OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Milwaukee, Wis.) 1881-1901, March 15, 1893, Image 7

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn91037345/1893-03-15/ed-1/seq-7/

What is OCR?


Thumbnail for 7

W MĘTNEJ WODZIE.
OBRAZKI WSPÓŁCZESNE
(Ciąg dalasy)
Stało aię tomi właśnie dniami, it panna Julia, córka urzędnika
wysoko połoftonege, otrsymała urlop dla imienin matki... Bawiła
oałj dziad, nooowała w domu i nie wróciła, aft nazajutrz o południu.
A fte wieesorem było osób mnóstwo (taftoowano przy fortepianie)
Julia spragniona wiadomostek, ogromny iok sapas rówiećni
eom, równie łakomym nowości miejskish, przywiozła de klasztoru.
W czasie poobiedniej rekrcasyi, która dla brzydkiej pory odbywała
Mą w sali.... pensyoaarki pod dozorem nauozyeielki grały w gry,
a panna Julia uesestniesąs pozornie w zabawie, starszym opowiada
ła swe przygody.... strój w jakim występowała aa wieczerze.. ..
opisywała obranie pań! przywodziła nazwiska młodyok paaów, któ
rzy tańcowali, w ostatka poosęta tcft mówid o strasznym pojedynku,
którym oało miasto się zajmowało pomiędzy panem Kaaarkieoa, a
podkomorzyoem Młyńskim....
Wymówienie togo imienia zrobiło takie wratonie na milesęoej
zwykle dozorozyai zabawy, ii się widoeznie zbliftyła i przyałuekiwań
n1ty. Pochlebiała to pannie Julii i roz powiedziała z naj większa
■1 szczegółami e przygodzie. .. jak się oi panowie wśród ulicy po
bili. ... jak się wyzwali, fte popełnili okropne świętokradztwo,
gdyft strzelali się na smeatarzu....
Wszystkie pensyoaarki w kupkę zbite jak owieczki, ręoe ła
mląo i podnoszę* do góry, powtórzyły — O mój Betel aa omea
tarzull
Cichość panowała w sali jak największa, a paaaa Julia widziała
fte dozorozyai okropnie się zarumieniła.... zatrzęsła ze zgrozy....
Opowiadała tedy dalej, ift pięć razy do siebie strzelali, nie mogąc
się trafić.... te jednego z niob kula padła w grób ojca....
Tu znowu wykrzyknęły panny ze zgrozą i zatrzęsły aię....
dosorozyni przystąpiła bliftej.... nareszcie Julka poprzysięgła, fte
podkemorzye był śmiertelnie ranny, fte się na śmierć dysponował. ..
a drogi był pokaleczony....
Nie wiadome, so się st*>o dozorozyai, ale na niej takie opowia
danie zrobiło wratenie nadzwyczajne, tak fte panienki musiały jej
podać wody i posadzić ją na krześle, zdawało się bowiem, fte zemdle
je, potem druga nasozyoielka przyszła ją zastąpić, a oborą odpro
wadzono do jej pokoikn....
Kaldy się domyśli, te tą biedną nauczyoielką była Lena....
ale nikt nie pojmie boleści, jaką uozuła. Być zamkniętą, uwięzioną,
zaryglowaną w tej obwili, gdy ten jej brat jedyny Urn konał, a me
fte wspomniał ją, a mote szukał oczyma.... Wszystkie najmo
cniej sze postanowienia wytrwania w odosobnieniu, nie widzenia go
więcej, rozbiły się o te uczucie.... o tę niewysłowioaą boleść. Jak
w pierwszej ab wili gdy sądziła, fte jest ciętarem, zawadą. ... por
wała się, skazu jąo na wygnanie.... tak teraz przerafteaa z równą
gorąoośsią chciała wy biedź, lecieć i pójść stnftyć umierającemu....
a potem! potem.... dla niej juft tycia nie było... i myśli o fty
eiu. Petem.... oiemneśoi... śmierć!
Dzika natura aierory, nigdy zwalczoną być nie mogła, tylko
własną siłą, ilekroć ta obracała aię przeoiwko niej, Lena niozem juft
od pieswszege popędu wstrzymać aię nie dała....
Wszedłszy de swej izdebki spłakana, rozgorączkowana, powie
działa sobie.
— Iść tam! być tam! bądi oo bądź! zobaczyć go ras jaszcza...
