OCR Interpretation


Dziennik Chicagoski. [volume] (Chicago [Ill.]) 1890-1971, October 29, 1917, Image 2

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn83045747/1917-10-29/ed-1/seq-2/

What is OCR?


Thumbnail for

4
Dzienny Biuletyn Żywnościowy.
•Stanowy administrator żywnościowy Wheeler ogłosił wczo
raj następujące urzędowe ceny cukru, kartofli, mle
ka i mąki pszennej, żytniej i kukurydzanej,
I. oraz jaj i masła:
Kupiec plMoi.
ίου fuotów.
$7.65 do $7.76
7.75 do 7.76
. CUKIER —
•Burakowy
ZŻ trzciny cukrowej
mąka —
*?4 beczki we workach $2.80 do $2.92
eTś beczki we workach 1.42 do 148
*5 funtów we workach .31 do .32
KARTOFLE ίου fuutow.
«
• Xo. 1 Wisconsin, Minnesota
i Dakota —
MLEKO —
W ygotowane ^niesłodzone) 1 lic do 12^c
Kondensowane (słodzone)
Najwyższy gatunek 15£c do 16^C
'Średni gatunek 15c do 15fc
•Najniższy gatunek lo$c do l4*c
feoubuiueut urn płacić,
funt.
S.07S do $.08*
.07| do .08*
$2.95 do $3.18
1.49 do 1.60
.34 do .37
15 fantów.
$2.35 do $2.50 $ .42do$ .45
HlMtankK.
Hlttxzanka.
13c do 15c
18c do 21c
17c do 19c
16c do 18c
. ŻYTNIA MĄKA —
«Czeska (mieszana)
i?à beczki we workach
.0 funtów we workach ,.
Czysta biała —
ïfc beciki we workach
x
5 funtów we workach
Cfttflna czysta —
Hs beczki we workach
"5 funtów we workach
MĄKA Z KUKURYDZY — ..
liiała
Żółta
JAJA -
Świeże: Extra, tuzin
No. 1 · ·.
Z lodowni — Extra tuzin ·
No. 1 tuzin
MASŁO -
Śmietankowe, we wiadrach
Śmietankowe w karUnach
WOrek.
$1 29 do $137
29e do 3tc
$1/29 do $1.37
2bc do 3l c
$1.13 do $1.28
27c do 29c
lOO funtów.
$3.25 do $"5.50
5.25 do 5.50
42c do 43'c
41c do 42èc
4tc do 40£c
39c do 39'ic
Worek.
$1.37 do $1.50;
32c do 35c I
$1.37 do $1.50
32c do 35c
$1.2G do $1.41
30 do 34c
Faut.
f je do 6Ąc
trlc do 6ic
43c do 48*c
42c do 47ĄC
41c do 46c
40c do 45c
Funt.
43e do 44 Jc
44e do 4;Ąc
Funt.
44c do 49Ąc
4oc do 50jc
NOTATKI REPORTERA, j
- — » «fc** — r-i r-> rn-^rt n n.TLn.ru-u'u-Lru'u'w·» < 1
Nie docć, że m.>z.zyżni starają się f
oszukiwać nasze gosposie, koiektu- j
i»c wymyślony podatek od zacho- I
wanych konfitur, lecz ostatnio do- |
w lądujemy się. że niecną ową szal- 1
bierkę również uprawiają kobiety, w j
ubiegły piątek i sobotę. w dzielnicy
Jefferson Pk. oraz na Stanisławowie
1 Maryanow'?, zjawiły sij pewne ko
Vety ubrare jako członkinie stowa
*»ys2er.ła Czerwonego Krzyża*, żąda- \
» v· pokazania im ziemiaków i słoi-i
• 'w z zavhowanemi konfiturami, po- ]
oświadczając, że rząd nałożvł j
• 'î *tek pięciu centów od każdego ,
* * dka konfitur, starały się podatek :
ipw kolekt owa»?.
