OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, October 10, 1914, Supplement to Saturday's Issue, Image 15

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1914-10-10/ed-1/seq-15/

What is OCR?


Thumbnail for 3

NO. 1037.
Koetruro dla młodych pań w tulni
fcf I szanizetk*. Tiualka Jednostajnie
i bluzk# krajana lub osobno. Spódnica
skiada ei$ x dwóch części. Materiału
na ten koetrum. wełnianego lub je
dwabnego potrzeba (miara na 17 lat)
ι
sześć jardów o 44-ch calach szeroko
ści, trzy ćwierci Jarda aksamitu na
wyłogi u rękawów i kołnierzyk. Mo
delko w wielkościach na la^ 14. 16,
18. wysyłamy 'na żądanie pod poda
nym adresem, za nadesłaniem 10e. w
znaczkach pocztowych lub srebrze.
skutki złego wychowywania
swoich dzieci, bo te którym się
nie wpaja szacunku dla starszych
nie otaczają nim i własnych ro
dziców. A ci mali urwisze, nie
znający różnicy między cudzem i
swojem! Dziś mc)że jej nie zna
ją, jak wogóle nie znają znacze
nia „grzech", „sumienie" i t. d.,
ale do kogóż jeśli nie do rodzi
ców należy ich w tem pouczyć i
kto jeśli nie rodzice w pierwszym
rzędzie odpowiadać kiedyś będ.|
za czyny zepsutych moralnie
starszych synów i córek? Nie
wypędzać z domu syna dziesię
cioletniego jak to się niedawno
zdarzyło u nas za to — że dał
się namówić swoim przyjaciołom
do kradzieży, bo*— wypędzony z
pewnością jeszcze gorszym sic
stanie, ale starać się naprostowac
to co było w nim spaczonego;
taki który da Się namówić do kra
dzieży, nie musiał cieszyć się ja
ko jeszcze mniejszy dzieciak —
wielką opieką rodziców....; u
lica — koledzy — wykradanie się
će szkoły do kinematografu, do
konały reszty! 1 jeszcze pytaji
ludzie gdzie się zacz\na wycho
wanie?. ...
Duchy z „książek."
Fantastyczna historya.
Kiedy wieczornymi cieniami
świat zaczyna się przysłaniać,
kiedy na dworze dmie wicher i
deszcz tłucze w szyby, gdy ciem
ność mego na czwartem piętrze
położonego mieszkania od czasu
do czasu przerywa elektryczny
LU
1075.
Kostyum z ^baskiną" i tuniki, pół
trńtkimi lub diupimi rękawami. Sto
sownym materyałem na tę elegancką
juknię jest: sukno, jedwab, welwet,
lub też Hkom'binowane dwa matery
ily. Na „baskinę" t. j. (stanik) i
Liunikę potrzeba około dziewięciu
iardów matcryału, o .16 calach szero
iOłici, na dolny brzeg pizyszyty do
„fałszywej'· spódnicy — dwa jardy,
tyleż na szarfę na biodrach. Modeł
io w czterech wielkościach: 31, 36.
i 8. 40.
blask tramwaju, a ja siedzę sa
ma, bardzo sama w moim ciep
łym kąciku przy kominku, mi
nowoli spowiadam na .stojący na
przeciw mnie szatę napełnioną
<siążkami. Wszystko to przeczy
tałein lub uczyłam się z tego,
ale — czy nauczyłam się tyle, by
być — z życia zadowoloną? lia!
kto wie — może i tak. Wszystka
w życiu — zawiodło mię. Co
kochałam — traciłam, nawet bez
pomócy śmierci.— komu serce
podawałam odtrącano je z lekce
ważeniem ; wszystkie iluzye pa
dały gdzieś w otchłań pozosta
wiając za sobą ciche lecz wyraź
ne echo szyderczego śmiechu.
