego do
wiecznego żywota.
„Śmierć i życie walczyły z
sobą w dziwnym pojedynku;
sprawca wszego życia poległ;
ale oto znów żyw i panuje."
Wzniosłe słowo z mszy św. na
na jutrzejszą uroczystość. Na
krzyżu zwyciężył Chrystus
Pan grzech; zmartwychwsta
niem swojem zwyciężył śmierć
samą. „O śmierci, gdzież jest
twój oścień?"
Grzech i śmierć to najstra
szniejsza broń nieprzyjaciela
biednej ludzkości. A oto przy
szedł z nieba silniejszy mocarz,
krwią swoją i śmiercią zwalczył
grzech, zmartwychwstaniem
zwalczył śmierć, wydarł z rąk
nieprzyjaciela zdobycze, roz
^ darł cerograf śmierci na ludz
A tak, jak nasz Zbawi
ciel z tryumfem zmartwych
wstał z kamiennego grobu i
snu śmierci; tak i my, spadko
biercy jego zasług, kiedyś do
wiecznej zmartwychwstaniemy
chwały.
Kamień odwalony rękami
Aniołów z grobu Chrystusa
Pana jest najprzód dowodem
zmartwychwstania Zbawiciela,
bo grób otworzył się próżny,
już w nim Jezusa nie było.
„Zmartwychwstał, nie masz
go tu." Atoli odwalenie tego
grobowego głazu wskazuje
nam zarazem zwalenie tego
wielkiego i strasznego ciężaru
z ramion ludzkości; grzechu i
sprawiedliwej zad kary.
Nie na tern jednak skończ) ł
już Zbawiciel nasz swoje po
słannictwo. Śmiercią zwyciężył
grzech, zmartwychwstaniem
śmierć samą, atoli wprzód już
obui}ślił w swojej Bozkiej mi
łości odpowiedne środki, Sa
kramenta święte, któremi
grzeszna ludzkość może aż do
skończenia świata odradzać się
duchowo, powstawać z grzechu
i osiągnąć szczęśliwą, zmar
twychwstaniem Jezusa zagwa
rantowaną, wieczność. „Na
cóżby się przydało urodzenie,
gdyby nie było odkupienia?''
Tak woła Augustyn św.
Dziś więc każdy dobrej'
woli człowiek, chód wśród
kolei tego życia z ułomności i
krewkości ludzkiej naturze
wrodzonej, skosztuje owocu
grzechu, ma z łaski Zbawiciela
skuteczne środki, któremi ten
kamień grzechu z sumienia od
walić może, niebiosa przebła
gać, zwyciężać tmieić i oaię
gnąć z Chrystusem wieczny
żywot.
„"Którzy przezeń wiernymi
jesteście Bogu, który Go wzbu
dził z martwych, i dał Mu
chwałę, aby wiara i nadzieja
wasza w Bogu była.'' (I. Pio
tra I. 21).
Wiara więc i nadzieja połą
czone i ogrzane miłością Chry
stusa, oto rękojmia naszego
zbawienia. Wiarą, nadzieją i
miłością, temi trzema niebie
skiemi dźwigniami, zwalić
może ludzkość z siebie wszel
kie ją tłoczące ciężary.
Właśnie w naszych czasach
usiłuje ludzkość zwalić siebie
ciężar innej natury, który ją
gniecie, ciężar wypływający z
nienormalnych tegoczesnych
socyalnych i ekonomicznych
stosunków, mianowicie ze sto
sunku kapitału do pracy, i
robotnika do pracodawcy.
Trudne to zaiste zadanie. Roz
maici powstają nauczyciele,
doradcy i lekarze na socyalne
słabości. Rozmaitych doświad
czają i próbują dźwigni, aby
ten kamień z ludzkości zwalić.