Ponownie ostrzegamy przed oszu- ,
s'ami. Rząd Stanov* Zjednoczonych ;
podatku na zachowane przez gospo- j
lie konfitury nie nałożył, ani też nie
«amierza nakładać.. Samozwańczych
agentów lub agentek kolektujących
podaki za zachowane konfitury na
leży wcale do domów nie wpuszczaO.
Tub powiadomić o tem policję.
O O O
„ Wczoraj odbyło się zebrauie repre
1 ■ ■ ■
zentantów wszystkich towarzystw
Istniejących przy parafii św. Stani
sława Kostki, na którem uchwalono
w przyszły niedzielę urządzić wy
marsz na przyjęcie J. E. Arcybisku
pa Mudelein'a, J. E. Arcybiskup
Mundelein w przyszłą niełiielę w
kościele św. Stanisława odprawi Su
mę z okazyi złotego jubileuszu za
łożenia parafii św. Stanisława K.,
któryto jubileusz Stanisławowianie
z przyszła niedeiela rozpoczynają ob
chodził*·.. Po Sumie odprawionej przez
Arcybiskupa kazanie wygłosi J. E.
Biskup Paweł P. Rhode.
O O O
Właściciele kantoru realnośclo—
we^o pnr. *003 No. Central Park
p.ve.. pp. Kolanowski î Krzykowskl
rozesłali kilka tysięcy listów do Po
laków zamieszkałych w Avondale,
donosząc im. że otworzyli pierwszo
rzfdne biuro realncściowe, w którem
załatwiają wszelkie sprawy wchodzą
ce w zakres realności i asekuracyl.
Rozległe znajomości tak p. Kolano
wskiego jak i p. Krzykowskiego,
każą dla tej nowej polskiej firmy ro
kować świetne powodzenie.
W biurze re&lnościowym pp. Ko
lanowskiego i Krzykowskiego mieści
się również kwatera Spółki Budow
niczo-Pożyczkowej ..Avondale Build
ing and Loan Ass'n", oraz kancela
rya adwokata Piotra H. Schwaby i
jego asystenta p. Józefa Laseckiego.
o u α
W hotelu Morrison odbył się wczo
raj bankiet dla reprezentantów dwo
rów foresterskich Stanu Illinois. W
bankiecie tym uczestniczyło około
400 osób; w tej liczbie znajdowało
się około czternastu Polaków. Mię
dzy innymi przemawia! p. Leon Wi
niecki, wysoki trustys Zakonu Kato
lickich Leśniczych. Przemawiał tak
że kapelan z obozu wojskowego w
Rockford, ks. J. M. Lonergan, który
chwalił patryotyzm Polaków. Mówił
on, że jedna kompania składająca
się z 290-ciu żołnierza, prawie wy
łącznie Polaków, w ubiegłym tygod
niu zakupiła Bondów Wolnościo
wych za $25,000.00.
Λ « Λ
Za pośrednictwem banku Home,
w ubiegł? sobotę Bondów Wolnościo
wych zakupiono za $23,000.00. W
banku tym na zakupno bondów apli
kacye w sobotę przyjmowano do go
dziny dziesiątej wieczorem.
O O $
Boleśnie pokaleczeni wczoraj zo
stali Władysław Turkowski, 1S23
String ul. i panna Zofia Tomas, 1624
String ul., gdy w motorcykl, którym
jechali uderzył automobil kierowa
ny przez F. Schultza, 3019 Lloyd av.
Schultz rannych odwiózł do ich do
mów.
O O O
Złodzieje automobilowi skradli
automobil J. Olszewskiego, 5206
Aberdeen ul.
O O O
Policya aresztowała czterech dzie
więć io-letnich chłopców oskarżonych
o włamanie się do mieszkania W.
Reutlinga, 735 Roscoe ul., i o za—
trzmanie llto-letniego O. Andersona
907 Buena ave., i zabranie mu $5.00.
Aresztowani zostali: Szczepan Lis,
942 Noble ul.; Józef Michalik, 1124
Cleaver ul.; Jan Jetymak. 1249
Cleaver ul. i Tomasz Szerworko,
2926 Lincoln ave.
O O *2
Zabawa w „żołnierzy" fatalnie za
kończyła się dla sześcioletniego Sta
nisława Nowaka. 874 Cambridge av.
