OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, September 08, 1905, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1905-09-08/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for 2

r'~
KASZA MŁODZIEŻ.
• Pod powyższym nagłówkiem
• inajdujemy w „Narodtie Pol
skim" następujący artykuł:
W niedalekiej przyszłości na
sza społeczeństwo polskie w Chi
cago powita delegatów zamiej
scowych^ i tutejszych zebranych
i na obrady sejmowe jednej z naj
starszych organizacyi polsko - a
• mery kańskich — Zjednoczenia
? Pol.'Rzym. Katolickiego. Prasa
•żajnitije się już od kiłku miesięcy
itya sejmem, który dla -samejże
organizacyi i dla społeczeństwa
winien przynieść mnogie korzy
ści. Pomiędzy licznymi wnioska
mi, nadchodzącymi do redakcyi
„Narodu Polskiego" nie uszedł
zapewne niczyjej uwagi wniosek
To w. św» Jacka w Chicago doty
czący zapomogi, a raczej stałej
pomocy pieniężnej na cele oświa
ty, którą w przyszłości ma roz
porządzać Zjednoczenie z fundu
szów zebranych z opodatkowania
, rocznego członków kwotą 25 ct.
Wniosek to przepiękny i zasłu
gujący na jednogłośne poparcie i
uznanie, nie ulega też żadnej wąt
pliwości, że przez wszystkich de
legatów zastanie uznanym i po
partym jako projekt doniosłej
wagi, jako apel do czynu społe
cznego.
•Od wielu lat żywo interesuje
my się naszemi szkołami, ocenia
my je podług naszych zapatry.
wań i poglądów, oraz zajmujemy
się osobiście tą młodzieżą, czer
piącą wiedzę w języku ojczystym
w naszych polskich szkołach. Je
steśmy przekonani, że nauka mo
że tylko wówczas wydać rezulta
ty dodatnie, gdy dusza ucznia
jest czystą i nieskalaną; i to
czystą i nieskalaną nie tylko pod
względem etycznym, ale i przez
t0, gdy pozostanie wolną od na
miętności politycznych, stra*
szniejszych w skutkach od wszy
stkich ihnyćh, szkołę zatem chce
my mieć szkołą, a nie areną poli
tyczny, na czyjąkolwiekby ona
miała obrócić się korzyść. Wy
chowanie pragniemy oprzeć na
silnych, żywych podstawach reli
gijnych, na wpojeniu w jeste
stwo uczucia zasad porządku i
ładu, wierzymy dalej silnie, że i
deałami młodzieży są i pozosta
ną ideały narodowe podane przez
rodziców i przewodników naro
dowych, chcemy przeto także
mieć naszą szkołę — szkołę kato
licką — polską, pragniemy stwo
rzyć dla niej atmosferę, w której
żyjąc, młódź' oddychałaby tylko
wiarą i polskością. Domagamy
się w końcu, aby temu wielkiemu
i szczytnemu zadaniu nauczycie
le poświęcili wszystkie swoje si
ły, aby w jego spełnieniu widzieli
całą swoją ambicyę i dumę.
Taki program zajmuje umysł
'rierowriyków, więc sło
źnajdą z pewnością uznanie i po
klask między delegatami sejmo
wymi. Mamy po wszystkich na
szych parafiach i osadach szkoły
własne, są miejscowości, że nasi
współrotacy dają ostatni grosz
na to ,by młode swe pokolenie u
ratować przed nawałą ameryka
nizmu, jest dużo, a nawet bardzo
dużo jiobrej na tem polu działal
ności.
polska —- katolicka
Jednak co się dzieje z młodzie
ży polską, wyszłą ze szkół tych
po trzynastym, czternastym roku
czyli po przystąpieniu do pierw
szej Komunii świętej? Chwila ta,
to moment przełomowy w życiu
młodej duszy, nie znający tru
dności i odpowiedzialności ży
ciowy cli. Większość idzie do pra
cy, stara się, pracą fizyczną zape
wnić sobie jaką taką przyszłość.
