OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, October 10, 1913, Image 5

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1913-10-10/ed-1/seq-5/

What is OCR?


Thumbnail for 5

Życie dla Ojczyzny.
, _ _ ·" · (Ciąg dalszy).
Do tej odezwy była dołączona inna pod taż
samą datą. przez „zgromadzenie obywateli kra
kowskich" podpisana. Staś, czytając te drugą ode
zwę. na jeden zwłaszcza jej punkt pilną uwagę
zwracał, ów punkt brzmiał:
„Wszyscy obywatele, od 18 do 27 roku wie
ku, z wyjątkiem słabych i ułomnych, powinni się na
wezwanie Najwyższego Naczelnika stawić do
wojska."
Od osiemnastego roku... A on właśnie zaczy
nał rok osiemnasty!
Dotąd go nie wzywano — może dla tego, że
był synem kasztelana, albo — że przebywał w mu
rach konwiktu, więc uchodzić mógł za ćwiczącego
się dopiero w naukach młodzieniaszka. Ostatni
powód byłby tylko pozornym, gdyż Staś cały kurs
nauk ukończył, a tylko wola ojca i jego szczegól
ne wyrachowanie trzymały go jeszcze w stolicy.
Kasztelan chciał mieć syna w* bliskości głównego
teatru ważnych politycznych wypadków, jakie się
w kraju odgrywały.
Dotąd go nie wezwano — na pierwsze wszak
że wezwanie poszedłby, poleciał... O zezwoleniu
oica nic wątpił. Wszakże kasztelan wyraźnie o
świadczył, że dla Ojczyzny, gotów zawsze poświę
cić wszystko, co ma najdroższego, że obowiązkiem
jest dobrego obywatela oddać za kraj krew i
życie.
A gdyby nie otrzymał wezwania, to co? ł'o
biegłby do Kościuszki i rzeki :
— Jenerale! Mam lat prawie osiemnaście, je
stem zdrowy, znam fechtunek, na koniu jeżdżę nie
gorzej od dobrego kawalerzystv. strzelam o zakład
do celu i posiadam dość pieniędzy, aby obywać się
bez żołdu Przymij mnie choćby za prostego
szeregowca !
Zapał chłopca podniecały listy, otrzymywane
od starszego brata. Z tych listów wiedział, że
Szczęsny znajduje się przy boku Kościuszki, z któ
rym razem przybył do Krakowa w nocy z 23 na
24 marca.
Brat opisywał Stasiowi szczegółowo: jak entu
zyastycznie został przyjęty jego ukochany wódz
przez przedstawicieli narodu; jak mu kwiaty pod
stopy rzucaino; jak najwyższą władzę w jego rę
ce złożono; jak na Rynku krakowskim, wobec nie
zliczonych tłumów, przysięgę składał na wierność
narodowi...
Jeden z listów był pisany nazajutrz po zwy
cięstwie pod Racławicami. Czytali go wszyscy
koledzy Stasia, czytali wszyscy nauczyciele — za
niesiono go w koticu księdzu rektorowi, który już
wszakże skądinąd o tym fakcie wiedział.
Otucha wstępowała we wszystkich. -Patryoci
rozchmurzali posępne dotąd oblicza. Wnbpiący za
czynali nawracać się: nieprzychylni sprawie uczu
wali wyrzuty sumienia. Kobiety, porwane oddziel
ną, wystosowaną do nich odezwą Kościuszki („oz
dobo rodzaju ludzkiego! płci piękna!"). zagrze
wały do męstwa mężów, braci, narzeczonych. Mło
dzież kipiała.. ..
.Następny ust :>zczę>ncgu uuiwa.i, ---
Warszawie"... Melodyą anielskich chórów dzwo
niła ta wieść w uszach każdego warszawianina. Nie
z innem uczuciem w domu umierającego słyszą, że
nadchodzi lekarz-cudotwórca.
Ale pochód do stolicy nie był łatwy. De facto
znajdowała się ona w rękach rosyjskich. Kraj też
cały był zalany przez wojska imperatorowej. Jene
rałowie: Denisów. Rachmanow. Tormansow stali
w pogotowiu z silnymi korpusami. Jenerał Chru
szczow. z piechotą i konnicą, śpieszył połączyć się
z wkraczającymi do Polski prusakami, a zarazrcm
przeciąć drogę Kościuszce.