Stanisław i Edward onegdaj rano za
częli się bawić w żołnierzy rzucając
poduszki Starszy Edward, lat ośm
pod jedna poduszką znalazł re
wolwer. Rewolwer przypadkiem wy
palił i kula ugodziła Stanisława kla
d.?c go trupem. Przerażony Edward
schował się w drwalni, gdzie go
póżuiej znaleziono.
Ψ ❖ ·>
W pokoju klubu ,.Sir Victor", p.
nr. 1401 Noble ul., znaleziono oneg
daj zaczadzonego gazem Stanisława
Martlinka. zam. pnr. 1430 Noble ul.
Okna pokoju były pozamykane, a
kurki świeczników gazowych po
otwierane. Martlink bawił na urlo
pie z Fort Benjamin Harrison, In
dianapolis. Był on żonaty. Żona po
wiedziała policyi. że mąż już w ub.
czwartek odgrażał się iż popełni sa
mobójstwo.
Inkwest koronera odbył się w so
botę, leca z powodu sprzecznych ze
znań świadków odłożony został do
dnia 8go listopada. Zwłoki spoczy
wają w zakładzie pogrzebowym K.
Zuliński i J. Kowaczek, pnr. 1457
W. Blackhawk ul.
η η
Śp. hrabia Napoleon LedochowskI, j
który umarł 20:20 października, w je
go mieszkaniu pnr. 3512 Lake Park
ave., zostawił testament, który w u
biegłą sobotę w sądzie probacyjnym
złożył adwokat Gurdon Williams.
Dobra we Francy! śp. hrabia Ledo
chowski aapisał pani Renee de Mene
val, 21 Avenue Debasseux, Versailles
— Francya.
Osobistą własność, która składa
się z cennych malowideł, wazonów,
dywanów etc., zapisał krewnym. Pa
ni Maryi Stafford z Haverford, Pa.,
zapisał portret swej babki. Realność
w Chicago składa się z rezydencji p.
nr. 3512 Lake Park ave. 1 kilku
mniejszych parcel ziemi. Zmarły
przy zgonie liczył 72 lata.
Na wieczorku, który w piątek wie
czorem w sali parku Davis Square,
44ta ul. 1 Marshfield ave., urządza
Klub Towarzyski ,.Davis Square",
przemawiać będzie członek Rady
Szkolnej p. Antoni Czarnecki. Pan
Czarnecki mówić będzie o jego doś
wiadczeniach, gdy w ubiegłym roku
podróżował na ziemiach Polski. Po
czątek wieczorku o godzinie ósmej.
O α O
Schodzęcego z tramwaju Chicago
ave., przy Grand ave., mężczyznę lat
około 45ciu, uderzył automobil nr.
licencyi 55511, kalecząc go prawdo
podobnie śmiertelnie. Rannego za
brano do szpitala Powiatowego,
gdzie go dotychczas nie identyfiko
wano.
4. ·!♦
I)o domów rodzin wielu żołnierzy
ehicagoskich, którzy ćwiczy się w o
bozach wojskowych, wkrada się
głód i choroba. Sekretarz obywatel
skiego stowarzyszenia wsparć \vczo
raj mówił:
„Zewsząd otrzymujemy prośby o
wsparcia. Niektóre wypadki sa god
ne politowania. Chicagowianie nie
powinni pozwolić, aby głód i niedo
statek cierpiały rodziny tych, którzy
ofiarowali życie złożyć w obronie na
szego kraju".
W przykrem położeniu znajduje
się pani Stanisława Kuskowska,
12507 Wentworth ave., żona żołnie
rza Gustawa Kuskowskiego. Ojciec
I przyrzekł opiekować się żon.-} syna.
jeżeli ten wstąpi do wojska na o—
chotnika. Po zapisaniu się Gustawa,
ojciec zaglntjî.
i'O O o
Przetrzepanie spodni tak rozwią
zało język młodocianego złodzieja,
który zakradł się do pewnego miesz
kania na południowej stronie mia
sta, że nlctylko wydał nazwiska
swoich wspólników, lecz poprowadź?!
