OCR Interpretation


Zgoda = Unity. [volume] (Milwaukee, Wis.) 1881-1901, August 23, 1900, Image 3

Image and text provided by University of Illinois at Urbana-Champaign Library, Urbana, IL

Persistent link: https://chroniclingamerica.loc.gov/lccn/sn91037345/1900-08-23/ed-1/seq-3/

What is OCR?


Thumbnail for

Z KIJAKÓW A
Korespondencja -jZgrdy.”
— Wygląd miar*. — P.miyki. — Poda
nia.^— Wawel. — k* J«giellof eka.
— Kościoły. — Pomnik Kośclut»..kl p. CUo
dslń»kieg‘i. — Co potrzeba by ptoiulk
został ukończony.
(Dokrńczenic.)
Je*t to nie wielkie wysunięcie z przo
du zaniku, s gzymsami sptuajacyu i na
dół w ksitałoie kurzej ttopy. Na tej
•topie kurzej j«st umieszczony zegar sło
neczny, podług lildrego dworzanie i uiie- 1
szczanie Krakowa, gdy nie było jeszcze
zegarów na wieży, rachowali czas. We
środku właściwego zaniku jest obszerne
podwórze ze wszystkich czterech stron
otoczone zabudowaniami a w około mu
rów prowadzi obszerna galer ja na ba
lustradach. Na tein podwórza odby
wały się turnieje rycerzy polskich i za
granicznych a z galeryj przypatrywali
się im domowi i zagraniczni goście. O
becnie, jak wspomniałem, zwiedzający
nie może wyrobić sobie pojęcia o wy
glądzie i przepychu zamku, ponieważ
okna gdzieniektóre są tak zabite, że
uwagę zwiedzającego na ich szczegóły
dopiero przewodnik może zwrócić. Tak
samo jest i z szerokiemi drzwiami.
Gzymsy są obłożone albo gipsem albo
pozabijane deskami, u przez to otwory
drzwi o jedną czwartą część lub więcej
zmniejszone. Z zamku, z podwórza
drugiego, na którem kiedyś stajnie kró
lewskie znajdowały się a obecnie zabu
dowania szpitalne, patrząc w stronę
biegu Wisły, widać Skałkę. Jest to na
małym podwyższeniu skromny kośció
łek, który kiedyś leżał za Wisłą, obec
nie po tej stronie Wisły, gdy ta swój
bieg z czasem zmieniła. Pod tym koś
ciołem znajduji| 8'9 groby zasłużonych
mężów polskich. Droga do Skałki pro
wadzi wązką ulicą z obu stron otoczoną
wyniosłym murem, zasadzona drzewa
mi. Tu spoczywa wszystko, co wydał
świetnego w nowszych czasach naród
polski. Po drugiej stronie, patrząc z
okien Kurzej Stopki, na samym dole.na
domu Długosza widać stary obraz Mat
ki Boskiej malowany na drzewie, a po
dziurawiony od kul, któremi z murów
zamkowych broniono się przeciwko
Szwedom.
Obok domu Długosza prowadzi wąz
ka uliczka z kamieniczkami jednopię
trowemi, zwana Kanonicką, tam bowiem
mieszkali Bami kanonicy kapituły kra
kowskiej i do dziś dnia na murach pod
oknami dochowały się herby i nazwiska
tych kanoników.
Patrząc od strony Wisły w po przek
jej biegu, daleko na jej brzegu widać
maleńką karczemkę a raczej ruderę
przy drodze. Iłudera to sama przez się
zupełnie nie ciekawa i gdyby nie prze
wodnik,nikt z gości nie zwróciłby na
nią uwagi. Jest to karczma, którą do
dziś dnia ludzie nazywają • Rzy mem.
Tam miał Twardowski zaprzedać swą
duszę czartowi. Poszedłem tam i za
stałem jakiegoś biednego człowieka.
Na moje pytanie, czy to jest miejsce,
gdzie Twardowski mieszkał, odpowie
dział mi, że tu żaden Twardowski nie
mieszka, że tu on mieszka. Po dłuższej
dopiero rozmowie powiedział mi, że tu
dawniej miała być karczma, którą na
zywano Itzymem, o Twardowskim jed
dn*k zupełnie nic nie wie.
W bibliotece Jagiellońskiej miałem
sposobność oglądać wspaniałą książkę
pergaminową, która pisana jest obecnie*
nikomu nie znanymi hieroglifami, a ma
to być książka Twardowskiego. Na
jednej z jej kartek, po prawej stronie,
znajduje się czarna plama, jakgd* by
wypalona żelazem, w formie ogromnej
łapy niedźwiedziej; przewodnik ohjaś
nił nas, że to jest miejsce, przy którem
djabeł zastał Twardowskiego czytają
cego i po spisaniu cyrografu położył na
to miejsce swą łapę i wypalił ten znak.
