OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, August 18, 1905, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1905-08-18/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

Z życia Polaków w Ameryce.
—. £=^=^^^555^^^^^ ■* 1 —'" 1'
Z POBYTU JE. KS. ARCYBI
SKUPA SYMONA W DE
TROIT, MICH.
O pobycie JE. ks. Arcybisku- j
pa Symona w Detroit w ponie
działek i wtorek bieżącego tygo
dnia, donosi wtorkowy "Dziennik
Polski":
N aj prze wielebnie j szy Arcy pa
sterz Symon dzień wczorajszy
(poniedziałek) po pracy niedziel
nej przepędził na wschodniej
stronie miasta, przeważnie w za
ciszu klasztornem u Sióstr Ęeli
cyanek.
Tam odpoczął, tam nabrał no
wych sił do pracy i tam rozrado
wało się serce jego, radością nie
kłamaną, nie tajoną. Arcybiskup
Symon jest człowiekiem głęboko
religijnym i patryotą gorącym.
Każda wieżyca kościoła pol
skiego wznosząca się ponad dom
ki robotników, wzrusza go i roz- l
czuła, a tem bardziej wzrusza za
kład polski, garnący pod swą o
pieke setki i tysiące dziatwy opu
szczonej, zakład dostarczający ty
lu nauczycielek, które swą pracą
swem poświęcaniem wpajają w
serca młodzieży te zasady wiary i
te miłość rodzinnego języka, któ- j
re są tak drogiemi skarbami dla
nas wszystkich.
Wczoraj w krótkości donosili
śmy o wizycie Arcybiskupa do
klasztoru Siósr Felicyanek. Ar
cypasterz przybył do klasztoru o
godzinie Sej i odprawił mszę św.
cichą. Księży przybyło sześciu.
Po mszy i posiłku, arcybiskup
zwiedził szczegółowo cały klasz
tor, internat i ochronkę dla sie
rot. Wszędzie zajrzał, wszystko
obejrzał, dla wszystkich znalazł
słowo ciepłe.
Siostry sprawify mu mnę przy
jęcie. Przy tej okazyi przedsta
wiono żywy obraz z historyi na
rodu polskiego. Wygłoszono kil
ka deklamacyi i przemówień. Wi
dać było radość w sercu i na o
bliczu Prewielebnego gościa a ra
dość tę wyraził on w swej prze
mowie do zgromadzonych. Mowa
ta na temat religijno - narodowy
wypowiedziana, pozostanie na
zawsze w pamięci słuchaczów.
Po obiedzie w klasztorze spo
żytym, arcybiskup udał się do
Seminaryum Polskiego. Że to
czas wakacyjny, Seminaryum
więc stoi pustką, a zatem specyal
nego przyjęcia być nie mogło.
Arcybiskup obejrzał zakład, ka
plicę, próżne ławki i odjechał.
Krótką była wizyta Arcypasterza
w Seminaryum Polskiem — ina
czej być nie mogło.
Wieczorem arcybiskup Symon
w towarzystwie biskupa Foley i
swego sekretarza zajechał do pa
rafii św. Stanisława, gdzie wypo
wiedział kazanie i udzielił błogo
sławieństwa papieskiego.
Przy wystawieniu Najśw. Sa
kramentu asystowali mu ks.
Rzadko wolski i ks. Janeczek.
Pomimo, że deszcz lał struga
mi, tłumy wiernych licznie się
zgromadziły do kościoła, zapełni
ły go po brzegi i stały na podwó
rzu wystawione na deszcz i słotę.
Ta wielka abnegacya ludu na
szego posłużyła arcypasterzowi
za temat do kazania. Porównał
on stojące tłumy na deszczu do
tych tysięcy pątników, które ze
szłego roku niebacząc na trudy
podróży udały się do Rzymu i
tam złożyły pokłon panującemu
Papieżowi. Chociaż zmoczeni, lu
dzie rozeszli się do domów roz
radowani, że widzieli Arcybisku
pa polskiego i słyszeli go prze
mawiającego w zrozumiałym ję
zyku. . ..
