OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, May 11, 1905, Image 4

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1905-05-11/ed-1/seq-4/

What is OCR?


Thumbnail for 4

Dziennik Chicagoski
PUao polityczae pojwięcone interesom Polaków
w Stan/uh Zjednoczonych Ameryki Póło.
WYCHODZI CODZIEI*
wyjąwszy Niedziel i Świąt uroczystych.
Za ogłoazenlz 1 artykuły pod nagłówkiem "N»
fleełane", redakcyz Dziennika Chicagoski ego al*
bierce odpowiedziało olei,
PRZEDPŁATA WYKOSI:
Rocznie $3.00
Półrocznie .. 1-50
Kwartalnie 75c
Mieeiecznie 2Sc
W Chicago poczta miesięcznie... SSc
Do Europy rocznie 4.80
Wszelkie liziy, korezpondenere iakotei przetyfc
U pienione naloty poeyłać pod aareeem;
THE POLI8H PUBLISnrNG CO.t
141-143 W. Diriaion St..
TeL Monroe 794. CHICAGO, UL
W rade nieregnlamego otrzymywania "Dziel
nika Cbicagoeklego" proaimy natychmiast nas
uwiadomić.
Dziennik Chicagoski
THE POLISH DAILY KEWS
The oldeat and moet influencial Polish Daily
in State of lllinoia.
Iastzed erery day escept Snndaya and HolidajB.
Publiahed by THE POLISH 1'UBLlSHIJiG CO.
TERMS OF SUBSCRiPTION.
Oneyear $3.00
Sbcmontha 1-50
Three montha 75c
One month 25«
In Chicago by mail for one month... 3Sc
To Eorope for one year
Ali lettere ahall be addreesed to
THE POLISH PCBLISI1ING CO.,
141—143 W. Dmsion St.,
Phone Monroe 7W. CHICAGO, ILL.
ENTERBD AT THE CHICAGO, ILL. POST
OFFICE AS SECOND CLASS MATTER.
SIXTEENTH YEAR—No. 110.
THURSDAY, MAY 11, 1905.
aa
L biura meteorologicznego*
Temperatura dzisiejsza:
O GODZ. 7 BAKO 57 Stopni F. wyfcej
- 6 •' 52 u
■ g u 43 " "
* 10 u 5ti 14 "
« U •» 59 u »»
Lelek! dewcz i bnrsa jrrzmotowa d dpiaj po po
łudniu i wieczorem, lecz prawdopodobnie piętna
pogoda przez cały azień w Piątek. Ś aeży i bar
dzo silny południowy wiatr dzisiaj, a zachodni
jutro.
O
KALENDARZYK.
Jutro, piątek, 12 maja: Neryusza,
Pankracego.
r\
PRZEGLĄD
POLITYKI MIĘDZYNARODOWEJ.
Chicago, ugo maja.
Cztery tygodnie temu wpłynę
ła flota Rożestwieńskiego na mo
rze Chińskie i po krótkim postoju
około wysp Anamba podążyła na
północ. Wówczas wszystkie de
pesz zapowiadały wielką morską
bitwę, która lada dzień, może la
da godzinę nastąpi. Zmęczona
długą podróżą, flota rosyjska za
mierzała wypocząć w zatoce ho
lenderskiej na jednej z wysepek
Amamba, oczyścić okręty od wo
dorostów, a uzupełnić swe zapasy
żywności i węgla, lecz rząd ho
lenderski nie dopuścił do tego, bo
uważał, że zgoda na długi postój
Rosyan w jego porcie byłaby >:
jego strony złamaniem neutralno
ści; takie jej pojmowaie ściśle od
powiada postanowieniom między
narodowego kodeksu marskiego,
a skoro tak, to żadne innie pań
stwo także nie użyczy Rosya
nom gościnności; rzeczywiście
rzą-d syamski wzdłuż swych wy
brzeży poczynił przygotowania
do obrony swej neutralności,
i nie da schronienia rosyjskiej flo
cie, która zatem będzie zmuszona
p!vrąć ku wyspom Rybackim
pcd Formowi i ta^i sto ?:Tć ooi "
• radrą eir.:*r«a> Tog-).
