OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, November 01, 1913, Dodatek Niedzielny (Sunday Supplement), Image 16

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1913-11-01/ed-1/seq-16/

What is OCR?


Thumbnail for 6

W Zaduszny Dzień.
W zaduszny dzień, w zaduszny
Ε dzień,
Ponury dzień jesienny,
Pada na duszę smutny cień,
I na świat pada senny. *
Przez szarość pól, przez ciche
mg*)',
Mkną duchy naświatowe,
I skargi slą i leją łzy
Istnienie kloą grobowe.
Śnią się im złote wiosny fale,
Przed oczy przeszłość staje,
I roje widm po życia śnie
I niepowrotne maje.
I dziwny nimi targa ból,
ł>o złud minionych tęczy, —
Wiatr po rozłogach wieje pól
I rozpaczliwie jęczy.
Stanisław Wyrwicz Watawski.
Z tajemnic zagro
bo wy ch.
Przed kilkunastu Jaty, zwiedza
jąc Kraków, gdy przechodziłem
obok kościoła Maryackłego z pe
jwnyra staruszkiem, wicher dął
gwałtowny, a ja, rozradowany
widokiem tylu odwiecznych pa
miątek prastarego grodu, głośno
9wój zachwyt wyraziłem. W tym
wichrze słyszałem szept przeszło
ści tych zgrzybiałych murów, i
uroczyście bijących dzwonów, e
cha i pieśni żałobne nad mogiłą,
walecznych królów, co tu w po
dziemiach świątyń szczątki swe
złożyli i szept miłosny kochan
ków, i trzask stosów palących
ciała w pogańskich mogiłach u
kryte.
— A mnie młodzieńcze, co in
nego ten wicher przypomina, od
rzekł mój siwowłosy starzec. Hi
storyę tę powtórzę ci, by dowieść
że rczum ludzki nie wszystko wy
tłumaczyć może. A choćbyś wre
szcie i zdołał tę opowieść obe
drzeć z szat, w jakie je podanie
ludu przybrało — uszanuj ją, bo
to błąkająca się sierota naszej
przeszłości, z której taką lub in
ną. ale zawsze naukę zaczerpnąć
można.
Byłem młodzieńcem wówczas,
a przechodząc codziennie obok te
go kościoła, bez względu, na po
godę spotykałem pod drzwiami
świątyni kobietę klęczącą w po
rze wieczornej, z twarzą do wrót
przyciśniętą. Niejednokrotnie
rzucałem jałmużnę, ale nigdy ko
bieta nie odwracała się do mnie.
Widywałem tę kobietę lat kil
kanaście, a widywali ją wresz
cie i wszyscy inni. Przypadek tak
zdarzył, że policyant chciał ją a
resztować za żebraninę, Nadszedł
szy na to, stanąłem w obronie ko
biety i zwolniono ją. Przekona
łem się, że to młoda jeszcze, za
ciekawiony więc byłem, dlacze
go tu żebrze. W odpowiedzi, acz
niechętnie, upewniła mnie, że nie
cel żebrania jałmużny tu ją spro
wadza codziennie i że nie ona,
lecz jej matka dawniej zawsze tu
klęczała. Ona przychodzi dopiero
od chwili śmierci swej matki. „
ro wieiu naiegamacn o przy
czynie tej modlitwy opowiedziała
mi taką historyę. Przed bardzo
dawnym czasem w Krakowie pa
nowała zaraza morowa. Człowie
ka trudno było spotkać na ulicy,
bo tylko chodzili grabarze po mie
ście i zabierali umarłych. Takim
grabarzem był jeden z jej przod
ków, ale zły duch namówił go do
takiej zbrodni, iż chodził po do
mach zapowietrzonych, dusił cho
rych i zabierał, co posiadali. U
karany za to był śmiercią, a ciało
jego na cmentarzu obok kościoła
pochowano.
Następnej jednakże zaraz no
cy straszny zerwał się wicher i
poobalał kilka krzyżów na cmen
tarzu, choć nigdzie w Krakowie
wichru tej nocy nie było. To sa
mo powtarzało się długi czas pod
czas każdej nocy, aż lud zaczął
szemrać i dowodzić, że wicher
ten, to taniec złych duchów, że
taki zbrodniarz nie powinien być
pochowanym na miejscu poświę
conem.
