OCR Interpretation


Jedność-Polonia = Unity-Polonia. (Baltimore, Md.) 19??-19??, May 13, 1922, Image 7

Image and text provided by University of Maryland, College Park, MD

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn89060369/1922-05-13/ed-1/seq-7/

What is OCR?


Thumbnail for Strona 7-ma

- Sekret |
P = w
= złŹ
|Sh sl Dobrej Kawy
sl2 s
5Z lź::_ , Polega na Domieszaniu
= =
il = do Twojej Kawy
F k Chico
(Franka Cykoryi) ) :
tak jak dodajesz soli do swojego pożywieniż „
' Ona poprawia każdą kawę, czyniąc ją i
: bardziej wyśmienitą, dając jej ten za- ,
chwycają cy zapach i smak, zaktórym
k amatorzy kawy się übiegają ' : ł
ll Pytaj Swojego Grosernika
o Prawdziwą Franka Cykoryę—On ją ma Sprobój ją
›— prosza zauważai samemu czy nie lepsza
Uwzżcj k . Na każdej .
Młynek do n . Kw&;.›dar;azt:ewey
Kawy SY sEEE ,
i '
l' HEINR. FRANCK SONS, Inc., FLUSHING, N. Y.
e O gaacj h A :
|-JANM.WEBER |
Ę ! POLSKI POGRZEBOWY I BALSAMATOR
8 Urząda l— s "
Ą " e x
5 z %%« do wynajęcia Ę '
f niaiszyc h
h : h
D ; |na wszelkie F
g do najskrom- ] Ę
1803 BANK UL. TEL. WOLFE 6787
PRYWATNY AMBULANS.
|
———_______-——__—__-—-———_______.____———-——_———_ s= .%___l
- (G Niema Napoju tak Ochładza
' li ] jącegoi Orzeźwiającego jak
Ji i |
. Phiż Brot
Ai Wx .
i -- ff.'.lv*ł&.
ANA HAM
p 1 ń)/% Q ,
: NYh , >
W bu] GINGER ALIE,
Y „]W i[f P7 J(nockoug%r Curat '
: Mi I i
nKŚŚ i a›.›l;,' Pierwszej jakości zrobio- : „gaS= R,
I| ! E Ale nez prawdziweęgo imbru | f
PW ZŻ N / sś
Ą | W .(.llĘ,›*'Xß'-X%]FH ,Inne rodzaje napoju jak: Sarsa- 'L_f;'/ GLR,
o UI ,Ę!ig„ l J„ł,'p parilla, Lemon Soda, Orangó So- Ę& SC
[F k ,g.;ldjlź'.lfńmq, da, Czekoladowa Soda, Champion WĘ -41:/&_1:-?/'/
. ' n'-.fgz.”” Cola, i Woda Sodowa w syfono- *Ż—:_:,›_ijt›, - |
:: y wych butelkach. 9«. !
ń U waszego dostawcy lub Telefonujcie Wolfe 1188,
I'-'›-'L'- FE nT o pregłogło głngłopło gg FTL TTR Y
m
URUR UR URLR URLR URLR RLR RURL R RRR URUR RR ULR LRLR LR URLR URUR UKLRERU RLR
EXTRA MASYWNE MIEDZIANNE PUSZKI IA
-NA OLIWE, GAZOLINE i INNE POTRZEBY Ś
L SPECJALNA OFERTA: :
i 10 stóp giętkiej rurki miedzianej Ś
Ni 4-galonową puszkę za...... 57.50
= 4g.55.98 Nor nN LU E A
= 6g. 7.98
E Bg. 9.98 Miedzianą rurka, stopa p0........... .lsc ś
Ę 10g. 11.98 wloi 20 stopowych sztukach. Ś
S lsg. 17.50 ,
E 20g.25.00 E ATRR CC e) Ą CAJ OK
% 25g. 34.50 - Wierzch puszki zdejmuje się tak, że moona
sY zbierać wszelkie naleciałości z oliwy czy innego.
