OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, July 27, 1905, Image 4

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1905-07-27/ed-1/seq-4/

What is OCR?


Thumbnail for 4

DZIEŃMK CHICAGOSkI
Plamo polityczne podwięcoa* intefeeca Polhtt*
w Stanach Zjednocaoaych Ameryki Pół*.
WYCHOD21 CODZlllł
wyjąwsay Niedziel i Swi^t uroczystych.
Zi ogtoaeala i utykały pod nagłówkiem u5h>
A**ł*ne". redakera Dziennika ChfcagoskiegO al*
hien* odpowiedzialności.
PRZEDPŁATA WYKOSI:
Eocanie $3.00
Półrocznie 1.50
Kwartalnie 75*
Mleeieczni* SSc
W Chlcajęo poczta mi*eią«zni*... SSc
Do Europy rocanle 4.60
Waselkle liłtj, koreapondencYe lakoteź prnayfc
a pieniężne należy poayłać pod adresem:
THE POLISH PUBLISHING CO.,
141—143 W. Dirialoa 8t.
T*L Moaroe 794. CHICAGO, ILL.
W ratie nieregularnego otraymywania "Dzien
nika ChlcagoakTego" prosimy natychmiast naa
uwiadomić.
Dziennik Chicagoski
THE POLI8H DAILY NEWS
Th* olde*t and moet lnfluendal Pollsh Daily
la State of Illinois.
Iasaed erery day sicept Sandays and Holldayc,
Publiahed by THE POL18H 1'UBLISHING CO.
TERMS OF SUBSCRiPTION.
On*yeaf $3.00
. Six niontha 1.50
Tńree months 75c
One month .....i 25*
In Chicago by mail for one month... SSc
To .Europę tor one year 4.90
Ali leCters ahall b* addressed to
THE POLISH PCBLISI1ING CO.,
141-143 W. Dirisioa 8t.,
Phoa* Monroe 794. CHICAGO, ILL.
INTKRED AT THE CHICAGO, ILL. POST
OFFICE AS SECOND CLA83 MATTER.
SIXTEENTH lEAR—No. 174.
THURSDAY, JULY 2?, 1905.
'L biura meteorologicznego,
^Temperatura dzieiejeza:
CODZ. 7 RANO CS Stopal F. wv**j0.
h g .» i» » "
• 8 w 71 * "
" 10 " 75 •* "
j II « ,7 " »
■Miejscowe de«7c<e dzisiaj n i czorcm 1 w Pią
tek. Świeży wschodni wiatr dzisiaj, a południo
wy jutro. Prawdopodobnie wicher d-.iś lub jutro
KALENDARZYK.
Jutro, 28go lipca: ś*. Nazaryusza.
— św. Botwida m.
PRZEGLĄD
POLITYKI MIĘDZYNARODOWEJ.
Chicago, 2jgo lipca.
Bunty we flocie, w wojsku, w
Odesie; ruch hajdamacki w gu
berniach południowych; strajki
w dużych miastach ;
rzezie w ogniskach przemy
słu; tłumna dezereya z armii Li
niewicza: — to objawy usposo
bienia rewolucyjnego. Ukaz, zno
szący odrębność organizacyi
związkowej w Finlandyi, a wcie
lający ten 'kraj pod względem mi
litarnym do okręgu petersbur
skiego; przyjęcie przez cara de
putacyi, sztucznie złożonej przez
zwolenników starego systemu,
tej deputacyi, na której czele by
li hrabiowie Szeremetjew, Bo
brynski i Derer, a która prosiła
cara, aby nic narodowi nie ustą
pił z "uświęconych tradycyą ro
syjskich porządków" i wojny z
Japonią nie przerywał, dopóki nie
zgniecie zuchwałego wrroga; wre
szcie znamienny zwrot od ukazu
o tolerancyi religijnej: — to czy
nownicza kontrrewolucya, która
chwilowo bierze górę nad rewo
lucyą.
Walka tych dwóch prądów
nie może się skończyć pokojem.