Witem rort mowami przeocz o
no ieden :-czrgół. Kodek? mor
dki rochod.H z początki v/.o«» »
XiX i był wówczas ulo.'.o::y
przez Anglię, która tak niepo
dzielenie panowała na wszyst
kich wodach, że do jej woli przy
chyliły* się wszystkie państwa
z wyjątkiem Fran
cyi, będącej wtedy w nieprzerwa
nym z Anglią zatargu. Później fa
ktycznie zatarła się ta różnica
między Anglią a Francyą, więc
zupełnie zapomniano, że na kon
wencyi morskiej nie ma francus
kiego podpisu, a długi postój Ro
syan na Madaskarze nie mógł te
go przypomnieć raz dlatego, że la
wyspa nie leży na obszarze obję
tym wojną, powtóre zaś z tego
powodu, iż właśnie wtedy, w
pierwszych dniach marca, japoń
ska eskadra Kamimury długo go
ściła w kochinchińskim porcie
Kam-rang wyglądało więc tak, że
Francya naprawdę jest neutral
na, bo jednakowo traktuje obie
nieprzyjacielskie floty.
Przeoczenie tego szczegółu, że
Francya nie podpisała konwencyi
morskiej; pochodzącej z przed
wieku, omyliło wszystkich, któ
rzy się spodziewali morskiej bi
twy zaraz po opuszczeniu prze$
Ropyah wysp Anamba. Lecz
właśnie wtedy jedea z francuz
loch admirałów przypomniał ów
... ...»
szczegół W paryskich dzienni -
kach, co nam pozwoliło wypowie
dzieć zdanie, że oczekiwana bitwa
morska nieprędko nastąpi, bo
Roże^twieńskji schroni się do
francuzkich portów w Kochin
chinie i tam, przyprowadzając
swe okręty do porządku, będzie
oczekiwał przybycia eskadry ad
mirała Niebogatowa. Tale się.
też stało.
Powstała w skutek tego kwc
stya dyplomatyczna: jak rozu
mieć -neutralność na morzach?
Francya po dawnemu stała na
tem stanowisku, że neutralność—
to jednakowa życzliwość dla obu
wojujących mocarstw, jednaiko
wa gościnność, natomiast Ja
ponia dowodziła, zgodnie z an
gielskitm stanowiskiem, podzie
lanem także przez Stany Zjedno
czone i Holandyę, że jednakowa
gościnność może być okazywana
tylko na morzach nieobjętych
wojną, a na objętych nią obowią
zuje postanowienie, że wojująca,
flota może zatrzymać się w neu
tralnym porcie tylko 24 godzin,
bo gdyby było inaczej, to po
cóżby istniało postanowienie je
l dno o bezterminowej gościnno
ści i< postanowienie drugie o go
ścinności trwającej tylko dobę.
Po bezskutecznej wymianie not
między Tokio a Paryżem, rząd
japoński zwrócił się do Anglii 7.
zapytaniem, czy ona nie uważa,
że Frajncya czynnie wspiera Ro
svę i czy zatem Anglia, jako so
juszniczka Japonii, nie jest obo
wiązana również czynnie, jej we
sprzeć? Chwila była bardzo dra
żliwa, ale tylko chwila. Wznieco
na przez cesarza Wilhelma spra
wa marokańska zmusiła Francy
oglądać się na. Anglię i mieć ją
po swojej stronie, bo chociaż
już się zaczęły francuzko n.^mie
ckie układy co do Marokka, ale
jeszcze nie wiadomo, jak daleko
posuną się berlińskie żądajnia. Z
Londynu wystosowano do Pary
ża przyjacielską radę, poczem
zaraz p. Delcasse zatelegrafował
do Petersburga usilną prośbę, a
by dla uniknienia europejskiego
zatargu kazano admirałowi Rożc
stwieńskiemu opuścić kochinchiń
skie wody. Petersburg natych
miast spełnił tę prośbę.
Tak Francja po stu latach trwo
nią na odrębnem stanowisku w
sprawie konwencyi morskiej o
neutralności była zmuszona
przejść ina stanowisko powszech
ne. W kwestyi marokańskiej i
kw-estyi neutralności nie powio
dło się p. Delcasse. Republika
nie, których przeraża sama myśl
o poważnej wojnie,, siarczyście
napadli na swego ministra spraw
zagranicznych i tern go skłonili
do żądainia dymrsyi. Wprawdzi*
uproszono go, aby został, lecz
ten epizod przekonał Rosyą, że
republika .dobra jest do pożycza
nia pieniędzy ale jako wojenny
sprzymierzeniec, nie przedstawia
wartości, bo jest tethórzliwa. So
jusz francuzko - rosyjski niewą:
pliwie się rozluźni, a wyjdzie to,
niestety, na korzyść Niemiec.
