OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, July 12, 1905, Image 5

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1905-07-12/ed-1/seq-5/

What is OCR?


Thumbnail for 5

Wieści z Ojczyzny.
KRWAWE DNIE W ŁODZI.
Środa, 21 czerwca.
Wielka środowa demonstracya
z okazyi pogrzebu dwóch zabi
tych na Bałutach żydów, która -
właściwie dała początek do czte
rodniowych krwawych i zupełnie
bezcelowych zaburzeń, odbyła się
wedle relacyj naocznych- świad
ków w następujący sposób: Tłum
szedł, niosąc sztandary czerwone
i czarne, z żydowskimi i polskimi
napisami, których razem naliczo
no około 40. W* pochodzie tym
można było napotkać około 2/i
żydów. Przodem szła młodzież,
dalej starsi i kobiety z klasy ro
botniczej i intelingencyi, które
dołączały się po drodze do orsza
ku, zapraszani przez inieyatorów.
Przy rogu ulicy Przejazd tłum
zatrzymał się, wydając okrzyki.
Wybrano ten punkt widocznie
dlatego, że w drugim domu od ro
gu mieszka policmajster. Wygło
szono tu kilkanaście mów, a ini
cyatorzy wzywali publiczność do
zdjęcia czapek. Po kwadransie po
stoju zebrani ruszyli dalej tłum
nie ulicą Piotrkowską. Była już
godz. 9, kiedy pierwsze szeregi
dociągnęły do ulicy Karola. Od j
szpitala Poznańskich, skąd wyru- i
szono, do ulicy Karola jest trzy
i pół kilometra drogi. Tłum po
stępował spokojnie, zamykającym
sklepy kazał je otwierać, "bo tu
nie rabusie idą", nikt też pocho
dowi nie stawił oporu, a wojsko
nie przecięło drogi. Dopiero w o
brębie 4 cyrkułu wojsko zastąpi
ło ulicę, a kozacy natarli z dwóch
bocznych ulic: Pustej i Karola.
Co tam zaszło, trudno stwier
dzić. Podobno ktoś z manifestan
tów strzelił do jednego z koda
ków, którzy odpowiedzieli salwą.
Wszcząć się popłoch. Padło 13 za
bitych, wielka ilość rannych i zdu
szonych, gdyż bramy pozamyka
no szczelnie, tak, że tłum nie miał
gdzie się chować przed strzała
mi. Na pewno można powiedzieć,
że kozacy w liczbie 40 strzelali
trzy razy, a zatem wystrzelono
120 naboi, dzisiejsza zaś kula mo
że przebić trzech ludzi. O godzi
nie 9y2 był taki popłoch w mie
ście, że trudno opisać. Wielu lu
dzi brakło w domu, z niecierpli
wością oczekiwano ich powrotu,
a często nadaremnie/
Czwartek.
We czwartek wypadło Boże
Ciało. Procesya, która z decyzyi
arcybiskupa miała chodzić po
cmentarzu, na odpowiedzialność
proboszcza, o co prosili obywate
le wyszła za miasto. Policya była
usunięta. Procesya zupełnie spo
kojnie powróciła do kościoła o go
dzinie lszej w południe.
Tymczasem w dzielnicy' żydo
wskiej rozpoczęły się zaburzenia.
Mówiono, że zabity został jeden
rewirowym dwóch stójkowych i
dwóch kozaków. Zaczęto też u
stawiać barykady na ulicy Wscho
dniej na rogu Południowej; po
przeciągano druty kolczaste. Na
ulicach stróże, przechodnie i
przekupki opowiadali, że z War
szawy jedzie pociągami "1000
najodważniejszych socyalistów".
Barykady rosły, składane z pak
drewnianych, beczek, drzewa i
kamieni przy ul. Ogrodowej, Po
łudniowej, Średniej, Kamiennej...
W mieście spodziewano się stra
sznej walki, gdyż wiedziano, że
tłumy posiadają broń i bomby.
