OCR Interpretation


Katolik. (Winona, Minn.) 1893-1895, July 12, 1894, Image 3

Image and text provided by Minnesota Historical Society; Saint Paul, MN

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn90060821/1894-07-12/ed-1/seq-3/

What is OCR?


Thumbnail for

SIĘ SPODZIEWAŁ?
HUMORESKA
napisał
WŁADYSŁAW ORDON.
I.
W piękny czerwcowy dzień,
salonik jadalny państwa Żar
skich przedstawiał budujący
familijny obrazek. Salonik ten
miał drzwi frontowe wycho
dzące na ganek, i dwoje
bocznych, jedne do pokoju
córki, Obiad dopiero co się
skończył. Pan Alfred, gospo
darz domu, zasiadłszy w wy
godnym fotelu, z wonnym
cygarem w ustach, jak praw
dziwy sybaryta sączył poma
leńku wyborną kawę, i prze
nosił wzrok z kolei to na
uśmiechniętą żonę, przegląda
jącą najświeższy ,,
A pan Alfred był patryar
ehalnie dobrym ojcem i
małżonkiem. Świadczyło o tem
uśmiechnięte oblicze pani
Herminii po ośmnastoletniem
pożyciu, i pieszczotliwe minki
panny Zofii, ilekroć zbliżała
się ku ojcu. Wprawdzie by
wały i dni burzliwe, bardzo
burzliwe, ale jak na dzisiaj,
zgoda i cicha radość w saloniku
jadalnym zdawała się pano
wać.
Nagle jednak pani Herminia
rzuciła dziennik i przystąpiła
do sekretarzyka, gdzie na
różowym pachnącym liściku
pisać coś poczęła...
Pan Alfred poruszył się
niespokojnie na fotelu.
Do kogo piszesz, Mińciu
zapytał z pozorną niedba
iościa...
Do pani Heleny od­
powiedziała skwapliwie i
rumieniąc się zapytana
proszę ją, żeby nie zapomniała
o uprzejmej obietnicy swojej...
Jakiej obietnicy?...
Wszakże wiesz dobrze!...
Przyjechania do nas na parę
tygodni... do końca sezonu.
Ach przypomiuam sobie
pomruknął ale zdaje mi
się, że kilka dni temu zaledwie,
pisałaś do niej... niepojęta
jesteś z tą swoją pasyą ko
respondowania.
Ależ mój Fredziu, kilka
dni temu pisałam do Lewickiej
o letni kapelusik dla Zosi!
Ktoś z nas musi się mylić
zawołał żywo obracając
się do żony pamiętam
dobrze, źe na zapytanie moje
wtedy odpowiedziałaś mi jak
Wlfllfri jBMJii
y*
%^-r*
Dziennik
mód", to na szczebiotającą i
przelatującą jak ptaszek z
kątka w kątek córkę. Cza
sami wzrok jego, pełen
rozmarzenia, odwracał się ku
oknu, obwiniętemi bluszczami,
przez które wpadał do pokoju
slup zielonego światła spoczął
na chwilkę z dziecinnym za
dowoleniem na miryadach
pyłków, tańczących w sło
necznym blasku, i szedł dalej
za okno, gdzie szumiał kwit
nący ogród, dotykający ciem
nego lasu, w dalekiej perspek
tywie błękitnym dzwonem
niebios zamknięty.
Było to ledwo o pół mili
od stolicy, na letniem miesz
kaniu, kędy co rok przyjeżdżał
pan Alfred strząsnąć ze siebie
pył biórowy, odetchnąć świe
żem powietrzem i użyć bez
troski rozkoszy życia rodzin
nego ....
powtórzył z przyciskiem...
Czy znowu szepnęła
z wyrzutem pani Herminia
pochylając się ku mężowi...
I cóż... znowu! rzekł
chłodno zdaje mi się, że
mam prawo...
Zosia zawołała pani
Herminia idź do ogrodu
zobaczyć czy wygracowane
ulice, i każ postawić jeszcze
jednę ławeczkę w altance, bo
pan Oczko przyjdzie dziś do
nas na podwieczorek...
Młoda panienka z domyśl
nym uśmiechem wybiegła...
Jeżeli ci już o mnie nie
chodzi zaczęła patetycznie
