OCR Interpretation


Katolik. (Winona, Minn.) 1893-1895, January 25, 1894, Image 5

Image and text provided by Minnesota Historical Society; Saint Paul, MN

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn90060821/1894-01-25/ed-1/seq-5/

What is OCR?


Thumbnail for

rai
OFFICE: 59 E. 2nd Str
WINONA, MINN.
H-
DEĘDOWSKI EDITOR &
PUBLISHER
Subscription, $2 per annum.
-A.ea.vertisingr IRa/tes.
SPACE, i Week i Mo. 3 Mos. -5 Mos, Yea*
Inch $ .50 $1.25 $2.50 $4.00 $7.00
s Inches 1.00 2.5c 4.50 7.00 13.00
3 Inches 1.50 3.75 6.55 10.50 18.00
& Col. 2.50 5.50 10.00 20.00 30i00
Co!. 4.50 12.00 18.00 30.00 50.00
Column 7.00 20.00 30.00 50.00 100.00
Business or Special Notices, 10 cts per line
Pismo tygodniowe dla luda
WYCBODZIco CZWARTEK
w WINONA, MINN.
Prenumerata wynosi
ro«ssiie
V-J
Stanacn Zjed. i Kanadzie $2.08
Europie (koniecznie ju-przóa) $2.50
W a u n k i
Każdy, który zjedna Katolika•
-i
trzech nowych abonentów i
'-ześle nam za nich całoroczny
vonament, będzie dostawał za
-•••01% fatygę przez cały rok jeden
'.?mplarz Katolika darmo.
Poszukujemy wszędzie skrzęt
oh,
rzeteluych agentów/ zasługi
Ii należycie wynagrodzimy.
Prezent za przęsłaBie carło
r- znego abonamentu dajemy tylko
iv in, którzy naprzód za Katolika
&apłac§.
Kto odbierze z poczty trzy
/.ety, uważanym jest za abonenta "i
powiedżialnym za abonament.
Kto zmieni adres, powinien
n -tvehmiast podać wydawcy Kato
U•a swój nowy adres.
Abonentom, którzy wyraźnie
odmówią gazety za pośrednio
n. «in listowego lub innego
u ędnika pocztowego, Katolik po
:.my będzie dalej. Skoro kto
przestanie odbierać gazetę, po-
Mien wpierw zapłacić, jeżeJi co
u tą winien.
Pieniądze za i dla Katolika
ujłlfcży przesełać przez pocztowy lub
fx ^resowy Money Order. Można
u przesełać abonament w dola
-h papierowych, przez Postal
u .to, albo w jednocentowych lub
1!
A
uceutowych znaczkach poczto
v. ch, lecz jeżeli abonament, w
*. sposób przesłany, w drodze
jo-.ćpadnie (co się w tym fcraju
i lzo rzadko zdarza} wydawca
,-V /tolika nie bierze za to na siebie
coAiediiialności. Takie listy
ii jlepiej kazać na poczcie registro.
ć, bo wtenczas urząd pocztowy
r/.e aa siebie odpowiedzialność,
wraz
7.
1
zawartością dojdą na
miejsce przeznaczenia. Wszelkie
y oraz orzesełki pieniężne do
^••tolika adresować
H. JDerdowsJci
59 E. 2nd Str.
WINONA, MINN.
PREZENT
ML
1) Duży obrazkowy KALEN
DARZ MARYANSKI na rok
Pański 1894,
z
dwoma luźnemi
obrazami
2) Książeczkę KANTYCZKI
czyli zbiór kolend i pieśni ludo
wych, śpiewanych w czasie Bożego
Narodzenia/
3) Książeczkę pod tytułem
KASZUBI POD WIEDNIEM
zawierającą zabawną wierszowany
kaszubską powiastkę z czasów króla
Sobka.
fl^Powyżej wyszczególniony
T^n-reI1t udzielany będzie tylko
którzy teraz przyślą $2.00 za
,,Katolika."
O PRZYSIEDZE.
„Nie będziesz mówił
świadectwa fałszywego..
(Rzym, 13 9).
Do grzechów przeciw miłości
bliźniego, potępionych przez
Boga. zaliczyć należy wszystko
to, co uwłacza sławie i czci
bliźniego, a mianowicie fał
zywe świadectwo, stwierdzone
przysięgą czy to w sądzie, osy
po za sądem.