W tej samej bibliotece, dawniej słu
żącej za mieszki'nie profesorom kole
gium Jagiellofukiego i za sale wykła
dowe, znajduje się zegar w formie kuli
ziemskiej, podobno własność Koperni
ka a w archiwach uniwersytetu Jagieł
InAskiego znajduje się spis uczni z XV
wieku, gilzie między innemi imionami
sławoych uczonyoh tego uniwersytetu
znajduje się też podpis Kopernika.
Na półkach tejże biblioteki widzia
łem między innemi gazetami też prawie
wszystkie gazety polsko-amerykańskie.
Jest tam też pokoik i kapliczka, gdzie
św. Jan Kanty mieszkał i modlił się.
I tysiące innych pamiątek tak ich mieści
w sobie Kraków.
Każdy kościół ma nie jedną a setki
w sobie pamiątek, zabytków i w spoin
nieó s przeszłych, lepszych i gorszych
ozasów. Nap. w dzielnicy żydowskiej
znajduje się kościół Przemienienia Pań
skiego, o którym niesie podanie, że zo
stał zbudowany ns pamiątkę ondu jaki
się stał w tej dzielnioy. Żydzi słyszeli,
te w św. Kucharystji ma się znajdować
ciało i krew Pana Jezusa. Zęby się
więc o tom przekonać, namówili jedną
słotącę, która u żyda słożyła, żeby po
szła do Komunji św. i przyniosła tako
wą w ustach do domn. Co też namó
wioną kobieta zrobiła. Ażeby spraw
dzić twierdzenie chrześćjaa, miał jeden
z żydów przekłuć nożem Komunję i
pociekła z niej krew. Za takie święto
kradztwo żydzi otrzymali Odpowiednią
ftnrę a na pamiątkę cudu wybudowano
kościół.
W innym koieide dotychczas zacho
wały się na zewnątrz k< śidnyeb mu
rów małe komórci w gzvms*ib z aakra
towanotni drtwumi, gdzie zamykano
wielkich przestępców i frzesmików w
czasio sumy i ha/dy z prz*rhodoi «rógł
plwać«na nich i ut.Luczai* ia ' 1 - cbriał.
kościele kapucynó* zarjdcję się o
prócz innych parniąl- k orcaty zrob.oae
z sukni ślubcej o-sarzo«»j Marji Te
resy. u toż z m-terji er*brn«j, wziętej
z trumny, w kiór*j spoczywały zwłoki tej
samej cesarzowej. W ioaym kościele
znajduje się na murze kościelnym krew
jednego x męczenników pewnego zako
nu, która nie daje się, jak mówią, żad
nym sposobem zmyć ze ściany.
Już nie setki a tysiące innych pa
miątek można widzieć po krakowskich
kościołach. Jednem słowem, Krakowowi
siusznie należy się miano małego ltzy
mu. Jedno jo;t *łe w Krakowie a m.,
żo ciężko się dostać do tych zabytków
i pamiątek, bo tylko w pewnych go
dzinach lub dniach można niektóre z
nich zwiedzać a do innych potrzeba aż
protekcji, żeby być wpuszczonym. Przy
tem o odpowiedniego przewodnika tu
bardzo cię>ko. Nie tak jak w© Wło
szech, gdzie ciężko się opędzić od
cieeronów. Wszędzie tam wszystko
otwarte, wszędzie można pójść i dla
tego kraj i miasta to wszyscy znają i
wszyscy tam jadą.
Ze zwiedziłem dokładniej Kraków,
mam jedynie do zawdzięczeniu temu,iż
będąc tam na studjach przez 2.\ mie
sięcy, miałem sporo cza^u i znajomości
miejscowych. Kto przyjedzie do Kra
kowa na krótki czas. ten może zaledwie
parę miejsc zwiedzić i to pobieżnie.
Ostatecznie wspomnę i o tein, że mia
łem sposobność osobiście oglądać w
pracowni p. Chodzińskiego pomnik
Kościuszki, który ma stać w Chicago.
Jak wiadomo braciom związkowym i w
ogóle polonji amerykańskiej, p. Cho
dziński wykończa pomnik Kościuszki
dla polonji amerykańskiej. Na buj
nym rumaku, wspinającym się nieco do
góry siedzi Kościuszko w ubraniu je
nerała amerykańskiego. W prawej rę
ce, wyciągniętej przed siebie, trzyma
szablę, wskazując naprzód. Głowę ma
nieco odchyloną w przeciwną stronę,
jnkgdyby wydawał do swej wiary roz
kaz. Głowa konia też zwróconą jest
cokolwiek w tę samą stronę, co głowa
wodza a to dlatego, jak objaśnił mnie
artysta, że człowiek, zwracając się cia
łem w bok, ciągnie za sobą też i rękę a
przez to cugle i koń musi odpowiedni
też ruch wykonać. Koń stoi na trzech
nogach a prawą nogę przednią nieco
podniósł do góry. Właśnie ta pozycja
konia jest dobrą, bo nadaję mu życia
i gracji. Przytem. koń — stojąo na
trzech nogach—nie potrzebuje pod sobą
podpory.