I detektywów do ich kryjówki. W
kryjówce detektywi znaleźli lornet
kę, dwa rewolwery, karabin. 50 na
boi, trzy zegarki, pierścionki, bran
soletki i 100 tak zwanych ..skcleton
keys". Policya^aresztowala: Włady
sława Sulsarskiego, lat 8. Antoniego
Sulsarskiego, lat 10 i Jzcfa Aluziń
skiego, lat 14.
O O
Departament ognia wdrożył śledz
two w sprawie pożaru, który kilka
dni te:nu zupełnie zniszczył aptekę
C. A. Schuttana. przy Milwaukee 1
Diversey aves. Panuje podejrzenie,
że ogień został podłożony.
NOTATKI il
I OSOBISTE I TOWARZYSKIE. 1
V 1— 1 - —1 — - - -1 -U m I- —Ł— — .'■■jj
Wczorajszy koncert uczeni» artyst
ki polskiej, pani Agnieszki Nering,
który się odbył w sali prelckcyjnoj
szpitala Matki Bożej z Nazaretu przy
Leavitt ulicy, wypadł nader po
myślnie i publiczności licznie zgro
madzonej sprawił przyjemność nie
mała. Występy publiczne szkoły pa
ni Nering mają powodzenie i z tej
racyi, iż w każdym takim koncercie
znajduje publiczność coś nowego 1
że po kolei wszystkie pupilki pani N.
otrzymują sposobność do popisu. —
Wczorajszy program był Świeżym te
go dowodem, a przedstawiał się na
stępująco:
Solo fortepian, panna Koczorow
ska. „Cudna noc" J. Rybaka, Kle
mentyna Świątkowska.
..School days", Elżbieta Zamorska.
Zabawka milusińskich, odegrana
przeze Florcię Siweck?, Manusię Ja
recka, Marion Gross 1 Adelclę Wy
socką. Śpiew ,,His buttons arc
market U. S." 1 taniec polski, Nor
rine Sillia.
„Cupid's Web", patrie, śpiew Bro
nisława Kochańska.
Duet „Marsz Związku Wojsk Pol
skich", Przybylskiego, Cecylia Gra
bińska i Wanda Urbańska.
„In the good old blossom time",
J. Rybak, M ary a Panko.
Taniec rosyjski, Eleonora Sikorska'
i Florencya Eckart.
„Message of the Violet", Luders,
panna Lock.
„Just You", Barth,» Róża Ken—
dziora.
„Love, here is my heart", Sileus,
p. F. Tymus. — Tańce Florci Siwec
kiej.
„Wróć do mnie znów", Denza, Lu
cille Malczewska.
„;My Oin Falk", śpiew Eugenii
Sokołowskiej.
Duet „Wrhisperin,? Hope", Haw—
thorne, Janina Owocka i Aniela
Górny.
Śpiew i taniec: „Shine, little glow
worm, glinne", Florence Eckert, 0
lympia Klajda, Florencya Kendzio
ra i Emilia Domek.
Chór uczenie: „Sztandar gwiaździ
sty".
Na fortepianie akompaniowały
panny Kazimiera Clirapkowska i He
lena Kalacińska.
Ό « O
W dolnym koéciele éw. Stanisława
Kostki, wczoraj o godzinie 3ej po
południu proboszcz, ks. Franciszek
Dembiński, poświęcił statuę św. An
ny, która ofiarowała pewna zasłużo
na parafianka, wdowa. Statua jest
przeszło sześć stóp wysoka.
Przed poświęceniem odbyła się
procesya, po poświęceniu ks. Dem
biński wygłosił kazanie. Statuę pięk
nie udekorowały Siostry Notre Dam
ki.
