OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, September 13, 1915, Image 6

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1915-09-13/ed-1/seq-6/

What is OCR?


Thumbnail for 6

MAPA GALICYI
AUSTRYi DARMO
śliczną mapę Galicyi i Austryi damy darmo każdemu, który
się zgłosi do banku naszego do okienka numer 11. Ci którzy mie
szkają poza miastem Chicago, niech przyślą 2 centowy znaczek
na opłacanie przesyłki, a otrzymają mapę przez pocztę.
Nigdy przedtem kurs pieniądzy do Austryi i Rosyl
nie był tak nizki jak obecnie. Wysyłamy pieniądze pod gwaran
cyą, że takowe nie zginą do Galicyi, do Węgier jako i de niektó
rych miejsc w Królestwie Polskiem i na Litwę. W razie gdyby
takowe nie mogły być doręczone otrzymacie je z powrotem. Za
nim wyślecie pieniądze przez inny bank, zapytajcie się o nasze
nizkie ceny.
Zawsze załatwiajcie swe sprawy pieniężne przez bank, któ
ry Wam daje wszelką gwarancyę.
Bank nasz jest pod^ kontrolą Stanu Illinois, a zasoby
nasze wynoszą blizko 6 milionów dolarów.
Po wszelkie informacye piszcie do:
PEOPLES STOCK YARDS
STATE BANK
Oept. C. Ashland Ave. eor. 47-thSt, Chicago
Telefon Xonroe 9849
Dr. F. F. WIŚNIE WSKI
ikzt wnilkl· cfcoroôy prędko I skHtaczM·.
1227 MILWAUKEE AV., róg AsJlland· A«.
Dobieram okulary.
Dr. L P. Kozakiewicz
- Spefyfeflûta eherob kobiecych
LejAns Chirurg 1 Akuszer
usTKSuui.
r«L H*>Mrkrf 4βββ
Oodi: od 8 do.0 r&oo
OU I d« 3 popoi do .
. 1 od β do # wieczerz m
Dr. Adam Szwajkart
Clwofcy ninwwi, ftwi^riM I dzfooton·
Ml—kenliî SUS Weet Dłnnty Anm
Godslayi 4-*fnjrtrt'iru
! Telefon: MM Relaient ^
rOftat I ses Sorth AaMu4 Arena·
Oeillyi β-β wleozoreaa
Telefon i ŁOttB, l«SO lak SIM Hun·
DR. S. R PIETROWICZ
SPEC Y AL18TA
Oflu
1601 V. CMeait Ave.
τα im aaia
Gods. o<U9 do 11 r*no
od 4 do S poMfcdnia
od 7 do § ineoaoreo.
chorób wewnçtntoyeh i nerwowych
©fie: Proepoct budynek 1MJ No· A*blnn4
At·., róg DItWoo al.
TeL Humboldt ««. Ood. li do f l od β do » wieo.
Mieszkanie: «134 Płerc· Avenu·,
©fto: Th· M ar* hall Fl*ld Co. An·· x bndy
nek, Γ. Z. dat. Washlnetonl W»b»»h Av·.
Godziny £30 do 4-ej po »ołudaiv. Pokój 1109.
Telefon Randolph 4444.
Dr. C. P. Gierałtowski
Leczy choroby kobiet, mężczyzn,
i dzieci, również oczy, uszy, noe
i gardło. — Specyalno&:
Ogólne Operacje.
811 Milwaukee a Te., pnjChicago ar.
Otf l-ej do 3-j po poi. 1 od 6:B0 do β-ej wieczorem
Chirurg Ochronki iw. Elżbiety
DR. F. KALAC1NSKT
HHesikRnη: 1«34 M. Rober ulic»
TYiefon: Humboldt 4755
<>Γι·: 12Λ6 Noble j1. Te le f od Monroe 3HJ
Goozii'. v ofisone: O 10 raao. i — 3 popołudnia.
» — e * .eczorrm. W niedzielę ł — I popotudnli
Tel. κ ex. Monree 1506 om Moaroe SSM
DK. J. P. WOJTALEWICZ
1ΕΚΛΜ I CHIRL Rti
K«L 1521N. ■L Ofo 1M1 N.rtk Art. ri« Athli·*
do IIS tej r»no. 1 4e » od 10 do li w poł.. od S do
i 8 do · wieczorem. 4 popoł. ł od 7 do β wiecz.