Niedawno miałem sposobność oglą
dać pomnik I.afayette'a, darowany przez
amerykanów francuzom. Stoi on przed
pałacem Klizejskim w Paryżu na wyso
kiem podmurowaniu. Koś w tym pom
niku stoi na dwóch nogach a jedną
przednią i jedną tylną nogę ma podnie
sione. Na koniu siedzi I.ufayette, tak
samo jak Kościuszko, z wyciągniętą rę
ką. dzierżącą szablę do góry. Postawa
konia jest spokojna. Jednak cały poru-*
nik nadzwyczaj przypomina pomnik Ko
ściuszki, wykonany przez p. Chodziń
‘■kiego, z tą różnicą, że pomnik Koś
ciuszki, jako całość przedstawia się da
lcko lepiej. Koń pod I ,afayette’m ma
na samym środku pod brzuchem żelaz
ny słup, bo nie mógłby utrzymać się nu
dwóch nogach, podrugie, koń stoi w
postawie prostej, z głową wyciągoiętą
prosto przed siebie, co mu nadaje po
r-tawę martwą. Koń pod Kościuszką
?toi bez podpory i wykonywa ruch cia
łem z głową, co jest więcej naturalnem
a zarazem pełoem wdzięku. Przez to
wlał artysta w niego ruchy zupełnie lo
gicznie wytłumaczone, gdy tymczasem,
patrząc na konia pod Lifayette'm mi
raowoli zadaje sobie widz pytanie, cżem
usprawiedliwić ruch tych obu nóg?
Koń pod Kościuszką oprócz odpowied
dnich ruchów głowy i nogi ma też od
powiednią* postawę, wygląd jakgdyby
szedł, jakgdyby stąpał do góry; więo i
ruch nogi przedniej podniesionej nieco
zupełoie logicznie przez to się tłuma
czy, czego u konia Lafayetto'a niemoż
na wytłumaczyć, bo on stoi na miejscu.
Jednem słowem, model p. Chodziń
■kiego przewyższa monument l.afayet
te'a, sporządzony przez amerykanów,
pod wieloma względami. P. Chodziń
eki juz ma zupełnie gotowy modol do
odlania i czeka tylko na odpowiedź z
Chicago, czy już aą gotowe pieniądze
na tę pracę. Co do tego. gdzie monu
ment ma być odlany, tego p. C. jenzcze
nie wiedział, gdy ja u niego byłem a
to dlatego, że nie otrzymał był jeszcze
odpowiedzi z Berlina. Może być, te w
Berlinie o tyłe lepiej byłoby go odlać,
iż tam umieją odrazo z małego modelu
odlać normalnej wielkości.
Na odlanie pomnika potrznbn blisko
$ 10 000. Musi też artysta wiedzieć jak
wygląda plac, na którym stanie pomnik
Kościuszki, bo musi w odpowiedniem
miejscu odlać też*«upis.
^ końcu rzeka >a ««wy termin, w
którjm aa dos‘&wić pomnik. *• o p zed
tcm umówicay trrain jot d.wno minął
* j*Jo eiiy di z pr \*rdn braku po
trzebnych funduszów, to t«? poru u: k do
tychczas npooiywa » Krakowie
Ooecaie p Chodz'fisVt , o« do niego
nalriało. w»»y»tko wytoaał a ty!ko rze
ka na potrzebne pi-niądłe żeby rdiać
morUl I- b też przy transportować go do
Chi rago. i
Dr. W. J. Sieminowicz.
Dziewiąty zjazd
polskirh lekarzy i przyrodników.
I. W soliotę, dnia 14 z. >n., rozpo
czął obrady w Krakowie IX zjazd pol
skich lekarzy i przyrodników.
Po nabożeństwie o t^odz. 9 rano za
częli się zbierać uczestnicy zjazdu w
sali teatru miejskiego. Zapanowało
w niej ruchliwe ożywienie; napełnił
ją (rwar; żywe powitania zbliżały mię
dzy Bol>ą ludzi nauki, znających się
dobrze z praey i działalności, a spo
tykających dopiero Wraz bezpośnnl
nio. Dłonie lekarzy i przyrodników,
przybyłych z Warszawy. Królestwa,
Rosji, Poznańskiego, z odległych ką
tów świata, łączą się silnie przy powi
taniu z (lłoniittni kolegów z Galicji i
Krukowa, łączą się wzajemnie serca i
rzewne uczucie braterskiego zebrania
ogarnia wszystkich.