Przysięga jest to świaduzenie
się Bogiem, że mówimy prawdę
i pragniemy dotrzymać obiet
nicy. Przysięga więc ten, kto
na stwierdzenie swego zeznania
używa np. następujących słów:
„Przysięgam na Boga, Bogiem
się świadczę, niech mi tak
Pan Bóg dopomoże, jak Boga
kocham,i t. d. jeśli nie prawda,
niech idę do piekła, niech mnie
diabli wezmą4'. Natomiast
tikie sposoby mówienia, jak:
„rzeczywiście, doprawdy, na
słowo honoru, daję słowo, jak
mnie tu widzisz4' nie są przy
sięgą, lecz prostem zarzeka
niem się, ponieważ nie przy
zywamy Imienia Bozkiego.
Przysięga jest dozwoloną,
jeżeli to, na co przysięgamy,
jest prawda, jeżeli ją wy
konywamy z namysłem, z
należytą czcią Boga jeżeli to,
co stwierdzamy przysięgą, jest
o z w o o n y s a w i e
wem i nie nadweręża obo
wiązków względem innych.
Przysięga jest grzechem, jeśli
s i z y s i a a s z y w i e
albo z o w i e w a n i e
0 rzeczy.
Krzv woprzy s^-ięat w o przed
sądem jest jedną z największych
zbrodnii. Jest bowiem obelgą
dla Boga, pokrzywdzeniem
bliźniego i samego siebie. Din
tego wystrzegajmy się, żądać
od innych przysięgi, jeżeli się
domniemywamy, że dopuszczą
się krzywoprzysięstwa, które i
tak na nic nam się me przyda.
Jest także grzechem, jeśli
kto przysięga, że źle uczyni,
a dobrego zaraiec-ha, n. p. że
się zemści, że szkodzic§będzie
bliźniemu, że nie będzie przy
stępowały do Sakramentów
świętych, i od obowiązku do
trzymania jej nic nas nie
zwalnia.
Kto «aś krzywo przysiągł
przed sądem, powinien krzywdę
1 szkody, jakie ztąd poniósł
bliźni na majątku i dobrej
sławie, powetować i cofnąć
swe zeznania, choćby mu to
przyszło życiem przypłacić,
jeśli człowiek niewinny został
na śmierć skazany.
Także fizyka...
Dnia 26 b.m., o godzinie 9
przed południem, odbędzie się
roczne posiedzenie akcyonaryu
szów „Spółki Wydawnictwa
Polskiego" w Chicago, 111.
Oto krótka historya tej insty
tucyi. gum
W roku 1887, roku memo
ryałów i contra memoryałów,
roku, kiedy narodowcy pod
wodzą Franka Gryglashefakie
go miasto na moskala, uderzy
li całą siłą, i słowem i pismem,
na kościoły i kapłanów, kiedy
wierny dotąd Smulski, czoło
partyi katolickiej, także za
chwiał się, zdradził i wyrzekł:
non serviam (nie będę
służył) kapłani dobrze
myślący zebrali się razem na
plebanii u Zmartwychwstańców
i gadu gad u* założy li nową
gazetę, pod tytułem ,,Wiara
i Ojczyzna", która by broniła
wiary św. i interesów .ludu
katolickiego, przeciw napa
ściom rozźartych narodowcow.
Jednomyślność w kapłanach
panowała wielka, bo O. Win
centy czytał tylso rezoiucye i
wnioski dyktował, a cała rze
sza wtorowała mu: Amen. To
też, gdy przyszło do zapewnie
nia materyalnej podstawy
nowemu wydawnictwu, kapła
ni prześcigali się w ofiarności.
Brał każdy akcye, nawet nad
swoje siły, a O. Wincenty
intencyi mszalnych zobowią
zywał się dostarczyć.
O, Jan Radziejewski sam
wziął na $1,000 akcyj, oprócz
tego grunt pod o S ó) ki
e z i n e e s o w n i e o a
rował. Podkreślamy ostatnie
zdanie, ze względu na później
mający nastąpić szwindel. Tak
powstała obecna spółka z ka
pitałem #25,000, inkorporowa
na w stanie Illinois, w dniu 14
Lipca 1887 roku. Dla krót
kości pomijamy dalsze koleje
Spółki, zwracając uwa^ę akcyo*
naryuszów i ogółu polskiego
na stan obecny. Mimo sześcio
letniego istnienia, mimo szcze
rego poparcia przez ogół
mimo szczęśliwego wydawni
ctwa szkolnych książek, które
są w użyciu we wszystkich
prawie szkołach polskich w
Ameryce, zysfeów i f. z, pro
centów żadnych nie było.
o k o z n i e y e i y N i e
którzy akcyonaryueze, powąt
piewajac o prowadzenia bizne
su przez menażerów, na rocz
ne posiedzeniu obrali Komi
tet rewjzyjny do sprawdzeniu
książek S-ółki. W skład ko
rni te".ii weszli: ks. Fr. Kroll,
Fr. Wlekliński i T.-Królik, i
wydali sprawozdanie drukowa
ne, wykazując liczbami joWt-e
kradzieże. Oe Wincenty bar
dzo się rozgniewał 2a ten nie
takt komitetu i w gazecie,
groził, że komitet przed kratki
zapozwie a fałsz ich za
dni parę wykaże.