Zostałam sama, nauczyłam . się
szydzić z własnych cierpień i —
niedowierzać nikomu.
Powiedzianem jest jednak że
człowiek towarzystwa potrzebu
je. Mam i ja swoje. Bawię się
znakomicie, kiedy w szarej lub o
północnej ^godzinie duchów"
wszystkie one — te z moich ksią
żek, mię otoczą, kiedy rozmawia
ją a nawet nieraz kłócą się z
sobą.
Oto n. p. „duch" z gramatyki,
taki o cienkich nóżkach z binok
POGADANKA.
Obecriie pisze się bardzo wiele
o wychcrwywaniu dzieci; umat
ten nigdy fine może byc wyczerpa
ny.
Wszyscy »na to zgadzamy się,
że wszystkie*dzieci rosną na uży
tecznych luiizi, że powinny być
rozsądne, grzeczne, pilne, miłe,
nikt jednaktnie zadaje sobie py
tania, czyją winą, kto za to od
powiedzialny jeżeli dzieci nie są
takiemi? 1 gidzie się wychowanie
zaczyna? Niejednokrotnie stara
łam się zwrócić uwagę matek, ι
iak zgubnem dla dzieci jest po-;
zostawianie ich bez dozoru na;
ulicach, gdzie urządzają zabawy J
przechodzące granice — naiw
ności dziecinnej, a hałasami roz
dzierają uszy mieszkańców i
przechodniów. Matki — zajęte
pracą w domu, plotkami lub wy
jeżdżające ,.za sprawunkami" do
miasta, zadowolone, że ich dz;v
ci nie przeszkadzają im i bawią
się wesoło na — ulicy ; pomimo,
że ta „ulica" była i jest powodem
tylu nieszczęśliwych wypadków,
przejechan, oparzelin i t. p., bar
dzo w iele matek wcale o tem nie
myśli, wszystko zatem co się
mówi i pisze w tym kiccunkL*
je>t głosem wołającego na pusz
czy, grochem rzucanym na ścia
nę.
Sj| jednak i takie matki które
zabierają dzieci z Sobą „do mia
htu"; czy jednak starają się oko
licznnéciowo wychowawczo wj ły
waô na umysiy dzieci?
Qpov tern przykład, czego sa
ha bułani świadkiem:
®^4»rzepełnionego tramwsiu
weszła starsza l.?K'eta, widocz
nie fmęczona, daremnie szuk.di
oczami wolnego miejsca, z pew
n^wcią nie rościła pretensyi, n/e
fm #vtóry z młodych ludzi ustąr>'>j
jej swego, niestety tu tego zwy
czaj u nicnia! Stanęła jednak przy
iawce gdzie siedziało dwoje Λ/>
ci, promila je grzecznie by sir po
sunęły ; ona ze swą szczup* ι -
gurą mogła była bardzo łatwo
obok nich pomieścić si^, dzieci
mimowoli zrobiły ruch usuwając
^ię. gdy tymczasem siedząca za
niemi bardzo „udekorowana"
mama odezwała się bardzo mało
grzecznie iż „zapłaciła" za oba
miejsca na to, ażeby dzieci sie
działy wygodnie. Oto ilustracya
wychowania dzieci na — „grze
czne-Naturalnie, że chłopak
rozparł się jeszcze wygodniej, a
dziewczynka poczęła chichotać,
umilkła jednak natychmiast, po
czuwszy na sobie wzrok słusznej
panienki, siedzącej przed nią, wi
docznie wracającej od pracy,
kłóra natychmiast wstała i tę
starszą panię na swoje miejsce
poprosiła. Ta była*,,dobrze" wy
chowaną.