Dziś (we wtorek) rano Arcybi
skup Symon znowu przybył do
klasztoru Sióstr Felicyanek, aby
być obecnym przy ceremonii
składania ślubów wieczystych.
Dwie siostiy: Marya,*Teodo?ya i
Marya Fabiana po przeszło 15-le
tnim pobycie w zakonie, po przej
ściu. prób i doświadczeń i po o
ką^aniu się godnemi pod każdym
względem,, dostąpiły tego szczę
ścia, żę^oż^ły śluby wieczyste—
i więce} jeszcze> bo śhiby swoje
złożyły w ręce polskiego Arcybi
ikupaj, a tego ^szczęścia nic byle
Icto na ziemi amerykańskiej do
stąpić może.
Ceremonia była dosyć długa.
Obecnymi podczas niej byli kre
wni Sióstr, Bogu ślubujących i
wielu wiernych. Asystowali Ar
cybiskupowi: ks. Suplicki i ks.
Janowski, jezuita. Obecnymi by
li: ks. Fr. Mueller, ks. Grudziń
ski, ks. Pasha i ks. Maruszczyk.
Po posiłku porannym przyje
chał biskup Foley i ruszono do
kościoła św. Wojciecha. Ale nim
Arcybiskup Symon opuścił kla
sztor oznajmił, że jeszcze powró
ci na pożegnalne — tak mu tam
było dobrze, tak swojsko.
Takim zaszczytem jak parafia
św. Wojciecha nie każda poszczy
cić się może — tu w Detroit tylko
parafia św. Kazimierza miała Ar
cybiskupa u siebie na sumfe.
Dziś jest uroczyste święto
Wniebowzięcia Matki Boskiej.
Liczne tłumy zgromadziły się w
kościele i przed kościołem, bo ob
szerna świątynia wszystkich po
mieścić nie mogła.
Dziesięć towarzystw z chorą
gwiami przyjęło Arcybiskupa i
biskupa wychodzących z klaszto
ru i odprowadziło na plebanię, a
następnie do kościoła. Arcybi
skup Symon zasiadł po stronie
Ewangelii, a biskup Foley po
stronie Epistoły.
Sumę celebrował ks. Bieda,
jezuita; dyakonem był ks. Maru
szczyk, a subdyakonem ks. Ru
sin.
Z księży obecnymi byli: ks.
Wermes, ks. Suplicki, ks. Ćwią
kała, ks. Rosiński, ks. Grudziń
ski i ks. Fiori.
Po ewangelii arcybiskup po
wiedział podniosłe kazanie o Pan
nie Maryi. Mówił o jej Niepoka
lanem Poczęciu i życiu, o jej
cierpieniach i łaskach, o jej cno
tach i zasługach, o jej miłości i
opiece swych dzieci. Ze szczęścia
Maryi powinniśmy wszyscy się
cieszyć, a z jej łask korzystać i
miłować się wzajemnie jako dzie
ci jednej matki.
ro kozaniu arcyDisicup uazieni
zebranym błogosławieństwa pa
pieskiego.
Woń kwiatów rozchodziła się
po kościele i z tonami muzyki
płynęła pod strop świątyni.
Suma skończyła się o godzinie
11:30, poczem arcybiskupa i bi
skupa procesyonalnie odprowa
dzono z kościoła na plebanię. W
drodze wierni tak go obstąpili do
koła, że zupełnie odcięli od resz
ty, a arcybiskup zaledwie wydo
stał się z otaczających go i wita
jących wiarusów.
Dziś po południu o godzinie
3ciej zostały odprawione nieszpo
ry w kościele św. Jozafata, po
których ks. arcybiskup wypowie
dział kazanie, a wieczorem w ko
ściele Najsł. Serca Maryi odbę
dzie się błogosławieństwo Najśw.
Sakramentem, poczem arcybi
skup także wypowie kazanie.
Na tern zakończy się wizyta
polskich parafii w Detroit.