Aby się nie przerodziła w anar
chię, w gwałty niebywałe, w ka
takalizm dziejów)*, trzeba, aby
wszyscy, którzy pragną odnowie
nia i ocalenia Rosyi, pogodzenia
jej narodów z carem, przyłączyli
się do kierunku reformowego,
wstrzymywali go od zboczeń, a
nadali mu prawidłowy i spokojny
przebieg. Lecz jak wszędzie by
wało w podobnych' wypadkach,
tak i w Rosyi dzieje się teraz i
naczej. Biurokracya nie chce u
stąpić z uzurpowanego stanowi
ska; przeciw rewolucyi rozdmu
chuje kohtrrewolucyę; wypo
wiada wojnę narodowi; odwołuje
kolejno wszystko, co w chwilach
bardzo krytycznych przyznała na
rachunek reform. Tak samo było
we Francyi w przeddzień wiel
kiej rewolucyi. Kiedy w niej rząd
królewski co chwila robił krok
naprzód, aby zaraz potem zrobić
półtora wstecz, wzmagał się u
stawicznie skwar ludowego odde
chu. A było wówczas w zgroma
dzeniu narodowem dwóch Mira
beau; jednego zwano wrzącym,
drugiego lodem. I ten lodowy,mil
czący, rozważny, do takiego sto
pnia, że ilekroć zażądał głosu, a
otrzyma? go, zawsze powstaw
wsizy, milczał chwilę, a potem
mówił: "Zrzekam się gfósu" i
siadał. Aż faz, kiedy rewohtcya
była już itarcfco bliska* a fząd
królewski zoowa zrobił półtora
kroku wstecz, Mfrabeau lodowy
zażądał głosu. Cała izba obróciła
sic do niego, zabrzmiały dowcipy,
śmiechy, ironiczne uwagi: Lecz
lodowy poseł to bladł, to ponso
wiał, aj wreszcie z trudem wy
mówił te słowa: "Do królewsko
ści się odzywam w imieniu du
cha Francyi: niech się nie waha,
ani zwleka, albowiem nadeszła
chwila, w której każda zwłoka
podobna jest wichrom, co wydmą
krwawe rewolucyi żagle." I u
siadł, ale powiedział to takim
głosem, że w izbie zaległa cisza,
a potem Mirabeau wrzący prze
sunął ręką po twarzy i rzekł, jak
by ze snu się budząc: ''Ciarki po •
mnie przeszły i byłem jak w pie
kle".
Rosyjscy Mfrabeau - lodowi
mogliby dziś powiedzieć czyno
wnictwu to samo i tak samo nie
byliby usłuchani. Bo przekleń
stwem złych potęg jest to, że się
poprawić nie mogą i zawsze idą
ku swej ostatecznej zgubie.
W takiej chwili, kiedy trzesz
czą wszystkie wiązania państwo
wej budowy w Rosyi, czynownic
two, pogwałceniem konstytucyi
finlandzkiej, przysporzyło sobie
nowego wroga. Do deputacyi od
kongresu ziemstw i rad miejskich
car rzekł, że jego niezłomną wo
lą jest nadać narodowi nowy po
lityczny ustrój, a potem, już do
deputacyi zwolenników biuro
kratycznego samowładztwa, wy
stosował podziękę za mężne
trwanie przy "uświęconych tra
dycyą rosyjskich porządkach".
Jedno i drugie tak dobitnie świad
czy o chwiejności, że nie ma tu
nad czem się zastanawiać.