Ą płynu. P«i:%cze po katalog do:
| . STAR PLUMBING SUPPLY CO. Ś
911-919-921 East Lombard St., Baltimore, Mad. 4A
Hurtownie i Detalicznie. Otwarte Wieczorami do godz. 8 Ę
URLR RURL RU UU LRLR UE URUR UGUUR RRR URUR LR URCR LRLR URU LRLR RUE RR
___——_————__——____———_—__,'-__:2s”:
* Dosyć bezsennych nocy ' ę
'' z dzieckiem,” rzekła mateczka, w: ' s
« dam mu trochę BAMBINO y„J :
i położę go do łóżeczka.” e 4
Kurcze, kolki, popsu- : ('o.'9* e ) '
ty żołądek, oraz, za- :@ %ą K ;
twardnienie, zbytecznie €iig=; r -'3&;" *—Z, N
niepokoją dziecko. =— „c ” v Ś
Zaregistrowany znak handlowy U. S. Pat. Off.
usuwa te warunki. ,Dzieci kochają ją! Proszą o więcej I
35c. w aptekach lub po nadesłaniu 40c. dostawa pocztą wprost od
F. AD. RICHTERB CO.
/ BOROUGH QF BROOKLYN NEW YORK
f fotesfosfefotenonfonfontonfostostonfentenfostonfenfedkonfonto "I(
ż MARXYAN GAWA/LEWICZ Ż
+ sż
EWARSZAWA :
Ś „ Powieść Społeczno-Obyczajowa. : ź
sb ojsjosjewojś shhh pożjscjcjezjasjżjosjw e hsssh cje sh
X,. l
Późną jesienią wniósł się wresz
cie Siecierski .do swojej siedziby;
miał cały dom urządzony według
własnego gustu, bez zbytku.wpraw
dzie i' kryczącej wystawności, ale
wytwomy i wygodny. [
Czarscy, którzy z powodu cho
lery w kraju, dla bezpieczeństwa,
przedłużyli znacznie swój pobyt
za granicą, wstąpiwszy '*po dro
dze”” do Paryża, jakkolwiek gło
śno powstrzymywali Zdzisława u
siebie i odradzali mu wnosić się z
dziećmi do nowego mieszkania, w
duszy byli radzi temu, 'że pozby
wają się załogi, która się im nie
wygodną stawała,
Chcieli znowu mieć swój dom
wyłącznie dla siebie ; krępował ich
pod pewnym względem pobyt kil
ku osób, które pomimo pokrewień
stwa uważać musieli zawsze, ja
ko gości i względem których mu
sieli zachowywać pewne ceremo
nje. .
Dla Czarskiego obecność kuzy
na, z którym miał ** jakieś tam nie
załatwione rachunki”"”, stała się po
powrocie niezbyt przyjemną ; czuł
się wobec niebo mniej swobodnym
niżeli dawniej, bo zaciężyły na nim '
obowiązki dłużniką względem wie
rzyciela; który wprawdzie nie u
pominał się o swoją należytość 1
lz całą delikatną wyrozumiałością
| unikał nawet jego drażliwego te
matu, ale zawsze, choćby |wido--
kiem swoim przypominał dług, nie
regulowany do tej pory.
Od czasu do czasu, Wypadałol
przez grzeczność poruszyć tę kwe-|
stję, więc oględnie, krótko, mimo- |
chodem, w najmniej stosowanych |
chwilach, odzywał się sam Wuja--!
szek do siostrzeńca swej żony: |
Kochany Zdzisiu, doprawdy |
nie pojmuję, jak ty może tak lek-l
|ceważyć sprawy pieniężne ! ciągle'l
zapominasz, że my mamy z sobą |
porachunki. Toż ja wiszę u rcie-.
bie i to na słowo, na jakieś... da
libóg, nawet dokładnie nie wiem
na ile. Ach, ten Labiewicz, to o
kropność!... nie pojmuję, co mu
się stało od pewnego czasu. Do
prosić go nie mogę o sprawdzenie |
dokładnych wykazów, bo ostatecz-t
nie należałoby to już-raz jakoś u
regulować, nieprawdaż? ,
| Labiewicz jednak, jakby z umy
|słu, nie pokazywał się nawet te
raz w Warszawie tak często, jak
dawniej ; zatrzymywały go podob
no ważne zajęcia na wsi i kłopoty
z powodu epidemji, szerzącej się
w jednym z majątków hrabiego.
Uregulowanie rachuńków pozo
stawało tedy w zawieszeniu.