Żyła wówczas w Krakowie zna
na ze swej świątobliwości Barba
ra Langa. Ona to wytłómaczyła
ludowi, żenie do niego należy są
dzenie spraw kościelnych, a je
dnocześnie poszła do córki owe
go grabarza i powiedziała jej, że
jeżeli chce sama być wolną od
nagabań złych duchów i lud uspo
koić, niethaj codziennie aż do
śmierci modli się przed kościołem
Maryackim, a po śmierci jej, czy
nić to ma córka i tak dalej, aż do
ostatniej kobiety^ w rodzie.
Modliła się też ona i jej córka,
a naątępnie córki w pokoleniu aż
do mej matki, której ja na łożu
śmiertelnem zaprzysiądz musia
łam, że ślubu tego dotrzymam. Je
stem ostatnią, bo córki nie mam.
Gdym jednak przed kilkoma laty
przez lekkomyślność kilkakrotnie
nie przyszła na modlitwę, zawsze
wicher następnej nocy szkody w
tej okolicy poczynił, a mnie spo
tykało jakieś nieszczęście.
Oto jej opowiadanie. W miesiąc
później leżała już w grobie.
Starzec zamilkł, a ja starałem
się ukryć uśmiech niedowierza
nia tłoczący się na usta.
. Życie ludzkie jest jed-nak tak
wielką zagadką, jak ten świat,
który nas otacza. Każdy z nas
przechodził chwile zwątpienia i
chwile silnej wiary. 'Niezbadana
tajemnica śmierci jednak nie po
zwala myślącemu zasypiać spo
kojnie i pcha go do dociekań. I
ja też niejednokrotnie przypom
niałem sobie to opowiadanie i
chciałem zbadać, ile podstawy
wiarogodnej ono posiada.
Dziś po latach dwudziestu,
przerzucając jkarty dziejów "na
szej ziemi, natrafiłem na taką no
tatkę w kronice pisanej ręką księ
dza Krzysztofa Zelnera, mansyo
narza kościoła Panny Maryi w
Krakowie. „Rok 1589. Tego ro
ku w poniedziałek po Św. Trójcy
dwóch Niemców, którzy mennicę
złą bili, spalono przed żelaznemi
kramy, a Węgrzyna, któremu u
proszono, tamże ścięto i po -nich
grabarza od Panny Maryi, w so
botę po oktawie Bożego Ciała,
którego też powołali, na temże
miejscu ścięto.
A w innem miejscu czytam:
„Drugiej niedzieli po ś. Trójcy
zły wicher jakiś nocną porą krzy
żena cmentarzu przy kościele Pan
ny Maryi poobalał, a ludzi-e opo
wiadają, że nad mogiłą grabiarza
złe duchy harce sprawiały, a po
wtarza się to każdej nocy".
Mam też pod ręką: „Dalszy
ciąg Kroniki Polskiej Joachima
Bielskiego" wydany w r. 1851.
Jest tain ustęp tej treści: „Roku
1689 dnia 10-go czerwca ścięto
grabarza tegoż kościoła z tej
przyczyny: Albowiem jako było
przeszłego roku srogie powietrze
w Krakowie, zdobywał się ten
grabarz na wielkie pieniądze o—
byczajem zdradzieckim, tak, iż
kędy się jeno zapowietrzyło w
którymkolwiek domu, a czuł tam
o pieniądzach, a nie mógł
zapowietrzony tak rychło
umrzeć, on mu udławieniem do
śmierci pomagał i onych tako—
wych drugich mordował, mając
do tego łotrostwa pomocników, z
którymi i sklepy łupił. Nawet i
miejskim rynsztunkom nie prze
puścił, które pod murami miej—
skiemi kradł, jako prochy siarki,
saletrę, i przedawał; owo zgoła
kędy jedno co cznł w sklepie do
brze obwarowanych, wyłupał i
brał, z tego pieniądze zebrał;
zwłaszcza w takowy czas podej
rzany. Będąc ścięty pochowan na
cmentarzu przy kościele Panny
Maryi, pod kamieniem. A iż był
łakomym zdrajcą, nie wiem był-li
tego miejsca godzien, iż taùk wol
nie rzekę, albo nie".
Zestawiłem tu to, com słyszał
i to, co mówią kronikarze — sąd
pozostawiam czytelnikowi z proś
bą o gościnność dla tej sieroty
naszejprzeszłości, bo jeśli nie pra
wda, to nauka kryje się pod jej
płaszczem. Ja tego płaszcza ze
drz«ć nie mogę i nie pragnę.