Barykady rzeczywiście szybko
rosły. Rozeszła się wieść, że na u
licy Rybnej zabito z dachów pa
ru kozaków, a na Południowej
pomocnika naczelnika żandar
mów Andrejewa. Istotnie w wielu
punktach strzelano do wojska i
policyi, paru policyantów raniono,
jednego zaś kozaka mahometana
zabito.
Piątek.
Rano w piątek d. 23 bm. ruch
na ulicach panował zwykły. Ro
botnicy podążali dotjTracy. doroż
ki, furgony i tramwaje wyszły na
miasto. Tramwaje jednak wkrótce
£jechać musiały, ponieważ |na
wielu liniach pokazały się nowe
jarykady. Przed redakcyą "Neue
Lodzer Zeitung," przy ulicy
Piotrkowskiej 1. 15, zaczęto ukła
dać barykadę z paczek, stolnic,
beczek od śledzi. Wznosiły te ba
rykady dzieciaki i kobiety. Rzad
ko było spotkać człowieka star
szego; wszystko to chłopcy po
lat 14, 15, 16, 17, lub tego wieku
dziewczyny. O g. pół do 11 rozle
gły się salwy na najludniejszej i
najbardziej ruchliwej ulicy Piotr
kowskiej. Wiele osób otrzymało
różnego rodzaju rany lub ponio
sło śmierę na miejscu. Ulice mia
sta opustoszały, wojsko w róż
nych stronach i na wielu ulicach
powtarzało salwy jedna za dru
g$
Poczynając od ulicy Przejazd
ku północy wszędzie leżały trupy
i ranni. Kto tylko oknem wychy
lił się lub wyjrzał, mierzono i
strzelano do niego. Kilkanaście
osób poniosło śmierć lub rany w
mieszkaniach.
Ilu ludzi zabito i ilu raniono —
trudno dojść na pewno. Nie wie
sama nawet policya. Dosyć po
wiedzieć, że pogotowie ratunko
we przez piątek i przez całą noc
z piątku na sobotę, w której to
nocy wystrzelono co najmniej z
1500 nabojów, opatrzyło rannych
165 i znalazło zabitych 22.
Ma się rozumieć, że są to cyfry
tylko pewne i sprawdzone. Ran
nych musi być o wiele więcej, bo
część zduszonych i lżej rannych
nie opatrywało pogotowie i nie
lokowało ich w szpitalach, gdzie
miejsc zupełnie brakło.
Sobota.
Sobota minęła spokojnie, ścią
gnięto wojsko z ulic, zmniejszono
patrole. Wśród robotników nato
miast ogólne rozczarowanie.
Gdzie są ci przewódcy? — pytają
— Gdzie jest broń? Z czem nam
kazał? iść na barykady i poco ca
łą noc pracowaliśmy nad ich usy
paniem i zbudowaniem? Gdzież
! są — wołali — te zastępy, które
miały przybyć pociągami?
W odpowiedzi zaś odbierają
często takie wyjaśnienia:
To była tylko próba, czy i jak
szybko będzie można zrobić po
dobne barykady?
To pewna, że rozgoryczenie
wśród robotników wielkie. Naj
bardziej czynni byli wśród robo
tników socyaliści - żydzi; prze
to stąd urósł niepokój w sferach
żydowskich, który zakończył się
olbrzymią paniką. Dziś tłumy ży
dów opuszczają Łódź bądź to na
żydowskich wózkach, bądź też
koleją. Tłok na dworcach dróg
żelaznych nie do opisania, tem
więcej, że w nocy ukazały się
proklamacye antyżydowskie, na
woły<vujące do bicia żydów, do
pomsty za krew przelaną.
Niedziela.
Niedziela strasznie smutna. Po
goda piękna, procesya Bożego
Ciała, a na ulicach niema nikogo,
pustki zupełne, w kościele poboż
nych niewielu. Na mieście trochę
dorożek, trochę przechodniów.
Na dworcach nieustanny tłok.
Wśród ludzi chodzi wersya, za
czerpnięta od żołnierzy, że im
pozwolą domy żydowskie rabo
wać i do żydów strzelać...
Na barykadach.