Staś wiedział o tem wszystkiem. gdyż to stano
wiło przedmiot codziennych rozmów w Konwik
cie. Od miesiąca wrzało tam — jak zresztą we
wszystkich zakątkach Rzeczypospolitej.
Na Żoliborzu pełno było codziennie osób świe
ckich z miasta i z prowincyi. Nie odbyła się ani je
dna lekcva — bodajby nawet nauk przyrodniczych
i matematyki — bez nawiązania wykładów z wy
padkami bieżącymi. Uczniom zalecano przytem o
strożność i niewynoszenie niczego za mury Colle
gium
Igelstrom. poseł i pełnomocnik imperatorowej,
istotny rządca Warszawy, rozkazujący nie tylko
obywatelom, lecz i samemu królowi, setki swych
tajnych agentów rozsypał po mieście. Mimo to. źle
był o <tanie rzeczy powiadamiany. Natomiast o je
' go postanowieniach i zamysłach społeczeństwo wie
działo jak najdokładniej.
Od kilku dni straszne, przesadne wieści krąży
ły po mieście i do konwiktu wcisnąć się już zdąży
ły. Obawiano się niespodzianego napadu na załogę
polską i na całą ludność Warszawy podczas doro
cznego obchodu „grobów."
Xa targach, po warsztatach, wśród wrażliwych
i łaknących sensacyi kumów i kumoszek, przekra
dały się pogłoski, od których skóra cierpła i włosy
się jeżyły...
Nic dziwnego, że warszawianie tylko na jedno
oko zasypiali ; że zarówno w alkowie bogatego
mieszczanina, jak na poddaszu szewca-mizeraka,
palono w nocy światło — ukrywszy je starannie
przed nazbyt czujnym wzrokiem wysłańców Igel
stromowskich.
Powiększała grozę okoliczność, że pod Warsza-j
wę przyciągnęły i już za Marymontem w złowro
giej nieruchomości stały pułki pruskie, dla Polaki
najbardziej nienawistne...
(Liąg aalsz/ na^iąpl). \
l
- .. ->Γ| f 1 ^.-i r |·-^- ru' ą· ' ι i iii jjj
(Ciąg dalszy).
Poglądy pedagogiczno-narodowe starego szla
chcica znalazły w obu wyrostkach grunt nadzwy
czaj podatny. .Mógłby był wzrosnąć poprostu w du
mę, tak dalece obcemi były dla chłopców wszel
kie myśli „niebłagonadiożne" i lekkomyślnie bun
townicze. Więcej nawet: nie myśleli o tych rze
czach niebezpiecznych tak sanio i dla tej przyczy
ny, dla jakiej człowiek wogóle nie myśli o rzeczy,
0 której nie wic zgoła, że istnieje. Objawiali nato
miast całkowitą gotowość wskazanego braterstwa z
silniejszymi i inne, fruwające niejako w odkażo
nem ze wszelkiej zgubnej buty horodelskiem powie
trzu, utylitarne zasady. Tu niemniej, ilekroć te pra
cowicie wpajane w młodzież maksymy ujawniały się
poniekąd namacalnie, na jowiszowem czole Horo
delskiego satrapy zjawiały się groźne, a przedziw
nie nielogiczne chmury. Szczególniejszym trafem
wywoływały je zajścia na pozór całkowicie niewin
ne. Wyniki zaś ostateczne sięgały zawsze niemal
jedynej latoruśli pana Horodli, wyż wspomniane
go Stefanka. „
Pewnego wieczoru do gabinetu pana. gdzie
chłopcy zdawali codzienny rachunek sumienia,
wprowadzono chłopa Panasa. Był to sąsiad o mie
dzę przy samej puszczy, siedzący na kilkunastu
morgach, a kształcący synów w ..himnazyi". Wszedł
1 pokłonił się nisko, przyczem brudno rude włosy
spadły mu na czoło i zatrzymał się w progu, pokor
nie czekając pańskiego znaku.