U» Błtajin tefed I tćtś
5LTUe4 liulwaukee
av«b
ZSw^àasÈ^
X~**r
DR. C S. KRYSIŃSKI
LEJCAMI I chirurg
oa»
μ 114» W.CIMfoJW*
™ Tal. Humiarket 9847
3ł » ©od*.·* do 4ej popoł.
My ny -» de i wlecaoma. W
ie|fre»o*odmiu.
BR. J. A. TRAIN
LEKARZ I CHffiCRG
<I*M
rkoilMW
Dr. A. PIETRZYKOWSKI
Leci τ choro b* moroiTin. kobiet I dsiatf
βββ MILWAUKEE AVE
r6f Center Afenoe Telefon 3311 Monroe
Ofleow· cod·· od 0 do U raoe i οά 4 do 9 wlec*
UHaMl T«L CaaallS)
Dr. W. A. KUFLEWSKI
Mc Victor Part 0t!«: 110· *. 1«-ta U.
1 JM R. lekey al. rig W o id «1.
M2. 1»-I2raae:l:ttde«:3«·. Nto. 2-4 so ył. 74 a.
rflełooy Mooroe 881 i 1577 i Hijnurkct 274
DR. XELOWSKI 8|,J£™ii«A
10S3 Milwaukee Ave. Chicago
Godziny: od U do 1*·! runo i od 7 do U wieczorem
prócz ńrody ł niedzieli.
Mieszkanie: 728 WavtlaaJ Are., Telefon: Lakę View 5803
Telefon Onkland M81.
l)r. Alvina Bożekowska-Dalton
4029 Indian* Ave.
Stec. mol· Chart* Rokitct. Komplet, urzfdzaai· na porody
Qod*in> : od 9 II ranr·; od 1—3 popołudniu; od
t—S wieczorem. W aiedaielt przei umówieni·.
DOKTOR A. LITVIN
Κ-ΊΛ MILWAUKEE AVENUE roe ELSTON AVENUE
Koszt jest
bardzo mały.
$1 ia lecze
nie z medy
cyną włącz.
Leczy choroby mężczyzn, dam
i dzieci właeaemi ruedycyoemi
Zwraca specjalną uwagę na wmlkto
oh»»nlein· choroby.
Uodiloj otUo>«i Od 8 rano βο · wieczór·®
knidifo d«i» We czwartek popołudniu w>
iqcznie lec*y choroby kobiece.
* Telefon Moiiron 5734.
Odwiedza pa
cyentów we
dnie i w nocy
Każdego cza
su gdy zażąd.
DOKTOR WISSIG ÎSÏJS
leczy wszystkie choroby mężczyzn i kobiet bez wzglądu jak zastarzałe i zaniedbane s ne są
Specjalnie leci y choroby żoładka. płuc. neretc i pęcherze, zatrucie krwi. choroby akór
ne. rany. reumatyzm. Ml głowy, ból w krzyżach, kaszel, ból gardł» i tajne choroby. Jeżel.
Inni nie mot 11 was wyleczyć, przyjdźcie ta 1 przenonajcia βις co on cnoie dla was uczynić,
hnli Dar··. lOOO Blue Island Ave., rac 19-tij ulicy, ud baiklra. Tel CaulS2S3
Szkaradą
bieżącego wieku jest zatwar
dzenie i inne komplikacje,
możecie pozbyć się tego
i wzmocnić wasze wnętrzności
przez używanie
Triner'a
Amerykański Elixer
Gorzkiego Wina
zluzuje i usunie wszystko nie
strawione pożywienie. Bar
dzo skuteczny środek na cho
roby żołądka, wątroby i ki
szek.
Cena $1.00 W aptekach
JOS. TRINER
1333-39 S. Ashland A?e.
CHICAGO.
J. F. ŚMIETANKA
ADWOKAT
WtebiistoB olic·, ·>«· rtftm
Telefon Ranâolph 3396
DR. W. S. SCHRAYER
PoUkl Lekarz 1 Chirurg
Ipecyalnic we wazyatkich cborohaek
mężczyzn, kobiet i dzieci
927 Noble ul. TeL Monroc 1554
Oortflny oflaowe do 9 rano. od 1 do · wleoedr
I Λούη» zauwaiyó numer dom· ł wnrm
Aug. G. Urbański
ADWOKAT
Ofis:, 414 i 415 Home Bank Budynek
MliwkakM I Ashland Ατ·.
aiMiktBi·: asie thohas ulica.