A inni, i tych też sporo — tym
trzeba dać dalsze wychowanie i
wykształcenie oparte na religii !
katolickiej^ przedewszystkiem te
raz, gdy młodzieży grożą niebez
pieczeństwa z zewnątrz. Młodzież
trzeba uczyć — dobrze uczyć.
Młodzież w każdem społeczeń
stwie twofzy środowisko, w któ*
renj hajłatwięj odróżnię się dają
przymioty i wady zespóługĄika
aiijb się one w mćj' w casj^ja
»Jc*#*0Śęi barw wyraźhych, wy
HIB* ^
i e=U|
łączającycft odcienie pośrednie,
nibyi kolory słonecznych promie
ni, łamiących się w pryzmacie.
Młodość jest wiekiem najsroż
: szych i najgwałtowniejszych
walk i boleści, bo młodzi urażają
sobie serca codziennie przy zet
knięciu się z życiem, a im tar.
dziej świat się oddala od ścieżek
normalnych, tem dolegliwie]
brzemię jego spada na ramiona
młcdych.
Żyjemy w epoce, w której na
leży szukać pola do wspólne)
pracy, by się umacniać wzajem
nie i iść ręka w rękę ku przyszło
ści, a przedewszystkiem powin
niśmy wszyscy, tak wodze jak
kołnierze szanować naszą religię
katolicką, którą wyznajemy, ona
niech między nami wzrasta i sze
rzy się jak najdalej! Gdy patrzy
my na skromny budynek szkolny,
na jego dach, ściany, ławki, ta
blice, na pracę cierpliwą i milczą
cą wychowawców i uczjijów, pa
trzymy na to wszystko jako na
rzecz niesłychanie ważną; a zno
wu z drugiej strony, skoro widzi
my i pojmujemy cierpienia, które
dręczą nasz naród, namiętności
zasiewające wśTód niego niezgOr
dę, przesilenia, jakie przechodzi i
wszystko to, co przejmuje obawą
każdego, kto kocha lud swój i
ludzkość całą, wtedy jedną z na
szych pociech, nadziei, niech bę
dzie szkoła polska — katolicka.
Obowiązkiem świętym rodziców
polskich jest posyłać do niej dzie
ci w ich niewinnym, młodocia
nym wieku, by tam, w szkole,
kształtować w głębi istoty dzie
cka ten fundament trwały i wszy
stkim wspólny, który nazawsze
zostanie drogiem wspomnieniem,
wtedy nawet, gdy drogi nam się
rozejdą, a myśl podąży ku od
miennym horyzontom.
mir i fłnirmr tr»OT» ViV
- j — - - o ;
każdy młody człowiek był zdol
nym odczuć w życiu stan zepsu
cia, nędzy w jaką Wpadają istoty
0 sercu miękkiem, które niezno
szą żadnego rygoru, nie umieją
sobie niczego odmówić, ani się o
przeć niczemu i ulegają pierwsze
mu lepszemu popędowi, żądzy,
namiętności, zachciance chwilo
wej, wpływom, kaprysom, zrzą
dzeniu wypadków,'wreszcie woli
obcej. Dążmy do tego, by mło
dzi uznali, dostrzegli przepaść
sromoty, w którą własnym błę
dem wpaść mogą i poczuli pra
gnienie odmiennego życia.
Jak to miło patrzeć na dziecko
żywe, przedsiębiorcze, znoszące
mężnie ból życiowy; podobną ra
dością przejmuje widok mło
dzieńca, który pragnie nie tchó
rzyć przed niczem, z wyjątkiem
podłości. Taki napewno za pomo
cą karności ziści swe szlachetne
dążenia i nie pogardzi mniejszy
mi śirodkami, od których zawsze
należy zaczynać, wierząc, że e
nergia i inteligencya Wymagają
kształcenia.
Ojcowie i matki, jakiekolwiek
jest położenie wasze, jakikolwiek
zawód, zachowajcie najlepszą
cząstkę waszej istoty dla rodziny.
