OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, May 11, 1905, Image 6

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1905-05-11/ed-1/seq-6/

What is OCR?


Thumbnail for 6

INDUSTRIAL
SĄYINOS BANK,
652 BLUE ISUND AYENCE.
Założony 1890 r. j j
Płaci 3 procent od pienię
dzy w banku złożonych.
Otwarte w Sobotę wieczorem
aż do godziny 8mej.
Składajcie swe oszczędności
n nas.
Majątek wy
nosi przeszło
$500,000
Żadnych
wj|r6roif»
Djcb «ea
na poetą'
(•eta.
Trzy Ekaprees — Pociągi nu Wecbód. w każdy
dzień roku Pullinanowskie Wagony Sypialne
przy wszystkich pociągłe!). Wagony dla Traaa
Koatynentalnycb Turyetów opuszczają Chicago
Ifcy razy w tygodniu: wa wtorki i soboty o 2:80
•o południu; w środy o 10:35 r. rana. Z Chi
Mgo do Bostonu b«z przesiadania. Nowocza«
•a* Wagony Jadało* w których daje eiq obiadr
podług planu osobowo—klubowego. z cenami od
•fcdo fl.OO; jakotei obełusą a la carte. Bezpo
średnia komnnlkacra do Fort Wnyne, Findlay,
Cleteiand, Erie, Buffalo, Rochester, Syracuse.
Bingfaamton. Scrantoa, New York, Boston 1
weaeUlch mislscowoiei wschodnich. Raty jaw.
*ae najniższe. Mursyui—portrarzy w uniformach
ka obsłudse wszystkich pollman — uasaźsrów.
Jeieli zamierzacie udać s1q na Wschód, zgłoicie
ai} 'o aajaiita»sęo losata Biletowego, lub pisa
eie do JOHM J. CALAHAN, U.n'l Agent.
113 Adams 8t., Chicago 111.
Niechcemy waszych pieniędzy
jeżeli nie jesteście zadowoleni,
J?dno - centowa karta pocztowa, 1 wasze
imie i nazwisko i adres wyraźnie na niej
wypisane, sprowadzi wam pocztą próbką
Deja Szwajcarskiego Wynalazku zastępu
jącego kawq(Dey's SwissCoffeeSurrogate).
Mnóstwo lajnluj używają go zamiast ka
wy, gdjź przy jego pomocy jeden funt ka
wy wystarczy tak diuco jak trzy Junty ka
wy bez tego wynalazku, lecz co najważ
niejsze, bardzo polepszy smak, zapach 1
zdrowotność kawy.
Stsele= Wedeles Co.
Jedyni Agenci,
Chicago, Illinois.
Dej Mi Tg. Co.
Fabrykanci,
Cleyeland, Ohio.
Polski zakład daje
najlepszą gwaran
cję dobrego i
trwałego wykoń
czenia prac artystycznie bo ma 17 lat
praktyki 10 tym interesie. Najnowszy
styl we wszelkich wyborach teraz za
stosowany. Dicie obszerne galerye w
jednym domu z dostatnią obsługą od
różniają nasz Interes od wszystkich in
nych za&fociyir, prędkiemfotografowa
niem w natłoku dni świątecznych i we
selnych. Ceny i
dodatki są te sa
me co w innych
małych zakła
dach.
FOTOGRAFIE!
Wypożyczam
pieniądze na meble, fortepi
any, konie wozy i t. p. spra
wiedliwym robotnikom.
Jeżeli chcecie pieniędzy 1 przyjaciela, przyjdźcie
do mnie, wypożyczam własne swoje pieniądze na
meble, fortepian, konie i wozy, bez zabrania ta
kowych z waszych rąk. Dam srwarancyę, leżeli
chcecie, że wasze meblo nie będą zabrane z domu,
gdyż ja wypożyczam pieniądze, aby odbierać pro
cent, a nie ażeby zabierać sprzęty. Dlatego nie
potrzebujecie obawiać się o wasze meble i t. p.