Daremna praca, próżne usiło
wania! Największa część ludz
kości jęczy ciągle pod ciężarem
niedostatku, biedy i nędzy,
podczas gdy mała liczba ludzi,
niepomna na przykazanie Zba
wiciela o miłości i miłosier
dziu, tarza się w zbytku i roz
koszy i nie widzi przed brama
mi swych pałaców Łazarza,
okrytego wrzodami ze zgło
dniałym żołądkiem. Gdyby
prawdziwą wiarę, nadzieją
mocną i gorącą miłość 13 >ga i
bliźniego podłożono jako
dźwignie pod ciężki kamień
socya 1 nych sti>su 11 kó w, kam ień -
by się odwalił, kwestya socy
alna byłaby rozwiązaną bez
rozlewu krwi, bez dynamitu
lub pochodni, a nowe życie
zakwitłoby na ziemi naszej.
My zaś p lacy mamy jeszcze
inny oprócz tego kamień do
zwalenia. Od stu lat ojczyzna
nasza leży w grobie przygnie
ciona kamieniem potrójnej
niewoli i czeka na zmartwych
wstanie. Patrzymy ze łzami,
jak biedne sieroty, na ten głaz
ciężki, próbujemy od czasu do
czasu sił naszych, aby odwalić
go z grobu matki naszej i
zmartwychwstałą przyprowa
dzić do dawniejszej [chwały.
Od stu lat daremne nasze pra
ce, daremne nasze usiłowania.
Dla czego? czy matka nasza
już na wieczną śmierć wskaza
na? Nie. Czy nam brak mi
łości? Nie. Czy nam brak mę
stwa i poświęcenia? Nie. Brak
nam odpowiedniej dźwigni!
Rewolucye, spiski, knowania i
tajemne sprzysiężenia,to nie są
dźwignie do zwalenia kamienia
z grobu matki — złe środki
wskrzeszania umarłej. One
coraz bardziej rozlaną na pró
żno krwią i łzami kamień na
grobie ojczyzny cementują.
Wiara chrześciańska, nadzie
ja i miłość oto pierwsze do
zwalenia tego kamienia dźwi
gnie. Odrodzenie wewnętrzne
narodu naszego przez chrze
ściańskie cnoty, urobienie
hartu charakterów, utwierdze
nie w^dobrem nadzieją lepszych
dni w przyszłości, gorąca mi
łość Boga i bliźniego, praca
skrzętna wytrwała na każdem
polu: oto dźwignie — oto za
datek przyszłego zmartwych
wstania naszej Ojczyzny.
Tą drogą postępując, jeżeli
nie my, to nasi następcy ujrzą
„dzień wesoły, który Pan nam
uczyni", a w tym dniu wielkim,
na rozwalonem grobie niewoli,
zaśpiewają radosne „Allelu
ja"!. ...
Zkąd nas znać mają?
...Rok temu, w mgliste, gru
dniowe południe błąkaliśmy
się we trzech po niekończących
się alejach Schoeubruńskiego
parku. Cicho tu dziś było i
pusto. Wiedeńczycy zlękli się
śniegu i zimna i nie dali się
skusić tak nęcącym w lecie, na
wiosnę, błyszczącym na tram
wajach, na omnibusach napi
sie: Schoenbrunn; czasem le
dwie służąca z koszykiem, stu
dent z książkami przebiegli
szybko główną aleję, rzucali
roztargniony wzrok na wspa
niały cesarski pałac, na marz
nących na śniegu rzymskich
bogów, greckie boginie i śpie
szyli dalej w stronę Meidlingu,
Hitzingu...
Tem żywsza i bardziej zaj
mująca toczyła się między na
mi pogawędka. Towarzysze
moi, druhowie serdeczni, chód
od paru dopiero miesięcy po
znaui, tajemnic dla mnie nie
mieli i ja dla nich nie miałem.
Jeden jak «ląb ro^ły i siluy,
przypominał olbrzymy truto
burskich borów, wśród któ
rych zrodził się i wychował;
drugi, szczupły, nizki, ruchli
wy i żywy jak przepływająca
rodzinną wioskę rzeka, której
piękności opisywał, Francuz, z
nad Mozeli.
O czemeśmy z kolei nie mó
wili, jakich planów na przy
szłość nie snuli!... Westfalczyk
cytował z pamięci długie ustę
py z niemieckich poetów;
Francuz cytatami z Kornela z
Kasyna opowiadał. „A to
znasz ? —zapytał pierwszy i
zanucił półgłosem pieśń o bo
haterskim pułku warszawskich
żołnierzy! — o naszych „czwar
takach".