Wierzcie, że zaniedbując ją, za
niedbujecie to, co jest podstawą
1 główną zasadą życiową. Dajcie
swej rodzinie, swym dzieciom
wychowanie oparte na miłości
Boga i Ojczyzny. W szkole na
szej, własnej, polskiej upatrujcie
tę twierdzę niezdobytą naszej
wiary i naszego ojczystego języ
ka.
, Więc w chwili przedsejmowej,
Szanowni Delegaci, którzy poj
mujecie doniosłość i ważność
wieku młodocianego, zastanów
cie się nad tą młodzieżą, nad wa
9żą przyszłością i całą nadzieją
narodu, którą jest przecie mło
dzież. Wielu młodych ludzi gar
nie się do szkoły polskiej, pragnie
źdóbyć w życiu stanowisko, zdol
ności między naszymi młodzień
cami pełno, a tu brak funduszów
stoi nauce ntf przeszkodzie* By
temu zaradzić, pojedyńcze To
warzystwa na posiedzeniach swo
ich przedsejmowych stawiają
wnioski, aby dopomódz tej mło
dzieży polskiej czynnie, by się
rfjfr należycie zająć. Przyłączmy
się* i my, którzy udział'brać bę
r
dziethy w naradach sejmowych
do tego przepięknego wniosku,
głosując wszyscy za podatkiem
rocznym w sumie 25 centów, z
którego stworzy się fundusz na
wyższą oświatę młodzieży pol
skiej w Ameryce, a skutkf 'tego
wniosku będą nieocenione w na
stępstwach dla całego ogółu pol
skiego w Ameryce.
Ks. Władysław Zapala, C. R.
wicerektor Kolegium św. Stani
sława Kostki w Chicago, Ul.
— o
"Marsz Marsz na wały
Z doroślej szym mały'
Choć nie duże chłopy,
Możem wznieść okopy."
(Z pieśni dzieci wrszawskich.)
CHŁOPCY ŻOŁNIERZE;
PUŁKI DZIECI POLSKICH;
POŻYTEK KADRÓW WOJ
SKOWYCH.
Wiadomo wszystkim, że szko
ły amerykańskie, życie tutejsze,
a mianowicie też przykład star
szych nie wpływają dodatnio na
wychowanie i zachowanie się
naszej młodzieży męskiej. W Oj
czyźnie naszej przykład rodziców
i publiczności całej, powaga nau
czycieli w szkole, a wreszcie prze
pisy bezpieczeństwa i porządku
publicznego, przestrzeganie ści
śle, przez policyę energiczną,
sprężystą i karną, zachowanie się
przyzwoite na ulicy pośród dzie
ci i młodzieży szkolnej, za sobą
pociągają. Następnie młodzież
męska zmuszona poddać się ry
gorowi służby wojskowej, wyno
si z niej zamiłowanie do porząd
ku, czystości, punktualności, kar
ności i oddawania szacunku
wszystkim, którym szacunek od
dać należy. -
Mieszkam w polskiej dzielnicy
miasta Chicago i z bólem serca
patrzę na dzikość, niesforność' i
brak najprostszego nawet poczu
cia delikatności u chłopców na
szych, wałęsających się na ulicy
i na ulicy każdą wolną chwilę cza
su spędzających.
Jeżeli nawet w dobrej myśli,
fagodnie' jakiemu chłopcu uwagę
na niestosowność czegoś się
zwróci, to w tej chwili z ust je
go wyleci grad obelg i prze
kleństw najgorszego i najniższe
go rodzaju, jakichby się i ostatni
nie powstydził szubrawiec.
Patrzyłem na to, jak na jakie
już 6 tygodni przed dniem 4go
lipca ulice napełniały się codzien
nie hukiem, eksplozyami i <Jy
mem bomb dziecinnych i puka
wek rozmaitego rodzaju ,kosztu
jących tyle pieniędzy marnie roz
trwonionych, a przynoszących z
sobą tyle nieszczęść, przypadków
i zdziczenie.