Jutro (we środę) po południu
będzie urządzona wycieczka o
krętem, a w czwartek arcybiskup
odjeżdża do Cleveland.
Dziś popołudniu na plebanii u
ks. Muellera arcybiskup Symon
i biskup Foley zostali odfotogra
fowani przez p. Mieczkowskie
go.
o
EX-POP SERAFIM DAJE
ROZWODY.
"Głos kanadyjski" donosi:
Nieraz już pisaliśmy o tutej
szym prowodyrze Serafimie i
"sławnej" w architekturze "kate
idrze" jego, która mieści się przy
zbiegu ulic Stella, King i Derby.
Gazety angielskie kanadyjskie,
r&wnież wyśmiewały mniemane
go "biskopa" niezależnej carosła
wnej zgrai. Pop Serafim narobił
już bardzo dużo złego w Stanach
Zjednoczonych, a przeważnie w
stanie Pennsylvania. O tem już
wspominały i gazety polskie.
Obecnie Serafim zabrał się do
nowego dzieJa. Powiększa swą
katedrę. Nabył niezawodnie od
jakiegoś ' handlarza - rupieciami
żyda, starych i pożartych rdzą
rur żelaznych, przy pomocy któ
rych zamierza dokonać dzieła.
Planów powiększenia "katedry"
nie widzieliśmy, lecz byliśmy
świadkami rozpoczęcia budowy.
Porozstawiał Serafim i powbijał
do ziemi owe rury, które mają
tworzyć szkielet budowy. 2e po
łączył rury starym drutem dla
utrwalenia ich, nie dziwi nas bar
dzo. Lecz według rozstawienia
rur po całym placu budowy są
dzimy iż Serafim ma na myśli u
tworzenie jakiegoś labiryntu.
Co niedzielę zbierają się grupy
mężczyzn przed "katedrą" aby jej
się dokładnie przyglądnąć. Nie
którzy są tak ograniczeni, iż płacą
Serafimowi kwoty pieniężne za
przywilej oglądania "katedry" na
wewnątrz.
I nas zapytał się Serafim czy
nie chcielibyśmy oglądnąć wnę
trza jej. Trudno, aby Serafim po
trafił nas naciągnąć, i powiedział
nam łamaną angielszczyzną:
— Na "Exhibition" toście mo
gli $5.00 z kieszeni wyrzucić, ale
ofiary na "katedrę" nie możecie
złożyć.
— Któżby był tak głupim aby
ci dawał pieniądze na' '"katedrę"
jeżeli już cały zewnętrzny jej wy
gląd tworzy wspaniały wKxhibi
tion", który widzieć modemy za
darmo.
Nie narzucał się Serafim wię
cej z swemi "arcy-głupiemi*' py
taniami. Serafima pociągnięto
już kilka razy do sądu za rSżne
sprawki, o których i "Głos Kana
dyjski" wspominał. We wtorek
dostał się w takie tarapaty że tru
dno będzie mu z nich się wywi
kłać. Otóż dnia 8go lipca br. u
dzielił Serafim ślubu niejakiemu
Michałowi Bielowskiemu z nieja
ką słomianą wdówką 16 letrią
Katarzyną Staruk.
Bielowski ożeni* się w listopa
dzie zeszłego roku z 3 7 letnią An
ną Prokopowicz. Prokopowicz by
ła wtenczas wdową, i po wyjściu
za Bielowskiego, przeżyła z nim
kilka tygodni bardzo szczęśliwie,
lecz wskutek jego szorstkiego ob
chodzenia się z nią opuściła go.
Bielowski wtedy wyszukał sobie
16 letnią Katarzynę Staruk i w
tydzień po zapoznaniu się, ;>oślu
.był ją w Gonor, w miasteczku o
15 mil od Winnipeg oddalonem.
Bielowski wiedział, że według
praw kościelnych i cywilnych nie
wolno mu było zawierać małżeń
stwa z 16 letnią nadobną jego, po
nieważ ta również ma męża.
Przedstawił trudność Serafimowi,
który, tak jak w sądzie sam twier
dził, że jako "biskup" posiada pra
wo dawaniai rozwodów,- dopełnił
ceremonii ślubnej.