łtWoti w oflsie: Telefon w domu
MONROE 3887. HUMBOLDT 8177.
Praktykuj· w· wrayitklch lądacb
Całulr wam wœrawacb kupna i >Di*t realności
Ludwik Pinderski
ADWOKAT
Pekoje 311 do 524 Ueity BI*·.
J»C«tnl 719» 1 TICS AntonuUl· U4N
197 8. Dearborn IL
RhMME Od Tdo K, Pokój 104 Hmm mam
^. _
N. L. Piotrowski
adwokat
Praktykuje we wszystkich sądach
Ofie: 155 N. Clark al. narożnik
Randolph (Ashland Błock)
TA* 307, 3cm piftr·. T«L Ceatr J 7071
FRANK KLAJDA
KONTRAKTOR BUDOWNICZY
tnduje dotay. askoty. koéotoiy 1 haie. Robi ro»
suite prMróbki orai reparacye.
Oany lardso umiarkowane.
1161 Noble iL, róg Blackhawk ulicy
Telefon Harmarket 3273
W. J. LaBUY
ADWOKAT
Praktykitfe we wssystkich sądach
WlwMum 9XM KUvtikN A«mm
Telefoa Monroe 3S80
Ofts w śródmieściu 1*7 V. Dwurborn St
Pokój lflSs U»l«r Bid*. TeL Central 1S96
W. Słomińska ^
1025 Milwaukee are. Cfeafe. U.
NAJSTARSZA FABRYKA POLSKA
Ceay —ii^pWBo
Wyrabia ohor^wie, sztandary, odxna»
ki. szarfy, bert*, piees^oie, łtd.
Robota pierwMOTłfdBIL^ ôd^MÙri^Zyedno
NA DWORZE KSIĘCIA
„PANIE KOCHANKU"
POWIEŚĆ
pria Włodzimierza Trąmpczyńskiego.
Ϊ (Ciąg dalszy).
— Czasem też śmiałków psy kąsają — prze
komarzał się Ignaś.
Znów krótka narada, po której wzięto się do
czyszczenia ubrań i koni. Młodzieńcy dosiedli ru
maków, rozpędzili je w pełnym galopie, spięli o
strogami i — za chwilę znaleźli się po tamtej stro
nie groźnie wyglądających, lecz wcale nie niebez
piecznych zarośli.
— Z uczuciem dumy pędzili teraz wprost ku
dworkowi myśliwskiemu, z którego gwar dochodził
już nawet do ich uszu,
— Jesteśmy u kresu — zawołał Szczękowski.
— Nie mów hop, dopóki... — zaprzeczył Ik
naś, ale nie domówił jednak całego przysłowia do
końca, gdy nową na swojej drodze znaleźli prze
szkodę.
Na wiprost jeźdźców wybiegło całe wielkie sta
do niedźwiedzi. Jak dobrze wyćwiczeni żołnierze,
zwierzęta te utworzyły koło zwarte, w którego
środku znaleźli się nietylko dwaj Sągajłłowie i
Szczękowsiki, ale jeszcze pięciu cyganów, uderza
jących miarowo w bębny i wyśpiewujących przecią
gle jakąś dziką melodyę. Niedźwiedzie nie miały
żadnych złych i krwiożerczych zamiarów, przeci
wnie, jak gdyby na znak radości obracały się w
kółko i przeskakując z jednej nogi na drugę tań
czyły zawzięcie w takt muzyki.
Ile razy jednak który z jeźdźców przybliżył
się zabardzo i chciał się przedrzeć przez kordon,
zwierzęta rozpoczynały taki pomruk groźny i taką
podnosiły wrzawę, że przerażone konie stawały
dęba i cofały się do środka.
Młodzieńcy dzielnie trzymali się w siodle, co
wzbudzało zachwyt księcia, który nie przestawał
zachęcać rękami do przybycia i wołał:
— Sam tu do mnie, Szczękosiu, panie ko
chanku !