Patrzałem na to, jak przed ko
ściołem polskim w niedzielę i dni
powszednie w czasie Najśw. O
fiary, bez najmniejszego względu
na mszę św. i publiczność w ko
ściele żebraną, rozpasana dziat
wa, piekielny huk wyprawiała, a
nikt się nie znalazł, z obawy
przed przekleństwami, by jej u
wagę na brak poszanowania Do
mu Bożego zwrócić.
Czy z takiej dziatwy można
ślę spodziewać pociechy i przy
szłości ?
Nie! Stanowczo nie. Na dowód
niechaj posłużą więzienia, dla
nieletnich przestępców, przepeł
niohe chłopcami polskimi.
Czy jest śposób na to? Jest! I
z łatwością, mógłby z doskona
łym skutkiem do naszych zostać
zastosowany warunkówk
Rzym, miasto wieczne, miasto
Cezarów i Papieży, a obecnie
Stolica Papieży i Włoch Zjedno
czonych, miał do niedawna tłu
my uliczników i łobuzów naj
gorszego rodzaju na ulicach swo
ich nie wiedział, jak sobie z tym
materyałem nieokiełzanym, t
którego zbrodnia i występek wy
rastały, począć. * -
At ktoś wpadł ha myśl szczę
śliwą, aby ż tych dzieci, wałęsa
jących się bez celu i bez zajęcia
po ulicach miasta, rozprózniaczo
nyeh i rozleniwionych, oddanych
tylko psotom, żebraninie i złe
mu, aby z tyth lariip^rtów ulłci
nych stworzyć w chwilach wol
j nych czasu zbierającć śię wojsko.
» dziecinne. ^ r
| I ojyśl) poczciwie rzucona, pa
dła na grunt podatny i w rezuł^
tatach W^da^Ć . wnet zaczęły
skutki po- prostu zadziwiające, ri
mi&m - v ,
Jak u młodzieży naszej męskiej
tak też i u rzymskiej znachodii
my upodobanie do munduru, do
broni, do trąbki wojskowej, do
muzyki wojskowej, do mustry
wojskowej, do sztandaru falują-"
cego w powietrzu, do popisów
publicznych, do parad, jednemr
słowem do tego czegoś, co we
krwi ludzkiej leży,, a żyłką żoł
nierską się nazywa.
Osiągnięto prawie bez trudu
żadnego dwa wielkie cele.
Jeden, że pozbyto się z ulicy
dzieci rozpróżniaczonych, że ze
brano je pod komendą wytraw
nych ludzi wojskowych, którzy
od maleńkości zaprawiają je do
ćwiczeń wojskowych, fizycznie
hartują i rozwijają, a równocze
śnie też uczą porządku, karności,
subordynacyi czyli posłuszeń
Jl W CX,
Drugi cel, jaki tym sposobem
osiągnięto, to gotowa podrastają
ca milicya, która z. czasem wyru
gować i zastąpić potrafi obecny
system wojskowy armii stoją
cych i pogotowia wojennego,
rujnujący finansowo państwa i
narody Europy.
Dzieci rzymskie przepędzają
czas wolny od nauki szkolnej na
mustrze, marszach i ćwiczeniach
ciała. Kadry wojskowe dzieci
rzymskich nazywają "małymi
Bersaglieri." Kiedy muzyka woj
skowa zwiastuje mieszkańcom
Rzymu, że po skończonych ćwi
czeniach lub po marszu dłuż
szym dzieci rzymskie do miasta
powracają, wtedy okna wszyst
kie i balkony napełniają się naj
wykwintniejszą publicznością,
która malcom i młodzieży masze
rującej dumnie pod trzepiącemi
się sztandarami, nie szczędzi o
znak swego zadowolenia, unie
sienia, uzftania.
Jeżeli gdzieindziej problem ten j
rozwiązano szczęśliwie, to dałby
się on i u nas rozwiązać doskona
le. Pożytek z tego bezpośredni i
pośredni byłby ogromny. Na bez
pośredni wskazałem już wyżej.
Pośrednim pożytkiem byłaby na- |
tychmiastowa cześć, na jakąby
śmy sobie u Amerykanów za
skarbili, żeśmy pierwsi z wszyst
kich na rzecz tak piękną i wspa
niałą się zdobyli, od maleńkości
dzieci nasze na obrońców Sta
nów Zjednoczonych zaprawiając.