"Sprawa ta jest bardzo zawi
kłaną" — odpowiedział sędzia z
rozdzajem wielkiego niezadowo
lenia. Na te słowa, Serafim odpo
wiedział machnięciem ręką, aż
zatrzęsły się na nim wszystkie
krzyże, łańcuchy i "insignia" "bi
skupstwa" jego.
Widzicie prześwietny sąazie
— ciągnął dalej Serafim — "ko
ściół prawosławny w Rosy i daje
mi najzupełniejsze prawo dawa
nia rozwodów.'
"No, lecz my nie żyjemy w Ro
syi' — odparł sędzia. "Tyś do
pomógł Bielowskiemu w spełnie
niu czynu kryminalnego, tj. w
bigamii i za to będziesz ni „/uwo
dnię musiał odpowiadać."
Według prawa Bielowski miał
pójść na 7 lat do kozy, lecz że
'/skutek oszustwa Seratima nie
był pewien, iż w oczach prawa
cywilnego dopuścił się bigamii,
powędrował do "ciupy" tylko na
6 miesięcy.
Jak spiawa teraz stoi z Ssrafi
mem, dokładnie nam nie wiado
mo. Gazety angielskie piszą, że
sprawę tę, weźmie w ręce f-we
rzecznik generalny, który po roz
patrzeniu jej dokładnie, niezawo
dnie poda Serafima do sądu wyż
szego, a wtenczas skończą się łaj
dactwa jego raz na zawsze.
o
1" •• '• ■' 1
Z Woonsocket, R. I.
Pierwszy kościół polski w
Woonsocket już jest pod da
chem. „Rrovidence Evening
Joiirnal", pisząc o tem, wyraża
się bardzo pochlebnie o Pola
kach tam zamieszkałych. Dalej
donosi, ze podług informacpj za
siągtfiętej* poświęcenie kocioła
i pierwsze nabożeństwo odprji
wionę zostanie w dzień Wszyst
kich Świętych, tj. igo listopa
da. Polacy! starajcie się podtrzy
mać, tę o was opinię i nie szczę
dźcie datków aby pokazać, że za
łożona parafia polska i to pierw
sza, na równi stać może z para
fiami obconarodowców.
o—
Z Plymouth, Pa.
— W kopalni Buttenwood,
„Parrish Coal Co." został zabity
skutkiem odpadłego od sklepie
nia odłamu węgla górnik To
masz Samański, pomocnik jego,
Karol Fila, został silnie okale
czony; odwieziono go do Mercy
Hospital.
— Smutny wypadek wydarzył
się koło kopalni Parrish. 13 letni
Antoni Lenle^icz, zamieszkajfyj
przp Blair St., kąpiąc się w rze
ce, utonął. Pomoc, która wkrótce
nadbiegła, okazała się zapóżną i
chłopiec życie zakończył.
o
Z Milwaukee, Wis.
Stosownie do wyroku sądu
koronerskiejgo po śledztwie do
konanem na zwłokach Johanny
Bukiewicz, z pn. 722 Becher uli
cy, Anton Bukiewicz mąż zmar
łej, będzie procesowany za
śmierć swej żony.
Zeznania świadków były po
większej części sprzeczne. Nie
którzy zeznali, że Bukiewicz po
walił swą żonę na chodnik i ko
pnął ją. Inni, że upadła gdy ją o
depchnął od siebie.
Dr. Hopkinson, jeden z leka
rzy, który był asystentem w
śledztwie pośmiertnem, zauwa*.
żył w lewym boku zmarłej zgru
piałą krew, która si^, mogła ze
brać po silnem uderzeniu. Z gru
py krwi okazuje się jednakowoż
że uderzenie lub kopnięcie, które
spowodowało ten zbiór krwi, od
było się dawno przed śmiercią
Bukiewiczowej.
Marya Mikuła, siostra zmanej
zeznała, że krótko przed śmier
cią Bukiewiczowa do niej powie
działa: „Anton popchnął mnie
tak, żem upadła, lecz reszty ci
nie powiem".