Rygle i zamki i więzienne mary klaiztera ją nie ulękły, wazy
■tkle środki ucieczki, e jakich kiedykelwiek czytała, na myśl jej ra
sem przychodziły.... Nie można było ani przypuścić, fteby ją
wypuszczone z dobrej wali, chooiat dobrowolnie ta weszła... Trze
ba było..*. Trzeba byłe uoiekać, ale jakT
Nadohedzi wieczór.... drzwi Izdebki skrzypnęły... wcale
niespodzianie weszła kobieta, przychodząca zwykle z miasta, która
wiele współczucia skazywała zawsze Lenie, widząe ją smutną, i po
cieszać się ją sterała, chęć nie wiedziała przyczyny cierpienia.
Znalazłszy Lenę na lólkn z twarzą zapłakaną, zgorączkewaną
strasznie, Staohewa pobiegła, koszyk postawiwszy, do niej.
— Cóś znowu panience jest! Jezu i Marysi esy to się godzi
tak desperowaó! Ta to meto soroe pęknąć.... Co panieeoe jest...
_ A! moja Staohewa! saryozała boleśnie Lena, rękami zakry
wając oozy — nie pytaj, nie pytaj 1
— Ale oót! czy panna mi nie wierzy? Przecie* jeśli oe takiego,
eo ludzie mogą... Ne... to ludzie seroe mają.
— Nie mają....
— Mówię no panna!
_ Lena płacząc z za łez.... prawie nieprzytomniesparłasy
się na ramieniu peeselwej kobiety, yryssepnęła. On umiem... a
mnie tam nie ma!
— Któż, proszę psony....
_On, ja jego jednego na świacie mam, brst... brat... naj
drotazy! «i...
— Toć by panną pościli do mego.
— Nigdy w świeeie?
Btachowa wectohnąła, strasznie sią joj tal zrobiło biednej dzie
wozyny.... począła obedzić pa iadaboa i powtarzać.
_Oiabot no, aiebo... woja panno.... zobaozyw, nafta sią aa
srobi....
Ala ezytby nia puścili?
_OJ a to* mewy by^nio mato..«
Suche wa thiidft^ myślała, siadała na krześle a drzwi I myśle
li znowu i zdawała sią walczyć z sobą, a oo spojrzała aa lamentują
oą, ta rąką samaebnąia. — Na, eót ta poradzić, kiody rady niemal
Jtfft by aa wat pawiana była odejść, ala porzucić tak taj zwojej
biada aj panienki nia umiała, nia mogła. •..
Trwała ta z dobry kwadrans..•
_ Moja panienko, odezwała sią nakooiee... ozy gdybyście
wyżali, U byście pódniej wrócić obolali, ezy nie?
_ Ja nic nia wiem...
— Be, no, tak przypuściwszy, fte byś ociekła, ta gdyby kto
nam pemćgł de^tego, musiałby sią scprzeć i zwalić winą na was.. c.
— JaktaT zawołała Lana... meftaaby aoiaa? ztąd? O! aniele
mój! zbawoa! gdybym ca furtą być mogła, niechby sią na mnie
zwaliło, oo cbaiałal niechby powiedziane, oo sią padebatt a! być
tylko za drzwiami... a zraoatą....
_ g9i eiobaftl — dodała Btaebowa, a jeśli ja stracą robotą w
klasztorze...
T im
— Ja z tego tyją, a dzieci asom dwojga.... o toby i to* xoba
njb to snieśaoski—. o Jeansie słodki, jakie to kookono... a jak
ooo bądą głodom mrzeć?
Łona nio odpowiadało* aio owiała, a Btaohowa sią sawyślała
wolą* i brała w boki i okadziła.
— Not i o6*l oót! dziej sią wola Bota! ino tak zróbcie, jak ja
w>a powiem? ▼odmijcie ohnstką oto tą, okryjeio się nią, hot i z
twarzą... weimijeie kosz mój aa plooy i idioto prosto do forty...
fortyjanka wam nio pytająo otworzy... powiedzcie, nioek bądsi
pookwakmy...
— A wy?
No! ja! wy mnie w swojej izbie na Unos zamknijcie i zestawcie
klnez w samkn... Ja siądą i zdrzemną się... • Cóżem ja winna,
to wy as san mego korzystając, zabraliście oh ostką i kocz... W
pół godziny po waszem, dopiorą ja tu łomota narobią, co sią osły
klaaztór zleci.