Lecz na razie konieczność opu
szczania kochinchińskiej zatoki
Kam-rang już nie zaszkodzi admi
rałowi Rożesitwieńskiemu. Wypo
czywał on przez kilka tygodni, o
porządził swe statki i połączył
się z eskadrą Nieboga to wa.
o
Zawiadomienie.
Niniejszem zawiadamiam mo
ich przyjaciół i pacyentów, iż
przeprowadziłem swój ofis i mie
szkanie pn. 514 Milwaukee ave.
Dr. I. Scher. igm
o
Dowód koleżeństwa.
Piękny dowód uznania i kole
żeństwa dali w tych dniach współ
pracownicy pewnej fabryki.
Oto jednego z pracowników
tej fabryki bronił pewien adwo
kat, który, biorąc na uwagę nie
zamożność swego klienta—zrzekł
się honoraryum.
Koledzy owego klienta, chcąc
dać obrońcy dowód uznania i po
dzięki — drogą składek: zakupili
piękną grupę bronzową i przez
swoich delegatów ofiarowali owe
mu obrońcy.
Piękny czyn mówi sam za sie
bie.
o
DZIENNIK CHICAGOSKI
jest jedynym dziennikiem polskim w
Ameryce który podaje codziennie swe
ią cyrku asy?.
UWAGI.
Nietylko Moskale i Prusacy
poszczycić się mogą "historyka
mi", dzięki którym nasza mło
> dzierż w szkołach rządowych do
I wiaduje się o takich naprz^kład
! faktach, że pod Grunwaldem nie
byłoby stało się Krzyżakom nic
złego, gdyby Tatarzy nie byli
pospieszyli na pomoc przewrot
nym Polakom i litewskiej pogań
skiej dziczy; że Stefan Batory
dążył db obalenia księstwa mos
kiewskiego i dlatego tylko dosta
} wał cięgi od * lubiącego spokój
kniazia; że tylko dzięki hajdama
kom kozackim i żołdactwu kró
lów pruskich zawdzięczają Rusin i
i Prusacy, że nie wyginęli pod
bykowcami polskiej szlachty, że
wreiszcie jedynie wspaniałomyśl
ności Katarzyny i1 Frydryka ligo
pozbywał się Stanisław Poniato
wski swej korony cierniowej, a
. nieszczęśliwy naród polski odet
chnął, wyzwoliwszy się z pod
jarzma szlacheckich despotów i
doszedłszy pod opiekuńczemi rzą
dami Rosyi, Austryi-i Prus do o
światy, dobrobytu • i prawdziwej
wolności obywatelskiej.
*
Nictylko Moskale i Prusacy
mogą się poszczycić podobnymi
"historykami". Posiada ich także
Polonia amerykańska. Gdyby ta
kich "historyków" nie miała, ka
żde dziecko dowiadywałoby się
tutaj od pierwszego lepszego sta
rego osadnika, w jaki sposób i
wśród jakich trudności zawią
zywały się tutejsze polskie para
fia ; jakie trudności nasi ludzie
dobrej woli mieli do zwalczenia,
ażeby zakładać polskie szkoły,
niższe i wyższe, wśród jakich
warunków tworzyły się nasze
zjednoczenia katolicko narodowo
i do czego doprowadziło współza
wodnictwo z przedstawicielami >
bozu, przeciwnego obozowi pol
sko katolickiemu, ażeby wreszcie
zorganizowali jako tako nasze
społeczeństwo tutejsze i dopro
wadzić jo do takicigo stanu zro
zumienia wspólnych wszystkim
potrzeb, jąkie istnieje obecnie.