Przykład drugi. Byłam w „dzie
sięciucentowym" sklepie; natłok
jak zwykle w mieście duzy, sprze
uawaczki rady sobie dac nie mogą
i na wszystko uważać im trud
no. Jedna z „kupujących" pro
wadziła za .sobą siedmioletniego
chłopaka, który z wprawą doj
rzałego rzezimieszka pakował do
kieszeni cukierki, a potem inne ;
drobiazgi. Nie dicąc zwracać u-11
wagi sprzedającej dziewczyny j
któraby mogła stracić zarobek,
gdyby się o tein właściciel lub j
inne dziewczęta dowiedziały, jak j ;
nie uważa, zwróciłam się wprost
do matki obiecującego obywate
la (rozmawiała z nim po niemiec
ku) i powiedziałam jej grzecz
nie, ażeby swego synka pouczy
ła szanowania cudze] własności.
Oburzona, powiedziała mi że jes
tem „unverschaemt ' (bezwstyd
na), porwała chłopca za rękę i
spiesznie wyszła ze sklepu ; w
kieszeni mcilca skradzione dro
biazgi zostały!.... Oto wycho
wanie na uczciwego człowieka!
Jakże fałszywern jest pielęgno
wanie w dzieciach egoizmu i
braku szacunku dla starszycn Ï
Kiedyś, gdy owa pani z tramwa
ju będzie miała sama białe wło
sy i zmęczoną będzie, może por
żałuje i uczuje sama na Sobie
Wszelkie w „Dziale dla Kobiet" podane mo-!
delka rozsyłamy na żądanie za nadesłaniem 10
« entów w srebrze lub znaczkach pocztowych i
wypełnieniem poniższego kuponu:
| Proszę o nadesłanie modelka j
I No
Wielkość: j
Imię i nazwisko: y jj
Adr?e: j'
10Γ,Ο — l(Mł2.
Kombinacya sukna i aksamitu jest
tego roku bardzo modni*. Kostyum
ten w kratki w kolorze bronzowym z
welwetu, spódnica ze sukna. Tunikę
można skroić wraz z bluzki# lub osob
no. Bluzka — Nr. 1050 w sześciu
wielkościach : 34, 36, 38. 40, 42, 44.
Tiunika osobno w sześciu wielko
ściach: 22, 24, 2G, 28, 30, 32, licząc
na obwód cali w pasie. Materyału po
trzeba 8% jarda o 40tu calach sze
rokości. To modelko jest w dwóch
częściach 1059—1062 za każde po
10c osobno.
lanii na oczach, zadaje pytania,
których nikt nie rozumie, a on
się gniewa, podskakuje i rozdaje
na wszystkie struny złe stopnie.
Potem, bardzo wymuskany, e
legancki, wypomadowany i pach
nący .młodzieniec, to bohater (w
pierwszej którą czytałam pokry
jomu, „zakazanej'' powieści bar
dzo — podrzędnego gatunku,)
pan Emil — ..konduktor tańcu
jących pociągów''. Mimo woli u
śmieciłam się do niego i mówili
„szkoda twego krygowania się i
tańca, moj panie, był czas kiedy
śniłam o tobie w nocy a marzy
łam w dzień, dzisiaj pomimo u
roku zmroku, nie posiadasz dla
mnie nic pociągającego — zgu.;
się !
■ i— i—:i„
UCZV )T£\ IJiNlięiciiii iici lu η n\,
z myślą, eu zobaczę następnie?
Coś szemrzy w powietrzu, „ciche
lekkie" westchnienie", „szelest su
kienek' — „powiew skrzydełek",
„marzenie pocałunku"; otwieram
oczy, ach ! to duchy z ukochanej
książki mojej „^Zosia i Tadeusz''!
„A ona chwyta gołębic, nie zwa
ża niby na niego".... dziwną
jasnością pokoik mój się opro
mienia, a ja wyciągam ręce, chcia
łaibym uściskać tych, dwoje, plą
sać z nimi, cieszyć się, patrzę i
napatrzyć nie mogę, Iccz ich? co
ich obchodzić może jakaś tam
zgarbiona przy kominku postać?