Że cała taka organizacya "puł
ków dzieci" czystym polskim pa
tryotyzmem podyktowaną i pod
szytą być powinna, to rzecz na
turalna i konieczna.
Kwestya mundurków, Sźabe
lek, karabinków itd., byłaby dro
bną, gdy się pod uwagę weźmie
większą przeciętną zamożność
nasżej tu osiadłej ludności od lu
dności włoskiej. Wreszcie środki
na to daćby musiało obcięte pi
jaństwo i niewydane grosze na
niemądre bomby na dzień Czwar
tego Lipca. Instruktorów i do
wódzców dostarczyć powinny to
warzystwa wojskowe polskie pa
rafialne, Związek Sokołów, a
wreszcie milłtya amerykańska i
wojsko regularne Stanów Zjed
noczonych.
Należałoby dla wywołania e
mulacyi i podniesienia ambicyi
zaprowadzić i nietylko stopnio
we posuwanie się naprzód W ran
dze, ale też nagrody we formie
publicznych pochwał, złotych,
srebrnych, brązowych medali itp.
Rzucam tę myśl w nadziei, że
może ją która z organizacyi na
szych większych pochwycić i po
przeć zechce, tak samo, jak Wie
lebne duchowieństwo nasze, sto
jące na czele organizacyi parafial
nych.
Marsz, Marsz Polacy
Do tej pięknej pracy 1
Za Bożym przewodem
Będziemy narodem!
ChicagOj dnia 31 sierpnia, 1905
roku.
Modest Maryański.
—o
Z Toledo, O.
(Korespondencya "Dr. Chic.H)
— Administratorem posiadło
ści pozostałej po Janie Surda
, czewskim z Antoniowa, o które- !
go samobójstwie donosiliśmy w
I ubiegłym tygodniu, zaznaczony
został adwokat F. C. Sćhaal. Po
siadłość składa się z domu i loty
pod. no. 1515 przy Belmona ave.
a obejmie takową żona Surda
czewskiego: Ob. Antoni Szyper
ski naznaczony jest administra
torem posiadłości pó Wojciechu
•imri # y ci cuy
Szyperskim, zmarłym w; parafii
€w. Jadwig,'. %t.v
— Maryan Zawacki zaskarzył
Jabóba Pakulskiego zamieszka
nego przy ulicy Mettler, o zwrot
$21, którą to sumę Pakulski już
dawno pażyczył, a dotąd, zapo
mniał oddać. Firma Toledo Flour
& Feed Co., skarży Franciszka
Zawodnego o sumę $6.20 za
towar kupiony i jeszcze nie za
płacony. B. J. Janiszewski, pro
wadzący, skład żelaztwa na Ja
dwigowie, skarży Kazimierza
Woźniak o sumę $15.06 za to
war kupiony.
— O rabunku popełnionym na
ks. B. Rosińskim, prób. parafii
św. Stanisława w Cleveland, sze
roko rozpisują się pisma angiel
skie, lecz żadne z tych, pomimo
ścisłego śledztwa zaprowadzone
go w tej sprawie, nie znalazło
przyczyny zarzucania księdzu
złego zamiaru w odbytej wizycie
do dęmu wrzekomo chorej ko
biety lub najmniejszego dowodu
na potwierdzenie wytłomaczenia i
osób oskarżonych o napad i o
kradzenie ks. Kosińskiego. Parę
tylko pism polskich, które rzec
śmiało można, nie posiadały wca- I
le bliższej wiadomości o tym
sensacyjnym wypadku, już z
góry bez żadnego usprawiedli
wienia osądziło ks. R. i obrzuca
go oszczerstwami, które wprost
pachną kryminałem. Że ks. R.