*
O stosunku Francyi do Nie
miec i Anglii miał powiedzieć by
ły minister spraw zagranicznych
Delcasse współpracownikowi
"Gaulois" co następuje: "Polity
kę skuteczną prowadzi się dzisiaj
nie na podstawie interesu; inte
res Francyi znajduje się po stro
nie Anglii; Anglia jest naszym
najlepszym odbiorcą, a co kupują
od nas Niemcy? Nic! Natomiast
sprzedają nam wszystko, co mo
żliwe; Francya nie byłaby w mo
żności pozbawić Anglii panowa
nia na morzu, dla tego jest rze
czą najrozsądniejszą pogodzić się
z .rzeczywistością i obliczyć, jakie
korzyści może nam przynieść
przyjaźń z Anglią. Korzyść ta
może być dla nas wielką, bo ma
jąc po naszej stronie Anglię,
Niemcy nie mogłyby nam wypo
wiedzieć wojny; cóż mogłaby u
czynie w razie wojny z nami ilo
ta niemiecka, coby się stało z por
tami niemieckiemi, w których
znajduje się handel i marynarka
niemiecka; następstwem wojny
'byłoby zupełne zniszczenie por
tów i okrętów niemieckich. To o
znacza pobyt obecny floty an
gielskiej w Brest, przygotowany
należycie i to uzupełni pobyt
przyszły floty francuzkiej w Ply
mouth. Połączenie się Francyi i
Anglii na morzu stanowiłoby ta
ką potęgę, że ani Niemcy, ani ża
dne inne mocarstwo nie ryzyko
wałoby wojny. Porozumienie z
Anglią oznaczałoby także przy
gotowanie przymierza rosyjsko
angielskiego i to byłoby niespo
dzianką, jaką polityka francuzka
przyniosłaby światu."
"Gaulois" opowiada, że Del
casse plany •swoje przedstawił
ministrom na posiedzeniu, na któ
rem podał się do dymisyi i że
ministrowie odpowiedzieli z prze
rażeniem: "Ależ Niemcy na nas
uderzą!" Wówczas Delcasse od
powiedział. "Niechaj to uczynią,
odpowiedzieć im umiemy". W
końcu oświadczył Delcasse, że
współudział Francyi w konferen
cyi marokańskiej jest błędem i
to błędem bardzo wielkim. Wy
wody byłego ministra niemałą
wzbudzą sensacyę nietylko we
Francyi, ale także w Niemczech
i Anglii.
o
Między narzeczonymi.
On. — O czem myślisz, najdroższa.
Ona. — Myślałam właśnie, że gdy
by moi rodzice ni© byli się poznali,
albo twoi; gdybyśmy oboje nie przy
szli na świat, albo nie pokochali się,
jakie by to było okropne!
O
— Z Kaukazu ciągle nadchodzą
wieści o rozruchach. Na miasto Kar
łiar napadli górale przebrani za żoł
nierzy i zabili kH&a osób.
UWAGI.
Poniżej podajemy dzisiaj, ro
zumie się w tłómaczeniu, uryw
ki z różnych tutejszych gazet an
gielskich i niemieckich, które w
zeszłym tygodniu sobie powyci- '
naliśmy dlatego, że zwróciły na
szą uwagę. Warto, aby je pozna- j
li także nasi Czytelnicy.
*
"Nie pojmuję tej sprzeczno
ści", — wyraża się pewna nie
miecka gazeta chicagoska, — ''iż
nawet katolicy, którzy w opinii
publicznej uchodzą za dobrych
katolików, a wedle swego mnie
mania prawymi są katolikami,
dlatego, że wypełniają obowiąz
ki swe religijne, — codziennie
ććczyUiią natrząsania się z ich
wiary i z ich właściwej Matki du
chowej, Kościoła, a nawet za to
płacą, nie rumieniąc się, nie obu
rzając się, nie odczuwając wy
rzutów sumienia i nie myśląc o
tem, że grzech popełniają, a co
większa, nie wahają się gazetę
wrogą Kościołowi i wierze utrzy
myv ać w domu na nieuchronną
szkodę religijną i moralną włas
nych swych dzieci i domowni
ków.
"Wedle mego doświadczenia
pochodzi to zazwyczaj z tchórzo
stwa i obawy przed ludźmi, z
próżności i pragnienia wynosze
nia się, jeżeli tacy "dobrzy kato
licy" abonują takie pisma, ażeby
uchodzić za wykształconych, po
stępowych, liberalnych, toleran
ckich, wielostronnych, salonow
ców lub mędrków światowych.
Często bywają liberalnymi aby
do mody się stosować, nie z za
sady, tylko z pychy umysłowej;
wyobrażają sobie, że ''liberalizm"
lepiej brzmi w lepszem towarzy
stwie, niż "ultramontanizm", lub
' klerykalizm." Tej ostatniej na
zwy boją się więcej, niż dyabeł
krzyża, a nie pomną na słowa
Boskiego swojego Zbawiciela a
przyszłego swego Sędziego:
''Kto nie jest ze Mną ten jest
przeciw Mnie" i "kto Mnie się
zaprze przed ludźmi, tego Ja się
zaprę przed Ojcem Moim w Ńie
bicsicch."