Pod własnym dachem i sSiecier
ski ,uczuł się swobodniejszym ; |
miał przy sobie dzieci, które po-(
wróciły ze wsi ożywione, znacznie |
zdrowsze jtylko rozpieszczone tro
chę przez kochającą babkę.
| DPepa podrosła i nabrała kolo
rów, a Niunio nauczył się konno
jeździć i marzył o tem, by mieć
własnego kucyka, którego mu wu
jaszek Feliś przyrzekł darować ną
gwiazdkę.
Wiesz, ojeczyniu, powta
rzał Zdzisławowi, gramoląc mu się
na kolana tu u nas w _tym no
wym domu to mi się wszystko
bardzo, bardzo podoba!...iPepie
też!... ale czy toby nie można zro
|bić, żeby wujaszek Feliś z nami
mieszkał?... My tak kochamy wu
|jaszka Felisia, bo on taki dobry,
|taki zabawny i zawsze takie śmie
|szne rzeczy nam opowiada !
|_ Wujaszek Feliś ma swój
| dom.
| —No to c0?... to by sobie cho
|dził na obiad 'do swojej mamy, a
z nami bawiłby się przez cały
|dzień! Na wsi, tam u babci Dow
| muntowej, to codzień do nas przy
|Jeżdżał, a czasem nocował, choć
i miał także swój dom u państwa
|Cząpińskich i taki ładny dom z
|dwiemą wieżami!... Ojczunio wie
|żeśmy do Sieliszek jeździli z bab
| cią i pannąs Mirą odwiedzać wu
|jaszka?,..
|| - Babcia Dowmuntowa, zjechała
' także do Warszawy i zamieszkała
||przy prawnukach, z czegb Zdzi--
|sław był wielce zadowolony, bo i
on, i dzieci miały towarzystwo, a
Tatmosfera domu nabrała więcej
rodzinnego ciepła i charakteru.
- Staruszce ciężko było się ruszyć
z jej ukochanych Stołpień, w któ
rych zrosła się ze wszystkiem i
żyłą w tej pustelni; otoczona ma
rami Wspomnień,xeo się do niej u
śmiechały 7 każdego kątą lub pa
trzyły na nią smutnemi oczyma,
jak przez łzy nieobeschnięte od ty
lu, tylu lat. .:€
Zrobiła jednak to poświęcenie i
przyjechała. *
Rozbałamuciły mnie twoje
dzieci, kochasiu mówiła do Zdzi
sława bez nich w Stołpienich
tak zgłuchło i opustoszało, że wy
trzymać było trudno!...
Spędzała więc całe dnie z Pepą
1 Niuniem w towarzystwie Miry,
którą, pomimo podejrzliwości. do
:'obcych osób, polubiła jakoś i,do
*JEDNOŚĆ-POLONIA”
ipuściła do swego zaufania.
Za ładna tylko, za ładna! —-
powtarzała i kręciła siwą głową.,
przyglądając się zpoza okularów
dziewczynie tak badawczo nieraz,
[jak gdyby podejrzewałą w niej
coś niebezpiecznego.
Wieczorami siadała często do
fortepianu i na prośbę dzieci w
zamkniętym salonie cieńkim, sła
bym, urywanym głosikiem nuciła
im jakieś stare, odwieczne piosen
ki, akompaniując sobie przy tem
dnżącemi rękoma, które odwykły
dawno od klawiszów. . :
Pepa przytulała się wtedy do
jej boku, jak gołąbek i zasłuchana !
wpatrywała się w pomarszczoną,
woskową twarz staruszki z naboż-ą
ną uwagą i przejęciem, ą Niunio
siadał na dywanie, brodę opierał
na piąstkach i kołysząc się do tak
tu, próbował poehwycić melodję
i słowa starych piosenek z panień
skiego jeszcze repertuaru prabab
ki.
Niekiedy zaś, w wyjątkowych
chwilach dobrego humoru i oży
wienia, staruszka brałą Niunia za
rękę i pokazywała mu, jak to za
jej czasów tańczono. Mira wite
'dy siadała do fortepianu i musiała
wygrywać polonezy Ogińskiego
lub stare menuety, a Pepa drep
tała za tą oryginalną parą, złożo
iną z prababki i prawnuka, naśla-l
dując układne, zmanierowane ru
chy babuni. -
Kończyło się to zawsze śmie--
chem, klaskaniem w rączki rozba-
Iwionych dzieciaków i obcałowywa
imiem staruszki z prośbą:
| —No moja śliczna, moja złotać
|moja brylantowa babuniu, jeszcze
!tro›chę!. .. jeszcze raz teg osame
'go] z T
| Kiedy już nie mogę, w gło
lwie mi się kręci, zmęczyłam się ...