Staohowa sią uśmiechała.., Lena opadła przed nią aa
ais mogąc mdwiś z radości ściskała ją i oałowała...
— Ciehot! siaka! odparła poczciwa kobieta... a Żywo w dragą .
obaezsie ino, asy kogo w kory tarza niemo i spnśśaia drzwi na kinaz,
Te mówiąc, narzucała ma nią twoją ekastką, opinała, dała jaj
koai aa pleey... i wjasakawazy, gdy aią pa korytarza nikt nia aanł,
petegnała ją i puściła. Lana aanknąia drswi na kinaz, atmliła
«ą jak nafta najlepiej. Bania niewiedziała jak aią przaannąła prsas
pierwszy kory tara,., nia spotkawzzy prawia nikogo^. i dochodziła
jat do farty, gdy po aa nią hałas jakiś i wrzawa słyszeć aią dały...
Była pawna prawia, ta praadwoaaśnia odkryta jaj aoiaaską, ala pa
ataaawiła próbować szczęścia, pocpiaczniojciyn krokiem adątyła da
farty, aioatra aidwiąo paaiarza atworsyła jaj drzwi... była na oliay L
poatowiła kona przy brania i wiedząc, ta a aa nora widzianą byś
nia nota, paaaąła biada tywa~. mrak padały.'tłun pociągał jakiś a
pogrzebem bliską uliozką... atonąła w nim... Co aią działo w kia
■ztoraa... Bóg wiedział, ala arna była walną! walną!!
To aaanaia iwo body po dłagiam zamknięcia, jakien aaaaą
śaiam napełnia serce, jeśli ona nia aaaehło i nia zwiądło w więzieniu!
Są przykłady wiąf aidw, którzy gdy łn otwarto wrota, wyjść nia o
mieli i nia cheieli... ale ta nia byli jat ladzie, były ta tywe ałupy
wiązieanne— Lena adzyakawazy wolność, odetahnąwazy pawia
trzem... zraza jak upojona nieepodziewanem azaaąśoian awan...
oparła aią a nar... stala.„ nia wiedziała dokąd iść, nawet od kogo
aią o Sławka dowiedzieć... Nie ryokłe dopiero, zebra wazy nyśli i
przypominając sobie, aa jaj mćwił, widząc aią z nią przadaaUtnią
rażą... jak przez aan przypomniała aobia tak ta naswika uliczki.
Była ona nieznaną jaj, ala mineto znała zbyt dobrze, by w mian za
błądzić, wiedziała gdzie azokać dworka... domyślała aią jnt przynaj
mniej.
Pogrzeb przeciągnął, w nliezoe zrobiło aią poeto — Lana po.
azła zaajomami aobia przejśeiami ku taj stronie, gdzie aią spodzie
wała zanieść, zobaczyć jeszcze mota raz ostatnią toga, którego w
w serca nosiła od owej godziny, kiedy ją dziaokiam przytulił a łata
koaająoej matki. Zdawało jaj aią zawsze, te ona ma swe prawa
przekazała...
Len* szła iywo... s oczyma sałzawionemi... spytała po dro
dze głosom drżącym kogoś, wskazano jej doaok nio daleko, otwarła
furtką do ogródka... stanęła... W obwili gdy jut miała wnijść,'
sił jej zabrakło... W dworka widziała okna oświecone... prze
suwające się cienia ładzi... odwaga, jaką dotąd miała, opośoiła ją
wyczerpana... Ale niepewność U trwała ohwilką tylko, obawa o
jego ty sio przywróciła męstwo, posunęła się znowu szybkim kro
kiem ku dworkowi... nie zatrzymała na progu, weszła.... We
wnątrz panowała cisza uroczysta, smutna, ludzie chodzili na paloaoh
i szeptali między sobą....
Słutąoy widząc kobietę ubraną niepooześnie, nieobeiał jej pu
śoiś dalej, Lena prosiła go napróino... głośniejsza nieco mowa,
wywołała staruszka z drugiego pokoju . . .. Był to kanonik ohodzą
oy z brewiarzem... Lena rzuoiła się kuniemu... spojrzała na
twarz jego łagodną i dobrą i chwyciła za rękę, którą całować
poczęła. .
— Czego choess moja pani7 oo to jest?
— Chcę... ohoą widzieć ohoó na chwilę mojego dobroezyfioą..
mego brata! mego brata!
Słowa te były wymówione po ciska... z w tejże chwili głośny
krzyk dał się słyszeć z za drzwi de bocznego pokoju wiodących —
Lena!!