* - L. V. J.
Rozumie się!
Ona: Więc jesteś rupełnie pewny,
że mię prawdziwie kochasz?
On: Czy jeetem pewny? O, droga!
Przecie j* już kochałem z tuzin in
nych dziewcząt, więc muazę eię na
tem rozumieć!
Biją a biją żałobne dzwony
Nad Eiemią chmurną.
Płynie w łzach bólu" w nieznane
strony ' . c /'■ ·
Straszne nokturno
Tam pod kamienną grobowca pły
tą,
Gdzie drżą wierzbiny,
Czyjeś kochanie na wieki skryto
Czyjś skarb jedyny!
4 z nim i szczęście śpi pod mo
«a* ·*··
I już nie wskrześnie;
Serce co biło, kochało, śniło
. Spoczywa we śnie!
Z chmurnego nieba mży
deszcz jesienny
Na smutne próby,
Idzie, jak upiór cichy i senny,
Widmo żałoby. ' ♦ ·
Między grobami posęp-nie krocz)
Szczęścia mordercą.
• * i
;I łzami żalu zalewa oczy,
A j^dem serca.
Lecz "z? góry płynie anioł otuchy,
Cherubin wiary,
Τ zmartwych wskrzesza uśpione
duchy
Na ziemi szarej.
Wskazuje drogie cienie błądzące
W gwiazd zawierusze —
I oto płyną modły gorące
Za zmarłych dusze....
Biją a biją dzwony pogrzebne,
Jęczą i płaczą,
A niebo roni łzv rosy srebrne
·· · : ■·;·' 'i »ifl
Nad serc rozpaczą.
Or-ot.
Kwiaty Cmentarne.
Wiara. iż po śmierci ciała du- j
sza ludzka nie ginie, lecz żyje da- j
lej jakiemś innem piękniejszem i
życiem, tkwi głęboko w naturze
naszej. Ona dodaje otuchy matte,
z której ramion dziecię w krainę
gwiazd uleciało, ona., pociesza
dziewicę, której ukochany padł.
na pobojowisku, ona podnosi nas
wszystkich w tych smutnych
momentach żywota, w których
zmuszeni jesteśmy patrzeć, jak
na grobach najmilszych nam i
stot sypie nieubłagana ręka nie
miłosiernie z grudy mogiły.
A gdy myśl nasza Ulatuje, wraz
z modlitwą w nadziemskie krai
ny, osierocona przyjaź6 i miłość
nasza, idąc za ostatnim popędem
złożenia ofiary na ołtarzu czci dla
zmarłych, wtym nam w rękę
kwiat, który składamy na pagór
ku grobowym.
Bo kwiat, to najpiękniejszy
symSol miłości i tęsknoty, a za
stosowywany w tem znaczeniu
już w głębokiej starożytności. U
święciły go w tym smętnym sym
bolizmie podania mitologii ger
mańskiej, słowiańskiej i skandy
nawskiej, uświęciły to później le
gendy chrześcijańskie, a upoety
zowały legenda ludowa i roman
tyczna utworami takich mistrzów
jak Szekspir, Calderon, Mickie
wicz, Wiktor Hugo
A jak głęboko pojętym jest ten
symbolizm kwiatu w oddawa
niu czci dla zmarłych, dowodzi
dalej ta okoliczność, iż używano
do tego celu roślin zawsze zielo
nych, trwałych, a więc nie giną
cych z roku na rok.
To też z 'biegiem czasów wy
tworzyła się osobna flora cmen
tarna,,.. Więc cyprys, palma,
wawrzyn, bluszcz, rozmaryn, ty
mianek, ruta, barwinek, nieśmier
telniki. ...
Cyprys to z symboliki i z po
wierzchowności znamię głębokie-'
go smutku. Trojanie rzucali na
całopalne stosy ze zwłokami dro
.gich osób gałązki cyprvsu...Cmen
. |
tarze Wschodu są lasami cypry:
ir: Γ
" ,fc i
t . ·· : ...
sów. U nas musi on walczyć ze!
srogością klimatu, tak samo jak
palmir, symbol pokoju.