!tańczcie teraz we dwoje! bro
niła się babka mam już dosyć
|na dzisiaj ! /
Ną drugi dzień dzieciaki opo
wiadały ojeu ze szczegółami, jak
się pysznie bawiły z babeią i pow
tarzały mu przekręcone słowa no
i wych piosnek, które sobie dla nich
przypomniała. .
Tylko ojczuniu pytał chło
|pak ciekawie —nie rozumiem dla
|czego babunią płacze, kiedy nam
śpiewa? Czasem to jej łzy tak ka
pią, aż na kolana, ale babunia mó
wi, że ją oczy bolą. 'To pewnie
przez te okulary? A
Względem jednego Felisia tyl
ko i Czarskich Dowmuntowa ży
wiła jakieś ukryte uprzedzenia i
niechęć, której nie okazywała na
zewnątrz, ale która dość wyraźnie
iprzebijałą z jej słów i zachowa
(ni_a się z nimi.
| Pozornie była uprzejmą i życz
liwą, przyjmowała ich grzeczności
i pochlebstwa z miłym uśmiechem
ale trzymała się od nich zdaleka i,
|0 ile tylko; mogła, unikała wszel
kiego zbliżenia z całą rodziną
Czarskich. -
Od! wizyt i zapraszań wymawia
ła się swoim wiekiem. i słabem
zdrowiem, które ją zmuszało sie
dzieć w domu i prowadzić życie
bardzo regularne ; nie przeszkadza
ło jej to wychodzić codziennie pie
szo do kościoła, czytywać do póź
nej nocy i jadać z apetytem nawet
ogórki i grzyby, pomimo obowiąz
ku zachowania ścisłej djety, któ
'łrą się tłumaczyła, ilekroć Czarscy
|zapraszali ją ną obiad. . :
| 1 O nie, kachosiu wymawia-
Ita się Czarskiej ze mną jest am
baras przy stole; nawet mnie. nie
namawiaj!... niech tam sobie
|Zdziś sam pójdzie, ją z dziatecz
|kami zostane. ,
Felisia nazywała **miłym szała
|putem”? i nieraz w delikatnej for
|mie przycinałą mu dość dotkliwie,
/|~poznawszy się na zamaskowanych
|jego zalecankach do Miry. : :
› Kiedyż to pan znowu do
|Cząpińskich na polowanie się wy
›lbierze? pytała z uśmiechem
ltam panna Rózalijka pgwnie Ocze
kuje takiego miłego kawalera z
Jutęsknieniem, a Stołpienie teraz
|puste, to i wyrywać się nie będzie
|do kogo z Sieliszek, jak w lecie.
| Małe jej, zmrużone, ale bystr_'e
i›oczk'i dostrzegły to dobrze, że nie
przez wielką miłość wujaszka do
|dzieci składał tak częste wizyty w
|Stołpieniach podczas swojej byt:
iiności w sąsiedztwie, lecz_że go
. przyciągało zupełnie co Innego;
. dowiedziała się bowiem, iż do Czą
- |pńskich zaprosił się sam, znając
ich bardzo mało, i że go ani polo
"Twanie, ani brzydka Rozalijka nie
znęciły na zapadłą wieś litewską;.
ik Feliś udawał, że nie rozumie jej
przytyków, odpowiadał żartami,
;| wycałowywał starą po , rękach
;| próbował wkupywać się w jej ła
||ski, byle tylko nie stracić możno
- |ści widywania codziennie Miry i
porozmawiania z oią bez świad:
, ków.
| Pepie przysyłał, jak zupełnie do
y|rosłej pannie, kosztowne bukiety
.i znosił ogromne pudła cukierków,
AoN S* :
które właściwie miały zupełnie in
ne przeznaczenie; za pośrednie
twem wychowanki pragnął w ten
sposób zręcznie sprawiać przyjem
ność nauczycielee i zadowalać jej
gusta. I dopiął tego, że Mira ła
skawszem okiem spoglądałą na nie
go, pozwalała z sobą rozmawiać,
przyjmowałą jego żarty, dowcipy
i figle z większą pobłażliwością,
bez dawnej niechęci ; oswoiła się z
nim, sama nawet nie spostrzegając
tego.