pani Herminia to powinien
byś chociaż uważać na Zochnę^
która Bóg wie, co pomyśleć
może, a wkrótce wszystko już
rozumieć będzie!
Co? Zosia! zawołał
pan Alfred to jeszcze
zupełnie dziecko, zresztą sama
winna jesteś temu prosiłem
cię tyle razy, żebyś mnie nie
drażniła temi listami...
Ależ Fredziu rzekła
błagalnie mam interesa,
mam znajomych...
Mamy wspólne interesa
i powinniśmy mieć wspólnych
znajomych odpowiedział
szorstko,., a pani Helena...
W tej chwili otwarły sic
drzwi i przez nie wsunęła się
do pokoju najprzód ostra
spiczasta głowa, w peruczce,
uzbrojona okularami, a w ślad
za tem maleńki pochylony
człowiek- z bambusem o złotej
gałce...
Hm! —zawołał od progu
zanosi sięna burzę... oblicza
zachmurzone, dysharmonia
pływa w powietrzu... oj czuję
to, czuję zdaleka... a grubo
zapłaciłem za tę umiejętność.
A witaj profesorze
rzekł pan Alfred wstając i
siląc się na uśmiech!.. Jakże
zd.ro wie!
Bah! zagadujesz, zagadu­
jesz dobrodzieju! widzę co się
święci, ale jak nie trzeba, to
będę milczał.O zdrowie pytasz?
Jak Bóg da to wytrzymam...
zresztą miałem dzisiaj tak
przyjemną nowinę...
Od syna? panie Oczko
zapytała witając przybyłego
pani Herminia.
od synka, od synka,
pani dobrodziejko rzekł z
zadowoleniem maleńki czło
wiek od synka, boć to nie
syn jeszcze, dzieciuch, 19 lat
ledwo, pamiętam dobrze, że
ma 19 lat zaskarbowała mi te
lata w pamięci moja małżonka,
świeć jej Panie!
Oho! już się zaczyna
apostrofa przeciw kobietom!
zauważyła żartobliwie pani
Herminia.
Pan Alfred nieznacznie
przysuwał się ku sekretarzyko
wi....
No, niech się pani nie
obawia ciągnął dalej prote
sor nic nie powiem, choć
przedmiot dalibóg niewyczer
pany, gdybym chciał tylko!..
Znam pańskiekrasomów-
stwo pod tym względem
rzekła gospodyni domu.
Ba, ba, żartuj pani, znana
rzecz, Matka Boska za babami,
za mężczyznami Pan Jezus:
kruk krukowi oka/nie wykolę!
Pan Alfred zajrzał szybko
w zaczęty list żony i rozmarsz
czył twarz. i
Dałbyś pokój profesorze
zagadał juz weśołóf
dysputy na potem, a tórąz
ri
"V ^iQWm^ł^r' jr ', fj
-dzieli"
wiegs,, x0 si
JM*
muszę z koehanemi sąsiadami
podzielić się radosną nowiną
o której wspomniałem, jest
ona w liście, który mi Henryk
pisze z drogi do Wiednia.
Do Wiednia?— zapytała
w roztargnieniu pani Hermi
nia.
A tak wysłałem go tam dla
dokończenia edukacyi mam
nadzieję że dochowam się w
nim pociechy, żałuję, że nie
znacie! łepski chłopaft, silny
jak żubr, jak wół pracowity,
a skromny .jak panienka!
Ach jak skromny, cha! cha!
cha! i mała figura profesora
grubym śmiechem się zaniosła!
Śmiał się, aż się spłakał,
potem otarłszy oczy fularem i
zażywszy tabaki, wydobył z
bocznej kieszeni pomięty, znać
kilkakrotnie odczytywany list.
Patrzycie na mój śmiech
wielkiemi oczami zawoła
nanowo wybuchając ale
cierpliwoście, za chwilę utwo
rżymy tercet, niech no tylko
odczytam.
Przetarł okulary....
Gdzież u djabła to miej
see, ach mam już, słuchajcie
I grubym, emfatycznym
głosem począł, co chwila
śmiechem sobie przerywając
,,Od samego Krakowa w
jednym wagonie ze mna
jechała jakaś dziewczyna
czarnemi ognistemi oczami,
które mnie prawdziwego stra
