OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, June 03, 1905, Image 3

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1905-06-03/ed-1/seq-3/

What is OCR?


Thumbnail for 3

DYAMENCIK.
(Humoreska angielska).
Przy wielkiej artcryi Londynu
znajdował się mały skład jubiler
ski a w nim mała panna.
Mała była, lecz zgrabna jak war
hatka, strojna jak lalka, wdzięcz
na jak kotek i miła, jak kobieta
•potrafi być niekiedy. Jasne swe
włosy z rudawym odcieniem tre
fiła starannie w karby i zdobiła
drogocenną perłą lub koralem,
<io jedwabnej, popielatej bluzki
przyczepiała emaliowany zegarek
z kokardką złocistą a przy drob
nych, białych rączkach brzęczały
bransoletki z amuletami. Więcej
od tych błyskotek zachęcały do
zakupów figlarne oczęta i wy
mowne usteczka, które właściciel
ocenił na trzydzieści szylingów
tygodniowej wartości.
Maleńki, niby klatka skład,
wyłożony szczelnie zwierciadła
. mi lamowanemi złotym szlakiem,
z kontuarem nakrytym szklanną
płytą, pod którą rozpościerały się
na karmazynowym aksamicie
świetnie błyszczące pierścienie,
broszki i naszyjniki, sprawiał
wrażenie kryształowego pałacyku
dla kolibra, czy też wykwintnego
puzderka kryjącego jedyny pra
wdziwy dyamencik jaki (posiadał
w swym sklepie "oryentalnych"
czyli fałszywych dyamentów Mi
ster Samuel Lewis.
Zachodził on do niego rzadko,
powierzając wszystko staraniom
swej zaufanej i sprytnej składo
wej. Jak bowiem każdy kupiec
krwi semickiej nie zamykał się
w obrębie jednej gałęzi handlu,
lecz potrzebując dla swej żywej
wyobraźni i uśmierzenia gorączki
pieniężnej szerokiej sfery, wypły
wał na zmienne fale przeróżnych
•pekulacyi, wiecznie medytując,
wietrząc, szukając. Jakoż mała
Fanny Tomkins królowała tu nie
podzielnie.
Zdarzało się w dni słotne,że nikt
nie przerywał jej spokoju i długie
godziny spędzała samotnie, zaj
mując się porządkowaniem towa
rów lub zabawiając się czytaniem
powieści, w których bohater ra
tował bohaterkę od śmierci przy
najmniej dwa razy a w ostatnim
Tozdziale brał z nią ślub i ogrom
ną fortunę, aby odtąd pędzić dni
w błogosławionym spokoju "po
wsze czasy". Najmilszą wszakże
rozrywkę ipanny Fanny stanowiło
rysowanie szkiców humorystycz
nych i karykatur, podsuniętycli
przez powieść lub otoczenie, a
gdy z ołówkiem w ręku siedziała
pochylona nad ćwiartką papieru
naiwna jej twarzyczka i ciekawe
oczy śmiały się z pustotą.
Tak zastawał ją nieraz otyły
}.Ir. Lewis, figurując pomiędzy
karykaturami z zakrzywionym
nosem i łysiną, gdy wstępował do
sklepu, aby spocząć, przejrzeć ra
chunki i pogawędzić o tem i o
wem zsyrnpatyczną Miss Tom
kins.
— Spotkałem wczoraj Willia
ma Johnsona — ozwał się pew
nego razu. rozkładając swe człon
ki w krześle, wypełniającem róg
klatki. Powrócił co dopiero z Hi
szpanii.
—O! wyszeptała enigma
tycznie Fanny.
— Dopytywał się bardzo o pan
nę — cedził dalej Mr. Lewis,
jakby od niechcenia.
— O!!.... powtórzyła oboję
tnie panna, ukrywając swe papie
ry w głębinach szuflady.
— Wydaje mi się, że on prze
pada za panną.
— O — o! *
— Lepiej zamiast "o!" powie
dzieć "yes" i wyjść za niego za
mąż. Rzeczywiście zamożny czło
wiek, właściciel kopalni koprowi
ny w Hiszpanii, "you know". Sta
teczny mężczyzna, pod każdym
względem — doskonała -partya.
Żakiet z sobolami i kareta czeka
pannę niewątpliwie. Czy nie by
ło go dotąd tutaj?
— Nie.
— To z pewnością nadejdzie.