, *
Wiedzą nad'to wszyscy nasi
starsi osadnicy tutejsi, zwłaszcza
chicagoscy, co zawdzięcza Polo
nia amerykańska człowiekowi tej
miary, którego skromny pomnik
na chicagoskim cmentarzu sta
nowi dowód jego zasług. Nad o
twartym grobem ks. Wincentego
Bairzyńiskie/go zebrali się nietyi
ko. prawi katolicy i jego zwolen
nicy. Podążyli na cmentarz zmar
łego kapłana zakonnika patryoc,
zagorzali związkowcy, liberałowie
i bezwynaniowcy, którzy za ży
cia niebożczyka prowadzili z nim
wojnę, lecz którzy pogodzili się
z umarłym i na ziemi poświęco
nej oddali hołd naJeżny jego cie
niom.
Niechby dzisiaj- biografię ks.
Wincentego Barzyńskiego pisał,
kto chciał, i ocelniał jego działal
ność, jak chciał, każdy przyznać
by musiał że wielkiej dozy chara
kteru, silnej woli i niezwykłego
zaparcia się siebie potrzeba było,
ażeby wśród żywiołów tak roz
przężonych, z jakich się składała
pierwotna osada Polaków w Chi
cago, utworzyć małą paraf ijkę,
postawić w niej miniaturowy ko
ściołek, a przy nim utrzymać pol
ską szkółkę. Czem jest dzisiaj
parafia św. Stanisława Kostki,
(najliczniejsza parafia polska av
świecie? Co znaczy szkoła, mie
szcząca z górą 4,000 dzieci? Kom.;
zawdzięcza Kolegium św. Sta
nisława swe istnienie? Komu
zawdzięcza Zgromadzenie Ojców
Zmartwychwstańców, że • obok
macierzystego kościoła św. Stani
sława posiada nadto pięć innych
kościołów parafialnych, obsługi
wanych dzisiaj przez dwudziestu
kilku swoich Ojców, powoływa
nych na misye nietylko przez róż
nych świeckich polskich księży,
lecz wprost przez biskupów róż
nych dyecezyj.

^ # /I
Ks. Barzyński nie spoczywał
na różach ani w początkach, ani
w końcu swej błogiej w skutki
pracy. Miewał pomysły, daleko
sięgające, lecz trudne do prze
prowadzenia. Brakowało mu\zvfy- j
kle otoczenia ludzi prąwjiznjyie j
preychy!nych,którzyb^-ti«fpf^a*
li jeg-o myśli i wprowadzali je w
czyn po jego woli. Przygarniał
do siebie i dzielił się chlebem z
różnymi rozbitkami rozumu i
serca, którzy w oczy .darzyli go
pochlebstwem i służalczą uniżo
nością, a za jego plecami wyśmie
wali go, wyszydzali, oczerniali
i intrygowali. Złość ludzka jest
bez granic, a ogół inteligencyi
i naiszeij, niewyłączając księży,
przybywającej do Ameryki, nie
składał się dawniej, jak i dzi
siaj się nie składa ze samych a
niołów. Z takimi stykać się mu
siał nadieir często ks. Barzyński i
j działać z ich pomocą lub wbrew
I ich zamiarom i ceilom. Lecz był
j on tytanem nieugiętym. Naginał
j przed sobą, co się naginać dało,
j łamał, co trzeba było łamać a
I kiedy wił się w boleściach na ło
i zu śmierci, przysługiwało mu
I prawo powiedzieć o sobie z du
I mą: Oceniajcie moją pracę po jej
j owocach.
Tak też oceniać /należy pracę
ks. Barzyńskiego i tak ją ocenia
ją bezstronni, lecz istnieje "in
storyk" w Ripon, w Wisconsin,
który w swojej "Historyi- Pols
kiej w Ameryce" uważa za stoso
wne przytaczać listy ludzi bez
żadnej moralnej wartości, intry
gantów i oszczerców, ażeby tyl
ko obniżyć wartość zasług nie
boszczyka, ażeby je'go działalno
ści podsuwać motywa samolub
nie, ażeby jego kosztem wywyż
szać małych, przewrotnych i nie
| godnych. Za daleko zaprowadziło
by nas zapuszczanie się w odga
dywanie przyczyn takiego postę
powrfa "hiistorykaf z Ripon,
zaznaczamy tylko, że kto chce pi
sać "Histoiryę Polski w Amery
ce", powinien podawać suche fa
kta, świadczące o jej żywiotności,
0 stanie jej oświaty i kultury, o
jej religijnym i narodowym roz
woju i upadku, o jej łączeniu się
duchowem z krajem ojczystym
lub zrywaniu z nim węzłów po
[ krewieństwa. Wydawanie subie
| ktywnych sądów o osobach, wni
| kania w ich tajniki, wysnuwani?