Najstraszliwsze epizody walki
rozegrały się na barykadach. Na
strzały robotników wojsko odpo
wiadało setkami salw na domy i
przechodniów. Wkrótce stosy
trupów i rannych pokryły ulice.
Z rannych wielu leżało na ziemi
całemi godzinami bez opatrunku,
wskutek czego wielka ich część
umarła. Robotnicy bronili się roz
paczliwie; na żołnierzy spadały
co chwila prawdziwe lawiny ka
mieni i cegieł — rzucano na nich
nawet wielkie płyty trotuarowc.
Zabitym żołnierzom zabierano
karabiny i z nich strzelano do
wojska. W kilku miejscach rzu
cano bomby do koszar. O ile wia
domo, między zabitymi jest tak
że kilkunastu oficerów piechoty i
kozaków. Z powodu przerwania
komunikacyi z okolicą grozi mia
stu głód.
Żołnierze wyprawiali prawdzi
we orgie. Wtargnąwszy do do
mów, z których strzelano, mordo
wali wszystkich bez wyjątku,
mężczyzn, kobiety i dzieci,
jśf £. *
Biuro korespondencyjne dono
si, że podczas ostatnich rozru
chów w Lodzi ząbito 343 żydów
i 218 chrześcian a zraniono ogó
łem 700 osób. — Pracę w fabry
kach podjęto napowrót.
RACHUNEK ZA KREW.
i
Wszystko się w nas burzy na
myśl o tych strasznych orgiach
rozpusty politycznej, o tych rzeź
niach z kowi robotniczej jakie da- j
1 ją socyaliści społeczeństwu pol
skiemu na dowód swej siły i ży
wotności. Przerażające wieści
przychodzące z Królestwa o bój
kach i barykadach, podniecają
nas dzisiaj większą nienawiścią
do sprawców i winowajców rzezi,
aniżeli do siepaczy samych, bo
trzeba to raz podnieść i zaakcen
tować silnie, że skoro się widzi
w rządzie rosyjskim wroga, to
nie trzeba się dziwić, jeśli wróg
ten pastwi się, znęca nad ofiar
ami,które (SBmi rzucamy mu pod
nogi.
Oto jest odpowiedź dla tych,
którzy podnieceni walką i zapa
chem krwi rzucają nam oskarże
nia w oczy, iż zużytkowujemy
i nasze siły na walkę z socyalista
mi, zamiast iść wraz z nimi do
walki z rządem.
-Bo kto to są żywioły, robiące
rewolucyę w Polsce? Jakie pra
wo przysługuje im do przedsta
wicielstwa interesów narodo
wych?
Niejedna partya socyalistycz
na, ale cztery — wyraźnie czte
ry rywalizują ze sobą, prześciga
ją się w robieniu głupstw i nik-'
czemności; powściągliwości i ro
zumniejsi nie chcą się dać wy
przedzić przez głupszych i bez
czelniejszych. Już nie partye, ale
płatni agitatorzy na wyślcigi ro
bią swoją niecną robotę i dopro
wadzają wszystko, nawet własny
program do absurdum.
Tak jest. Bo w tej szalonej go
nitwie, z jaką pędzą naprzód sie
bie i rzesze robotnicze poszcze
gólne partye, rzucają po drodze
swój program, jako balast obcią
żający, z którym mogłyby być
•zdystansowane przez inne. Prze
cież "Polska Partya Socyalist."
wyrzuciła' ze swego programu
punkt o niepodległości Polski,
tylko poto, aby nie uchodzić za
mniej rewolucyjną od Socyalnej
demokracyi. Tak samo znów So
cyal - demokracya rywalizuje
z Bundem, Bund z Proletarya
tem — słowem nie zostało się
z programu każdej partyi nic,
prócz jednego hasła rewolucyi.
