OCR Interpretation


Katolik. (Winona, Minn.) 1893-1895, July 26, 1894, Image 1

Image and text provided by Minnesota Historical Society; Saint Paul, MN

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn90060821/1894-07-26/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

s
Nr. 30.
O
niechaj zapłaci, ,„co
s nam winien, a damy
mu pokój.
Redaktor i wydawca: Hieronim Berdowstrl.
2Jsf~Znajcluje sie obecnie właś
ciwie tylko jeden nasz agent w
podróży z upoważnieniem kolek
towania abonamentu za KATOLIKA.
Jest to
pan
Kurkiewicz z Winony,
bawiacy chwilowo w Detroit,Mich.
3^"Wolno także kolektować
pieniądze za i na KATOLIKA nasze
mu dobremu znajomemu, kolporte
o w i u o o w i i a o w
skie u, który w własnym intere
sie po osadach polskich podróżuje.
Pan Michałowski znajduje się obec
nie w Pittsburgh w Pennsylvanii.
jJ^P'Kto nam teraz prześle dolara
abonamentu, dostanie w prezencie
k s i k o y u e a k a o
z e a i a z k y
w u y o a y a e e 1 1
łupi, o zielony 111 w e u,
u y k o i e i o s o z e
e z o z o n a
Zaczniemy się od
tąd sprawiedliwie ra
chować z panami
Darmoczytalskimi.
Jak Kuba Bogu, tak
Bóg Kubie.
Kto na nas szemrze,
iż naprzykrzamy mu
sie z rachunkami, ten
Abonenci, których
rok abonentowv skoń-
Ł/
czył siew ostatnich 8
miesiącach, nie mają
więcej prawa do żą
dania od nas cierpli
wości, aniżeli starsi
dłużnicy. Jeźli chcą
i nadal pozostać z
nami w przyjaźni, to
niechaj spiesznie speł
nią swój względem
nas obowiazeic i za-
Ł.
płacą nam umówione
wynagrodzenie za na
sza ciężka prace.
e
1
STRAJK
sy patyzu ący ch.
Świat cywilizowany jest
świadkiem widowiska, które
mu równego nie było w
historyi rozruchów robotni
czych. Oficyaliści i robotnicy
kolejowi odmówili pracę
kompaniom, chociaż według
własnego zeznania żadnego
zażalenia do chlebodawców
nie mieli. Uważając obcho
dzenie się Pullmana z ro
botnikami jako zbrodnię,
popełnioną na godności
człowieczej, wypowiedzieli
robotę dopóty, dopóki Pull
man się nie poprawi. Jakby
w przeczuciu własnej krzyw
dy sobie mawiali: im dzisiaj,
nam "jutro. Na samo wspom
nienie magnata od ,,kar"
pałacowych czuby im się
jeżyły, sapali, dreptali nogami,
MM
skakając jakby szydłem pod
bechtani. Prosili o sąd polu
bowy, ale Pullman odmówił.
I mimo nędzy w niejednej
chatce, mimo ciężkich czasów,
jednogłośnie krzyknęli: jeden
za wszystkich, a wszyscy za
jednego. Po całej Ameryce
porzucili warsztaty, wagony i
lokomotywy.
Zjawisko takiej solidarnoś
ci zasługuje na głęboką roz
wagę każdego myślącego
człowieka. Co więc mamy
sądzić o strajku, jego okolicz
nościach i skutkach?
Gdy w starym kraju, jak
mówią, szlachcicowi zabrakło
chłopa, gwizdnął i było dzie
sięć innych. Wcale nie pyta
li się, dla czego chłop poprzed
nik poszedł, albo musiał był
odejść. Może szlachcic go po
pijanemu wygrzmocił, wyrzu
cając bez zapłacenia należytej
zasługi. Mniejsza o to. Inny
przyszedł, liznął łapę Jaśnie
Wielmożnego Pana i jarzmo
na siebie włożył.
Ale na co starokrajskiego
chłopa wspominać!! Lepiejże
się dzieje w naszych,
.wyższych'
..sferach tutaj w Ameryce?
Byłże już w historyi naszej
polskiej emigracyi przypadek,
w którymby ksiądz przezna
czony na pewną parafię, tejże
był odmówił dla oczywistej
krzywdy, wyrządzonej poprze
dniemu proboszczowi? Żadne
stado kruków na ścierw się
tak nie chciwi, jak wielu
lewitów polsko-amerykańs
kich na upadek brata księdza.
Po ustąpieniu np. X. K.