"jakże drażliwymi bywają lu
dzie, gdy chodzi o ich własny
honor i ich własną skórę, pod
czas gdy tak zimnymi bywają i
obojętnymi na honor własnego
Kościoła i religii, kiedy z nich
szydzą, natrząsają się, czernią je
i walczą z niemi w czasopis
mach.
"Mówią wiele o charakterze i
charakterach, i więcej niż daw
niej sławi się mężczyzn i kobie
ty słowami i rycinami, jako dziel
ne charaktery. Cóż za charakter
jednakowoż ma człowiek, który z
jednej strony szczyci się z tego,
że jest chrześcijaninem i katoli
kiem, a równocześnie pozwala*
przynosić sobie do domu gazetę,
która prowadząc kulturkampf
politykuje, rezonuje, krytykuje,
a łaje jego własny Kościół i jego
religię, a zatem to, co on ma naj
droższego i najczcigodniejszego
na świecie, miecza z błotem.
"Jeżeli kto takim katolikom^
powie, że popełniają przez takie
postępowanie grzech, i to pośród
okoliczności grzech ciężki, skoro
gazety przeciwne wierze utrzy
mują, czytają, lub dają czytywać,
to uważa go się za zacofańca luD
fanatyka lub świętoszka. Krótkie
tu podam urywki z listu paster
skiego dobrze mi znanego Bisku
pa luxemburskiego, który powia
da o pewnem czasopismie liberal
nem stosownie do nauk Kościoła
świętego:
a) "ci katolicy, którzy to pis
mo popierają datkami, prenume
ratą lub w jakikolwiek inny spo
sób, albo też udział mają <w ta
kiem popieraniu, nie mogą w Sa
kramencie Pokuty otrzymać
ważnego rozgrzeszenia, dopóki
się nie poprawią, gdyż swojemi
pieniędzmi, swoim wpływem lub
swoją pracą przyczyniają się do
szerzenia zgorszenia, które ono
wywołuje;
b) "ci, którzy pismo to czyta
ją, choćby go nie prenumerowali,
lub którzy je roznoszą lub in
nym pożyczają, albo do czytania
daj£, również nie mogą otrzy
mać ważnego rozgrzeszenia, do
póki nie wyrzekną się tego czy- j
tania lub tego pomagania, gdyż
grzechy moralnie popierają, do
nieb nakłaniają, i dobrowolnie
narażają się na Utratę swej wia
ry"... I
"Precz zatem z takiemi gaze
. tami! Natomiast starajcie się w
domu mieć katolickie czasopi
smo."
*
Pewna gazeta wydawana na
Zachodzie podaje następujące
wydarzenie, tłómaczące po czę
ś'ci, dlaczego niektórzy katolicy
w Ameryce tracą wiarę.
Pewien podróżny,, katolik, za
skoczony burzą, schronił się do
domku farmerskiego. Wywiązała
się tam rozmowa następująca:
— Jak długo pan mieszkasz w
Kansas?
— Trzydzieści lat. Byłem jed
nym z pierwszych osadników w
tych stronach.
— Czy jaki ksiądz katolicki po
kazuje się >w tych stronach?
— Nie. Zdarzało się dawniej,
że od czasu do czasu przybywał
ksiądz i odprawił Mszą Św., ale
od lat 10 nie widziałem księdza.
— Jak wielką jest pańska ro
dzina?
— Mam trzech synów i cztery
córki. Synowie żonaci i córki za
mężne; wszyscy mieszkają już
na własnych farmach.
— Czy oni pozostali katolika
mi?
— .Muszę się przyznać, że
wszyscy odstąpili. Synowie poże
nili się z protestantami, a córki
wyszły za protestantów i zdaje
mi się, że wszyscy zostali pro
testantami. Żadne z moich wnu
ków nie jest katolikiem.
— Czy pan nie sądzisz, żeś pan
popełnił błąd wielki, kiedy pan
się osiedliłeś tak daleko od ko
ścioła katolickiego?
