OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, May 08, 1905, Image 4

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1905-05-08/ed-1/seq-4/

What is OCR?


Thumbnail for 4

Dziennik Chicaooski
Plamo polityczne poświecone interesom Polaków
w Stanach Zjednoczonych Ameryki Póła.
WYCHODZI CODZIEI*
wyjąwszy Niedziel 1 Świąt uroczystych.
Za ogłoszenia i artykuły pod nagłówkiem UN»>
ćesłane". redakcya Dziennika Chfcagoakiego al*
bierze odpowiedzialności.
PRZEDPŁATA WYNOSI:
Rocznie $3.00
Półrocznie 1-50
Kwartalnie................ 75c
Miesięcznie 25c
W Chicago poczta mleslęcznls... 88c
Do Europy rocznie 4.60
Wszelkie listy, korespondencje lakotez przesy*
kl pienione należy posyłać pod adresem:
THE POLISH PUBUSHrNG CO.,
141—143 W. Dirision St..
TM. Monroe 794. CHICAGO, ILU
W razie nieregularnego otrzymywania "Dzien
nika Chicagosklego" prosimy natychmiast nas
uwiadomić.
Dziennik Chicagoski
THE POLISH DAILY NEWS
Th* oldest and most influencial Polish Daily
in State o 1 Illinois.
Issued st ery day escept Sundays and Holldayn.
Pmbliihed by THE POLISH PUBLISHING CO.
TERMS OF SUBSCRIPTION.
Onsyear $3.00
8ixmonths 1.50
Three months 73e
One mooth 2óo
]u Chicago by mail for ons month... 3Sc
To Europę for one year 4.50
Ali lstters shaU be addressed to
THE POLISH PUBLISHING CO.,
141-143 W. Diriaion St.,
Phone Monios 794. CHICAGO, ILL.
INTERED AT THE CHICAGO, ILL. POST
OFFICE AS SECOND CLASS M ATT ER.
SIXTEENTH TEAR— No. 107.
MONDAY, MAY 8. 1905.
% biura meteorolofficziiegos
Temperatura dzisiejsza*
O GODZ, T RANO U Stopni I. wy2ej 0
u 8 •• 59 " "
• 9 w 53 m h
u 10 u 58 ■* u
u 11 '• 69 H "
Piękna pogoda i chłodniej dzisiaj po południa,
wieczorem i we Wtorek. Silny północno zacnodni
wiatr dzisiaj, a północno-wschodni jutro.
KALENDARZYK.
• Jutro, wtorek, 9 maja: Grzegorza z
Naz. • ; , : .
PRZEGLĄD
POLITYKI MIĘDZYNARODOWEJ.
Chicago, 8 maja, 1905.
W polakożerczej berlińskiej
"Nationalzeitung" znajdujemy
ciekawe oświetlenie stosunków
polskich W. Ks. Poznańskiego
w duchu niemieckim. Ze względu
na powagę tego organu narodo
wo - liberalnej inteligencyi nie
mieckiej powtarzamy prawie w
całości artykuł jego, zatytułowa
ny "Nadpolska":
"W obozie polskim dokonywa
ją się obecnie przejścia rozległej
donisłości. Dla obserwatora dalej
stojącego trudno wyrobić sobie
odpowiedni sąd, ponieważ mozol
nie potrzeba gromadzić podstawy
jego i konieczną jest znajomość
usposobień i życzeń rozmaitych
warstw społeczeństwa polskiego
które niezawsze dość wyraźnie u
wydatniają się w prasie polskiej
"Punktu wyjścia poszukać na
leży w okolicznoś*iach, które do
prowadziły -do zawieszenia wyda
wnictwa "Kuryera Poznańskie
go". Jest tajemnicą otwartą, ±1
ks. arcybiskup Stablewski zapo
biegł za pośrednictwem ks. su
fragana Likowskicgo uzdrowie
niu stosunków, panujących w
tem wydawnictwie. Radykaliści
polscy, a zwłaszcza duchowni po!
scy, podnoszą z tego powodu za
rzut przeciw ks. arcybiskupowi
Stablewskiemu, że pragnął być
nadto lojalnym i że drogą niebez
piecznych spekulacyi dyecezyal
nych wywołuje niebezpieczeń
stwo germanizacyi.