Scenę przybrano bardzo gustownie
i l>ognto. — Oł>ok stołu prezydjalnego
z obu stron ustawiono krzt*sło, a pierw
szy ich rząd zajęli: delegat minister
stwa spraw wewnętrznych i namie
stnictwa dr. Merunowirz; delegat mi
nisterstwa oświaty rektor i dziekan
wydziału lekarskiego prof. tir. M. L.
Jakubowski; prezydent miasta p.
Friedlein; reprezentant Akademji 1 -
miejętiiości i Uniwersytetu Jagielloń
skiego prof. dr. Fryderyk Zoll i prezes
towarzystwa lekarskiego krakowskiego
profesor dr. Henryk Jordan; — w
dalszych zaś rzędach delegaci różnych
instytueyj.
Sala była przepełnioną, zauważono
tylko brak lekarzy wojskowych, któ
rym austrjackio ministerjum wojny
zabroniło przyjmować udziału w obra
dach, i z żalem mówiono o tern.
Zjazd otwarł i pierwsze posiedzenie
publiczne zagaił przewodniczący ko
mitetu gospodarczego prof. dr. Kosta
necki.
Następnie powitał uczestników
zjazdu w imieniu miasta prezydent
Friedlein, w imieniu rządu radca Me
runowicz.
Prezesami honorowymi wybrano: dr.
Baranowskiego i dr. Hoyera z War
szawy. prof. tir. Nenckiego z Peters
burga, tir. Radziszewskiego ze Lwowa,
dr. Bruchła z Heidelberga, dr. Meix
nera z Pragi, dr. Niedzwieckiego ze
Lwowa. Prezesem rzeczywistym wy
brany dr. Dunin z Warszawy. Wice
prezesami honorowymi Wybrani: tir.
Biegański z Częstochowy, tir. Znato
wicz z Warszawy, dr. Sielski ze Lwo
wa. rektor politechniki lwowskiej Nie
inentowski, prof. Cłiodt>unsky z Pragi
i (ir. r»zuman z I uznania; sekretarzem
wybrany dr. Krysiewicz z Poznania.
Nastąpiły potem referaty i odczyty,
z których najważniejszym był referat
prof. Baranowskiego z Warszawy na
temat: „Walka z gruźlicą, jako zada
nie społeczno-narodowe”.
Równocześnie ze zjazdem otwnrto w
Krakowie wystawy przyroduiczo-le
karską.
Bardzo słabo reprezentowanym jest
na zjeźdie tegorocznym zabór pruski,
na tysiąc bowiem uczestników jest z
Księztws i Prus Zachodnich tylko
14. „Wymowny to chyba dowód —
pisze korespondent „Dzień. Pozn.” —
obojętności, gnuśności lekarzy w tym
załiorze”. My byśmy dodnli: także do
wód ciężkiej pracy z. a wolowej i walki
o byt, która im nie pozwala odrywać
się od obowiązków codziennych.
Z znł>oru pruskiego przybyli dokto
rzy:
Chachamowicz, .Jnrnntowski, Ko
Baszkiewicz. Karwowski, Pomorski z
Poznania, Bnrtlic, (Janikowski, ?jo
wiński, Maciejewski, Tomaszewski,
Wlazłowski z Księztwa, dr. Szum ar i z
Torunia i Mieczkowski i Sokołowski
z Wrocławia.
Swojąnieolx>cność uniewinnili drdr.
rndzcaChlnf>owski,.Jaruntowski, radz
< a Koeler i Święcicki, który miał być
wybranym na jednego z honorwych
prezesów zjazdu; do grona sekretarzy
tegoż należy dr. .Jarnatowski.
Wieczorem pierwszego dnia zjazdu
podejmował uczestników nader ruch
liwy komitet gospodarczy wspaniałym
rautem na wielkiej sali Sokoła, ma
lowniczo udekorowanej. Okoły 1300
osób bawiło się ochoczo przy dźwię
kach orkiestry „Hannonja”, racząc
się pmwdziwie polską gościnnością
krakowian.
Wykładów zgłoszono bardzo wiele,
to toż pracy w sekcjach będzie nie
mało.
II. Na poniedziałkowem zebraniu
toczyła się bardzo interesująca dy
sk as ja Ar sprawie zwalczaniu gruźlicy.
Z lekarzy juliańskich brał w niej
udział pan dr. Karwowski, który
przedstawił statystykę gruźlicy w W.