Napróżno młodzieńcy starali się przedrzeć przez
ten żywy dał, napróżno zagrzewali wierzchowce,
każde usiłowanie okazywało się daremne. A ksią
żę wciąż zachęcał a wciąż wołał :
— Sam tu do mnie, Szczękosiu, panie ko
chanku !
Nie namyślając się dłużej, Staś zeskoczył z
konia, uzdę rzucił jednemu z cyganów, a wyrwaw
szy grajkowi bęben z ręki, naśladować zaczął jego
śpiew przeciągły.
— Za mną! — zagrzmiał w stronę Sągajłłów i
wciąż śpiewając i bębniąc, przybliżył się do koła,
jakie tworzyły tańczące niedźwiedzie.
Zwierzęta sądząc, że mają przed sobą jednego·
z dozorców, rozstąpiły się posłusznie i trzej przy
jaciele przedstali się bez przeszkody, a stanąwszyi
przed księciem, unieśli w górę konfederatki.
— Stawiliśmy się na rozkazy — rzekł Szczę-,
kowski — i nim słońce zaszło przebyliśmy drogę z
wszystkiemi przeszkodami.
— A niechajże was uściskam, panie kochanku!
— śmiał się książę, a że był w złotym tego dnia
humorze, więc czułość swoją posunął tak daleko,
że aż każdego z chłopców unosił w reku do góry i
składał na czołach ojcowski pocałunek. — Zuchy
z was nielada, z takich będzie miała pożytek nasza
biedna Rzeczpospolita. Jak mi doniósł pan Wołod
kowicz, egzamin z odwagi wypadł dobrze, zręczno
ścią spisaliście się znakomicie,· do okazania dowci
pu pora znajdzie się kiedy indziej. Głodni jednak
musicie być bardzo. Borosiu, pomyśl o posiłku dla
tych dzielnych junaków, panie kochanku.
— Już omyślałem, mości książę, podkurek za
stawiony na klombie za dworkiem.
Położywszy jedną rękę na ramieniu Stasia,
drugą na ramieniu Ignasia, książę szedł ku klombo
wi a po drodze zwrócił się do Onuferka:
— Że starsi dali sobie radę, to jeszcze nic dzi
wnego. ale że ty, taki mały kucyk, nie pokpiłeś
sprawy, panie kochanku, to już godne pochwały i
nagrody.
Przy „podkurku'', podawanem zazwyczaj po
między podwieczorkiem a kolacyą, a tak obfitym,
że ubogi szlachetka miałby takiegó pożywienia na
cały tydzień, książę posadził młodzieńców obok
siebie, częstował sam zachęcał, a nawet dolewał
różnych soków i nakładał na talerz smakołyki, o
żywiony też był bardzo i powiadał chętnie różne
swoje przygody.
— Może myślicie, że to mój koncept, albo też
Borowskiego, ten rów. te krzewy cierniste i te nie
dźwiedzie? Wszystkiego nauczyłem się od sułtana
tureekiego, gdzie bawiłem jako biedny wygnaniec,
wzywający pomocy przeciw wrogom Rzeczypo
spolitej. Mądry to jest władca,ale niedostępny, pa
nie kochanku, a kto do niego chce się dostać, ten
musi przepłynąć w akamowvm stroju przez Bos
for. Zrobiłem to, panie kochanku i zacząłem pły
nąć. Aliści w połowie drogi taką uczułem czczość
w żołądku, że chłypnąłem wody morskiej. Za
miast mi to pomódz i orzeźwić, zaszkodziło tylko
i byłbym z pewnością spoczywał już na dnie bi
surmańskiego morza, bo opadłem z sił zupełnie,
gdyby na szczęście nie wychylił ł»ba z wody wielo
ryb, który tak na mnie spoglądał zapraszająco, że
wsiadłem na niego, jak na konia i spokojnie doje
chałem przed ogród sułtański. Ale tu znów kłopot
panie kochanku. Trzeba było przebyć przez gaj
oliwny, tak gęsty, że jednego nawet kroku nie mo
żna było zrobić naprzód, ażeby się natknąć na i
glice. A ja przecież byłem jeszcze gorzej ubranv,
niż nasz praojciec w raju, panie kochanku.