W rzeczy samej nie upłynęło
pół godziny, gdy stanął we
drzwiach, z górą sześć stóp wy
soki, opasły mężczyzna o czerwo
nej i pospolitej twarzy, lnianych
włosach, z pierścieniami na mię
sistych palcach — istny ordynar
ny filister x prowincyi, ufn> w
swój worek złota i pięść boksera
2 powołania.
Odłożywszy na bok brunatną
torbę ręczną, spytał na wstępie z
miodowym uśmiechem:
— Jak się pani miewa?.... Jak
idzie interes? — ciągnął butnie
a oczy jego, tonące w pucułowa
tych policzkach, nie przestawały
ciskać strzał zgTabnej panience.
— "Szczęśliwy pies" z pryncy
pała, aby dostać tak nieoceniony
skarb. Ale mu go zabiorą... Le
wis! — zawołał zwracając się do
kupca — gdy Miss Tomkins po
kazuje towiar, to człek fałszywy
brylant bierze za prawdziwy,
przepłaci go i jeszcze gotów po
dziękować jej za fatygę. O ile jest
drobnego wzrosttn, o tyle lady w
każdym calu, pod słowem hono
ru. Ale nie powtarzaj jej tego,
Lewis, aby nie wzbić ją w du
mę. ....
Miss Tomkins zdawała się rze
czywiście nic nie słyszeć. Nie po
dnosząc na niego wzroku, wycie
rała skórką naszyjnik. Raz po raz
tylko spozierała ciekawie na rę
czną jego torbę.
— No, jakże? Ucieszyła mi się
pani po tak dawnem niewidzeniu?
— atakował przybysz, niezbity
chłodnem przyjęciem.
— Nie mam czasu cieszyć się
— bąknęła ozięble, ale .po chwili
przerwała potok jego słów pyta
niem:
— Co pan ma w tej torDier
Niemowlę?
— Co??
Usta jego rozwarły się w osłu
pieniu.
— Co? Niemowlę? Przecież nie
jestem mamką!
— Czy widziała panna, aby kto
w torbie nosił dzieci? — zauwa
żył nie mniej osłupiały Mr. Le
wis.
— Nie widziałam — odparła
Fanny z rezolutnem spojrzeniem
— ale wiem, że dotkorzy noszą
dzieci w torbie.
— Gdzież to posłyszała panna
coś podobnego ? — wołał Mr. Le
wis, podczas gdy Johnson onie
miały patrzył się w jej oblicze jak
w tuza.
— Jak nie mam tego wiedzieć!!
— odrzekła Fanny z głębokiem
przekonaniem. — Mąż mej sio
stry, który jest lekarzem i zaj
muje się głównie preparowaniem
dzieci, wychodząc z domu do
chorych, zabiera zwykle ze sobą
taką samą torbę.
— Co panna mówi ?!
— A gdy druga moja siostra
podczas mego pobytu u niej, do
stała dziecko, zapytałam się mi
mo, że dokuczała jej silna migre
na i musiała się położyć, skąd się
ono wzięło, powiedziała mi wy
raźnie, że doktor przyniósł je ra
no w torbie.
W ciągu tego wyznania na o
bliczach obu mężczyzn łyskały u
śmiechy coraz szybsze i częstsze,
potem fizyognomie ich ściągnęły
się w pocieszne maski, zamienili
błyskawicznie spojrzenia, chwy
cili się za boki i jakby na komen
dę niepohamowany, homeryczny
śmiech wstrząsnął ścianami.
Z kolei Fanny stała w niemem
osłupieniu, wodząc po nich spo
kojnemi, zdziwionemi oczyma jak
po waryatach.
— Ciekawam, co pana nagle
tak rozśmieszyło ? — bąknęła z
urazą do Johnsona.
Na to nie było odpowiedzi.
Johnson nie przestając łamać
się w pół, dławić i śmiać do roz
puku wyrzucał w przerwach:
— Bajeczne! Pyszne! Słowo
daję! Nic podobnego.... jak ży
ję. Sławne, Lewis, co?..,,.. Istny
cud! Daję słowo.
— Nie pojmuję, tfo pana uspo
sobiło tak wesoło...
— Droga, miluchna Miss Tom
kins, nie 'pozwoliłbym siostrom
tak drwić ze siebie, lecz jak naj
prędzej je zdemaskował.
— Co pan przez to chce po
wiedzieć? — zainterpelowała go
zaperzona Fanny. — Jak pan
śmie przypuszczać, że moje sio
stry mówiłyby mi nieprawdę?
