OCR Interpretation


Katolik. (Winona, Minn.) 1893-1895, June 06, 1895, Image 1

Image and text provided by Minnesota Historical Society; Saint Paul, MN

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn90060821/1895-06-06/ed-1/seq-1/

What is OCR?


Thumbnail for

mim.
MSZ
Każdy abonent, czy nowy czy
stary, który nam teraz prześle
całoroczny abonament w kwocie
$2
.OOdostanie od nas w podarun
ku co następuje:
1 K a e n a z a y a
8 k i na rok Pański 1895.
2 W e s o y W i e s z o k e
ta: Powinszowania na wszelkie
przygody, Zaprosiny na wesele i
piosneczki weselne—z obrazkami.
3 z y o y o k a
Ciekawe opowiadanie z czasów
Piastowskich.
|W° Jeżeli abonent zamiejsco
wy, zapłaciwszy 2 dolary zaleqiego
abonamentu, pragnie dostać, codo
piero wyszczególniony prezent,
powinien razem z abonamentem
nadesłać
5
centów na przesyłką
pocztową. Inaczej wcale od nas
podarunku nie dostanie.
Codopiero
wysłaliśmy prezenta
zaj zapłacenie abona
mentu ,,
Katolika"
wszystkim, którym
się naszym zdaniem
jeszcze należały. Jeś
liby kogo przypad
kiem z prezentem po
minięto, ten niechaj
się czemprędzej do
nas zgłosi.
Urywki.
Słowa prawdy wypowie
dziane przez nas, tak się
wabiącej GAZ. KATOLICKIEJ,
wywarły na niej wpływ
żądany. Biedny Leonek
Szopiński jęczy i stęka pod
ciosami i nie może się wywi
nąć, więc podaje w ostatnim
numerze list jakiegoś tam
Piotra Lewandowskiego z
Chicopee, Mass, któremu
się KATOLIK niby nie podoba.
Otrzymujemy codziennie dzie
siątki listów z uznaniem i
podziękowaniem za to, że
zwracamy uwagę rodaków na
fałszywe nauki głoszone przez
plugawą GAZ. KATOLICKĄ.Nie
umieszczamy ich w KATOLIKU
z tej prostej przyczyny, że nie
mamy na to miejsca, zresztą
samochwała razi. Ale jeśli
GAZ. KATOLICKA chce, byśmy
się jej rzeczywiście przysłużyli
to możemy wydać nadzwy
czajny dodatek do KATOLIKA
z temi listami i wówczas GAZ.
KATOLICKA zobaczy, co o
n i e n a s z u i s z e
Faktem jest niezbitym, że
GAZ. KATOLICKA stoi u nas
na czele brudnych, rewolwe
rowych i dla ogółu szkodli
wych pism, Nauki przez nią
głoszone prowadzą ludzi na
bezdroża i do zbrodni nama
wiają. Cóż warta gazeta, która
cudzołóztwo, popełnione przez
księdza, uważa za cnotę? Co
warta gazeta, której agenci
napadają na bezbronne
kobiety, niszczą spokój, honor
i szczęście domowe rodaków?
Niech głos opinii publicznej
za nas odpowie. Lud nasz
potępił i potępia GAZ. KATO
LICKą.
Musi to być ciężko głupi
facet z tego Piotra Lewan
dowskiego w Chicopee, jeśli
sądzi, że zmyślonemi bajkami
może komu zaimponować.
List swój do fałszywej i
pogańskie zasady głoszącej
GAZ. KATOLICKIEJ rozpoczyna
kłamstwem, utrzymując, że z
poczty KATOLIKA odebrał.
Kłamstwo to możemy mu
udowodnić, bo nigdy nie
posłaliśmy mu KATOLIKA i
wogóle pomiędzy naszymi
prenumeratorami tak ciężko
głupiego nie mamy. Dalej
zmyślone bajki o rosyjskich
szpiegach i rublach, za które
się redagują gazety polskie w
Ameryce, są już dzisiaj tak
wypłowiałe i przestarzałe, że
człowieka o zdrowych zmy
słach do śmiechu pobudzają.
Głoszący podobne baśnie
zasługuje tylko na kopnięcie
nogą. Ale dla GAZ. KATOLIC
KIEJ wszystko dobre. Głosząc
podobne baśnie, ścierka ta
dowodzi, jak bardzo liczy na
głupotę swoich czytelników i
jak wiele od tej głupoty się
spodziewa. GAZ. KATOLICKA,
która przez swoje fałszywe i
pogańskie nauki, upadła tak
nizko, że jej bez rękawiczki
dotknąć nie
podobna,
jednak wiedzieć, że poziom