0 0 0
Dom pp. Adama i Heleny Adam
skich, zam. pnr. 1423 No. Ashland
ave., nawiedził bociek zostawiając w
upominku tęgiego i zdrowego chłop
czyka.
O
DZIENNIK CHICAGO,SKI uni#·
•scza więcej drobnych ogłoszeń, anU
tell wszystkie inne dzienniki polaki·
v Chicago raxeiu wzletm
*
fittlm uta·* aię po poraa* βο adwo
kata. przejrzyj liste polskich prawni
ków na «ZDaltach DZIENNIKA CHI·
CA G OSKIE C C.
9«ίΐ»ιηηηηπ *-y
(lub Se pocztą) J jg J) % /.J
7.Ά ten
OBECNIE RZĄDZĄCEGO KOŚCIOŁEM CHRYSTUSOWYM
i
PAPIEŻA
BENEDYKTA XV.
PIĘKNA FOTOGRAWURA NASZEGO WŁASNEGO
WYDANIA, ROZMIARU 12x15* CALI, KTÓRA PO
WINNA SIĘ ZNAJDOWAĆ WE WSZYSTKICH DO
MACH KATOLICKICH.
WYTNIJCIE TEN KUPON
Kto przyniesie dwa kupony i 2c (lub przyśle 5c) otrzyma
piękną fotograwurç 12x lói cali chwalebnie nam panują
tCg° OJCA Sw. BENEDYKTA XV.
TYLKO W BIURZE:
DZIENNIKA CHICAGOSKIEGO
1455-57 W. Division St
Chicago ^
Z Biura Meteorologicznego.
W ciągu doby wczorajszej najwyż
sza temperatura wynosiła 50 stopni,
najniższa 36 stopki. Normalna tem
peratura w tym diflu wynosi 47 stop
ni; niedobór temperatury w tym ro
ku 509 stopni.
Wschód słońca ,o godz. G min. 19
rano.
Zachód słońca o godz. 4 min. 48
popołudniu.
Godzina 7 ranoV··· 47 wyżej Z9ra
" 8 " 4; " "
" 9 " 47 " "
" 10 " .... 47 " "
Deszcz, zmieniający się na śnieg
dziś popołudniu, pochmurno i zim
uiej, znajniższg. temperaturo, około
28 stopni. We wtorek ogólnie pięk
nie i w dalszym ciągu zimno. Świe
ży północno-zachodni wiatr.
WALIGÓRA.
POWIEŚĆ HISTORYCZNA
z czasów Leszka Białego
— przez —
| J. I. Kraszewskiego.
(Ciąg dalszy.)
Przodem szła kupka Niemców, za nimi jechały
dwie niewiasty, potem Mszczuj i cały orszak jego w
małem od pana oddaleniu. Mógł więc Waligóra mó
wić po drodze z towarzyszkami; lecz gdy je Zaczął
pytać, młodsza zwróciła się ku niemu, spojrzała nań
i zdało mu się, jakby chciała dać poznać, że przy
starszej, choćby życzyła, odpowiadać się boi. Zdu
miał się tein Mszczuj, dorozumiewając, iż młodsza
niebardzo chętnie jechała na dwór księżnej Jadwi
gi. Twarz jej i teraz nie okazywała radości zbytniej.
Wejrzenia, które na towarzyszkę rzucała, były bo
jaźliwe i ukradkowe.
Zaprzestał wiec Mszczuj badań, a wkrótce po
tem usłyszał, jak starsza z podróżnych rozpoczęła
półgłosem, pół śpiewem modlitwę, której młodsza
ciszej wtórowała.
Wieczór stawał się coraz ciemniejszy, niebo
okryło się chmurami gęstemi, las ciągle otaczał dro
gę, wijącą się nim, to gęsty i podszyty, to przerze
dzony, lecz zawsze w daleką głąb sięgający, tak. że
pól i łąk prawie nie było widać. Czasem odsłonił się
pagórek łysy nieco, ale i na nim leżały powalone od
wiatru kłody i strzelały latorośle nowe.