Wawrzyn i bluszcz to symbole!
zwycięstwa wiekuistości nad ży-j
:iem, a powój, którym Rzymianie
dawni wieńczyli skronie przy ucz
tach uroczystych a zarazem zdo
bili nim groby, oznaczał dla nich'
Memento mori! Znany botanik
Unger opisuje jeden z nagrob
ków cmentarza ateńskiego, na
którym, stojąca pomiędzy mę
żem a niewiastą dziecina podaje
zawcześnie zmarłej — listek blu
szczu. Pod spodem napis: Nike,
córko Doziteusa, z Thasi — ko
chana i przez miłość stroskana,
żegnaj
Wiecznie zielonym jest także
rozmaryn. Roślina to cieplejsze
go południa Europy i wprowa
dzona dopiero przez Karola Wiel
kiego. Stała się ulubionym kwia
tem szczególniej ludów słowiań
skich i południowo - niemieckich
szczepów. Jako symbol stałości i
wierności służy rozmaryn do wi
cia wianuszków ślubnych i wień
ców grobowych zarazem.
Pokrewny rozmarynowi tymia
nek, zwany także macierzanką,
poetyzuje legenda ludowa, jako
roślinę, w której z upodobaniem
dusze utęsknionych matek obiera
ją v<cbie po śmierci siedlisko.-...
Wiecznie zielonym jest także
ulubić ny przez nasz .lud na gro
bach barwinek, a z powodu trwa
łych, smętnych kwiatów zdobią
także chętnie groby w nieśmier
telnik.
Wieniec grobowy jest tylko
bardziej wyszukaną formą tegQ
.samego symbolicznego daru, ja
kim jest kwiat na grobie. Wieniec
jest wytworem sztuki ogrodni—
czej, a więc dzieckiem now^pych
czasów, a okazałe, kosztowne
wieńce pogrzebowe czasów dzi
siejszych są —=* analogicznie do
wielu innych dzisiejszych obja
wów chwili — wytworami zbyt
ku i przesady^ które zrywają z!
tradycyą zawsze pierwotnie pię
kną i głęboką a zatracają i gu
bśą poczucie symbolicznego zna-:
czenia etycznie i estetycznie pię- -
ι *,'»· , .t, ·· 1*.^— «-1Ι · i·-» *.r A
> -· · .·· '
knvch obrzędów i zwyczajów.
Najkosztowniejszy wieniec, z
egzotycznych palm i wawrzynów
uwity, niema ani źdźbła więcej
treści, jak skromny kwiat lub
wianuszek — uwity własną ręką
i /: tych kwiatów 'rodzinnych, ja
kie drogi zmarły kochał i lubiał
za życia. A Calderon powiada:
kwiat jest słodkim pomysłem mi
łości, a nawet najbiedniejszy na
ród na świecie ma takie kwiaty,
którymi zdoła ozdobić mogiły
zmarłych dzieci swoich."
.
Pamięci! Ciche twoich skrzydeł
loty,
A głębia wielka twych oczu;
Gdy spływasz nagle pfzez mgły
srebrnej sploty
I budzisz widma po przezroczu,
Masz i ty, jako mocarze niezło
mni,
Ręzkazy straszne : Przypomnij !.
Pamięci! Sroga twoich ramion
władza,
Gdy rany otwierasz w tłumie,
Gdy łzy twa wszechmoc w pio
runy przeradza,
A krew zatruwa w zadumie;
Gdy duch prowadzisz na ognisty
. Synaj,
Mówiąc w błyskawicach: Wspo
minaj !....
Ale. pamięci, jasnaś ty i słodka.
Gdy spływasz w cichej tęsknocie
Gdy myśl cię błędna w przeszpie
gach napotka,
W jesidnnych liści pozłocie.
Kiedy, pamiątek ożywiając cmen
tarz,
Szepcesz omdlała: Pamiętasz?*J
A wtedyś święta, gdy w cmen
• tarne wrota,
7. gwiazdą przyćmioną u skroni,
Wchodzisz i stajesz wśród jesie
h ni złota,
Nieśmiertelniki rwiąc w dłoni,
I mówisz głośno przed smętnymi
syny :
Pamiętaj !......
Bożydar.
Nie powodują bólu.
