OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Milwaukee, Wis.) 1881-1901, May 03, 1900, Image 13

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn91037345/1900-05-03/ed-1/seq-13/

What is OCR?


Thumbnail for 285

Dzielny Pułk Czwarta
ków.
(Ciąff dalszy).
/ okien i strzelpic wyłamanych w
chałupach sypał się rzęsisty ogień; kil
kunastu legło, ale reszta wydołyła się
na twardy grunt, do wsi.
— Dalej na bagnety! huknął Bogu
sławski, a pułk czwarty rzucił się bie
giem do chat plutonami, wybijając kol
bą drzwi i okna. Kapral Witczak sko
czył przez okno, kilkunastu rzuciło się
na niego, dym przesłonił izbę; on chwy
cił karabin za lufę, zakręcił strasznego
młyńca, kilku wnet było na ziemi pod
zamachem potężnym, a wiara wpadła
wywalonemi drzwiami w tej chwili i
wybito resztę. Jednym tchem zajęto
wieś, moskale kłuci bagnetem i waleni
kolbą cofnęli się w nieładzie, uciekając.
Skrzynecki ruszył teraz jazdę. Szóstka
mi walą się przez wieś konni strzelcy i
ułani, wymiatając ulicę do czysta, a mo
skiewska jazda szykuje się na gwałt za
wsią.
— Dalej za mną! — krzyozy Smajde,
trąbki grają a ułani z lancami zniżone*
mi, konni strzelcy z płotem szabli wy
niesionych, rzucają się na jazdę wroga
i rozbijają ją w puch na marynatę. Te
raz zaczyna się pogóń.
— Hola bratku, nie ujdziesz mi —
woła jakiś barczysty ułan na jenerała
moskiewskiego; jednym poskokiem jest
przy nim i łowi go za kołnierz. A tu
pułk ósmy uderza z boku, czwarty ru
sza na prost; moskale już uciekają bez
powstrzymania, tylko kilka dział daje
ognia.
— Chłopcy, dalej na działa! — za
wołał Wolski, i rzucił się między kano
nierów. Sztychem zsadził z konia szefa
baterji, kanonier ciął go pałaszem w
głowę, ale kaszkiet skórzany i niezgrab
ność moskala osłabiły cięcie; tylko tro
chę sierżantowi zamroczyło się w gło
wie. Innych kanonierów rozniesiono
na bagnetach — działa stały się zdoby
czą polską.
Nazajutrz, pierwszego kwietnia, za
miast korzystać z czasu, wyruszył Skrzy
necki dopiero o ósmej rano z pułkiem
ułanów w straży przedniej. Piechota
postępująca z tyłu nuciła wesoło pieśni,
<Iuch był zwycięztwami świeżemi pod
niesiony, jak nigdy w tej wojnie.
Tymczasem Rosen trwożny rzucał na
pastwę pogoni polskiej, by ją choć na
chwilę powstrzymać, batalion po bata
lionie w rzedziznach leśnych. Ale trwo
ga ogarnęła żołnierzy, wielu wołało w
przerażeniu, że tylko Matka Boska mo
gła dać polakom taką siłę i szybkość.
Bataliony po batalionach rzucały broń,
czworoboki pękały od samego szelestu
■chorągiewek. Litwini przypomnieli so
bie, że są polakami. Dwa plutony sta
nęły w lesie przed Janowem, za nimi
łitwini, z wyjątkiem oficerów. Byli to
ci sami, co przed Grochowską bitwą tak
tęsknie rozpamiętywali swój los; w sze
regach ich widać było liczne szczerby.
Kula polska zabiła owego młodego
zucha, co przykrzył sobie niewolę mo
skiewską; taki to smutny los polaków,
co obcej sprawie zmuszeni służyć.
Często śmierć znajdowali z ręki braci,
walczącyh za wolność.
Teraz stali oni w czworobok uformo
wani, trzymani tylko przez oficera w
karbach; tak wielką jest hańba niewoli
i kajdan, że nawet w tej chwili nie po
myśleli bronią zrzucić reszty kajdan.
Ułan jeden wybiegłszy daleko naprzód
przygalopował przed nich.
. — Rzucić broń, krzyknął.
Na głos ten bratni zadrgała w nich
dusza, bez oporu rzucili broń, a ohoer
moskal rzucił szpadę.
My też polaoy, z zabranego kraju
— my z wami!