umysłowy rodaków naszych
na wygnaniu znacznie się już
podniósł. Dawniej były czasy
inne i dzisiaj są inne i z tym
pewnikiem powinna się liczyć.
Dzisiaj, w końcu dziewiętnas
tego wieku, ludzie nie wierzą
na ślepo w jej utarte korowo
dy i bajki, ale z umysłem
rozbudzonym i rozgarniętym
żądają dowodów. Stara
hydra o siedmiu głowach
spała wówczas, gdy GAZ.
K A O I K A y a S a
Katoliczką, przysłuchi
wała się jej baśniom i bania
lukom i nie śmiała głowy
podnieść, obawiając się braku
poparcia. Dopiero gdy nowe
gazety zaczęto na emigracyi
jedne po drugich, zakładać
gdy te gazety obudziły
naród i przekonały go, że nie
jest bydłem, że tylko cielę
daje się bez szemrania na
rzeź prowadzić, ale nie czło
wiek, w którego sercu jest
poczucie prawdy i sprawiedli
wości, który potrafi rozróżnić
złe od dobrego, stara
hydra podniosła głowę i naród
się ocknął, zbudził z letargu
i żąda nawet od starych gazet
nauki czystej, prawdziwej i
chrześciańskiej. Starej Ka
toliczce w Chicago nie
pomogą już dzisiaj narzekania,
jęki i szarpania się. Jeśli chce
istnieć i mieć jakiekolwiek u
ludzi poważanie,musi koniecz
nie zastosować się do wyma
gań- czasu.
i
Nr. 23. Winona, Minn., dnia 6 Czerwca 1895 roku.
nie.
powinna
Vi fi
A te wymagania nasze,
przyznajemy otwarcie, są
dzisiaj wielkie i z każdym
dniem przybierają charakter
bardziej stanowczy.
Pismo tygodniowe dla ludu
BOŻE ZBAW POLSKĘ!
(Entered at the fbstoffice Winona Minnesota as „Second Glass" mail matter).
Redaktor i wydawca: Hieronim ler«lowskl. ABBES KATOLIKA: Katolik, 113—4 Str., opposite POST OFFICE, Winona, Minn
Rozchodzi
się bowiem o kwestyę życia.
Czy mamy rzeczywiście żyć,
czy tylko wegetować? Dziwią
się gazety europejskie, dlacze
go redaktorzy gazet pol. w
Ameryce nie żyją ze sobą w
zgodzie, dlaczego się kłócą.
My się temu bynajmniej nie
dziwimy. W warunkach, w
jakich obecnie żyjemy, w
otoczeniu, w jakiem w obecnej
chwili pozostajemy, zgoda
jest niemożebną. Jestto stan
przejściowy, z którego albo
wywalczymy sobie niepodle
głość moralną i życie umysło
we albo też poddać się nam
wypadnie pod jarzmo niewoli
umysłowej. Jestto walka, jaką
postęp wypowiedział zacofa
niu, jaką światło wypowie
działo ciemnocie, iaką prawda
wypowiedziała kłamstwu. Jest
to walka stanowcza, przykra
wprawdzie, ale konieczna.Być
lub
być, oto nasze
hasło. Tam, gdzie istnieją
dwie partye, konserwatywna
i postępowa, upór pierwszej
przełamanym być może li
tylko siłą. Tak nas uczy
historya narodów. Każdy
naród dzisiaj wolny, tylko w
drodze rewolucyi do wolności
doszedł, bronią w ręku
wywalczyć sobie musiał
niepodległość.
Że są jeszcze u nas gazety,
które w walce o byt i dobro
byt emigracyi udziału nie
biorą, przyznajemy, ale to im
wcale zaszczytu nie przynosi.
Prócz garstki gazet zmart
wychwstańców wszystkie
inne dowiodły swoje dążności
postępowe, a pomimo to
milczą. Milczą,bo się boją, bo
nie chcą ściągnąć na siebie
gniewu strony przeciwnej.
Milczenie w podobnych wa
runkach jest zbrodnią, bo
rozzuchwala antagonizm kon
serwatywnej strony, i ta
zaczyna już głosić nauki tak
szkodliwe, że ludzi wprost
do rozruchów i zbrodni
podmawiają. Moglibyśmy licz
ne dowody na to przytoczyć, na
dzisiaj jednak wystarczy, gdy
przypomnimy nauki GAZ.
KATOLICKIEJ, które Wróblew
skiego do więzienia wtrąciły*
Niech te kilka słów posłuży
za odpowiedź tym gazetom
w« Europie, które nie znały
przyczyny obecnej pomiędzy