"jL, pewnością zaaen zarzut mc
jest mniej usprawiedliwio
ny, aniżeli ten, że obecny arcy
biskup poznański służy interesom
germanizacyk Mimo tego ni?
znajdzie się w całej prasie pol
skiej nikt, któryby zrozumieć to
zechciał, że arcybiskup, skoro li
czy tak wielu Niemców katolic
kich w swej dyecezyi, nie powi- J
nien oddawać się w służbę propa
gandy polskiej. Raczej żądają od
niego, aby otwarcie przyłączył się
do agitacyi polskiej i uważał to
sobie ża "zbrodnię", gdyby go
ktoś uznał za lojalnego poddane
go pruskiego.
"Dla tych szkół polskich sta
nowi to najwyższą zasadę> ii
rozporządzenia władzy państwo
wej, jeżeli są "nieuzasadnione"
nie powinny być wykonywane;
nawet dzieci mogą wypowiedzieć
posłuszeństwo swoim rodzicom
jeżeli ci stają w sprzeczności z
przykazaniami boskiemi, to zna
czy, jeżeli nie posyłają dzieci do
spowiedzi polskiej. Ciągle i usta
wicznie prasa polska broni żarli
wie zasady, że tylko rodzice ma
ją prawo <ło oznaczenia, do jakiej
narodowości, polskiej czy niemie
ckiej należą ich dzieci. (Mieliby
więc landraci. prawo do oznacza
nia narodowości dziecka? Przyp
red.). Jeżeli wszakże decyzya ro
dziców wypadnie w przeciwnym
kierunku, aniżeli agitatorowi-e
polscy pragną, natenczas gwiżdŹ4
na powagę rodziców".
"Nationalzeitung" gubi się tu
taj w urojeniach. Nie egzystują
zapewne na ziemi polskiej rodzi
ce, którzyby pragnęli, aby dzieci
ich spowiadały się i uczyły kate
chizmu w języku niemieckim. Je
żeli garstka takich apostołów
znalazłaby się istotnie, po skru
pulatnem obliczeniu,to społeczeń
stwo polskie mogłoby ją z przy
jemnością ofiarować społeczeń
stwu -niemieckiemu w upominku,
broniąc zdrowia atmosfery ro
dzinnej.
"Nationalzeitung" powiada da
lej :
"Takie zapatrywania muszą na
turalnie (!?) prowadzić do ro>.»
przężenia wszelkiej karności w
i szeregach polskich, i jasną jest
rzeczą, że władza duchowna, t. j.
ksiądz arcybiskup, musi je zwal
czać. Widzi się on wogóle w nie
bezpieczeństwie utraty wpływu
■na duchowieństwo, które gotowe
jest odmówić mu posłuszeństwa
Chory arcybiskup uchodzi w o
czach większości duchowieństwa
dyecezyalnego w Poznańskiem za
człowieka zgasłego; sądzą oni na
tomiast, że w bezpośredniem oto
czeniu arcybiskupa znajdą opar
cie i poparcie, jeżeli będą zdania,
że nie mogą pozostać lojalnymi,
jeżeli nie chcą najcięższych nie
bezpieczeństw ściągnąć na Ko
ściół katolicki wśród Polaków.
"Ksiądz arcybiskup Stablewski
wywiera za pomocą wydawanych
w drukarni św. "Wojciecha: tygo
dnika i gazety, trzy razy w tygo
dniu wychodzącej, wielki wpływ
na szerokie masy. Tj trzy mirą
w kolach "patryotów" polskich
że gazetka "Przyjaciel ludu" b~
dzie redagowana lojalnie, czyli
duchu germanizatorskim — albo
podzieli losy "Kuryera poznań
skiego", to jest będzie zamknię
ta. Radykalna nienawiść d'.a
Niemców uchodzi obecnie za je
dyny program polityczny przewo
dniczących kół polskich, i naw^t
p. Kościelski, któremu próżność
spać nie daje, musi liczyć się z
tym prądem.