Jloją specyalnością jeet wypożyczanie od $20 ao
$200 i mogę ie wam dać tego samego dnia, w któ
rym je zażądacie. Możecie wypłacać na łatwe wy
płaty albo też tylko procent a suma może stać tak
długo lak wam się będzie podobało. Jeżeli teraz
potrzebujecie pieniędzy, to ja wam je pożyczę,
albo leżelibyście chcieli zapłacić coście winni, to
przyjdźcie do mnie i rozmówcie się ze mną, a
przekonacie się, że ze mną łatwy jest interes do
ui.ti.iub. L FRENCH, 95 Dearbora St
rum U. 1. MOGILSKI. Poisk: Klerk.
F. W. Koraleski,
ADWOKAT
Praktyknjo we wszystkich sądach*
Atwooa mag.
Clark i Madison ul:
Pokoje 001-803.
Telefon Main 3658.
Mieszkanie:
730 Milwaukee At.
Tel. Balsted 1818.
J. F. ŚMIETANKA, CK? L2S
Adwokat, •m"?tał""e°ł
120 E. Randolph St. i)te Piętro,
Telefon Main 3670.
Wieczorem: 9206 Commercial Ave
Telefon South Chicago 148 albo S053.
Stan. S. Walkowiak, Adwokat.
Ofls: 808 Atnood Bldf., róf Clark 1 Madison.
Mieszkania: Mi 1. Carpeoter al.
Telefon w o fisie Telefon w domu
Main 1656. Ho arce 1144.
Praktykuje we wszystkich sądach. Ofiaruje
swe usługi w sprawach o odszkodowanie prze
ciw kompaniom.
K. B. CZARNECKI,
ADWOKAT
Pokoje 1210-12—14, Schiller Buli dla*,
109 Bandolph St., Chicago.
J Central 6341.
łele.ony.-j Automatic 5202.
Mieszkanie: 609 JJ. ASHLAND ATK.
N. L. PIOTROWSKI
ADWOKAT.
Ashland Błock
NAD BANKI3M - POKÓJ «CT.
Iiltfu Ceatrsl KM.
Mieszkań!®: 74tf DICKSON ULICA..
Teodor Stensland,
ADWOKAT dla
Milwaukee Aventfe Stałe Bank
udziala pondy od godziny 9 do 4 po południa
St Poniedziałki aź 'do 8 wieczorem) we wazel
«i sprawach sadowych, a zwłaszcza o od
szkodowani* przeciw kompaniom. Także
*p?*wdza 1 zatwierdza teatameata, I zawiera
traazakcya reainoedowa.
BEZKRÓLEWIE
POWIEŚĆ HISTORYCZNA
PRZEZ MARTĘ ŁOPUSZAŃSKĄ.
(Ciąg dalszy). Xll>
; — Tak jak mnie onegdaj -—•dodał pan Andrzej.
— O jeszcze lepiej, choć i waćpanu jeszcze się
należy za to, że mi dokuczasz.
— Co? Ja dokuczam? — zawołał pan Andrzej,
składając ręce. — Jestem przecie posłuszny jak ba
ranek.
— Śliczny mi baranek! Ot, lepiej powiedz mi
waszmość, gdzie Janek się obraca? Sama już nie
wiem co myśleć.
— Panno, Magdaleno, gdybym wiedział, zaraz
bym waćpannę uspokoił — rzekł pan Andrzej juz
poważnie. — Sądzę jednak, że jeśli go doszła wieść
o zagonach tatarskich, to zapewne pośpieszył na
Ruś wraz z innymi....
— To czemuż o tem nie doniósł? Wszak na
wojnie ludzie giną —tu głos jej zadrżał — gdyby
broń Boże co się z nim stało.. nawet byśmy nie
wiedzieli o niczem.., ..O mój Boże, mój Boże,
głowę stracić mojna z nimi! Tego niema, i niewia
domo nawet co się z nim dzieje, a tu znów Ewcia
się smuci, blednie, nie sypia po nocach i płacze!
- Magdzia, wedle swego zwyczaju, chodziła
szybko po komnacie i choć, ze łzami w oczach, gło
wę miała podniesioną, a na twarzy wyraz stanow
czy, a zarazem półdziecinny. Pan Andrzej śledził
za nią, wzrokiem, w którym świecił jakiś promień
serdeczny.
