OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, July 02, 1915, Image 8

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1915-07-02/ed-1/seq-8/

What is OCR?


Thumbnail for

Z parafii św. Izydora
w Blue Island, III.
Uroczyste zakończenie roku
erkohiego odbyło się ta u nas w
niedzielę wieczorem dnia 20-go
czerwca w sali Jana Hahna.
Uroczystość ta w bieżącym ro
ku była o tyle piękniejszą i
wzniosłej szą, iż po raz pierwszy
w dziejach istnienia tutejszej
szkoły parafialnej byliśmy świad
kami wręczania dyplomów abitu
ryentom ósmej klasy. Przedtem
bowiem nie było tu jeszcze ósmej
klasy, a dopiero za przybyciem do
Has WieL ks. proboszcza S. Do
bersteina i dzięki jego gorliwej
pracy kurs ośmioklasowy został
/ zaprowadzony. Tutejsi Polacy
mogą się teraz szczycić tern, iż
(posiadają szkołę stojącą na rów
ni z najlepszemi w Chicago. Li
cznie zebrana publiczność (na
wet ze sąsiednich parafii) miała
* znów sposobność podziwiać cało
roczną pracę czcigodnych Mostr
Felicyanek i ich zabiegi i nad
wychowaniem i wykształceniem
naszyci, dziatek Jctóre się też
pięknie spisały.
• Program bogaty w treść i obfi
ty w numera odbył się w nastę
pującym porządku:
1. Fortepian ·— Dnet — „Sun
ny Jim" — Maryania Feliszak i
Leokadya Zamaj tuk.
2. Śpiew — Chór dzieci szkol
nych.
3. ,,Panna Guzckralaka" — K.
Pallach.
4. Gosposia — Z. Groszewicz.
Drób — 22 dziewcząt.
5. Fortepian „Paul Revers
Ride" — Β. Świercz.
6. Komedyjka w I. akcie p. t.
„Imieniny Mamy" — M. Fliszak,
'A. Domitroff, Z. Chudzińska, C.
Groszewicz, K. Bartoszewicz, Z.
Michalak, J. Przekwas, J. Chu
dczińeki.
i 7. Fortepian „Clarmda Band
March," M. Feliszak i L. Zamaj
tuk.
8. „Zajączki": 10 chłopców.
9. Śpiew — Duet — ,,Dont
take my home": J. Chudziński i
S. Grabowski.
10. Rozmówka: „Poję się": —
Bron. Brzezińska, W. Paohols,
T. Kołdarz, W. Filewicz, J. Za
majtuk, S. Hahn.
11. Śpiew „Blue Bell" — chór
dzieci.
12. Fortepian — „Clayton's
Band March:" C. Groszewicz i
B. Świercz.
13. „Paryska Go^arnia" — ko
medyjka w I. akciet (Osoby: S.
Grałbowski, F. Billi, J. Pallach,
J. Pr/.ekwas). )
14. Fortepian „frhe Storm
King", galop; M. Ffcliszak.
15. „Kwiaciarka" B. Świercz.
16. ,,Murzyni" — \2 chłopców.
17. Mleczarki — 12 «Jziewcząt.
18. Śpiew „Za Bug"; Chór
dzieci. \
1S1. Wręczenie dyplomów">przez
nr« 1 « _ _ 1
V V 4U. ΛΟ· pi
Przed wręczeniem dyploirttv,
Wiel. ks. proboszcz przemówił
tak do młodzieży opuszczającej
mury szkoły parafialnej jako te^
do rodziców, dając im cenne ra
dy i wskazówki i zachęcając ich,
aby nadal pamiętali o wychowa
niu swych dzieci bo tylko przez
naukę i oświatę, jak: mówił czci
godny ks. proboszcz, możemy
dojść tu na tej ziemi amerykań
skiej do większego znaczenia i
szacunku.
Zaszczyceni dyplomami byli:
Józef Przekwas, Serafin Do
rni troff, Cecylia Groszewicz, i
Zofia Midhalak.
Zbytecznem byłoby tu wy
mieniać kolejno wszystkich bio
rących udział w programie, gdyż
wszyscy sipisali się bardzo dobrze
za co im nie szczędzono hucz
nych oklasków a Czcigodnym na
uczycielkom pochwały.