Cóż tedy robić? Nie posiadając ani hubki, ani
krzesiwa, pochwyciłem dwa kamienie i tak długo
uderzałem jeden o drugi, aż posypały się iskry, od
których zapaliło się pierwsze drzewo. Szkody wiel
kiej nie wyrządziłem, tylko wypaliłem sobie szpa
ler, przez który dostałe msię do pałacu. Sułtan
, zobaczywszy ogień, wybiegł na ganek, ale poznał
mnie zdaleka, przysłał kosztowną delię i zakrzy
wione pantofle, kazał otulić moje grzeszne ciało i
wołał od progu : „ma bzika, ma bzika", co w języ
ku Turków znaczy: ,.Jak się masz?" panie ko
chanku. Borosiu, czy kłamię, czy ta delia i panto
fle nie są przechowywane w naszym skarbcu?
(Ciąg dalszy nastąpi).
JULIUSZ VERNE
W PUSZCZACH AFRYKI
OPOWIADANIE
Spolszczyła B. Kowalska.
| (Ciąg dalszy).
— Zdajmy się na instynkt i "spryt tego malca
— rzekł Kamis, — niech on nas prowadzi.
— Czy ty nie wiesz, która chata jest własno
ścią rodziców jego? — zapytał Cort Langa.
— Nie wiem, przyjacielu — odpowiedział Lan
ga, — ale zdaje mi się, że znajduje się w tej stronie
— dodał, wskazując na lewo — z pewnością Li-Mai
tam nas zaprowadzi.
Zwrócił się do malca i zapytał go:
— Ngora.... Ngora?
Dziecko zrozumiało i znów kiwnęło głową.
W kilka chwil później podróżni znaleźli się
ι w części wioski, osłoniętej gęściej wierzchołkami
drzew.
- Li-Mai zatrzymał się przed czystą chatą i
wskazał na nią ręką, a Langa rzekł.
— To tutaj.
Drzwi chaty stały otworem. Mieszkanie we
wnątrz wyłożone było suchemi liśćmi i trawą, któ
re z łatwością można było zastąpić świeżemi.
Sprzętów domowych było mało: kilka tykw,
dwa gliniane garnki i takaż tykwa napełniona wo
dą. Na ścianach były poprzybijane deseczki, na któ
rych zawieszono owoce, korzonki, gotowane mię
so i ptaki oskubane.
Znajdujący się wewnątrz dwoje Wagddisów
powstali na widck wchodzącego Kamisa i jego to
.warzyszy.
— Ngora!.... ngora! Li-Mai! Li-Mai! — za
wołało dziecko i dodało zaraz: — vater! vater!
Wyraz „ojciec" wymawiał po niemiecku bar
dzo źle, a brzmiał on dziwnie w ustach tego małe
go Wairddisa
Langa podszedł do kobiety, a ta go przygarnę
ła do siebie, ściskała i jak umiała okazywała swa
wdzięczność dla wybawcy jej dziecka.
Przepędziwszy z kwadrans czasu w chacie po
dróżni nasi wyszli z nie] w towarzystwie Li-Mai
i jego ojca, którzy ich odprowadzili do przezna
czonej im chaty.
Tu pożegnali się ze sobą. Wagddis podał ko
lejno naszym podróżnym obie ręce i uścisnął ich
szczerze.
— Chcąc dobrze poznać mieszkańców tej wio
kski — rzekł Jan do Maksa, skoro pozostali sami,
:— trzebaby z niemi przepędzić lat kilka, a ja mam
nadzieję, że za kilka dni będziemy mogli stąd się
oddalić.
— Będzie to zależało od woli jego majestatu
— odpowiedział Maks, — a kto wie, czy król Mse
lo-Tala-Tala nie zechce nas mianować szambela
tami dworu?
Podróżni nasi nie wiedzieli, jak długo będą
zmuszeni pozostać w napowietrznej wiosce, ani» też
nie mogli przewidzieć, jaki zbieg okoliczności wy
bawi ich z tego bądź co bądź niezbyt miłego poło
żenia.
Pilnowano ich, nie md^li więc myśleć o uciecz
ce, a zresztą czyż potrafiliby się kierować w tem
olbrzymim lesie, czy umielibyż odszukać brzeg lasu
lub rzekę Johansen
Szczęściem, że z podróżnemi naszemi miesz
kańcy wioski obchodzili się łagodnie, zdawało się,
że uznają ich wyższość umysłową.