chu nabawiły...." Cha! Cha!
wyborny wyśmienity, zląkł się
czarnych oczu! Hę! co za
dziewiczość! Ale czekajcie.
,,Wzrok jej, zwrócony na
mnie wyzywajaco takim am
barasem i przestrachem «nnie
napełnił, że nie mogąc prze
nieść tego dłużej, na trzeciej
już stacyi przesiadłem się"!
Tu profesor aż przysiadł
od śmiechu, wreszcie oflano
wawszy się, odkrząknął,
tryumfująco zawołał:
No cóż, nie winszujecie
mi! Ta anielska szczerość, ta
boska bojaźliwa,to niebiańska
trwoga przed kobietą, oto
owoc mego wychowania. Ale
to nic jeszcze! Za dwa lata
przedstawię go wam silnego
duszą, bo czystego ciałem z
jasną i spokojną inteligencyą,
rozkazującą dziewiczym zmy
słom, a wówczas pojmiecie,
co znaczy moja teorya wycho
wania i celibatu, ^dziwacznym
moim,jak je nazywacie,utopiom
uderzycie czołem.
Hm!., mruknął iro-
iczuie pan Alfred nie mów
hoc, aż przeskoczysz!
Co przerwał gorąco
przybyły miałbyś wątpić,
miałbyś się obawiać!
Lepiej go było wycho­
wać jak innych ludzi rzekła
z ^powagą pani Herminia.
Będzie to albo potwór, albo
hipokryta!..
Mniejsza o to, byleby go
nie spokał mój los zawo
łał zapalczywie profesor
pięć lat pożycia z kopią nie
boszczki Ksantypy a na ostat
ku, fru! na koniec świata z
purucznikiem! Tfu! nie wierzę
żadnej kobiecie!
Profesorze nie zapominaj,
że mówisz to przy mnie?
zauwaiała z godnością pani
Hermania!..
No! no! znamy się!..
Jeżeli która dobra, to dobrze
strzeżona odmruknął zape
rzony pan Oczko. I to jaszcze'
nigdy całkiem człowiek nie
pewny!
Jednakże profesor
pan Ąlfred rzucając
v, s,
v
Ir. 272
E.
3rd Str.
w 'środku
miasta
potrzeba.
APTEKA
J: W.
Utną wszyst*
Winonie, a tak
•kolicy z iiku
kanywanlu za
kroei lekarstw
irarów orat ta-
KSIĄZKJ RELIGIJNE Z OBRAZKAMI
w księgarni
A. RIFFARTH
42 Barclay Street, New York.
Polecamy Przewielebnemu Duchowieństwa polskiemu,
pobożnemu polskiemu ludowi następujące książki nairio^szego wydania:
przewielebnego ks. Leonarda Goffinego książka do
oświecenia i zbudowania duszy chrześciańsko-katolickiej
czyli wykład Lekcy) i Evoanqielij, wraz n nauką wiary i
obyczajów, oraz życiorysami Swigtvch Pańskich wydanie
cudowe, ozdobione 106 pięknerai obrazkami i dwoma obra
zami kolorowymi obejmuje stronic 976
2j Zycie św. Alojzego Gonzagi, z ilustracyami
wymi obrazkami, stron 466. Bogato złote wyciski z
futerałem
3) Żywot JST. F. May
i i ho. Józefa, z odaUtiem miejsc
pątniczych w ziemiach polskich, z ilusrtacyami 1 kolorowemi
obrazkami, bogate złoto, wyciski z futerałem
4) Żywot I*ana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa i Najśw.
Maryi Panny, duży druk, z obrazkami, bogate złoto
5) Żywoty Świętych, z ilustracyami i kolorowemi obraz
zumi, 1176 stron. Oprawne w płótno angielskie, bogate złote
wyciski, z futerałem.
6) Książeczka Różańcowa, z obrazkami, zarazem książka
do nabożeństwa
1) Piętnaście tajemnic, żywego Różańca św
8) Tajemnice Różańca św
9) Książeczka o św. Józefie.........
10) Przewodnik do Wajsł. Serca Jezusa, książka do
nabożeństa, złote brzogi, skóra
1
11) Ta sama książka do nabożeństwa, pół skórek
12 Pociecha dusz w czyściu cierpiących, książka do