Bukiewicz który znajduje się
na centralnej stacyi policyjnej
stawał także przed koronerem,
lecz nie zadano mu żadnych py
tań. Adwokat Charles L. Aarons
będzie obrońcą Bukiewicza.
Nazwiska świadków, których
przesłuchano, a którzy zamiesz
kują w okolicy mieszkania Bukie
wicza są następujące: A. Rut
kowski, K. Kalas, A. Sikorska,
Helena Kulińska, Fr. Mikuła,
Helena Jankowska, Leokadya
Blaskowska, Wilhelm Mikuła i
Władysław Tobkowski.
Nieszczęście wydarzyło się
podczas walki na weselu, które
się odbywało w mieszkaniu przy
ległym do domu Bukiewicza. Bu
kiewicz usłyfszawszy, że wesel
nicy się biją, wybiegł z z domu
aby się wmieszać do walki. Żona
jego chciała go wstrzymać i pro
siła, aby pozostał w domu. Tu
Bukiewicz odepchnął czy też u
derzył swą żonę tak, że ta padła
na chodnik.
Bukiewicz liczy dopiero 21 Jat".
o
Z Detroit, Mich.
— Niedawno temu Fr. Kowal
ski zam. pn. 725 przy Dubois ul.,
postarał się o aresztowanie Cecy
lii Boikie, swej siostrzenicy i u
.mieszczenie w domu Dobrego Pa
sterza pod oskarżeniem, że dziew
czyna źle się zachowuje. Dziew
czyna została odesłaną do zakła
du w zeszły czwartek.
Sąsiedzi Kowalskiego znając
położenie i zachowanie się dziew
czyny i widząc, że jej krzywda się
dzieje, najęli adwokata J. J. Mc
Cann i upoważnili go do postara
nia- się, aby dziewczę było uwol
nione. ,
Sąsiedzi powiadają, że Cecylia
jest porządną dziewczyną — cho
ciaż nie wiedzą, jak się ona w do
mu zachowywała.
Cecylia £ młodszą siostrą przed
trzema laty przybyła z Milwaukee
i zamieszkała u wuja Kowalskie
go. Dziewczyny są sierotami.
Cecylia pracowała w fabryce
gorsetów American Lady Corset
Co. do niedawna, ale Kowalski
chciał, aby poszła gdzieś praco
wać dla rodziny, dowodząc, że za
robi nie mniej i otrzyma życie.
Cecylia nie usłuchała tej rady -i
udała się na stancyę do Józefowej
. . \
-Miotke, pn. 459 Lełand ut, za co
została aresztowaną jako niepo
prawna.
Kowalski nie chciał dać repor
terom żadnych objaśnień w tej
sprawie, tłomacząc się, że taka
sprawa nie powinna nikogo ob
chodzić. Tymczasem obchodzi o
na sąsiadów i szerszą publiczność.
— Jasiek Kubanowski znowu
uciekł ze szkoły poprawczej. Nie
pierwszy to raz. Zakład karny nie
.podoba mu się. Uciekł już stam
tąd trzy razy w ostatnich trzech
miesiącach, ale za każdym razem
został schwytany.
Jasiek ma lat 16 i mieszka w
Hamtramck. Sędzia posłał go do
slzkoly poprawczej za kradzież na
kolei żelaznej. Trzeba było sied
miu ludzi do złapania chłopaka,
ale otoczono go i zapędzono do
szopy, gdzie też i złapano.
—i Pan Alfred Gałecki powrócił
w tych dniach do Detroit i obej
mie posadę menażera ofisu Singer
kompanii przy Woodward ave.
Jak wiadomo, p. G. przez firmę
Singer wysłany został do Chicago
w celu objęcia tam jednego z ofi
sów, lecz że mu się Chicago nad
zwyczaj nie podobało, prosił kom
panię, aby ta przetranslokowała
go z powrotem do Detroit, ta też
do prośby jego nietylko że się
przychyliła, ale w dowód, że ceni
go, zamianuje go menażerem naj
większego ofisu w mieście.