— Lewis! Nie miałem racyi,
zapewniając cię, że posiadasz w\
Miss Tomkins skarb nieocenio
ny? Zamknij ty tę budę, pal dya
bli fałszywe brylanty! Otwórz na
wystawie pawilon i (pokazuj w
nim ten prawdziwy kamień. Po
słuchaj mej rady, zrobisz milio
ny. .. Słowo honoru.
TT- ■. i
Rozpromieniony żyd trząsł się j
od śmiechu na całem ciele, mru
cząc : » f
— Cicho bądź, Johnson I Za
przestań! Nie pleę,!
I zerkał na swą składową raz z
podejrzliwością raz z; podziwem.
Aby położyć kres epizodowi,
zagadnął Johnsona o kursy gieł
dowe i po krótkiej rozmowie za
brał się do wyjścia, chcąc pozo
stawić mai wszelką swobodę do
umizgów i.... zakupów.
— Muszę wyjść po interesie,
Miss Tomkins. Gdyby się .kto do
wiadywał ó mnie, proszę powie
dzieć, że powrócę za kwadrans.
— Nie baw się dłużej — rzucił
mu Johnson. — Czeka cię butel
ka szampańskiego; oblejemy go
dnie me zaręczyny....
Kładąc przycisk na ostatnie
słowo, przesłał znaczące spojrze
nie Fanny, która niby nie domy
ślając się jego intencyi, pochwy
ciła:
— Z pewnością życzy sobie pan
nabyć jaki piękny prezent dla
narzeczonej. Odebraliśmy wła
śnie
Tu poczęfa przerzucac w szu
fladzie kartonowe pudełka, a Mr.
Lewis uśmiechnął się z zadowole
niem i mruknąwszy znajomemu:
"dobrze, za kwadrans," pozosta
wił niedobraną parę sam na sam.
— Otóż ma pan tutaj bardzo
gustowną branzoletkę z turkusa
mi. Niezawodnie pańska narze
czona będzie zachwycona.
— Jeśli pani ją wybrała — 7.
pewnością.
— Najodpowiedniejsza do wie
czornej toalety. Turkusy pięknie
usadzone. Nowy, modny rysunek
branzoletki. Sama robota więcej
warta. Ponieważ wyprzedaliśmy
prawie wszystkie, mogę panu o
fiarować ją po zniżonej cenie —
szczebiotała Fanny, nie podno
sząc oczu.
— Mniejsza-o cenę. Niech pani
włoży ją na rączkę — prosił i,
wsparłszy się za kontuar, chciał
ująć jej dłoń pod pozorem przyj
rzenia się klejnotowi. Fanny je
dnak cofnęła się, i, zdjąwsz}1
szybko braflzoletkę odłożyła, ją
na stronę z urzędową minką.
— Do tej branzoletki — ciąg
nęła bez zachłyśnienii —'najod
powiedniejszym jest ten oto na
szyjnik. Najmodniejszy. Bardzo
elegancki. Wiele pań z arystokra
cyi nosi teraz takie naszyjniki.
Czy nie piękny?
Ani muskuł nie drgnął w bia
łej twarzyczce małej panny. Z lo
dowatym spokojem odezwała się
tonem kaznodziei:
— Miałam pana za sprytniej
szego kupca! Czy to mądrze zdra
dzać swe zakulisowe sprawy?
— Cóż to szkodzi ?, Z tego oka
zuje się jak bardzo zależy mi na
pani względach.
— O!...., Co za zaszczyt!
— Niech pani popatrzy! —za
wołał zniecierpliwiony, wydoby
wając z kieszeni zielono oprawny
pugilares. — Oto moja książka
bankowa. Jeśli Lewis mówił pani,
że mam majątek, to nie blaga.
Mam, jak pani widzi, trzydzieści
tysięcy dwieście....,
— Tyle nie potrzeba. Rachu
nek pański wynosi tylko trzyna
ście funtów i pięć szylingów.
Mr. Johnson oniemiał. Góż u
dyabła, i ten granitowy argument
nie skutkował? Jeśli cyfry w
książce bankowej nie sprowadzi
ły raptownej zmiany jej uczuć,
cóż miał czynić?
Z ogromnem zdumieniem i za
kłopotaniem spozierał w jej twa
rzyczkę, rozczerwieniony, wzbu
rzony, bezradny.
Bez słowa począł rzucać na
kontuar brzęczące suwereny.