— „Wszyscyśmy to w szko
le śpiewali, opowiadał własne
mi wspomnieniami rozgrzany.
A jaki wtedy dla waszej spra
wy zapał między nami pano
wał! Wiesz, skąd znam Pol
skę, dla czego do dziś dnia
taką do niej, jak z pewnością
rzadko kto między nami Niem
cami czuję sympatyę? Miałem
może lat czternaście, piętnaście,
kiedy przerzucając na strychu
różne stare i nowe książki,
wpadła mi w rękę jakaś po
wieść o pierwszym rozbiorze
Polski. Jaki tytuł tej powie
ści, jaki jej autor, dziś nie pa
miętam, jak po nocach paliłem
cieńką łojówkę, zastawiałem
się starannie, aby mię matka
na gorącym uczynku nie zła
pała —...a z matką żartów nie
było... — i czytałem, pożera
łem gruby ten tom, śmiałem
się, płakałem i Moskalom
pięśćiri groziłem... Odtąd za
wsze między kolegami broni
łem Polaków, powtarzałem im
sceny z przeczytanej powieści,
— i dziś jeszcze, po tylu latach,
niejedno świeżo mi w pamięci
zostało, jakbym wczoraj to
czytał..."
I na potwierdzenie swych
słów kochany Westfalczy k rzu
cił snopkiem polskich nazwisk,
bitew, zwycięztw z historyi
Barskiej konfederacyi.
Niemiec nie skończył jeszcze,
a już Francuz wołał:
„I ja tak samo, tak samo!
nazywamy was wprawdzie
„Francuzami północy", ale
gdyby nie poczciwy Lamothe,
strasznie małobym co wiedział
o tych północnych Francuzach.
W szkole, w Nancy, zbierało
się nas kilkunastu kolegów, co
niedzielę, na wspólne odczyty
wanie wychodzących wtedy w
tygodniku L'Ouvrier powieści
o ostatniem powstaniu pol
skiem: „Kosynierzy śmierci",
„Syberyjscy męczennicy"...
Następne] niedzieli doczekać
się nam było trudno... Bądź
co bądź, niech mówią co chcą
Polacy, to bohaterski na
ród ! My teraz z Rosyą trzy
mad musimy, koniecznie musi
my; — ale zawsze Polacy to
bohaterski naród!...
* *
*
W kilka dni później rozma
wiałem ze starym, osiwiałym
Niemcem, co jedną nogą już
w grobie. studenckich la
tach bawił on w Wrocławiu;
tam słów kilkudziesięciu się
nauczył po polsku i dotąd kil
kanaście powtarza... Czytał,
wie dużo, zna historyę no
wszych i dawnych chilijskich
rozruchów i buntów w Argen
tynie; z losem Polski bardzo
też współczuje i szczerze się
nad nią użala:
„O ja wiem, co się u was
dzieje. Czytałem powieści
Lamothe'a. To straszne, Stra
SZlie!"
jf. ■56'
*
I znowu w parę, czy w kilka
tygodni siedziałem po trady
cyjnej kawie w poczciwym,
katolickim, jak mało, domu
niemieckim. Na stoliku leżał
„Yaterland i Germania"; pan
domu, jeden z głośnych uczo
nych, od niechcenia je prze
glądał, pani ornat haftowała,
córka posprzątawszy sama ze
stołu, odnosiła do kuchni im
bryczki i filiżanki. Mówiliśmy o
kulturkampfie niemieckim;
wspomniałem, że w Niemczech
jeszcze nie najgorzej, rzuciłem
parę szczegółów, parę anegdo
tek, o paszportach, Unitach,
zakazie nabywania ziemskiej
własności. — Pau gazety zło
żył, słuchał uważnie, ale z mi
ny widać było, że mu trudno
wierzyć. Pani haftować prze
stała i powtarzała raz po raz:
— „Czy to być może? Ależ
my o tem nic nie wiemy'1...
A przecież leżące na stoliku,
nie tylko leżące, ale i czytane
pilnie w domu tym gazety, to
jeszcze jedyne, co o nas cza
sem jaką wiadomość umie
szczą.