— Przed sędzią Hosmer stanęli
Kroi Waśko czy też Wąski, z żo
ną Franciszką, żądając rozwodu.
Waśkowie mają po 45 lat, mają
siedmioro dzieci i od czterech lat
nie mieszkają razem.
Waśko jest protestantem, a żo
na jest katolicką, a ta religijna ró-.
żnica stała się powodem nieporo
zumień domowych. Mąż "bowiem
chce aby dzieci były chowane w
religii protestanckiej, żona zaś, a
by były chowane w religii katolic
kiej.
Kozwodu^ żądał Wąsko, zona
nietylko, że rozwodu nie chce, ale
oświadcza nawet gotowość do po
życia małżeńskiego. Twierdzi ona
— i słusznie, że religia jej nie po
zwala na rozwód.
Sędzia Hosmer wysłuchawszy
wywodów, oznajmił mężowi, że
różnica religijna co do wychowa
nia dzieci nie może być powodem
do rozwodu i sprawę wyrzucił z
sądu.
— Wyrokiem sądowym przy
znano Marcie Urbanowiczowej
donu mieslzkalny należący przed
tem do Urbanowicza, męża jej,
skazanego do więzienia za mor
derstwo polieyanta Cummings.
Urbanowicz, zanim został ska
zany, przepisał dom swój pn. 78
iprzy St. Joseph ul., na swego bra
ta Antoniego, ale żona zaprotesto
wała i wyjęła zakaz sądowy, za
braniający Antoniemu Urbanowi
czowi wejścia w posiadanie domu.
Sędzia potwierdził zakaz.
Urbanowicz zabił policyanta
Cummings, gdy ten przyszedł we
zwany przez żonę, aby go uspo
koić, za co został skazany na 10
lat więzienia.
— Z Jackson nadeszła wiado
mość, że w tamtejszem więzienia
stanowem zmarł skazaniec nT.f
7763, który to numer zdobił
piersi Polaka, Maksa Ziętka, ska
zanego za morderstwo. Umarł
na słabość serca.
Ziętek został skazany do wię
zienia na 15 la,t za uwodnione
mu morderstwo dokonane na Ka
rolu Brockim, wrzekomo za zale
canie się do żony. Wina tej^zbro
dni spada na tych, którzy świado
mie czy bezwiednie i tak zazdro
sną i podejrzliwą naturę Ziętka
jątrzyli.
Został on skazany w roku 1901,
2. .go czeiwca. Starano się o uła
skawienie jego, ale nie było komu
poprzeć sprawy należycie przed
komisyą. Ziętek był- chory.'Gdy
w poniedziałek stróż zbliżył się
do-jego celi, znalazł zimnego tru
pa.
Ziętek miał lat około 59 i był
dobrze znany na Polsce po wscho
dniej stronie miasta.
Zwłoki pochowano z kościoła
św. Stanisława w czwartek.
— Poszukiwany jest Ant. Fi
zema, który ma przebywać w De
troit. Poszukuje go jego siostra
M. Rydzińska, zam. pn. 520 przy
<iszej ave., w Elizabeth, N. J.
Niedawno zmarła matka Fize
my, pozostawiająca spadek do
podziału. Siostra, nie ćhcąć s?a
garnąć wszystkiego, poszukuje
brata i z pewnością długo czekać
nie będzie potrzebowała.
— Niektóre .panienki nie posia
dają się z radości, gdy mogą
wyjść za mąż, mniejsza za kogo,
drugie zaś gotowe oddać by od
dać wszystko, byleby tego uni
knąć. Do ostatnich należy i A
gnieszka Kisepek, 19 letnia dzie
wczyna.
Agnieszka pracowała w je
dnym hotelu w Wheeling, W.
V., z niejakim Janem Zaremb
skim. Jasiek zakochał się w A
gnieszce po uszy i oświaczył jej,
że musi wyjść za niego, bo on ją
kocha, a tu takie prawo, że gdy
chłopak kocha, to pannie opierać
się nie wolno.