— Panno Magdaleno — rzekł z życzliwością
— da Bóg, jakoś się to wszystko odmieni na dobre;
nie trzeba zbyt się martwić. Dowiemy się przecież
w końcu, co się z nim dzieje — wszak człowiek nie
kamień, co jak wpadł w wodę to już po nim śladu;
gdziekolwiek jest, ludzie o nim wiedzą. Nie smuć
się waćpanna — ciągnął dalej, podczas gdy Magdzia
spojrzała nań z wdzięcznością za te słowa pociechy
— smutek odbiera siły do czynu. Kto ma takie usta,
stworzone do uśmiechu...
— O, o, i waćpan już zaczynasz! Myślałam,
żeś niepodobny do pana Źelskiego, który wciąż tyl
ko o oczach czyichś prawi. Nie lubię tego! Czyż
to już o niczem lepszem nie można mówić, jak tyl
ko o ustach lub oczach ?
— Już nie będę, już nie będę! — zawołał pan
Andrzej — jakżeś waćpanna groźnie na mnie spoj
rzała, aż mię mrowie przeszło!
Oho, niby to prawda, że waćpan jesteś tak bo
jailiwy!
W kilka dni potem Magdzia, przechodząc przez
sień, spotkała się z panią. Katarzyną, która tajemni
czo skinęła na nią, by szła za nią. Dziewczyna, zdzi
wiona nieco, pośpieszyła do jej pokoju, lecz gdy się
tam obie znalazły, zacna jejmość poczęła najpierw
wzdychać głęboko.
— Co takiego macie rzec pani Katarzyno? —
spytała Magdzia, niecierpliwiąc się.
— Oj, moje dziecko, źle się dzieje u nas — trza
coś radzić, bo ona się zamęcza....
— Kto się zamęcza? — spytała Magdzia nie
spokojnie.
— A któż, jak nie ta biedna panna Ewa — od
rzekła stara, wzdychając. Nie śpi, nie je, i wciąż plą
cze po kątach; ty chyba nie widzisz, co się z niej
: zrobiło od pewnego czasu? Z kamienia trzeba być,
żeby się nie litować nad nią.... Bieda i urwanie
głowy, nic więcej
Tu pani Katarzyna znów poczęła wzdychać.
— A wszystko to pan chorąży narobił — doda
ła z narzekaniem — jak zaczął się gniewać, a zarze
kać, że nie przebaczy — ot i teraz dobra sprawa!...
Ten przepadł bez wieści, ta płacze — ot i pociecha!
Kto wie co się z nim dzieje teraz, może już wcale
nie wróci; — to mówiąc, poczęła oczy ocierać fartu
chem. — A ona to chyba żyć nie będzie, albo pój
dzie do klasztoru, jak to widzę. O, gdyby żyła pani
chorążyna, nigdyby do tego nie przyszło, a z panem
chorążym kto dojdzie do ładu? Jak zacznie krzyczeć,
to człowiek podi ziemięby się skrył ze strachu!
Magdza była tak zaniepokojoną, że nie słucha
jąc już dalszych narzekań, pobiegła do Ewy. Zasta
ła ją samą, siedzącą przy otwartem oknie, przez któ
re widać było pogodne niebo wieczorne, z zapalaj ą
cemi się na niem gwiazdami. Zmrok już zapadał,
pokój zalegały cienie, lecz blada twarz Ewy odcina
ła się wyraźnie we framudze okna.
Magdzia usiadła przy niej i objęła ją wpół.
— Ewciu — rzekła z mocą, tak nie może być;
co ty robisz z sobą? Do czego to prowadzi? Nie ro
zumiem cię zupełnie, myślałam, żeś mężniejszego
serca. Więc umiesz tylko płakać i upadać na du
chu?
Ewa słuchała jej w milczeniu, wreszcie ozwała
się powoli:
— Mylisz się, Magdziu, przestałam już rozpa
czać i teraz, objąwszy okiem całe moje życie,
wiem dobrze, co mi pozostaje. Trzeba było dawno
to zrobić — ja zwróciłam się w początku z drogi o
branej i srodze zostałam skaraną za to, iż złamałam
przyrzeczenie, złożone wrpzód przed1 włbsnem su
mieniem, zanim je Bogu złożyłam. Teraz cierpię za
to i cierpię sprawiedliwie; minęły już chwile paso
wania się z sobą, pozostało już tylko silne postano
wienie, by już nie schodzić więcej z onej drogi, któ
• rą snać mi Bóg przeznaczył. Widać, że _ życie i
szczęście, wedle światowego zdania, nie było mi
przeznaczonem; zaraz u progu serce moje się złama
*>•
j..---(ClSćwtojjr nastąpi)"
JULIUSZ YERNE.