dowolnych wniosków o motywach
ich postępowania, stanowi 'dowód
braku wiedzy ze strony autori
"Historyi Polskiej w Ameryce" o
i zadaniu historyka i stosunkach
| polsko amerykańskich, wśród
których bezstronnemu autorowi
naszej "Historyi" wypada raczej
patrzeć na ludzi przez szkła ró
żowe, niż szukać nawet takich
plam na słońcu, których tam ni
gdy nie było. Zjadliwe ustępy i
uwagi o ks. Wincentym Barzyń
skim w oczach ludzi bezstron
yych i uczciwych ani nieboszczy
kowi, ani Ojcom Zmartwych
wstańcom ujmy nie przyniosą,
lecz jakże wobec takich ustępów
1 uwag wygląda ich złośliwy au
tor. Zasługuje on raczej na każdą
inną nazwę, byle nie — history
ka, przynajmniej w naszem, poi
skiem znaczeniu.
Nasi pisarze powinni pamiętać
iż istnieje pwna różnica między
wolnością fejletonistów a odpo
wiedzialnością baidaczów na
szych dziejów. Wolno każdemu
zastanawiać się na szpaltach or
ganu familii Kruszków czem
byłoby dzisiaj Chicago, gdyby
przed 30 laty zamiast Ojców
Zmartwychwstańców dostali się
dotąd Ojcowie Franciszkanie i
gdyby tutejsze Kolegium stało
raczej pod kontrolą księdza Seitz,
zamiast inną. Zupełnie z tej sa
mej racyi byłoby wolno naszemu
fcjletoniście zastanawiać się nad
nieszczęsnem fatum, zmi^szają
ccm "pełnego zasług" księdz.i
Kruszkę do odprawiania rakolek
cyj w miniaturowem Ripon, za
miast do królowania na milwauc
kiem Kazimierzowie. Skoro fej
lctcwiista przedzierzga się w hi
storyka, nic go obchodzić nia |
powinno pytanie ,co tełi i ów pra
cowtnik na niwie religijnej i na- |
rodowej jada na obiad lub pija po
obiedzie. Notować powinien
skrzętnie i bezstronnie, co zdzia
łał dla dobra powszechnego. Jeże
li kiedyś doczekamy się tutaj pol
skiego biskupa i wynikną ztąd
rzeczywiście! błogie skutki1 dla
Polonii amerykańskiej, mie przyj
dzie na myśl przyszłemu bada
czowi naszych 'dziejów ujmować
zasług ks. Wacławowi Kruszce,
przesz wytykanie błędów, które j
• popełnił jako czyjś delegat" do
Rzymu. Obojętnem będzie pyta
nie, z jakiej racyi wyrzucił w
Rzymie kilka s-eit dolarów z "wła
snej kieszeni", zamiast dążyć
prostą drogą do celu. Wówczas
i proboszcz z Ripon dojdzie do
zasłużonego znaczenia i szacun
ku, ten sam ksiądz i Polak, które
mu dzisiaj w jego niefortunnej
"Historyi" jest solą w oku sława
księdza i patryoty tej miary, jak
spoczywający oid kilku lat w gro
bie ks. Wincenty Barzyński.
FRANCY A POD WPŁYWEM
"CZYSTEGO ROZUMU".
W Wielką Sobotę wieczorem
francuska izba deputowanych
przyjęła olbrzymią większością
(509 głosów przeciw
54em) punkt pier
wszy paragrafu 4>ego ustawy o
rozdziale między Kościołem a
państwem. Jest to paragraf naj
ważniejszy w tej ustawie, istny
Rubikon, którego przekroczyć ba^
ło się nawet wielu republikanów.