Gospody, którą Niemcy obiecywali, wsi żadnej,
ani chaty widać nie było. Mszczuj miał wprawdzie
namiocik podróżny, a mógł i w szałasie spocząć,
lecz Wrocławianie do gospody dla jadła i koni choć
nocą ciągnęli, a Waligóra nie chciał uraftowanych
opuścić.
Ciemno.se nie dawała pospieszyć, jechali więc
wszyscy w milczeniu głuchem, które tylko mrucze
nie modlitw i pobrzękiwanie oręży i rynsztunku ko
ni przerywały. Czas wydawał się długim.
Północ być już mogła, gdy naostatek Niemcy
się odezwali, iż światło spostrzegli i gospoda stała
w niewielkiem oddaleniu. Las się przerzedzał.
Światło jednak widać było nie z domostwa, ale
od obozowisk, które dokoła niego (porozkładali po
dróżni. Noclęgowała u gospody kupiecka jakaś ka
rawana z wozami i różni wędrowcy, każdy swym
dworem, małe ogniska porozpalawszv.
Jak tylko zdała tętent koni nadciągających dał
się słyszeć, w uśpionych już obozach ruszyły straże,
zapłonęły jaśniej ognie... śpiący nawet powstawali
z obawy jakiej napaści nocnej. Wnet dokoła odez
wały się hasła i pytania, a Waligóra ze zgrozą prze
konał sic", iż wszvscy ci podróżni musieli bvć Nicm
cv. Krzyżowały się pytania i odpowiedzi, po któ
rych uspokajać się zaczęto.
Do gospody skoczył zaraz Niemiec szukać
przytułku dla niewiast, gotów nawet powyrzucać
tych, co go zajęli; lecz dla nikogo lam miejsca nic
było, bo oprócz szopy i mizernej lepianki przy niej.
w której szynkowano nic nieznaleźli. Pod szopą sta
ło trochę koni.
Dla dwóch więc podróżnych, które w płasz
czach, jak stały, na ziemi się spocząć ofiarowały,
podesłano sukna i kobierce, otoczono je dokoła, a
nieopodal Mszczuj ze swymi ludźmi rozkładać się
zaczął. Sam już nie chcąc się narzucać niewiastom,
pizcz komornika namiot im swój posłał, aby je tro
chę od chłodu osłonił, nie potrzebując go dla siebie,
bo na wszyetko był wytrwałym. Dla starszej Niem
kini byłby pewnie nie uczynił tej ofiary, lecz żal mu
było czarnookiej, smętnej Włoszki czy Francuzki.
Noc to była niespokojna i tylko najmocniej
znużeni mogli zasnąć, ległszy wśród koni, które się
odrywały, rzucały, i ludzi, co na nie krzyczeli,
wśród straży przechadzających się, dymu, który
wiatr z ognisk pędził, to gasnących, to podkłada
nych stosó\. drzewa, utrzymywanych do dnia... i
wichru, który po północy dąć zaczął. Z każdej gro
mady ktoś czuwać musiał, bo nade dniem ruszać
się zaczęli podróżni, a ci mogli swoje i cudze wziąć
z sobą w drogę.
Kłótnie i wrzawa, z brzaskiem poczęte, nie u
stawały już do dnia. Jesienny dzień obiecywał sie
chmurny i posępny.
•focl namiotem zaczęfy się modlitwy, z Ktoremi
obie niewiasty na konie siadły. Młodsza zwróciła
się, jakby oczyma szukając Mszczuja, którego gdy
dostrzegła, prędko znów zbliżyła się do starszej to
warzyszki. W drodze okazywała ona dla niej i usza
nowanie pewne i razem wyższość ns.d nią; bo star
sza wydawała rozkazy, odzywała się do ludzi i przy
woływała ich do siebie, nie pytając o nic milczącej
młodszej. Ta jechała z głową spuszczoną, obojętna
na wszystko. Zbliżanie się do celu podróży nietyl
ko nie zdawało się jej pocieszać, lecz Mszczuj mógł
niemal sądzić, iż ją coraz bardziej niepokoiło.