W Stołpieńiach, gdzie mieli spo- |
sobność częściej i dłużej przeby
wać z sobą, Feliś wydał jej się ja”
kimś innym, niż w Warszawie;
|zmiana tła korzystniej podziałała
na ich stosunek.
To, co ją raziło w salonie, na
wsi, w zmienionych warunkach,
śtawało się naturalniejszem, o wie
le prostszem, prawdziwszem,szczer
szem nawet, sr
* W postępowaniu jego. zauważy
ła również korzystną zmianę ; trak
'tował ją z większym szacunkiem,
ale i z pewnym odcieniem serdecz
ności, która przejednywała ją, ile
kroć pozwolił sobie robić lub po
wiedzieć coś takiego, co dawniej
wydawało jej się niestosownem. !
Nie mówił jej tego nigdy, że te
milowe przejażdżki konno odbywa
|tylko dla niej z Sieliszek do Stoł
pień, że z polowania umyślnie zba
: I cza przez lasy do oddalonego dwor
|ku babki Dowmuntowej, aby zo
|baczyć ją wyłącznie i porozmawiać
|ale pozwalał jej się domyślać rze-,
-|ezywistego celu swych odwiedzin,
|nie kładąc na to nigdy wyraźnego
' |nacisku.
-| Umiał przystosować nader spry
-|tnie swoją taktykę do danych wa
j runków,, unikając wszystkiego, co
-|mogłą jej drażliwość obrazić i
przybrać niewłaściwe pozory.
-| - Piękny Antinous na tem tle sie-
Ilankowem zdawał się wyrzekać zu
|pełnie sztuki uwodzeniaą miejskie
go lowelasa, nie tracąc wszelako
Jz oczu swego jedynego celu; w
duchu, z zadowoleniem mówił je
|dnak sobie: ' ke
f' == „Biore: 131 + :
| Kiedy przyjeżdżał konno w sza
rym angielskim garniturze, lakic
|rowanych butach z cholewkami,
|przy ostrogach. w słomianym heł
|mie, ze szpierutą o złotym łebku
charcim na rękojeści, popisywał
|się, niby dla zabawy dzieci, śmia
|łemi skokami przez rowy i płoty,
|ale z pod oka zerkał, jakie to wra
|żenie sprawia na Mirze, ą zauwa:
|żywszy, Że mu się przygląda z'u
śmiechem zadowolenia i podziwem
|stopniował te wrażenia niekiedy
laż z niebezpieczeństwem życia. -
'I No, panno Miro, załóżmy się,
|że przeszkoczę te sztachety! o
|dezwał się kiedyś, rozochocony,
*'objeżdżając dokołą gazon wysa--
]dzony sztamowemi różami przed
"Idworem w Stołpieniach.
:| Nie zakładam się o szaleń
' |stwo odpowiedziała mu krótko.
'| Boi się pani przegranej?
'] Nie, boję się o głowę hra--
: biegq. /
Ąlboż moja głowa tego warta ?
| —'Nie zastanawiałam się nad
' |tem, ale zawsze to głowa ludzka.
T —W takim razie wartą przy
' |najmniej tego kapelusza ! zawo
" |łał i zręcznym ruchem zdjął słom
'|kowy hełm, którym z gracją u
kłonił się dziewczynie ze słowami:
'| Moritury' te salutant, Mira! —-
I!a potem przerzucił go daleko przez
'lsztachety, odgradzające dziedzi
-3lniec, i rozpędziwszy konia wspiął
'|go ostrogami do szalonego skoku.
'| Ucszynił to tak zręcznie i szyb
"|ko, że zanim dzieci i Mira zdążyli
, krzyknąć i ochłonąć z przestrachu
' |znalazł się już po drugiej stronie
"|za sztachetami, powiewając. try--
" |umfalnie kapeluszem, który szpi
crutą podniósł z ziemi, pochyliw
"|szy się z konia w pełnym biegu.
"I— Widzi pani, że głowa warta
* |kapelusza ! chwalił się przed nią
* |zeskakując z siodła przed samym
" |gankiem.
Ale kapelusz wart niewiele !