Jeśli potrzebujesz dobrego środ
;a rozwalniającego, a pigułki wo
lisz. niż co innego — bierz Severy
Pigułki na Wątrobę (Sevcra's Li
rer Pills). Przeczytaj ten list, któ
ry niedawno otrzymaliśmy: „U
iywałem Severy Pigułki na Wą
trobę przez pewien czas i muszę
przyznać, że oni mi pomogły. Nie
biorę ich już od sześć tygodni, a
5tplec mam regularny. Przedtem
grałem rozmaite inne pigułki, ale
ładnych nikomu polecić nie mo
£ę, prócz waszych. Rozwalniają
)ne w sposób łagodny, nie powo
—j*t —
Mr.
Matt Rybak, Blackduck
Minn. — Cena 25 centów. U apte
karzy, albo . wprost od nas za na
desłaniem należności.·—&W. F
'
vSevera Co.j/Cedair Rapids/Iowa.
■ i y \ . ·. ·/

'ïkXHHVfcTftONKOE /ii
NA.IW II Κ>/Λ PÔI SkA i'\!łlłVK.>l
imkł.i.i,; v'i'oi.siv ν (
KALENDARZY ŚCIENNYCHi
SL# 1À > *&JK f : L '· ■ ■■■ .
Κ' ι rutWo'Of «>utrvszeni'>^ \«·Ιι
S ·. . . r.. . .
K. OLSZOWY I SKA.
'Ą152-54ńMł(waiUee a»e. CHICAGO, ILL.
ΟΡΗΑ)νΛ U>I.\ŻI iv )
\νΥΜι\Γ.ΙΙ·Μ\ ί·Ο.Μ·:ΐ»ν^< */o
ι m utowmi:
| N. L. Piotrowski
ADWOKAT
Pnktykuje w· wszyeLkich sądach
Ofin 59 Clark al., nar. Randolph
••kój 307, 3cie piftro. Tel. Central 7071.
9· wtorki i oztmrtki wlec/arami w biurze Zii*
éooroaola. >Qïi VatiU mUr».
Êdmund Κ. Jarecki
ADWOKAT
pfliw mieści·) pokój 1911 (10-i· pjt*j4
BKCTOR BUDTXitt, połudatowo, weehod-l
r&t Monroe 1 Clark ul.- TiL lUodolpk eetw
J. F. ŚMIETANKA
ADWOKAT
69 W. Washington oL, Cłe piętra
TcMm RanOotvh Οββ
Wieczorem: 9206 Canmerckl Arenie
Telefon Soath Chlcwro i924 lfi813.
Aug. Q. Urbański
ADWOKAT
«Je 414 I 416 'HOME BANK BUDY·*
nilmokt· 1 Ajhlaad ιτβηαβι.
SMteeikaaUl MU THOMAS ULICĄ.
lUfoa w oflel·: Τ·1βίοη w mm
ONKOB 8Β6Γ7. HUMBOLDT tl«|
! k Praktykuj· wm wrayrtklek udach.
I fthil/ wunt «prawach kôja>i»pfi. ΓΙ il Π'Κ
^ Ogród Wiejski.
Popularny przewodnik przy za
kładaniu i plelQgnoirjfnlu ogrodów
oraz pcdrqcanik do nauki ogrodni
ctwa.—Przez Franciszka Goichke,
starszego ogrodnika i nauczyciela
ogrodnictwa w kr. pomologloznym
Instytucie w Pruezkowle(Proekan)
Pr»ca konkursowa uwieńczona
Dyplomem Honorowym preea Sto
warzyszenie do podniesienia ogro
dnictwa w Państwie Pruskim.
Przekład z trzeciego, przejrzane
go i poprawionego niemieckiego
wydania. Z drzeworytami w tek
ście i planem ogrodu.
Cena <>0 centów.
DZIENNIK CHICAGOSKI
1457 W. Division ul., Chicago
- >
S. DATTNER
f ' 4 i t- < 'k
S. Dattner ze New Yorku, znany jako
jeden ze znanych polskich pisarzy i znany
Słoweńcom, a również znany w Stanach Zjed
noczonych jako prawdziwy patryota, szczerze
poleca Hassana papierosy.
Pan Dattner, który jest także wybitnym
bankierem mówi:
"Hassan" jeat dla mnie ideałem dosko
nałych papierosów; aą one najlepszej i naj
rzetelniejszej wartości.
Najbardziej zadawalniająca zaprawa
i najmilsza łagodność zawarta w Hassanie
nią może być dorównana w tym stopniu
w droższych papierosach.
wsze po ecain Hassan papierosy moim rodakom.
/2

xml | txt