— Jakże tam, Panas? Usio ładno?... — spytał
szlachcic, kiwając łaskawie ręKft.
. Chłop po raz drugi nisko się pokłonił.
— Dziakuju za panskuju lasku. Pomaleńku...
W zniósł dobrotliwe, zaczerwienione oczki, błę
kitniejące śród szczerniałej twarzy ,na szlachci
ca.
— A ja znów do panskoj miłości... Ob heto
I pole, z pod puszczy. Na Mohilni. Latoś panoczek
nie chocieli, nu, a może teraz lepsze budzie. Dyk
ja ot....
Chłop zamiótł czapką ziemie.
— Czy nie byłaby panskaja wialikaja łaska he
ta pole prodać... Jaby, panoczek, hatowymi hrosza
mi....
Chłop się zatrzymał, gdyż na obliczu pana na
biegły niepokojące cienie. Ale się obeszło. Szlach
cic założył nogę za nogę i przyjrzał się chłopu uważ
nie.
— Tak ty, Panas, chcesz odemnie ziemię kupo
wać. A czy ty-ż, Panas, dawno mnie tutaj pamiętasz
na Horodli?
Chłopski kark znowu się zgiął.
— Daj Boh panoczku jeszcze stołki liet tutoćka
być zdrowieńku, skołki ja jaho pomniu...
. — A czy ty-ż, Panas ·— ciągnął dalej tonem
przyjacielskiej pogawędki pan Horodelski — czy
ty-ż dużo takich trafunków pomnisz, żeby ja horo
delską ziemię komu przeda wał ?... Ha?...
Głtfs1 szlachcica począł nabrzmiewać tonami,
przypominającymi zapowiednie pomruki gromu. Pe
tent, trzymając czapkę w ręku, pochylony, w siwej
rudej siermiędze i łapciach, schylił się jeszcze bar
dziej, a twarz przybrał w pewien rozciągający
zmarszczki uśmiech winy i pokory.
— Prauda wasza, panoczek. Hrech kazać. Nie
widział. lAle panok sam zna: wczora z jutrem nie
woły, w parze nie chodziuć. Może dawniejszej poraj
pan i nie chocieli ziamli prodawać. A psydzie-ć, mo
że, takaja para, żc i zachocić. Ja-ż nie to, żeby Boh
boroni, śmieu prosić ali namawiać. A tolki, że mnie
heta Mohilnia klinom w ziemlu wchodzić. Dyk mnie
by spadruczniej było. Czy heta sieno wozić, czy he
ta Icorow paści... Tak ja tolki do taho, że jeśli, mo
że stać się, budzie takij trafunek, że panok Mahil
niu prodawać zachocić, tak ja, znaczyć sia. na pier
! wiejszem samem mieście. Hroszy, i na stoł. Wo
tak...
Lhïop, z winowajszym uśmiechem, uczynił
gest wykładania pieniędzy. Twarz miał chudą, po
marszczoną i dobroduszną. Tylko pod białemi brwią
mi oczy rzucały spojrzenia sondujące i przenikli
wa
Pan Horodelski wstał i podszedłszy blisko do
chłopa, położył mu ciężko ręce na ramionach. Chłop
zlekka się ugiął.
— Tak, ty-ż, Panasku, sobie zapisz i dziesiąte
mu zakaż : że jak siedzi pan Horodelski na Horodli,
tak nikomu ani tej dziesięciny ziemi nie przeda. Jaż
do śmierci nie przeda. Urazumieu?...
Spojrzał w łzawe oczki chłopaka i zdjął ręce.
Chłop trząchnął kosmami.
— Urazumieu, panoczek. Szto-ż! Wildno, tak o
no i treba. My, wiadomo, naród ciemny. Muzyki.
Szto-ż ! Każdy dobrem swojem do śmierci wolem
rozporządzać. Tyle jego, co do śmierci. Potem —
naśledniki. Naśledftikom z pod mohiły nie zakażegz.
Koniec!... Inna wola, inny ład. Wiestimo
Chłop spojrzał pobożnie w sufit i westchnął
współczująco. Zdawałoby się, że podziela w duszy
jakieś chyhające niechybnie na szlachcica zmart
wienie. Poczem po chłopsku w pas się pokłonił.