— Podejrzewam — mruczał —
że tkwi po za tem jaki..,., bez
wąsy młokos, jaki z pod ciemnej
gwiazdy, to wywiem się... Je
śli tak jest zastrzelę tego tru
tnia jak królika. Musi panna
wyjść za mnie i kwita. Ze mną
nie Jna żartów!
To mówiąc, wydobył z, kiesze
ni rewolwer w futerale — na <po?
parcie swych konkurów.
Fanny zbladła. Nieraz czytała
w powieściach o krwawych zaj
ściach, o zbrodniczych postęp
kach czarnuch charakterów a
Mr. Johnson wydał się jej czło
wiekiem gotowym na wszystko.
— Jeśli pan nie schowa tego
pistoletu natychmiast, to. .. nic
" -;r".
panu nie odpowiem na..,.. jego
prośbę. (
Wnosząc z tego, że Fanny jest
skłonną do parlamentarki i ręki
jego stanowczo nie odrzuca,
schował rewolwer i uśmiechnął
się. ,
— Nie ma ze mną żartów! Za j
miesiąc muszę wyjechać do Hisz- ,
panii. Pojedziemy razem: Kiedy
ślub ?
Ochłonąwszy ze strachu, Fan
ny zmierzyła go okiem od stóp
do głów i poczęła wyniośle:
— Jak ;pan śmie tak się zacho
wywać jak brygant?! Niech się
pan nie zapomina, że pan w An-.j
glii a nie w Hiszpanii, gdzie może
takie panują obyczaje. Tutaj nie
jesteśmy zwyczajni igrać z pisto
letami i groźbą wymuszać wzglę
dy kobiet. Zresztą przed sklepem
czuwa policeman jeszcze wyższy
i i tęższy od pana... ;
— No, już dobrze, Miss Tom
kins. Schowałem rewolwer. Czy
pani mnie ani trochę nie lubi?
—Przedewszystkiem musi mnie
pan przeprosić.
— Przepraszam stokrotnie. U
niosłem się, przyznaję.. Patrz
cie-no państwo! Niemowlę, nie
świadome niczego, a jakie mi har
de!
— Jestem kobietą — zaprote
stowała żywo Fanny. Niedługo
będę pełnoletnią. Gdy zapragnę
dowiedzieć się czegokolwiek, do
pana nie pójdę na naukę.
— Posłuchaj pani! Pomówmy
rozsądnie.
— Byłby czas.
— Pod słowem, przepadam za
panią. Musi pani wyjść za mnie.
Stać mnie na to, aby nabyć złotą
klatkę dla ptaszka; ptasiego mle
ka pani nie zabraknie. Uczynię
wszystko, aby panią uszczęśli
wić, słowo daję ■— zaklinał, usiłu
jąc pochwycić jej rączkę.
Ale Fanny, nieczuła na wszyst
kie przedstawienia, splotła ramio
na na plecach, wyprężyła się z re
zolutną minką i rzekła:
— Dżentelmen nie .postępuje
jak pan, nie grozi. Za taką obra
zę powinien mnie pan przebłagać
na klęczkach.
— Nie gniewaj się pani; nie je
stem takim srogim..... Mimowo
— Nechaj pan uKięiKnie poKu:
nie i błaga przebaczenia.
— Już przeprosiłem..,.., Jeśli
mi pani przyrzecze, że za trzy ty
godnie najdalej będziemy po ślu
bie, to nawet padnę na kolana.
— Zanim mnie pan nie prze
błaga, nie wolno panu stawiać ża
dnych życzeń. ^ Gdy się przeko
nam, że mam do - czynienia z
dżentelmanem ....
— No, niech będzie^paniwola!
— mruknął Johnson i, z niemądrą
miną porzuciwszy chustkę na po
dłogę, klapnął na nią niby kłoda.
Uśmiech chochlika zaigrał na
licach małej panny. Pospiesznie
wydobyła z szuflady papier i ołó
wek i, zabierając się do rysowa
nia, wołała: "
— Jak się pan ruszy z miejsca
bez mego pozwolenia, nigdy na
pana nie spojrzę.
— Ależ..... już dosyć tego —
błagał Johnson z coraz rzadszą
miną, kurcząc się, chrząkając,
niemal wijąc w śmiesznej pozy
cyi.
Wtem rozwarły się drzwi.
Mr. Lewis stanął w nich jak
wryty.
— Cóż ta?!.... Johnson! Czyś
zwaryował?..... Jak babcię sza
nuję! Ty niedźwiedziu! — śmiał
się serdecznie, trzymając się za
brzuch.
— Bo.... bo. ....