Działo się to w roku pań
skim 1892. Lecz były to stra
chy na Lachy fałszu tego
dotąd nie wykazał. Tymczasem
O. Radziejowski, uporawszy
się nieco ze swojemi punktami
i punkciarzami i zawarłszy z
nimi ugodę 'zaczepno-odporną,
akcye swoje i darowany raz
grunt spółce e e e m, po
dobno ^ddał Zmartwychwstań
com. Ci, niewiadomo za czyje
pieniądze, wybudowali wspa
niały gmach, sprowadzili tam
drukarnią, maszyny etc. i ty
tułem dzierżawy $100.oo
miesięcznie od spółki biorą.
Na ostatniem posiedzeniu
akcyonaryuszów, kiedy X.
Raszkiewicz zapytał: do kogo
rzeczywiście budynek należy?
O- Wincenty w te tropy od
powiedzią! fizyką, że akcyo
naryusze na budowę nie dali
pieniędzy, więc i budynek do
nich nie należy.
Ta gospodarka odstręczyła
uczciwszych kapłanów, i teraz
O. Wincenty sam ten krzywy
biznes prowadzi.
Prócz kapłanów do spółki
tej wciągnięto także porząd
nych ludzi świeckich, którzy
tak jak i kanłani nie dla
jakich tam zysków, lecz dla
poparcia sprawy religii i Ko
ścioła, groszem swym się przy
czynili. Od czasu przeszłego
Sejmu Zjed. R. P. K., kiedy
,,Wiara i Ojczyzna" została
przyjętą za organ tejże insty
tucyi i połowa zysków z wy
dawnictwa tejże miała iść do
kasy Zjednczenia wszystkie
płatne ąnonsa w tejże zostały
wykreślone i dó „Dziennika"
wcielone.
Kto ma oczy ku patrzeniu
niech patrzy!
z miw POLM
W AMERYCE.
ERIE, Pa.—Aresztowanych
przez p. Józefa Conrada z
Cleveland zawalidrogów sądzo
no w dniu
12
Stycznia. Wie­
czorkowski skazany na $20
kary i koszta dwóch pozosta
łych skazano po$2.50 i koszta.
Organista ks. Ignasiaka
zapłacił za skazanych kary.
Ks. Ignasiak znajdował się
w sądzie, {.edyż zaraz potem
odbyła fc:ę jego sprawa
0 oszczerstwo.
W toku rozpraw sądowych
w tym drugim procesie,zapytał
ks. Igmasiaka adwokat p.
Conrada.
Jak się p:in nazywasz?
Andrew Ignasiak.
Czem gię pan zajmujesz?
O pan mnie się za wiele
pyta.—Ja jestem „bossem!"
Jesteś pan bossem —ciągnął
dalej adwokat nad tymi
obdardymi, fanatycznymi łudź*
mi. Rozkazujesz im, jakie
czytać lub nie czytać gazety,
a jeżeli kto się tobie nie
podoba, to każesz im obrzucać
go jajami, bić a rSoźe zabić.
Zdaje mi sie, że wszystko co
ta gazeta o panu pinała, jest
prawdą. Ona powinna jeszcze
więcej o panu napisać i dobrze
zrobi, jeżeli napisze. Niech
sąd spojrzy na tych trzech
łotrów, którzy sponi wi-erali p.
Conrado, człowieka w wieku
podeszłym, który mógłby być
ich ojcem. A kto ich namówił
d/ tego haniebnego czynu
oto ich własny ksiądz, który
wedle ewego przekonania jest
ich bossem.
Sprawa ta a tvrsekome
oszczerstwo odesłaną na duży
sąd, gdzie toczyć się będzie w
Lutym.