— A za prośbu, panoczek, wybaczajcie. Po
prostu ja. Wiadomo, chłop. Nie zhoworyli-ś — heto
nic. Ziemia nie wouk : u puszczu nie ubieży. My do
ładu nie dojszli — szto-ż!... Dzieci nasze może
poładziać. Nie do śpiechu. Bywajcie, panoczek, zdro
wieńki. Bywajcie zdrowy, paniczak!
Chłop, odsalutowawszy uniżenie szlachcica, a
przyjaźnie przyszłego jego spadkobiercę — wyco
cał się tyłem z pokoju. Człapał miękko łapciami i
pokornie się uśmiechał. Naówczas Jakóbek, który ja
ko wyłączony od honorów pożegnalnych, tem łac
niejsze miał pole'do obserwacyi, ujrzał, że stary pan
patrzył na zajętego łapaniem much przy oknie sy
na wzrokiem szczególnym.
ι VLięg dalszy nastąpi.)
i V
Yfjfytfi - ή- ι, ι ■ » i
O wyspie Egejskiej.
Pomiędzy prasą włoską, a fran
cuską toczy się od dłuższego cza
su polemika, która swoją coraz to
większą gwałtownością zwraca nu
siebie uwagę, zwłaszcza, że wy
wołały ją okoliczności głębokie
go znaczenia. Francuzi i Włosi
zarzucają sobie nazwzajem wro
gie zamiary, 'które — jak twier
dzą dzienniki w Paryżu i w Rzy
mie — są tak notoryczne, że Fran
cya i Włochy nad granicą swoją
powiększyły swoje siły zbrojne.
Oczywiście wojna nie wybuchnie,
atoli nie ulega wątpliwości, że
pomiędzy Francyą a Włochami
panują naprężone stosunki na tle
kwestyi bałkańskiej.
Już przed kilku tygodniami po
wstało we Włoszech oburzenie
przeciwko Francy i, gdy Cambon,
ambasador francuski w Londynie,
postawił na konferencyi ambasa
dorów żądanie, ażeby Włochy za
koncesye greckie w kwestyi gra
nic Albanii południowej odstąpi
ły Grecyi pewne wyspy, zajęte
podczas wojny trypolitańskiej.
Ambasador włoski bardzo energi
cznie odparł te propozycye po
czerń rozpoczęła się wspomniana
polemika dzienników.
Francya, widząc, że Włosi po
zajęciu Trypolisu i po ustaleniu
swoich wpływów w Albanii po
łudniowej będą mieć przewagę w
centrum morza Śródziemnego,
biorąc je jakby w kleszcze z pół
nocy od Adryatvku, a z południa
od Tripolisu, postanowiły popie
rać wszelkiemi siłami Grecyę.
Rząd francuski popierał całą mo
cą wszystkie żądania terytoryal
ne Greków przy podziale Turcyi,
a zwłaszcza występował za tem,
ażeby port Kawalla przypadł
Grekom. Gabinet francuski prag
nie, ażeby Grecya pomnożyła
swoją flotę i szachowała Wło
chów na morzu Śródziemnem.
Równocześnie pragnie rząd
francuski pozyskać dla siebie Hi
szpanię. W tym celu wyjeżdża
prezydent republiki Poincare do
Madrytu, a prasa francuska od
wiedziny te przedstawia jako
zwykły akt grzeczności wobec
króla hiszpańskiego, który nieda
wno był w Paryżu. Ale prasa wło
ska widzi inny cel w owej pod
róży Poincarego i twierdzi, że po
przeglądzie floty pod Cartageną
w obecności forólą hiszpańskiego i
prezydenta republiki francuskiej,
nastąpi porozumienie pomiędzy
Francyą a Hiszpanią zwrócone
przeciwko Włochom.