W zeszłą niedzielę po nieszpo
rach zwiedzaliśmy wystawę prze
pięknych robótek Dzieci szkol
nych, które wprost artystycznie
Ibyły wykonane, to też widzowie
pochlebnie wyrażali się o zdol
nościach naszych dzieci o nie
wyczerpanej prac y Sióstr Nau
czycielek.
Kończąc \ten opis a przebiegu
tej uroczystości powstrzymać się
nie mogę od tego aby Wam zac
ne Siostry nie złożyć publiczne
go podziękowania v imieniu ro
dziców za Wasze W prawdziwie
macierzyńskie opiekowanie się
naszemi dziećmi
Z szacunkiem,
Piotr Feliezak. '
■ ■
Do Oddziałów Związku
Młodzieży Polskiej Okrę
gu Zachodniego.
ROZKAZ.
j .
Ćwiczenia wojskowe — okrę
gowe — odbędą się w niedzielę,
dnia 4go lipca, <x godzinie 9tej
rano w wielkiej sali Pułaskiego,
1715 S. Ashland ave.\.na które
^ęOwołuję wszystkie oddziały mę
' skie.
W razie pogody nastąpi wy
jazd na ćwiczenia polowe.
J. Geppert,
Komendant Okręgowy.
Z Kazimierzowa,
Gniazdo No. 9.
Zacnym Druhom, Gniazda Je
dność, No. 9. donoszę, iż posie
dzenia, jakie przypada dnia 5-go
lipca, nie będzie, a to z powodu,
iż w tym dniu będą manewry, a
prócz tego i tak wielu wyjedzie
do innych okolic z powodu świę
ta amerykańskiego. Posiedzenie
zatem odbędzie się 12-go lipca, w
sali zwykłych posiedzeń i o re
gularnym czasie.
Czołem,
I 1
M. Kulis, sekrx finan.
Z POLSKIEJ RADY NARODOWEJ
W AMERYCE.
ZAWIADOMIENIE.
Z powodu zmiany w osobie sekretarza
POLSKIEJ RADY NARODOWEJ u
prasza się niniejszem, wszystkie przesyłki
pieniężne i korespondencye do POLSKIEJ
RADY NARODOWEJ i do FREE
POLAND przesyłać zamiast na imię i
nazwisko sekretarza, na następujące adresy:
POLSKA RADA NARODOWA albo też FREE POLAND
984-986 Milwaukee ave.,
Chicago III.
Za Kom. Wyk. Polskiej Rady Narodowej w Ameryce.
PIOTR LIGMAN, prez.,
JAN SKIBIŃSKI, sekr. gen.
Chicago, III. I-go lipca J915.
Z Objazdu Orga=
nizatoraP.R.N.
NEW CASTLE, PA.
New Catsle, Pa. to 49-ta para
fia polska, którą z kolei jako or
ganizatorowi P. R. N., przyszło
mi odwiedzić, Na wiecu, który 1
się odbył w niedzielę, dnia 20
go czerwica popołudniu — po
przemówieniu organizatora ko
mitet lokalny został założony i w
skład jego wzeszli: obyw. Ignacy
Leń, prezes; Jan Kaczmarek,
wiceprzes. ; Dominik Więch.l
sekr. prot. ; Józef Nogaj, sekr.
fin.; Stan. Litwinowicz, skarb
nik; dyrektorami zaś zostali o
brani: Wiel. X. prob. Jan Wasy
1 i szyn, Ignacy Leń, młodszy, Mi
chał Kielas Ignacy Tabiesz i J.
R." Noga. Od obranych ur/.ędni
kow przysięgę odebrał wie'. Λ.
Franciszek Baczcwski.
ACOSTA, PA.
Dnia 23-go czerwca odbył się
wiec w Acosta, Pa., osadzie gór
niczej, do której dojeżdża "»Yie1.
X. prob. Dudkiewicz z Ralphton,
Fa.