Księstwie Poznań akiom. Z danyer.
przez niego przytoczonych widać, że
cyfra śmiertelności w rejencji {x>zimń
slciej się obniża; w przeoi.'<gn lat Id
obniżyła się o 20 procent. W powia
tach śmiertelność waha sio między
‘‘•0.5 (kościański) a 17.1 (między
chodzki) na 10.0(X) ludności. W szpi
talach przeciętnie śmiertelność na
gruźlicę wynosi 14 proc. wszystkich
chorych zakładowych a 38,1 procent
gruźliczych. Śmiertelność na gruźli
cę w stosunku do żyjących także jx>
woli się zniża i to od roku 1S89 do
ISO!) sjMida z 22,47 na 18,72 procent
Przeciętnie umiera na rok w Ksie
ztwie 31^0 osób na gruźlicę, czyli. 19.3
na 10.000 mieszkańców, i to w obwo
dzie rejencji poznańskiej 17,97, w
bydgoskiej IB,35. W porównaniu z
innymi krajami Księztwo ma małą
śmiertelność na gruźlicę. W Niem
czech zajmuje trzecie miejsce, z in
nych krajów tylko Anglja i Japonja
iimj.i miiiiTiiruiiw: O 40,0,
zdolnym do zarobkowania wieku
"* Księztwie umiera przeciętnie 20,ÓS
na 10.000 żyjących, a 7.01 na 1000 u
tnierających wyłącznie na gruźlicę.
I rząd krajowy udziela ubezpieczeń
chorym na gruźlicę lub pusyb cho
rych na nią do GoorWrsdorfu. Skut
ki leczenia luirdzo zadowalniające, 1h>
z wysłanych w 1H‘.W> roku ,VJ0 osób
KiO odzyskało siły, a z tych 48 proc.
czyli 21 dotychczas, to jest pod latach
zdrowie w całej pełni zatrzymało.
W ważnej tej sprawie przemawiali
jeszcze prof. Bard zew sk i ze Lwowa,
dr. Sokołowski z Warszawy, (prze
wodniczący), radzca dr. Merunowicz,
dr. Polak i dr. Tehórznicki, z Warsza
wy. prof. Bujwid, który podawał s|*>
soby zapobiegania gruźlicy, dr. M.
Grabowski, dr. Bunin i kilku innych.
(Dokończenie nastąpi).
Katorgi na Sachalinie.
(Cią*( dalszy)
Obok starych mogił cały rząd dołów
wykopano na zapa9, korzystając z cza
su gdy robota umiej pilna. Katorżni
czy kopią własno swe groby, oni też.gdy
który umrze, ciągną na cmentarz wóz z
trumną. Zdarza się, iż za wozem idzie
tylko dozorca z rewolwerem na sznurku
u szyj, ani popa, ani modlitwy, ani śpie
wu. Co prawda, pierwszy taki pogrzeb,
na jaki się natknął lJoroszewioz, bvł
pogrzebem mordercy i samobójcy: o
siedleniec zarznął swą „towarzyszkę", a
potem otruł się tojadem. Zwłoki po
kilku dniach znaleziono w tajdze. To
jad jest trującą rośliną, stanowiącą głó
wny skarb katorżnika: każdy z nich no
si przy sobie kawałek korzenia tojadu
— na wszelki wypadek. Używają go
jednak stosunkowo rzadko, gdy zważy
my męczarnie ich życia i porównamy z
błahostkami powodującemi codziennie
samobójstwa w stolicach cywilizowane
go świata. Większość ludzi na Sacha
linie zda się gotowa na wszystko; w
gruncie jednak boją się śmierci, dbają
o przedłużenie choćby na chwilę nędz
nego żywota.
Co roku przewożą ich na Sachalin
dwa do trzech tysięcy: w r. 1SU5 było
ich 2212, w r. 180e — 2725. Ci, jak
mówiliśmy, podzieleni są na dwie kla
sy: „doświadczonych", to jest przezna
czonych do turmy kajdanowej i „po
prawianych”, idących na t. zw. „wię
zienie wolne”. Katorżnicy beztermi
nowi (okazani na całe życie) muszą
przebywać w szeregach „doświadczo
nych” lat 8: sitazani na więcej jak 20,
lat ó; skazani nu 15 — 20, lat 4. Tur
nia kajdanowa stoi zwykle zupełnie o
dosobniona, otoczona wysokim często
kołem. Przy ścianach chodzi s'raż, co
jednak nie przeszkadza więźniom ucie
kać w jej obecności. Wstęp ludziom
postronnym do tego rodzaju więzienia
jest wzbronionym. Skazańców trzy
mają tam jak zadżumionych, w zupoł
nem odosobnieniu. Nawet szpilałe dla
nich są oddzielne. Ale to wcale nie
przoszkadza więźniom z oddziałów po
prawczych dostawać się do kajdanowe
go, przemycać tam wódkę, grać w kar
ty. Wynalazczość i przemysłowość ka
torgi nie ma grafcio.
Przytem na Saohaiinie wszystko sio
kupuje i to bardzo tanio.
Od wiosny do jesieni, od początku
do koóoa „sezonu ucieczek”, aresztan
lom „doświadczonym'’ golą połowę gło
-y i okuwają icb w kajdany nożne. A
wtedy powietrze sacbaliftakie, samo
przez się nieznośne, napełnia aię brzę
kiem kajdan. Wszystko to męczy o
!:ropnie tych, oo o ucieczce me myślą,
męczy, drażni i pcha do rozpaczliwych
kroków, o których nie pomyśleliby i
naozej.