Domagalskiego z Winony aż
czterdziestu dwóch (42)księży
się zgłosiło na jego miejsce.
Wszyscy wiedzieli, że X.
Domagalskiego wygryzły ju
daszowskie intrygi, ale cóż to
konkurentów obchodziło?
Niech dzisiaj X. X. Gu
towski, Lange,
Grulski,
Ro­
dowicz lub inni padną ofiarą
jakiejkolwiek podłości, kandy
datów na ich miejsca powoła
nych i niepowołanych, będzie
w pierwszem okamgnieniu
tyle, ile szarańczy na niebie.
Żaden zając tak uszu nie
nadstawi na widok kapusty,
jak oni na opróżnione pro
bostwo. Nikomu ani na myśl
nie przyjdzie, zaprotestować
przeciwko niesprawiedliwości,
księdzu wyrządzonej, owszem
po cichu ręce sobie będą
zacierać na nowinę ,,że już
posada otwarta''. Prędzej
serce im bić będzie, niepokój
ich ogarnie i z wypukłemi
oczyma na cztery wiatry
patrzeć będą, czy też czasami
coś nie kapnie. Niech się
pisarz tych słów w barana
zamieni, a czytelnik w rzeźni
ka, jeżeli przesadzamy.
Nie dosyć na tem. Po
objęciu parafii, z której w
najniesprawiedliwszy sposób
proboszcza usunięto, nowy
duszpasterz hańbę powiększa.
Nasamprzód, z wszystkimi
warchołami się łącząc, zacznie
swego poprzednika od zło
dzieji, oszustów, pijaków,
cudzołożników i bezbożników
wyzywać, często nawet z
ambony. Przy każdej okazyi,
jak paw napuszony, przewra
cając oczy, mówi: Nie jestem
takim proboszczem, jak ten,
któregoście wykurzyli.
Dzieją się podobne rzeczy
w wszystkich wyższych sfe
rach społeczeństwa. „Dorob
k i e w i z e n a o s z z e
stwach" posyłają dobrych
i zasłużonych obywateli, gdzie
pieprz rośnie. Po latach
uczciwej pracy mogą pióra
skubać, nitki z starych bła
watów wyciągać, albo
Strajk sympatyzujących
udowodnił, że szerokie war
stwy średnie i niższe naszego
społeczeństwa w mamonie
jeszcze się nie zanurzyły.
Skutki strajku nie dadzą
się w tej chwili obliczyć.
Zorganizowanej pracy kapitał
me zniszczy. NiechUnie robot
ników i przegrają, nic z tego.
Każda porażka staje się
twardszym niby cementem w
szparach stowarzyszeń. Cała
bowiem ta wojna jest skiero
waną przeciwko bóżkowi
dziewiętnastego stulecia t. j.
mamonie.
Zdaje się, że każdy inteli
gentniejszy człowiek tylko na
to żyje. aby jaknajwięcej
pieniędzy nagromadzić. Jeżeli
zbogacenie się każdego staje
się hasłem naszej cywilizacyi,
musimy być przygotowani na
upodlenie człowieka, bo
kapitał jest bez serca i sumie
nia. Sam Chrystus Pan
powiedział, że prędzej wielbłąd
przejdzie przez dziurkę od
igły, niż bogacz przez bramy
niebieskie. A jednak każdy
chce być owym byblijnym
wielbłądem.
Fismo tygodniowe dla ludu
Potępiamy anarchią, potę­
BOŻE ZBAW POLSKĘ!
Winona, Minn., dnia 26 Lipca 1894 roku.
(Entered at the Postoffice Winona Minnesota, as „Second Class''''mailmatter.)
piamy bunty i podpalanie
cudzej własności, ale strajków
nię potępiamy, dopóki system
wyzyskiwania słabszego i
uboższego jest na porządku
dziennym. Pan Bóg przezna
czył dla każdej ludzkiej istoty
tyle żywności, odzenia i przy
tułku. ile godność człowie
ka wymaga. Jeżeli tak nie
jest, nie widzimy różnicy
między człowiekiem i zwie
rzęciem.
BIW POLSKICH
W AMERYCE.
GAZETY POLSKIE, re
dagowane przez notorycznych
kryminalistów, jak n.
K A
:i
gło­
dem się umorzyć. Dorobkie
wicze natomiast wolą grzebać
publicznie w ludzkiej krzyw
dzie, tarzając się w owocach
poświęcenia innych, jak wieprz
w błocie.