"Jakkolwiek nowe pokolenie
duchowieństwa polskiego w Po
znańskiem hołduje radykalizmo
wi polskiemu (zawsze represya
wywołuje radykalizm pojęć,
przyp. red.) ks. arcybiskup obsa
dził zarząd seminaryów w Pozna
niu, Gnieźnie i Ostrowie ducho
wnymi, którzy nie są uważani za
dobrych Polaków, lecz za germa
nizatorów. Naraża to ks. arcybi
skupa na ciężkie zarzuty ze stro
ny szowinistów. Zarzuty są nie
słuszne: seminarya te wychowują
młodzież niemiecką, poświęcają
cą się studyom teologii, na Pola
ków, ale Polaków nie wychowują
na Niemców". (Czyżby organowi
narodowo - liberalnemu o to cho
dziło? W takim razie ciekawe by
łoby usłyszeć z ust "Nationaizei
tung" definicyę pojęć "narodu »
"liberalizmu". — Przyp. red.)
Gazeta czyni duchowieństwu
polskiemu ostre zarzuty z tego
powodu, że znaczną częśc swoich
dochodów oddaje na cele gospo
darczego zwalczania niemiecczy
zny, że zakłada stowarzyszenia i
przes lud polski ku radykalizmo
wi. Wogóle "Nationalzeitung"
dostrzega w Poznańskiem silny
wzrost grup radykalnych i do
chodzi do konkluzyi, że takie
szczere ujawnienie przekonań po
żyteczniejsze jest dla sprawy nie
mieckiej, aniżeli długa walenro
dyczna maskarada p. Kościelskiu
—————u-——
RUCH PAROWCÓW.
Przybyły:
New York: Ultonla z Tryostu.
Liverpool: Etruria z New Yorku.
Southampton: Phiiadelphia z New
Yorku.
New York: Italia z Genui, Pretoria
z Hamburga, Weimar z Genui, Hudson
z Hawru, Bluecher z Hamburga.
Odeszły:
San Francisco: Sesostus do Ham
burga. . !
Dover: Graf Waldersee s Hambur
ga do New Yorku.
| Queensiown: Lucaaia do New Yor.
ku. "
Z WARSZAWY.
21 kwietnia.
Z powodu wczorajszego
postanowienia komitetu mini
strów w sprawach polskich, któ
re w rezultacie nie przyniosło
nam nic, kwestyę językową w
szkołach średnich i wyższych po
zostawiwszy bez zmiany a kwe
stye samorządu' odraczając do
czasu nieokreślonego — nadcho
dzą dziś sensacyjne wieści z Pe
tersburga co do rozdzielenia się
zdań w tymże komitecie i dal
szych. rozdzielenia tego skut
kach.
Już gazety poranne zamieściły
niezwykły, a daj"ący do myśleni*
telegram tej treści:
"W kołach dobrze poinformo
nych, a życzliwych Polakom, za
pewniają, że w sprawie polskiej
wola najjaśn. pana daje życie i
bieg dojrzałym a pięknym potrze
bom kraju."
Telegram enigmatyczny. Naj
pierw imię cara używa się w te
legramie prywatnym nader rząd
ko, a jeszcze rzadziej zezwala na
wydrukowanie jego cenzura. Na
stępnie wiadomo, że w dniu wczo
rajszym komitet ministrów za
kończył posiedzenie dotyczące
spraw polskich. Co więc jeszcze
w tej samej sprawie ma car Mi
kołaj specyalnie do powiedzenia'
Widocznie rzecz nie została d>
powiedzianą, widocznie w tele
gramie tym coś brakuje — tak
jak jest, przedstawia się niezro
zumiale. N.