Johnson dźwigał się, jąkając,
bełkocąc niezrozumiale i' wodząc
oczyma to po przyjacielu, to po
składowej, która rysując zawzię
cie zwiesiła jasną główkę taik, że
nie było można dostrzedz tryum
fu malującego się na filuternej
buzi.
— A to potworny bałwan z cie
bie, Johnson! Wspaniały .przed
stawiałeś obraz! ^
— Bo bo widzisz — bełko
tał jeszcze; Johnson, ale mu nie
szło.
Tymczasem Fanny włożyła
szybko zakupione biżuterye w
pudełko i umieściła na niem swój
rysunek, od którego Johnson od
wracał się, dziwnem tchnięty
przeczuciem.
Lecz żyd zagadnął: . -•»
— Co to za rysunek, Miss Tom
kins?
Wziąwszy go w rękę, znowu
| parsknśł głośnym śmiechem, a
mała Fanny zatykała sobie usta
chusteczką, strzelając oczyma.
"Od Fanny Tomkins panu
Johnsonowi, właścicielowi kopal
ni i rewolweru — w upominku —
brzmiał podpis, a dziecinna lecz
nie. pozbawiona oryginalności ka
rykatura wyobrażała słonia w
pozie klęczącej z zadartym jak
prosię ogonkiem i oślemi uszami,
z których jedno było żałośnie
zwieszone. Z rodzynkowych o
czu zwierza ciekły jak groch du
że łzy. Na stronie zaś wznosił się
ptaszek z bujno włosa rozczochra
ną głową Fanny, z której ust
zwieszał się sążnisty język w
stronę ciężko zmartwionego sło
nia".
Johnson wziął upominek i —
'poszedł.
Maciej Wierzbiński.
REV. C. S. QUINN.
St. Louis, Mo., 25g© lutego, 1905 r.
Słotua pochwały dla firmy Kobolo Tonil:
Medicine CoChicago, III.
Do cierpiącej ludzkości!
Cierpiałem przez kilka lat na cho
robę sercową, i ogólne osłabienie,
lecz nie mogłem doznać żadnej ulgi
aż na szczęście dano mi Tonik Kobo
lo, dzięki któremu c-nję się tak zdro
wym jak' nigdy w życiu.
Nic dziwnego żo polecam tę medy
cynę z całego serca. Wiem że cna
przyniesie radość i szczęście nie je
dnej cierpią.cej rodzinie, tak jak mnie
uszczęśliwiła.
Bardzo wdzięczny jestem firmio
Kobolo Tonie Medicine Co. i pozo
staję (Ks.) C. S. Quinn, East St. Loui3.
Butelka tego lekarstwa kosztujo $1.C0, a nabyć
jo można we wszystkich aptekach lub u Kobolo
Tonie Medirino Co., 8~0 Hilwaukee Ave., Chicago.
1
Znłożony 1S90 r.
#
Płaci 3 procent ocl pienię- i
dzy w banku złożonych. I
* a ■
Majątek wy
nosi przeszło
$500,000
Otwarte w Sobotę wieczorom [•
aż do godziny 8mej.
Składajcie swe oszczędności
u nas.
F. W. Koraleski,
ADWOKAT
Praktykuje we wszystkich sądach*
Atwood Bldg.
Clnrk i Mnrtfson al.
Pokoje 001-903.
Telefon Main 3658.
Mieszkanie:
730 Milwaukee Avo
Tel. Halsted 1816.

Stan. S. Walkowiak, Adwokat.
Ofia: 808 Atnood Bldg., róg Clark i Jladlson.
Mieszkanie: 866 V. Carpontcr nL.
Telefon w ofisie Telefon w domu
Main 1050. Mouroo 1144.
Praktykute we wszystkich sadach. Ofiaruje
swe usługi w sprawach o odszkodowanie prze
ciw kompaniom.
J. F. ŚMIETANKA,
Adwokat.
poleczony z naj
lepszemi siłami
ąmerykańskiemi.
120 E. Rnndołph St. Htc Piętro,
Telefon Main 3670.
Wieczorem: 9206 Commercial Ave
Telefon South Chicago 148 albo 8053.
K. B. CZARNECKI,
adwokat
Pokoje 1210—13—14, Schiller Buildlnf,
101) Randolph St., Chicago. »
_ , . ( Central 8311.
Telefony. ^ Automatic 6202.