Jak się robi taką fewolucyę, o
tem doniosły nam z kolei tele
gramy z Warszawy, Zagłębia
Dąbrowskiego, a naostatku z Ło
dzi. Dowiemy się też niezawod
nie wkrótce, jaka nastąpiła po
tem jdepresya moralna wśród ro
botników, zastój w przemyśle
i rozzuchwalenie sfer biurokra
tycznych. Bo każde stłumienie
zbrojne ruchu przeciwrządowego
jest nietylko w zasadzie przegra
ną naszą, ale i zwycięztwem rzą
du — tego rządu steroryzowane
go, bitego, zdemoralizowanego,
który czując swe słabości na ze
wnątrz, będzie jeszcze przez
czas niejakiś próbował swoich
sił na wewnątrz, przeciwko wła
snym poddanym, będzie ratował
swój "prestige" wobec zagrani
cy hekatombami z tłumów, jak
to było na ulicach Petersburga,
a dziś Warszawy i Łodzi.
Ale może ktoś powie, że ofiary
na dziś powetuje korzyść moral
na, uświadomienie robotnika i
zyski z tego pobojowiska w
przyszłości. Nie przeczymy, że
j krew przelana rozwściekla masy.
i przesyci je nienawiścią do rzą
du, nie w takim stopniu jednak,
w jakim podniecała je przeciwko
niemu wojna i klęski ekonomicz
ne, idące za nią.
Jakie zaś uświadomienie spo
łeczne może odebrać robotnik w
walce, w której sami przywódz
cy niewiele więcej chcą i rozu
mieją, prócz rewolucyi. Przecież
żądań ekonomicznych krańco
wych, stawianych przez socyal
ną demokracyę, jak 8 godzinny
dzień roboczy itp./ sami przy
wódcy socyalistyczni nie biorą
na seryo, uczuć zaś narodowych
nie tylko nie budzą w rzeszy ro
botniczej, ale nawet je przytłu
miają. Ci agitatorzy, przyzwy
czajeni do polityki 8 godzinnego
dnia roboczego, naśmiewają się
z wyrazu "Polska", wyszydzają
co w oczach rzesz, które zanim
go. odczuły i uszanowały, już zo
baczyły go zohydzonym i oplwa
nym.
Panowie socyaliści mylą się,
jeśli machając czerwoną chustę,
zmaczaną we krwi, oszalałego z
bólu T nędzy robotnika, pociągną
cały naród do czynów szaleń
stwa i rozpaczy. Krew niewin
nych będzie policzona im tam
przed tronem najwyższego i tu
w historyi. Ale inicyatorów tych
bezmyślnych orgii krwawych,
wylęgłych po pijanemu w móz
gach przywódców socyalistycz
nych, pociągamy do odpowie
dzialności przed trybunałem su
mienia narodowego.
Zdajcie rachunek ze krwi, któ
rąście przelali — a jeśli społe
czeństwo ujrzy w niej kroplę,
przelaną bezmyślnie i na marne,
to bądźcie pewni, przyjdzie czas,
iż zdusi was własnymi rękami.
Warszawa, — Do zamieszkałej
samotnie w jednym z domów przy
ul. 'Koszykowej pani IT. S., zjawił
się znajomy młody czło
1 wiek. Pani S. nie zdą
' żyła nawet dobrze drzwi o
tworzyć, kiedy nieproszony gość
przemocą wdarł się do mieszka
nia i z krzykiem: "jestem socyal
ny demokrata i przyszedłem się
z panią rozprawić", zwrócił się w
stronę kuchni. Energiczna pani
S., nieprzestraszóna oznajmieniem
nieznajomego, zawołała na ku
charkę, aby drzwi zamknęła,- sa
ma zaś chwyciła nieproszonego
gośbia za ramiona i przytrzymała,
pomimo szamotania się tegt> osta
tniego, aż do chwili przybycia do
mieslzkania policyi, którą zawe
zwała obecna podówczas w mie
szkaniu przyjaciółka pani S.