Gonią się, gonią m^yle po łącz
ce — znikając za drzewami lasku
ażeby ujść wzroku „srogiej" „Te
limeny''.
O ! a otóż mój biedny poeta z
którego ust płyną gorzkie jak
piołun słowa: „Kobieto puchu
marny, ty wietrzna istoto...."
zaśmiał się chochlik — widzenie
zniknęło. Znowu przymykam o
czy. W samym kąciku szafy.,
czarno oprawna cienka książecz
ka, co to? zapomniałam.' Ach V
ta ! z którą przez całe dwa ty
godnie ani na chwilę się nieroz
łączałam. Czarna i smutna po
stać odrywa się od niej, płynie
ku ziemi, wznosi w powietrzu i
blademi szepce ustami : „Czy
M ary a ciebie kocha? mój drogi!
mój miły! ,,W iecej niż kochać
wolno i niż mogą siły!".... Zni
ka. ...
Pomiędzy duchami książek
moich widzę i zbolałą duszę sio
stry poety, który w ten poemat
włożył duszę,i życie; siostrę —
Malczewskiego.
„Jakaś ty śmieszna z twoimi
siwymi włosami i z tem rozma
zaniem w sercu" — mówi długa,
wspaniała postać, wyszła tryum
falnie z dużej objętości książki
To ostatni z szeregu panów filo
zofów których studyowałam.
Nudny cokolwiek, dobierał wyra
zów, po wyjaśnienie których mu
siałam udawać się do „leksyko
nu" i oto panowie z tej krainy o
biecanej stają koło \vyniosłej po
staci »filozofa i drwią niemiłosier
nie z jego głosu podobnego do
brzęku zimnego szklą. „My wie
my wszystko" — mówią i nady··
niaJ% się jak najgłupsze koguty.
„Nic nie wiecie" — mówi uro
cza postać niewieścia i patrzy z
pogardą na świetne towarzystwa.
— „Nic nie wiecie" powiada jesz
cze raz. Czy wiecie naprzykład
przy całej waszej uczonoś.;i co
tu jest miłość? Nie! Czy może
cie mi wytłumaczyć to wszystko
co się dzieje λν mojem królestwie
0 czem tam mówią w co wierzą
1 kochają? Nie. Żal mi was bar
dzo, — powiedziała i znikła w
jednej z książek z poezyami Siu
wackiego.
,.(Juo \ adis?"' — Błyszczy zło
temi literami — Sienkiewicz.
Gdzie? czyliż wiem mistrzu? Dłu
gie ja nieraz traciłam godziny
nad czytaniem twoich — tant'*·
zyi, dzisiaj unosi mię moja, prze
bywam z tobą i twoimi bohatera
mi. Oto idą, piękni, świetni Rzy
mianie patrycyusze i ich kobiety.
0 esteto! pocoś dał poznać pięk
no życia by. wzbudzać pragnieniu
1 — żal? Odeszli.
Dwunasta! godzina prawdzi
wych duchów. Nie mogę oderwąj
się od przebywania z nimi. Çze
kam kto nastąpi.
Ach! jak pachną pola i łąki,
rodzinne struny; kto to? jakieś
śliczne urocze istoty, to nasze pol
skie dziewoje, cały ich szereg i
dzie od tego grubego tomu
Rodziewiczównej, oto złota Ga
brynia, idzie z koszyczkiem przeć
pule a kłusy jej do stóp się ścielą
niesie chleb i książeczki dla
swoich biednych, ot Uronią, Ma
ryjka, Staska i inne, wyciągam
do nich ręce, wy złote, kochane!
Sinieje się filuzuf znuuu swym
szklannym śmiechem i móv\i:
„czy nie lepiej mnie, który ni
gdy nie wierzyłem by takie były
na świecie i który płakać za lie
1111 nie potrzebowałem?" „Były"!
krzyczę rozgniewana, były toz
duchy ich mą. „\\ lantazyi
twojej" — mówi, zimno, potaku
ją „leksykony . Ciemno, wszyst
ku zniknęło, zaczynam usypiać,
nagle jak z grobu, jęk! słucnam.