":- odpowiedziała mu, pokrywając
" |umyślnie wzruszenie, jakiego do
' |znała na widok szaleństwa, popeł
! |nionego dla chwilowej fantazji.
To. ma znaczyć, że i głowa
' |moja niewiele warta? zaśmiał
'%się wesoło ah!... piękna na
" |groda dla jeźdźca!
" Zmarszczyłą brwi i z zadąsaną
” |minką odwróciła się od niego.
ź Jak można narażać życie dla
"* itakiej drobnostki! powiedziała
,z wyrzutem, ale potem patrzyła na
niego przez chwilę błyszczącemi o
: czyma, myśląc:
S EZe On jednak mą odwagę!...
' |ehciałabym go zobaczyć jeszcze
; raz jak kiedy w takim skoku.
.| Przy innej sposobności przyszła
?|mu ochota popisać się przed nią
g celnością swoich strzałów, więc o
fiarował Dowmuntowej, Mirze i
; dzieciom róże, pościnane z krze--
„|wów kulami; bawiło go to same
:|go, że miał rękę wprawną i oko
.ź] celne, przeto, ilekroć się zmierzył,
: trafiał napewno i kwiaty spadały
”z gałązek, jak na komendę.
"|' Wprawiało go to w wyborny hu
-1 mor; śmiał się z jakąś młodzień
czą pustotą, i, poruszając cynglem
" ] pistoletu, wołał tylko:
—iPafl:.. leży! —a dzieci,
%A które Mirą przezornie trzymała za
Y ręce, skakały z radości na ganku
3|i krzyczały z wielkiej uciechy :'
Paf!.., wujaszku, paf!....w
brawo, brawo!... jeszcze raz! te
raz tę białą, tę na samym wierz
chl'l!. .. to będzie dla panny Mi
ry! ,
I róże, jak na zamówienie, spa
dały na gazon, dopóki nie wystrze
lał wszystkich nabojów.
Aen oryginalny pomysł podobał
się Mirze; nie mogła się powstrzy
mywać, aby go nie pochwalić.
Nię przypuszczałam, że hra
[bia tak doskonale strzela! |
| Spojrzał jej wtedy w oczy i*
westehnął: :
8a1... kiedy nie zawsze tra—ł
fiam do celu, do którego mierzę.
deżeli chodzi o róże, to pra;
wie zawsze odrzekła, udając,
że nie zrozumiała jego aluzji.
A jeżeli do gwiazdki?... l
Do gwiazd się nie strzela, bo
to szaleństwo, albo profanamja;l
gdyby nawet można było w nie'
trafiać dodała znacząco, lecz
bez nacisku szkodaby było jel
strącać z ich wyżyny. To nie ró
że, nie odrastają z nową wiosną !...
Może Pan Bóg umyślnie zawiesił
je tak wysoko, aby ludzie rękoma
po nie nie sięgali. Dał im przywi
lej nietykalności, więc i mierzyć
do niech nie wypada, gdy się i tak
wie z góry, że trzeba... spudło
wać, ›
I Splótł ręce i stał przeq nią, wpa
|trzony w Jej oczy przez chwilę, a
i Ępotem_ rzekł; /
| Jak pani umie niektóre rze-
Jezy ładnie powiedzieć!... jabym
,'tego nie potrafił, choćbym sobic
| przez miesiąc układał. Pani po
| winna wiersze pisać!...
| Cóż z tego, kiedyby hrabia
-lich nie czytał. ( „
! Dlaczego?
. —Bo hrabiego lektura nudzi;
hrabia woli płoty przeskakiwać,
. lub biednym różom głowy ścinać,
Falbo...
| Albo eco?... niech pani do
kończy!... ja wiem, że to miało
- być coś złośliwego.