Przybyłem z Pennsylvanii i
byłem ubogi. Byłbym dotychczas
ubogi, gdybym tam pozostał. Te
raz mam iooo akrów gruntu i ży
ję sobie wygodnie.
— Ale dzieci pańskie odpadły
od Kościoła katolickiego: czy pan
nie sądzisz, iż pańska to wina?
Temu ja nie winien. Są one
dość stare, aby same myślały o
sobie.
"Takich przykładów bywają
setki. Oto katolik przygłusza głos
sumienia i obojętny jest na to, że
dzieci jego tracą wiarę, bo za to
posiada iooo akrów gruntu"
Dzięki Bogu, pomiędzy Pola
kami takich przykładów jest ma
ło, a może i wcale nie ma. Polacy
tracący wiarę w tym kraju z in
nych zazwyczaj powodów ją tra
cą: co do osadników na farmach,
to starają się gromadnie osiedlać
i jak najśpieszniej brać się do bu
dowy kościółka.
*
"Katolik nie praktykujący", —
wyraża się pewna, nowojorska
gazeta, — ',nie ma prawa nazy
wać się katolikiem po prostu dla
tego, że przepisów Kościoła kato
lickiego nie słucha. Katolikiem
więc nie jest. Czemżeż jest? Czy
protestantem? On sam wam po
wie, że nie. Czy poganinem, mu
zułmaninem, żydem? Znowu sam
powie że nie. Czemże jest? Oto
poprostu ateistą, człowiekiem nie
wierzącym w Boga. Gdyby w Bo
ga wierzył, to musiałby wierzyć,
że Bóg ten nietylko ludziom się
w jakiś sposób objawił i dał im
Swoję wolę poznać w przykaza
niach, nietylko, że dał im religią
i jakiś Kościół prawdziwy, ale
także, że tym jedynym prawdzi
wym Kościołem się opiekuje i
nie dopuszcza, by Kościół ten ze
szedł na bezdroża tam gdzie gło
si naukę, i tłómaczy Boże przy
kazania. Kto do prawdziwego
Kościoła należy, ten dowodzi te
go czynem i praktykami swoje
mi; kto należy do kościoła jakie
go nieprawdziwego, ten ma przy
najmniej przeczucie prawdy, bo
wierzy w istnienie Boga, chociaż
może mylne ma różne wyobraże
nia. Kto zaś do żadnego kościoła
nie należy, ten w Boga nie wie
rzy."
*
"Powiadają niektórzy", czytamy
dalej w tem czasopiśmie, — "ja
koby nowożytne nauki, a zwła
szcza nauki przyrodnicze rugo
wały wiarę w Boga, i jakoby mąż
nauki, zwłaszcza przyrodnik, im
bardziej zagłębia się w swych
studyacii, tem więcej numał tra- ,
cić wiarę. Nie zgadza się to je
dnjik bynajmniej z prawdą, j • i
"Dr. Dcnnert w śwem dziele |
p. t. "Religia przyrodników", j
wydań cm w roku 1901, wykazu- 1
je, jaką była religia lub religij
ność niemniej niż 300 przyrodni
ków od r-ajdawnieszych wieków,
aż po dzień dzisiejszy.
"Z pomiędzy tych 300 przyro
dników, co do 38 nie dało się już
skonstatować, jakie były ich re
ligijne przekonania. Z reszty zas,
262 przyrodników, 242 było wy
znawcami jakiejś religii, 15 było
obojętnych we wierze, <a tylko 5
zupełnie niewiernymi!
"Voltaire, znany filozof blu
źnierca, największy wróg £hrze
ścijaństwa i szyderca z każdej
wiary, powiedział przecież w
końcu: "Kto utrzymuje, że Boga ,
nie ma, głupcem' jest".