L-ancuwy brzęczą, kajdany cięża
rem padają. Otwieram znów o
czy. Ulady promyk księżyca pa
da na szarą niepokazną książczy·
nę. i o rebKwia, wykradziona .·
cudem· us^fa oczu wrogów. Zbiór
poezyi i pieśni. Ljejski, Feliński,
lieiza, bkafkwoski. Spojeni kaj-·
danaini wychodzą z niej dziwu.,
postacie, i warze blade, piękne
jak w spiżu ukute, spokojne, o
czy skry sypią, łachmany krwią
skropiuiie kryją ich ciała. Długim
szeregiem idą, płacz matek i żon
im tuwarzyszy. Na wzgórku
krzyż prosty drewniany, uklękli
— i głosem silnym a bardzo
smutnym śpiewają:
„Z dymem pożarów, z kurzem
krwi bratniej,
Do Ciebie, Panie bije ten głos,
skarga to straszna, jęk to o
statni,
Od takich modłów bieleje
włos.
O Panie, Panie ! ze zgrozą
; 1074.
Ładna sukienka dla małych panie
nek, z krótkimi lub długimi rękawa
mi. Może być uszyta ze wszystkich
wełnianych, jedwabnych, weiweto
wych i lekkich materyi. Przybrana od
powiednio do gatunku materyału,
borta, wstążką, koronka, lub wstaw
kę. Materyału potrzeba 3% jarda o
44ch calaoh szerokości dla dziesię
cioletniej panienki.
Modełko w czterech wielkościach:
4, 6, 8 i 10 lat.
1021.
Fartuszek teu bardzo łatwy do u
szycia składa się z jednego kawałka.
Materyały odpowiednie: ,,gingham"
świata
Okropne dzieje przyniósł nam
czas,
Syn zabił ojca. brat zabił bra
ta,
Mnóstwo Kainów jest pośród
nas"....
„Przed Twe ołtarze zano-;r.i
błaganie,
Ojczyznę wolną racz nam
wrócić Panie Y'
A potem : „Boże policz te mo
giły — Te płaczące matki żony.
Boże ! padłszy na kolana ście
lim Ci się dziś w pokorze:
Pulskę czystą krwią skąpaną,
krwią i łzami wskrześ ją Boże!!!"
L* boku stoi filozof, nisko po
chylił głowę.... powoli cofają
się panowie „leksykony"'.... Coś
z hałasem .ipadło na ziemię. P»u
dzę się zupełnie. Świta. Li stój
ι moich leży książka .Krytyki
| Kanta i o praktycznym rozsąd
ku tych którzy"' trącam ją
j nogą. Do jutra moje duchy ko
lebane! .
Kiedy Bóg wypędził ludzi z
raju, powiedział do nich: „W po
cie waszego czoła jeść chleb wasz
będziecie'. Słowa te w fen spo
sób czçï>to są wykładane, jak
gdyby Bóg je przekleństwem na
łożył. Jest tó jednak błędne za
patrywanie. Nie przekleństwem
ale pociechą i błogosławieństw! m
powinna być praca człowiekowi,
jedyną pociechą po utraconym
nieopatrznie raju. Wiemy z włas
nego doświadczenia dobrze, jak
ciężką oywa czasami praca, jak
gniotące przybiera pozory, jak
wyczerpuje, ale kiedy ogóliwe
zastanawiamy się nad jej wyni
kami, musimy przyjść do prze
konania, że praca przynosi bło
gosławieństwo i radość. Patrząc
i badając życie nasze musimy
przyznać racyę słowom: „jeżeli
jesteśmy z życia zadowoleni to
czyni je miłem tylko prąci i jej
następstwa". Każdy rozsądna
człowiek zgodzi się z wielkim
„prorokiem ' pracy Carlyl'em, któ
ry mówi: „Spałem I śniłem że
życie było przyjemnością. Obu
dziłem się i poznałem że przy -
jemność ta leżała w spełnianiu o
bowiązku !"