Na wiecu, na którym li rrc
się zebrali miejscowi mie-./Wi—
cy, został założony komitet lo
kalny P. R. X. i urzędnikami o
brano: obyw. Jana Sady, preze
sem ; Bolesława Rostkowskiego,
wiceprez. ; Józefa Kiwackiego,
sekr. prot.; Józefa Cyga, sekr.
fin.; Józefa Domagała, kasye:
rem; Walentego Kucaka, mar
szałkiem; dyrektorami zaś oby
wateli Klemensa Sady, Wal. Bu
ryłę i Antoniego Szwajga.
Wiel. X. proboszcz Dutkie
wicz odebrał przysięgę od nowo
obranych urzędników.
ROSWELL, PA.
Dnia 24-gt) czerwca w Roswell,
Pa., odbył się wiec Polaki ej Ra
dy 'Narodowej, na którym trzy
krotnie przemawiał organizator
iP, R. N., Aleksander M. Jasień
ski. — Wiec otworzył przemó
wieniem Wiel. X. prób. Feliks
Finkę. Przed wiecem 1 w przer
wach przygrywała kapela połączo
nyłch Towarzystw pod batutą p.
/Nowaka, oraz śpiewał pięknie
chór parafialny i deklamowały
panna Julia Więcek i dzieci szkol
nej Józia Więcek, Walerya Li
put, Filip Kozioł i Józio Szew
czyk, syn skarbnika lokalnego
komitetu P. R. N.
Tak z tego jak i ze wszystkich
innych wieców P. R. IN. został
wysłany do prezydenta Wilsona
telegram do Cornish, Ν. Η. z za
pewnieniem lojalności ze strony
Polaków,
Wiec bardzo pięknie się odbył
i jest nadzieja, że praca lokalne
go K. P. R. N. będzie owocna.
UNIONTOWN, PA.
W sobtę, dnia 26-go ozerwca,
odbył się wiec P. R. N. w Union
town, Pa., na którym przema
wiał organizator ip. R. (N. Na
tym wiecu został założony ko
mitet lokalny, do którego obra
no: prezesem, Wiel. X. prob. Bo
lesława Pawłowskiego; wicepre
zesem obyw. Józ. Potoczaka ;
sekr. prot. ob. Józefa Piławskie
go; sekr. fin., ob. Jana Maciak;
skarbnikiem ob. Wal. Ptaka;
marszałkiem ob. Wojiciecha Mi
gacza; dyrektorami obyw.: Józe
ra Mindykowskiego, F. Tunajek,
Fr. Krzanowskiego,. Seb. Bolse
go, Jana Hebba i Jana Pycha.
Obrani urzędnicy zaraz złożyli
przysięgę.
CONNELLSVILLE, PA.
W niedzielę, dnia 27-go czerw
ca odbył się zaraz po Sumie wiec
P. R. N. w sali szkolnej w Con
nellsville, Pa., na który stawiono
się licznie, tak że sala była prze
pełniona. Po przemówieniu Wiel.
X. prob. Tadeusza Siateckiego i
organizatora P. R. N. obrano ko
mit et lokalny P. R. N., w ma
którego weszli oby w. i Michał
Luka s z ak, prezes; Jan Mach,
Ignacy Afech (sekr. prot.) ; Mich.
Grabowski, Stanisałw Chmiel,
Jan1 Lewandowski, Jan Miezki-r
nis, oraz panny Aniela Ltika
szak i Agnieszka Nowacka i pani \
Konstancya Biesiada.
(Przysięgę uroczystą odebrał
Wie!. X. proboszcz Siatecki.
ROSSITER, PA.
W poniedziałek, dnia ζβ-go
czerwica o godz. 2-giej popołud
niu, odbył się wiec P. R. N. w
Rossiter, Pa.
Polacy chcąc wtziąć udział w
wiecu tego dnia, nie poszli do ko
palni i urządzili sobie święto. —
Wiec był przeplatany deklama— *
cyami i śpiewem i obrano· po
przemówieniu Wiel. X. prób. Fr.
Wieczorka i organizatora P. R.
"N. komitet lokalny, do którego
weszli obywatele: Władysław
Jan Nowicki, prezes; Konstanty
Zuchniewicz, Józef Balawender,
J. Żebrowski, Jan Walczak. Józef
Januszewski, Aleksander Pio
trowski, Andrzej Majkowski i
-Marcin Synowski, oraz panie
Rozalia Majkowska i Stanisława
Żebrowska. — Wybrani urzędni
cy natychmiast uroczystą przy
sięgę złożyli. . ·
A. M. Jasieński, 1
Dalszy plan podróży Or
ganizatora P. R. Ν.