Cezar Kaskabel
Specyalne tłómaczenle
dla "Dziennika Chicagoskiego".
(Dalszy ciąg.): 25)
Sander uczyniwszy to, pobłądził tem bardziej,
iż groziła ulewa. Ciemna chmura szybko rosła i
zbliżała się. Cóż jednak może powstrzymać chłopca
goniącego ptaszka?
Niebawem Sander znalazł się w gęstym lesie,
którego skrajne drzewa stały na łewym brzegu po
toku. Ptaszek fruwający z gałęzi na gałąź, jakoby u"
myślnie nęcił go i znajdował przyjemność w uwo
dzeniu go w największą gęstwinę..
Sander, myśląc tylko o swej pogoni, zapomniał
że "Piękny Wędrowiec" miał wyruszyć za dwie go
dziny i w przeciągu dwudziestu minut po opuszcze
niu obozu, zapuścił się parę mil w głąb lasu. Tam
już dróg nie było, tylko wązkie ścieżki, przerywane
kosodrzewiną u stóp cedr i .sosen.
Ptaszek z wesołym świergotem fruwał z gałę
zi na gałąź, a Sander biegł i skakał jak ryś młody.
Wysiłki jego jednakowoż okazały się daremnemi:
ptaszek znikł w końcu między krzakami.
— Leć-że, gdzie pieprz rośnie! — zawołał San
der, zatrzymując się rozgniewany niepowodzeniem.
Potem zauważył poprzez liście, że niebo mo
cno jest zachmurzone. Błyskawicei też zaczęły roz
jaśniać zieleń gęstwiny. Po błyskawicach dały się
słyszeć i grzmoty.
— Czas najwyższy śpieszyć do domu, — po
myślał wtedy chłopiec. — A co powie ojciec?
Wtem zwrócił uwagę jego przedmiot dziwnie
wyglądający, jakoby kamień szczególnego kształ
tu, wielkości ananasu i połyskujący metalowymi
punkcikami.
Rozumie się, "że chłopcu przyszło na myśl, iż
musi to być bryła złota, zapomniana przez kogoś w
tej okolicy Cariboo. Z okrzykiem radości podniósł
bryłę, zważył ją w ręce i wcisnął w dość obszerną
swą kieszeń, postanawiając nie mówić o tem do ni
kogo ani słowa.
— Obaczymy, co powiedzą pewnego pięknego
poranku, gdy to wymienię na piękne złote monety!
Zaledwie jednak Sander z tem się załatwił, zer
wała się burza, rozpoczęta straszliwym piorunem.
A jeszcze nie przebrzmiało echo tego grzmotu, gdy
rozległ się w pobliżu głośny ryk.
NIEDŹWIEDŹ W ODLEGŁOŚCI 20 STOP.
Wodległości jakich dwudziestu kroków po
śród drzew pojawił się wielki niedźwiedź bruna
tny.
Chociaż Sander był odważnym, to przecież na
ten widok odwrócił się i począł -uciekać, ile mu sił
starczyło, w kierunku potoku. Niedźwiedź natych
miast popędził za nim.
Gdyby tylko Sanderowi udało się dostać do
koryta potoku, przebiedz ma drugą stronę i znaleźć
się w obozie, to byłby uratowany. Jego rodzina
zdołałaby zatrzymać niedźwiedzia na lewym brze
gu potoku, a może nawet ubić i z jego skóry zro
bić dywamik pod łóżko.
Ale deszcz padał teraz strumieniami, błyskawi
ce częściej rozdzierały niebo, a grzmoty rozlegały
się bez ustanku. Sander, przemokły do nitki, w o
dzieży obciążonej wodą, mógł się potknąć lada
chwili, a gdyby upadł, to nie mógłby ujść łap miedź- i
wieazia. Ale jeszcze udawało mu się pozostawać
w niezmiennej odległości i w przeciągu kwadran
sa znalazł się na brzegu.