Jakoż dalsze telegramy prywa
tne, niezamieszczone w gazetach,
a więc prawdopodobnie przez
cenzurę skreślone, donoszą naj
pierw, że w czasie trwania sesyi
wyszła na jaw znaczna różnica
zdań pomiędzy wezwanym i}a na
rady gen. - gubernatorem Mak
symowiczem, a większością ko
mitetu. Generał Maksymowicz
chciał iść o wiele dalej, zwłasz
cza w ustępstwach co do języV.t
polskiego w gimnazyach i uni
wersytecie. Ponieważ rezolucya
komitetu nie dała nam pod, tym
względem nic, pozostawiając o
graniczenia, dotyczące języka pol
skiego, bez zmiany, udzielenie
zaś wolności dla języka polskie
go zakładom prywatnym, jako
niedające równocześnie zakładom
tym żadnych praw państwowych,
jest faktycznie bez znaczenia —
przeto naczelnik kraju powziął
przekonanie, że kwestya szkolna
nie tylko nie może być w tern
położeniu pomyślnie i stosownie
do potrzeb mieszkańców Króle
stwa Polskiego załatwioną, lecz
przeciwnie znajdzie się w stanie
bardziej jeszcze zaostrzonym.
Zważywszy npkoniec, że kwe
stya językowa i szkolna jest
chwilowo najważniejszą i najbar
dziej palącą, nie tylko ze wzglę
du na położenie ogólne i żądania
w tej mierze od strony całego
społeczeństwa, a rozstrzygnięcie
jej w ten sposób stawia osobę
naczelnika kraju w położeniu nie
tylko trudnem, lecz prawie bez
wyjścia w stosunku jego do mie
szkańców Królestwa Polskiego,
przeto nie widzi on żadnego in
nego środka, tylko podanie się do
dymisyi.
Taką jest pierwsza część pogłj
sek, które nadeszły w ciągu noc/
i w dniu dzisiejszym do Warsza
wy z prywatnego lecz dobrze po
informowanego źródła telegrafi
cznego.
W związku z tern znajduje się
dalsza depesza o udaniu się gen.
Maksymowicza do Carskiego
Sioła, obecnej rezydencyi car.i
pod Petersburgiem, aby tam d/
misyę tę wręczyć mu osobiście,
której jednak car miał nie przy
jąć, natomiast oświadczył, że
kwestyi polskiej nie uważa za u
kończoną a kompetencyi komitetu
ministrów za ostateczną instan
cyę w tej mierze. Tą ostatnią in
stancyą jest rada ministrów, po
zostająca zastępczo pod prezy
dencyą sekretarza stanu Solskie
go, w razie zaś ważniejszym pod
prezydencyą samego cara. Rada
ta ma być niebawem zwołaną, a
kwestye Królestwa Polskiego raz
jeszcze do jej rozstrzygnięcie po
dane.
Takie są najnowsze wieści te
legraficzne z Petersburga. Jak
wczorajsze o rezultacie obrad ko
mitetu ministrów, budziły wprost
oburzenie i zwątpienie, podsyca
jąc wrzenie umysłów, co mogło
by w danym razie z korzyścią zo
stać wyzyskane przez stronnic
two przewrotu — o tyle dzisiej
sze telegramy w pewnej części
łagodzą to wrażenie.
Wiadomości tych jednak w ca
łej rozciągłości za pewnik brać
nie należy, a przynajmniej nie
robić sobie z tej racyi zbyt daleko
idących złudzeń. Doprowadzićby
mogło tylko raz jeszcze do pono
wnego rozczarowania.
Ale 'niewątpliwie w wiadomo
ściach tych jest część prawdy
zwłaszcza, zestawiając ją z eni
gmatycznym telegramem o: "ży
czliwem dla Polaków usposobie
niu cara", z orzeczeniem g. Ma
ksymowicza, jeszcze przed wy
jazdem z Warszawy, w tym seib
sie, że nie zechce on "pracować
■dla ministrów", wobec szerokich
atrybucyi jego władzy, nadanych
mu przez cara, z faktem, że gen.
Maksymowicz udał się istotnie
do Carskiego Sioła i nakoniec z
przeważającą częścią opinii
wśród Rosyan i głosami prasy ro
syjskiej, która obecnie z racyi tak
wstecznego postanowienia komi
tetu ministrów nie będzie także
szczędzić swego niezadowolenia
a nawet Oburzenia.
o
Satyra na szkoły niemieckie.