Ale na konferencyi ambasado
rów w Londynie akcya Francyi
przeciwko Włochom toczy się da
lej. I tak na ostatniem jej posie
dzeniu Cambon zapytał ambasa
dora włoskiego Imperiali'ego, czy
Włochy są skłonne do odstąpienia
Grekom wyspy Rodos. Ambasa
dor marchese Jmperiali odpowie
dział. że stanowisko Włoch w
kwestyi wysp Egiejskich określił
już na posiedzeniu konferencyi w
dniu 11-go czerwca br. Naówczas
odczytał Imperial i deklaracyę, że
obecnie sprawa wysp Egiejskich
jest jedynie sprawą Włoch i Tur
cyi, a to na podstawie traktatu,
zawartego λν Lozannie przez Tur
cyę i Włochy.
Oóż na podstawie owego trak
tatu Włochy zatrzymały w swo
ich rękach zajęte podczas wojny
w Tripoli sie wyspy na morzu E
giejskiem aż do chwili, gdy Tur
cy wypełnią swoje zobowiązania
i położą kres oporowi Arabów i
Turków w Libii. Ponieważ Tur
eya podpisała ów traktat z klau
zulą, o wyspach Egiejskich, więc
jest rzeczą Włochów, kiedy ma
ją uznać za stosowne oddanie
wysp w ręce Turcyi. Chwila ta
przyjdzie wtedy, gdy w Libii u
stanie zbrojny opór przeciwko o
kupacyi włoskiej, przyczem Wło
chy nie zajmują się wcale pyta
niem. czy i o ile może się Turcya
do tego przyczynić. Mocarstwa
nie mają prawa mieszać się do
tego, co postanowił dawno traktat
lozański.
Ambasadorowie Niemiec i Au
stryi stanęli po stronie Włoch, zaś
ambasador rosyjski oświadczył,
że przyłącz)-· się do większości.Po
tej porażce Combon oświadczył,
że zwróci się po wskazówki do
swojego rządu. Kwestya wysp E
giejskich została więc na razie
rozstrzygnięta w myśl traktatu z
Lozanny. Ale co ma się stać z wy
spami temi, gdy wreszcie klauzu
la co do Trypolisu będzie bezprze
dmiotową? Czy wszystkie wyspy
obejmie napowrót Turcya, czy
niektóre zatrzymają nadal Włosi,
j czy wreszcie część ich ma należeć
do spadku dodatkowego po-roz
gromionej Turcyi na rzecz jej
zwycięzców — oto pytania, które
się już obecnie narzucają.
W tym wypadku mocarstwa e
•uropejskie muszą zabrać głos, a
zwłaszcza Anglia, później zaś
Francy a. Przeciw temu w danej
chwili Włochy nie będą mogły
protestować, skoro w październi
ku 1012 roku wyraźnie oświad
czyły, że uznają zasadę, na mocy
której żadne mocarstwo europej
skie nie może wzbogacić się te
rytoryalnie kosztem Turcyi. Po
dobne oświadczenie złożył sir
Edward Grey w Izbie gmin ubie
głego roku.
Obecnie sprawa wysp Egiejs—
kich wzięła następujący obrót : E
uropa nie będzie się troszczyć o
nic tak długo, jak długo trwa o
kupacya ich przez Włochy na
podstawie traktatu lozańskiego.
W dniu, gdy klauzula traktatu o
wego zostanie wypełniona i Wło
chy będą musiały opuścić wyspy
Egiejskie, o losie ich rozstrzygać
będzie Europa.
PROGRESS ROOFING CO.
1630—32 W. Division ni.,
priy Marthfield Are.
ι — ' I
Wykonujemy wn/elkle roboty na pokrywa
nie Uacbftw. rozmaitego gatiioku pLprç etnolo
nq «wirem i »nfalt .wą Zaktxd»my rynny,
grzymey i naprawiamy dachy łubkowe po β»··
nie umiarkowanej. Po wszelkie luformacye
zgłosić eią pod nr.
1630-32 W. Division ul.
Tel. Monroe 4575. 6. S. Brochowski.
BELLS
Church
Chhnm
Peal
Memoriał Bella a SpeeUłty·
Koékiu Bail hutr/
DR. A. LIT VIN
OfU I mlwikwlw
835 Milwaukee Avenue Elfitoiï^Ave·
Kout jeit bardz·
mały. $1 za le
ciaoi· * naedycy
są włącz···.