Na głos ten, nie widząc jut nio przed sobą, przybyła przedarła
się przeze drzwi, pobiegła instynktowe.... i padła na kolana u łót
ka Sławka.... którego blada twarz uśmiechała się do niej, a ręka
drżąca ku niej wyciągała. Nie mówiąc słowa poczęła, chwysiwssy
tę rękę, płakać i oblewać ją łzami... chwilami patrzyła na twarz
Sławka, który zdawał się uspokojony i szczęśliwy.
— OjoM... to doitn.. • odezwał aią Młyński.
— Tsk... ale po oótl doktór mówił, toby a nikąd wzrurzeoia!
widii ci*! oo ta począć z wami! wołał stary....
— Ale ja sio... nie jestem wsrauony... js ■łytsłsm jej
głos, jam essł, te oaa teras przyjść musi... i te sostaó ta powinna..
Kanonik rąką maohoął w rospeesy.
— Ja zostaną w iskie słag.... ja wdzieją sukni* sługi... tyl
ko mi poswóleie sostaó....
N• jprsykrsejsse było pełeSeaie starego Kanonika, który nie
mógł przytomnością swą oświąoaó tak nieprzyzwoitych stósoaków,
a czuł, te gdy odejdzie, jessese sią mniej staną prsyswoitemi —
wiedział, te nasajatrs w miodnie pełno bądsie plotek prses ładzi...
słowem dałby był wiele, toby wyjść s togo położenia.
Sławek teras zdawał sią nie tylko nie gorzej, ale snaesnie spo
kojnie jssy, a gdy doktór nadszedł i znalazł tą improwizowaną sio
strą miłosierdzia nie amłał sobie wytłómacsyć, jak ona sądownie na
polepszenie stano skorego wpłynąła....
Konłee kofieem. Lena zapomniawszy o wssystkiem, nawet e
skutkaek tego poetąpka swojego dla Sławka — jako prosta słoga
została przy nim....
Codziennie prsyjetdtała sią c zdrowie kasyna dowiadywać hra
bina Wartaka, była jat ns te wyznaczona godzina i odwiedziny ed
bywały złą eeremeaialnie przy doktorze, ateky Jadzia zbyt sekie
nie pozwalała... Matka widziała s wielką pociechą, ta eórka znaj
dowała sią bardzo przyzwoicie,- a miarkowanie 1 nie rzadko popisy
wała sią s syzcpetyą dla biednego rannego.
Nasajatrs konie jnt były zaprzątane i hrabina kładła rąkawi
oski, gdy powolnym krokiem wssedł s posąpną tworzą przyjaciel
Samiel... Była to jakoś nie jego godzina. Wartaka domyliiłe
te przybywały nie bon powcnin. Hpejrtała nn w oazy, przeczy
tai* c*ł w nich i liihoupjtih — II y a da ataTiia?
8amiel głową potwierdził.
— Moja Jadsiuoia, przynieś mi lat flosseeską s wódką kolofi
tką. . • wiesz....
Hrakiaa mmyślnie jaj zaZądała, ehed miała w kieszeni, aby Ja
dzia dłaftaj szukał jaj mogła.
— Ozy ckory ma sią gorzej?
— Mia rzekł Somial — lapisj, ols.
— Ala oa...
— Ala... sawaksł sią....
— No, mówte pan? zaaakawioaa spytała hrabina.
— Ta niby siostra przybrana. Lana, weaoraj noaą wykradła sią
z klasztoru, dowiedziawszy sią o wypadku, wpadła do dworka i ftodns
siła ladzka jaj stamtąd wygnać, wyciągnął nie modo — Kmwuimih w
rospaazy....
Hrabina padła na krzesła,...
— Przyznam sią dodał Samiel, to miałom sobie za obowiązek
to pospieszyć, byłem w obawie nadzwyczajnej, Żebyś pani sią nie
pospieszyła z wyjazdem... bo naibyś ją pani tam spotkała?
Hrabinie wargi drżały, darła rąkawiązki, nie śmisłs powiedział,
eo myślała.... a myślała w dnozy — oo zrobił z Jadzią...
Wyjdś pan, zawołała nagle, wyjdś.... mnożą sią z ełrką ros
młwił... wrdsiaz wisszorem.
Samiel przypuszczony do tajemnie, ozoząśliwy z tego obrotu
rzeszy.... wysuaął sią tywe... Zaledwie drzwi sią za nim aa
mkaąły, gdy Jadzia wpadła.