naszemi gazetami walki.
I jakże nie walczyć, kiedy
od lat dwudziestu z górą,
słyszymy bezustannie ze
wszystkich stron nawoływania,
by naród w imię miłości dla
Ojczyzny i wiary składał
pieniądze, kiedy od lat
dwudziestu naród nasz składa
ofiary pieniężne, a kasy
towarzystw i tak nazwanych
skarbów są puste i nie
posiadają nawet setnej części
tego, co naród dla nich dotąd
złożył? A jak się kto ośmieli
zapytać, gdzie te pieniądze
się podziały, to słyszymy w
odpowiedzi: ,, pst! bądźcie
cicho, nie możemy wam tego
powiedzieć, boby Moskale o
tern się dowiedzieli Czyż w
obec podobnej gospodarki
gazeta błądzi, że otwiera oczy
narodu i wzywa go, by
przestał być łatwowiernym i
tam tylko dawał,gdzie z góry
będzie pewnym, że pieniądze
na ^yłaściwy cel będą użyte
Czjfż gazeta powinna się
zrażić napaścią osobistą i
milczeć? Nie, stokroć liie!
Czem więcej ,,Gaz. Katolic
ka'' się rzuca, czem więcej
krzyczy, tem większym dla
nas dowód, że właśnie w
słabą ich stronę trafiliśmy.
Walka tylko wówczas ustanie,
gdy złe wykorzenionem zosta
nie. Chcąc ciało uzdrowić i
przy życiu utrzymać, nieraz
trzeba zgniłe części wykroić.
Jestto operacya bolesna, ale
skuteczna i dlatego od kierun
ku raz zakreślonego nie
odstąpimy. Będziemy i nadal
przestrzegać rodaków i dopó
ki z własnem sumieniem
będziemy w«zgodzie, napada
mi „Gaz. Katolickiej" et
consortes będziemy gardzić.
Ani,,Gaz. Katolicka" ani
a n a i n n a z a z e z a
tw ychwstańczych ale
jeszcze nie zmartwychwstają
cych nic o Wróblewskim nie
piszą. Chcieliby milczeniem
sprawę tę pokryć, by ich
hańba przed ludźmi się nie
wydała. Znamy się na
tych sztuczkach, ale jakoś im
się to nie uda. .Rolnik"
wychodzący w Stevens Point
w Nr. 22, w dalszym ciągu
donosi, że Jan Smulski,
redaktor ,,Gaz. Katolickiej,''
syn znanego p. Jakińskiego.
do Stevens Point przyjechał.
Jako adwokat zajmie się
sprawą swego pupila Wró
blewskiego. Wystarał się o
zmniejszenie kaucyi z 500 na
300 dolarów i za jego porę
czeniem dwóch Polaków
,,bonds'' podpisało. Sprawa
Wróblewskiego przyjdzie
wkrótce pod rozpoznanie
sądu obwodowego. Z listu
prywatnego dowiadujemy się,
że p. Smulski stara się położyć
pieniężny plaster na zbolałe
rany małżonka zgwałconej
kobiety, i ktojwie, może uda
się im zatuszować sprawę. W
interesie wszystkich Polaków
pożądaną byłoby to rzeczą,
gdyż podobne sprawy zaszczy
tu nikomu nie przynoszą.
,,Gaz. Katolicka'' wierną jest
głoszonej przez nią nauce.
,. Przykrywa płaszczem zbrod
niarza, żeby jego grzech
przed światem się nie wydał.'1
Ale operacya ta nie zmniej
szy zbrodni Wróblewskiego
1 nie oczyści z winy ,Gaz.
Katolickiej'' która swemi
naukami popchnęła biedaka
na bezdroża. Wielce pożąda
ną byłoby także rzeczą, gdyby
sprawa Wróblewskiego po
służyła za naukę ,Gaz.
Katolickiej'' i powstrzymała
ją w przyszłości od głoszenia
nauk fałszywych i wprowadza
jących w błąd łatwowiernych.
Jeśli ją dzisiaj ta sprawa
tylko kilkaset dolarów kosz
tować będzie, to kto wie, czy
w przyszłości uda się jej tak
łatwo wywinąć.
Jeśli gazety. Zmartwych
wstańców, nauczone przykła
dem Wróblewskiego, postano
wią odtąd głosić nauki czyste,
prawdziwe i chrześciańskie,to
zaproponowałbym dla nich
nazwę: ,, Gazet zmartwych
wstających". W przeciwnym
razie pozostaną i nadal
„Gazetami martwoleżącemi."
Siepacze zmartwychwstań
ców wynoszą się jeden po
drugim. Początek zrobił
Wróblewski, a za nim poszedł
Najmanek. Dokąd Najmanek