Mieszkanie: 609 W. ASHLAND 1TŁ
Teodor Stensland,
ADWOKAT dla
Milwaukee Avenue State Bank
udziela porady od podzinv 9 do 4 po południa
(w Poniedziałki aź do 8 wieczorom) we wszel
kich sprawach sądowych, a zwłaszcza o od
szkodowanie przeciw kompaniom. Takźo
sprawdza i zatwierdza testament*, 1 zawiera
tranzukcye realnościowe.
OF18 W BANKU,
róg Milirankee are. I Carpenter ni.
N. L. PIOTROWSKI
ADWOKAT,
Ashland Błock TOtótfSue.
MAD BANKIEM — POKÓJ 80T.
Telefon Central tOS.
Ml 682kanie i 74tt DICKSON ULICA.
Sprzedajemy Story & Clark fortepiany na łatwe wypłaty.
Iźcie i zobaczcie nasze $250.00 fortepiany, które równaj% si§
kolwiok $350.00 tego rodzaju instrumentom w handlu.
83S ©4"
WŁADYSŁAW NOWAGZEWSKI, Właściciel.
Na zapytanie "jak ro
bić dobrą kawę" wszyscy
ludzie teraz odpowiadają: nietylko dobry ga
tunek kawy i mielenie przed używaniem, lecz
absolutnie niezbędny jest
Prawdziwy FrancK
Sławny Dodatek do Kawy*
Czyni kawą smaczną, pokrzepiającą i zdro
wotną. Neutralizuje szkodliwe efekta Jagód
* w kawie. Nie zastępuje kawę, ale ja
^vyrvr.-w.
Czyni kawQ tańszą i lepszą. Sprzedawany
weroa wbzj-hikicu tj
wllizowanych narod6w
Każdy pierwszorzędny
grosernilc w Ameryce
sprzedaje Prawdziwy
Franek Dodatek.
Patrzcie na znaczę*
handlowy —
młynek ao ka*
wy na każdej
paczce.
Helaricli Franci
Solinę & Co*
Ameryk. FiUBi
Flns* !• I
TAK UITY OKRĘTOWE
Specyalne ceny do Europy I z powrotem.
Biuro otwarto Łnżdego wieczora. TELEFON MONBOE tfflD.
OEOROE R. LENKE & CO
Asekuracja od ognia. Iłotaryiuz Publiczny.
jYa miejscu daw
niej zajftem przez
śp.S. Waldmana.
Kantor
al
fiealnoici.
608 Milwaukee Avenue, róg Cornelia Ulicy*
SPRZEDAJEMY KARTY OKRĘTOWE,
Wysełamy picniądzo do Europy, Zabezpieczamy od ognia,
Wyrabiamy dokumenta legalne.
TELEFON
MONKOE
2428.
TAKŻE
DOSTAWIA
WĘGLE I DltZEWO.
A. RYBARCZtK,
K0NTBAKT08 CEMENTOWY
Wykonuje wszelkie
roboty cementowe i
"Ciiider Fillings".
1068-1070
N. Wood Ulica,
CHICAGO.
THE KEMLER
LUMBER CO.
Południowo-Zachodni
róg DMsion i
Halsted ulio.
Lacki, Dachówki, ltp.
Sprzedajemy wszelkiego ga
tunku drzewo do badalca,
itp., po najniższych cenach.
Prosimy zgłosić się osobiście lab zawołać
nas telefonem North 807.
LOUIS J. MEYER,
tarządca.
JAŃSKIE KROPLE-J^
6tmioirią środek lekarski przymiotów wprost zadziwiających
i zaiste godne są tej przczncnej nnzWy.
Te Krople £lw. Jańskie zostały w wiele tysiącznych wypadkach ciężkich cho
rób jak cholera, kolki, kurcze żołądka, dysenterya i biegunka, wypróbowane
i zastosowano i wytrzymały próby te z najchwalebniejazyral skutkami. Krople
te przynoszą najpewniejszą pomoc w napadach ckliwoścl, bólu żołądka, odbija
nie się i spieszną ulgę na ból głowy, bicie serca, zawrót, omdlenia lub nerwo
wość. Są one cennym środkiem na słabość żołądka 1 letnią chorobę u dzieci
i na kurczo podczas ząbkowania.
Kropje te zasługują na to, aby trzymano je w każdym domu, w każdej fami
lii, aby każdej chwili w potrzebie były pod ręką, bo są one znakomitem lekar
stwem. Pytajcie się o nie w aptece, albo też piszcie wprost do
Or. H. C. Lernke Madicine Co.,118
Ogłaszajcie się w Dzienniku Chicagoskim,

xml | txt