SótU egiaaaîea·
eya Darmo.
Leczy choroby mężczyzn, dem i dzieci
wiasnemi medycynami. '
Zwraca apecyaluą uwagę na wszelki·
chroniczne choroby.
Qopznrr Onsowa: Od »«] rano do $MJ wleezo·
| "Urn każdego dnia. We czwartki popołudni*
wyłąoanie leczy cborqby kobleoe.
Telefon Monroe 5734
Odwiedza, ^
cyeatów waafl
dnie łiweoay I
Każdego cza·
gdy «atą^l
•a
dacie.
ff
• ·
to ogłoszenie od początku do końca
ponieważ jest to rzeczą bardzo
ważną tak dla mężczyzn jak i dla
kobiet cierpiących na różne chor-·
by a także na choroby zaraźliwe i
chroniczne.
SŁAWNY
doktor jest już tu
z francuską meto
dą leczenia, która
jest dziś najsław
niejszą nietylko w//
Europie ale i w ca
łym świecie. Po
siada on także naj
nowsze wynalazki
maszyn do lecze
nia chorób zasta
rzałych.
KOCHANI RODACY:
Teraz wiec nadarza się wam najlepsza spo
sobność wyleczenia się z waszych chorób, na
które niepotrzebnie cierpicie.
Jeżeli więo nie chcecie pieniędzy waszych
na darmo wyrzucać zgłoście się do niego za
raz a on wam udzieli szozerej ojcowskiej po
rady.
W jego pierwszorzędnej Kiinioe może się
leczyć zarówno biedny i bogaty ponieważ
jest on przyjacielem klasy roboczej.
Jego Klinika lerzy wszystkie choroby
bez użycia noża ł bea utraty pracy, co
Jeat najwainlejszem dla robotnika.
Sławny wynalazek tak zwany ,,ΘΟβ" le
ozy skutecznie zakarzenle krwi. Prxyjd·
więo dziś i poradź się tego sławnego dokto
ra zupełnie DARMO·
Godziny urzędowe są od 9-ej rano do 8-ej
wieczór, a w niedzielę i święta od 9-ej ra
no do 12 w południe. — Wejście do Kli
niki pod Nr. 20i, — Drugie piętro.
DE — LEON MEPIC AL KLINIC
740 W. Madison ul·, róg Halated ul.
CHICAGO, ILL.
FRANK KLAJDA
Budowniczy 1 Konlraktor Ciesielski
frzjjmuje nowe roboty, pjrzcróbki oraz wasal·
kie reperacye w zakres ten wchodząoe.
Ceny bardzo umiarkowane.
1361 Noble ul., róg Blackhawk ulicy
Telefon Bar market 2» 7 S
Vftywajcle Pnr*atoM — najlepszy 4rori«k
na wątrube, zatwardzenie I dolegliwości
•Jlt. (Ogłoueai·)
*■■■■■■ -
313
1913
JUBILEUSZ NADZWYCZAJNY
Książeczka dla wiernych do korzystania z
udzielonego przez Papieża Piusa X-go z powodu 1600 rocznicy
nadania Kościołowi praw przez cesarza Konstantyna.
313-1913
Dla zyskania odpustu jubileuszowego potrzeba
w czasie oznaczonym, t. j. od 29 czerwca do 8
grudnia, spełnić następujące warunki:
1) Odwiedzić sześć razy kościół parafialny
i tam każdy raz pomodlić się według in
tencyi Ojca św.
2) Odprawić spowiedź sakramentalną.
3) Przyjąć Komunię św.
4) Stosownie do zamożności dać jałmużnę na
ubogich albo na zakłady dobroczynne do
skarbonki na to przeznaczonej.
Książeczka zawiera treść nauki o
odpustach i modlitwy do odmawiania
przy każdem nawiedzeniu kościoła.
Stronic przeszło 50.
FORMAT MAŁY KIESZONKOWY
DRUKIEM I NAKŁADEM ORAZ NA SPRZEDAŻ W
. Administracji ,Dz. Chicagoskiego'
1457 W. Division Street,
CHICAGO, ILL.

xml | txt