poszedł niewiadomo. Wyniósł
się cichaczem z domu, w
którym mieszkał i zabrał ze
sobą Słowo i Nadzieją i
drukarnię, a nawet i meble
wydawcy. Mniejsza o to
gdzie poszedł, byleby tylko
nie wrócił. Chętnie mu
dajemy krzyżyk na drogę.
Dowiadujemy się w tej
chwili, że Słowo ma Nadzieją
znaleźć Najmanka, ale Naj
manek nie ma Nadziei dojść
do Słowa.
Pan Jabłoński, ten od
Zqody, w zapale literackim
kuje nowe wyrazy. Zecera
n a z y w a a i o s k
Wkrótce prawdopodobnie w
Zgodzie czytać będziemy, ,,że
łapichłop z łapigroszem zało
żyli do współki łapiczytelnika
łapipióro będzie redago
wał, a łapiucho 1 łapigłoska
będą drukować i t. d."
Przegląd Wszechpolski będzie
miał przezto nową sposobność
Zgodą pochwalić i p. Jabłoń
skiego na literata wynieść.
Sic transit gloria mundi.
Głos Polski w Camden N.
J. coraz ciekawsze podaje
wiadomości. W Nr. 13 z d.
29 Maja donosi, że nie lubi
polskich redaktorów i brednie
swoje kończy następującą
uwagą:
I z y o e y s i z i w i
y a u a s k i
indywiduów redaktorów,
k z y n i e w i e z e 2 a z y
2 e s 6
W innej kolumnie tego
numeru, w napaści na Kato
lika, wykształcony p. Wyru
chowski pisze: ,,Z pewnością
Kok 10
redaktor Nowego Życia wiedział,
że Katolik na grunt piekła
pujdzie, toby z pew
n o i y y a n e
s y o K a o i k a i o o
nym brudom by nie
powtarzał.''
W następnej kolumnie
Głos Polski umieścił dosłow
nie list otwarty do Harrisona
z podpisem Sakowskiego i z
dopiskiem od redakcyi, że 1 i s
e n o i e o w z y s z
y n u e z e u i e i
W dalszym ciągu p. Wy
ruchowski prawdopodobnie
poszukuje dwóch Polaków, bo
pisze dosłownie:
,,Krzywy hrabia N. N. i
kryminalista hrabia oszust
Z. Z., współbraci oszustów
których niewiadomo okolicę
Panie Wyruchowski! do
szkoły! do szkoły! a nie do
redagowania gazety.
Z n a e i y N a
manka. Jeszcze przed
zamknięciem redakcyi niniej
szego numeru, Najmanek się
znalazł. Sam na sobie sprawdził
stare przysłowie: Wyrzuć
żyda przez drzwi, a przez
okno napowrót wlezie.Znaleź
liśmy go w domu na rogu
ulic Lapham i Clinton w
Milwaukee. Nie ma on już
Nadziei wydawać Słowa i nie
może dać Słowa, że będzie
wydawał Nadzieją. Zbankruto
wał biedaczek z kretesem i
tylko jeszcze wierzyciele go
opłakują. Przyczyną bankruc
twa było, że dno w jego
kieszeni było za głębokie.
Ugrzęzły w niej setki dolarów,
na które naciągnął komitet
republikański 1* innych polity
kierów, ugrzęzły w niej setki
dawane mu przez jego protek
torów, a co najgorsza, że
ugrzęzły w niej także pienią
dze, które od biednych
rodaków zbierał na rzecz
uwolnienia Ryszarda Kunke.
Składki te były ogłaszane w
Słowie, a co się z niemi stało?
Nienasycony Najmanek je
przepił, a biedny Kunke
będzie musiał i dalej jęczyć
w więzieniu w Waupun.
Oto jeszcze jeden dowód,
dla objaśnienia gazet w
Europie, dlaczego redaktorzy
nasi nie mogą żyć ze sobą w
zgodzie. Czyż mamy milczeć,
gdy widzimy człowieka wycią
gającego ostatni grosz z
kieszeni biednych ludzi, w
pocie czoła na chleb pracują
cych? Czyż to nie jest naszym
obowiązkiem przestrzegać
rodaków, by się nie dali
brać na kawał? Czyż zawsze
i wiecznie mają się powtarzać
podobne nadużycia? Sami
sobą byśmy pogardzili, gdy
byśmy milczeniem pokrywali
te zbrodnie, ten rozbój na
prostej drodze. Jesteśmy
pewni, że pomimo zarzutów
nam czynionych, każdy
redaktor gazety europejskiej,
w naszem miejscu, postępo
wałby tak samo, jak my to
obecnie czynimy.
PŁACIĆ ZA KATOLIKA
•iiij®'

xml | txt