Śród materyalizmu, prze
nikającego do samego szpiku
kości tak zwaną inteligencyą,
świeci strajk oficyalistów w
obronie braci- robotników
Pullmana, jak gwiazka na
zachmurzonem niebie. Nie
wierzymy bynajmniej w strajki
jako skuteczną obronę prze
ciwko monopolom, nie twier
dzimy też, jakoby strajkujący
mieli słuszność zupełnie po
swojej stronie, ale potwier
dzamy fakt, na mocy którego
się tysiące robotników nie
tylko ujęły za skrzywdzonymi
kolegami, ale i chleba, bratu
robotnikowi wydartego, za
,,tańszą" płacę dla siebie nie
żebrały.
p.jAME-
o a n s z e w a o s i
skiego, bibuła infamisa
Dewojny i szmacik doświad
czalny fałszerza rubli W.
o a n o w s k i e o w
Philadelphii, pisały w ostatnim
czasie rozmaite oszczerstwa o
głoszącym prawdę wydawcy i
redaktorze naszej gazety kato
lickiej. Pomiędzy innemi
wicEłaczyły, że jakiś Przybyl
ski kazał w Winonie i e
o n i a e o w s k i e
e aresztować. Śmiechu
warta taka idyotyczna bajka!
'^Ów. Przybylski to 15 letni
smarkacz, który się u Win
centego Sławskiego uczy
włóczęgostwa, wszeteczeństwa
i złodziejstwa, pomagając mu
przy sprzedaży kradzionych
książek. Gdyby podobny
łobuz chciał wyjąć warrant na
powszechnie znanego i szano
wanego obywatela, toćby
municypalny prokurator lub
sędzia nietylko w Winonie,
lecz w każdej innej gminie
amerykańskiej, kazał mu się
za drzwi wynosić.
Niechaj ów fagas Sławskie
go jeszcze raz pokaże się w
Winonie, a postaramy się o
oddanie go do zakładu po
prawczego (Reform school,)
dokąd ten łobuz po sprawie
dliwości należy.
GAZETA KATOLICKA
w Chicago w taką popadła
biedę, że właściciel jej p.
Władysław Smulski już nie
mógł wypłacać pensyi swoim
oficyalistom, a szczególnie
menażerowi Leonowi Szopiń
skiemu i zecerowi L. Jakiń
skiemu. Sprzedał więc wydaw
ca cały interes synowi
swojemu, adwokatowi p.
Janowi Smulskiemu, a ten
przyjął sobie dwóch wyżej
wspomnianych oficyalistów do
spółki, lecz to tylko pro forma
aby w nadziei zysków z
małej swojej cząstki w intere
sie, tem lepiej pracowali.
Faktycznie przecież GAZETA
KATOLICKA i nadal pozostaje
w ręku Ssnulskich.
BUFFALO, N. Y.
Nie podlega najmniejszej
wątpliwości, że przyjaciele
głośnego Stanisława Krze
mińskiego wyrwią go z rąk
moskiewskich. Byliby go
puścili Moskale i bez wsta
wienia się za nim rządu
Stanów Zjednoczonych, bo to
dusza zaprzedana carowi, ich
najwierniejszy sługa. Kto ma
rozum w głowie, ten się do­
A ^SILIL.AA,ŁS5S3K-«£F„,
AjftKES KATOLIKA: Katolik, 59 E. 2nd Str. Winona, Minn.
myśli, że krzywda się tam
Stasiowi w (pozornej) niewoli
moskiewskiej nie dzieje. A
jeżeli nie zabrał ze sobą z
Ameryki wiele pieniędzy, to
mu teraz zawiózł 4 tysiące
dolarów jego bliski pokrew
ny A. E. Sielski, zdarłszy tę
sumę z biednych Polaków,
którzy zaufali chytremu oszu
stowi Ten to właśnie Sielski
cały ów humbug o okrutnem
uprowadzeniu swego wuja,
obywatela amerykańskiego
na Sybir na scenę
puścił, aby w krytycz
nym momencie odwrócić
uwagę publiczności od swoich
łotrowskich manipulacyj.
Powróci Staś z niewoli, po
wróci jeszcze w tym roku
do szczętu oczyszczony z
zarzutu, jakoby był moskiew
skim szpiegiem. A wtedy
dopiero busines mu pójdzie!
Lud męczennikowi więcej
będzie znosił pieniędzy i więcej
mu będzie ufał, niż samemu
Pitasowi!...
BALTIMORSKA POLONIA
nareszcie przychodzi do rozu
mu i nie udziela się więcej
tym, od których nie może się
spodziewać zapłaty. Dotąd
wydawca rozsełał 9 tysięcy
egzemplarzy po osadach pol
skich, a ledwie za 1000 egzem
plarzy mu płacono.