Dziewczyna przeraziła się
niemało i na drugi dzień oparła
się aż w Detroit u brata swego,
zam. pn. 45 przy 30 ulicy. Tu po
wziedziano Agnieszcze, że żadne
prawo nie może jej zmusić do za
mążpójścia.
Dziewczę teraz nie posiada się
z radości, a Zarembski opłakuje
stratę.
A
Z Auburn, N. Y.
Z Auburn, N. Y., piszą do "Na
rodu Polskiego":
Wiele jest w różnych gazetach
wiadomości z różnych okolic, ale
naszego Auburn prawie nigdy nic
niema. Dlatego choć raz posta
nowiłem coś o nas napisać, do
organu naszego "Narodu Polskie
go". Jak już nie raz pisałem, ist
nieje tu Tow. św. Jana Chrzcicie
la, nr. 205, należące do naszego
Zjednoczenia, które pracuje dla
dobra społeczeństwa i ludu pol
skiego w Auburn ile tylko może.
•W roku' 1904 kiedyśmy to księ
dza Polaka nic mieli, Tow. to
zwołało parę razy zebrania ludu,
aby się wspólnie naradzić, jakby
się rychło postarać o księdza. Po
ciężkich trudach wybraliśmy de
legatów do ks. Biskupa w Roche
ster, N. Y., i który wysłuchał na
szych próśb i obiecał zaraz księ
dza nam posłać, ale to się zwleka
ło aż do 29go czerwca br., kiedy
to przysłano nam księdza Stani
sława Szupę, który został dopie
ro co wyświęcony. Nasz lud bar
dzo niecierpliwie go oczekiwał,
to też teraz nieopisana radośd
wśród nas panuje, kiedy wśró<t
nas osiadł na stałe. Zaraz na
wstępie nasz ksiądz zapowiedział,
że pójdzie po kolekcie na kościół
i nie żałował trudu, lecz co dzień
odwiedzał polskie familie, i co kto
dał, to ogłosił.
Z miejscem pod kościół mieli
śmy kłopot, bo prawie każdy
chciał mieć kościół przy swoim
domu, a tu potrzeba było wybrać
tak, aby wszystkim był w dogo
dności. Dnia 30 lipca przyjechał
wiel. ks. Biskup z Rochester, N.
Y., do poświęcenia szkoły w nie
mieckiej parafii i wtedy nasz
ksiądz plroboszcz rozkazał, aby
Polacy przybyli na poświcenie to,
by po ceremonii mówić w spra
wie naszej z Biskupem. Na tern
zgromadzeniu ks. Biskup oświad
czył, że cieszy się, że tak licznie
grono Polaków przed sobą widzi
i chce nam zadość uczynić, o co
go prosić będziemy. Więc ks.
proboszcz w imieniu ludu nasze
go odpowiedział, że nic więcej
nie chcemy, tylko aby w
tem miejscu kościół pozwolił nam
budować, gdzie sobie już lud wy
brał. Ks. Biskup wreszcie się
zgodził i przyobiecał miejsce zo
baczyć.
, Smutno nam na razie że nasz
ksiądz i my wszyscy musimy być
komornikami, tj. mieścić się w
parafii niemieckiej, ale i za to
niech będą dzięki Wiel. ks. Re
genbogenowi i niemieckiej para
fii, że choć co niedzielę możemy
wysłuchać swego nabożeństwa,
aby że tylko godzinę czasu ma
my, więc nasz ksiądz nie może
kazania wygłosić, czego bardzo
żałujemy.
Na koniec proszę Braci i Sio
stry w Auburn, niech się slarają
naszemu nowemu ks. proboszczo
wi życie umilić, bośmy długo na
niego czekali. Proszę też, wstę
pujcie do naszego Towarzystwa i
do naszego Zjednoczenia, bo to
najlepsza instytucya nasza, a w;te
dy lepszą będzie miłość i zgo
da i prędzej przyjdziemy do wła
snego kokióła.

xml | txt