Praca rozłożona jest prawem według
pór roku na 7 do 11 godtin. Norma
ta jednak nie zawsze jest uwzględnia*
ną. Zdarzu się np. przy wyładowywa
niu okrętów, z o służba rozpoczęta o f>ej
ł rana koficzy się o 11 ej w nocy, a
wtedy tylko pięć godzin zaledwie do
enu pozostaje. 1’odobaie, prócz nie
dziel, oraz trzech dni postu i przjgoto
wywania się do Sakramentów, prawo
naznacza 14 dpi święte z-ych bez pra
cy. Ale i to pozostaje nieraz martwą
literą, jeżeli nadejdzie parowiec, lub
jeśli kio z przeds;ębiorców miejsco
wych zażąda ludzi do swojej roboty.
Pod tym ostatnim względem, prywata
czyni liczne w przepisach wyłomy: po
syła się np. kilku ludzi mniej do budo
wania dróg lub spuszczania statku dla
tego. te pan X., albo pr.ni- Z. żąda ro
botnika.
iSą to nadużycia, które wywołują
bunty: skazańcy odmawiają formalnie
posłuszeństwa, żądając, aby się trzy
mano przepisu; bunt znów wywołuje
środki uśmierzające, na których cierpią
winni i niewinni, te znów wywołują
rozgoryczenie i tak wciąż w kółko:
,,Oto do czego doprowadza humani
tarcość — skarży się gniewnie inspek
tor . Zwierzchność nie lubi ażeby bito.
Cóż, proszę pana, mogę z tymi łotrami
począć?
Pierwszy lepszy kapitan okrętu lub
ajent lirrny handlowej, będący w do
brych stosunkach z inspektorem, może
uzyskać, wbrew prawu, zmianę porząd
ku w pracy katcrżników. „Jeżeli do
tej»o — pisze autor — dodamy liche,
wcale nie pożywne jadło, cdzież i obu
wie nie ogrzewające nawet przy nie
wielkiem zimnie — zrozumiemy, dli.
czego cierpliwość tych „doświadcz*,
nych" wyczerpuje się, dlaczego wresz
cie są rozdrażnieni. O ile było można
unikałem zwiedzania turmv razem z pp
dozorcami. Przykro mi było słucha*
tego, co im w oczy mówili więźniowie.
Mówili z takiem zuchwalstwem, o ja
kietn nigdy n;e mieliśmy pojęciu. '/.
zuchwalstwem ludzi, którzy już więcej
niczego się nie boją".... Mówili, bu
już cierpieć nie mogli. W więzieniu
r\kowskiem, w chwili przyjazdu Doro
szewicza, takie było rozdrażnienie, że
inspektor nie śmiał zrazu wpuścić go
do turmy. Skazańcy nie chcieli iść na
robotę i siedzieli dzień i noc zamknięu
w „numerach"’, w powietrzu zatrutem,
ciężkiem od wyziewów ciał, rozpaczy i
nienawiści. Wyglądali jak dzikie zwie
rzęta. aż strach było między nimi prze
chodzić.
W' każdym „numerze", to jest sy
pialni osobnego oddziału, znajduje się
40 ÓO tapczanów z nędznym, brudnym
siennikiem, zazwyczaj u wezgłowia za
miast poduszki zwiniętym; na środku
rodzaj prymitywnego stołu, zlanego
resztkami polewki lub herbaty, zasta
wionego otłuczonymi czajnikami i łyż
kami w nieładzie. Na ścianach poroz
wieszane gałęzie sosny dla czyszczenia
powietrza; pomimo tego zaduch, brud,
wilgoć i zimno. Woń pleśni zabiju za
pach sosnowy. Niektórzy ze skazań
ców za usiłowaną ucieczkę przykuci
kajdanami nożnymi do taczek, które po
kilka lat mają wozić ze sobą gdy cho
dzą, umieszozać pod tapczanem gdy
śpią. U niektórych tapczanów drzewo
zużyło s’.ę od łańcucha trzymającego
taczki — ważą one zazwyczaj 2 pudy,
&0 funtów rosyjskich! Ale i taczki nie
przeszkadzają ucieczce, więźniowie bo
wiem, choć z wielkim bólem i trudem,
zdołają ściągnąć kajdany, co i bez za
miaru ucieczki ozynią, aby choć co kil
ka tygodni przez jedną noc odpocząć.
Chcąo ucieo, kajdany ściągają i wybi
jają ścianę więzienia, niekiedy bardzo
zetloną i zgniłą, jak np. w korsakow
skiem więzieniu.... „Kajdanowi"* nie
wychodzą nigdy na robotę bez konwo
JU, a strzegący ich zoimerz to zarazem
i męczennik i kat. Katorżnicy robią
wszystko co im natchnie piekielna złoś
liwość, aby go umęczyć, znudzić, roz
drażnić; on zaś rozwścieczony mści się
klnąc i bijąc gdzie może. Czasem by
wa rad, jeśli się sam do katorgi dosta
nie: „Dzięki Dogu” — mówił jeden z
nich skazany za zabicie katorżnika, a
gdy go zapytano dlaczego?