po dwa razy wołany był telefo
nem do wrzekomo chorej Janiny I
Ozjeńskiej, na to są dowody,
które jako niezbite przyjmie na
wet najzaciętszy nieprzyjaciel I
księdza. Że był on więziony przez
jeden dzień i noc w celu rabun
ku, o tem również każdy jest
przekonany. A że zbrodniarze I
już przed kilku tygodniami ukła- I
dali spisek na ks. Rosińskiego, to
także wykaże się w sądzie. Dzi- I
siaj grożą zemstą ks. Rosińskie
mu przyjaciele oskarżonych i I
zachowanie ich jest tak despe
rackie, że bliżsi znajomi księdza
mają obawę o jego bezpieczeń
stwo. Obaj Czechowscy, Tu
szyński i Ozieńska są członkami I
zboru niezależnego upadłego Ro
maszewskiego i w rezlutacie cały I
zbór w połączeniu ze spiskowca- I
mi przysięga odwet kapłanowi. I
Ks. Rosiński, nieustraszony gro
źbami będzie ścigał sądownie I
notoryczną czwórkę. Tuszyński I
i L. Czewski, po wstawieniu bez- I
wartościowej kaucyi ulotnili się. I
Za parę dni jednak znowu dosta
li się w ręce policyi i nie uwol- I
, niono ich, dopóki poręczenie nie
okazało się dostatecznem. Gdy
to piszemy, Ozieńska i młodszy I
Czechowski jeszcze siedzą w wię
zieniu, gdyż dotąd nikt nie
chciał stawić za nich poręczenia.
W ostatnich dniach pewni przy
jaciele spiskowców odwiedzili I
ks. Rosińskiego i żądali, aby wy- I
cofał skargę przeciw zbrodnia
rzom. Gdy jednak tego odmówił,
odgrażali się księdzu srogą zem
stą. Jedna z angielskich gazet w
Cleveland, pisząc o tej sprawie
w artykule redakcyjnym, dodaje:
"Nie przyszło jeszcze do termi- I
nu osób oskarżonych,lecz nie ffli
wątpliwości, Łt k9. Rosiński nie
będzie miał trudności odeprzeć
insynuacye uczynione mu przez
spiskowców. Znane nam fakta
sprawy już same dzisiaj .to u* I
czyniły. Jego natychmiastowe
zawiadomienie policyi, ucieczka I
kryminalistów z miasta, gdy wy
puszczeni zostali za .bezwarto- I
ściowem poręceniem i groźby
zemsty czynione ks. Rosińskie- I
mu,jeżeli nie wycofa skargi prze
ciw spiskowcom, już same po
twierdzają opowiadanie księdza, I
który zupełnie zdenerwowany
swojem okropnem doświadcze
niem, oświadczył się za ściga
niem kryminalistów do ostatniej
litery prawa. A miejmy nadzieję,
że prawo ukarze ich przykładnie,
Powołanie księdza i jego obo
wiązki kapłańskie czynią go nad
zwyczaj łatwą ofiarą w spiskach
podobnych. Dlatego też, krymi
nalista, który korzysta z powo
łania księdza, aieby pod pretek
stem obowiązku wciągnąć go w
niebezpieczeństwo, jest tak nie
wymownie nikczemnym, źe na
wet sądząc go według kodeksu |
honorowego praktykowanego
między złodziejami, nie zasługuje
on na litość *>rzy wyznaczaniu
mu kąry." ^r,7/ ... . pf*"-«-ł
. — Ob. P. Szelążkiewica, jeden
z tutejszyciuszynkarzy ł były
wice-cenzpr Związku Nąr. Pol
skiego, i najął - czterech- konstfr
blów, i>y. ze»swego domu wyrzu
cić nieszczęśliwy rodzinę Karoli
Jańczak. Żoną Jańczaka cierpi na
umyśle, ale ponieważ tylko chwi
lami popada w obłąkanie, nie
chciano jej trzymać w szpitalu.
Jańczak sam choruje od kilku
lat, a mając liczną rodzinę, nie
może zawsze na czas zapłacić
swych długów.
— Komisya spraw publicz
nych postanowiła wydać kontra
kty na brukowanie ulicy Mettler
od Lagrange do Cherry i ul.
Dexter od Lagrange do Elm.