Szło w nim o majątek kościelny,
nie o własność klasztorów, bo tę
już skonfiskowano za rządów
Combes'a, a same klasztory wy
dalono z kraju, lecz o własność
parafialną, o same świątynie, ple
•banie, refektarze i inne budyńV
koniecznie potrzebne parafialne
mu duchowieństwu. Wedle pro
jektu Combes'a i komisyi parla^
mentarnej, wszystko to miało
stać się własnością państwa, z po
czątku wydzierżawianą tylkr
związkom parafialnym, które u
stawa nazywa "stowarzyszeniami
kultu", a po kilku latach wydzir
zawianą komubądź, albo sprzc
daną na jakiekolwiek cele, alb
wreszcie przerobioną na. koszary
lub coś innego. Socyaliści żąda1<"
aby ta własność kościelna była
oddana funduszowi emerytalne
mu robotników. Lecz większość
republikańska przewidywała, że
Francuzi, dość gnuśni, gdy cho
dzi o sprawy idealne, ogromnie
się wzburzą, jeżeli będą musieli
płacić za. możność odprawiania
modłów. Konserwatyści i nacyo
naliści widząc, że nie zażegnają
rozdziałuKościoła i państwa,a są
dząc, że przy pewnych warun
| kach może on nawet wyjść na
korzyść Kościołowi, zaniechali
opozycyi przeciw samej ustawie,
lecz zażądali poprawek. Stanął
tedy kompromis, a następstwem
jego była przyjęta w Wielką So
botę uchwała punktu Igo paragra
fu 4go. Brzmi ona tak: "W cią
gu roku po zatwierdzeniu niniej
szej ustawy będą ruchome i nie
ruchome przedmioty, niezbędne
do gromadnego wykonywania
praktyk religijnych, jako to:
świątynie, plebanie, refektarze,
oddane na własność stowarzysze
niom kultu". Po przyjęciu tego
paragrafu socyalista Jaures za
wołał z radosnem uniesieniem:
"Teraz rozdział jest już dokona
ny!". Izba uznała, że Rubikon
przekroczono, reszta paragrafów
nie natrafi na trudności, a zatem
można je odłożyć na sesyę po
świąteczną. Odroczyła się tedy
do i5go maja.
A - 1 i J 1 — A
i~l piCZ-CS IWlltljj l Ula IU«U«I«1U
Kościoła i państwa p. Buisson
natychmiast wytłómaczył Fran
cuzom w "Revue" jak epokowe
znaczenie ma dzieło, dokonane
przez izbę deputowanych. Po
słuchajmy jego rozumowań, po
danych w artykule pod tytułem
'Morale laiąue" (moralność
świecka).
Powiada on: "Dużo prądów
reakcyjnych przetrwała republi
ka, w ciągu swego istnienia i
wszystkie je pokonała, chociaż,
niestety, nie można powiedzieć,
żeby przez te walki ze wstecznic
twem nie była zmuszona zwolnić
swego ruchu postępowego. Gdzic
by to ona dziś już była, gdyby
pod jej skrzydlate koła, pędzące
ku jasności, nie rzucano ogrom
nych brył kamiennych! Reakcya
monarchiczna, po niej pseudo-re
publikańska, następnie aiacyonali
styczna kolejno się sprzysięgały
przeciw czystemu rozumowi.
Lecz ostatecznie wiek XIX skoń
czył się w* Francyi energicznem
uznaniem zasady, że jedynie
trwała moralność* jedynie nie
wzruszona, postępowa, dająca si
łę, powinna się opierać nie na
wierzeniach w coś' nadprzjrro
dzonego, lecz wyłącznie na rozu
mie. Duch tej zasady przeniknął
do ustaw szkolnych, uchwalo
nych za gabinetu Juliusza Ferry
i to był początek; następnie pod
czas rządów Waldeck - Rousseau
i Gombes'a udało się wydrzeć u
mysły ogółu francuskiego z ha
czykowatych rąk klerykalnej
międzynarodówki — i tak repu
blika rozbiła środek nieprzyja
cielskiej armii Nam pozostało u
wolnić państwo od resztek wpły
wu średniowieczyzny — i tego
śmy właśnie dokonali. Odtąd
moralność świecka zastąpi wszel
ką inną, nie wyrozumowaną,lecz
wynikającą z obawy kary gdzieś
za światami. Mówią, że to świe
cka moralność będzie zbyt proza
iczna, może nawet oportunistycz
na, pozbawiona ideałów i poezyi,
zbyt "terre a terre". A ja odpo
wiadam na to, że przeciwnie, ona
posiada najwyższy ideał, bo dąży
i do głębokiego poznania życia ta
kiego, jakiem ono naprawdę jest,
i wskazania człowiekowi jego
prawdziwego miejsca w przyro
dzie. Tylko świecka moralność u
leczy nas z chorobliwej manii,
zaszczepionej przez teologię, —
manii dociekania zagasdek, któ
rym może sprostać ludzki rozum,
— manii szkodliwej, bo ona czyni
nas niezdolnymi do pozytywne
go myślenia,, a tylko takie my
ślenie daje siłę. Świecka* moral
ność nauczy nas nie wykraczać a
dziedziny rzeczywistości, gdzie
wiele trudnych prac nas czeka,
wcale nie tak bezpłodnych, jak
wszystkie dociekania1 metafizycz
ne, narzucane przez religijne fan
tazye".