Z powodu setnej rocznicy
śmierci Schillera, którą całe
Niemcy będą uroczyście obcho
dzić, zamieściła "Frankfurter Zci
tung" przepyszną satyrę na szko
ły niemieckie, które wobec panu
jącego tam biurokratyzmu, kary
erowiczostwa profesorów i w o
góle nieznośnej atmosfery reak
cyjnej, są w niemałym kłopoce,
jak uczcić wielkiego poetę wol
ności, nic sprzeniewierzając st-^
zarazem zasadom obskurantyz
mu politycznego. Niepodobna
nam dla braku miejsca całej tej
satyry przytoczyć w brzmieniu
dosłownem, poprzestajemy za
tem na małym urywku.
Tytuł brzmi: "Także obchód
Szyllerowski. Tragikomedya w
jednym akcie." Rzccz dzieije się
w kilka godzin po uroczystości
szkolnej w gimnazyum małego
miasteczka, które jest rezydencyą
małego księcia. Dyrektor zwohł
wszystkich nauczycieli do pokoju
profesorskiego i zwraca się <!<>
prof. Moora (bohaterowie satyry
mają imiona bohaterów Szyllera)
z ostrą wymówką, że odważył się
w obecności księcia i przedstawi
cieli władzy wygłosić mową o
barwie liberalnej.
Dyrektor: — Panie profesorze
Moor! Pana to spotkał zaszczyt,!
że w obecności księcia wolno ci !
było wygłosić mowę o Szy.llerze,
ale pan w sposób wprost mon
strualny nadużyłeś tego zaszczy
tu. Słyszysz pan? W sposób mon
strualny 1 Już sam wstęp był nie
właściwy, bo za długo mówiłeś
pan o cierpieniach młodego Schil
lera pod rządami ks. Karola Eu
geniusza. Skargi na tego księcia
były w obecności naszego księcia
co najmniej niewłaściwie. Ale
młodzieńcze, ty ośmieliłeś się na
wet krytykować przyznanie Szyl
lerowi dyplomu szlacheckiego 1
Ośmieliłeś się zapytać: "Czy poe
ta może być tiszlachcony ?" — i
dodać, że zakrawa to na drwiny,
gdy się o Szyllerze mówi von
Szyller, bo przecież poeta stoi na
wyżynach ludzkości już przez to
samo, że jest poetą.
Moor: — Ale, panie dyrekto
rze, coś podobnego powiedział
już Jakób Grimm.
Dyrektor: — To obojętne. Pan
nie jesteś Grimmem, a my żyje
my w roku 1905. Zresztą odwa
żyłeś się pan wyrazić ironicznie
o moralności ówczesnych dwo
rów niemieckich, co było także
nie na miejscu, przynajmniej w
obecności księcia.
Po tem kazaniu dyrektorskiern
następuje wymiana zdań między
delinkwentem a resztą profeso
rów. Wszyscy marzą o orderach,
wszyscy (potępiają biedaka; jeden
tylko, nazwiskiem Schweizer,
stary weteran z roku 1848, ma
odwagę wystąpić w jego obronie.
Satyra kończy się tem, że dyrek
tor i jego poplecznicy otrzymują
tytuły i awanse, a Moor.... dy
misyę.
"Pan, panie Moor, wygłosiłaś
dziś mowę o wolności. Więc nie
chaj się pan cieszy z wolności i
idzie precz z murów gimnazyal
nych, dokąd tylko panu się podo
ba." •
Z ZIEM_POLSKICK.
Warszawa. — Nie przebierają
ca w środkach agitacya socyali
styczna nietylko rzuciła zarzewie
niechęci i nieufności wśród pra^
codawców i robotników, zamieni
ła te warstwy, związane wzajem
nie ze sobą, w dwa nieprzyjaciel
skie obozy, ale obudziła w t. zw.
proletaryacie formalną nienawiść
do wszystkiego, co zajmuje wyż
szą pozycyę społeczną. Co chwila
więc jesteśmy świadkami najbru
talniejszych napaści spokojnych
przechodniów ze strony pod
chmielonych i trzeźwych awan
turników, rekrutujących się z
szumowin społecznych. Rzecz
prosta, że najczęściej- padają o
fiarą tych wybryków bezbronne
kobiety. Jak dotąd snujące się
gęsto po ulicach patrole wojsko
we i policyjne zdają się nie zwra
cać uwagi na te (napa
ści. Widocznie władza tutejsza,
zajęta, wyłącznie tropieniem rze
czywistych, czy domniemanych
przestępców politycznych, pozwa
la kraść bezkarnie złodziejom i
nożownikom. Wobec tego spokoj
nym mieszkańcom miasta nie po
zostanie chyba nic innego, tylko
zorganizować samopomoc odpo
wiednią, karać doraźnie coraz
częstsze uliczne napaści i przy
wrócić w ten sposób bezpieczeń
stwo .publiczne.