Prace będą rozpoczęte z nadej
ściem przyszłej wiosny. Pierw
sze to ulice na Jadwigowie, o
prócz ul. Lagrange, które zosta
ną brukowane.
— W lejami żelaza na East
Toledo, przygnieciony został do
filaru przez wóz żelazny, polski
robotnik nazwiskiem Aleksander
Koczorawski, zamieszkały na
Jadwigowie. Odniósł on ciężkie
uszkodzenia wewnętrzne.
— Sprawa Franciszka Jaku
bowskiego, osadzonego na 15 lat
więzienia za rozbijanie i rabowa
nie wagonów kolejowych, jesz
cze nie została rozstrzygnięta. W
przeszłym tygodniu adwokat Ja
kubowskiego odebrał od niego
wiadomość, że Geo. Atwill, ska
zany na 10 lat i na mocy świa
dectwa którego Jakubowski u
znany był winnym, chce uczynić
zeznanie zupełnie oczyszczające
tego ostatniego z zarzutu rabun
ku. Adwokat pojechał do Colum
bus i Atwill w rzeczywistości
pod przysięgą > opowiedział, że
nie Jakubowski lecz on sam roz
bijał wagony i później towary
skradzione sprzedawał, a w są
dzie dlatego obwinił Polaka, bo
mu prokurator przyrzekł lekką
karę. Kiedy za parę dni wysłano
nowe zeznanie Atwilla, odbite
maszynką, dla jego podpisu od
mówił on swego potwierdzenia.
Teraz tłómaczył się, ze prokura
tor może go ścigać za krzywo
przysięstwo, więc nie chce ścią
gać na siebie podwójnej kary.
Adwokat Jakubowskiego jesz
cze nie zaprzestał swych starań
aby swego klienta z więzienia
uwolnić. \
— Między registratorami na
znaczonymi przez komisyę elek
cyjną, są następujący Pólacy: W
Trzeciej wardzie, L. Frankowski
ze strony republikańskiej, a J.
Habel ze strony demokratycznej;
W ósmej wardzie, P. Olejownik
ze strony demokratycznej; W 0
dziewiątej wardzie, P. Bykowstyi
ze strony republikańskiej, a i.
Jasiński, F. Jasiński, T. Jasiński
i R. Nowicki, ze strony demokr
tycznej.
\
— Nadzwyczaj wielka liczba
rodaków z Detroit korzystała z
wycieczki w ubiegłą niedzielę, a
by odwiedzić nasze miasto, a głó
wnie tutejsze Antoniowo. Pociąg
przybył o godzinie 10 rano i za
trzymał się na Dorr ulicy, gdzie
na spotkanie gości wyszli Ułani
św. Kazimierza z kapelą na cze
le i Rycerze Stefana Batorego z
Jadwigowa. Wszyscy udali się
do kościoła św. Antoniego, aby
wysłuchać mszę św. którą cele
brował Wiel. ks. Suplicki, a po
nabożeństwie, raczono gości o
biadem zastawionym w basemen
cie budynku szkolnego. Po połu
dniu towarzystwa wojskowe ze
brały się na placu kolei Lake
Shore przy Junction avenue, i tu
taj miała miejsce musztra. Pó
źniej nasi żołnierze znowu przy
byli do szkoły i następnie kilka
godzin spędzono na towarzyskiej
pogadance..
— Jan Dzikowski, utrzymują
cy szynk przy Junction ave., zo
stał aresztowany i skażany na
zapłacenie $25 kary, za sprzeda
wanie trunków w niedzielę.
— Jan Wasikńli 1284 1234 12
— Jan Waliński skazany zo
stał na dziesięć dhi do domu ro
bocźego. Policy a znalazła w je
go posiadaniu cudzy kotowiec, •
gdy nie mógł udowodnić, źe pra
wnie został nabywcą tegoż, do
stał się do aresztu. Policyant ze
znał, źe Waliński ofifttował mu
$2.75 by tylko nie zabierał go do
więzienia.
j nm ■ vi o ui
j v, DZIENNJK. CHlOAGOŁKi iitu
jrtąle wschodzi p

xml | txt