I— Skoro hrabia się domyśla, al
|bo raczej poczuwa, to po co mam
łk«ończyć?
| .Spuścił głowę i zamilkł, jakby
się smutno zadumał nad' tą uwa
gą. :
1 Może pani ma rację! rzekł
po chwili, a jej się żal zrobiło, że
|go uraziła swoją przymówką.
| Dostrzegł to jednak w jej o--
lczach, bo się uśmiechnął pod wą
isem i pomyślał znowu: '
1 Biorę ją!... doskonale! —i
. . 1
›[w głębi duszy czuł się zadowolo
nym ze skutków swojej taktyki.
i 1 Gdyby mu wypadało, byłby swo
|ją gościnę w Sieliszkach, ze wzglę
du ną sąsiedztwo, przedłużył choć
-lby do jesieni, ale po dwóch ty--
godniach musiał wracać do War
-iszawy ; z młodym Cząpińskim łą
|:czyła go tylko klubowa znajo--
;mość, a cChociaż matka i siostra,
- które z nim razem mieszkały na
. wsi były bardzo zadowolone z wi
*zyty takiego lwa warszawskich
- salonów, przyzwoitość samą nie
lpozwa]ała Felisiowi nadużywać
?lich gościnności, tembardziej, że zą
||nią niewiele wywdzięczał się swem.
towarzystwem, spędzając codzien
- mie prawie połowę dnia w Stołpie
. niach.:
- - Przychodziło mu nawet do. gło
-;wy,.czy się na jego tak__czę'stych
. wycieczkach w sąsiedztwie nie po
- znają, ale pocieszał się, że Józio
L*Cząpiński jest tak głupi, iż się ni
-1 czego nie domyśli””,
ł / Józiowi zaś, garnącemu się z ca
. łej duszy do arystokracji, pochle
- biało to niewymownie, że taki
l Czarski bawi w jego domu; chwa
-1 lić się na wszystkie strony:
*| Feliś Czarski bawił u mnie
- tego. lata kilka tygodni!... Feliś
- Czarski mój przyjaciel zabił u
- mnie dwa dziki! albo co więcej
V'tollt curt”” będzie opowiadał:
l— Kiedyśmy z Felisiem polowa
/ li u mnie w Sieliszkach. ..
l Ę Na tę myśl zacierał ręce i strzę
pił swoje rzadkie, kocie wąsiki,
!izmarszczył jeszcze bardziej niskie,
* małpie, czoło i wkręcał z podwój
- n4 energją monokl w prawe oko.
- 'O'est chic! powtarzał za
|dowolony z właściwym sobie ak
' centem, przeciskając mocno przez
łEzęby te wyrazy, co sprawiało wra
* żenie pary wypuszczanej z kotła.
| Litewska sielanka jednak musia
! ła się raz skończyć dlą Felisia ; po
|wracał do Warszawy niechętnie,
l ale sobie mówił w drodze, rozmy
! ślając o Mirze: = _
1 Zdaje się, że czasu nie zmar
* nowałem ; oswoiłem przecie trochę
tę dziką kotkę, a co będzie dalej.
chi lo sa!... Poczekaj, ja cię
* jednak wezmę!...
| Łypał powiekami i uśmiechał się
' z wyrazem młodego lisa, który się
' do kurnika uodkrada. :
7 Chwilami wszelako przychodzi
-1 .ły mu poważniejsze refleksje:
= Licho wie, cow tej dziewezy
- nie siedzi, czasem mi się zdaje, że
) jaja biorę na fis, a czasem zno
, uw, że oną mnie wzięła. Miewam
/ jakieś takie głupie romantyczne
ądurzancje, jak gdybym był w niej
* l zakochany, ato przecież nie zda
- | rzało mi się dotąd ani razu!... Je
-1 żus, Marja, pani Czarska posiwia
[łaby ze zgrozy, zdyby o tem wie
,| działa, a Zdziś... no, tenby to
% | wział może na filozofję i moral--
L|ność.. Nie głupim się z tem zdra
i dzać !
l (Ciąg dalszy nastąpi). ,
II SEVERY LEKARSTWA UTRZYMUJA ŻI
ZT TeDY 4D :
g s* o :
| %@M%Ó«Ó |
ź se 9 S
L % w Jezcik [
Ś. jest słan chorobliwy. Jeżeli Ę
| źhciaify% nadać wloym WŻPJ S
% aulelńd, bogały, polysi?iw_y,_ ak,_|
Ą dla każdeso pożądany, wcieraj. /
ź do skóry Czaszkowej E
I 33T TE |
ź HAIR POMADE [,
ł Wyśnienił środek na upiększenie
] wi:;qow:l i&alqy, zdnggly ?Żzysiv.