„Ot taki-’ — odpowiedział. lichota
taka sama jak u nich. Takżo kłody i
drwa ciągać trz-b». A jeszcze i pilnuj
ich! Każdy ci ch^e podłość psotę ja
ką* zrobić, .ztsypać'*) Tylko co pat
rzeć jak się wpadnie za ni h Trzeba
dobrze pilnować, aż-by który nie u i kł
i strzedz się ażeby nie zabili. A tnij
tylko którego! Sam się dostani-*« p« d
sąd. Nie! W katordze jakoś lepiej.
Tutaj nikogo pilnować nie trzeba. Niech
sobie mnie pilnują.
Katorga umie dokuczyć, godzinami
całerai wydrwiwać, a w końcu rozbest
wić, aż oi żołnierze, którzy przyszli tu
bez złości w sercu, stają się gorszymi
od katorżników. Między jednymi a
drugimi doohodzi do takiej nicnawiłoi,
iż sam autor słyszał, jak skazaniec,
schwytany w ucieczce, ale zresztą do
broduszny i cichy, nie mógł odżałować,
że nie skorzystał ze sposobności, any
zabić konwojowego, a z-pytany po co?
*) ,,/ujpeć ', w furgon'* katorżników ma
czy rirnbić. •kompromitować t f~'*l % ł d -l.
— odpowiedział — „A cóż oni z nami
robią, gdy pojmają!”
i ką jesi atmosfera, którą oddycha
turmą kajdan* w». Rozdrażnieni więź
niowie sz-*zą postrach, który pp. in
spektorowie starają się zwykle pokryć
pogardą. Można sobie wyobrazić, co
eię dzieje w więzi niu dla „doświad
czonych”, od ’ nycłj o.tkowicie opiece
dourców, którzy dawniej byli także
katorlsikimi. Co aię robi w więzie
niach napełnionych najc;*jżłiyaii prze
s ępcami, którzy po całych miesiącach
n;e widzą żadnej władzy. Jak tam ka
tor/ników traktują dr.wni katorżnioy! —
Lrzędnicy tłumaczą »ię obawą o włas
ne życie. A przeoież — zauważa autor
— chodzą tam bezpiecznie lekarze, cho
dzi też. humanitarny inspektor więzienia
aleksandrowskiego i rodziny ich byłyby
najbezpieczniejsze, gdyby mogły w
turniie zamieszkać. Wina zatem ni*
jest całkowicie po stronie skazańców.
Przeoież pomiędzy nimi nie są sami
wielcy zbrodniarze, są i tacy. co, pier
wotnie skazani na parę lat, „dorobili"
sobie długie termina przez oddalenie
się i nie stawienie na przegląd, lub coś
w tym rodzaju, albo też z więzienia po
prawczego zostali przeniesieni do tur
my za drobną często winę, jak np. były
jeden oficer za to, że nie zdjął czapki
przed inżynierem górniczym, lub inny
na prośbę żony urzędnika, skarżącej
nań, że się do jej pokojówki zaleca. Są
wreszcie żołnierze, skazani za brak dys
cypliny i dezerterzy.
(Dalszy ciąg nastąpi.)
Potrzeba nauczyciela, który musi
zarazem organista i znaó (lobrzo
yzyk polski i angielski. Zgłosić sie
!o: ks. W. Trzepierczyński, S‘J5 8.
Ashland ave.. Chicago, lll. 2
Pociąg ,,Continental Limited*'
kolei Wabash.
Pcosąwszy od 27go Czerwca r. b.,
wciąg kolei Wabash, twany „Conti*
«-ntal Limited", opuszcza Chicago o
“* ni. 40 w połednie zamiast o 12 m.
"2, a przybywa do Nowego Yorku o 3
a 15 i do Bostonu o 5 m. 30 następne*
•T° popołudnia — wagony sypialne do
hyciwóch miast.
UWAGA
I-odzie oierpiący na chorobę pluć, wą
troby i żółci, albo też na chroniczny ka
tar głowy, nosa, żołądka i pęcherza, jak
również na brak apetytu, niestrawność 1
zatwardzenie, całej na kaszel, ciężki od
dech, drżenie olała, reumatyzm, kłu<le,
boi w piersiach lub w bokach, a którzy
tak osłabieni są dłnższą choroba, że nis
mogą pracować, zostają uzdrowieni w
krótkim czasie pr/.ez użycie nowo wyna
lezionego prze* dr. P. Sattlera. apecya
li»ty w leczeniu powyżezych chorób, pre
paratu, znanego pod nazwą „Korzenia
Wężowego”, Cena butelki 50c. i $1.50.