"Heinrich Heine, poeta bez re
ligii, bez wiary i bez moralności,
pisze w dopisku do swego Ro
manzero: "Odkąd ja sam potrze
buję miłosierdzia Bożego, prze
baczyłem wszystkim mym nie
przyjaciołom. Poezye, w których
znajdowały się jakieś szyderstwa
z wiary, starałem się wszystkie
popalić, bo lepiej, aby gorzały
wiersze, niż wierszopise! Tak,
powróciłem do Boga jak syn
marnotrawny, podczas gdy pier
wej u Hegelianów pasłem świ
nie 1"
"Maedler, sławny astronom
nowożytny, powiada: Prawdzi
wy przyrodnik musi też i w Boga
wierzyć 1 Kto tak głęboko jak my
zagląda w Boskie warsztaty, i
tyle ma sposobności do podzi
wiania wiecznego porządku, Bo
żego, ten musi w pokorze ugiąć
kolano w obec rządów Boga wie
cznego". W podobny sposób wy
raża się największy szwajcarski
nowożytny przyrodnik, Oswald
Herr.
"Ale przykładów takich dzie
siątki i setki dałyby się przyto
czyć. Cóż w obec tego znaczą do
wodzenia półmędrków, niedowa
rzonych pseudofilozofów i py
szałków postępowych, jakoby
badanie, przyrody oddalało od
wiary, i jakie znaczenie mogą
mieć ich przezywanie wiary i re
ligijności zabobonnością, albo
złośliwe szyderstwa z tych, któ
rzy w Boga wierzą 1 starają ^
temuż Bogu cześć oddawać prak
tykami pobożnemi w Kościele,
który za Jego instytucyą na ziemi
uznają? "
**—
POWSTANIE NA KAUKAZIE.
Powstanie wybuchjo na na tym
samym Kaukazie, który Polacy
musieli niestety na rozkaz Miko
łaja Igo i Aleksandra ligo, zdo
bywać swą własną inteligencyę i
swą własną krwią. Niemal każda
rodzina polska w Królestwie na
Litwie miała przed 60 i 50-ciu la
ty kogoś z bliskich w armii ro
syjskiej na Kaukazie. Komendan
ci i sztaby składały się przeważ
nie z Polaków. Typ Polaka, który
bił się na Kaukazie pod przymu
sem i sam niewolnik odbierał
wolność dzielnym góralom, wi
dnieje w wielu powieścach pol
skich z połowy XIX wieku. Naj
częściej te typy wprowadzał do
swych utworów Józef Korzeniow
ski.
Na Kaukaz wkroczyli Rosyanie
po raz pierwszy w 1770 roku. Już
w 1785 r. utworzono namiestnic
two kaukaskie z okręgów Jakete
rinograd, Mosdok, Aleksandrów i
Stawropol. W 1796 r. zabrali Ro
syanie miasta Derbent, Kuba i
Baku. W 1783 r. książę chrześci
jański Iraklis III, panujący nad
Gruzyą (Georgią), zrzucił zwierz
chnictwo Persyi i stał się wasa
lem Rosyi. Jego następcę, Jerze
go, Rosya pozbawiła tronu i wcie
liła księstwo do swych posiadło
ści w 1801 r.
W 1802 r. zabrali Rosyanie O
setię, w 1803 r. Lesgię, w 1813 r.
odebrali Persom chanaty kauka
skie Gaudżiae (dzisiaj Jelisawet
pol), Szirwan, Telisa, Karabagh.
W 1804 r. zabrali Mingrelię, w
1810 r. Imeretyę, której władców
potomek rządził w Warszawie ja
ko generał - gubernator.
Górale przecież na całym Kau
kazie zachowali wolnośić. Ich teo
rye, z natury niedostępne, bronity
ich przied najazdem.
Ale już w 1816 r. generał Jer
mołow podjął z nimi walkę. Ob
myślił plan .odcięcia górali od
świata. Zaczął zakładać tak zwa
ne "linie", to jest szereg małych
fortów między morzem Czarnent
i morzem Kaspijskiem. Pozakła
dano potem dalsz/e linie, przeci
nające komunikacye z poszcze
gólnymi ludami górskimi. Per
sya w 1826 r. straciła w wojnie 2
Rosyą • Erywan i Nachiczewan,
Turcya w 1829 r. dzisiejszy po
wiat Achałcych i twierdze Anapę
tudzież Poti.
Zdawało się, że Kaukaz podbi
ty. Ale koło 1835 r. wstąpił nowy
duch w górali - mahometan. Zy
skali wodza w osobie genialnego
Szamyła.