— Należałoby się porozumieć z Ojcem Zwier
ciadło, — rzekł Maks — możeby on wyprosił dla
nas wolność. Sądzę bowiem, że i posłuchanie u Mse
lo-Tala-Tala można otrzymać, chyba że zupełnie
niewolno obcym spoglądać na jego osobę. Ale jak
my się z nim rozmówimy? Przytem w interesie
Wagddisów jest nie dozwolić nam stąd odejść, a
byśmy nie zdradzali rodzaju życia tego nieznanego
plemienia, .przebywającego w gęstwinie lasu U
bangi.
Jan Cort twierdził, że świat naukowy zadzi
wiłby się wielce odkryciem tego nowego plemienia.
Gdy wszyscy trzej i Langa z niemi weszli do
_haty, zobaczyli, że poczyniono w niej pewn?
zmiany, które im sprawiły przyjemność.
Był w niej młody, dwudziestoletni Wagddis,
który, ujrzawszy ich, zaprzestał swojej roboty.
Ruchy jego były zręczne, a wyraz twarzy do
syć inteligentny. Ręką wskazał na przyniesione
przedmioty.
Maks, Jan i Kamis z zadowoleniem spostrze
gli w kącie swoje karabiny, wprawdzie trochę zar
dzewiałe, ale zdolne jeszcze do użytku.
— Dobrze, że znalazła się nasza broń ! — za
wołał Huber.
— Cóż z tego, kiedy nie mamy ładunków —
odpowiedział Jan.
— Oto jest skrzynka z ładunkami — rzekł Ka
mis, wskazując na metalową skrzynkę, stojącą
przy wejściu.
Zanim tratwa rozbiła się o skały nadbrzeżne,
Kamis miał tyle przytomności, że broń i skrzynkę
wyrzucił na skały, skąd też Wagddisowie zabrali
te przedmioty do swej wioski.
— Oddali nam karabiny — rzekł Maks — ale
ciekawym, czy oni wiedzą, do czego służy broń
palna?
— Nie wiem — odparł Jan, — ale widzę, że nie
zatrzymują tego, co do nich nie należy, a to świad
czy dodatnio o ich pojęciach.
W tej chwili młody Wagddis wymówił kilka
krotnie wyraz:
— Kolio! Kolio!....
(Ciąg dalszy nastąpi).
LISTY NA POCZCIE.
Niże] podajemy alfabetyczny spis
(tatów, które--dla braku adresu, albo
: powodu niewyraźnego lub też bło
nie napisanego adresu, nie mogły byô
doręczone właściwym osobom. Po
listy te zgłosić sie trzeba w siedmiu
dniach po lcb ogłoszeniu w naszym
„Dzienniku". Odebrać je można tyl
ko na głównej poczcie w ftródmied
eiu, narożnik ulic Adams, Clark,
Vearborn 1 Jackson; trzeba też po
Uać klerkowi numer lista, aby unik*
niepotrzab«J zwłoki 1 uiępoioau*
«lenia.