Widział, że jeżeli tak dalej
•będzie postępował,to do I. I.
1895
r- cafy
,swój majątek
straci, więc teraz tylko
zupełnie pewnym abonentom
poseła gazetę. Ręczymy, że
gdy wydawca za pół roku
przejrzy listę swoich abonen
tów, nie będzie miała więcej
,,pewnych'', jak 1500. Znamy
miasto, do którego pan Wel
zant dotąd posełał 400 egzem
plarzy swojej gazety, a z tych
tylko 15 zapłaciło.
DR. INFAMISICKI chciał
już na zawsze opuścić nie
wdzięczną Amerykę, gdy
przypadkiem znalazł jeszcze
posadę w tym kraju w
parafii polskiejMeriden, Conn.,
liczącej 120 rodzin.
Szerzy on teraz kłamstwa
po gazetach, jakoby on sam
dotychczasowemu swojemu
władcy •dyecezalnemu, ks.
Horstmanowi, podziękował,
niby z powodu, że nie podo
bała mu się polityka ks.
biskupa w sprawie ks. Koła
szewskiego w Cleveland, lecz
rzecz ma się zupełnie inaczej.
Faktem jest, że do konsystorza
biskupiego wWinonie nadeszła
wiadomość oficyalna od ks.
biskupa Horstmana, że Dr.
Infamisicki z dyecezyi Cleve
landskiej został wydalony
i to za zgorszenie, jakie dawał
parafii przez niemoralne życie.
PITTSBURG, Pa. Za
stępcą ks. prałata Miśkiewicza,
bawiącego obecnie w Rzy­
MMMMM
Rok 9.
mie, jest wiel. ks. Witold
Buchaczkowski z Detroit.
Jakiś Irisz skoczył z mostu
przy 10-tej ulicy do rzeki i
utopił się. Nazywał sięThomas
Fitzmoris. Przyczyna samo
bójstwa nie wiadomo.
DETROIT, Mich. —Bieda
tu, że aż piszczy. Dopiero w
Sierpniu spodziewają się
lepszych czasów, gdyż w
dniu 1 Sierpnia kilka fabryk
będzie puszczonych.
O RYBAKOWSKIM czy
tamy w Toledoskim KURYE
RZE, z 19 Lipca.
,,Do naszego miasta w
niedzielę wieczorem zjawił się
znów anarchista Rybakowski
z swą żoną, na czele armii
Coxey'a, złożonej z 169
Polaków. Przyszli oni zDetroit,
gdzie podobno dołączyło się
do nich okóło 50 tamtejszych
rodaków.
,,Rozłożyli się wszyscy w
parku Metropolitan, a w
poniedziałek rano żebrali o
chlśb między rodakami w par.
św. Jadwigi. Mieli dwa wozy
naładowane żywnością, które
pociągały trzy wynędzniałe
konie. Posiadają także kilka
chorągwi z rozmaitemi napisa
mi.
,,W poniedziałek popołud
niu, Rybakowski z swą żoną
poszli na biuro policyjne i do
majora prosząc o pozwolenie
wynajęcia hali i wygłoszenie
kilku mów, oraz o zabranie
z Toledo nowych rekrutów,
Zwołany zaraz został miting
komisarzy policyjnych, i ci
uchwalili Rybakowskiego wy
prosić z miasta. Posłano po
południu kilka tramwajów do
parku Metropolitan,, z oddzia
łem policji, i zapakowano
Coxeyów w podróż za miasto
t. j. na drugą stronę rzeki.
Kupiono im w dodatku 200
bochenków chleba i 200
funtów wórszty.
Rybakowski mówił, iż
zamyśla następnie obozować
w Fremont, a ogólne spotka
nie z jego innemi oddziałami
ma nastąpić w Baltimore za
jakie pięć tygodni, z kąd
powędrują do Washingtonu.
W tym samym numerze na
innem miejscu, ta sama gazeta
podaje:
.Armia Rybakowskiego
nie chciała opuścić miasta na
żądanie kapitana policyi w
poniedziałek, natenczas aresz
towano wszystkich i trzymano
w więzieniu przez noc. We
wtorek wywiezieni zostali za
granicę miasta i policja zaka
zała im wracać. Po wyjściu z
miasta, żona Rybakowskiego
groziła policji, jak prawdziwa
anarchistka.''
ABONOWAĆ KATOLIKA!
,-*Y-

xml | txt