**• 7T
*
Prawda że równie katoliccy
przynajmniej, w gruncie z pe
wnością dobrze dla nas uspo
sobieni Niemcy, jak Francuzi,
jak Włosi, gdy im wyrzucać,
że nic, albo prawie nic o nas
nie wiedzą, że nas nie znają,
odpowiadają jednogłośnie:
— „A czyż to nasza wina?
Zkądźe was znad mamy, gdy
sami o sobie znad nie dajecie.
Czy żądacie, abyśmy się wa
szego języka uczyli ? Gdy wy
sami o sobie nie piszecie, to
nie bierzcie nam za złe, że
czerpad musimy z niechętnych
wam może źródeł. Sympatyę
dla was czujemy, ale sama
sympatya z dawnych, czy no
wszych paru powieści, paru
pieśni zaczerpnięta, nie zastąpi
pozytywnych, jasnych wiado
mości. — Mówmyż szczerze,
zupełnie szczerze, czy wasza to,
czy tylko nasza wina, że was
nie znamy?"
Ks. Jan Badeni T. J,
W Warszawie otworzony zo
stał przez p. A. Surowieckie
go, nowy zakład gimnastyki
hygienicznej.
W sprawie kolonizacyi.
Kuryer Poznański ogłasza
następującą odezwę pewnego
„gospodarza":
Ziemianinie polski, gdy z
budzącą się wiosną wjeżdżasz
„per se aut per alios" na ziemię
Ojców Twoich, aby ją upra
wiać pod plon jary, — kiedy
oglądasz pożółkłe przez zimę
oziminy a myślą sięgniesz w
czasy karnawałowe, ile ci to
marek wyciągnęły z kieszeni
- - a w końcu zastanowisz się
nad „rozwianemi mgławicami
politycznych nadziei" — roz
waż sobie w sercu i myśli
Twojej następujące prawdy
niezbite
Od 16 kwietnia 1886 aż do
końca r. 1891 sprzedaliśmy
ziemi polskiej 57,245 hektarów
czyli morgów 228,980 blisko
ćwierć miliona, za 35 milionów
marek.
Z tych blisko 56,000 hekta
rów (216,000 morgów) przy
pada na 98 większych właści
cieli Polaków a 1334 hektary
(5336 morgów) na 33 mniej
szych właścicieli chłopów i j
kilka mieszczan, których w
trójnasób co do liczby, a 40
razy co do ilości prześcignęli
śmy w gonitwie do ruiny ma
jątkowej.
Niemców tylko 3 większych
właścicieli sprzedało swe ma
jątki komisy i kolonizacyjnej
— 2 w Prusach Zachodnich,
jeden w Księstwie.
Kiedy to pracą Twoją po
wetujesz?
Ko misy a ma jeszcze trzy
razy tyle marek.. ..
* *

Z owych 59,529 hektarów,
które w tych 5h latach prze
sały w ręce kolonizacyi, sprze
dała dotąd koinisya kolonistom
niemieckim 16,240 hektarów
czyli 64,960 morgów w 904
parcelach, na których osiadło
883 nabywców niemieckich z
żonami, dziećmi, sługami, ro
dzicami, razem osób 4431 aż
do końca roku 1891. Nie są to
jeszcze wszyscy, bo ich jeszcze
sama kolonizacya wszystkich
uie policzyła — ale dotąd jest
znanych 771, którzy razem
stanowią oną liczbę 4431, a ta
tak się rozdziela:
1) Niemców z Księstwa i
Prus Zachodnich nabyło par
cele 324 kolonistów z 1850
osobami;
2) Niemców z dalszych pro
wincyi 447 razein z 2631 oso
bami.
Pierwsi byli ta już dawniej
— natomiast reszta, która do
dzisiaj wzrosła pewnie już do
3000, da nam się pewnie we
znaki przy wyborach wr.1893,
a wiedz o tem miły Ziemiani
nie, że taki każdy kolonista
jest jakby stworzony na „wal
mana"!