W 1839 r- Rosy a podjęła prze
ciwko Szamyłowi wrelką wypra
wę. Wtedy właśnie w armii ro
syjskiej na Kaukazie znalazło się
jeszcze więcej Polaków, niż za
zwyczaj, bo Mikołaj I zapędził na
Kaukaz wielu oficerów i żołnie
1 rzy armii polskiej z 1830—1831 r.
Szamył od czerwca do wrze
śnia 1834 r. poniósł trzy klęski
decydujące w górach, lecz zdołał
ujść, podburzył cały wschodni
Kaukaz, w 1843 r. zadał Rosya
nom szereg ciosów ciężkich, zdo
był Awaryę i dziewięć fortów ro
syjskich nad Koi-su; z Dagesta
nu Rosyanie zatrzymali tylko
szmat ziemi.
W 1844 r- z armią kaukaską po
łączono cały korpus piąty, liczą
cy 40,000 żołnierza. Dowodził
książę Woroncow. Znowu stracił
szereg fortów i poniósł klęsk kil
ka. Podczas wojny krymskiej
(1853—1856) Rosyanie wpakowa
li na Kaukaz armię 270,000 żoł
nierzy. , Górale przecież zdwoili
wysiłki i odebrali Rosyi forty
nad Czarnem Morzem.
Dopiero po wojnie stanął na
czele armii rosyjskiej książę Bar
jatynskij, przyjaciel Aleksandra
II. (za jego pozwoleniem miesz
kał potem szereg lat w zamku
Skierniewieckim, rezydencyi
księstwa Łowickiego). W sier
pniu 1856 r. skoncentrował wszy
stkie wojska na Kaukazie wscho
dnim i od południa tudzież od
wschodu wdzierał się w góry. Od
tej chwili górale ponosili klęskę
po klęsce. Rosyanie w 1857 r. pod
bili Wielką Czecznię i Kachetye,
w 1858 zdobyli wąwóz Argun; w
cz-erwciu generał Miszczeńko po
bił Szamyła; generał Jewdoki
mow zdobył Warandi i Szatoj.
Czeczeńcy odpadli od Szamyła.
W początkach 1859 r- Rosyanie
zdobyli forty nad Tausen i roz
poczęli oblężenie zamku Weden,
rezydencyi Szamyla. Bronił tego
zamku syn Szamyla, Kasi Mahro
ma na czele 7,000 zbrojnych. D.
i3go kwietnia 1859 r. generał
Jewdokimow wziął Werden
szturmem.
Szamylowi został tylko Dage
stan. Wdarło się do tej prowincyi
40,000 Rosyan. Szamyl, pobity
nad Koisu, schronił się na górę
Gunib. Dnia 6 września 1859 r
musiał się Szamyl poddać.
Wojna podjazdowa trwała je
szcze do 1865 r.
W latach 1877—1878 wybuchło
na Kaukazie powstanie, które
zduszono dopiero po energicznych
wysiłkach. Ale górale po dzień
dzisiejszy nie zapomnieli, że byli
wolnymi ludźmi. I na wieść o klę
skach Rosyi znowu powstali I
ilEV7o. 8. QUINN.
St. Louis, Mo., 25go lutego, 1906 f.
Słowa pochwały dla firmy Kóbolo Tonih
Aledicine Co., Chicago, III.
Do cierpiącej ludzkości!
Cierpiałem przez kilka lat na cho
robę sercową, i ogólne osłabienie,
lecz nie mogłem doznać żadnej ulgi
aż na szczęście dano mi Tonik Kobo
lo, dzięki któremu czuję się tak zdro
wym jakr nigdy w życiu.
Nic dziwnego że polecam tę medy
cynę z całego serca. Włem że ona
przyniesie radość i szczęście nie Je
dnej cierpiącej rodzinie, tak Jak mnie
uszczęśliwiła.
Bardzo wdzięczny jestem firmie
Kobolo Tonie Medlcine Co. ł pozo
staję (Ks.) C. 8. Qulnn, East St. Loułf.
, PutfłkA lekwfiw* kPMtuję i 1X0, • uOfó,
]a molu w« wurttkich Ipukłch lab « Kodom
ToaU MtAłdat Cc^ 8M MUwtalttt At<h

xml | txt