1 Adamowicz John; 5 Armbrust A
dam; G Barcikowska Karolina; 7 Ba
ry ta Jan; 9 Batkiewicz Zofia; 10
Bednock Marya; 11 Bedzan Stefan;
12 Beraksa Stefan; 13 Berek Michael;
IG Birkel Ema; 17 Blackowicz Kata
rzyna; 19 Bovisdowska Emilia 2;
20 Bovisiewicz Magdalena; 21 Binay
Anna; 29 Cetnarska Maryanna; 33
Ćichon Sebastyan; 34 Cizek Józef; ,
35 Cycou Ludwik; 36 Cycou Leon;
40 Dhuverwicz Α.; 43 Doban Karolina
47 Drozdowna Mary; 53 Dziedzic Ro
zatiga; 54 Dzielski Franciszek; G2
Fortona Stefania; 69 Glowaseka Ju
ilia; 70 Gotebrowska Katarzyna; 72
Grabov Stanisław; 78 Grochalowna
Marya; 81 Gudea Katarzyna; 82 Gura
Tekla; 83 Gurski Piotr; 97 Jakubo
wicz Metro; 99 Janowicz Jan; 100
Janus Jan; 101 Jara Bolesław; 102
Jedzoniak Józef; 103 Jekot Frank;
104 Jemisto Jan; 107 Jukowski Fran
ciszek; 109 Kaisz Paul; 111 Kamińska
Kazimiera; 112 Kapłan Joe; 113
Kapton Jan; 116 Kaspreyk Salomea;
119 Kędzior Józef; 120 Kinelski Wła
dysław 3; 121 Kita Zofia; 125 Klinow
ski Jan; 126 Klucinski Mike; 128
Kogulowna Zofia; 132 Kopcek Marya;
137 Kozak Józef; 138 Kozik Ludwika;
141 Krampat Józef; 144 Krok Albina;
146 Krok Ludwik; 149 Koryseik Ja
kób; 150 Kudlec Regina; 151 Kudzbel
Joseph; 152 Kitla Antoni; 1-53. Kula
bar Antoni; 154 Kure Elizabeth; 155
Kurw^niak S.; 159 Lagoda M.; 161
Lamiński Józef; 167 Lesmak Amiela;
168 Leśniak Mikołaj; 174 Listwan
Franciszek 3; 175 Liszka Józef; 1S0
Lubiński Aleksander 2; 182 Lyndbicza
Blago; 183 Maciejko Adam; 184 Ma
jera Johan; 185 Majewski Leonard:
186 Maliński Janos f 187 Malorik Ka
tarzyna; 189 Marciniak Michael; 190
Marouta Karolina; 191 Martan Fran
ciszek; 195 Matusik Ignacy; 19G Ma
tyja Jan; 197 Mazur Katarzyna; 200
Medon Franciszka'; 205 Mika Franci
szek; 206 Milalcotroska Antoni; 207
Milk Annna; 210 Mirowski Józef;
217 Mucha Michael; 219 Murgas Jan;
220 Murzec Jan; 226 Niesinsky Bro
nisław; 228 Niemiec Marya; 230 Ni
konczuk Józef; 231 Niziotek Jó?.ef;
236 Ortowski NarcySy; 236 Osiadacz
Jan; 237 Otowsany Stefan; 240 Pac
kofski Józef; 241 Panick Simon; 247
Perron Anna; 248 Petri Anna; 249.
Piątkowski Julian; 250 Pieck Michael
251 Piepzak Jan; 252 Pista Agata;
255 Podgóra Honorata; 258 Przekla
sa Antoni; 259 Pustelnik Józef; 261
Rajzik Teofil; 262 Rajman Aniela 263
Rancic Luka; 265 Rdzak Franciszek;
266 Regner Ludwik; 270 Rosik Toma;
271 Rozinkiewicz Paulina; 272 Sapa
Antonina; 277 Schabowscy Rozalia;
280 Schmidt Jan; 283 Sekonski Leon;
288 Sikora Antoni; 290 Shinkovitz
Mary; 294 Slecna Franciszek; 295
Smelcer Stefan; 298 Spieglanin Jan;
298 Srysrczak Stefan; 302 Sterczek
Katarzyna; 303 Stępniak Michael;
306 Stomeki Jan; 307 Stopaniak Mi
chael; 313 Swictowicz Jan; 314 Sy
wak Julia; 315 Szafrański P.; 316
Sïemray Stanisław; 310 Szkoła Ja
kób; 320 Szonotski Martin; 321
Szpak Józef; 323 Tenczynska Jadwi
ga; 324 Tesar Jan; 328 Tomarzew
ski Teofil; 329 Tomaschefski Carl;
330 Tomaskewski Bronisław; 331
Tracbimowicz B.; 334 Tukac? Dan
nan; 3X5 Tyliszczak Jan; 336 Uhlasik
Stefan; 342 Wachata Anna; 345 Wa
wrzeniec Wojciech; 340 Wawrzan
Anna; 348 Węglarz Mary; 353 Wie
czorek Franciszek; 354 Wilczyński
Jan; 356 Wisto Franciszek; 357 Woich
Feliks; 358 Wojciek Józef; 359 Woj
ciech Jan; 360 Wycykat Jan; 361 Za
borka Marya; 362 Zajec Józef; 363
Zajączkowski Jan; 364 Zankon Jan;
365 Zapata Wiktorya; 366 Zapfel To
biasz; 307 Zaturecki Grzegorz; 368
Zatozecka Józef; 370 Zelnik Ludwig;
Zamawiajcie węgle teraz
a oszczędzicie sobie pieniędzy, bo ceny obecne sq niższe
aniżeli będą w zimowej porze.