Nawet chłopi biorą jeńców wszędzie,
a moskale rodowici, przejęci zabobon -
nem drżeniem, rzucają broń i idą do
browolnie w niewolę. Po drodze widać
było smutne ślady przejścia moskali,
wsie opustoszałe, domy popaltfne, tu
i owdzie na belkach zwęglonego domu
kołysał się trup. Niedziw, przeszło
miesiąc zajmowali moskale te strony.
Straszny był to widok dla żołnierzy;
jeszcze wiosna nie zakryła ohydnych
śladów spustoszenia, odrażające ster
czały dowody barbarzyństwa carskich
służalców, carskich najezdników. Nad
Siedlcem zatrzymała się pogoń, a Ro
sen schronił się do Siedlec, szląc posła
po pośle o pomoc do Dybicza. Dwa
tysiące zabitych, dziesięć tysięcy jeń
ców, dwanaście dział, mnóstwo kieso
nów i furgonów zostawił Rosen w rę
kach polaków, którzy utracili tylko 450
ludzi w zabitych i rannych. Jeńcy li
tewscy wstąpili wszyscy do szeregów,
pułk czwarty zasilił się także nimi.
rod Latowiczem zastał wojsko pol
skie czwarty kwiecień, dzień pierwszy
wielkanocny. Obchód Zmartwychwsta
nia Pańskiego łączył się ze Zmartwych
wstaniem kraju, z świetnymi tryumfa
mi, które, gdyby Skrzynecki był należy
cie korzystał z czasu, byłyby jeszcze
świetniejsze.
Warszawa, wrząca od radości i unie
sienia, niezapomniała o tych, którym
tak piękne dni zawdzięczała. Trzysta
wozów ze święconem posłano w pole,
by żołnierzowi nie brakło niczego przy
podwójnej uroczystości. Po obozowem
nabożeństwie rozłożyli się żołnierze wy
godnie po kwaterach i biwaku, a miło
już grzejące promienie słońca kwietnio
wego im jaśniały.
Na miejscu, gdzie leżała druga kom
pania pierwszego batalionu czwartego
pułku, panował ruch wesoły; spożywa
no święcone warszawskie, wiarusy ścis
kali się, jak bracia dzieląc się jajkiem;
tylu legło już, kto wie, który przyszłe
go roku doczeka! Wreszcie pokrzepiw
szy się trochę, siedli kołem i zakurzyli
lulki.
— Piękne czasy! — zaczął sierżant
Wolski, — takich dni dawno nasz kraj
nie pamięta. .Jak naród wybija się na
wolność i wszystkie siły zjednoczy w
tym celu, to na nio choć najcięższe kaj
dany. Jam stary, pamiętam nasze boje
w Hiszpanji. Napoleon był człowiek
największy, wódz i wojownik, jednak
Hiszpanji nie mógł podbić, jak innych
krajów, bo lud hiszpański potykał i
bronił się wściekle. Gdy szturmowa
liśmy Saragosę, co żyło w mieście, biło
się, dzieci, kobiety, starce nawet; mnie
samego o włos nie zastrzeliła baba.
Tam dom po domu trzeba było zdoby
wać, franouzi, wojacy osiwiali w bojach
nie mogli sobie dać rady, tylko nasze
polskie pułki szły naprzód, jak mur,
nieuważająo czy ziemia pod nogami się
rozstępuje, czy z góry sypią się cegły,
mur, olej wrzący i grad kul!
— Tak — odparł Witczak, za męztwo
pod Dembem na podoficera posunięty,
puszczając z lulki dym — za Napoleona
bili się dzielnie, i rozdrapali Saragosę
kamień po kamieniu, a swoje miasta,
gdy Polskę rozbierali, to bez boju wy
dali wrogom.
— To już tak było z nami — rzekł
Mikołajewski — że każdy polak osobno
to czysty lew; tylko wtedy nie było
żadnej jedności, ani ostrej komendy,
więo niczego dokazać nie mogli, a pod
Napoleonem słuchać musieli i też cu
dów dokazywali. Byle nad polakami
była dobra komenda, to niema neozy,
którejby -nie osięgli!
Sam Napoleon to powiadał, —
prawił dalej W olski — że polaey wiele
obiecują oo zda się niepodobnym do
wiary, ale jeszcze wiecej dokonają.