W dalszym ciągu swego ob
jazdu organizator P. R. N. będzie
przemawiać na wiecach w nastę
pujących miejecowościach :
2-go lipca w Tonowanda, Ν. Y.
4-go lipca w Olyphant, Pa.
5-go lipca w Freeland, Pa,
6-go lipca w Filadelfii u ks.
Godrycza.
7-go lipca w Trenton u Franci
szkanów.
8-go lipca w Boundbrook, N.J.
9-go lipca w Jersey City w pa
rafii św. Anny, u X. J. Wrzesio
ny. ·
ι
V
Hej Kasper!,
znos τν
KUBEŁ εκ?
-7
Kubełek? -fy
PEWNIE MY3US
O KUB EU κ Ty Ν
CECH CO OU PN*
Π A SKSYPECKACH
f r> —
Jl=
No 'No! e)0 /=
Cl PADOM/1
KUBEŁEK, i-t
'K-U-S-E-Ł-E-KI
V^=
(oJuDASU ISKARYdOTU1
PAP EJ CHYŻO CO Cl w"
MAK0VYIE S)£ POMYXOWALO1
t
Ίο Ty w O'
■tBIE NIE
CoJES> (ruBęteKll
For v£ 6UPNYS
5E0K \ c)ak ey
wmniê piorun
i
-f5AS] j"
Γ
Ιερ «Jak I
KUBEŁEK A
NłM NlC
Ν lEMOS!
Dobry mąż.
1 — Czy doprawdy było tak, żeś
pan swoją przyszłą żonę najpierw
z wody wyciągnął, a potem się z
nią ożeniłeś?
— Bezwątpienia ; odwrotnie
byłbym przecież nigdy nie zrobił
tego.
Nasze dzieci.
— Tatku kochany, czy osieł
ma takie czasem ból zębów?
— Az pewnością.
— To dużo waty potrzeba, że
by mu napakować w uszy.
DOBRA RECEPTA.
( D]^ŁpZIENNIKA CHICAGOSKIEGO". )
Siedzieliśmy wszyscyrprzy ô'-λ
biedzie, gdy niespodziewanie o
tworzyły się drzwi werandy i u
kazał się w nich pan Michał.
„Doskonalej — jesteście pań
stwo właśnie przy zupie" — za
wołał na wstępie — .„zmiłujecie
się więc pewnie nademną, bied
nym człowiekiem, który niema
dachu nad głową."
Pan Michał wraz ze swą żoną
bawił również jak my' „na świe
żem powietrzu" i zajmował wil
lę w naszem najbliższem sąsiedz
twie. Było to małżeństwo przed
rokiem zaledwo zawarte ; — obo
je niezbyt już młodzi — a bied
ny pan Michał był ciągle zmu
szony włazić pod pantofel pani
Pulcheryi.
W godzinie słabości stworzył
przed siostrą moją swe serce
straipione i opisał srogie rządy,
którym musi ulegać, — a ona do
radziła mu receptę przy zastoso
waniu której zostanie prawdzi
wym panem domu. Skuteczność
tej recepty wypróbowała na wła
snej osobie w pierwszych wojen
nych czasach swego małżeństwa
i śrwiecie w nią wierzyła.
Powitaliśmy gościnnie pana
Michała, siostra kazała dodać je
dno nakrycie i z miną tajemni
czą, ale zarazem zwycięską za
twał on miejsce przy stole. W
oczach jego błyszczało poczucie
siły i stanowczości twarz mu pa
łała dumą, «a wąsy miał nastro
szone niby drugi W iluś.' Zawią
zał sobie pod szyją serwetę, —
czego w domu nie wolno mu by
ło robić, bo pani Pulcherya bar
dzo uważała na dobre maniery —
i tryumfalnym głosem patrząc 'na
moją siostrę, uroczyście oznaj
mił:
„Dzisiaj wreszcie zrobiłem u—
żytek z udzielonej mi iprzez ła
skawą panią recepty".
Brawo" zawołaliśmy wszy
scy.