Z*ińci{ »•$ należy pltinienule lub ustnie
pod adresem: ||T. p. jSattler,
405 New Era Bldg., Chicago, III.
GORZKIE WINO
Dr M. F. Botyncza, wyrabiane pod Jego
oeobistem nadzorem, jeet najlepszem, jakie
kiedykolwiek Istniało lab istnieje i jeet u
znane przez najlepsze powagi lekarskie, Ja
ko jedyny środek w swoim rodzajn wynale
ziony. Praca to 1 owoc dłngloh lat poszuki
wań człowieka oddanego swemn zawodowi,
a nie ładzi niekompetentnych w dziedzi
nie naaki, a tembardsiel w medycynie. Jat
sam fakt, te po użycia jednej butelki chory
czuje nadzwyczajną ulgą, świadczy Jego
ekuteozność. Spróbujcie, a przekonacie. śle
ssmi, jakie cudowne są jego skutki. Naby
wad można w aptekach lub u
Dr. H. F. B02YNCZ,
519 Milwaukee are., Chicago, 111.
Uważajcie, by na buteloe był podpis Dr. M,
F. Botynoz, gdyż tylko takie butelki zawle
rają prawdziwe, niepodreblane lekarstwo.
GUDOWNE
LEKARSTWO
Dtugoletuleni doświadczeniem, mozolną
pracą, wynalazłem wreszoie kombinaoyę
siół 1 korzeni, które w połączenia z winem
dsją zdumiewający środek na Katar Żołądka,
Kiszek, Niestrawność, Choroby wątroby,
Choroby skórne, Na Nerwowość, powiększa
ilość krwi i wzmacnia cały organizm.
J Doiwladnnny i znany oarałj fwlat
DOKTOR HAM
po«l»rnJi|» r llyplotn ną|lA.
r»z.-_-o kole.liiin*'l'u
tlc*|.J'ul M«1i. «U,..ll.v» V.
New York.i,po i*tbwln p...
tltózy | wiz-u* .i r*' n\. li
i>/.|>llail « kr.ijn i w Kuf i' I-*,
;t/\ jnrijł* <1, *r\cli i: r i.-i..o
uru uiU]*il« n*V1 i mniii,
Pr. IIiito flj i > i . .
toiial, r.i »i J,>- *
m
ji •. IV', l*«ł :il ł’*i. . , ■* |m)%
Fm o • lit (!<!'■. Ji1.]. ;i j L*.i.|ttie.
LLCZT Nirtril .TY, ny.lKIl HfZCltMK
t '■*/ l»'.rk cl>*< »li Milir; »łjrb
I < i< M 'V.: kol ,• V(i linrrihn a f
I-' * HM |MV| lfil| . ||1 ■ HfUj *lO d ’
1 r-.i' ■ . r. 1 ■ •) •• r :r . o • »-. o i, 1,..
' 1 • !• > ;... i»< • *.|.|.| | ni,.’
Mi.1fr.tijj, / ni li h.Mln I1 • 1*110 li
Pf II > «• 1 ' lT
Iiot.jIh . ;1. j, v . •. j■ - ' \ f >: •, i«» wl
I . i. Ir.,. ; »iim'h fi A U *rntr>-*
1 a mr.r! ; c ■■ - i „
ntilw ,11 n*»t #«» rl t .1.. v fl. r,,nl»
1. 1 lut. ałoaiiaw I
I. II A.'... IkLi I
Mi
A»’r«» taki:
DR. C. O H«V,
JOł N. lanal IJ.I.a Tl*. TMM
hawwie no nn* •,».
PuirOk MC Ml. kosz | u?.
oa o.
i
Iłin*" d •tanlorił t>» >1/o ri»ka«-ą
“I,<,rii<lnllt .Ilu 1 h irrch," J.A«lt poa ecla
aurec do ń i C. U lina. A
DON.WKI JEŻYKA.'
A XGIHLSKI EG 0_ *■
F0ŁMCA6T '
I. * łrsi WI30' t . *» ,
t. Kil T HI/WMK POI.hR •
«N(M<I.»KI .BOr
•i RUsohmin r s:,»v/.||i .
*K<» P»I.HKI r.-S,. d klwliih* <
" »>« . I. . . i ■«»»,.■! anir1r't.
«■ • / ..'i. :•! •!!,(,» •!.; fi wy. I
r-/'.w 11U »l<>wrr% Cl*<M« 'id.
V . <IIomi.i<i,<.f PO
W *, flU I :yl .Vp»# n ra•-»«
_ I
IV wn • r) tl i lnu.} rtn*c\§u l> -t ”
Antoni A.I*nr5'alcl
il« JickswJ «»f., t.| «. O ł*.
N» tą/diul* łryijUn jr • « I ■- Ul K kolą**1'

xml | txt