* *
*
Rząd pruski na tych przy
szłych walmanach stracił dużo
pieniędzy, bo jak pan Doni
mirski w Bibliotece Warszaw
skiej za marzec b. r. obliczył,
każdy taki kolonista z dalszych
prowincyj kosztuje go 8,000
marek — ale też za to zrobi on
swoje. Mówi się tu tylko o
czystej stracie powstającej z
porównania dochodu z rozcho
dem. W takim razie gospoda
rując w ten sposób owemi 100
milionami, komisya mogłaby
sprowadzić około 125 tysięcy
Niemców w nasze strony w
przecziągu lat 240.
Tak uczy pan A. Donimir
ski ale nam się zdaje, źe to
pójdzie djabelnie prędzej, do
póki przynajmniej będziemy
mieli co sprzeda wad.
W każdym razie tym kolo
nistom będzie dobrze na tej
ziemi, potem polskim zroszo
nej, bo chód z onycb 881 już
53 kolonieswojesprzedało(na
turalnie Niemcom) — to z
tych, którzy zostali, pewnie
już żaden się nie wyniesie. Ko
misya kazała już przeszło 10
tysięcy hektarów wydrenować,
kazała pobudować 160 domów
mieszkalnych, blisko 100 sta
jen i obór, posprowadzała na
wozów sztucznych mnóstwo, o
susza moczary, polepsza łąki,
naprawia torfowiska it.d. Na
co ziemia polska potrzebowa
ła 10 lat, to pod wpływem na
wozów sztucznych, drenów i t.
d., kolonistom pewnie wyda w
5 lat i prędzej! Trzeba ogro
mnie pracować i pocić się, je
żeli się chcesz utrzymać na zie
mi ojców i kolonistom nie dać
za wygrane.
* *
Sług mają koloniści 601, z
tych tylko 29 przy wędrowało
z poza granic Księstwa — a
resztę 572 jest po prostu pol
skiej narodowości. Od czasu,
jak w niektórych miasteczkach
na lepsze posady stróżów no
cnych już naszych Polaków
brać' nie chcą, znalazło się
przynajmniej gdzieś dla nich
nowe zatrudnienie — u kolo
nistów .... Nie jesteśmy go
dni, aby nasi włościanie i ro
botnicy mogli nabywać na
własność parcele kolonizacyj
ne — niech przynajmniej uasi
robotnicy użyją chleba u ko
lonistów. .. Ale musi to być
chleb twardy i w zęby żga
jący....
* *
W pierwszych 19 miesiącach
od maja 1886 do grudnia 1887
sprzedaliśmy 27i tysiąca he
ktarów za blisko 16 milionów
marek. W następnych czte
recli latach (1887—1891)
sprzedaliśmy nie wiele więcej,
jak drugie tyle, mniej więcej
31 tysięcy hektarów. Tempo
zrobiło się trochę wolniejszem,
w czterech latach tyle co w
półtora — ale to z pewnością
nic nasza zasługa, bo jeszcze
w ostatnim roku zrobiliśmy
ofertę 32 folwarków polskich,
tylko komisyi kolonizacyjnej,
która mając jeszcze w zapasie
z dotychczasowego kupna prze
szło 40 tysięcy hektarów, tak
bardzo do dalszych nabytków
się nie kwapi, zwłaszcza, że
napływ kolonistów też tak
zbyt wielki znów nie jest.
Trzeba zatem dobrze się
brać do pracy i o przyszłości
myśleć, bo tak prędko na „do
bry interes1' z komisyą kolo
nizacyjną liczyć nie można, i
potrzeba już posiadać „pozy
tywne zasługi", aby do niej
szybko trafić. Zresztą dzięki
Bogu, zapewne tacy, którym
się a tout prise do podwojów
komisyi spieszyło — już się
znacznie przerzedzili, a przy
pomocy boskiej wnet zupełnie
się wyczerpną....
Oto wiosna, — oto łany na
sze złocą się i srebrzą w słońca
promieniach!
Patrzcie, ile nam komisya
wyłowiła morgów — brońmy
tak, abyśmy wyszli na swoje
— abyśmy zapłacili landszaffoj,
upchnęli procenta — a koniec
z końcem związawszy, — o po
myślnym plonie marzyć mogli!
Szczęść Wam Boże przy
pługu!
tego, co
pracujmy
Gospodarz.

xml | txt