„Tak — stało się" — wyrzekł
dobitnie z miną Cezara, przekra
czającego Rubikon — i z całą e
nergią zabrał się do zupy. Gdy
w należytem skupieniu zjadł już
dwa talerze doskonałego barsz
czu, zaczął szczegółowo opowia
dać, jak swego bohaterskiego
czynu dokonał:
,,Nie przyszło to tak łatwo, jak
się państwu może zdaje. Żona wi
docznie przeczuwała, że mam ja
kieś stanowcze plany, bo nie da
wała mi żadnej sposobności do
zastosowania recepty. Nie zwra
cała uwagi, że jedząc rybę posłu
giwałem się .nożem i zdawała się
nawet nie widzieć, żem niedopa
łek z cygara rzucił na (podłogę.
Aż dziś nareszcie stało się/'
,,Λ więc dzisiaj podano na o
biad pieczeń wieprzową, a do
niej sałatę kartoflaną i. kapustę
na słodko. Wówczas ja odezwa
łem się do swej żony: „Co? słod
ka kapusta do pieczeni wieprzo
wej? Nie wiesz o tern, że należa
łoooibg kwaśną?'!
JH i J
„Laikiem słusznie — przer
wał mój szwagier.
„Pewnie że tak, — ale moja
żona oburzyła się i zaczęła mi
wymyślać, że na kuchni znam się
tyle, co kura na pieprzu, żem
przez czas swego kawalerstwa o
bracał się między nieokrzesany
mi gburami, żem się przyzwycza
ił dó ordynarnego wiktu restau
racyjnego i do wszystkiego
chciałbym mieć tylko kwaśną ka
pustę. Jakbym się nie był stoło
wał w najlepszych restauracyach"
dodał oburzonym tonem, gładząc
się po wystającym, pięknie zao
krąglonym brzuszku.
Spoglądaliśmy na niego z u
śmiechem, a on ciągnąi dalej :
,,Odpowiedziałem żonie natu
ralnie, ona mnie energiczniej, po
tem znowu ja jej, aż wreszcie
przyszła oczekiwana chwila : Zer
wałem się z krzesła, przewraca
jąc je na ziemię, grzmotnąłem
pięścią w s£ół, aż wieprzowina na
półmisku podskoczyła i szklanki
zadzwoniły, zmierzyłerii Pulche
cię wzrokiem, od którego ciarki
przejść ją 'musiały — i Majesta
tycznym krokiem opuściłem po
kój. Ona oniemiała z przestrachu
i bez jednego słowa-· stała jeszcze
w chwili, gdym drfcwi za sobą za
trzaskiwały — : Tak, moi pań
stwo! Zdobyłam się na energię
prawdziwie nłęskiego czyn-u i te
raz, kiedy jitż początek zrobiony
czuję, że frę&ę prawdziwym, a j
nie malowań rm panem domu."
·"·· I - J
i
Pogratulowaliśmy panu Micha
łowi odwagi i energii, a wzrok
jego gorzał .płomieniami, jakie
musiały palić się w oczach Achil
lesa, gdy wokoło Troi włóczył za
iwym wozem ciało Hektora.
Mnie się nawet w głębi duszy
zrobiło żal biednej pani Pulche
ryi, której małżonek tak bunto
wnicze plany odważał się snuć
na przyszłość.
On zaś tymczasem z apetytem
skonsumował obiad, potem za
siadł z nami na werandzie, palił
ze smakiem importowane cygara
hawańskie mego szwagra, po
szedł z nami na sipacer i został
wreszcie na kolacyę. Zda\vał się
być przekonania, że przez zasto
sowanie niezawodnej recepty
mojej siostry zdobył sobie w jej
domu nieograniczone prawa go
ścinności. Po kolacyi dotrzymy
wał nam w dalszym ciągu towa
rzystwa i mimo spóźnionej j*uż
pory nie myślał o powrocie do
domu.