Po przybyciu policyi nieznajo
my oświadczył, iż nazywa się
Władysław Guzowski, że, do żad
nej partyi socyalno - demokraty
cznej nie należy, a jeslt sobie po
prostu cukiernikiem. Nie ma
jąc na razie zajęcia, postanowił,
przybrawszy sobie do towarzy
stwa niejakich Nowotko i Ku
charskiego, zająć się zbieraniem
"ofiar". We trzech zatem zreda
gowali odpowiednie proklamacye,
zaprowadzili kwitaryusze, oraz
zamówili u jakiegoś Kowalskiego
pieczęć z jednogłowym orłem, o
raz z napisem "Komitet Polskiej
partyi .slocyalistycznej", U Guzo
wskiego znaleziono oprócz tego
notatniki, jeden z nich z wyszcze
gólnieniem 85 osób, od1 których
wymuszono datki, w drugim zaś
były adresy osób jeszcze nie od-,
wiedzanych. Dwaj towarzysze
Guzowskiego również zatrzyma
ni, u 'któtych znaleziono pisane
proklamacye, kwitaryusze i listty
z pogróżkami, pisane do rozmai
tych osób w Warszawie; znale
ziono również i pieczęć.
— Uczniowie politeczniki war
szawskiej udawali się często na
wakacye do rozmaitych fabryk
dla odbywania praktyki. Fabry
kanci przyjmowali ich chętnie, a
chociaż niewielki mieli z nich po
żytek, jako z ludzi mało jeszcze
fachowo wykształconych, to
przecież dawali im pewne wyna
grodzenie, żeby tym sposobem
dopomódz młodym ludziom do
skończenia szkoły politechnicz
nej. W tym roku na wszystkie
podania uczniów politechniki od
powiedzieli fabrykanci odmow
nie. A na zapytanie Dyrekcyi po
litechniki, dlaczego to uczynili,
odrzekli, że dlatego, iż ci młodzi
ludzie zajmują się stale propa^
gandą teoryi socyalistycznej
wśród robotników. W pismach
radykalnych i socyalistycznych z
tego powodu wrzask na fabry
kantów. Odsądzają oni ich od
czci i wiary za to, że nie chcieli
swoim kosztem pomagać demo
ralizowaniu ciemnych mas robo
tniczych.'
Nam się zdaje, że jeżeli komu j1
wyrzuty można robić, to chyba
tylko socyalistom, którzy z u
przejmości fabrykantów .skorzy
stali, aby szerzyć swoje przewro
towe idee i w ten sposób odjęli
ubogiej młodzieży możność za
robkowania w czasie feryj w fa
brykach.
\
Pracowity abituryent,
— C6i, dostałem dyplom?
— Dostałem!
— I cóż będziesz teraz robił?
j — Będę zapominał, to, czegom się
nauczył .
MIAŁAM SUCHOTY
fecz zostałam
OZDROWIONil W CHICAGO
przeszło dwa lata temu przez
INHALACYE DRA KOCHA,
70 DEARBORN ULICA. —KSOSL.
Miewałam KrwioioKl Z piuc. nui&jjr inni* fiicm >
miałam kas7«T, którego ża<Ten doktor wyleczyć nie * do
łat. M6j kaszel był tak dokuczliwy, że nie mogłam spać.
Spluwałam wielką ilość flegmy pochodząc-l z płuc 1
miewałiim dreszcze i f<-brą codziennie. Straciłam zna
cznle na wadze i stawałam się coraz słabszą.
Nie miałam jut żadnej nadziel w wyzdrowienie, kle.
dv dowiedzlułam slą o lnhalacyacb Dra Kocha, którego
biuro znajduje się pod nnmerem 70 Dearborn ul., róg
Ifandolph. Bez wszelkiej ufoości i nadziei zgłosiłam
siti o poTadą jedynie dlatego, że była bezpłatna. Ale
skoro poznałam ow doskonały system kuracyl (kiedy
poczęłam wziownć w moje płuca owe pojące, olejkowe
pary. wtedy zrozumiałam, że nie dziw iź tamte inne
lekarstwa żadnej ulgt mi nie przyniosły.
Przez długi czas piłam różne lekarstwa. Z własnego
doświadczenia czułam iż potrzebne mi było lekarstwo
w rurkach płucowych.