Ά '
Ceny węgli do doz
-Star Nut węgle $4.50
za tonę. Są zupełnie czys
te i wolne od kamieni i tab
_ lic. Palą się wydając ciep
ło równające się najlepszym
' miękkim węglom. Przygo
towane dp tej samej wiel
kości jak Range twarde wę
gle.
nowego użytku:
TWARDE
Large Εgg — $7.85
Smali Egg 8.10
Ramge » 8.10
Cheptnut 8.35
Pea (No. 2 Not) β.ί>0
Buckwheat 5.50
MIĘKKIE
Black Band $5.50
Hocking· Lump (B. & O)...».Î25
Star Nut 4.50
Star Egg 4.50
Ceny na l'ocahontae (enioUeles») wę
arle dajeiur na żądanie.
Nasza dostawa węgli jest niezrównana.
P. Drzymalski, Prezes J. Schwcda, Wice-prezes
Polonia
NORTH AVE. I ELSTON AVE.
TELEFONY MONROE ΟΘ1-ΘΘ2
Kupujcie łam, gdzie jest najlep
szy towar za najniższą cenę!!!
Najlepsze instrumenta muzyozne i
najtaniej, można dostać w naszym skła
dzie. Również posiadamy wielki wybór
nut na każdy instrument.
Wysyłamy katalogi na żądanie; η»
koszta przesyłki należy zaluezyć 10 cen
tów znaczkach pocztowych.
Adresować należy:
H. W. SAJEWSKI
1011 Milwaukee Avenue
CHICAGO, ILU
Wm. Timmerhoff
Fabrykant pierwaiorzfdoyck
CYGAR
fttad hartowny 1 detalicioy n»Jrnnn*1ter»ęo
tytoniu. Telefon Bclmoct 0696
2057 N. Kedzie ave. Chicago, FIL
ZNAKOMITA OFERTA
Wierzchy paczek nebo wartości VaC
Cały Kupon Wartości VaC
Kupon i wierzch pudelka ma t« sam» wartość
Można wymienić za grotówkf lub podarki
(Ta oferta koflczy się 30 srndnla 1B15V *
P. I-orillaril Co., lac., New York Zał. 1760
CONRAD SEIPP
BROWAR
I PIWO BUTELKOWE
27ma olica i Cnttage Grove ave.
faltfoa Calumet 730 i 869. CHICAGO.
Dr. Drozdowitz
leczy choroby nerek, pęcherza, płclo
we weneryczne i skórne.
Godz. ofisowe 804 Milwaukee Ave.
6:30—7:30 wiecz. W niedz. 11—12 rano.
Godz. ofisowe 1659 W. 12-tl St. nar. Paulina al
8—10 rano, 12—2:30 pop. 8—9:30 wiec*.
Dr. Chas. Sproc
Polsko-słoweńeki lekarz
852 Milwaukee Ave. CHICAGO
Godziny: Od 10—11 przedpołudniem, od 2—4 po
południu 1 7—8:30 wieczorem. W ulediiei· od
10—12 w południe.
Telefon Monroe 6132.
BELLS
Church
Chimm
Peal
Mem.rUl BelU m
IMbMMJlNi4r7 Vf,Htltlmti » **Ί _τι « fr
r—:— ^
Praktyczna Kucharka '
Przepisy praktyczne I tanie
przyrządzenia wszelkich potraw,
mię*iw, ryb, wędlin, sosów, zup,
jarzyn, ciast, swykłych 1 wielka
nocnych, strucli, legumin, soków,
kompotów, k"nfltur, galaret, tor
tów, lodów, Itd.,· zastosowane do
potrzeb oszczędniejszej Jcrtchnl
wraz z dodatkiem zawierającym
spoioby robienia kissek 1 salceeo
nów, przygotowywania roïmsltych
wódek, likierów i Ukworów, nnpol
dla chorych I przychodzących do
zdrowia.
Cena 60 centów
DZIENNIK CH1CAG0SKI
1457 W. Diviiio· oL, Chicago

xml | txt