— Zajmujące są cytry o iiczdic
ludzi inteligentnych w Warsza
wie. Owóż okazuje się, że miasto
to, liczące już prawie Soo.ooo, ma
ludzi, posiadających uniwersytec
kie wykształcenie wszystkiego
11,000. Ludzi zaś z wykształce
niem średniem, to jest z ukończo
ną jakąkolwiek szkolą średnią,
ma zaledwie 39,oco. Więc ni
800,000 ma zaledwie 49,000, czyli
6 procent ludzi zaliczających siv
! do inteligcncyi.
Poznań. — Posiadamy kilka
okazów kopert z adresami "prze
tłumaczonymi" przez sławna
"Uebersetzungsstelle". Do biura
tłómaczcń odsyłają listy z zupeł
nie, nawet dla niemających o ję
zyku polskim wyobrażenia Niem
ców, zrozumiałymi adresami. Na
! przykład listy, adresowane Jo
"Jaśnie Wielmożnej hrabiny My
cielskiej w Poznaniu — in Pu
nitz" przychodzą regularnie ao
I odbiorczym zaopatrzone stampilą
biura tłómaczeń, które działalność
swoją manifestuje przetłumacze
I niem wyrazów: "Jaśnie Wieimc
żna Pani Hrabina" na Hoc.i
wohlgeborene Graefin". Na nie
których listach biuro tłómaczeń
ograniczyć się musi na sprosto
waniu liter opł. (opłatnie) na fr.
(franco), gdyż reszta adresu jes.
po niemiecku! Nawiasem zauwa
żyć należy, że listy, adresowane
po hiszpańsku, po portugalski!
itd., nie idą do biura tłómaczeń.
Jedynie polski język dostępuje te
go zaszczytu.
Na kilkakrotne reklamacye
właścicielki Ponieca naczelnik po
czty, który w dobrych ^ sąsied7
kich stosunkach z nią żyje, uspra
wiedliwił się naciskiem z góry 1
pod sekretem przyznał, że otrzy
mał już naganę za nieprzestrze
ganie tego przepisu. W razie,
<ydvby powtórnie udowodniono
mu, że listy z polskiemi adresami
sam tłómaczy i adresatom bez in
nych korowodów doręcza, choc
Niemcem jest, straciłby posadę.
W dodatku płatają figle P°la"
kom, -skoro tylko nadarza się ku
temu sposobność. Jako curiosum
przytoczę list, adresowany do pa
ni Róży Czorbowej w Krajewi
cach, który został wysyłającemu
zwrócony z następującym dopis
kiem urzędowym: "Ortschaft
"Czorbowa" nicht zu yermietlen
— Frau "Krajewice" nicht be
kannt".
Rezultat tych miłych stosun
ków jest ten, że odbieramy listy
i dzienniki regularnie z trzema
lub czterema dniami opóźnieni i.
Płock. — Żydzi z Płocka wy
słali do Petersburga do prezesa
komitetu ministrów dwie sprze
czne petycye. Pierwsza była zre
dagowana na wzór podobnych li
cznych petycyi, wysłanych przez
żydów w cesarstwie, w sprawie
równouprawnienia. Drugą zaś za
wierała całkowitą solidarność C
życzeniami narodu polskiego.
Syonistyczny "Hazman" wileński
występuje ostro przeciw drugiej
petycyi, wysłanej, jak się wyraża
z przekąsem, przez "Polaków wy
znania mojżeszowego." To samo
pismo donosi, że żydzi z Będzina
wysłali również petycyę, zreda
gowaną w duchu- petycyi współ
wyznańców z cesarstwa.
— Pewną sensacyę wywołało
w całym kraju aresztowanie p.