Około południa jadąc, trafili na osadę niewiel
ką, przy której stał kościołek drewniany, a że tu ko
niom popasać było potrzeba, starsza zażądała pójść
się pomodlić. Mszczuj zdała niedobrze słysząc,
miarkował, iż młodsza znużeniem się wymawiając,
chciała pozostać dla spoczynku. Zostawiać ją sam.i
niebardzo sobie życzyła tamta i po długich szep
tach i namowach nierychło ku kościołkowi się pu
ściła.
Waligóra, który się nieco dalej rozłożył z ludź
mi, po odejściu jej wiedziony ciekawością, której
się nie chciał opierać, zbliżył się zwolna ku miejscu,
gdzie młodsza podróżna poci daszkiem od ściany
się przytuliwszy, siadła, spostrzegła go zaraz, a że
nie okazała wcale, by unikać go chciała, Mszczuj
zbliżył się śmielej.
Niemcy na boku jadło sobie przygotowywali,
mógł więc rozpocząć rozmowę ; odezwał się, że noc
była bez spoczynku... i pewr.ie pilno im musiało być
do Wrocławia.
(Ciąg dalszy nastąpi)).
ί Κ. DICKENS. 0
KLUB PICKWICKA |
W V7/ vrV* y
Przfetłomaczył z Angielskiego Μ
| WŁODZIMIERZ GÓRSKI. ft
(Ciąg dalszy.)
Tymczasem, uroniwszy parę łez, Ben powiedział
dalej, że, pomimo całego swego szacunku, poważa
nia i czci, jakie uczuwa dla swego przyjaciela, sio
stra jego Arabella zawsze niewdzięcznie i bez racyi
okazywała najwyższy wstręt ku jego osobie.
— Sądzę — powiedział w końcu — iż ukrywa
się w tem jakaś skłonność, dawniej powstała.
— Czy nie domyślasz się pan osoby? — -py
tał drżąc pan Winkle.
Pan Ben Allen pochwycił pogrzebacz do ko
minka, bardzo wojowniczo ckręcił nim nad głową,
zadał śmiertelny cios jakiojś idealnej głowie i za
kończył w sposób nader wymowny :
— Chciałbym ja znać. Dałbym jej należycie do
zrozumienia, co myślę!
A przez cały ten czas .pogrzebacz wirował z
większą gwałtownością, niż przedtem.
Wszystko to, jak można domyślić się, było
wielce pocieszające dla pana Winkle. Frzez kilka
minut młodzieniec ten zachowywał milczenie: ale
« *
w końcu zebrał wszystką swoją odwagę i zapytał,
czy panna Allenówna znajduje się w hrabstwie
Kent.
— "O! nie, nic! — odrzekł lien, stawiając po
grzebacz i przybierając minę bardzo przebiegłą. —
Byłem zdania, iż dom pana Wardle nie bardzo jest
właściwy dla upartej dziewczyny. Λ ponieważ je
stem jej naturalnym opiekunem, gdyż nasi krewni
wymarli, przeniosłem ją tu, by przepędziła kilka
miesięcy u starej naszej cictki, w pięknym domku,
należycie nudnym i dobrze zamykanym. Spodzie
wam się, że to ją wyleczy. Jeżeli to się nic uda, wy
wiozę ją na jakiś czas za granicę — a potem zoba
czymy.
— A... a ta... ciotka.... mieszka w Bristolu? —
wybełkotał pan Wnikle.
— \ie, nie w Bristolu — odrzekł Ben, wska
zując palcem za prawe swe ramię. — Tam miesz
ka: ale sza! Oto Bob. Ani słowa ,,mój przyjacielu,
ani słowa!