Praca do prawdy przysparza
radości, mianowicie jeżeli zwią
zaną jest z wypełnianiem obo
wiązku. Obowiązek to jedno z
najważniejszych zagadnień ży
cia. Spełnianie go o ile możności
jak najlepiej, przysparza duszy
dziwnego uczucia szczęścia. —
świadomość sumiennego wypeł
niania swoioh obowiązków, jest
niekiedy jedyną naszą pociechą
w dniach trosk ciężących na ser
cu. Obowiązkowych prac nie na
\
płótno, perkal, alpaka. Modełko
1 trzech wielkościach, małe, średnie 1
I
duże. Materyału potrzeba 4 Jardy aa
i średnią wielkość.
leży nigdy uważać za coś upoka
rzającego; każdy obowiązek rna
swą właściwą doniosłość^ ka;da
czyność jest na coś potrzebną,
chociaż w dniach zwątpienia my
ślimy że bylibyśmy zdolni do wy
pełniania „wyższych'' obowiąz
ków. Tak, praca jest radością,
gdyż j-ej następstwa zawsze są
jczem nagrodzone. Już sam ma·
jteryalny jej wynik napełni i nas
radością. Załatwiona dobrze pra
ca, spełnienie nałożonego obo
wiązku, podnosi pierś naszą do
zwoloną dumą. Zaniedbanie obo
wiązku, lenistwo, bezczynność,
rozgorycza nas i więcej niszczy
jak — praca, ona to podnieca co
raz bardziej nietylko fantaiyę na
szą ale wzmacnia i siły, robi z
nas ludzi wytrawniejszych, inte
ligentniejszych. Kto nie zna pra
cy i tylko używa życia nic jesi
zupełnym człowiekiem; brakni·:.
mu zupełnego zadowolenia, nic
umie tęsknić do niczego co wresz
cie gdy nadejdzie napełnia naj
wyższą rozkoszą.
Nawet najnieznaczniejsza pra
ca oglądam w takiem świetle, zy
skuje na wartości. Czyliż ni..· ric
szy każdego dobrze odczuwają
c(go człowieka kiedy widzi tuk
wszystko mu się udaje co tylku
w ręce weźmie? A kobiety? Lzy
liż nie muszą przyznać — orzy·
najmniej w głębi, duszy swojej,
że ich praca dumowa obowiązko
wa, daleko większem napełnia je
zadowoleniem, które odbiia Łię
w ukochanych twarzach ic!i ro
dziny, aniżeli wszystkie spełnia
ne niby obowiązki, w kierunku
publicznego życia?
Królewna Grecka.
Księżniczka Katarzyna, naj
młodsza córeczka greckiej pary
królewskiej, skończyła teraz je
den rok. Szczególnym jest sto
sunek małej księżniczki do całe
go greckiego wojska.
Kiedy dziecko się urodziło,
przebywał król Jerzy właśnie
na wojnie ze swymi żołnicr/ami
i postanowił, że każdy żołnierz
zostanie ojcem chrzestnym jego
córeczki. Naturalnie iż to wywo
łało wielki entuzyazm w szerego
patryotycznych lirekow, którzy
odtąd z całą gorącą miłością wła
ściwą południowym narodom, u
bóstwiają swoją „chrześniacz
kę." ,
Nie ma poświęcenia którego·
by dla niej nie uczynili. Najwyż
szą ich radością jest, jeżeli dzie
cinę chociaż zdaleka zobacz/c
mogą.
DZIENNIK CHICAGOSKI sami·
ezcza więcej drobnych ogłoszeń, ani
żeli wszystkie inne dzienniki polski·
w Chicago γάμοι wzięte.

xml | txt