Siostra moja zaecyaowaia się
wreszcie zapytać go, czy pani
Pulcherya nie będzie zbyt zanie
pokojoną długą nieobecnością
męża. Pan Michał zerwał się z
krzesła, jakby na tę uwagę od da
wna oczekiwał i natychmiast za
czął się żegnać, zapewniając nas,
że żona musi tam mdleć z nie
cierpliwości, trwogi i niepewno
ści, co się z nim dzieje. Po chwili
oddalał się pewnym krokiem, z
głową dumnie ipodniesioną, z od
wagą w sercu i świadomością
zwycięstwa.
Siedzieliśmy na werandzie, a
noc już zapadała zupełna. Moja
siostra spoglądała na ciemne, po
marszczone fale jeziora, i ozwała
się wreszcie z lekkiem uśmie
chem: I
1 . · v d' * ■ ■ ·
,,Pani Puleherya nie wydała
mi się zbyt nerwową. Może nie
weźmie zanadto tragicznie całe
go zajścia."
„Skądby znowu!?" rzucił szwa
gier puszczając kłęby dymu z
cygara.
Wilgotny chłód wiał od wody
— opanowywało nas znużenie i
senność, powstaliśmy więc, by u
dać się na spoczynek, gdyśmy
raptem posłyszeli szybkie kroki
w ogrodzie, a po chwili z ciem
ności doleciał nas żałosny głos:
,,Czy ona jest u państwa?"
Poznaliśmy głos pana Micha
ła.
„O kogo pan się pyta?" —
odrzekła moja siostra.
„O moją żonę" — brzmiała
płaczliwa odpowiedź. „Moja żo
na gdzieś znikła — niema jej w
domu."
Po chwili na progu ukazał się
pan Michał. Twarz miał bladą,
kąciku ust płaczliwym skurczem
wykrzywione, a tak wojowniczo
przed chwilą jeszcze nastroszone
wąsy zwisały bezwładnie ku do
łowi.
„Moja żona, moja Pulchercia."
— jęczał .opadając na krzesło.
,,Cóż się więc z nią stało?" —
zawołała siostra.
„Znikła — niema jej w domu"
— powtarzał w kółku gość, spo
glądając bezradnie po naszych
twarzach. „I kucharki takie nie
ma, także gdzieś znikła."
„Niech się pan uspokoi, panie
Michale!" — próbowała pocie
szać go siostra.
„Nie — nie — niech mnie pani
nie zatrzymuje" — zawołał. .,Bo
że, Boże! o śmierć ją przeprawi
łem swą brutalnością, tę najlep
agodniejszą, najdelikał—
niejszą istotę — zawodził scho
dząc ze stopni werandy.
,,Niech pan poczeka; będziemy
panu towarzyszyć" — zaofiaro
wał się z pomocą mój szwagier i
po chwili szliśmy wszyscy razem
ku willi, zajmowanej przez na
szych sąsiadów. Stała ona ciemna
i ponura na posępnem tle nocy,
tak, że z trwogą zbliżaliśmy się
do tego miejsca nieszczęścia, kry
jącego w sobie straszną może ka
tastrofę. Nagle siostra moja za
wołała :
,,Ależ przez drzewa i krzewy
przebija światło z altany."
Z piersi pana Michała dobył się
okrzyk tryumfu i jak łania po
skoczył między gąszcze ku ścież
ce, wiodącej do altany, w której
płonęło światło jego nadziei.
Poszliśmy w jego ślady.
Ujrzeliśmy go właśnie w chwi
li, gdy przekraczał próg altany.
J
'J
J
i podniesiony dyszkanta pani Pul
cheryi, który buchnął jak lawa :
,,Το nie do wiary! Coś niesły
chanego! Coś ty ^niedołęgo cały
dzień robił, gdzieś się wałęsał?"
Jakieś niewyraźne mruczenie
doszło do naszych uszu, a na
tychmiast uderzył o nie o okta
wę wyższy, syczący głosik nie
wieści
„Cooo.... u tych ludzi ! No. ·.
mogłam się tego po tobie spo
dziewać. Ty nie masz żadnego
wstydu, pfuj ! ! Na przyszłość, za
pamiętaj sobie, stanowczo ci za
braniam. ...
Usłyszeliśmy już dosyć i po
woli wycofaliśmy się.
Pani Pulcherya żyła.
Moja siostra od tego czasu ni
komu już nie doradzała swojej
„ddbrej i wypróbowanej" recep
ty.
i

xml | txt