Słyszeliście pewnie już, jak naszych
ułanów jeden słaby szwadron pod Ko
zietulskim rotmistrzem i Niegolewskim
zdobył wąwóz broniony przez kilkanaś
cie batalionów i cztery baterje pod Sa
mosierą, którego Francuzka piechota
nie mogła zdobyć. Hyle było dobre
dowództwo, to teraz jeszcze trudniej
szych rzeczy nasz wiarus dokazać może,
bo idzie o kraj. — No ale nabiję lulkę
— czekajcie — mówił nakładając krót
ką lulkę waksztafem z kapciucha skó
rzanego, wiszącego na guziku, — przy
pominą ją mi się inne przygody z Hisz
panji. Otóż — mówił zapaliwszy lulkę
i puściwszy z zadowoleniem ogromny
kłąb dymu, — my święcim Wielkanoc
na wolnej polskiej ziemi teraz, w Hisz
panji pamiętam sa inne święto. Była
to właśnie W^ilja Bożego Narodzenia.
Posłano nas pięciu na patrol, pół mili
od obozu, z rozkazem nie wracać, póki
nie będzie wiadomości. Nic podejrzą
nego nie zoczyliśmy, więc postanowiłem
zostać na noo we wsi leżącej blisko
drogi. Idziemy do wsi, a wieś pusta—
zresztą było tam tylko parę chałup da
leko nędzniejszych, niż u nas, bo u nas
to jest porządek, a tam to wszędzie nie
chlujstwo. Ostróżnie przepatrzyliśmy
otoczenie wsi, nigdzie nie było miejsca
do zasadzki, do obozu droga dosyć od
kryta; we wsi żywego ducha, bo wszy
scy wyruszyli na powstanie, nic podej
rzanego nie było. W ostatniej chacie
zdybaliśmy babę, istną czarownicę, z
dzieckiem na ręku, warzącą kota w
garnku, taki był wtenczas w Hiszpanji
głód miejscamiWiecie, że jak czło
wiek głodny, o co w wojnie nie trudno,
to je co dostanie; w Iliszpanji przeklę
tej trudno było co dostać, więc ucieszy
liśmy się i dalej do ogniska. .Jeden
umiał trochę po hiszpańsku, więc babę
zagadnął.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Podziękowanie.
Ja, niżej podpisana, składam staro
polskie Bóg zapłać i serdeosn i podzię
kowanie sz. Zarządowi Centr. Z. N. P.
za rzetelne wypłacenie mi pośmiertne
go $900.oo, po śp. męża moim Piotrze
Lakszasz. Dziękuję także To w. Patr.
Trzeci Maj, gr. 44 w New Yorku, któ
rej to gr. śp. P. Lakszasz był ozłonkiem.
Benigoa Lakszasz
Narodowe uroczystości Babtystów
w Detroit, Mich 23-29 Maja.
W szysoy, którzy mają zamiar udać
się na to zebranie, powinni wiedzieć, że
kolej Wabash jest najkrótszą linią z
Chicago do Detroit. Trzy pociągi dzień*
nie wychodzą; o 12.02 w południe, o
8.15 po południu i o 11.00 wieczorem.
Jest to jedyna linia z Chicago na
wschód, która ma leżące krzesła (re
olining chairs). Takie popularne wa
gony są w każdym pociągu. Oddziel
ne łóżka na każdym pociągu ezpreso
wym. Cena z Chicago i napowrót$9.75.
Pisz po rozkład jazdy i wszelkie infor
macye. Wabash City Office, 97 Adams
St., Chicago.
Do 8t. Louis i z powrotem Koleją
Wabash 99.50.
Z powodu rocznego zjazdu General
nego Zgromadzenia Presbyteryanów,
Kolej Wabash sprzedaje bilety po po
wyższej cenie na 15, 16, 17 i 22 Maja,
dobre z powrotem do 2 Czerwca 1900
włącznie. Wagony z oddzielnemi łóż
kami i wolnemi krzesłami. City Tioket
Office, 97 Adams St., Chicago.
Pomoc matki i Przyjaciel dzieci.
— Znanemu dobrze szwajcarskiemu lekar
ziołowemu Ora Piotra Gom< zo nadał
ktoś piękne Imię „Pomoc matki 1 Przyjaciel
dzieci.4* Przeglądając liczne liaty ż podzię
kowaniem', które codziennie są cdblerane w
biurze Dr. Peter Fahrney, właściciela tego
ulubionego lekarstwa, musimy przyznał, że
przydomek nadany w chęci okazania
wd/lęcznośol, jest bardzo odpowiedolm, jak
tego dowudzt zadowolenie ojca, wyrażone w
następującym Uście:
Apolo. Pa.