Tu nowa przeszkoda już nie do przebycia. Po
tok, zmieniony w rwącą rzekę, toczył wzburzone
wody porywając za sobą konary i pnie drzew i ka
mienie. Woda dosięgła powierzchni brzegu. Rzucić
się do tej rzeki znaczyło tyle, co narażać się na
śmierć pewną, bez nadziei ratunku.
Biedź dalej, lub wi bok się zwrócić, na nic się
nie przydało: niedźwiedź już się przybliżał. "Pię
kmego Wędrowca" ledwie dojrzeć było można dale
ko pod drzewami: niepodobna było zwrócić na sie
bie uwagę jego mieszkańców.
Nie zdając sobie prawie sprawy z tego, Sander
wpadł instynktownie na myśl jedyną dającą mu
jakąś szansę ocalenia. ,
L: [(Ciąg dalszy; nastąpi)- ,
W KSIĘGARNI
SPÓŁKI NAKŁADOWEJ
WYDAWNICTWA POLSKIEGO,
-y-.- można nabyć następuj a co I Ba
TL agi „„or
Dwadzieścia tysięcy mil
podmorskiej żeglogi,
przez
Juliusza Verne.
Cena w oprawie $1.00.
Dziecię Maryi.
Powieść oparta na prawdziwem
zdarzeniu i bardzo pouczająca.
Cena w oprawie $1.00.
Kara Boża idzie
przez oceany.
Powieść na tle stosunków pol
skich w Ameryce. Napisał H.
Nagiel. Cena 50c.
Kłopoty Chińczyka
w Chinach,
przez
Juliusza Verne.
Cena w oprawie 7oc.
Kosynierzy,
powieść z r. 1863, przez A. deLamo
the. Tłómaczył F. K.
Dwa tomy w oprawie $1.00.
Król Nocy.
Powieść irlandzka przez A. de Lamo
the. Tłómac^enie.
Dwa tomy w oprawie $1.00.
Na łono matki.
Powieść na tle amerykańskiego
życia, opracował ks. A. Tło
czyński. Cena w oprawie 50c.
z "Tułaczów", B. Bolesławity (J. I.
Kraszewskiego), opowiadanie history
ryczne.
Cena w oprawie 75c.
Przygody Pana
Marka Hinczy.
Rzecz z podań życia staroszla
clieckiego, spisana przez J. I.
Kraszewskiego.
Cena w oprawie 7Gc.
Ramotki.
A. Wilkoński. Cena w oprawie 50o.
Syn kmiecy,
opowieść historyczna z czasów Ja
na Sobieskiego przez Teresę Ja
dwigę. Cena w oprawie 60c.
Szkaplerz matki.
Powieść z życia luda polskie
go w Wielkopolsce, napisał
J. Machnikowski.
Cena w oprawie 75c.
Ze świata.
Obrazki i humoreski przez autora
"Kłopotów starego Komendanta".
Cena w oprawie 75o.
Dziennikarstwo Polskie
w Ameryce
i jego 301etnie dzieje.
Opracował H eji r y k
Nagiel. Cena 50c.
Książki Teatralne.
Dzieci Izraela.
Dramat Biblijny w 5ciu odsło
nach dla ludu polskiego, napi
sał Szczęsny Zahajkiewicz.
Cena 50c.
Kancelarya Otwarta.
Przez Zyg. Przybylak ie
skiego. Cena 50c.
Perła Cyllejska,
obraz dramatyczny ze śpie
wami, w trzech odsłonach,
przez S. Zahajkiewicza,
Cena 50c.
Z każdem zamówieniem pocztowem przysłać trzeba
pięniądze czy to przez pocztowy "money order" lub list re
generowany. Pieniądze w mniejszych kwotach niż dolara
możba przesłać w znaczkach pocztowych jedno lub dwu
centowych. Także z każdem zamówieniem trzeba wyra
źnie podać tytuł książki i cenę tejże, oraz napisać dokła
dnie swoje imię, nazwisko i cały adrea. Na żądanie przy
syłamy iłatolog.
Adresować należy:
The Polish PuMishing Co.,
IM W. Division St, , CHICAGO BUL

xml | txt