Czytając to rozumowanie; mi
mowoli przychodzi na mysi, ż-e
p. Bursson nielitościwie śmieje
się z republiki i jej świeckiej mo
ralności. Bo kiedyż Francya szła
na czele narodów, niosąc pocho
.dnię oświaty, cywilzacyi, wyso
kiego pojmowania honoru, pra
cowitości ; kiedy wydawała wiel
kich uczonych, poetów, mężów .
stanu; kiedy była potężną: czy
też potem, gdy była "pierwszą
córą Kościoła", czy też potem,
gdy zaczęła dążyć do świeckiej
moralności? My wiemy tylko to,
że pod skrzydłami tej świeckiej
moralności stałai się
ona z rycerskiej tchórzliwą, z c- :
nergicznej gnuśną, z poważnej
lekceważoną, ai w dodatku pełną
panamistów. Więc, jak dotąd,
świecka moralność była dla
Francyi trucizną. Czyż w przy
szłości może stać się inaczej?
niech na to odpowie czysty ro
zum.
V/
Z TRENTON, N. J.
(Korespondencya "Dzień. Chie.")
— Osiedlił sie tu Dr. K. Grabowski,
co ucieszyło wszystkich tutejszych
Polaków, gdyż pomimo blizko 5 ty
sięcy ludności polskiej, nie było tu
polskiego lekarza. Dr. Grabowski zy
ska u nas rozległy praktykę, gdyż bę
dzie zarazem jedynym lekarzem sło.
wiańskim w naszem mieście.
— Również powstała tu pierwsza
polska apteka na 222 Fali ulicy, po
trzebna tu wielce dla Polaków.
— W parafii św. Krzyża odbył się
piękny obchód 3 Maja, na którym o
prócz pięknych śpiewów i deklamacyj
wygłoszono trzy mowy patryotyczne,
przez miejscowego Wiel. ks. Pro
boszcza, ob. J. Szondysa 1 Dr. Grabow
skiego. Publiczność licznie zebrana
zachowała się w poważnym nastroju.
— W parafii św. Jadwigi odbył się
obchód Majowy przy wielkim udziale
wiernych; przemawiali Wiel. ks.
Suplński, Stachowski, Gronikowskl 1
Sultanowski. Program był wielce u
rozmai eony.
— Założyła się w parafii św. Krzy
ża polska orkiestra. Na początku liczy
już 24 członków, a podobnie założyła
się także w parafii św. Jadwigi pol
ska kapela. P. Kraiński, organista i
South River. udziela lekcye nowej zor.
ganizowanej orkiestrze w par. świfte
go Krzyża.
— Przedstawienie sztuki Korze
niowskiego "Karpaccy Górale", urzą
dzone przez Ułanów z parafii świętego
Krzyża, na korzyść kościoła, udało
się wybornie pod każdym względem.
Korespondent.
m — sssrin
Ważne dla Towarzystw!
Niniejszem donosimy Szanownym Roda
kom ii objęliśmy tak zwaną
ATLAS HALL,
pa. 82-34 CKJU ULICA.
jest obszerna Hala do zabaw jako wesel 1
specjalna do posiedzeń, > er&zem salon w
kt/ rem mamy zawsze na składzie wybór
ne Importowane i krajowe wina, likiery i
cygara, zawsze 6w>ete piwo, jako tet Pool
Table dla rozrywki. ,
Polecamy tlą Szanownej Publiczności,
jesteśmy zawsze gotowi tu jaj usługi.
J. ZYK, JAKÓB FBTCA.

xml | txt