Adwokat p. Conrada jeszcze
wiele innych pięknych kom
plimentów powiedział ks. Igmt
siakowi, takich, że ich w
gazecie katolickiej powtórzyć
nie można a 2e się ich
wstydził młodziutki lewita,
można było wymiarkować z
rumieńców aa jego obliczu i
ze spuszczonych oczu.—Dobrze
mu! Na co wtykać palce mię
dzy drzwi,—po jakiego diabla
mu się mieszać miedzy sprawy
Dewoyny iChrostowskiego. Wy
go wór zaś, Który mu dał
adwokat, i te 200 dolarów,
które dotąd proces kosztował,
niechaj będą dla niego nauką,
aby patrzył brewiarza, a nie
narażał się lekkomyślnie na
utratę czci kapłańskiej oraz
na stratę pieniędzy, których
lepiej możnaby użyć na uczyn
ki miłosierne.
KTOBY chciał się dowie
dzieć bliższych szczegółów
względem roboty w nowych
kopalniach żelaza w powiecie
St. Louis, w Minnesocie, nie
chaj się zgłosi pod adresem
Józef P. Prondziński, Virginia,
St. Louis Co., Minn.Przybywa
tamdotąd coraz więcejPolaków.
Kopalnie we Virginii mają,
jak wiadomo, wkrótce zupeł
nie zakasować kopalnie żelaza
w Ironwood i Bessemer, bi
można w tamtych łatwy
1 tani sposób wydobywać rudę
żelazną.
DOM EMIGRACYJNY pol
ski przeniesiony do Jersev
City, N. J., pod numer 80
Sussex ulicy, w pobliżu dwor
ców kolejowych. Agentem
został p. Zakrzewski, kontrolę
nad domem ma wielebny
X.
Kukoweki, proboszcz parafii
polskie] w Jersey City.
BLOSSBURG, Pa. W
garbarniach tutejszych już od
23 Maja tylko pół czasu robią,
w kopalniach odcięto gór­
nikom od Nowego roku 10
procent zarobku w Amot,
Morris Run i całym Tioga
powiecie tak samo.
BUFFALO. N. Y. Pen
Sadowski, wydawca i redaktor
MEcha",
przez 5 tygodni
mocno niedomagał na zdrowiu,
lecz teraz już mu lepiej.
IGNACY BRZEZIŃSKI z
Blosab urga. Pa., poszukuje
swego stryja Wojciecha Br ze
zińskiego lub też jego synów.
Przybyli oni blisko 20 lat lemu
do Ameryki z Michaiczv,po
wiatu wągrowieckiego, w W.
Ks. Poznańskiem. Adres po
szukującego taki: Ignacy Brze
ziński, Blos8burg, Pa.
MILWAUKEE, Wis.
Pomocnik szeryfa Andrzej"
Boncel, odprowadzając z sądu
do więzienia osławionego
Koettinga, byłego kasyera
zbankrutowanego haniebnie
banku(wstąpił ze swym jeńcem,
wbrew przepisom obowiązują
cym szeryfów, do salonu, na
kieliszek wólki. Pan A.
Bon cel
otrzyma! za to dymisyę z
urzędu, który mu przynosił
$1,000 pensyi.
POZNAŃ, Mich. Miro-.,
obecnych ciężkich
Z A S W
polska nasza osada coraz
więcej się podnosi. Przyczyniło
się wiele do te^o przeprowa
dzenie liuu kolejowej z Alpsny
do samego Poznania.—Rodak
nasz p. Krawczyk, dobry wia
rus i katolik, otworzył niedaw
no u nas wielki store i saloon.
—Cieszymy się wielce z tego,
bo lepiej kupować od rodaka,
niż od Niemców i Żydów.
SWAN RIVER, Minn.
Tegoroczna zima biedą daje
nam się dobrze we znaki.
Za pszenicę, chociaż z powodu
przesłorocznych lichych uro
dzajów jest bardzo mało,
płacą tvlko 58 centów za
buszel. Za sążeń twardego
drzewa dają nam tylko $150
i to nie gotówKą, lecz w to
warze i „trytem'1. Dla tego
też bieda u nas ogromna
niektórzy farmerzy nawet
procentów opłacić nie mogą.
ST. JOSEPH, Mo. 1 w
tutejszej polskiej parafii nie
brakuje malkontentów, tylko
to, że proboszcz tutejszy,wie
lebny ks. Krzywonos, jest
uzbrojony w cierpliwość he
roiczną. Ale biada rodakom
naszym, że swej nikczemnośoi
poznać nigdy nie mogą. Nie
wiadomo, co dla nich milsze,
czy podległość Chrystusowi i
posłuszeństwo kapłanom Jego,
czy knut moskiewski, bo wy
znać trzeba, że wolności sza
nować, ani z niej korzystać
nie umieją. Nawet swe dzieci
wyraźnie uczą, aby w szkole
nauczycielom zanadto nie ule
gały, bo tylko ojciec ma uad
dzieckiem prawo,ale nie nau
czycieł, ani ksiądz.—Tak móffi
n. p. Andrzej Parys.