Rozmowa ta, chociaż tak krótka, żywo zanie
pokoiła pana Winkle. Dawniejsza skłonność, któ
rą podejrzy wał Ben, wzburzyła mu serce. Miałże
by on być przedmiotem? Czy to dla niego urocza
Arabella wzgardziła dowcipnym Bobem Sawyer
em? czy też miał inego szczęśliwego rywala? Ale
tu występował zarzut nieprzezwyciężony: gdyż,
czy objaśnienie, dane przez Bena w wyrazach
tam mieszka, znaczyło trzy tysiące, tego pan Win
kle w żaden sposób wywnioskować sobie nie mógł.
■Zresztą, w obecnej chwili, nie miał czasu myśleć
o swej miłości, gdyż przybycie Boba nastąpiło
niezwłocznie wraz z pasztetem, do którego zapro
szono pana Winkle. Służąca domowa nakryła stół
obrusem. Matka chłopaka w szarej liberyi przy
niosła trzeci nóż i trzeci widelec (gdyż gospodar
skie ruchomości pana Sawyera były w ilości ogra
niczonej) i trzej przyjaciele zasiedli do obiadu.
Podano piwo, jak zauważył pan Sawver, w stanie
przyrodzonym.
Po obiedzie Bob kazał przynieść największy
moździerz ze sklepu i przyrządził w nim miesza
ninę ponczu z arakiem, mieszając ingredyeneye
tłuczkiem, co było najwłaściwszem dla farmaceu
ty. Jak wielu kawalerów, posiadał on jedną tylko
szklankę, którą dla honoru wręczono panu Win
kle. Ben Allen otrzymał szklany słaoik; co do Bo
ba ten poprzestał na kryształowem-nacżyniu, z
mnóstwem kabalistycznych napisów, w jakiem
zwykle aptekarze mieszają płynne lekarstwa. Po
tych przedwstępnych czynnościach, skosztowano
poncz i znaleziono doskonałym. Ułożono się, iż
Bob Sawyer i Ben Allen mają prawo napełniania
dwukrotnie swych naczyń, gdy pan Winkle napeł
ni raz swą szklankę, i rozpoczęto na tej stopie ró
wnouprawnienia libacye, z bardzo dobrym humo
rem i serdecznością.
Nie śpiewano wcale, gdyż I3ob oświadczył, i i
nie miałoby to miny profesyonalnej ; ale za to roz
prawiano i śmiano się tak mocno, iż przechodzą
cy po drugiej stronie ulicy słyszeli niezawodnie
hałas w oficynie następcy Nockemorfa. W każ
dym razie rozmowa trzech przyjaciół widocznie
à . .
zachwycała młodego chłopca w sklepie i zaostrza
ła jego umysł, gdyż, zamiast poświęcić wieczór,
jak to zwykle czynił, na wypisywanie swego na
zwiska na stole sklepowym, a następnie ścieranie
go, przytulił się do oszklonych drzwi i tym sposo
bem mógł usłyszeć i widzieć wszystko, co się
działo u jego pryncypała.
Wesołość Boba Sawyera powoli poczęła prze
chodzić w szał. Ben Allen ciągle wpadał w senty
mentalność, a poncz ulotnił się prawie zupełnie,
gdy wszedł chłopak ze sklepu z oznajmieniem, że
jakaś kobieta pyta się o pana Sawyera, następcę
Nockemorfa. To zakończyło ucztę. Gdy chłopak
po raz dwudziesty powtórzył poco przyszedł, pan
Bob Sa wy er zrozumiał go nareszcie, zlał sobie gło
wę wodą. by się choć trochę wytrzeźwić, włożył
zielone okulary i wyszedł. Pan Winkle zaś, widząc
iż nie ma sposobu zawiązać rozmowy z Benem
Allenem o przedmiocie, który go najwięcej obcho
dził, nie chciał czekać powrotu pana Sawyera i
wyniósł się do swego hotelu.
fCiąg dalszy nastąpi).
Telefon Canal 4M&
Wincenty G. Ponic
ADWOKAT
Praktykuje w· wszystkich sądach
Wyra#?» weiyttkle legalne p«p'.#ry
A Wlociorem od i-tej 4·
Uw4zmy· W aladilelf rano od 1· do
IB O β S. Ashland Αν·.

xml | txt