nabożeństwa, skóra, złote brzeski
13) Ta sama książeczka półskórek
14) Cześć Maryi, książka do nabożeństwa na każdy czas,
osobliwie w miesiąou ma]u $0.65
jjL
New York 42 Barcley Street.
Słownik
POLSKO-ANGIELSKI I
ANGIELSKO-POLSKI
Dzieio to jes*- w dobrej mocnej oprawie ze złoconemi literami na
okładkach w formacie biblii. Kosztuje 4 dolary. Podane w nim jest,
i&k się każde angielskie słowovnuzywa po polsku i jak się wymawia
po polsku oraz co znaczy każde polskie słowo w języku angielskim.
PrzysełajCie na mojo ręcfi po 4 dolaiy, a każdemu Słownik na
tychmiast wyślę.
H. DERDOWSKI
«£9 Fi. 2nd Str.
WISKfcBTA, MINUT.
MAXA G0LTZ
NASZA POLSKA APTEKA
w IV wardzm
ntirogn ulic 5 tej i Carf«no»a
zaopatrzona we wszystko co tylko w przypadku ckorobv w
Towar drogieryjny.iako to fartu-, benzynę,różne oleje,oraz okulary,
sprowadzamy z najrzetelniejszych, najlepszych źródeł.
W aptece w 4tei wardzie mamy jako zawiadowcę egzaminowane
go aptekarza, rodowitego Polaka.
pana HIKCZ¥»Ł4WA KOWAŁGWMKIEtiO.
NIEMIECKA
Lauer'a
sprzedaje cząstkowo
DROGERYE, LEKI I CHEMIKALIA
O FARBY, OLEJE, POKOST i d.
Bąyat* wina i likery na użytek lekarski. Drzewa farbiap
ikit, materyały farbiarskie wogóle.
IM lekarstw, tudziei ich dobro6 daj« siq gwarancyą.
Ufam, ii Kochani Druchowie Polacy, szczególnie zaś farratriy,
fMKPJGftó mu# bedfr zanfanieniem, jakiem mnie dotfd
'Jtyi
^..^r^-n,--.-*,rp^-^~
jako
też
N
$2.00
koloro­
$2.00
$4.00
85.00
$1.00
$0.65
$1.0u
$0.75
•BKMSHB)
Narożnik
5 tej &
Carimona
rlomn
swieze, 1 za te, same pie-
niądze wszystkiego więcej dostaniecie, niż
gdzieindziej.
kimPolakom
ie farmerom w
ratnosci wy*
mówień, s de
1 wszelkich ta
niości.
Za mmienM pnyrtę
WM. SCHELLAS D. FAKLEB
Schelihas & Co.
BROWAR
piwa sądkowego
i
50c.
15e.
10c.
loc
w Wfnoiia, MIieeb
Piwo to bardzo czyste a
zdrowe, a zawsze się \rzyma
świeżo.
H. Gr. SMITH.
H. W. POSZ.
Chas. A. GILB.
ZABEZPIECZENIA, MARTW
OKRĘTOWE, PRZEWŁASZ
CZANIA NOTARYAT JP&>
ULICZNY.
Mamy metylko najwięksi^
i najbezpieczniejszą agencyą
tabezpieezenia w Winonie, lees
nawet na cały Północny Za
shód. Mamy w reku mftkj
więcej połowę wszystkich
foezpieczeń w Winonie.
Nie bierzemy więcej od B&
bezpieczenia w naszycia
(Sfck Kotu paniach jak ieaL
BIURO
W*. 66— Srd mim,
gola_rni^ HltzkftSSk
WSTĘPUJCIE
do
BRACI GRIESEL
przy eiennvm rynkn w cfomu
p. PR0CH0WICZ4
Najodpowi^dnieiszy tum Sa
LON DLi HOBOTNiKÓW
oraz NAJRZETELNIEJSZA
GROCERNIA.
a i a i e s e
wszystkich salonistów w Wi
nonie NAJWIĘCEJ PIWA
PRZEDAJĄ.
Najlepszą kawę e a
mają i wszelkie mne
towary grocerne w najlepszym
grnrunku utrzymuj Miejcie
w faskawej pamięć firmę:
dum BIT WlMI
ST. PUAL KOLEJ
Najlepsza i Najprostsza
migdzy
i
Neillsville, Appleton,
Eau Clairie, Neenah*
Grand R&pidst MbflMha*
Stevens Point, Oshkosh,
Neir London, Pond du T.^
e e n
Kopalń żelaza
PÓŁNOCNEGO MICHIGANU
i
nad LAK£ SCNSIIIOB
Sciał* połączenia szybka jazda.
Baczcie, by wasa tykiel
wskazywał kolej żelazną.
GREEN.BAY, WIKOXAI
ST.
$
W
i $
.^v
Si.!:,,
V-
butelkowego
ty

i.
S-M
fiu!
II
ay
oraz wszyatkiemi punktami
WSCHÓD. W1SCONSINU/
Droga do
y 1
is ^is
PAVUI

La Crosse, Winona

xml | txt