— Ale nie ma tej flsssoezki z wędką koledaką.
Spojrzała po pekeja.
— A gdzieś pan Samiel?...
— Wyszedł..
Po twarzy sutki Jadzia poznała, śe sią ooś stało, zbladła stra
sznie, domyślała sią, io Sławek był gorzej skory.... Myślą nie
śmiała siągnął dziej.
Marne... mamo, mów ten złowrogi osłewiek przyniłał z sobą
jakieś nieszoząśeie.
— Nie te jednak oo myślisz dziepke moje... odezwała sią
matko.
— Sławek sdrdw? spytała Jadzia.
— Zdrów.
— Oddycham....
— Ale nie pojadziemy do niego, odezwała sią matka — nie je
steś jat dzieckiem, trzeba, Żebyś sama sądził sią naaozyła i postąpo
wsł za przekonaniom własnem. .. Nie mośomy go odwiedzić...
tom jest kobieta....
Jadzia zdawała sią nie rozumieć, pstrzyła ns matką długo....
cackała.
— Jaka kobieta?
— Ja aiewiem... Słyssałaś^neśe... Sławsk bądąe studentem,
ocalił jakąś sierotką... U sią w mim zakochała, osy eo... nie wiem,
ale mn pokoje nie daje.... Teras ałyzzą, dowiedziawszy sią, te
obory, uciekła z klasztoru i nie mętna jej.... wypądzić... . dokoł
osyła hrabina.
Jadzia była bardzo blada.
— A na eói ją wypędzać? odparła głosem drząoym, jeśli Sław
kowi joat siłą, jeśli i etniyó mole...
— Jakie tego nie roznmieaz dzieoko bo je, to młoda dziewczy
na. Bóg wie, co plotą...
— Cói? ie on ją koeha? brew marszcząc, spytało dziś wazą,..
— Ne.. tak..
— ▲ jeśli., poeząła mówił Jadzia, głosu jej zabrakło.
Stała tak, ie ziąbie mogła widzi ad w zwioreiadle, oczy jej padły
aa nie, oprzytomniała, nabrała siły, i okoć przed okiem matki nie
mogło sią ukryd wraienie, jakiego doznała, opanowała je... udała
spokojną i obojątną. W ftywem dziswsząoiu było to pierwsze od
niesione nad sobą zwyoiąstwe-Matka wiąoej sią aiem moie
przestraszyła, nii by była zgryzła z łzami i rozpaczą. Dowodziło
ono uozuciz tak potąinego, jakiego w tern młodem sersu spodzie wa4
sią nie było moina.
— Ja — odezwała sią naressoie Jadzia głosem jakimś dziwnym,
przyznają sią mamie, ie tego nie rozumiem. • jak wiola zresztą je
szcze rzeczy na świacie — mama postąpi, jak wypada i jak zeokoe...
ale
— Ale powiedz mi myśl sweją_
— Ale mnie sią zdaje, te jeśli my nie bądziemy tam, — to
właśnie moie nadad dziwne znaczenia przybyciu tej sieroty...
Wssak te my e niej nie wiemy, to jest nie wiedziałybyśmy, gdyby
nie nałuiny Samiel, który wszystkie niepotrzebne plotki zawsze
przynosi.
Mim sit ZMmizjta.
— Wuikti my jij widzieć dU kfiriiay, Ja dodała Jadzia...
asaaajt tak Sławka, tak w jego poosaiwa wierzy soroe, to nic mogą
przypeśoić, aby to, aa aa oa aią fadai, tka być mogło.
Przemówienie Jadzi była ozami tak aadzwyozajnam dla kraki
naj Wartakiaj, U aa chwilą usta jaj zamknąło... zdziwiona zamilkła,
a potom dodała.
— Myśmy tam jnft niepotrzebne.
— Mamo! maaw! a gdybym ja zaś popraaiła pięknie, bardzo
piąknie... na klączkaeh...
— Czy* oi to aia robi przykrośd, przerwała matka, to tam
znajdziaaz lab aznć bądziecz przytomność drugiej kabiaty przy zim?
— Drngiaj złoctryf spytała Jadzia ■ dając zpokojnośó. Ja tak
kocham Sławka, dodała, tak kocham, ta nawat o niago nia joatam
zazdroaaą, a jaćłi mn wdziąozność i przywiązania taj aioatry aą po
trzebno ? a jaśli on ją kocha., jak aiaatrą? Czy* dla togo ja go...
jak sioatra i choćby wiąoej, ni* aioatra, koakać nia mogą?