Przy WZIEWANIU tej leczniczej pary pokriwalam
wnątrzo moich płuc oweml gojącymi olejkami dzień po
dniu, aż po nledłudm czaple płuca moje poczęły slq
rozszerzać i mogłam oddychać swobodniej 1 lepiej. Ka
szel stopniowo ustawał, a taksamo i krwiotok z płuc.
Poczułam odzyskiwać siły i nabierać ciała. Słowem, w
przeciągu mniej niż trzecn miesięcy, oaesiau mnie lesarze juko uxuruwiuui|.
Wobec tego, źe to jest prawdziwy opis mojego wypadku, dlaczegóżbym wiec nie miała poczuwać
sią do wdzięczności i nie ogłosić tnojego poświadczeni* dla wskazania drogi innym cierpiącym po
dobnie jak ją cierpiałam ? Wszyscy moi sąsiedzi wiedzą o metn pr/edziwnein uzdrowieniu tu opowie
dzlanem: oni was takaamo poinformują jeżeli od nich zażądacie potwierdzenia wypadku. A po zba«
daniu, przekonani o prawdzie, wy sami przyznacie, że było to wyzdrowienie istotnie przedziwne.
Z przyjemnością odpowiem na każdy list proszący o informacye i przyjmą każdego, ktoby chciał
sią zgłosić do mojego mieszkania pod nr. 1412 Medill Avenue, Chicago, 111, Nazywam sią ilre. Esrher
Hood, a ponieważ życie mi uratowano, więc też każdego czasu i chącią opowiwm o dobroczynnych le
karzach którzy mnie uzdrowili.
33X1. 3\ 33. ZIELIŃSKI
DENTYSTA,
Ifntlonal Błock,róg Milwaukee Are. 1
DiYlsion ni. Wchód od 192 W. DlYlslon nł,
Wezelltą robotą wykonuje podłujr najnowszego ■yet*
mu. Gwi-rantują zadowolenie. Cfny umiarkowane.
GODZINY od 9ej r*»o do 80] wieczorem,
W Niedzielą do 4ej po południu.
Dr. Tekla M. Maturzyńska,
Plensza Poisia uunnsm w imcago,
Miiwnnkee róg Ashlaud Atet.
CONTINENTAL I3LDO.
B>lee*m al* SianowneJ Polak lej Public«nolcl. Wer#l
e prac* wykonują podług najnowszego ayatemn 1 gw*
fantufa takowe.
Godalny oflsowe od 0 rano do I wieeaorea.
V NIEDZIELI to fod*i»jr 4~«j p* potadmlt.
I ^ I
DR, P. f. WYBRANIEC, Polski Dentysta,
865 Milwaukee Ave., fl"BVShodecco..
poleca elq Szanowąej Polskiej Publleznodcl. Wykonuje
wszelkie prace w zakręt dentyityczny wchodzące po cenach
umiarkowanych, trwale 1 pod Rwarancyą. God*iny ofluowe od
ViOtrJ runo do ViOioJ nlceiureni. »* Niedzielą dc fodunr SeirJ
l>o południu.
Plato v. Reussnera.
Najlepsza metoda do nauoze
nia się czytać, pisać I roz- .
mawiać po angielsku w
' 24 lekcyach bez nau
ozyciela, z objaśnie
niem wymowy I
dosłownem tłó
maczenlem.
CENA $2.00. Z przesyłką
pocztową lOc eitra.
NABYĆ MOŻNA W ADMINI5TRACYI
Dziennika Chicagoskiego,
141-143 W. Division St., CHICAGO, ILL.
ŻYWOT
PANA NASZEGO
Jezusa Chrystusa
Z CZTERECH EWANGIELI8TÓW ZEBRANY
I UŁOŻONY POTKZEBNYM WYKŁA
DEM POWIĄZANY, A UWAGAMI
OBJAŚNIONY;
TCDZIEŹ
DZIEJE APOSTOLSKIE
DZIBŁO
KS» DE UGNT, S. L
Ceua 90c. Na przesyłkę lOc. extra.
DO NABYCIA W ADMINI8TRACYI
DZIENNIKA GHICAGOSKIEGÓ,141 cmcaoo! iłl! st"

xml | txt