Z uczuciem największej wdzlęoznoścl pl
ażę do Par a p*> pwrą wierszy. Mam syna 10
letniego, który był kaleką przez ostatnie
pięt. lat.^ Cierpiał aa chorobę nerek i pęche
rza, a bóle te czasami były tak wielkie, Iż
jęczał po całych godzinach. Kadziliśmy się
lekarzy tak w Europie, jak i w t\m kraju,
lecą nie mogli mu nic po mód z. Nareszcie
dostatem nieco Dra Piotra Goniozo, a wyda
tek tych paru centów dokonał tego, czego
przedtem kilkudziesięcioma dolarami nie
można było dokonał; lekarstwo to wyleczy
ło mego ohtopaka. Z szacunkiem, Henryk
Hajerts.
Inny rodzic, pan Earol Szmyt, z Carrlok,
la., dodaje jeden więcej listek laurowy do
korony Dra Piotra Gomozo. Pan Szmyt pi
sze: Dziełko mojego sąsiada, liczące 4 lats,
mb ło bardzo złe wyrzuty po oatej twarzy.
Dostało ono butelkę Dra Piotra Gomozo.
Używało go regularnie. Hanki zaczęły się
się łuszczył jakby łuska rybia; zdrowa i ró
żowa skóra zaczęła się formował na twarzy,
a wkrótce wszelkie oznaki wyrzutów zupeł
nie znikły. Aczkolwiek ten wypadek może
niejednemu wyda się zwykłym, dodał wy
pada, że nie jest to jedyny wypadek, albo
wiem brat mój mlat takie s^mo doświadczę
nie ze swojem matem dzieckiem. Gdy weź
mierny pod uwagę, że Gomozo zabija zaród
ki trucizny, wypędza je z ciała drogą natu
ralną l wzbogaca krew, czyniąc ją czerwo
ną, łatwo możemy sobie wytłómaczyó te
cudowne własności kuracyjne tego skutecz
nego lekarstwa.
GDOOWNE
LEKARSTWO
Diugoietalei.i doświadczeniem, mozolną
pracą, wynalazłem wresz ie kum brnącym
■lót 1 korzeni, które w połączenia z winem
dają zdumiewający środek na Katar Żołądka,
Kiszek, Niestrawność,. Choroby wątroby,
Choroby skórne, Na Nerwowość, powiększa
ilość krwi i wzmacnia cały organizm.
GORZKIE WINO
Dr. M. F. Boży noża, wyrabiane pod Jego
osobiatem nadzorem, jest uajlepszem, jakie
kiedy aolwiek istniało lnb Istnieje I Jeet u
znane przez najlepsze powagi lekarskie, Ja
ko jedyoy środek w swoim rodzaju wynale
ziony. Praca to l owoc dłagloh lat poszuki
wań człowieka oddanego swemu zawodowi,
a nie ludzi niekompetentnych w dziedzi
nie nauki, a tern bardziej w medycynie. Już
sam fakt, że po użyciu jednej butelki chory
czuje nadzwyozajną ulgę, świadczy jego
skuteozoość. Spróbujcie, a przekonacie się
sami, jakie cndowne aą jego skutki. Naby
wać można w aptekach l<.b u
l>r. H. F. BOŻYNCZ,
51U Milwaukee ave , Chicago, 111.
Uważajcie, by na butelce był podpis Dr. M.
F. Bożyncz, gdyż tylko takie butelki zawie
rają prawdziwe, niepodrabiane lekarstwo.
NALEPIN5KI MD5E.C0.
1574 N.CALI FDR NtA AVI
CHICAGO.-ILI
CM nu można k npld co tylko Jeden
eoble życzy. Zanim knpi»z od In
nych9 przyślij nam na powyżazy
•drea 2c markę po “Illn* * wany
Przewodnik dla Kupują*- i.**
Z pr/awodnikiam w/irUmr l»rmn
^n^kolorotry ohru,TADIUf Z A KÓS
KTO CHCE
kapi<S szczero * złoty lob źrebmy zegarek
łańcuszek, pierścionek lab t p., niech pizze
I prześle 2 cent. markę pocztową, a wyśle
my dwa ilnztrowane polskie katologl bez
płatnie, — do 50 centów na każdym do
larze zaoscoządzicle na pewno, kupując zło
te lab srebrne wyroby z pierwszej rąk i.
K. 8TACH0W8KI & CO..
633 Noble 8tr. Chicago, Ilia.
Kztalefl wy aj lamy tytkę as (Many ZJsdaeeaone F, A

xml | txt