Pani Wartaka wpatrywała aią w ećrką, oniemiała prawie za
zdamiania.... ao to była aia mogła zrozumieć: Proatota, aiewin
aoad, miłość niapahaaaawana, czy obajątność? Okoć to było aaroa
oórki, którego kaftde a darzenia znała, azytać w nim aia potrafiła.
Jadzia apojrzała aa matką.... nśmiaeknała aią z prtymaaem
jakimś....
— Jadziemy? spytała.
— A jeśli ją tam.... n niego.... zastaniemy ?
— Ol mamo! ja tak jestem widzieć ją ciekawa!
— Alom ci aia powiedziała, to ana jakiś czas była w teatrze?
Jadzia spojrzała na matką dziwnie,
— Al to jaszcza ciekawszarsees! zawołała.... była w teatrze!
aaiekła z klasztoru, kocha Sławka... Mamo, ja ją massą zobaczyć!
Pani Wartaka jakby srozpaesona, rąoe opuściła.
— Jcdsiany? zapytała Jadzia.
— Ala aia! aia! stok red aia! to rflepedobiefistwe, odparła
Bardzo spokojnie dziewotą zdjąlo rąkawioaki, zrzuciła kapela
sik i pcmzlu wyzzłu do zwojege pokaja.
łfiSen łstor-"
Paweł Giersch i Spółka
7S ClMT«r 8tr. C11C1M, IŁL
kartowia i drokm
yiiiit tatejazyoh i inpartewaayok
WIm i Łlkler4w
p>U— Hi— Makaa iwa aah^L
MACIEJ GETKA
i toMi«. cum*, n.
P«Um iw4j
SKŁAD MBBL1,
1 pwlmwyek,
ora* wasalkieh UMji kaehou jak. _
Pula Bata ad Si Mti4w paaaąwaaj,
1IACIBJ SITKI
Piotr Binkowski,
ZEGAąMiSTąz i zioąiK
383 W. Chicago are. praj Nakla aK
skład" jubilerski
i sztucznych kwiatów
wykonywa
ZioU Szpilki Związków dla Polok
ta aekwałą Rządu Centralnego Z wiązka
Nar, Pol. Zamówienia na szpilki dla
Polak sałaty przesyłać wprost do mola.
Zakaapiesia od ognia 1 sprzedał
Kart Okrętowych.
P BINKOWSKI.
ninronu napisać do
Białego Indyanina,
IriU Lekarzy,
TOLXDO,«n&
P O. BOI «S.
Jakall ciąlnnl doktorzy ni*
mofU wyli
Ijtnls"
iryl*c*yć,u>“KutT I d
rasiskass
^Rtarpielf. a ln'nl doktó
ra* Mt mogli im pomfcU.
Lodala wgaądala
teiaH “Blatugo ladyanlna"
I ■wymanajomjrmgopołaca
k Powlaon kaadamu Dala
FsrafscaFS;
aana?
a. Praktykuje
H» Ul Jako tekan^dto
ćSSoinclini* choroby
oraa: kelta lania apiiapty
apaamj, parali*, dycha
WH+. mil;.?,, alwaynl.n.o*; ijiiemii, Ml
—-,tno. Krwloto klacz*
ITĄ *Ą CHOROBY
i^oSdnym *.
lift trochę włosów,
Otmil centową morkę pocztowo, to odwrotną
gr^StfisioSr^ssjis.^K
ta* i4a*d po polak*, nłamlock* lab aogiolsk*.
J. M. ANDREWS, M. D.,
P. f. Box 62, TOLEDO, OHIO,
Józef Gołembiewski,
7 TELL PŁACE
przy Milwaukee arenue
OHI6AO«, 11-1
poUoa Skmwijb Rodakom iwą
KUŹNIĘ
-1
FABRYKĘ WOZÓW.
Wyrabia fwmj, krjwui, UwbmI.
kkgo mdmjn wmj; ora* p*4*jmj*
W 0■— VW«VV*
Łnjo koni*.
B. ŚWIERŻY,
ti W«itDI?I*Uo irfrirt.
(R4f Noki* Btroot).
w»y
*• 4o MbwwuA ł writyaą#*.
E. KRIPKA,
2 Aufuttm, CtrCurrUrSl,
' '"m r MM
..U* itr.

xml | txt