Źle z Apiastami.
W mieście Appleton, Wis.,
w którem mieszka wiele nie
mieckich katolików, rozpędził
orszak katolicki, liczący około
2000 ludzi, apiastów słucha
jących na hali kazama nieja
kiegoś majora Sioiss, apostoła
wrogiego katolikom sto warzy
szenia ,,American Protective
Association". Katolicy rzucali
w okna hali kamieniami.
Sfms i jego słuchacze zabary»
kadowali drzwi i odpierali
obhgaiących halę. M?jor^
Router wezwał szeryfa powiatu
Ontagamie, także telegrafo
wał po miiicyą. Gubernator
Peck n e chciał posłać milicyi,
chvba że Nzervf o nią będzie
prosił. Szeryf częściowo tłum
rozpędzi i z pomocą miejsco
wych urzędników, zaprowadził
Simsa, na którego ustawicznie
rzucano kamieniami, do jego
kwatery. Nazajutrz rano ludzie
uzbrojeni w karabiny winches
terskie, odprowadzili Simsa
na dworzec kolejowy, zkąd
pojechał sobie do Ashland,
Niedawno temu także w
Kansas City poturbował lud
katolicki apostoła Apiastów
Mc Nam ara. Ten wychodząc
z hali, gdzie oszczerstwa mio
tał na katolików, trzymał w
jednej ręce rewolwer, a w
drugiej nabitą dubeltówkę,
idąca zas pray nim żona^
także miała w ręku rewolwer.
Obo)e prędko wskoczyli do
powozu, lecz nim ten ruszył
ktoś uderzył predykanta kijem.
Mc Na mara zaczął strzelać, a
s tłumu t«k gamo huknęły
strzały, Szczęściem, że żaden
człowiek me odniósł, rany,
tylko szvby w po??ozie potłu
czono. Mc Na mara potem tak
się ukrył w Kansas City, źe
już i!Akt więcej go nie ujrzał.
Jta babo placek.
Podobno niemasz większej
boleści nad wzgardzoną miłość.
,,W i O" pałając czystą miło
ścią, ku Fuleyowi i kapłanom
polskim w Detroit, podała
skuteczną receptę pozbycia się
KoUsińskiego. I o rety!
Kapłani ci, miasto być wdzięjS
czni za darmo udzielony spe
cyfik oburzyli się, powia
dając, i słusznie, iż kto nawa
rzy sobie piwa, to niech sam
zdrów wypije, a „W i O" s
radami wara!
Na takie dictum acerbum
rejterując jak niepyszna ,, WiO"
czupryną zamiata kurz przed
Iryszem, a kapłanów po twa
rzy głaszcze, prosząc pokornie,
aby jeżeli iuż jej miłością
nieroztropnie gardzą to
przynajnimiej, by się nie
sierdzili, albowiem ona to z
obfitości serca wyrzekła.
O obłudnicy, świat wie
czyjeście serca pogłaskać
chcieli!...
PODZIĘKOWANIE.
Chicago, 1 Stycznia 1894.
Ja niżej podpisany składam
publiczne podziękowanie PaiMJ
Dr. B. Sianek, 1030 California*
ave., za wyleczenie mi bardzo
niebezpiecznej rany, w prawej
nodze, która powstała wsku
tek przebicia gwoździem. Inni
lekarze już byli zwątpili, i
radzili, aby nogę ując. Dr. B.
Si a dek był zupełnie innego
zdania. Obejmując kuracyą,
dołożył wszystkiego starania,
nie szczędząc pracy we dnłe,
ni w nocy, tak źe w trzech
tygodniach rana zupełnie była S
wyleczoną. 1
A więc uważam, źe Dr. B. I
Siadek zasługuje nietylko na I
moje publiczne podziękowanie, 1
ale i na poparcie wszystkich
rodaków, doktora potrzebują
cych. Mieszkanie prywatne Dr. i
B. Siadka jest 1030 California,
ave Tel. Canal 310 tak samo^ I
zastać go można w Aptece
naszego roaaka W. A. Kufłe-^ I
wskiego, 1333 W. 22 Str/
w Chicago, 111.
W. J. Pijanowski
1018 Whipple ave.
PŁACIĆ ZA KATOLIKA!

(POLISH WEEKLY)
Established 1886, appears every Thursda

xml | txt