| ' CENA 25< B
% Zapyłajcie w apłece.. :
I WWW l
CEDAR RAPIDS, IOWA -
| mo—————o—o ooor "n
nnn nR RUR RURLRY NĆ
R PALCIE... *
! FIRE KINGS e
! CYGARO OC stuka
S GEO. SCHAFER $
p : FABRYKANT Ś
JE Nar. Aliceanna i Wolfe ul.' .
uaięian ee I
' FHZNEEZTASEOPSE TE SSYE UJ EDT EEE TNNJ SE RNE T" PPS E TP EEE ZN PTRT
i l Przyzwyczaj się telel(mownc/Wolfe 4354
|›* George -M. Budeke
SKŁAD HURTOWNY :
! Farb, Oliwy Szkła i Pokostu
l 418 S. BROADWAY
. i—l__:_
ST n A R
WZZ ZE EPISSZ PRJN OO EEEr LE EEE
Y
: £XR C
| Erpc 2) SAbowski
>
"'-ęr S Przedsiębiorca
[email protected]@o Pogrzebowy
i Balzamotor
Wynajmuje Powozy i Auto
' mobile na wszelkie okazye„.
| Prywatny Ambulans :
( 705 S. ANN UL. TEL. WOLFE 4127
NBS UE AIAW T NSRZ PRUSIEEUESIE PTN TA SERSEDNIINE
' . SRUR RU RR URUR RRR R UAL URU RURUR
G, Dr. N.P. Yolk
› '.."Ś.T,.'ff." r- oo 0 en
! UYYYY» E
ł DENTYSTA
| ] 9 1209 S. BROADWAY
. Najnowocześniej ur żądzony zakladł den
„ tystyczny w mieś/ćie. 2O lat doświad
! czenia. Gwarar/ujemy naszym klien-
Sh tom pierwszej k/asy obsługę. Zęby.,wy
, rywane absolu*mie bez bólu,
. ! TELEF/ON, WOLFE 3875
URUR GR RRR YN RYSEEE
. WW›W
|$ „sum. |BĄDŹ/ ZDROWY
-: 4Ś d / Używaj Zawsze
+ AU | eer
!, es M SANYKIT= E
:.l$ ';; B (SANITARY KIT) :
: % ,@Emwaść@ ŚRODEK ZAPOBIEGAWCZY
lgę NA Preperat Nowoczesny Ą
$ Zapexw nia Zupełną .
3: KATAR Protekcję 1
sd we wszystkich aptekach. h
l $ PĘCHERZA. | 54, p.o, Box 199, Newlork Gity
. 2©+ ++ ©-- 9-29+- - D+- 0900- + D*- ©+2©+-+2D+- --+- ©O-+- - ©opooDozeny
IĘ . NB
~ Broadway Dentał 5
1 h Parlor H
-IIP : T
, 103 SO. BROADWAY 4g
j GODZINY BIUROWE: ee I
1 ! Od 9-ej rano do 8-ej wieczor codziennie :
"IIP Od 10-ej do 1-ei po poludniu w niedziele :
: EEE UE $
)' : fPY YYY :
5 SUTYYY T !
: Koronowa i Mostkowa Praca %
naszą specyalnością. Wszelkie ' :
: wykonanie gwarantowane. T
„-› | Używamy gasdo znieczulania ból zębów $
s przy wyrywaniu. CENY NISKIE. $
ł. RR LRUUR RLR US RLR URUR URLR Rp nenj
1 BRACIA ANTONIE
| Malarze i Dekoratorzy
: 1805 BASTERN AVE.
.|| 528-530 S. DURHAM ULICA
: lE::—:E
>||| Z Dziedziny Chiropraktyki |
Ę' '_B' ixł„; : 'O/« ,_l*
:Ę *łx ;Ż: ) e
y ,:"„ (,' SY (l”
x Ł E „*f' ą
| ' . .. 3 D,yeases
14 Z//ro,źfac/zc |
_%/aó"f//te/l/źf I
1 CZY nie zdołaliście dotąd zna- *
S leść środka, wyleczenia wa- (
: | || szych chronicznych lub nerwe
) wych chorób? Nietraćcie jednak
' nadzieji. Metoda chirópraktycz
: na niezawodnie pomoże wam do
! odzyskania normalnego zdrowia. |;
: ł Po radę telefonujcie do: Y
)|| DR. WILTON S. CARTER
są 1924 LINDEN AVE.
A . / Telephone; MA dison 5644
Io
Strona 7-ma

xml | txt