Adama Niemirowskiego, znanego
literata i archeologa. Osadzono
go w więzieniu płońskiem, razem
z włościanami w zwykłym are
szcie. P. Niemirowski jest czło
wiekiem już niemłodym, nigdy do
życia społecznego się nie zapalał,
na zebraniach gminnych nie by
wał. Zaciekawiony, co też jega
sąsiedzi - włościanie teraz po
czynają, przybył na zebranie
gminne po raz pierwszy w 60 ro
ku swego życia, co tak ucieszyło,
chłopów, że wynieśli z kancela
ryi najokazalsze krzesło, zrobili
rodzaj wzniesienia i usadowili
tam, niby na tronie, p. Niemoro
wskiego.
Ale to właśnie doprowadziło
naczelnika do pasyi, który też,
korzystając z pełnomocnictwa
ex-re okólnika Podgorodnikowa,
kazał p. N. aresztować i wprost
z zebrania gminy odprowadz ę
do więzienia.
Gdańsk. — W "Gazecie Gdań
skiej" znajdujemy następujące u
wagi na temat upadku polskości
w Prusiech Zachodnich: Nikt nie
wątpi o tern, że u nas w Prusiecii
Królewskich, a szczególnie n.i
Kaszubach sprawa narodowa stci
bardzo kru-cho. Widzimy z jednej
strony zjednoczoną pod sztanda
rem hakatyzmu niemczyznę, cz>
li raczej pruszczyznę, bijącą ni
by taranem w ostatnie twierdze
naszego bytu narodowego, w Ko
ściół i mowę naszą. Sile tej prze
ciwdziała społeczeństwo nasze
jak może, ale nie znowu w zwar
tych szeregach, kierowanych je
dną myślą. Przeciwnie znajduje
my się w położeniu wojska, któ
re już wiarę w zwycięstwo utra
ciło, a którego niedobitki poje
dyńczemi kupami — czasem na
w-et pojedynczo bronią się prze
ciw nieprzyjacielowi, aby ocahc
przynajmniej honor narodowy.
Coraz częściej widzimy, że tchó
rzliwe lub też lubiące wygody je
dnostki wyłamują się z naszyci
szeregów, przyjmują chrzest pru
ski, nazwiska swe od ojcow o
dziedziczone rzucają precz jak >•
dzież zużytą, i - co gorsza --
broń obróciwszy przeciw naszyi
braciom najzacieklej i — smutnie
przyznać 1 - najskuteczniej wal
czą przeciw nam.
Wskutek tego zjednoczonego
naporu pruszczyzny z jednej, a
rozproszonego sposobu obrony «
drugiej strony, znajdujemy się po
dziś dzień - jak otwarcie przy
znać trzeba - w. P
ciężonych. 1 nawet idea polska
Stanowiąca wyraz walczącego
swe najświętsze prawa narodu
traci u nas na powadze, od k ed/
52WŁS Urf
uposażył tak, ażebyr mog > ^
sobem życia zaznaczyc, ze
cy Są panami wśród Polaków. Jak
/ by p0 deszczu powstają dJ"
L urzędników, na które c. osta
tni odbierają pożyczki rzą ow
na śmiesznie mzki procent, aby
..H uczvnić niezależnymi od po
lch uczyń c oodobnyni
skiego otoczenia. W po° >
celu rozrzucono tysiące książek v
duchu antypolskim "ęczme p^ -
„vch ażeby respekt przed me»
czyzńą budzić, i ażeby za poma
ca fałszowania dziejów przedsu
Wić Niemców jako naród najlep
szy najenotliwszy, najbardz )
bohaterski i najsilniejszy naświ.
cie.
— u
KRACKER I KOSIŃSKI.
Nasze pierwszorzędne obrączki
ślubne, wszystkich gatunków i
karatów, przyniosą wam szczę
ście. Sprzedajemy zegarki i ze
gary, oraz biżuteryę i naczynia
srebrne po stanowczo najniższych
cenach. Spróbujcie nas i bądźcio
przekonani.
675 Milwaukee ave.
o —■
— Paplet przyjmował ca posłucha
niu Williama Crotwełl Doane. bisktu
pa proteetaatów episkopalaycfc s AL
ban/«

xml | txt